000300b |
Previous | 7 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
1
R!
:
Ąg
gśjIpP'
rtk Hi"! & " ttljMgł
1S'IB
is Ihe
'
dr4
orj
prze:
ZiCI
lerdzH
P? Fi
stkie
poro
JA
mes
62
rf?rrfva CYEWllUPl ?iu£ąj ™"
kierunku inforrno-3i- " „u„ 7ntał zaietv
jeinców
nolem U"' '"""W™
(lin jesi w rcwiF-j- e
szerzyć pamki!
ik moj pęt?"""- - """
40-- U luOZJ i uiwuio
i maszynowymi
l5Ce o dobre samopoczu-- m
gdy była pewność
ff DUSHIil uoait
Ekomłem na szosie ku--
aaonwórpkiotuią strzeIldcąyc zappood
Ifo przeżytych niedolach
glrala w serca ufność
irzechodZHO Się na uiugi
Mtneba było szyk zmic- -
'furissH dwójkowy--
i - ind 7 omia Lubel--
Mnęla w słońcu tego pa-S- o
września Była roze-- #
beztroska Wspinaliśmy
9P3 okrągłe wybrzuszenia
pokrjtycn iu uidtuuum
[soczystą trawą Łąki
cio intensywna zielenią
zginały się od obfitości
sie o wojnie niedoli
ń-fp- i prozie
łlhjfłi
w
—
o
strzelcom skra
WłP !£-- J nmli £-r-tI
Cif 1)1 łlfCI I 9 A 11
fi
fi
"v--
o
UU rJu ro1
Jnia a na drogach i dróż- -
ffónoległi'ch wlokły się
r oddziały podobne ao na- -
u zaawaio się wówczas
ieczał mi w uszach wiersz
nicza:
po zżętym zagonie _- -
fniespokojny w ten nie- -
i spoKojny czas
jlny marsz grupek rozpro- -
zolnierzy siawai się wH
łobrażni tragicznym po- -
z hymnu poety —
sni rodzaju
igo v nieznane na nową
sie niedole
I nam towarzyszyć niedo--
i nad głowa na czas
I zawsze jeśli nie zachó- -
otneba marszu nocnego
leniem się jednak było
udmej Ukohca była wy- -
t trzeba było przy tym
ność mieć pieniądze a
adnego'nikt nam od daw- -
wyplacał Powstawały
j po kilku żywiących się
jednego któremu przy- -
jaKies pieniądze jesz-ił- j'
Jedną z takich wła-Iw- "
finansował Eliasz
z grosza w tym czasie
Zofia Nałkowska
poje' noce d męki był
roji gtodny: nic miał zeru do
i wie mógł się paść i upijać
ijern czy gestem czy szczegółem
i
Nie miał nic Trzeba bvło
niei — w iei sfprm w Nnu tam dokąd sieeaia liar--
ze światem Wh z nią nic nie mógł zabrać
Była
a W SWe'i nie'knnini li -'-
Jebezsilnc były wobec niej myśli Iwby nasycić ułatwić tosknnfn
pM I Pustka zupełna 'z chwilą gdy
rM me ma
pomyślał: — 'jest dziw--
jaKoy nie ją ale jej obec- -
i "kropną miłość wrin tit 'CUTnA ' w mv lim
bieIlfdna taka —ni—y"mj ni„r'f viojlvc c3ii„yJ
i?c wiele musiał nraenań
OłUom n"- ł:u-l eo i na-- f
"'ego Gdyby — iak inni i pani kochankowie — mnpli
S w parę dni w nkrwiu mioź u
FfM'-ani-a
Pszczot wśpomnie- -
bm v- -
ndZema ŻyjC' CZekaĆ
r- - " nie nic niebyło i— DrnrT Vi„n!„ _!__i_ _"
upokorzony po-BOanOŚ- Cl
S7PrJł Tnrmn
irze Przviafiou j-- _1
scenach
3"m n i
vi„MnVjUU
R tCOd! zienn
r-„- CJ
zapomniał i
1gg'sr& "'"'JSf-OM- ! ®-'!(IVyCtaCXJS-
&rr-i --włftsiffis atSs(r1'5B8ftcsssa głJBwrwKWPŁ?ciWMfaai!U WjIiM U lalagtatałcyanWaBr MS"ii£LiłŁlC: zilZLm Jl£2 AiŁUMwgiaiaajfeAJai ŁS1'3KS? ~jii płj sfiaUei i- -i -- jmj i i ji u — — htsi-j- — wanj 1 1 BIB MiiwmwiMllliilitwa HfwnnyiiiiillfmiirDUUHirMłlj jf i r nyjj ! j-- J i Pwyj[lBi4v!j5rt7'f "Jfl'3
" Sf$3yf-3??f- C jr- u '- s w'r f_?cifeScaK ar? 8 ''-m- at fir?sirtsswW5jv"Vs6is WsffaiT
'#&
rr- -T "ZWIĄZKOWIEC" WRZESIEŃ (September) sobota 12 1964 5TR7 V
-
aomu nicrozrzutna i
HnirnTllrn
gobie_
""
Utr
lona Stlzieś jest nie byłożadną
wściekły
m
lSiS-ZK-h
wyrzutów
i"
% nadziei --"- "i
T Tor0c „„„ zarówno
obecnością ciche
mu
wiączyi uc-iynn- ie do swej "sit--
wy Walczak
Szliśmy szosą główną gdy na- stąpiło bombardowanie najgor-szechyba- z
wszystkich Po usta- niu nalotu doszukałem się tylko siedmiu ludzi Eliasza który mi
towarzyszy! przez wszystkie te
dni od Sandomierza poczynając nie było już wśród tej gromad-ki
Domyślałem się że
strzelców schroniło się w czasie
nalotu w zagajnikach ciągną-cych
się na wschód od szosy w kierunku Wieprza Spojrzałem
na mapę Nieco dalej za tym rzę- dem zagajników szła "polska
droga" prawie równoległa do
szosy Przyszło mi na że
tamtą drogą poszli Liczyli zape- wne że mnie tam znajdą — Wi-docznie
Eliasz tam się zabłąkał
— pomyślałem Poszukiwać za- ginionych jak zwykle nie spo-sób"
było Postanowiłem iść w
dalszym ciągu" tą samą szosą
Zaczęło nam grozić coraz bar-dziej
natknięcie się na oddział
niemiecki Uprzedzano nas nie-bezpieczeństwie
mogącym nam
grozić we wsi Zakliczyńce przez którą wypadło przechodzić
Była już noc gdy do niej do-szliśmy
znów czarna ciemna
ciemna noc Kazałem meciu
e?i!sfi6feflv nawiedzał mnie gor--J zatrzymać sic na
n 1 miMlminMni-r- t
rOJ picuaiiij' oiy luguotjiiidiiuiil IU
tego
umęczonego
tęsknoty
konie- -
ic'przy
uo
To
i
poKocnaia
"
Stało drodze trzech
darzy rozmawiających półgło-sem
Robili ludzi przy-gnębionych
Gdy usłyszeli moje
kroki rozmowa ich nagle urwa-ła
się
'— Czy tu we wsi Niemcy?
— pytam' szeptem
Nie odpowiadają Pytam po
raz drugi Znów ani słowa Są
jacyś zmartwiali jakby
w kamień Nic mogę zrozumieć
dlaczego
— Ludzie odpowiadajcie! —
mówię jużz pewną dozą surowo--
ści"'w głosie — Pytam czy
tu Niemcy? ' — Toć sami jćsteście Niemce
odpowiada jeden z gospoda-rzy
zduszonym głosem
Złość mnie ogarnęła Przysu-wam
się do tego człowieka o-cier- ając się niemal o jego pierś
—: A toć przyjrzyjcie mi się
przytomnie! Czy tak wygląda
żołnierz niemiecki? No! Widzi-cie
już chyba że jesteśmy Pola-cy
i mówcie czy tu
są Niemcy?
— Nie ma
— Nic było-ic- h u was?
' — Nie
Kocnankowie — jednym ja- -
] Stosunku
wi
—
—
--- w uuu tujgie z nią we
nocy oddychanin ipinnwió
mienia się nieustannego "jej
łam
frawa i nikoguo"iunieuzknręapnuejgą-o-smiiti--
n nyitejvi ___!'
i-n-U
wielu
myśl
na gospo
są
są
i udręki
Czasami
oSWfhvo' nie się
a' jak Zn°W" otrłzMąśnięciu
niczego
wrażenie
zastygli
nareszcie
BaBaiiri iJMiiMal
przecież wracai
marzył
Iine5icma- -
J-- W-JÓZEF
— A w tamtej wsi? — wska-zuję
w lewo
— Niewiele wiemy ale tam
juz mogą być
strWonłyaśnineadwchotdezj i chwsiklirad2atjaąmcytmej
ksiuę nkireomkuiemtrzkytmośajązc bkroanraiąbinIdwę
pogotowiu
Stanęliśmy na przeciw siebie
p trzy kroki Mimo tę bliską od-ległość
widzę wciąż tylko jego
ciemny zarys Daremnie usiłuję
odgadnąć zamiary tego człowie- ka
— Strzeli czy spróbuje pchnąć
bagnetem?
Tamten napewno usiłuje rów-nież
odgadnąć co zamierzam
Słyszę jego oddech — ciężki i
głośny On napewno słyszy mój
również ciężki i głośny trwało
tdoługcoie ndawjmienimejinduwtyi!e minuty —
Nareszcie mój domniemany
wróg przemówił pierwszy:
— Kapitan Wysoczyński pułk
X Kto tu jest?
swe nazwisko sto-pień
i przydział Obu spadł nam
ciężar z serca
Szedłem ze swą gromadką tą
szosą przez kilka jeszcze godzin
Wczesnym rankiem — był to
września — doszedłem miej-sca
z którego odchodziła droga
boczna na zachód ku Wiśle Pro-wadziła
do wielkiego kompleksu
leśnego którego ośrodkiem jest
wieś Balorz Poszły w tamtą stro-nę
jakieś gromady żołnierzy Je-chał
również wóz drabiniasty z
rannymi
— Trzeba i nam zboczyć w
tamtą stronę — myślę sobie —
oderwać się na pe- wien czas od szosy głównej Za-szyć
się w lasy a potem konty-nuować
marsz na północ jaki-miś
podrzędnymi drogami
Szliśmy czasem obok innych
oddziałków Rozmawiałem z pro-wadzącymi
je podoficerami To
czego się od nich dowiedziałem
było ponure Od dwóch dni wi-dywano
żołnierzy przebierają-cych
się "na cywila" w zamiarze
udania się do domu Rzuciłem
pod ich adresem jakiś paskudny
wyraz
— Wic pan ja bym ich znów
lak nie potępiał — powiedział
idący obok kapral artylerii elek-trotechnik'
z zawodu — nic
mamy ich prawa sądzić Wlokę
się tak już od tygodnia z nędz-ną
gromadką ukradkiem przez
lasv też Pan sie zcodzi że
nrowadzeni a dział idźcie wilasy
wojny Lassie
29
Pożerany nie uśpioną zazdrością po-dejrzliwy
i wściekły śledził nieraz Tere-sę
by czegoś się dowiedzieć by uzyskać
jakąś pewność
Czekał długo na ulicy wiedząc że
w tloniu jej nie ma zobaczył ją
z daleka wracała sama Wracała sama!
Jako ulga Jaki bezmiar szczęścia jaka
rozkoszna cisza bezpieczeństwa — na
dzień może może tylko na jedną godzi-nę
Znalazł się jak zwykle na jej drodze
Cala jej postać na tle zmierzchu ruch
jej gdy tak kolor opływającego ją
powietrza uśmiech ukłon gło-wy
podanie ręki — napełniły go zachwy-ceniem
Wziął kluczyk z jej torebki sam
Razem weszli do windy Wtedy nie obej-mując
jej wcale nachylił się nad i
tylko ręką odginając jej głowę pocało-wał
jej usta
— Pan źle zrobił — rzekła poważnie
gdy wyszli na schody
Odwrócił się bez pożegnania bez u-kło- nu
— i odszedł szybko ponoszony po-nurą3
wściekłością najgłębiej sięgającą
nienawiścią
Nie mógł zrozumieć nie chciał za
żadną cenę przystać aby nikogo nie ko-chając
nie kochała także i jego Wie-dział
że Hennert ma kochanki że ni-czym
jest dla żony obojętny toleran-cyjny
wygodny Nie uznawał przeszkód
które podawała od niechcenia: różnica
wieku obowiązki wobec córki Z ludzi
otaczających z różnych mężczyzn znajo-mych
zatrzymywał się na każdym i po
przebyciu wszystkich mąk nieuzasadnio-nej
zazdrości odrzucał ich jako niemożli-wych
I myśl wracała do tego jedynego
o którym wiedział do Sednowskiego
Obiegłszy przez godzinę mnóstwo u--
II- - III I LUUUIOI jvwfcw — -- — '
fechał windą stawał przed tymi drzwia--
ku wvmat?aiacv względów dobroci i de
— t '-- J' c— - ł likatności ale j-- fuz u„—gia- sKany ueiu_i_j _- - =
zmęczenia
nie
Pamiętałado Uczuwał
- Pok°in5ruf-- i o
Podałem
do Hłebi nieszczęśliwy
się o wyzwoleniu
o ucieczce Jiysiai o iyui lii Jrt ł3łtt- - -- u uJiU
niej ćzasiergdy miłość Basi wydawała
iciem z nu--
bł ~6U "spoKojenia sam aowJiroiuu l ua v- - --- — --
Pr1 Pole rn7ioałj„ j-i- i ijr ivit-- i iw'7 ołunirh żartów i
j£-£ana-k
na-tylelbałfsięmraw-rarnych-przygódjła-sjTia
— wj-dzier-ał
się
uiinni uvmw
"jBi '
ŻMIGRODZKI
ja
19
do
bezpieczniej
bo
tą
Pan
_ i u
i
-
ny państwa — to'niewiele więcej
arie niz sieazcnie
żonie i dzieciach czy rrzv
jakiejś dziewczynie Nie zdjąłem
munduru podobnie oaK pan bv
dojść do celu Czy jednak my bę
dziemy mieli ]cszczc moznosc
wzięcia udziału w jakiejś senso
wnej akcji bojowej? — Powiem
panu otwarcie wcale mc jestem
tego pewien
— Radia słuchał pan gdzieś
w ostatnich dniach-- i — zapytał
— Nic? Ja też nie miałem
ności Ale ci których widzia-łem
przebierających się "na cy- wila" mówią ze słyszeli jakiś
komunikat Mówią że na dalszą
wojnę tutaj po tej stronie Lubli-na
nie ma żadnych widoków Li-cho
wie w rzeczywistości
rzeczy stoją
Nie zgadzałem sio z oce
ną sytuacji wojennej która wy- dawała mi się zbyt pesymistycz
ną ale w jednym przynajmniej
zacząłem przyznawać mu rację:
ze wobec tych którzy rozeszli
się do domów trzeba zachować
dużo wyrozumiałości
Doszliśmy do Borsuków Bvła
to wieś odcięta od świata rozło-żona
na piachach wśród jałow-ców
i sosen zamyślona w sobie
pogodna
Dowiedziałem się od miesz-kańców
że w Batorzu i w innych
wsiach na północ są Niemcy
Widziano ich tam poprzedniego
anią inna wiadomość jednak
brzmiała pocieszająco: ciągnął
się przed nami pas lasów docho-dzący
do szerokości 20 km
—Mapa! — to była pierwsza
moja myśl
Tamta której używałem po-przednio
"skończyła się"
Pomyślność dalszego marszu
w dużej mierze zależała od moż-liwie
dokładnej mapyA nowego
rejonu Dowiedziałem sic od ko-goś
że taką mapę może mieć
miejscowy' ksiądz unicki
Udałem się do jego staroświec-kiego
gontem krytego domku i
poprosiłem o pokazanie mi jej
Miał ją rzeczywiście podał mi
ją
— Muszę zabrać tę mapę pro-szę
księdza — powiedziałem to-nem
grzecznym ale nie znoszą-cym
sprzeciwu — do dalszego
marszu jest mi koniecznie po- trzebna
Skinął głową na znak zrozu-mienia
Spoglądał na nas przy-jaźnie
Skłoniło mnie to do zwie-rzeń
Mówiłem o własnej niedo-li
pozostawionych sobie samym
żołnierzom O naszych zawiedzio-nych
nadziejach i o nowych na-dziejach
które też mogą zawieść
— Ufności panie — powie- -
to nic iest snosób ksiądz — La
Zi punktu widzenia obro-Jsyt- u są rozległe zawic
WTeśzcie
Wreszcie
szła
nią
—
Poszedł drogą znajomą przebył te
ubogie schody Otworzył drzwi — za-chłystn- ęła
się powietrzem i zbladła
Pocałował ją w rękę Nie miał żad-nego
planu Nie wiedział nawet czy przy-szedł
do niej jako do kochanki czy ina-czej
— Proszę niech usiądzie — po-wiedziała
półgłosem
Wydawało mu się że było może ja-kieś
oczekiwanie w tym tonie Ale po-znał
że jest w błędzie Basia wiedziała
że przyjście jego nic nic znaczy
Usiadł Zapytał ją o zdrowie cioci Lip-skiej
— Już dwa tygodnie jak jest pocho-wana
— odpowiedziała ze smutkiem
Zdziwił się bardzo że o tym nic wie-dział
— chociaż nie było w tym nic dziw-nego
Powiedział że jest mu tak przykro
że żałuje Słuchała ze spuszczonymi o-cza- mi
Uczuwał chęć pochylenia głowy i
przytulenia do jej piersi Było mu wszy-stko
jedno co pomyśli przywykł do
jej bezrozumnej wytrwałej ufności
Mówiła znowu o biurze Teraz po za
ręczynach Eli Sasinówny która porzuca
Był
rzeczone stanowisko scKretanu u pana
Hennerta
Mówiła głosem łagodnym Ale gdy
chciał bliżej usiąść gdy było w nim to
pozwolenie sobie na żal na czułość na
nieodpowiednią miękkość serca — usu-nęła
się prędko
Uczyniła tak bez tYwogii zalęknienia
Tylko w wyrazie jej ust zobaczył — su-rowość
Raz jeszcze wypił u niej filiżankę her-baty
Wstał by się pożegnać
— Przepraszam że przyszedłem —
rzekł
— Tak to nie jest dobrze że pan
przyszedł — odpowiedziała nie podno-sząc
oczów
Jednakże po upływie pani dni przy-szedł
jeszcze raz
Opowiadał poważnie i ze smutkiem
że bardzo jest zajęty że ma duże troski
Basia nie zapytała jakie
Pomyślał że jest słaby wobec niej
jak jest godny pogardy I nie umiał się
uspokoił się na pozÓrza-- mi ponury zacięty w smut--j decyzji cały ciężar Sam nie nych
przeDap7vła
uay oruuu
ordy- -
aomu
przy
moż
jak
jego
lecz
pan
Tak
mianowicie
ście ale jeszcze i upokorzenie
Powiedziała — Dlaczego pan się
tak trudzi? Ja i tak rozumiałam
dzie wras Da wam 'oparcie Na
długie dni tygodnie nawet-jeśl- i
to potrzebne
Pokrzepił mnie na duchu ten
ksiądz" Skąd mu się wzięły te
słowa? Przez usta jego przemó-wiła
widocznie tradycja tej oko
licy — wieiwi a ja się osa- - ł UpJ7:p zalo wciąż żywa tradycja stycz- - 1 w Jruibue
wództwćm Lelewela - Borclow- - j
ważniejszych bitew tego powsta-nia
żałować zacząłem'-ż- e tak
temu księdzu
mapę Sam dałby mi ją napew-no
gdybym poprosił o nią
Rozłożyłem się z tą' mapą na
piasku studiując ją W pewnej
chwili oderwawszy od niej 0-c- zy
i uniósłszy głowę spostrze-głem
idące ku od strony la-su
jakieś wychudzone lecz u-zbro- jone widmo Oczom włas-nym
nie wierzyłem
— Eliasz! Na Boga! A skąd-żeści- e
wy się tu
Nigdy dotychczas nie zdarzyło
się aby ktoś z kim utraciłem
łączność w czasie nalotu odna-lazł
sic A tu upłynęło chyba
półtorej doby odkąd widzieliś-my
się ostatnio Nic odpowie-dział
na moje pytanie jak gdyby
to było samo przez się zrozumia-łe
że mnie spotkał znowu 0-świad-czył
natomiast z powagą w
głosie:
— Panic szefie! Mam dwie ta-jemnice
— Kładźcie się przy mnie i
mówcie
— Pierwsza tajemnica — za-czął
to ta że podchorąży Da-szewski
i pięciu co ż nim byli
przebrali sie w ubrania od chło-pów
i poszli do domów
— I nawet! — po-myślałem
z goryczą — taki ideo-wy
młody człowiek!
załamał się Ale trzeba być wy-rozumiałym
— przypomniało mi
się co mówił tamten kapral z
artylerii
— źle sic stało moi drodzy
— mówię do Eliasza — źle! Ale
nic naszą rzeczą jest sądzić ich
Broń Boże nie mówcie o tym
nikomu Nic trzeba ludziom od-bierać
ducha
— Wiadomo że nic trzeba
mówić nikomu — oparł Eliasz
trochę urażony dając mi do zro-zumienia
że sam wic o tym —
Ja tylko panu szefowi mówię o
tym
— A teraz la druga tajemn-ica?
Nachylił mi się niemal do li-cha
— Kurę mam panic szefie
(Ciąg dalszy nastąpi)
I jeszcze miał ostatnie złudzenie: że
gdyby właśnie czyniła mu wyrzuty gdy-by
silnym głosem miłości domagała się
aby pozostał — że może wtedy byłby
uratowany
Ale sam ó ratunek jej nic prosił Nic
chciał wcale decydować o swym losie
— Myślałam nad tym bardzo długo
— powiedziała mu spokojnie — Widocz-nie
pan nie może inaczej więc niechaj
będzie tak Właściwie nawet tylko o tym
myślałam
Słuchał w milczeniu i znajdował roz-grzeszenie
w spokoju tych słów Tak —
nic czuł się winny: porównywał obojęt-ność
jej rezygnacji z szaleństwem i mę-ką
swej miłości Cóż ona wic o cierpie-niu
czyż umie kochać?
— Myślałam — mówiła jeszcze — że
pewno najgorsze jest w tym że jednak
nie umiem sobie tego w
taki sposób abym mogła
bacznie I wreszcie usłyszał:
Plątała się w słowach ale słuchał
— Abym jednak mogła pana po tym
— szanować
Skwapliwie przyjął tę obelgę Tak
lak Miała rację więc wszystko jest w po- -
pracę otrzyma wreszcie dawniej przy-- j rządku winny został Mógł
odejść
rozstania
będzia
wzięli?
20
Profesor Lalcrna w
dziennikach o rewizji i aresztowaniu po-rucznika
Gondziłła zaraz tego samego
dnia poszedł do Bini
Był pewny że jest to
wynikłe z gorliwości w
sanacji młodej armii źe się nie-wątpliwie
po paru godzinach czy dniach
Jak w każdym i w nim tkwił przesąd
że tak w pobliżu nie może się stać nic
naprawdę złego
Są bowiem rzeczy o czyta się
w w sądo-wych
w kronice policyjnej o
wie się z "gminnej magla
podwórza lub "kuluarów" — ale one rw
mogą" się nigdy stać na przykład u w?V
sńego szwagra u wesołego
Julka u dobrej Bini
I profesor rozważał nawet przy tej
u_nniA in mi n!i no cunio nicnr-m-i- p rknłii iak rfnfn inst skala iak liczne sa
'stopnie poczucia wobec
Jeszcze chciał na nią zepchnąć trud faktów obiektywnie jednakowo reai- -
Wchodził
opowieści"
miał siły tego organizować 1 brać za to --— Zrobili rewizję no dobrze — przy- -
zwalał w myślach profesor — Ale oczy--
Wiedział że dzięki niemu wiście nic przecież nie znaleźli Na Bo- -
nową rzeczyTSiosc swego życia: niogiu k tui inv&n ""i u iiv--6 „~
spotkać ją nie tylko nieszczę
mu:
przecież
wsi
Daszewski
Widocznie
To
ukarany
nadmiaru
wyjaśni
których
których
dliwienie
poznała
Binie znalazł lepiej niż' się spodzie
wał- - Była zupełniej spokojna
Potwierdziła to co właśnie już wie- -
dział"z pism Przystała że należy czekać
T!vłn mu i dobrze nawet to słvszac: na wyjaśnienie sie By- -
czuł wytchnienie po mękach i burzach ła naprawdę spokojna — nawet jakby
tamtej miłości jńieco" obojętna czy tępa I z' tego jej
— Ja wiem — mówiła —'widocznie dziwnego spofcoiu powiało na Laternę
pan nie może inaczej- - Wicc-p-o co się tak — Tu — na mieiscu —
męczyć? 'było-jedna- k widoczne że to się stało
teraz
IWKGIEI SŚJt Przed mrozami
bez-ceremonialnie
zarekwirowałem
niepospolitemu
wytłumaczyć
przeczytawszy
nieporozumie-nie
telegramach sprawozdaniach
poczciwego"
rzeczywistości
cdpowiedzialności
nieporozumienia
rzeczjnvistością
40'S'Mi'ff
ańiów
392
§1
Dy St — Toronło
lub "dealer"
i
PEKAO DEALER
Jadwiga Piekarz - "ANDyS"
Oucen Streeł Wcsł
Toronło 3 Ont
3-18- 35
49 IM 03
SZgZ&Zź&Z&SśFSffi
CODZIENNIE
WYSYŁAMY
PIENIĄDZE OWOCE I
Paczki Pekao
JAMIIIIE TIIAMIW
J KAMIEŃSKIEGO
83S QUEEN STREET
TORONTO ONT
TEL EM 4-40-
25
OKULIŚCI
OT
W
21-- P
iłsł
'AK"
ft'
te' fe
746
EM
OKULISTA
S BROGOWSKI OD
420 Roncesvalle Av
(MIko Howard Park)
Godrlny przyjęć od lO-I- UO oiai ta
Ulcfonlcrnłm poroiumlcnlcm Tl LE 1-4-
251 — CL 9 8029
OKULISTKA
J T SZYDŁOWSKA
1 OD TBO A
Dodanie oóu dohlrranlo a-k-lcl
I do
paaowywnnle "conlnct lennri" --
codziennie od 10— 7 anhnly wlncinle
w Inn} cli Kid7lnnrh ta uprzednim
porozumieniem
1063 Bloor St West LE'2-879- 3
(ród Havclock) 17P
Lunsky
WA 1-3- 924
r
V j J
TI'iO"il'i I
J&J HARDWARE
retM jHjd Ł frbrnciyń kuclohwfnrn6ywch ctrłlsinyth pny-borfi- w
wodocljgowych I ogrttwunlł
J Stefaniak' wlaic
745 Oucen St W--E- M 6-18- &3 biilldiu obttuna — Niskie "cftiy
(Iciplalnc iMirady {prawach kam- -
llzacjl 1 ogricwanlai S
GAIMGfi CO
811 OuecnSt W- -
TORONTO ONT
Pomoc pieniężna
i wysyłka PEKAÓ
LEKI — ŻYWNOŚĆ
WSZELKIE DARY
DO POLSKI
Tol EM 4-55-
74 r
DENTYŚCI
Dr T L Granowikl
DENTYSTA CHIRURO
Mówi po polsku
292 Spadlna Avo — Toronto
Tol 368-903- 8 -
1-- P:
Dr DANUTA SAWASZKIEWICZ
rOLSKA --DENTYSTKA"
PrtyJmiOfl ta uprzednim telefonie
nym porozumlcnlrrai
Tel LE 5-99-
17 212 Roncevallei Av
(róg Geoffrcy ht)
M--P
Dr V J Mellut r
LEKARZ DENTYSTA
przyjmuje takłn wieczorami I m lohoty za uprzednim porozumieniem
telefonicznym
262 RonctivalUs LB 5-70-
2S J7P
M JINDRA
V JINDRA
LEKARZE łDCHTYICI ''
przyjmują tokło" wieczorami I w toboły ta uprzednim porozumieniem
telefonicznym f 18 Spadlna Rd WA 2-08-
44
(powyżej Illoor) P
: r-T- T
DR W SADAUSKAS
LEKARZ DENTYSTA" Jr'
Prryjmujo ih uprzednim tclefonJct
nym porozumieniem '
Tolofon LE 1-42-
50' 129 Grenadier Rd '
(drugi domod Koncosvallea) 4 ln " 8
470 Collego St
oczy badamy okulary dostosowujemy' !io wszystkich defekt
lów wzroku na nerwowość na ból głowy Mówimy pó polsku
DOKTORZY CHIROPRAKTYKI W TORONTO
s j lach' dc Z ~
124 RONCESVALLES AVE — TEL LE 5-12-
11
R LUKOWSiKI (ŁUCK) DC '
1848 BLOOR STREET WEST — TEL RO2231
nadanie I lacrtnla etiotoby krtaoilupakrtyta)
atJŁ APTEKA LANDISA-- -
OkulisSa
IV
'6-05-
84
462 QUEEN ST W TORONTO ONT
Obslugufsc Poloni Kanedyltka od lat '
Wysyłamy wolne od cla lekarstwa do Polski orazMnnych krajów
Europy—- - Wykonujemy recepty kanadyjskie lub krajowc
Nadchodzi' okres letni a wraz z nim wyjazdy wnfiacyjne Posia-damy
na składzie oktilary-Łloncczn- c olejki do opalania podręczne
apteczki picrwbzej potrzeby oraz wic)e innych nrtjkulówjnictbcd-nycl- i
w tym okresie roku
Wyieldiaqcym na wakacie do Kraju 'polecamy artykuły
kfórychvłam brak ' "
Mila poUka obsługa
PALM PLAŻA RESTAURANT
89 Roncewallef Ave — Toronto — Tel LE 5-454- 0
Najsmaczniejsza polska kuchnia — Sale na wesela i przyjęcia'
Trzyjmujo zamówienia na wrycia 1 dostarcza do domu
— NAJROZMAITSZE TRUNKI DOOBIADU —
Lokal otwarty do godziny l-tze-jjy
nocy '
-
TORONTO INSURANCE SERYICĘ
Najstarsza polska Agencja 'wszelkich ubezpieczeń
PHILIP BOMBIER I RAY BOMBIER- - -
1366 Dundas St West — Toronto Ont
LE 2-64-
33 LE 2-50- 33 C
ST STANISLAUS PARISH (TORONTO)
CREDIT UNION LlMlT(ED
12 Denison Avc — EM 6-31- 06
Codilny urzędowe eodrlennle od 10—1 i od 2— 5 po "pol i
V soboty od 10—11 rano
Wltcioraml: we włorkl i ciwirlkl od 7—1 '
ODDZIAŁ PRZY PARAFII ŚW KAZIMIERZA
156 Roncetvalles Ave — LE 6-20- 48
Godziny urzędowe w poniedziałki i piątki wieczorem od 7—8r
oraz w toboły od 10 — 13 rano J
Oszczednoici — Pożyczki — Pertonalna JKonta czekowa
37-EM- 3
3S
DR
DR
DOMINION TRWEL OFFICE
teraz znów w 'swoim 'poprzednim lokalu pod kierownictwem
S HEIFETZ — Notariusz Publiczny
55 Wellington St West (koło Boy St) — Tcl 363-481- 6'
Sprowadzanie krewnych' z 1'olsti — Wyjazdy i wlzytydojPolski
EmIgracja'dT UJSJl — Azr renMon — Wnlnr1ńd rla pactU Pekao
Tłumaczenia notarialne wirelWeh dokumentów
ObśłuEa'wM{zjku'poIklm:
BILETY HA MS BATORY I WSZYSTKIE LINIE LOTNICZE £
f i
K
A
5
r
r '
B 1
'4
ńWftw'
M ił 8%
kil
f!t: SSt
SŁi
W
v J 'J'S3t i
'!&'
i
v' ' # J v#
"nnmm
ąr
?#
1 i
H
I "f
i
VI
S3S
Old
vi
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, September 12, 1964 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1964-09-12 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| Identifier | ZwilaD3000224 |
Description
| Title | 000300b |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| OCR text | 1 R! : Ąg gśjIpP' rtk Hi"! & " ttljMgł 1S'IB is Ihe ' dr4 orj prze: ZiCI lerdzH P? Fi stkie poro JA mes 62 rf?rrfva CYEWllUPl ?iu£ąj ™" kierunku inforrno-3i- " „u„ 7ntał zaietv jeinców nolem U"' '"""W™ (lin jesi w rcwiF-j- e szerzyć pamki! ik moj pęt?"""- - """ 40-- U luOZJ i uiwuio i maszynowymi l5Ce o dobre samopoczu-- m gdy była pewność ff DUSHIil uoait Ekomłem na szosie ku-- aaonwórpkiotuią strzeIldcąyc zappood Ifo przeżytych niedolach glrala w serca ufność irzechodZHO Się na uiugi Mtneba było szyk zmic- - 'furissH dwójkowy-- i - ind 7 omia Lubel-- Mnęla w słońcu tego pa-S- o września Była roze-- # beztroska Wspinaliśmy 9P3 okrągłe wybrzuszenia pokrjtycn iu uidtuuum [soczystą trawą Łąki cio intensywna zielenią zginały się od obfitości sie o wojnie niedoli ń-fp- i prozie łlhjfłi w — o strzelcom skra WłP !£-- J nmli £-r-tI Cif 1)1 łlfCI I 9 A 11 fi fi "v-- o UU rJu ro1 Jnia a na drogach i dróż- - ffónoległi'ch wlokły się r oddziały podobne ao na- - u zaawaio się wówczas ieczał mi w uszach wiersz nicza: po zżętym zagonie _- - fniespokojny w ten nie- - i spoKojny czas jlny marsz grupek rozpro- - zolnierzy siawai się wH łobrażni tragicznym po- - z hymnu poety — sni rodzaju igo v nieznane na nową sie niedole I nam towarzyszyć niedo-- i nad głowa na czas I zawsze jeśli nie zachó- - otneba marszu nocnego leniem się jednak było udmej Ukohca była wy- - t trzeba było przy tym ność mieć pieniądze a adnego'nikt nam od daw- - wyplacał Powstawały j po kilku żywiących się jednego któremu przy- - jaKies pieniądze jesz-ił- j' Jedną z takich wła-Iw- " finansował Eliasz z grosza w tym czasie Zofia Nałkowska poje' noce d męki był roji gtodny: nic miał zeru do i wie mógł się paść i upijać ijern czy gestem czy szczegółem i Nie miał nic Trzeba bvło niei — w iei sfprm w Nnu tam dokąd sieeaia liar-- ze światem Wh z nią nic nie mógł zabrać Była a W SWe'i nie'knnini li -'- Jebezsilnc były wobec niej myśli Iwby nasycić ułatwić tosknnfn pM I Pustka zupełna 'z chwilą gdy rM me ma pomyślał: — 'jest dziw-- jaKoy nie ją ale jej obec- - i "kropną miłość wrin tit 'CUTnA ' w mv lim bieIlfdna taka —ni—y"mj ni„r'f viojlvc c3ii„yJ i?c wiele musiał nraenań OłUom n"- ł:u-l eo i na-- f "'ego Gdyby — iak inni i pani kochankowie — mnpli S w parę dni w nkrwiu mioź u FfM'-ani-a Pszczot wśpomnie- - bm v- - ndZema ŻyjC' CZekaĆ r- - " nie nic niebyło i— DrnrT Vi„n!„ _!__i_ _" upokorzony po-BOanOŚ- Cl S7PrJł Tnrmn irze Przviafiou j-- _1 scenach 3"m n i vi„MnVjUU R tCOd! zienn r-„- CJ zapomniał i 1gg'sr& "'"'JSf-OM- ! ®-'!(IVyCtaCXJS- &rr-i --włftsiffis atSs(r1'5B8ftcsssa głJBwrwKWPŁ?ciWMfaai!U WjIiM U lalagtatałcyanWaBr MS"ii£LiłŁlC: zilZLm Jl£2 AiŁUMwgiaiaajfeAJai ŁS1'3KS? ~jii płj sfiaUei i- -i -- jmj i i ji u — — htsi-j- — wanj 1 1 BIB MiiwmwiMllliilitwa HfwnnyiiiiillfmiirDUUHirMłlj jf i r nyjj ! j-- J i Pwyj[lBi4v!j5rt7'f "Jfl'3 " Sf$3yf-3??f- C jr- u '- s w'r f_?cifeScaK ar? 8 ''-m- at fir?sirtsswW5jv"Vs6is WsffaiT '#& rr- -T "ZWIĄZKOWIEC" WRZESIEŃ (September) sobota 12 1964 5TR7 V - aomu nicrozrzutna i HnirnTllrn gobie_ "" Utr lona Stlzieś jest nie byłożadną wściekły m lSiS-ZK-h wyrzutów i" % nadziei --"- "i T Tor0c „„„ zarówno obecnością ciche mu wiączyi uc-iynn- ie do swej "sit-- wy Walczak Szliśmy szosą główną gdy na- stąpiło bombardowanie najgor-szechyba- z wszystkich Po usta- niu nalotu doszukałem się tylko siedmiu ludzi Eliasza który mi towarzyszy! przez wszystkie te dni od Sandomierza poczynając nie było już wśród tej gromad-ki Domyślałem się że strzelców schroniło się w czasie nalotu w zagajnikach ciągną-cych się na wschód od szosy w kierunku Wieprza Spojrzałem na mapę Nieco dalej za tym rzę- dem zagajników szła "polska droga" prawie równoległa do szosy Przyszło mi na że tamtą drogą poszli Liczyli zape- wne że mnie tam znajdą — Wi-docznie Eliasz tam się zabłąkał — pomyślałem Poszukiwać za- ginionych jak zwykle nie spo-sób" było Postanowiłem iść w dalszym ciągu" tą samą szosą Zaczęło nam grozić coraz bar-dziej natknięcie się na oddział niemiecki Uprzedzano nas nie-bezpieczeństwie mogącym nam grozić we wsi Zakliczyńce przez którą wypadło przechodzić Była już noc gdy do niej do-szliśmy znów czarna ciemna ciemna noc Kazałem meciu e?i!sfi6feflv nawiedzał mnie gor--J zatrzymać sic na n 1 miMlminMni-r- t rOJ picuaiiij' oiy luguotjiiidiiuiil IU tego umęczonego tęsknoty konie- - ic'przy uo To i poKocnaia " Stało drodze trzech darzy rozmawiających półgło-sem Robili ludzi przy-gnębionych Gdy usłyszeli moje kroki rozmowa ich nagle urwa-ła się '— Czy tu we wsi Niemcy? — pytam' szeptem Nie odpowiadają Pytam po raz drugi Znów ani słowa Są jacyś zmartwiali jakby w kamień Nic mogę zrozumieć dlaczego — Ludzie odpowiadajcie! — mówię jużz pewną dozą surowo-- ści"'w głosie — Pytam czy tu Niemcy? ' — Toć sami jćsteście Niemce odpowiada jeden z gospoda-rzy zduszonym głosem Złość mnie ogarnęła Przysu-wam się do tego człowieka o-cier- ając się niemal o jego pierś —: A toć przyjrzyjcie mi się przytomnie! Czy tak wygląda żołnierz niemiecki? No! Widzi-cie już chyba że jesteśmy Pola-cy i mówcie czy tu są Niemcy? — Nie ma — Nic było-ic- h u was? ' — Nie Kocnankowie — jednym ja- - ] Stosunku wi — — --- w uuu tujgie z nią we nocy oddychanin ipinnwió mienia się nieustannego "jej łam frawa i nikoguo"iunieuzknręapnuejgą-o-smiiti-- n nyitejvi ___!' i-n-U wielu myśl na gospo są są i udręki Czasami oSWfhvo' nie się a' jak Zn°W" otrłzMąśnięciu niczego wrażenie zastygli nareszcie BaBaiiri iJMiiMal przecież wracai marzył Iine5icma- - J-- W-JÓZEF — A w tamtej wsi? — wska-zuję w lewo — Niewiele wiemy ale tam juz mogą być strWonłyaśnineadwchotdezj i chwsiklirad2atjaąmcytmej ksiuę nkireomkuiemtrzkytmośajązc bkroanraiąbinIdwę pogotowiu Stanęliśmy na przeciw siebie p trzy kroki Mimo tę bliską od-ległość widzę wciąż tylko jego ciemny zarys Daremnie usiłuję odgadnąć zamiary tego człowie- ka — Strzeli czy spróbuje pchnąć bagnetem? Tamten napewno usiłuje rów-nież odgadnąć co zamierzam Słyszę jego oddech — ciężki i głośny On napewno słyszy mój również ciężki i głośny trwało tdoługcoie ndawjmienimejinduwtyi!e minuty — Nareszcie mój domniemany wróg przemówił pierwszy: — Kapitan Wysoczyński pułk X Kto tu jest? swe nazwisko sto-pień i przydział Obu spadł nam ciężar z serca Szedłem ze swą gromadką tą szosą przez kilka jeszcze godzin Wczesnym rankiem — był to września — doszedłem miej-sca z którego odchodziła droga boczna na zachód ku Wiśle Pro-wadziła do wielkiego kompleksu leśnego którego ośrodkiem jest wieś Balorz Poszły w tamtą stro-nę jakieś gromady żołnierzy Je-chał również wóz drabiniasty z rannymi — Trzeba i nam zboczyć w tamtą stronę — myślę sobie — oderwać się na pe- wien czas od szosy głównej Za-szyć się w lasy a potem konty-nuować marsz na północ jaki-miś podrzędnymi drogami Szliśmy czasem obok innych oddziałków Rozmawiałem z pro-wadzącymi je podoficerami To czego się od nich dowiedziałem było ponure Od dwóch dni wi-dywano żołnierzy przebierają-cych się "na cywila" w zamiarze udania się do domu Rzuciłem pod ich adresem jakiś paskudny wyraz — Wic pan ja bym ich znów lak nie potępiał — powiedział idący obok kapral artylerii elek-trotechnik' z zawodu — nic mamy ich prawa sądzić Wlokę się tak już od tygodnia z nędz-ną gromadką ukradkiem przez lasv też Pan sie zcodzi że nrowadzeni a dział idźcie wilasy wojny Lassie 29 Pożerany nie uśpioną zazdrością po-dejrzliwy i wściekły śledził nieraz Tere-sę by czegoś się dowiedzieć by uzyskać jakąś pewność Czekał długo na ulicy wiedząc że w tloniu jej nie ma zobaczył ją z daleka wracała sama Wracała sama! Jako ulga Jaki bezmiar szczęścia jaka rozkoszna cisza bezpieczeństwa — na dzień może może tylko na jedną godzi-nę Znalazł się jak zwykle na jej drodze Cala jej postać na tle zmierzchu ruch jej gdy tak kolor opływającego ją powietrza uśmiech ukłon gło-wy podanie ręki — napełniły go zachwy-ceniem Wziął kluczyk z jej torebki sam Razem weszli do windy Wtedy nie obej-mując jej wcale nachylił się nad i tylko ręką odginając jej głowę pocało-wał jej usta — Pan źle zrobił — rzekła poważnie gdy wyszli na schody Odwrócił się bez pożegnania bez u-kło- nu — i odszedł szybko ponoszony po-nurą3 wściekłością najgłębiej sięgającą nienawiścią Nie mógł zrozumieć nie chciał za żadną cenę przystać aby nikogo nie ko-chając nie kochała także i jego Wie-dział że Hennert ma kochanki że ni-czym jest dla żony obojętny toleran-cyjny wygodny Nie uznawał przeszkód które podawała od niechcenia: różnica wieku obowiązki wobec córki Z ludzi otaczających z różnych mężczyzn znajo-mych zatrzymywał się na każdym i po przebyciu wszystkich mąk nieuzasadnio-nej zazdrości odrzucał ich jako niemożli-wych I myśl wracała do tego jedynego o którym wiedział do Sednowskiego Obiegłszy przez godzinę mnóstwo u-- II- - III I LUUUIOI jvwfcw — -- — ' fechał windą stawał przed tymi drzwia-- ku wvmat?aiacv względów dobroci i de — t '-- J' c— - ł likatności ale j-- fuz u„—gia- sKany ueiu_i_j _- - = zmęczenia nie Pamiętałado Uczuwał - Pok°in5ruf-- i o Podałem do Hłebi nieszczęśliwy się o wyzwoleniu o ucieczce Jiysiai o iyui lii Jrt ł3łtt- - -- u uJiU niej ćzasiergdy miłość Basi wydawała iciem z nu-- bł ~6U "spoKojenia sam aowJiroiuu l ua v- - --- — -- Pr1 Pole rn7ioałj„ j-i- i ijr ivit-- i iw'7 ołunirh żartów i j£-£ana-k na-tylelbałfsięmraw-rarnych-przygódjła-sjTia — wj-dzier-ał się uiinni uvmw "jBi ' ŻMIGRODZKI ja 19 do bezpieczniej bo tą Pan _ i u i - ny państwa — to'niewiele więcej arie niz sieazcnie żonie i dzieciach czy rrzv jakiejś dziewczynie Nie zdjąłem munduru podobnie oaK pan bv dojść do celu Czy jednak my bę dziemy mieli ]cszczc moznosc wzięcia udziału w jakiejś senso wnej akcji bojowej? — Powiem panu otwarcie wcale mc jestem tego pewien — Radia słuchał pan gdzieś w ostatnich dniach-- i — zapytał — Nic? Ja też nie miałem ności Ale ci których widzia-łem przebierających się "na cy- wila" mówią ze słyszeli jakiś komunikat Mówią że na dalszą wojnę tutaj po tej stronie Lubli-na nie ma żadnych widoków Li-cho wie w rzeczywistości rzeczy stoją Nie zgadzałem sio z oce ną sytuacji wojennej która wy- dawała mi się zbyt pesymistycz ną ale w jednym przynajmniej zacząłem przyznawać mu rację: ze wobec tych którzy rozeszli się do domów trzeba zachować dużo wyrozumiałości Doszliśmy do Borsuków Bvła to wieś odcięta od świata rozło-żona na piachach wśród jałow-ców i sosen zamyślona w sobie pogodna Dowiedziałem się od miesz-kańców że w Batorzu i w innych wsiach na północ są Niemcy Widziano ich tam poprzedniego anią inna wiadomość jednak brzmiała pocieszająco: ciągnął się przed nami pas lasów docho-dzący do szerokości 20 km —Mapa! — to była pierwsza moja myśl Tamta której używałem po-przednio "skończyła się" Pomyślność dalszego marszu w dużej mierze zależała od moż-liwie dokładnej mapyA nowego rejonu Dowiedziałem sic od ko-goś że taką mapę może mieć miejscowy' ksiądz unicki Udałem się do jego staroświec-kiego gontem krytego domku i poprosiłem o pokazanie mi jej Miał ją rzeczywiście podał mi ją — Muszę zabrać tę mapę pro-szę księdza — powiedziałem to-nem grzecznym ale nie znoszą-cym sprzeciwu — do dalszego marszu jest mi koniecznie po- trzebna Skinął głową na znak zrozu-mienia Spoglądał na nas przy-jaźnie Skłoniło mnie to do zwie-rzeń Mówiłem o własnej niedo-li pozostawionych sobie samym żołnierzom O naszych zawiedzio-nych nadziejach i o nowych na-dziejach które też mogą zawieść — Ufności panie — powie- - to nic iest snosób ksiądz — La Zi punktu widzenia obro-Jsyt- u są rozległe zawic WTeśzcie Wreszcie szła nią — Poszedł drogą znajomą przebył te ubogie schody Otworzył drzwi — za-chłystn- ęła się powietrzem i zbladła Pocałował ją w rękę Nie miał żad-nego planu Nie wiedział nawet czy przy-szedł do niej jako do kochanki czy ina-czej — Proszę niech usiądzie — po-wiedziała półgłosem Wydawało mu się że było może ja-kieś oczekiwanie w tym tonie Ale po-znał że jest w błędzie Basia wiedziała że przyjście jego nic nic znaczy Usiadł Zapytał ją o zdrowie cioci Lip-skiej — Już dwa tygodnie jak jest pocho-wana — odpowiedziała ze smutkiem Zdziwił się bardzo że o tym nic wie-dział — chociaż nie było w tym nic dziw-nego Powiedział że jest mu tak przykro że żałuje Słuchała ze spuszczonymi o-cza- mi Uczuwał chęć pochylenia głowy i przytulenia do jej piersi Było mu wszy-stko jedno co pomyśli przywykł do jej bezrozumnej wytrwałej ufności Mówiła znowu o biurze Teraz po za ręczynach Eli Sasinówny która porzuca Był rzeczone stanowisko scKretanu u pana Hennerta Mówiła głosem łagodnym Ale gdy chciał bliżej usiąść gdy było w nim to pozwolenie sobie na żal na czułość na nieodpowiednią miękkość serca — usu-nęła się prędko Uczyniła tak bez tYwogii zalęknienia Tylko w wyrazie jej ust zobaczył — su-rowość Raz jeszcze wypił u niej filiżankę her-baty Wstał by się pożegnać — Przepraszam że przyszedłem — rzekł — Tak to nie jest dobrze że pan przyszedł — odpowiedziała nie podno-sząc oczów Jednakże po upływie pani dni przy-szedł jeszcze raz Opowiadał poważnie i ze smutkiem że bardzo jest zajęty że ma duże troski Basia nie zapytała jakie Pomyślał że jest słaby wobec niej jak jest godny pogardy I nie umiał się uspokoił się na pozÓrza-- mi ponury zacięty w smut--j decyzji cały ciężar Sam nie nych przeDap7vła uay oruuu ordy- - aomu przy moż jak jego lecz pan Tak mianowicie ście ale jeszcze i upokorzenie Powiedziała — Dlaczego pan się tak trudzi? Ja i tak rozumiałam dzie wras Da wam 'oparcie Na długie dni tygodnie nawet-jeśl- i to potrzebne Pokrzepił mnie na duchu ten ksiądz" Skąd mu się wzięły te słowa? Przez usta jego przemó-wiła widocznie tradycja tej oko licy — wieiwi a ja się osa- - ł UpJ7:p zalo wciąż żywa tradycja stycz- - 1 w Jruibue wództwćm Lelewela - Borclow- - j ważniejszych bitew tego powsta-nia żałować zacząłem'-ż- e tak temu księdzu mapę Sam dałby mi ją napew-no gdybym poprosił o nią Rozłożyłem się z tą' mapą na piasku studiując ją W pewnej chwili oderwawszy od niej 0-c- zy i uniósłszy głowę spostrze-głem idące ku od strony la-su jakieś wychudzone lecz u-zbro- jone widmo Oczom włas-nym nie wierzyłem — Eliasz! Na Boga! A skąd-żeści- e wy się tu Nigdy dotychczas nie zdarzyło się aby ktoś z kim utraciłem łączność w czasie nalotu odna-lazł sic A tu upłynęło chyba półtorej doby odkąd widzieliś-my się ostatnio Nic odpowie-dział na moje pytanie jak gdyby to było samo przez się zrozumia-łe że mnie spotkał znowu 0-świad-czył natomiast z powagą w głosie: — Panic szefie! Mam dwie ta-jemnice — Kładźcie się przy mnie i mówcie — Pierwsza tajemnica — za-czął to ta że podchorąży Da-szewski i pięciu co ż nim byli przebrali sie w ubrania od chło-pów i poszli do domów — I nawet! — po-myślałem z goryczą — taki ideo-wy młody człowiek! załamał się Ale trzeba być wy-rozumiałym — przypomniało mi się co mówił tamten kapral z artylerii — źle sic stało moi drodzy — mówię do Eliasza — źle! Ale nic naszą rzeczą jest sądzić ich Broń Boże nie mówcie o tym nikomu Nic trzeba ludziom od-bierać ducha — Wiadomo że nic trzeba mówić nikomu — oparł Eliasz trochę urażony dając mi do zro-zumienia że sam wic o tym — Ja tylko panu szefowi mówię o tym — A teraz la druga tajemn-ica? Nachylił mi się niemal do li-cha — Kurę mam panic szefie (Ciąg dalszy nastąpi) I jeszcze miał ostatnie złudzenie: że gdyby właśnie czyniła mu wyrzuty gdy-by silnym głosem miłości domagała się aby pozostał — że może wtedy byłby uratowany Ale sam ó ratunek jej nic prosił Nic chciał wcale decydować o swym losie — Myślałam nad tym bardzo długo — powiedziała mu spokojnie — Widocz-nie pan nie może inaczej więc niechaj będzie tak Właściwie nawet tylko o tym myślałam Słuchał w milczeniu i znajdował roz-grzeszenie w spokoju tych słów Tak — nic czuł się winny: porównywał obojęt-ność jej rezygnacji z szaleństwem i mę-ką swej miłości Cóż ona wic o cierpie-niu czyż umie kochać? — Myślałam — mówiła jeszcze — że pewno najgorsze jest w tym że jednak nie umiem sobie tego w taki sposób abym mogła bacznie I wreszcie usłyszał: Plątała się w słowach ale słuchał — Abym jednak mogła pana po tym — szanować Skwapliwie przyjął tę obelgę Tak lak Miała rację więc wszystko jest w po- - pracę otrzyma wreszcie dawniej przy-- j rządku winny został Mógł odejść rozstania będzia wzięli? 20 Profesor Lalcrna w dziennikach o rewizji i aresztowaniu po-rucznika Gondziłła zaraz tego samego dnia poszedł do Bini Był pewny że jest to wynikłe z gorliwości w sanacji młodej armii źe się nie-wątpliwie po paru godzinach czy dniach Jak w każdym i w nim tkwił przesąd że tak w pobliżu nie może się stać nic naprawdę złego Są bowiem rzeczy o czyta się w w sądo-wych w kronice policyjnej o wie się z "gminnej magla podwórza lub "kuluarów" — ale one rw mogą" się nigdy stać na przykład u w?V sńego szwagra u wesołego Julka u dobrej Bini I profesor rozważał nawet przy tej u_nniA in mi n!i no cunio nicnr-m-i- p rknłii iak rfnfn inst skala iak liczne sa 'stopnie poczucia wobec Jeszcze chciał na nią zepchnąć trud faktów obiektywnie jednakowo reai- - Wchodził opowieści" miał siły tego organizować 1 brać za to --— Zrobili rewizję no dobrze — przy- - zwalał w myślach profesor — Ale oczy-- Wiedział że dzięki niemu wiście nic przecież nie znaleźli Na Bo- - nową rzeczyTSiosc swego życia: niogiu k tui inv&n ""i u iiv--6 „~ spotkać ją nie tylko nieszczę mu: przecież wsi Daszewski Widocznie To ukarany nadmiaru wyjaśni których których dliwienie poznała Binie znalazł lepiej niż' się spodzie wał- - Była zupełniej spokojna Potwierdziła to co właśnie już wie- - dział"z pism Przystała że należy czekać T!vłn mu i dobrze nawet to słvszac: na wyjaśnienie sie By- - czuł wytchnienie po mękach i burzach ła naprawdę spokojna — nawet jakby tamtej miłości jńieco" obojętna czy tępa I z' tego jej — Ja wiem — mówiła —'widocznie dziwnego spofcoiu powiało na Laternę pan nie może inaczej- - Wicc-p-o co się tak — Tu — na mieiscu — męczyć? 'było-jedna- k widoczne że to się stało teraz IWKGIEI SŚJt Przed mrozami bez-ceremonialnie zarekwirowałem niepospolitemu wytłumaczyć przeczytawszy nieporozumie-nie telegramach sprawozdaniach poczciwego" rzeczywistości cdpowiedzialności nieporozumienia rzeczjnvistością 40'S'Mi'ff ańiów 392 §1 Dy St — Toronło lub "dealer" i PEKAO DEALER Jadwiga Piekarz - "ANDyS" Oucen Streeł Wcsł Toronło 3 Ont 3-18- 35 49 IM 03 SZgZ&Zź&Z&SśFSffi CODZIENNIE WYSYŁAMY PIENIĄDZE OWOCE I Paczki Pekao JAMIIIIE TIIAMIW J KAMIEŃSKIEGO 83S QUEEN STREET TORONTO ONT TEL EM 4-40- 25 OKULIŚCI OT W 21-- P iłsł 'AK" ft' te' fe 746 EM OKULISTA S BROGOWSKI OD 420 Roncesvalle Av (MIko Howard Park) Godrlny przyjęć od lO-I- UO oiai ta Ulcfonlcrnłm poroiumlcnlcm Tl LE 1-4- 251 — CL 9 8029 OKULISTKA J T SZYDŁOWSKA 1 OD TBO A Dodanie oóu dohlrranlo a-k-lcl I do paaowywnnle "conlnct lennri" -- codziennie od 10— 7 anhnly wlncinle w Inn} cli Kid7lnnrh ta uprzednim porozumieniem 1063 Bloor St West LE'2-879- 3 (ród Havclock) 17P Lunsky WA 1-3- 924 r V j J TI'iO"il'i I J&J HARDWARE retM jHjd Ł frbrnciyń kuclohwfnrn6ywch ctrłlsinyth pny-borfi- w wodocljgowych I ogrttwunlł J Stefaniak' wlaic 745 Oucen St W--E- M 6-18- &3 biilldiu obttuna — Niskie "cftiy (Iciplalnc iMirady {prawach kam- - llzacjl 1 ogricwanlai S GAIMGfi CO 811 OuecnSt W- - TORONTO ONT Pomoc pieniężna i wysyłka PEKAÓ LEKI — ŻYWNOŚĆ WSZELKIE DARY DO POLSKI Tol EM 4-55- 74 r DENTYŚCI Dr T L Granowikl DENTYSTA CHIRURO Mówi po polsku 292 Spadlna Avo — Toronto Tol 368-903- 8 - 1-- P: Dr DANUTA SAWASZKIEWICZ rOLSKA --DENTYSTKA" PrtyJmiOfl ta uprzednim telefonie nym porozumlcnlrrai Tel LE 5-99- 17 212 Roncevallei Av (róg Geoffrcy ht) M--P Dr V J Mellut r LEKARZ DENTYSTA przyjmuje takłn wieczorami I m lohoty za uprzednim porozumieniem telefonicznym 262 RonctivalUs LB 5-70- 2S J7P M JINDRA V JINDRA LEKARZE łDCHTYICI '' przyjmują tokło" wieczorami I w toboły ta uprzednim porozumieniem telefonicznym f 18 Spadlna Rd WA 2-08- 44 (powyżej Illoor) P : r-T- T DR W SADAUSKAS LEKARZ DENTYSTA" Jr' Prryjmujo ih uprzednim tclefonJct nym porozumieniem ' Tolofon LE 1-42- 50' 129 Grenadier Rd ' (drugi domod Koncosvallea) 4 ln " 8 470 Collego St oczy badamy okulary dostosowujemy' !io wszystkich defekt lów wzroku na nerwowość na ból głowy Mówimy pó polsku DOKTORZY CHIROPRAKTYKI W TORONTO s j lach' dc Z ~ 124 RONCESVALLES AVE — TEL LE 5-12- 11 R LUKOWSiKI (ŁUCK) DC ' 1848 BLOOR STREET WEST — TEL RO2231 nadanie I lacrtnla etiotoby krtaoilupakrtyta) atJŁ APTEKA LANDISA-- - OkulisSa IV '6-05- 84 462 QUEEN ST W TORONTO ONT Obslugufsc Poloni Kanedyltka od lat ' Wysyłamy wolne od cla lekarstwa do Polski orazMnnych krajów Europy—- - Wykonujemy recepty kanadyjskie lub krajowc Nadchodzi' okres letni a wraz z nim wyjazdy wnfiacyjne Posia-damy na składzie oktilary-Łloncczn- c olejki do opalania podręczne apteczki picrwbzej potrzeby oraz wic)e innych nrtjkulówjnictbcd-nycl- i w tym okresie roku Wyieldiaqcym na wakacie do Kraju 'polecamy artykuły kfórychvłam brak ' " Mila poUka obsługa PALM PLAŻA RESTAURANT 89 Roncewallef Ave — Toronto — Tel LE 5-454- 0 Najsmaczniejsza polska kuchnia — Sale na wesela i przyjęcia' Trzyjmujo zamówienia na wrycia 1 dostarcza do domu — NAJROZMAITSZE TRUNKI DOOBIADU — Lokal otwarty do godziny l-tze-jjy nocy ' - TORONTO INSURANCE SERYICĘ Najstarsza polska Agencja 'wszelkich ubezpieczeń PHILIP BOMBIER I RAY BOMBIER- - - 1366 Dundas St West — Toronto Ont LE 2-64- 33 LE 2-50- 33 C ST STANISLAUS PARISH (TORONTO) CREDIT UNION LlMlT(ED 12 Denison Avc — EM 6-31- 06 Codilny urzędowe eodrlennle od 10—1 i od 2— 5 po "pol i V soboty od 10—11 rano Wltcioraml: we włorkl i ciwirlkl od 7—1 ' ODDZIAŁ PRZY PARAFII ŚW KAZIMIERZA 156 Roncetvalles Ave — LE 6-20- 48 Godziny urzędowe w poniedziałki i piątki wieczorem od 7—8r oraz w toboły od 10 — 13 rano J Oszczednoici — Pożyczki — Pertonalna JKonta czekowa 37-EM- 3 3S DR DR DOMINION TRWEL OFFICE teraz znów w 'swoim 'poprzednim lokalu pod kierownictwem S HEIFETZ — Notariusz Publiczny 55 Wellington St West (koło Boy St) — Tcl 363-481- 6' Sprowadzanie krewnych' z 1'olsti — Wyjazdy i wlzytydojPolski EmIgracja'dT UJSJl — Azr renMon — Wnlnr1ńd rla pactU Pekao Tłumaczenia notarialne wirelWeh dokumentów ObśłuEa'wM{zjku'poIklm: BILETY HA MS BATORY I WSZYSTKIE LINIE LOTNICZE £ f i K A 5 r r ' B 1 '4 ńWftw' M ił 8% kil f!t: SSt SŁi W v J 'J'S3t i '!&' i v' ' # J v# "nnmm ąr ?# 1 i H I "f i VI S3S Old vi |
Tags
Comments
Post a Comment for 000300b
