000158b |
Previous | 7 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
i
fodeusz Nowakowsk i SZUSTKIGH
WneUUe praw autorskie zastrzelone (Copyrlgnt T Nowakowski)
ałkie słowy jak za pociągnie- -
wliurka obróciły się w_ stronę Ma- -
Ky BiVSnClV ULj wciunc Jiieiiu- -
©Posypały 'fię zdławione okrzyki
rno
by
z laueK iau uiu£iiii w j)o- -
{pnocha1 Nikt cię tu nie prosi!!
ŁaSzwabica' Widzita ją z viztll
njsz!a Tora ze dwora!
J !A)fioikp flziewiiphn vvpbv
3 na tuii-- -r — -- j~"j
i kąta i Kiicnęia ze siracnu
coś powiedzieć Otworzyła usta
3 dna zianika czarnego pieprzu 4 w brukiew żółtej twarzy ner- -
ilrozbiegane upodoDniły ją do
swo w potrzasK zwierzątKa
Kzenie rosło z każdą sekundą:
frstydu w oczacli ma! Folks-JWrac- ai
lepiej do swego Hansa!
&ćją za dnwi! Wykopsajta psią
fctaDÓwkę1
ŁKa co jes?f7e czekacie Makolag- -
vi Mnw u'fim nnmńc' Rnsłlrnw
m
nie
"- - l---
-~ - %v i -
!eaia onwy uu ugiuu — uene- -
moje diecko! Samaś się posta-- a
nawias społeczeństwa polskie- -
lftipstos?iol)ila pokutni za swoje!
'dało skoios cnciaio
kbaba1 — pomyślał z odrazą
lEujk — Szczypawka nie bi-elił
Eiynia patriotyzmu papenbur- -
Ilse Koci) 7agrozone] polskości
ij się na moralizatorkę Symuluje
oburzenie Ale zajrzyjcie uważnie
Jtńl rlmłwMi nr7oW u criinnił IjUl Llllljm VWiV(l TI fał UUVIli
iic ją sypiająca z bauerem Mąko-ieobcliod- 7i
Sama by się z jakimś
ii Hansem prespala gdyby nikt
ial
% Makolągwa nof —"zawiesiła
Hi (ju:iew„uu!iq j!„jul Uuuni
dagwa ze strachu wpięła się pa- -
w pętlę brudnego szalika Mijały
ełne napięcia Major przezor- -
1 żuł ołówek uważnie wpa- -
karteluszki z wierszami Spra
wia mu się zbyt błaha Z kale- -
torządkowych" Nie dojrzała do
interwencji "najwyższego
" w obozie
o? — pogroziła Biedronka —
Korczyk ze współczuciem spo- -
h przykucniętą dziewuchę Brzy- -
schorowana twarz młodej chłopki
iszczonym nosem Grube sine z
dki Wyslnępiona chusta na po- -
aAjaaauijjŁłłaaaaaAyyg?
peusz DołęgaMostowicz
ze od pierwszego spojrzenia
go przecie najwyżej Jeżeli te- -
Pila jeżeli we własnych myślach
go ściągając do codzienności
jego postenki miara zwykłych
#m większą uczuła skruchę i jej
:pee winy iaką popełniła
poręczy krzesła oparta była jog'
irozuaita pokryta węzłami żyl
E2 sie oplotła ją mocno palcami
jwa do niej ustami w pocałunku
Ltelftochwalezym
5 po cnwiii podniosła nań oczy
-- spokojny a na jego uśmiechnię- ty "ie znać było ani śladu pod- -
U Lapfiłlnii ii„)nKi n„' „ !„!
jBwrzal na zegarek którepo wslca- -
JF1Z% sie do dwunastej i po- -
i : 'J juiiij wlumih je- - 5Jfabrki Ui cnn
PJJUAj
iiifliv
ii ii „i- -
światło
'branoc
jęKCi zgasii papierosa ijni' L Auł nl:_ 1 mi'- -j ""uidM-i- e czeitaiac az wvi
? zgasić
tli ~ powiedziała cicno
"' "H" IHIMJjll nit: { I fiI y m
k3t'ie sofy usiłując ze-- k
p
doP'ero przypomniały
'" VUJ' ju aiyszaia wy-jęty- m przejmującym głosem
wżdy dźwięk pozostanie w jej nle rozuminl-- i ir-l-i tmi ntAii
?}uęstwa o prawie do' walki
bt" V UJJe poznanie człowieka
WJJIM 1POA l"rs(u„_uJju psycnicznego
'"graniczonym zasięgu swych
9MJA - "- -J KWMiaPdtoistaću w„yr:a6stCała jej t'?e'r:az w T JJhlLls ouirzymicłi roz- - a 'iiiiai sobą wszyitko co sta- -
"ł C!- - lei ?l'fio „ I1- - !
1 m_-- - --jwa tu uym rzeczywi- - j"enieni ffmninic7r6io i
ej tilirn „i ""i-r- S
_ --
— r JCJ lu jiowieuziai jniki
viecie nie został przezeń do-- j W wielkich tajemnic
Iejti
wiegodus7C
znużył do siebie uprawnił
Jednak gdzieś na dnie
" ciniaev hńi
jest pnu nim nr n„ „- -
-- ipkoKqImLożeilz1ają1ć 1mi!eiscwe w
'5łuu J ' "tylnym czy ]UZ w tei p] j p„
rjch f0"16"1" szczerości i tych
cajjHającycn zwierzeń
tego ct-virsr- cia przed
łlEIT
tęznych piersiach Makolągwa - na płachta dla Papenburga Wyrczzuecrwanoa-czałoabonziuesppootrzkeilżkeanierazyKrcąożyjałakiśwockzaósł
wdrur-tao-- w wkradała się do baraków Bywało
ze wślizgiwała się do kuchni po menażkę Cien P-- Ij -7-- 1i-jinv "Mu„ui-j-i:i si:ę jej uo iMem
"ZWIĄZKOWIEC"
ca i nlułv na nin )viłiv gardłowo eestvkutnwil i i!p
ją za bramę obozu — precz P°dPoruczmk nie przysłuchiwać
wŁ""eybpłaowaCifćiU!ostKrzuiyjaecnmsadocięslykzóaityłsuz"ckoWpbskęaskmaroczleiddzłiocri'a"ę'
—"cAhle"tbyJśadkacwożaemłm"u —dbaywłabaełcagzłaołsdaunkaMo?akto—oląm'gsiwzyaHdzai—nłys
mściwe wiedźmy przy wartowni — Po- szła bo psami poszczujem!" Nawet dzieci nakarmione w szkole Mvtnni™ n "Wandzie co nie chciała Niemca" spo- - b'4'"o "a ui:iewczynę ze wstrętem
maj—or Mniaekcohlęągtnwiea pnoidenióustłrudgnłioawjcęie!zn—ad
wierszy — Ja wam radę' opuśćcie salę
IJ" 11UUJOL1
— vox populi vox Dei — powiedzia
ła uo pierwszych rcedńw Buskowska
— Nie utrudniajcie!
Makolągwa nie chciała "utrudniać"
Spuściła potulnie rozkudlaczoną głowę i rusyla w stronę drzwi
— Ja żem jest — przystanęła nagle
w polowie diogi trudem łykając po- wietrze —Ja żem jest — znowu zanio-sła
się od beku — dobra Polka
Krzyki protestu gwizdy syki szydei-cz- e
chichoty wypełniły barak św Cecylii
— Ty żeś jest — predrzeźnił ją ja-kiś
wesołek — ty żeś jest niemiecka k
Zabulgotał zły śmiech w tylnych ław-kach
szybko uciszony piypz zdegustowa-nego
majora:
— Więcej kultury moi panowie! —
przypomniał dźwięcznym barytonem —
Nie jesteśmy w stajni Jesteśmy na wie-czornicy
Na dźwięk głosu majora Grzegorczy-ka
ogarnęła pasja Chciał krzyknąć:
"Złodzieju oddaj papierosy!" Ale opa-nował
się Jeszcze nie pora Tym grana-tem
rzuci w gładkiego faryzeusza we
właściwym czasie i miejscu: gdy rot-mistrz
Skarbek zjedzie z komisją śled-czą
do Papenburga Przedwczesna eks-plozja
nie ma sensu Nie zabije komen-danta
Nawet go nie zrani Natomiast
może rozerwać yamachowca
Posłyszał klekot drewniaków Poczuł
90
nią bogactwa swego ducha?
I druga rzecz: czymże mu może od-płacić
za to wszystko? Pomocą współ-działaniem
radą? Ależ on tego nie po-trzebuje
Nawet jej majątek stanowi tyl-ko
drobną monetę w jego ręku
A miłość? Przecie kocha go ponad
wszystko na świecie ponad jego wiel-kość
ponad życie własne! Nie ma ta-kich
poświęceń nie ma takich ofiar na
które by się dlań nie zdobyła! Tylko
on ich nie pragnie nie stanowią dlań
one żadnej wartości Przpcie nawet nie
chce schylić się po nie
Powiedział: już późno czas spać
Tylko tyle za wiele nie przespanych no-cy
za długie godziny rozmyślań za
piekącą tęsknotę za łzy J niepokoje
Idź spać już późno
Zaśmiała się głośno lecz w tejże
chwili uświadomiła sobie swój egoizm
Jakimże prawem można od kogokol-wiek
żądać zapłaty za ten nieproszony
dar od kogokolwiek a tym bardziej od
niego! Jest dla niej dobry serdeczny
życzliwy okazuje jej swoje zaufanie po-wierza
tajemnice Wstała i zapaliła
lampę na nocnym stoliku Spostrzegła
że brakuje na nim syfonu z woda sodo-wą
i szklanki i teraz przypomniała że
Karolina nie mogła wejść gdyż drw i
od służbowej części mieszkania są poza-mykane
Zastanowiła się: jeżeli otwo
rzy je Ignacy z rana wejdzie by po-sprzątać
i oczywiście spostneże że P
wel wrócił zostawić zaś drzwi zamknię-te
to nie ma sensu Przecie kiedyś i
tak trzeba je będzie otworzyć Nie wie-działa
co ma zrobić W każdym razie
w oini n łmn 'rwlpwdnwać Paweł
nie
powrót ma długo pozostać tajemnicą na-wet
dla służby Jeżeli śpi nie będzie go
budzić
W salonie i w gabinecie było ciemno
Z sypialni jednak wąziutką pod
drzwiami przenikało słabe światło Po
deszła na palcach i lekko zapukała:
— Pawle
— To ty Krzysiu'' — odezwał się za
raz
— Tak zapomniałam spytać cię co
do shiżby
— Proszę cle Wprawdzie le
żę już w łóżku ale chyba me zgor
szysz
w" panoTrał pcnnroŁ sie
MAJ (May) jroda lo _ 1961
zapach mydlin Spostrzegł że dziewucha
piacze jak małe dziecko: rozciera oczy
pięściami rozmazuje krople brudu po
skrzywionej twarzy Podszedł demon
stracyjnie do Makolągwy poklepał ją po ramieniu i powiedział na głos:
— Nie becz głupia Nic sobie z nich
nie rób To nie są ludzie!
Może by sie i nie uiał za zaszczuta
Makolągwą gdyby mu w tejże chwili
nie Diysnąi przed oczami obraz sprzed
dwóch lat: nieznajomy do profesora po-dobny
człowieczek w potłuczonych oku-larach
broni malej żydówki nrzed zem
stą tłumu
Przez chwilę trwała cisza pełna zdu
mienia Wnet sala zacharczała sprężo
nym oburzeniem Ludzie pokrzykiwali
zagrzały — giraiinu-ni-p cnaiy Poszła wolał
się wrzawie z Makolaewa z ba
iaku Otworzył nią drzwi Prze-puścił
ją pierwsza
Jeden major nie tracił spokoju Spoj-rzał
z ukosa na Biedronkę i przymrużył
oko
— Do tej prowokacji — poprawiła go
prelegentka
— A teraz proszę państwa — major
wyjąi zakładkę z oprawionego w safia-nową
skórę tomiku muskał ją żółtymi
od nikotyny palcami — a teraz do Ko-chanowskiego
do Staffa Baka i Lieber-ta- !
Nie zapominajmy że zebraliśmy się
tutaj na wieczór poezji religijnej
Pani Bus7kowska dala znać Litwince:
— Panno Maciejunas! Zaczynamy!
"Bogurodzicę!"
ROZDZIAŁ XV
Z początku Grzegorczykowi majaczy-ło
się w półśnie że nadpływa biały
nabrzmiały obłok Dopiero po
cnwui gdy odemknął oko spostrzegł w
pólmioku potężną iście niemiecką pie-rzynę
i przypomniał sobie gdzie jest
Podobną pierzynę mieli kiedyś w domu
na Grunwaldzkiej ale ulica za oknem
nazywa się Pestalozi-Strass- e
Urs7iila spala z loehylonymi warga-mi
odsłaniając wilgotne zęby W zim
nym powietrzu nieopalanego pokoju za
patrzył się na jej parujący oddech Siwy
płomyk ciepła ulatniał się znad szero-kie!)
ust unosił się nad rozsypanymi
włosami spływał na poduszkę o wgnie-cionym
rogu ginął za kantem staro-świeckiego
dębowego łóżka Pościel pa
chniała sfermentowanymi jabłkami i wi
nem Na nocnym stoliku pod papiero
wym abażurem dostrzegł szklankę nie- -
clopilego "Kallerersee i nadgryzione
jabłko Siady zębów na miąższu nabie-gały
już kwasem zbrązowialy prze noc
także i spirale łupin na popielnicce
skurczyły się i zczernialy
Za oknem już dniało Sąsiedni dach
widoczny przez szparę w firance bielił
la się tylko ciemna lampa pod sufitem
Zbliżyła się do łóżka Paweł leżał z ręka-mi
założonymi pod głowę Na stoliku
piętrzył się stos notatek i wycinków z
gazet oraz gruby pęk małych kluczy
— Nie obudziłam cię? — zapylała
— Nie Ale dlaczego ty nie śpisz?
— O nie chce mi się a poza tym
przypomniałem sobie że trzeba jakoś
zrobić ze służbą Czy ty stanowczo nie
chcesz by oni dowiedzieli się że przy-jechałeś?
— Służba jest zawsze gadatliwa ale
masz rację Trzeba im tylko zapowie-dzieć
żeby trzymali język za zębami
Gdyby się w Warszawie lozeszlo o moim
przyjeździe nie miałbym chwili
Rozejrzała sę Kapa z łóżka leżała
zmięta na krześle a i samo łóżko było
nierówno posiane
— Biedaku — uśmiechnęła się —
musiałeś sam sobie przygotowywać po
ściel
— Czy zrobiłem to źle? — udał zdz-iwienie
— Nieszczególnie Eee nigdy ze
mnie nie będzie gospodyni Widzisz za
powiedziałam że obejmuję dziś rolę
pani domu ale co to znaczy brak wpra-wy
Na śmierć zapomniałam o łóżku
Będzie ci niewygodnie Gdybyś gdybyś
pozwolił poprawiłabym chociaż prze-ścieradło
— Dajże spokój — zaśmiał się —
chyba w tych rzeczach nie masz ani o
odrobinę więcej wprawy ode mnie
— Ale niewygodnie ci — upierała
się — ja spróbuję
Oparła się kolanami o łóżka
i powtórzyła:
— Niewygodnie ci
Zdawała sobie sprawę z tego ze po-winna
odejść że w istocie chwyta się
niedorzecznego nieprawdopodobnie nai-wnego
pretekstu by zostać przy nim
zdawała sobie sprawę że Paweł równie
dobrze w tym się orientuje że to wstyd
i tak dalej a jednak nie mogła się zdo-być
na odejście
Czuła że pod wpływem własnych my-śli
rumieni się że musi wyglądać śmie
sznie I po pensjonarsKU siaraia się u
Na pewno jeszcze zdążył usnąć przytomnić sobie że jest dojrzałym czło-- W
oóle zapomniała go zapytać czy jego! wiekiem obowiązanym panować nad
szparą
wejdź
się
pekoju
Wyszedł
pred
śnie-giem
spokoju
brzeg
wszelkimi odruchami że po prostu na
rzuca Pawiowi swoją obecność która
zaczyna być wręcz nieprzyzwoitością a
jednak nie ruszyła się z miejsca
Paweł wyciągnął rękę i dotknął jej
ramienia:
— Usiądź na chwilę — powiedział
— pomówimy
— Ale ty pewno chciałeś spać —
zauważyła bez przekonania
Lekko przyciągnął ją ku sobie w ten
sposób że usiadła na brzegu łóżka
— Nie nie będę spał — oparł się na
łokciu tak że jego twarz znajdowała się
teraz zaledwie o kilka centymetrów od
jej ocnażosejp ranienia Na skórze ciu
sNięawoedt śśnniieeggu pi—erwpszaydałśoniepgrzewz tycmałą ronkouc
zapowiadał zmianę na lepsze Nie będzie
mgły i deszczu mróz oszkli brudną wodę
w kanale biel przykryje rozblocone tor-fowiska
Ilekroć budził się tej nocv z krótkie-go
snu czul jak biała miękka chmura
kładzie się na drzewa domy i uliczki
śpiącego miasteczka Ogarniaia go wów- - zjs Kojąca leKKosc czul wilgotną watę
na oczach miał wrażenie że po udanej
operacji leży w szpitalnym łóżku ocalo-ny
troskliwie przykryty po szyje świeżo
białym całunem Godziny nadpływały i
odpływały niepostrzeżenie świat zatra-cał
swą lealność Tykanie budzika w ku-chni
bicie serca szelest obsuwaiaeei?o
się z dachu śniegu a ponad wszystkim
— UCZIloip llloi TnL- - In hl mrinl-- i (
tej decyzji radość płynąca ze spalenia
HiuMuw u souą wyciągał przez sen lękę
przed siebie upewniał sie że nie iest
sam szuKai sprzymierzeńca Nieceni i uymi palcami dotykał kobiecego ramie
w ami-iiii-i-g- u w uiroKU w sennym
odurzeniu przyrównywa! siebie do śle
pca szukającego laski Poznawał przez
sen smugę znajomego zapachu: włosy
urszuii pachniały rumiankiem Przy
pomniał sobie na ułamek sekundy no
dobnie pachnące mieszkanko prima don-ny
Teatru Popularnego widział jej iro
niczny usnnecii w kocich przymrużo-nych
oczacli po tylu latach czul na nowo
swój dawny chłopięcy rumieniec wsty-du
i upokorzenia Odpędzał usminko-wan- ą twarz aktorki od siebie odpychał
od oczu jej rozsypane włosy z 'lęku
pred wspomnieniami tulił się mocniej
do śpiącej dziewczyny
Dopiero teraz uprzytamniał sobie
jak bardzo marzł na obozowej pryczy
przez diugie iiezsenne noce tęsknił nie
tylko do wolności ale i do ludzkiego
H7ycznego ciepła Ciepło roztapia samo-tność
— myślał z emfazą — także i w
metafizycznym sensie Bodzę się samo-tny
i umieram samotny ogrzej mnie
swym ciałem obcy człowieku a przer-wiesz
żelazną obięcz ludzkiej samotno-ści
Ale już nie mamię już nie jestem
sam Poprzez batyst grzeją mnie gładkie
plecy śpiącej kobiety pod palcami czuję
jej młode rozpalone piersi Od skroni
i karku bije mi prosto w twarz przyje-mne
kobiece gorąco Ile rewelacji kryje
się w naiwnych odkryciach! Jakie to
diwne — cieszył się ze swego spostrze-żenia
— uzmysłowić sobie którejś nocy
że tu przy nas na odległość pocałunku
leży drugi żywy człowiek: oddecli unosi
mu piersi serce bije pod skórą gorąca
krew pulsuje mu w skroniach i w prze
gubie ręki ?ywy człowiek! Tylu ludzi
umarło a my — co za szczęście! — od
dychamy kaszlemy nerwowo brwiami
pocimy się liije od nas lepkie kwaśne
gorąco żv1emv!
la ciepło jego oddechu
— Tak lubię zapacli twojej wody (na-lotowej
— powiedział ciszej — nieraz
za granicą przypominał mi się gdy wyj
mowałem z walizki chusteczki do nosa
Widocznie przez pomyłkę Ignacy zapa-kował
mi Iwoje
— I nie sprawiało ci to„ przykrości?
— Nie
— Ale i przyjemności leż nie?
Odwróciła głowę i spojrzała mu w
oczy Nie odpowiedział Spod pólpiyni-kniętyc- h
powiek patrzył na nią Cula
jego wzrok na szyi i na piersiach jakby
pod wpływem jego oczu przyśpieszało
się lotno seica
Pomału ostrożnie pochyliła usta do
jego ust lęie zarzuciła mu na szyję
Owijały się wokół niej coraz mocniej j
mocniej
— Jak ja ciebie kocham — szeptała
— jak ja cię kocham
Czuła jego dłoń przesuwającą się po
grzbiecie biodrze wdłuż nogi aż do
kostki jak gorący prąd Pod jego wpły-wem
kiew zdawała się lozsadzać tętni
ce a mięśnie omdlewały w nieprawdo
podobnej niemocy Ogarniała ramiona-mi
ogarniał) całą sobą jego szeiokie ba-ry
których było takie bogactwo takie
niezmierzone bogactwo Wchłonąć je
zamknąć sobą owładnąć
Późny świt zimowy napełniał pokoje
szarym chłodnym światłem Zegar w ja-dalni
niskim rozważnym basem wydwa-nia- ł
szóstą Za godzinę pod oknami roz-legnie
się sygnał samochodu i trzeba bę-dzie
jechać do fabryki Do obojętnych
spraw do nic nie obchodzących ludzi
Zmęczenie i senność walczyły w niej
z pragnieniem rozpamiętywania minio-nej
nocy Byia półprzytomna
Cały wysiłek woli koncentrowała na
konieczności przypomnienia sobie każ-dej
chwili każdego mgnienia których
ważność i czar wyrastały teraz ponad
wszystko stanowiły początek nowej epo
ki po prostu początek życia Nie było
miejsca na icfleksje na stawianie sobie
pytań i szukanie odpowiedzi Całość za
mykała się w jwlnynr w słowie szczę-ście
Jakie to szczęście ma być jakimi
pójdzie drogami z jakich składników
jest zbudowane — to trzeba zanalizować
to trzeba przemyśleć i rozważyć Trze-ba
lecz niepodobna Cóż znaczy cały
zdrowy sens i logika i kontrola umysłu
nad wrażeniami w porównaniu z taką
potęgą'
A jednak wskazówki posuwały się
wciąż naprzód Należało ubrać się Czer
wona sukienka w zmieszanym świetle
dnia i elektryczności wyglądała zmięta
Przypominała zwiędły kwiat maku Zło
żyła ją stara-r- ae i scno~ata ao szaty
J & J HARDWARE
fcPaoorrboljwklnawcsoikdyłoańcdiąkguotcwohywecnahnróywcIhogolerrulaawitnaypnrcliyah- - J Stefaniak właU
7 Quen Sł W EM M86J
HeSjoplłiadtnnae opbosrłaudgay w—spNriaswkieachcpknayna-lizacji
1 ogrzewania s
ADWOKACI I NOTARIUSZE
W D AUGUST
(AUGUSTOWSKI)
ADWOKAT — OBROŃCA
NOTARIUSZ
840 A Lakeshore Kd New Toronto
CL 0!
22 W
E H ŁUCK BA LLU
(ŁUKOWSKI)
I R H SMELA BA LLU
ADWOKACI OBROŃCY
NOTARIUSZU
Wspólnicy firmy praunlciel
Blaney Pasternak Łuck Smrla
Englelson & Walson
57 BLOOR ST W rófi Uay WAS 3845
Oddrlal w Ihlscletoun
Wieczorami la U-lefunlcMi-jm
porwiimlenlem 1 S
STEFAN A
MALICKI LUl
ADWOKAT OBROŃCA
1 NOTARIUSZ
Biuro lei: AT 90301
W poniedziałki i środy od
0 30 do 0 wlecz
W soboty od 10 do 12 w poł
3U3 Rcncewallet Av
LE 4-0-8-
25
1
E V MATURA LLM
ADWOKAT — OBROŃCA
NOTARIUSZ
10 Aolald St Easf lorcnto 1 Oni
Tt-- I Biura — TM i 383$
Miesk — LC 1 5432
1(10 W
GEURGE BEN BA
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Mówi im polsku
1134 Dunilai St W Toronto
Tel LE A 8431 I LE 4-84-
32
JAN L Z BORA
ADWOKAT — OBROŃCA
NOTARIUSZ
Tel liiura: LE 3-12-
11
1479 Qu-tt- n SI W — Toronto
G HEIFETZ BA
ADWOKAT I NOTARIUSZ JT qi-n- i St Weil ŁM t 37JI
S HEIFETZ
NOTARIUSZ
55 Wellington St W Toronto Ont
CM 4 44S1 wieczorami WA 3-4- 45
18
BIELSKI & BIELSKI
Adwokaci Notariusze Obrońcy
7alalwlamy wtzelkle (prawy
cywilne I kanie
CM BIELSKI BA HCL
VW UICLSKl U COMM
Suit '04
Board of Trado bulla
U ADFLAIDE ST W TORONTO
TCLi EM 2-13- 5)
TEL: CH 4-72- 11 2W
STR 7
imiiiiiiiiiiiiiimiiiiiiiiiMiiiivtiii
f CHCESZf
k u p i ć 8 n
sprzedać d śj
OGŁOŚ =§
= W "ZWIĄZKOWCU" =} § DROBNE =
= OGŁOSZENIA =}
E i ia słowo ==
E dadia cl reiultatyl !E=
= Mieszkania Kupno — 3 s= Si prMzeadtarżymoPnoisazlnuekiwoagnłoi-a- = r E: szenia przynoszą na- - =5
= tjclmiiastowe niki! == I WYKORZYSTAJ §
= iki nri =
— "Z w l a 7 k niw r A =
= 2 razy w t} rodniu 1 1 1 '==
"iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiimiimi- -?
DO POLSKI
PIENIĄDZE PEKAO
LEKI ŻYWNOŚĆ
Nailepiej! NajUn!fl
JA!IIQUE TRADItJG
J KAMIEŃSKI
Toronto 3 835 Quen St W
Id EM 4-40-
25
Gdmonton 10649 97lh St
tel GA 2-38-
39
9'l S iwaaiMMB
DENTYŚCI
Dr W SADAUSKAS
LEKARZ DENTYSTA
(druid dom od Roncevallei)
Przyjmuje la upncdnlm telefo-- niciijin poiomnipnlfin
Telefon LE 1-4-
250
129 Grenadier RU
S
Dr S D BRIGEL
LEKARZ DENTYSTA
CHIRURG — 5TOMATOLOO
Spcallita eiiorob lamy uttn
Hliyslcliin'a & Siireeoni)' llulldlaf
Kancelaria No 270
86 Bloor St W — Toront
TUion W A 20056
IW
Dr E WAGHtIA
DENTYSTA
CodJny: 10—12 I 2—9
386 Btliunt St — CM 4-4- 5 15
IW
OKULIŚCI
Okullitki
Ur BUKOWSKA BEJNAR OD
274 RoncetwtlUs Av
(przy Ceoffrey)
Tel LE 2-54-
93
Oodiln przyleć: codiletml od Ił
rano do u wierz w toboły: od 10
do 4 wlec
I1W
Jan Alexandrowlci — Noiary Public
POLSKIE BIURO INFORMACYJNE
Pomoc y sprawach rodinnjcli spadkowjel' i Majątkowych w
K Polsce — Kontrakty i innu dokumenty Imlcircja tnCome'-Ta- x Tłumaczenia
51 Toronto Ont 618-- A Oueen SI Weil Tel EM 8-54-
41
Kennedy Traicl Bureau (
2'ó Oueen St W Toronto EM 2-32-
26 8HI
WYJAZDY SAMOLOTOWE I OKRĘTOWE
ULCOWE BILETY WYCIEC7KOWE I RODZINNE
PKZEDPŁACONE BILETY DLA EMIGRANTÓW
SPROWADZANIE RODZIN I NARZECZONYCH
MAŁłENSTWA "PER PROCURA"
PASZPORTY WIZY DO POLSKI I EUROPY
WSCHODNIEJ
NOTARIALNE TŁUMACZENIA DOKUMENTÓW
WYSYŁKA PACZEK I PIENIĘDZY
Żądajcie Prospektów — Telefonujcie zgłaszajcie ile z iau-lanie- m:
zostaniecie obsłużeni — szybko starannie i solidnie
przez kierownika Działu Polskiego: Jerzego ŁUCKIEGO
Korzystajcie z obniżki cen na biletach samolotowych
i okrętowych
10 E4
Zapraszamy w gościnę do kraju ojców
POLSKA wkracza w drufjie tysif{decie swoich
dziejów
Z tej okazji organizowana srj liczne imprezy
Iculturalne i artystyczne
Tysiąca turystów pzyjeżdza do POLSKI aby
zapoznać nip z jej bujnym życiem kulturalnym
i rjoupodarczym
I CIEBIE NIE POWINNO ZABRAKNĄĆ
wśród gości i całego świata
Polskie Biuro Podróży "ORBIS"
Warszawa ul Bracka 1C
tel C0271 telegr TOURORBIS
}QEB1S telex 10 3UH w A
umożliwi Ci odwiedzenie rodziny i przyjaciół
zorganizuje zwiedzenie najciekawszych rejonów kraju
zapewni pobył we własnych hotelach oraz wypoczynek W
pensjonatach lut kuracje w znanych uzdrowiskach
JUŻ DZlfi zwróć nic po szczeyólowc informacje
do itajbliższefjo biura podróży będącego kore-spondentem
PBP "ORBIS"
mr
) brw&ł
llfcffl
r-is-S-J
II t£3B mI
L3&
BBScs%5S1
SM
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, May 10, 1961 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1961-05-10 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| Identifier | ZwilaD3000088 |
Description
| Title | 000158b |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| OCR text | i fodeusz Nowakowsk i SZUSTKIGH WneUUe praw autorskie zastrzelone (Copyrlgnt T Nowakowski) ałkie słowy jak za pociągnie- - wliurka obróciły się w_ stronę Ma- - Ky BiVSnClV ULj wciunc Jiieiiu- - ©Posypały 'fię zdławione okrzyki rno by z laueK iau uiu£iiii w j)o- - {pnocha1 Nikt cię tu nie prosi!! ŁaSzwabica' Widzita ją z viztll njsz!a Tora ze dwora! J !A)fioikp flziewiiphn vvpbv 3 na tuii-- -r — -- j~"j i kąta i Kiicnęia ze siracnu coś powiedzieć Otworzyła usta 3 dna zianika czarnego pieprzu 4 w brukiew żółtej twarzy ner- - ilrozbiegane upodoDniły ją do swo w potrzasK zwierzątKa Kzenie rosło z każdą sekundą: frstydu w oczacli ma! Folks-JWrac- ai lepiej do swego Hansa! &ćją za dnwi! Wykopsajta psią fctaDÓwkę1 ŁKa co jes?f7e czekacie Makolag- - vi Mnw u'fim nnmńc' Rnsłlrnw m nie "- - l--- -~ - %v i - !eaia onwy uu ugiuu — uene- - moje diecko! Samaś się posta-- a nawias społeczeństwa polskie- - lftipstos?iol)ila pokutni za swoje! 'dało skoios cnciaio kbaba1 — pomyślał z odrazą lEujk — Szczypawka nie bi-elił Eiynia patriotyzmu papenbur- - Ilse Koci) 7agrozone] polskości ij się na moralizatorkę Symuluje oburzenie Ale zajrzyjcie uważnie Jtńl rlmłwMi nr7oW u criinnił IjUl Llllljm VWiV(l TI fał UUVIli iic ją sypiająca z bauerem Mąko-ieobcliod- 7i Sama by się z jakimś ii Hansem prespala gdyby nikt ial % Makolągwa nof —"zawiesiła Hi (ju:iew„uu!iq j!„jul Uuuni dagwa ze strachu wpięła się pa- - w pętlę brudnego szalika Mijały ełne napięcia Major przezor- - 1 żuł ołówek uważnie wpa- - karteluszki z wierszami Spra wia mu się zbyt błaha Z kale- - torządkowych" Nie dojrzała do interwencji "najwyższego " w obozie o? — pogroziła Biedronka — Korczyk ze współczuciem spo- - h przykucniętą dziewuchę Brzy- - schorowana twarz młodej chłopki iszczonym nosem Grube sine z dki Wyslnępiona chusta na po- - aAjaaauijjŁłłaaaaaAyyg? peusz DołęgaMostowicz ze od pierwszego spojrzenia go przecie najwyżej Jeżeli te- - Pila jeżeli we własnych myślach go ściągając do codzienności jego postenki miara zwykłych #m większą uczuła skruchę i jej :pee winy iaką popełniła poręczy krzesła oparta była jog' irozuaita pokryta węzłami żyl E2 sie oplotła ją mocno palcami jwa do niej ustami w pocałunku Ltelftochwalezym 5 po cnwiii podniosła nań oczy -- spokojny a na jego uśmiechnię- ty "ie znać było ani śladu pod- - U Lapfiłlnii ii„)nKi n„' „ !„! jBwrzal na zegarek którepo wslca- - JF1Z% sie do dwunastej i po- - i : 'J juiiij wlumih je- - 5Jfabrki Ui cnn PJJUAj iiifliv ii ii „i- - światło 'branoc jęKCi zgasii papierosa ijni' L Auł nl:_ 1 mi'- -j ""uidM-i- e czeitaiac az wvi ? zgasić tli ~ powiedziała cicno "' "H" IHIMJjll nit: { I fiI y m k3t'ie sofy usiłując ze-- k p doP'ero przypomniały '" VUJ' ju aiyszaia wy-jęty- m przejmującym głosem wżdy dźwięk pozostanie w jej nle rozuminl-- i ir-l-i tmi ntAii ?}uęstwa o prawie do' walki bt" V UJJe poznanie człowieka WJJIM 1POA l"rs(u„_uJju psycnicznego '"graniczonym zasięgu swych 9MJA - "- -J KWMiaPdtoistaću w„yr:a6stCała jej t'?e'r:az w T JJhlLls ouirzymicłi roz- - a 'iiiiai sobą wszyitko co sta- - "ł C!- - lei ?l'fio „ I1- - ! 1 m_-- - --jwa tu uym rzeczywi- - j"enieni ffmninic7r6io i ej tilirn „i ""i-r- S _ -- — r JCJ lu jiowieuziai jniki viecie nie został przezeń do-- j W wielkich tajemnic Iejti wiegodus7C znużył do siebie uprawnił Jednak gdzieś na dnie " ciniaev hńi jest pnu nim nr n„ „- - -- ipkoKqImLożeilz1ają1ć 1mi!eiscwe w '5łuu J ' "tylnym czy ]UZ w tei p] j p„ rjch f0"16"1" szczerości i tych cajjHającycn zwierzeń tego ct-virsr- cia przed łlEIT tęznych piersiach Makolągwa - na płachta dla Papenburga Wyrczzuecrwanoa-czałoabonziuesppootrzkeilżkeanierazyKrcąożyjałakiśwockzaósł wdrur-tao-- w wkradała się do baraków Bywało ze wślizgiwała się do kuchni po menażkę Cien P-- Ij -7-- 1i-jinv "Mu„ui-j-i:i si:ę jej uo iMem "ZWIĄZKOWIEC" ca i nlułv na nin )viłiv gardłowo eestvkutnwil i i!p ją za bramę obozu — precz P°dPoruczmk nie przysłuchiwać wŁ""eybpłaowaCifćiU!ostKrzuiyjaecnmsadocięslykzóaityłsuz"ckoWpbskęaskmaroczleiddzłiocri'a"ę' —"cAhle"tbyJśadkacwożaemłm"u —dbaywłabaełcagzłaołsdaunkaMo?akto—oląm'gsiwzyaHdzai—nłys mściwe wiedźmy przy wartowni — Po- szła bo psami poszczujem!" Nawet dzieci nakarmione w szkole Mvtnni™ n "Wandzie co nie chciała Niemca" spo- - b'4'"o "a ui:iewczynę ze wstrętem maj—or Mniaekcohlęągtnwiea pnoidenióustłrudgnłioawjcęie!zn—ad wierszy — Ja wam radę' opuśćcie salę IJ" 11UUJOL1 — vox populi vox Dei — powiedzia ła uo pierwszych rcedńw Buskowska — Nie utrudniajcie! Makolągwa nie chciała "utrudniać" Spuściła potulnie rozkudlaczoną głowę i rusyla w stronę drzwi — Ja żem jest — przystanęła nagle w polowie diogi trudem łykając po- wietrze —Ja żem jest — znowu zanio-sła się od beku — dobra Polka Krzyki protestu gwizdy syki szydei-cz- e chichoty wypełniły barak św Cecylii — Ty żeś jest — predrzeźnił ją ja-kiś wesołek — ty żeś jest niemiecka k Zabulgotał zły śmiech w tylnych ław-kach szybko uciszony piypz zdegustowa-nego majora: — Więcej kultury moi panowie! — przypomniał dźwięcznym barytonem — Nie jesteśmy w stajni Jesteśmy na wie-czornicy Na dźwięk głosu majora Grzegorczy-ka ogarnęła pasja Chciał krzyknąć: "Złodzieju oddaj papierosy!" Ale opa-nował się Jeszcze nie pora Tym grana-tem rzuci w gładkiego faryzeusza we właściwym czasie i miejscu: gdy rot-mistrz Skarbek zjedzie z komisją śled-czą do Papenburga Przedwczesna eks-plozja nie ma sensu Nie zabije komen-danta Nawet go nie zrani Natomiast może rozerwać yamachowca Posłyszał klekot drewniaków Poczuł 90 nią bogactwa swego ducha? I druga rzecz: czymże mu może od-płacić za to wszystko? Pomocą współ-działaniem radą? Ależ on tego nie po-trzebuje Nawet jej majątek stanowi tyl-ko drobną monetę w jego ręku A miłość? Przecie kocha go ponad wszystko na świecie ponad jego wiel-kość ponad życie własne! Nie ma ta-kich poświęceń nie ma takich ofiar na które by się dlań nie zdobyła! Tylko on ich nie pragnie nie stanowią dlań one żadnej wartości Przpcie nawet nie chce schylić się po nie Powiedział: już późno czas spać Tylko tyle za wiele nie przespanych no-cy za długie godziny rozmyślań za piekącą tęsknotę za łzy J niepokoje Idź spać już późno Zaśmiała się głośno lecz w tejże chwili uświadomiła sobie swój egoizm Jakimże prawem można od kogokol-wiek żądać zapłaty za ten nieproszony dar od kogokolwiek a tym bardziej od niego! Jest dla niej dobry serdeczny życzliwy okazuje jej swoje zaufanie po-wierza tajemnice Wstała i zapaliła lampę na nocnym stoliku Spostrzegła że brakuje na nim syfonu z woda sodo-wą i szklanki i teraz przypomniała że Karolina nie mogła wejść gdyż drw i od służbowej części mieszkania są poza-mykane Zastanowiła się: jeżeli otwo rzy je Ignacy z rana wejdzie by po-sprzątać i oczywiście spostneże że P wel wrócił zostawić zaś drzwi zamknię-te to nie ma sensu Przecie kiedyś i tak trzeba je będzie otworzyć Nie wie-działa co ma zrobić W każdym razie w oini n łmn 'rwlpwdnwać Paweł nie powrót ma długo pozostać tajemnicą na-wet dla służby Jeżeli śpi nie będzie go budzić W salonie i w gabinecie było ciemno Z sypialni jednak wąziutką pod drzwiami przenikało słabe światło Po deszła na palcach i lekko zapukała: — Pawle — To ty Krzysiu'' — odezwał się za raz — Tak zapomniałam spytać cię co do shiżby — Proszę cle Wprawdzie le żę już w łóżku ale chyba me zgor szysz w" panoTrał pcnnroŁ sie MAJ (May) jroda lo _ 1961 zapach mydlin Spostrzegł że dziewucha piacze jak małe dziecko: rozciera oczy pięściami rozmazuje krople brudu po skrzywionej twarzy Podszedł demon stracyjnie do Makolągwy poklepał ją po ramieniu i powiedział na głos: — Nie becz głupia Nic sobie z nich nie rób To nie są ludzie! Może by sie i nie uiał za zaszczuta Makolągwą gdyby mu w tejże chwili nie Diysnąi przed oczami obraz sprzed dwóch lat: nieznajomy do profesora po-dobny człowieczek w potłuczonych oku-larach broni malej żydówki nrzed zem stą tłumu Przez chwilę trwała cisza pełna zdu mienia Wnet sala zacharczała sprężo nym oburzeniem Ludzie pokrzykiwali zagrzały — giraiinu-ni-p cnaiy Poszła wolał się wrzawie z Makolaewa z ba iaku Otworzył nią drzwi Prze-puścił ją pierwsza Jeden major nie tracił spokoju Spoj-rzał z ukosa na Biedronkę i przymrużył oko — Do tej prowokacji — poprawiła go prelegentka — A teraz proszę państwa — major wyjąi zakładkę z oprawionego w safia-nową skórę tomiku muskał ją żółtymi od nikotyny palcami — a teraz do Ko-chanowskiego do Staffa Baka i Lieber-ta- ! Nie zapominajmy że zebraliśmy się tutaj na wieczór poezji religijnej Pani Bus7kowska dala znać Litwince: — Panno Maciejunas! Zaczynamy! "Bogurodzicę!" ROZDZIAŁ XV Z początku Grzegorczykowi majaczy-ło się w półśnie że nadpływa biały nabrzmiały obłok Dopiero po cnwui gdy odemknął oko spostrzegł w pólmioku potężną iście niemiecką pie-rzynę i przypomniał sobie gdzie jest Podobną pierzynę mieli kiedyś w domu na Grunwaldzkiej ale ulica za oknem nazywa się Pestalozi-Strass- e Urs7iila spala z loehylonymi warga-mi odsłaniając wilgotne zęby W zim nym powietrzu nieopalanego pokoju za patrzył się na jej parujący oddech Siwy płomyk ciepła ulatniał się znad szero-kie!) ust unosił się nad rozsypanymi włosami spływał na poduszkę o wgnie-cionym rogu ginął za kantem staro-świeckiego dębowego łóżka Pościel pa chniała sfermentowanymi jabłkami i wi nem Na nocnym stoliku pod papiero wym abażurem dostrzegł szklankę nie- - clopilego "Kallerersee i nadgryzione jabłko Siady zębów na miąższu nabie-gały już kwasem zbrązowialy prze noc także i spirale łupin na popielnicce skurczyły się i zczernialy Za oknem już dniało Sąsiedni dach widoczny przez szparę w firance bielił la się tylko ciemna lampa pod sufitem Zbliżyła się do łóżka Paweł leżał z ręka-mi założonymi pod głowę Na stoliku piętrzył się stos notatek i wycinków z gazet oraz gruby pęk małych kluczy — Nie obudziłam cię? — zapylała — Nie Ale dlaczego ty nie śpisz? — O nie chce mi się a poza tym przypomniałem sobie że trzeba jakoś zrobić ze służbą Czy ty stanowczo nie chcesz by oni dowiedzieli się że przy-jechałeś? — Służba jest zawsze gadatliwa ale masz rację Trzeba im tylko zapowie-dzieć żeby trzymali język za zębami Gdyby się w Warszawie lozeszlo o moim przyjeździe nie miałbym chwili Rozejrzała sę Kapa z łóżka leżała zmięta na krześle a i samo łóżko było nierówno posiane — Biedaku — uśmiechnęła się — musiałeś sam sobie przygotowywać po ściel — Czy zrobiłem to źle? — udał zdz-iwienie — Nieszczególnie Eee nigdy ze mnie nie będzie gospodyni Widzisz za powiedziałam że obejmuję dziś rolę pani domu ale co to znaczy brak wpra-wy Na śmierć zapomniałam o łóżku Będzie ci niewygodnie Gdybyś gdybyś pozwolił poprawiłabym chociaż prze-ścieradło — Dajże spokój — zaśmiał się — chyba w tych rzeczach nie masz ani o odrobinę więcej wprawy ode mnie — Ale niewygodnie ci — upierała się — ja spróbuję Oparła się kolanami o łóżka i powtórzyła: — Niewygodnie ci Zdawała sobie sprawę z tego ze po-winna odejść że w istocie chwyta się niedorzecznego nieprawdopodobnie nai-wnego pretekstu by zostać przy nim zdawała sobie sprawę że Paweł równie dobrze w tym się orientuje że to wstyd i tak dalej a jednak nie mogła się zdo-być na odejście Czuła że pod wpływem własnych my-śli rumieni się że musi wyglądać śmie sznie I po pensjonarsKU siaraia się u Na pewno jeszcze zdążył usnąć przytomnić sobie że jest dojrzałym czło-- W oóle zapomniała go zapytać czy jego! wiekiem obowiązanym panować nad szparą wejdź się pekoju Wyszedł pred śnie-giem spokoju brzeg wszelkimi odruchami że po prostu na rzuca Pawiowi swoją obecność która zaczyna być wręcz nieprzyzwoitością a jednak nie ruszyła się z miejsca Paweł wyciągnął rękę i dotknął jej ramienia: — Usiądź na chwilę — powiedział — pomówimy — Ale ty pewno chciałeś spać — zauważyła bez przekonania Lekko przyciągnął ją ku sobie w ten sposób że usiadła na brzegu łóżka — Nie nie będę spał — oparł się na łokciu tak że jego twarz znajdowała się teraz zaledwie o kilka centymetrów od jej ocnażosejp ranienia Na skórze ciu sNięawoedt śśnniieeggu pi—erwpszaydałśoniepgrzewz tycmałą ronkouc zapowiadał zmianę na lepsze Nie będzie mgły i deszczu mróz oszkli brudną wodę w kanale biel przykryje rozblocone tor-fowiska Ilekroć budził się tej nocv z krótkie-go snu czul jak biała miękka chmura kładzie się na drzewa domy i uliczki śpiącego miasteczka Ogarniaia go wów- - zjs Kojąca leKKosc czul wilgotną watę na oczach miał wrażenie że po udanej operacji leży w szpitalnym łóżku ocalo-ny troskliwie przykryty po szyje świeżo białym całunem Godziny nadpływały i odpływały niepostrzeżenie świat zatra-cał swą lealność Tykanie budzika w ku-chni bicie serca szelest obsuwaiaeei?o się z dachu śniegu a ponad wszystkim — UCZIloip llloi TnL- - In hl mrinl-- i ( tej decyzji radość płynąca ze spalenia HiuMuw u souą wyciągał przez sen lękę przed siebie upewniał sie że nie iest sam szuKai sprzymierzeńca Nieceni i uymi palcami dotykał kobiecego ramie w ami-iiii-i-g- u w uiroKU w sennym odurzeniu przyrównywa! siebie do śle pca szukającego laski Poznawał przez sen smugę znajomego zapachu: włosy urszuii pachniały rumiankiem Przy pomniał sobie na ułamek sekundy no dobnie pachnące mieszkanko prima don-ny Teatru Popularnego widział jej iro niczny usnnecii w kocich przymrużo-nych oczacli po tylu latach czul na nowo swój dawny chłopięcy rumieniec wsty-du i upokorzenia Odpędzał usminko-wan- ą twarz aktorki od siebie odpychał od oczu jej rozsypane włosy z 'lęku pred wspomnieniami tulił się mocniej do śpiącej dziewczyny Dopiero teraz uprzytamniał sobie jak bardzo marzł na obozowej pryczy przez diugie iiezsenne noce tęsknił nie tylko do wolności ale i do ludzkiego H7ycznego ciepła Ciepło roztapia samo-tność — myślał z emfazą — także i w metafizycznym sensie Bodzę się samo-tny i umieram samotny ogrzej mnie swym ciałem obcy człowieku a przer-wiesz żelazną obięcz ludzkiej samotno-ści Ale już nie mamię już nie jestem sam Poprzez batyst grzeją mnie gładkie plecy śpiącej kobiety pod palcami czuję jej młode rozpalone piersi Od skroni i karku bije mi prosto w twarz przyje-mne kobiece gorąco Ile rewelacji kryje się w naiwnych odkryciach! Jakie to diwne — cieszył się ze swego spostrze-żenia — uzmysłowić sobie którejś nocy że tu przy nas na odległość pocałunku leży drugi żywy człowiek: oddecli unosi mu piersi serce bije pod skórą gorąca krew pulsuje mu w skroniach i w prze gubie ręki ?ywy człowiek! Tylu ludzi umarło a my — co za szczęście! — od dychamy kaszlemy nerwowo brwiami pocimy się liije od nas lepkie kwaśne gorąco żv1emv! la ciepło jego oddechu — Tak lubię zapacli twojej wody (na-lotowej — powiedział ciszej — nieraz za granicą przypominał mi się gdy wyj mowałem z walizki chusteczki do nosa Widocznie przez pomyłkę Ignacy zapa-kował mi Iwoje — I nie sprawiało ci to„ przykrości? — Nie — Ale i przyjemności leż nie? Odwróciła głowę i spojrzała mu w oczy Nie odpowiedział Spod pólpiyni-kniętyc- h powiek patrzył na nią Cula jego wzrok na szyi i na piersiach jakby pod wpływem jego oczu przyśpieszało się lotno seica Pomału ostrożnie pochyliła usta do jego ust lęie zarzuciła mu na szyję Owijały się wokół niej coraz mocniej j mocniej — Jak ja ciebie kocham — szeptała — jak ja cię kocham Czuła jego dłoń przesuwającą się po grzbiecie biodrze wdłuż nogi aż do kostki jak gorący prąd Pod jego wpły-wem kiew zdawała się lozsadzać tętni ce a mięśnie omdlewały w nieprawdo podobnej niemocy Ogarniała ramiona-mi ogarniał) całą sobą jego szeiokie ba-ry których było takie bogactwo takie niezmierzone bogactwo Wchłonąć je zamknąć sobą owładnąć Późny świt zimowy napełniał pokoje szarym chłodnym światłem Zegar w ja-dalni niskim rozważnym basem wydwa-nia- ł szóstą Za godzinę pod oknami roz-legnie się sygnał samochodu i trzeba bę-dzie jechać do fabryki Do obojętnych spraw do nic nie obchodzących ludzi Zmęczenie i senność walczyły w niej z pragnieniem rozpamiętywania minio-nej nocy Byia półprzytomna Cały wysiłek woli koncentrowała na konieczności przypomnienia sobie każ-dej chwili każdego mgnienia których ważność i czar wyrastały teraz ponad wszystko stanowiły początek nowej epo ki po prostu początek życia Nie było miejsca na icfleksje na stawianie sobie pytań i szukanie odpowiedzi Całość za mykała się w jwlnynr w słowie szczę-ście Jakie to szczęście ma być jakimi pójdzie drogami z jakich składników jest zbudowane — to trzeba zanalizować to trzeba przemyśleć i rozważyć Trze-ba lecz niepodobna Cóż znaczy cały zdrowy sens i logika i kontrola umysłu nad wrażeniami w porównaniu z taką potęgą' A jednak wskazówki posuwały się wciąż naprzód Należało ubrać się Czer wona sukienka w zmieszanym świetle dnia i elektryczności wyglądała zmięta Przypominała zwiędły kwiat maku Zło żyła ją stara-r- ae i scno~ata ao szaty J & J HARDWARE fcPaoorrboljwklnawcsoikdyłoańcdiąkguotcwohywecnahnróywcIhogolerrulaawitnaypnrcliyah- - J Stefaniak właU 7 Quen Sł W EM M86J HeSjoplłiadtnnae opbosrłaudgay w—spNriaswkieachcpknayna-lizacji 1 ogrzewania s ADWOKACI I NOTARIUSZE W D AUGUST (AUGUSTOWSKI) ADWOKAT — OBROŃCA NOTARIUSZ 840 A Lakeshore Kd New Toronto CL 0! 22 W E H ŁUCK BA LLU (ŁUKOWSKI) I R H SMELA BA LLU ADWOKACI OBROŃCY NOTARIUSZU Wspólnicy firmy praunlciel Blaney Pasternak Łuck Smrla Englelson & Walson 57 BLOOR ST W rófi Uay WAS 3845 Oddrlal w Ihlscletoun Wieczorami la U-lefunlcMi-jm porwiimlenlem 1 S STEFAN A MALICKI LUl ADWOKAT OBROŃCA 1 NOTARIUSZ Biuro lei: AT 90301 W poniedziałki i środy od 0 30 do 0 wlecz W soboty od 10 do 12 w poł 3U3 Rcncewallet Av LE 4-0-8- 25 1 E V MATURA LLM ADWOKAT — OBROŃCA NOTARIUSZ 10 Aolald St Easf lorcnto 1 Oni Tt-- I Biura — TM i 383$ Miesk — LC 1 5432 1(10 W GEURGE BEN BA ADWOKAT I NOTARIUSZ Mówi im polsku 1134 Dunilai St W Toronto Tel LE A 8431 I LE 4-84- 32 JAN L Z BORA ADWOKAT — OBROŃCA NOTARIUSZ Tel liiura: LE 3-12- 11 1479 Qu-tt- n SI W — Toronto G HEIFETZ BA ADWOKAT I NOTARIUSZ JT qi-n- i St Weil ŁM t 37JI S HEIFETZ NOTARIUSZ 55 Wellington St W Toronto Ont CM 4 44S1 wieczorami WA 3-4- 45 18 BIELSKI & BIELSKI Adwokaci Notariusze Obrońcy 7alalwlamy wtzelkle (prawy cywilne I kanie CM BIELSKI BA HCL VW UICLSKl U COMM Suit '04 Board of Trado bulla U ADFLAIDE ST W TORONTO TCLi EM 2-13- 5) TEL: CH 4-72- 11 2W STR 7 imiiiiiiiiiiiiiimiiiiiiiiiMiiiivtiii f CHCESZf k u p i ć 8 n sprzedać d śj OGŁOŚ =§ = W "ZWIĄZKOWCU" =} § DROBNE = = OGŁOSZENIA =} E i ia słowo == E dadia cl reiultatyl !E= = Mieszkania Kupno — 3 s= Si prMzeadtarżymoPnoisazlnuekiwoagnłoi-a- = r E: szenia przynoszą na- - =5 = tjclmiiastowe niki! == I WYKORZYSTAJ § = iki nri = — "Z w l a 7 k niw r A = = 2 razy w t} rodniu 1 1 1 '== "iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiimiimi- -? DO POLSKI PIENIĄDZE PEKAO LEKI ŻYWNOŚĆ Nailepiej! NajUn!fl JA!IIQUE TRADItJG J KAMIEŃSKI Toronto 3 835 Quen St W Id EM 4-40- 25 Gdmonton 10649 97lh St tel GA 2-38- 39 9'l S iwaaiMMB DENTYŚCI Dr W SADAUSKAS LEKARZ DENTYSTA (druid dom od Roncevallei) Przyjmuje la upncdnlm telefo-- niciijin poiomnipnlfin Telefon LE 1-4- 250 129 Grenadier RU S Dr S D BRIGEL LEKARZ DENTYSTA CHIRURG — 5TOMATOLOO Spcallita eiiorob lamy uttn Hliyslcliin'a & Siireeoni)' llulldlaf Kancelaria No 270 86 Bloor St W — Toront TUion W A 20056 IW Dr E WAGHtIA DENTYSTA CodJny: 10—12 I 2—9 386 Btliunt St — CM 4-4- 5 15 IW OKULIŚCI Okullitki Ur BUKOWSKA BEJNAR OD 274 RoncetwtlUs Av (przy Ceoffrey) Tel LE 2-54- 93 Oodiln przyleć: codiletml od Ił rano do u wierz w toboły: od 10 do 4 wlec I1W Jan Alexandrowlci — Noiary Public POLSKIE BIURO INFORMACYJNE Pomoc y sprawach rodinnjcli spadkowjel' i Majątkowych w K Polsce — Kontrakty i innu dokumenty Imlcircja tnCome'-Ta- x Tłumaczenia 51 Toronto Ont 618-- A Oueen SI Weil Tel EM 8-54- 41 Kennedy Traicl Bureau ( 2'ó Oueen St W Toronto EM 2-32- 26 8HI WYJAZDY SAMOLOTOWE I OKRĘTOWE ULCOWE BILETY WYCIEC7KOWE I RODZINNE PKZEDPŁACONE BILETY DLA EMIGRANTÓW SPROWADZANIE RODZIN I NARZECZONYCH MAŁłENSTWA "PER PROCURA" PASZPORTY WIZY DO POLSKI I EUROPY WSCHODNIEJ NOTARIALNE TŁUMACZENIA DOKUMENTÓW WYSYŁKA PACZEK I PIENIĘDZY Żądajcie Prospektów — Telefonujcie zgłaszajcie ile z iau-lanie- m: zostaniecie obsłużeni — szybko starannie i solidnie przez kierownika Działu Polskiego: Jerzego ŁUCKIEGO Korzystajcie z obniżki cen na biletach samolotowych i okrętowych 10 E4 Zapraszamy w gościnę do kraju ojców POLSKA wkracza w drufjie tysif{decie swoich dziejów Z tej okazji organizowana srj liczne imprezy Iculturalne i artystyczne Tysiąca turystów pzyjeżdza do POLSKI aby zapoznać nip z jej bujnym życiem kulturalnym i rjoupodarczym I CIEBIE NIE POWINNO ZABRAKNĄĆ wśród gości i całego świata Polskie Biuro Podróży "ORBIS" Warszawa ul Bracka 1C tel C0271 telegr TOURORBIS }QEB1S telex 10 3UH w A umożliwi Ci odwiedzenie rodziny i przyjaciół zorganizuje zwiedzenie najciekawszych rejonów kraju zapewni pobył we własnych hotelach oraz wypoczynek W pensjonatach lut kuracje w znanych uzdrowiskach JUŻ DZlfi zwróć nic po szczeyólowc informacje do itajbliższefjo biura podróży będącego kore-spondentem PBP "ORBIS" mr ) brw&ł llfcffl r-is-S-J II t£3B mI L3& BBScs%5S1 SM |
Tags
Comments
Post a Comment for 000158b
