000109a |
Previous | 10 of 16 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
"13 ' 'c&- - '— m37
--fj- j— fW~ I
t 4 -
li
ł STR 10 "ZWIĄZKOWIEC" KWIECIEŃ (Aprll) Sobota 1 — 1961 JJjttys:
i i!
M 7
f i
k
i-- "
'
V
i v f
1
j i
I 'Ci
I
Hi
S t 'i
I 'i "I
irif
t ' i i h f Sł- -
!l 'vi Mi {
fejłJ?
ig7na
SiilA' v
i
- V
i
'ii
1
h - -
i' ' !!'
i i '
1 if
1 !
I 1
5
l t"V LV1
i i F-- P
' 4
I-- I
i - I- - 1"
mi£&rh~u%
ii-S- CL"
1 i
----- #—
V W DNIU
X
ijjjj
i Swiqt
składa
ii
w-- —
ttM
"?
X5CKs2?r2SEcl£rS POLA GOJAWICZYNSKA
ŻYCZENIA Z TORONTO 1
Si~V')Gr~viXi—
156 Ave
7J75rsi)e~iivse~i4 H
Wielebnemu Duchowieństwu
Organizacjom Polskim
całej Polonii Kanadyjskiej
życzenia "WESOŁEGO ALLELUJA"
przesyła
Zarząd Główny
Kongresu Polonii Kanadyjskiej
ŚWICTA
ZMARTWYCFIWSTANIA
Najserdeczniejsze
Życzenia Spokojnych
Wesołych
ZARZĄD
'I „Si Slanislaus Parish (Toronlo)
Credit Union Lid
Roncesvalles — 12 Denison Ave
NAJLEPSZE ŻYCZENIA Z~OKAZJf
NADCHODZĄCYCH ŚWIĄT 'WIELKANOCY '
ZASYŁA SWYM KLIENTOM I 'CAŁEJ POLONU
f W ' jmuńnJnŁmftnjr itAJiiA-irunttJn- iJtujro vi i
firma kuśnierska '
Wykonujemy futra' do miary -- i' Jiajlcpszych skórek —
przyjmujemy naprawy — przeróbki oraz przyjmujemy
do przechowania na' lalo vza' pełnym ubezpieczeniem
t! j t' i
Jf 921 College Sł ' (przy Dovęrbourt)
Polska
Toronio — LĘ4-554- 5
Przyjaciołom i Zfiajomym ołąz-rbszystKi- m'' Klitntpm
WESOŁEGO" ALLELUJA- - ' '!'T'
"-
składa -' '
ZBIGNIEW S MOKRZfCKI
wrar zZESPOŁEM
NEW CĄNADIAN PUBLICATIONSKU W
" NATLEPSZETCZENIK-WIEL-KANOCKE--- --
WSZYSTKIM' SWOIM -- KLIENTOM' "
I CAŁEJ POLONII W TORONTO
" ' ' " r " PRZESYŁA J : " " '
WW--- M1113T
ir
POLSKA APTEKA SOLARSKIEGO
151 Roncesvalles Ave —SJoronło iS—- LE-6-54- 52- -
E!©óst&esK!S6:re2aogtzscsets
- r —
1
M
Gdy w przedpokoju brzęknął
dzwonek Kwiryna zerwała się i
dopadła do drzwi — Byłam pew-na
że to ty albo Bronka — rze-kła
wpuszczając Cechnę Była
wzruszona Przed chwilą skoń-czyła
pracowity dzień wypłat od
wczesnego ranka w fabryce na
Mokotowie w sklepach na no-wej
budowie domu na placu 'da-wnej
węglami Ponieważ buchal-teri- a
wykazała znaczne zyski
Kwiryna zarządziła wypłatę ma-łych
gratyfikacji świątecznych i
miała tę słabość że własnoręcz-nie
je wypłacała Ludziska popła-kali
się życząc jej Wesołych
Świąt i Wesołych świąt! Odpo-wiadała:
"Wzajemnie wszystkie-go
dobrego!" Ręce miała pełne
pieniędzy głowę pełną cyfr u-s- zy nabrzmiałe podziękowaniami
Z tego rozgwaru cudzych spraw
cudzego życia i radości wpadła
nagle w swoje zaciszne pokoje
uroczyście wysprzątane przez
ciotkę która kupiła nawet dwa
różne hiacynty Uroczyście wy-glądające
ale puste --To je wy-kolei- ło
Niełatwo wypowiedzieć co się
czuje Czy jednak Cethna wy-chodząc
z domu w to wielkoso-botnie
popołudnie sama bez Zu-zanny
nie odczuwała też jakie-goś
braku?
— Byłam u mamy — rzekła
— i wpadam tu tylko na chwi-lę!
UśmiechahTsię stojąc w przed-pokoju
w nowympviosennym ko-stiumie
z kwiatem u klapy ża-kietu
Ale oczy jej ciemniały od
jakiegoś smutku Ciotka wytknę-ła
głowę przede drzwi kuchenne
i krzyknęła: — Ach! U ludzi
święto a u nas nic niegotowe!
Wszystko na ostatnią minutę!
— Wcale bym się nie śmiała
— szepnęła z namysłem Kwi-ryna"
— żeby i Bronkę tu przy-niosło
— I pociągnęła gościa
do pokoju pod okno gdzie dwa
fotele stały obok siebie Cechnie
zdawało 'się że jak usiądzie i u-ton- ie
w'tych miękkościach nie-prędko
wstanie Była bardzo
zmęczona
Idąc ze swej kolonii wpadła
w w płynny szereg ludzki ciąg-fiąc- y od kościoła Zbawicielai aż
po Kościół Panny Marii
W mrocznych nawach obok
bolesnych krzyży leeli rozkrzy-żowa- nf ludzie i czołem wspartym
o zimną posadzkę z zatajonym
oddechem niczym martwi ocze-kujący
na swą łaskę zmartwych-wstania
— Zawsze mnie to przejmuje
dreszczem — rzekła — Myślę:
o co oni tak gorąco Boga proszą
czy za có przepraszają?
— O gdyby to można odku-pić
się przez samo leżenie krzy-żem!
— szepnęła Kwiryna z ak-centem
takiej goryczy że Cech-n- a
spojrzała na nią zdumiona
Ale' -- szybko odwróciły głowy
zmieszały" się1 i' i-póm-knęły
spoj-rzeniafniipo- uf ciemną' kopułę nie-baW-Toicli- n"j ciotka' śpiewała ża-łośnie:
!::jL''y%'r'!'- - - '
'-l--
'Try
- Mascineite9wroiagsiteyn'ripoośsrzyły' '"" 'r
Akac jena skwerze pokryły się
drobnymi ióbfitymlliśćmi Zie-lona'-
ich przysłaniała
ćzeluść'Nówolipia- - Pod "sztóche-tatoini'ebył- o fdziś zwykłe j gale-rii
gapiów-- - 'wypoczywających
Swiąteczriy-naśtró- j w "domach' i
ttrędrówki$o grobach' opróżniły
tb -- UlUbipńepiiejsee okolicznych
mieszkańców NaWel przecznica
Karmelickiej opustoszała Train-tyaj- e
stanęły
' Ciotka' przyniosła 'herbatę i u-staw- iła szklanki na parapecie ok-na:
— Nieclrsię nasz gość-ni- e o-bra- zi ale tyle mam roboty 1 Ten
śzturpak dzieyczyha "jak poszła
do' kościoła" ze 'święconym tak' i
przepadła!-- — Ciotka zaaferowa-na
wróciła do kuchni i znów
stamtąd 'dobiegł jej śpiew' 'triumf-alny:-
""'
Czegbście pożądali -7- -
' Tegoście do-cze-ka- li!
Alleluia!
" Kwiryna rzekła: — Wielka So
bota Wielka Obietnica — Ce--
cluia wspominając 'swoje od wie- -
azmy na Lesznie Amelię obez-władnioną
postarzałą uparcie
milczącą uczuła bolesny skurcz
sercami pomyślała "Czy też ona
sie kiedy odrodzi czy dane jej
bnęidezniiee?i"n"neKżwyicriyena1ulzgaapyitazłaap:om—-
Co z Amelią — i r wzniosła na Cechnwęyiwsłuecha wszy -- poważ-
"" ""neoTHglSile" oczy: —""
-- Zostawcie ją tylko Zostaw-eie-ją-Wrspokoj- uf
-- —
skwPoeprijoapjąucstohsezarbłyatęJakpaaśtrzkyołhyipntjai
w szarym płaszczyku i czarnym kapeluszu~z łokciami-- ulokować
nymi wygodnie w ażurowych zgięciach sztachet z głowa od- chyloną i stopami lekko wspar-tymi-Y chodnik oddawała się u-sil- ńej nien 'Zioebmsesrkwicahcji namdydklatórnria pa- nie-pr2eniknion-yrn
toykmnagedśacwienej ws'zktbeołjłyyspkoiBesmytałwo ieclośnśpiałwyt-rzącej-
że Cechna i Kwiryna
spojrzały-n- a siebis at-- Czy nie mówiłam?! To ona'
—: szepnęła Kwiryna
SierhRrozazsezśłmy'iałzłyamsiięnaz mciychśla oi ucozii-cdazc-vh' Cechnak[trózreekłaj:e tu oprowadziły
i?fcr Przychodzi taki -- "czas że ćrozbłoiwiteyklkwołaśsctiowi iew' mniicejsjcuuż ini0e--
! -- - 1
resiiFeŁiĄ
gląda sie poza siebie Wraca do
najwcześniejszej młodości dzie-ciństwa
do„
Ale Kwiryna przerwała jej
przestraszona że Bronka może
odejść po niej wszystkiego się
można spodziewać! I pchnąwszy
okno zrobiła tubę z dłoni by
krzyknąć:
— Bronka! Bronka!
Tamta odwróciła się wolno i
podniosła ramię w górę gestem
powitania Twarz jej jaśniała
biało pod ciemnym rondem ka-pelusza
Kwiryna nagle rozgnie-wała
się:
— I ma też na co patrzeć! —
krzyknęła — Przecież tam już
nie ma szkoły tylko hotel!
Odetchnęły gdy Bronka ru-szyła
z miejsca Kwiryna zatroszj
czyła się nagle czy jest co jeść
w domu
— Czy ciocia ma coś gorącego
na poczekaniu?!
Ciotka odpowiedziała z głębi
kuchni:
— Po rezurekcji po rezurek-cji!
Teraz mam tylko kartofle
w mundurkach
Kwiryna otworzyła szeroko
drzwi z pompą Bronka weszła
i w milczeniu nadstawiła poli-czek
do pocałunków Musiała być
głodna czy zziębnięta bo zaraz
zmierzyła w stronę kuchni gdzie
ciotka akurat przechylała gar-nek
wyrzucając na miskę dymią-ce
kartofle
— W takim dniu! Naprawdę!
Czy może-być-mowa-o-przyzwo-it-ym
poczęstunku!
Nikt tego widać nie pragnął
bo ulokowawszy się rzędem i
boczkiem na łóżku służącej trzy
kobiety chuchając zaczęły jeść
czerpiąc sól koniuszkami pal-ców
Ciotka odkryła pokrywę z
kotła wymacywała widelcem
miękkość szynki aby znów poś-piesznie
dopaść piecyka gdzie
blachy z ciastem "już dochodzi-ły"
Kwiryna zajęczała jakby do-piero
teraz czując gwałtowny
bieg tego dnia który zszarzał za
oknem
Ciotka pisnęła cienko:
— 'Wszystko na ostatnią chwi-lę!
Wszystko naraz! Na gwałt!
Czy panie nie znają Kwirynci?
Kwiryna z ramionami skrzyżo-wanymi
na piersi na wpół leżąc
oddychała z ulga Pani Meysztor
w swym wykwintnym kostiumie
wsparta o żelazną poręcz łóżka
uznała głośno że chyba po to
błądziła cały dzień aby znaleźć
się wreszcie z przyjaciółkami w
takiej kuchni Bronka milcząc
przenosiła swe wymowne oczy z
jednej na druga Jej palce zmię
ły brunatną skórę z kartofla i
niecierpliwie odrzuciły zlepio
ną kulkę Ciotka wydobywszy
ciasto odsunęła kocioł z ognia i
odpasała fartuch
— Czy nakryć stół pod świę-cone
Kwiryńciu?
— Tak tak
W tej chwili zastanowiła się i
spytała "głośno: — Po co? — pa- trząc na towarzyszki Myślała 'o Romanieó jego kręceniu się'we-soły- m koło wielkanocnego 'stółil
Siadał w'' pokoju' i patrzył po
prostu jak -- dziecko Ożywiał się
zabiegał aby wytworzyć" 'dobry
nastrój lawirował między -- nią 'a
ciotką bo kobiety zawsze są
wtedy złe zmęczone Twarz jej
wykrzywiła się z' nagłego i doj-mującego'
bólu łzy'prędko prze-biegły
przez ściemniałą twarz
pechna i chcąc ją oderwać od
nwisepoumwnaieżńa1 żzeabpyytadłlaa' pArmędeklioi cbzyył
dobry wyjazd?" Ale Kwiryna
znów zapytała: — Po co? — i
powtórzyła ciągle z tym boles-nyrnskrzywienie- m:
— Zostawcie
ją zostawcie ja wiem co mó-wię!
f
TedyBronka aby dołożyć też
swoje do tej stypy szczególnej
JULIAN EJSMOND
biesiady wiosennego granatowe-go
wieczoru wśród dymiącego
ciasta szynki porozrzucanych na
stole korzeni 1 przypraw zapy-tała
swoim niskim i pełnym gło-sem:
— Czy też Cechna nic nie wie
o prywatnym życiu Ignacego?
— Jak mu też się ono ułożyło?
Kwiryna która nic nie wie-działa
o tym rozstaniu spojrzała
zdumiona Cechna zawahała się
a potem jak chirurg zatopiła
nóż w ranę która widać nie zago-iła
się nie! A wiec ona o nim my-śli
mimo zerwania mimo tej
szyderczej rozłąki?
— Tak — rzekła — proszono
mnie o pewne uzupełnienie jego
kawalerskiego umeblowania
Przeniósł się do żony na kolo-nię
To niedaleko nas nieraz
nieraz ich spotykam
Bronka podniosła się i prze-ciągnęła
— No więc macie! —
mrunnęła patrząc na siedzące z
góry
Co to miało znaczyć? No
więc macie!
Zdruzgotana Amelia zmarły
Roman opuszczona Cechna stra-szna
skurczona twarz Kwiryny i
ona sama dokładnie wyleczona
z wszelkich chęci nawet z chęci
— do życia! Wzruszyła ramio-nami
A jednak w tych wszyst-kich
klęskach w tym gromad-nym
pogromie tkwiły jakieś u-tajo- ne
zwycięstwa jakieś niełat-we
przezwyciężenia coś co spra-wia
że człowiek boleje ale nie
czuje w sobie zaskorupiałej za-rosłej
podłości"
Kwiryna nadstawiła uszu i jej
twarz przybrała wyraz natężenia
Skądś jakby spod podłogi do-chodziły
podniesione głosy To
najmłodsza szewców znów awan-turowała
się z matką Kwiryna
zerwała się
— Chwileczkę!
Pozostawiła je zdumione sły-szały
jej szybkie kroki po scho-dach
Na dole zapadła cisza Kwi-ryna
powróciła zadyszana z twa-rzą
rozjaśnioną
— Powiedziałam jej tak że po-pamięta
do sądnego dnia! — I
wyjaśniła: — Zachciało jej się
białego beretu i o ten beret wy-ciąga
flaki z swej rodzonej mat- -
ki
Bronka roześmiała się
— Ja wiedziałam Kwiryno ja-ka
jest twoja nowa życzliwość
dla ludzi Jedną ręką dajesz a
drugą walisz w kark!
Lecz Kwiryna ta sama Kwiry-na
zamiast rozgniewać się zapy
tała stropiona i niepewna:
— A czy to ziev
— Ach nie! — szepnęła Bron-ka
— Ty zawsze miałaś w sobie
instynkt opiekunki
Zawahała się spojrzenie jej
szybko i mocno jak uścisk
objęło przyjaciółki
— Czy nie uważacie że
wszystko" to musiało być musia-ło
'się stać?
— Co?!
' —Wszystko wszystko Mus ży-cia
Przymus życiąłKonieczność
przeżycia jak w raju pod drze-wem
wiadomości dobrego i złe-go-
Zdawała sie trzymaćw ręku
ogromne jabłko patrzyły jak za-hipnotyzowane
na jej gorzkie u-st- a'
i brązowe- - rozszerzone zdu-mieniem
oczy W wejściowe
'drzwi ktoś (zapukał To wróciła
dziewczyna ze 'święconym z koś-cioła
Drobne kroczki ciotki
przerwały ciszę:
— Nareszcie! Teraz możemy
jeść podzielić się jajkiem Stół
zastawiony Prószę do pokoju
Bronka pochyliła się nad ma-łym
węzełkiem serwety gdzie ta-lerz
z bochenkiem chleba solą i
jajami strojny w liście borowi-ny
tchnął świątecznym zapa- chem"
Człowiek najbardziej smutny czoło ma bez chmurki
kiedy go święconego unekną powaby
Staje się muzykalnym — i lubi mazurki
Slaje się romantycznym — i zerka na baby
Choćby pycha i buta była mu ojczyzną
z usposobieniem 1 dumnym a zawadiackim
decyduje się głowę ugiąć przed głowizną
albo niesmacznym plackiem paść przed smacznym plackiem
W świątecznej chwili kiedy kiełbasa się tuli - - -
w kochającym uścisku do świeconych jajek - -
_i-my_sięuścilnjjniyCzyteln-icy_
cjgi _ _L-_- _ Aza to Wamopowiem kilka nowych bajek
a STARUSZEK I BABA
_v ' ' (Bajka-- o starości) - "' _-JtyUs-tarjuszek
choć bardzo zgrzybiały Lsłaby
lecz skoro tylko dorwał się do jakiej baby
nie pozostawiał po niei ani okruszynki " ' - najmniejsze pożarł rodzynki t- - r-- i -
PróżnoTgo ostrzegała żona jego starar
próżnogo od łakomstwa powstrzymać się stara
Staruszek jadł niepomny na ów głos niewieści
ai biedak dostał boleści
Stąd morał gdy się starym juijest jak baobab
nie należy brać się do bab - --
'"
-- f KIEŁBASA i JAJA- -
''-- - jt (Bajka o skromności)
- Pytały się kiełbasy wielkanocne jajka
czy i onich świąteczna ukaże się ba]ka
Rzekłajjkiełbasa: "Choćby to było "dowcipnie
jeszcze bajkopisarza skusi jakie Jichou -
i znowdwuznacznikami jakimi nam sypnie
Lepiejjuż niech będzie eicho„"
I
i
'i
fi I
¥i
V 1 'i
ty
hI
]i
9
i
3
$3
{
I
I
!
r
(
'
-
-
Z
-0-j(JJ'X-"T- T7V-SS'l(i -- " - — -- " — — " — -- U - " t" "Vi
V
i:
ŻYCZENIA TORONTO
Zarząd ilowny yA-- ~ Mąńw Polaków w Eia%dzie
składa
NAJSERDECZNIEJSZE ŻYCZENIA
Z OKAZJI NADCHODZĄCYCH ŚWIĄT 1 WIELKIEJ NOCY&&&
Wesoło MeLdjdffi
cpuł w £JxL_
Zarządom członkiniom i członkom Gruo Związkowych
Zarządowi Centralnemu Kół Polek ZPwK
Zarządom i członkiniom Kół Polek ZPwK
Zarządowi Centralnemu Polsko Kanadvjskiej Młodzieży
Związkowej
Zarządom członkiniom i Gron Młodzieży
ZPwK
Zarządowi członkiniom i Rady Edukacyjne!:
ZPwK
Dyrekcji Prasowej Redakcji Administracji i pracowni- - kom póltygodnika "Związkowiec" "(v„
Zarządom członkiniom i związkowych Cr dit Unions-Całe- j
Polonii Kanadyjskiej -- M
irupa nerwsza
Zwitku Polaków w Kanadzie
Członkom Związku Pola-ków
siostrzanym Grupom
związkowym organizacjom
polskim całej Polonii w
Toronto i tym szczególnie
naszym przyjaciołom któ-rzy
biorą udział w życiu
społecznym skupiającym
się w Domu Związkowym
zasyłamy najserduczniejsze
życzenia
Wesołych
Świąt
Wielkanocnych
--JrJtvl-i''ił-u--
jT™
członkom
członkom
członkom
ii„tór ~&MA
W
fZJS &i
Koło
u
OKAZJI ŚWIĄT
:!kłada członkom
i całej Polonii "
MŹ %
£&& M
aA
"%ć~
wcs vra
Zarząd Grupy ZPwK
Kierownictwo Klubu
Polek
Grono 'Młodzieży
Komisja Gospodarcza
Kierownictwo Biblioteki
Kierownictwo-Sekcj- i :Filmowej
Spółdzielnia Kredytowa
NAJLEPSZE ŻYCZENIA
WIELKANOCY
sympatykom
ŚML ua
Spółdzielnia Kredytowa
0VT i
1 JU t
f--s M A
V
r
- -
swym
n
fin
rLswK'
-- VM6fiss
Toroiitonskioh Orup ZPwEl
Polish Alliance (Toronlo) % Credit Union Ltd
DOM ZWIĄZKOWY — 62 CLAREMONT ST
TORONTO ONT
+- -
NAJSERDECZNIEJSZE ŻYCZENIA
Z OKAZJI ŚWIĄT WIELKANOCNYCH
życzy swym odbiorcom i przyjaciołom
Z&22
l&tity
DEMPSTER'S BREAD
Timiłflf] i- -
-- "
f
--y
Z
iv
w-- ir
1
K1
2 Fraser ' LE &119§?§
r&zzzmszzssmzz
Toronib'3]10nf: "
--
'
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, April 01, 1961 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1961-04-01 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| Identifier | ZwilaD3000077 |
Description
| Title | 000109a |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| OCR text | "13 ' 'c&- - '— m37 --fj- j— fW~ I t 4 - li ł STR 10 "ZWIĄZKOWIEC" KWIECIEŃ (Aprll) Sobota 1 — 1961 JJjttys: i i! M 7 f i k i-- " ' V i v f 1 j i I 'Ci I Hi S t 'i I 'i "I irif t ' i i h f Sł- - !l 'vi Mi { fejłJ? ig7na SiilA' v i - V i 'ii 1 h - - i' ' !!' i i ' 1 if 1 ! I 1 5 l t"V LV1 i i F-- P ' 4 I-- I i - I- - 1" mi£&rh~u% ii-S- CL" 1 i ----- #— V W DNIU X ijjjj i Swiqt składa ii w-- — ttM "? X5CKs2?r2SEcl£rS POLA GOJAWICZYNSKA ŻYCZENIA Z TORONTO 1 Si~V')Gr~viXi— 156 Ave 7J75rsi)e~iivse~i4 H Wielebnemu Duchowieństwu Organizacjom Polskim całej Polonii Kanadyjskiej życzenia "WESOŁEGO ALLELUJA" przesyła Zarząd Główny Kongresu Polonii Kanadyjskiej ŚWICTA ZMARTWYCFIWSTANIA Najserdeczniejsze Życzenia Spokojnych Wesołych ZARZĄD 'I „Si Slanislaus Parish (Toronlo) Credit Union Lid Roncesvalles — 12 Denison Ave NAJLEPSZE ŻYCZENIA Z~OKAZJf NADCHODZĄCYCH ŚWIĄT 'WIELKANOCY ' ZASYŁA SWYM KLIENTOM I 'CAŁEJ POLONU f W ' jmuńnJnŁmftnjr itAJiiA-irunttJn- iJtujro vi i firma kuśnierska ' Wykonujemy futra' do miary -- i' Jiajlcpszych skórek — przyjmujemy naprawy — przeróbki oraz przyjmujemy do przechowania na' lalo vza' pełnym ubezpieczeniem t! j t' i Jf 921 College Sł ' (przy Dovęrbourt) Polska Toronio — LĘ4-554- 5 Przyjaciołom i Zfiajomym ołąz-rbszystKi- m'' Klitntpm WESOŁEGO" ALLELUJA- - ' '!'T' "- składa -' ' ZBIGNIEW S MOKRZfCKI wrar zZESPOŁEM NEW CĄNADIAN PUBLICATIONSKU W " NATLEPSZETCZENIK-WIEL-KANOCKE--- -- WSZYSTKIM' SWOIM -- KLIENTOM' " I CAŁEJ POLONII W TORONTO " ' ' " r " PRZESYŁA J : " " ' WW--- M1113T ir POLSKA APTEKA SOLARSKIEGO 151 Roncesvalles Ave —SJoronło iS—- LE-6-54- 52- - E!©óst&esK!S6:re2aogtzscsets - r — 1 M Gdy w przedpokoju brzęknął dzwonek Kwiryna zerwała się i dopadła do drzwi — Byłam pew-na że to ty albo Bronka — rze-kła wpuszczając Cechnę Była wzruszona Przed chwilą skoń-czyła pracowity dzień wypłat od wczesnego ranka w fabryce na Mokotowie w sklepach na no-wej budowie domu na placu 'da-wnej węglami Ponieważ buchal-teri- a wykazała znaczne zyski Kwiryna zarządziła wypłatę ma-łych gratyfikacji świątecznych i miała tę słabość że własnoręcz-nie je wypłacała Ludziska popła-kali się życząc jej Wesołych Świąt i Wesołych świąt! Odpo-wiadała: "Wzajemnie wszystkie-go dobrego!" Ręce miała pełne pieniędzy głowę pełną cyfr u-s- zy nabrzmiałe podziękowaniami Z tego rozgwaru cudzych spraw cudzego życia i radości wpadła nagle w swoje zaciszne pokoje uroczyście wysprzątane przez ciotkę która kupiła nawet dwa różne hiacynty Uroczyście wy-glądające ale puste --To je wy-kolei- ło Niełatwo wypowiedzieć co się czuje Czy jednak Cethna wy-chodząc z domu w to wielkoso-botnie popołudnie sama bez Zu-zanny nie odczuwała też jakie-goś braku? — Byłam u mamy — rzekła — i wpadam tu tylko na chwi-lę! UśmiechahTsię stojąc w przed-pokoju w nowympviosennym ko-stiumie z kwiatem u klapy ża-kietu Ale oczy jej ciemniały od jakiegoś smutku Ciotka wytknę-ła głowę przede drzwi kuchenne i krzyknęła: — Ach! U ludzi święto a u nas nic niegotowe! Wszystko na ostatnią minutę! — Wcale bym się nie śmiała — szepnęła z namysłem Kwi-ryna" — żeby i Bronkę tu przy-niosło — I pociągnęła gościa do pokoju pod okno gdzie dwa fotele stały obok siebie Cechnie zdawało 'się że jak usiądzie i u-ton- ie w'tych miękkościach nie-prędko wstanie Była bardzo zmęczona Idąc ze swej kolonii wpadła w w płynny szereg ludzki ciąg-fiąc- y od kościoła Zbawicielai aż po Kościół Panny Marii W mrocznych nawach obok bolesnych krzyży leeli rozkrzy-żowa- nf ludzie i czołem wspartym o zimną posadzkę z zatajonym oddechem niczym martwi ocze-kujący na swą łaskę zmartwych-wstania — Zawsze mnie to przejmuje dreszczem — rzekła — Myślę: o co oni tak gorąco Boga proszą czy za có przepraszają? — O gdyby to można odku-pić się przez samo leżenie krzy-żem! — szepnęła Kwiryna z ak-centem takiej goryczy że Cech-n- a spojrzała na nią zdumiona Ale' -- szybko odwróciły głowy zmieszały" się1 i' i-póm-knęły spoj-rzeniafniipo- uf ciemną' kopułę nie-baW-Toicli- n"j ciotka' śpiewała ża-łośnie: !::jL''y%'r'!'- - - ' '-l-- 'Try - Mascineite9wroiagsiteyn'ripoośsrzyły' '"" 'r Akac jena skwerze pokryły się drobnymi ióbfitymlliśćmi Zie-lona'- ich przysłaniała ćzeluść'Nówolipia- - Pod "sztóche-tatoini'ebył- o fdziś zwykłe j gale-rii gapiów-- - 'wypoczywających Swiąteczriy-naśtró- j w "domach' i ttrędrówki$o grobach' opróżniły tb -- UlUbipńepiiejsee okolicznych mieszkańców NaWel przecznica Karmelickiej opustoszała Train-tyaj- e stanęły ' Ciotka' przyniosła 'herbatę i u-staw- iła szklanki na parapecie ok-na: — Nieclrsię nasz gość-ni- e o-bra- zi ale tyle mam roboty 1 Ten śzturpak dzieyczyha "jak poszła do' kościoła" ze 'święconym tak' i przepadła!-- — Ciotka zaaferowa-na wróciła do kuchni i znów stamtąd 'dobiegł jej śpiew' 'triumf-alny:- ""' Czegbście pożądali -7- - ' Tegoście do-cze-ka- li! Alleluia! " Kwiryna rzekła: — Wielka So bota Wielka Obietnica — Ce-- cluia wspominając 'swoje od wie- - azmy na Lesznie Amelię obez-władnioną postarzałą uparcie milczącą uczuła bolesny skurcz sercami pomyślała "Czy też ona sie kiedy odrodzi czy dane jej bnęidezniiee?i"n"neKżwyicriyena1ulzgaapyitazłaap:om—- Co z Amelią — i r wzniosła na Cechnwęyiwsłuecha wszy -- poważ- "" ""neoTHglSile" oczy: —"" -- Zostawcie ją tylko Zostaw-eie-ją-Wrspokoj- uf -- — skwPoeprijoapjąucstohsezarbłyatęJakpaaśtrzkyołhyipntjai w szarym płaszczyku i czarnym kapeluszu~z łokciami-- ulokować nymi wygodnie w ażurowych zgięciach sztachet z głowa od- chyloną i stopami lekko wspar-tymi-Y chodnik oddawała się u-sil- ńej nien 'Zioebmsesrkwicahcji namdydklatórnria pa- nie-pr2eniknion-yrn toykmnagedśacwienej ws'zktbeołjłyyspkoiBesmytałwo ieclośnśpiałwyt-rzącej- że Cechna i Kwiryna spojrzały-n- a siebis at-- Czy nie mówiłam?! To ona' —: szepnęła Kwiryna SierhRrozazsezśłmy'iałzłyamsiięnaz mciychśla oi ucozii-cdazc-vh' Cechnak[trózreekłaj:e tu oprowadziły i?fcr Przychodzi taki -- "czas że ćrozbłoiwiteyklkwołaśsctiowi iew' mniicejsjcuuż ini0e-- ! -- - 1 resiiFeŁiĄ gląda sie poza siebie Wraca do najwcześniejszej młodości dzie-ciństwa do„ Ale Kwiryna przerwała jej przestraszona że Bronka może odejść po niej wszystkiego się można spodziewać! I pchnąwszy okno zrobiła tubę z dłoni by krzyknąć: — Bronka! Bronka! Tamta odwróciła się wolno i podniosła ramię w górę gestem powitania Twarz jej jaśniała biało pod ciemnym rondem ka-pelusza Kwiryna nagle rozgnie-wała się: — I ma też na co patrzeć! — krzyknęła — Przecież tam już nie ma szkoły tylko hotel! Odetchnęły gdy Bronka ru-szyła z miejsca Kwiryna zatroszj czyła się nagle czy jest co jeść w domu — Czy ciocia ma coś gorącego na poczekaniu?! Ciotka odpowiedziała z głębi kuchni: — Po rezurekcji po rezurek-cji! Teraz mam tylko kartofle w mundurkach Kwiryna otworzyła szeroko drzwi z pompą Bronka weszła i w milczeniu nadstawiła poli-czek do pocałunków Musiała być głodna czy zziębnięta bo zaraz zmierzyła w stronę kuchni gdzie ciotka akurat przechylała gar-nek wyrzucając na miskę dymią-ce kartofle — W takim dniu! Naprawdę! Czy może-być-mowa-o-przyzwo-it-ym poczęstunku! Nikt tego widać nie pragnął bo ulokowawszy się rzędem i boczkiem na łóżku służącej trzy kobiety chuchając zaczęły jeść czerpiąc sól koniuszkami pal-ców Ciotka odkryła pokrywę z kotła wymacywała widelcem miękkość szynki aby znów poś-piesznie dopaść piecyka gdzie blachy z ciastem "już dochodzi-ły" Kwiryna zajęczała jakby do-piero teraz czując gwałtowny bieg tego dnia który zszarzał za oknem Ciotka pisnęła cienko: — 'Wszystko na ostatnią chwi-lę! Wszystko naraz! Na gwałt! Czy panie nie znają Kwirynci? Kwiryna z ramionami skrzyżo-wanymi na piersi na wpół leżąc oddychała z ulga Pani Meysztor w swym wykwintnym kostiumie wsparta o żelazną poręcz łóżka uznała głośno że chyba po to błądziła cały dzień aby znaleźć się wreszcie z przyjaciółkami w takiej kuchni Bronka milcząc przenosiła swe wymowne oczy z jednej na druga Jej palce zmię ły brunatną skórę z kartofla i niecierpliwie odrzuciły zlepio ną kulkę Ciotka wydobywszy ciasto odsunęła kocioł z ognia i odpasała fartuch — Czy nakryć stół pod świę-cone Kwiryńciu? — Tak tak W tej chwili zastanowiła się i spytała "głośno: — Po co? — pa- trząc na towarzyszki Myślała 'o Romanieó jego kręceniu się'we-soły- m koło wielkanocnego 'stółil Siadał w'' pokoju' i patrzył po prostu jak -- dziecko Ożywiał się zabiegał aby wytworzyć" 'dobry nastrój lawirował między -- nią 'a ciotką bo kobiety zawsze są wtedy złe zmęczone Twarz jej wykrzywiła się z' nagłego i doj-mującego' bólu łzy'prędko prze-biegły przez ściemniałą twarz pechna i chcąc ją oderwać od nwisepoumwnaieżńa1 żzeabpyytadłlaa' pArmędeklioi cbzyył dobry wyjazd?" Ale Kwiryna znów zapytała: — Po co? — i powtórzyła ciągle z tym boles-nyrnskrzywienie- m: — Zostawcie ją zostawcie ja wiem co mó-wię! f TedyBronka aby dołożyć też swoje do tej stypy szczególnej JULIAN EJSMOND biesiady wiosennego granatowe-go wieczoru wśród dymiącego ciasta szynki porozrzucanych na stole korzeni 1 przypraw zapy-tała swoim niskim i pełnym gło-sem: — Czy też Cechna nic nie wie o prywatnym życiu Ignacego? — Jak mu też się ono ułożyło? Kwiryna która nic nie wie-działa o tym rozstaniu spojrzała zdumiona Cechna zawahała się a potem jak chirurg zatopiła nóż w ranę która widać nie zago-iła się nie! A wiec ona o nim my-śli mimo zerwania mimo tej szyderczej rozłąki? — Tak — rzekła — proszono mnie o pewne uzupełnienie jego kawalerskiego umeblowania Przeniósł się do żony na kolo-nię To niedaleko nas nieraz nieraz ich spotykam Bronka podniosła się i prze-ciągnęła — No więc macie! — mrunnęła patrząc na siedzące z góry Co to miało znaczyć? No więc macie! Zdruzgotana Amelia zmarły Roman opuszczona Cechna stra-szna skurczona twarz Kwiryny i ona sama dokładnie wyleczona z wszelkich chęci nawet z chęci — do życia! Wzruszyła ramio-nami A jednak w tych wszyst-kich klęskach w tym gromad-nym pogromie tkwiły jakieś u-tajo- ne zwycięstwa jakieś niełat-we przezwyciężenia coś co spra-wia że człowiek boleje ale nie czuje w sobie zaskorupiałej za-rosłej podłości" Kwiryna nadstawiła uszu i jej twarz przybrała wyraz natężenia Skądś jakby spod podłogi do-chodziły podniesione głosy To najmłodsza szewców znów awan-turowała się z matką Kwiryna zerwała się — Chwileczkę! Pozostawiła je zdumione sły-szały jej szybkie kroki po scho-dach Na dole zapadła cisza Kwi-ryna powróciła zadyszana z twa-rzą rozjaśnioną — Powiedziałam jej tak że po-pamięta do sądnego dnia! — I wyjaśniła: — Zachciało jej się białego beretu i o ten beret wy-ciąga flaki z swej rodzonej mat- - ki Bronka roześmiała się — Ja wiedziałam Kwiryno ja-ka jest twoja nowa życzliwość dla ludzi Jedną ręką dajesz a drugą walisz w kark! Lecz Kwiryna ta sama Kwiry-na zamiast rozgniewać się zapy tała stropiona i niepewna: — A czy to ziev — Ach nie! — szepnęła Bron-ka — Ty zawsze miałaś w sobie instynkt opiekunki Zawahała się spojrzenie jej szybko i mocno jak uścisk objęło przyjaciółki — Czy nie uważacie że wszystko" to musiało być musia-ło 'się stać? — Co?! ' —Wszystko wszystko Mus ży-cia Przymus życiąłKonieczność przeżycia jak w raju pod drze-wem wiadomości dobrego i złe-go- Zdawała sie trzymaćw ręku ogromne jabłko patrzyły jak za-hipnotyzowane na jej gorzkie u-st- a' i brązowe- - rozszerzone zdu-mieniem oczy W wejściowe 'drzwi ktoś (zapukał To wróciła dziewczyna ze 'święconym z koś-cioła Drobne kroczki ciotki przerwały ciszę: — Nareszcie! Teraz możemy jeść podzielić się jajkiem Stół zastawiony Prószę do pokoju Bronka pochyliła się nad ma-łym węzełkiem serwety gdzie ta-lerz z bochenkiem chleba solą i jajami strojny w liście borowi-ny tchnął świątecznym zapa- chem" Człowiek najbardziej smutny czoło ma bez chmurki kiedy go święconego unekną powaby Staje się muzykalnym — i lubi mazurki Slaje się romantycznym — i zerka na baby Choćby pycha i buta była mu ojczyzną z usposobieniem 1 dumnym a zawadiackim decyduje się głowę ugiąć przed głowizną albo niesmacznym plackiem paść przed smacznym plackiem W świątecznej chwili kiedy kiełbasa się tuli - - - w kochającym uścisku do świeconych jajek - - _i-my_sięuścilnjjniyCzyteln-icy_ cjgi _ _L-_- _ Aza to Wamopowiem kilka nowych bajek a STARUSZEK I BABA _v ' ' (Bajka-- o starości) - "' _-JtyUs-tarjuszek choć bardzo zgrzybiały Lsłaby lecz skoro tylko dorwał się do jakiej baby nie pozostawiał po niei ani okruszynki " ' - najmniejsze pożarł rodzynki t- - r-- i - PróżnoTgo ostrzegała żona jego starar próżnogo od łakomstwa powstrzymać się stara Staruszek jadł niepomny na ów głos niewieści ai biedak dostał boleści Stąd morał gdy się starym juijest jak baobab nie należy brać się do bab - -- '" -- f KIEŁBASA i JAJA- - ''-- - jt (Bajka o skromności) - Pytały się kiełbasy wielkanocne jajka czy i onich świąteczna ukaże się ba]ka Rzekłajjkiełbasa: "Choćby to było "dowcipnie jeszcze bajkopisarza skusi jakie Jichou - i znowdwuznacznikami jakimi nam sypnie Lepiejjuż niech będzie eicho„" I i 'i fi I ¥i V 1 'i ty hI ]i 9 i 3 $3 { I I ! r ( ' - - Z -0-j(JJ'X-"T- T7V-SS'l(i -- " - — -- " — — " — -- U - " t" "Vi V i: ŻYCZENIA TORONTO Zarząd ilowny yA-- ~ Mąńw Polaków w Eia%dzie składa NAJSERDECZNIEJSZE ŻYCZENIA Z OKAZJI NADCHODZĄCYCH ŚWIĄT 1 WIELKIEJ NOCY&&& Wesoło MeLdjdffi cpuł w £JxL_ Zarządom członkiniom i członkom Gruo Związkowych Zarządowi Centralnemu Kół Polek ZPwK Zarządom i członkiniom Kół Polek ZPwK Zarządowi Centralnemu Polsko Kanadvjskiej Młodzieży Związkowej Zarządom członkiniom i Gron Młodzieży ZPwK Zarządowi członkiniom i Rady Edukacyjne!: ZPwK Dyrekcji Prasowej Redakcji Administracji i pracowni- - kom póltygodnika "Związkowiec" "(v„ Zarządom członkiniom i związkowych Cr dit Unions-Całe- j Polonii Kanadyjskiej -- M irupa nerwsza Zwitku Polaków w Kanadzie Członkom Związku Pola-ków siostrzanym Grupom związkowym organizacjom polskim całej Polonii w Toronto i tym szczególnie naszym przyjaciołom któ-rzy biorą udział w życiu społecznym skupiającym się w Domu Związkowym zasyłamy najserduczniejsze życzenia Wesołych Świąt Wielkanocnych --JrJtvl-i''ił-u-- jT™ członkom członkom członkom ii„tór ~&MA W fZJS &i Koło u OKAZJI ŚWIĄT :!kłada członkom i całej Polonii " MŹ % £&& M aA "%ć~ wcs vra Zarząd Grupy ZPwK Kierownictwo Klubu Polek Grono 'Młodzieży Komisja Gospodarcza Kierownictwo Biblioteki Kierownictwo-Sekcj- i :Filmowej Spółdzielnia Kredytowa NAJLEPSZE ŻYCZENIA WIELKANOCY sympatykom ŚML ua Spółdzielnia Kredytowa 0VT i 1 JU t f--s M A V r - - swym n fin rLswK' -- VM6fiss Toroiitonskioh Orup ZPwEl Polish Alliance (Toronlo) % Credit Union Ltd DOM ZWIĄZKOWY — 62 CLAREMONT ST TORONTO ONT +- - NAJSERDECZNIEJSZE ŻYCZENIA Z OKAZJI ŚWIĄT WIELKANOCNYCH życzy swym odbiorcom i przyjaciołom Z&22 l&tity DEMPSTER'S BREAD Timiłflf] i- - -- " f --y Z iv w-- ir 1 K1 2 Fraser ' LE &119§?§ r&zzzmszzssmzz Toronib'3]10nf: " -- ' |
Tags
Comments
Post a Comment for 000109a
