000304b |
Previous | 15 of 16 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
Ij!A3
ii A i s ' ' i ns
1
I pi
i "ZWIĄZKOWI EC" LISTOPAD (Noyember) 10 — 1956 STR 15 Ift
STRESZCZENIE POPRZEDNICH ODCINKÓW
Ni statku retymowym "M S Poniatowski" przybyłym
i AngHI mlodsiym kucharzem [eit Zygmunt Blońikl któ-ry
edynle myJH aby spotkać s!e ze swym bratem bllłnli-kier- n _ JanWem Zmyliwszy ezuinoJć polltruka Zygmunt
ithedil ie statku I mieszalne się z tłumem odjełdła "ni
ipł" d Londynu Nie znadu]e jednak Janka ale za to
nitrłfla na liczne "girl frlends" brata które biorą go za
jinka Truda zabiera go do kasyna gry które nachodzi po-ll- cj
Truda z Zygmuntem uciekała Zygmunt trafia wresz
(ie na ilady swego brata- - bliźniaka
Pomimo współczucia nie mogła się do Wład-ka
przekonać Jego mrukowatość i zawsze za-chrypnięty
głos działały na Krystynę odpychają-co
choć zdawała sobie sprawę że jest jej niezwy-kle
oddany Starała mu się za jego oddanie odpła-cie
życzliwością ale podkreślała przy każdej oka-zji
że to życzliwość koleżeńska że na jej wzajem-ność
liczyć nie może żeby sobie żadnych nie bu-dował
złudzeń
Za piątkową awanturę miała do niego głębo-ką
urazę Władek czuł to i od piątku po raz
pierwszy pokazał się na górze w kawiarni Nie
miał jeszcze odwagi usiąść w rejonie stolików
Krystyny ale nie -- spuszczał z niej wzroku
Z drugiego końca sali widział jak Krystyna
podaje rachunek jakiemuś młodemu człowieko-wi
Twarz tego człowieka wydała się Władkowi
wajoma Widział że młody człowiek o coś pyta
Krystynę i że się przez dłuższą chwilę zatrzymał-a
przy jego stoliku Natężył pamięć usiłując so-bie
przypomnieć gdzie już tę twarz przedtem
spotykał
Młody człowiek Mory tak zaintrygował
Władka odebrał od Krystyny rachunek i zagad-nął
ją uprzejmie:
_ — Nie wie pani przypadkiem czy pan Błoń-ski
jest dzisiaj w piekarni?
— Nie — odpowiedziała Krystyna — dzisiaj
go nie ma
— Słyszałem że podobno wyjeżdżał ale już
wócił do Londynu
— Owszem — potwierdziła Krystyna — ale
wczoraj wyjechał znowu
Młody człowiek zmarszczył czoło
— Czy nie mówił kiedy wróci?
— Nie
Młody człowiek napisał jakiś numer na pa-pierowej
serwetce
— Czy mogę panią prosić o przysługę?
— Proszę bardzo
— Gdy pan Błoński wróci proszę mu po-wiedzieć
żeby zadzwonił pod ten numer do To-masza
Czy mogę liczyć na toże pani powtórzy?
— Powtórzę z całą pewnością
— Dziękuję pani
Siedzący na drugim końcu sali Władek-rozmow- y
tej nie słyszał ale widział jak młody czło-wiek
pisał coś na serwetce jakwręczył ją 'Krysi
i jak Krysia schowała do kieszeni fartuszka Wi-dział
jak młody człowiek podniósł się jak pods-zedł
do kasy żeby uregulować rachunek Gdy
przechodził obok stolika Władka ich wzrok się
spotkał I wtedy Władek- - przypomniał sobie "
Wzrokiem odprowadził nieznajomego do
wyjścia Podniósł' się i podszedł do Krysi która
sprzątała ze stolika Był zadowolony że znalazł'
pretekst żeby nawiązać rozmowę
&£i£3£&t&l33&3S33&
piillllllllllllllllllllllllillllllW
Aleksander Dumas
s iinrhifijiii [fi'ii Hi i
i'lMllllllillillilillillillil!illil!ilillillil!iIHIIUiIIlIIlIlIIlIlIIlIlIIlIIlIlIIlIMIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII!lIllIlllIllIllIllIlllIllIllI!lIlllIllIllIllIlllIllIllIllIlllIllIllIlllIllIllIllIll!IIIIIII
x-- STESZCZENIE POPRZEDNICH ODCINKÓW- -
Edmund Danłcs Ł teglarr r Marsylii oskarłony' nl- -
futinle przei swych rywali o udział w solsku bonanar
'Uwiostal-wtraconyd- d wlctfenla na wyspie Ił Tu za- -
OrTwIaCII -- i _ ' _ '
_ _ U r-- Min się z oparem pana Który w cnwiu zgonu prze-- M
ltmu tajemnicę ukrytych skarbów Dantes ucieka z
U "'Hienia I odnalaiszy skarby wraca do Franel by isle
V
"jneaiies o losie swych buskich I wrogów którym za-Przysi- ągł
Paryżu wszedł 'w posiadanie pałacu w
wym natrafia naJlady swego prześladowcy prokuratora '
v"Wort przez którego tyle długich lat przesiedział w
Hfllenlu ~ '
— Ja nikogo znać ani widzieć nie "chcę
— A gdybyś wśród młodzieży' znalazła ko-E°- s
kto by ci się podobał?
— Nie widziałam jeszcze mężczyzny równie
I ty pięknego i nie kochałam nikogo prócz
uebie i ojca
— Biedne dziecię to dlatego że nie mówi-13- 5
nigdy z nikim prócz ojca i mnie
— A czyż ja pragnę rozmawiać z kimkol-- W
Mój ojciec nazywał mnie swoim
®zcseiem ty mówiłeś nieraz że jestem radością lgo?ycia '
~-- ujca swego pamiętasz jeszcze?
uśmiechnęła sie na to nvtanie
— Jest on tu i tu — rzekła kładąc rękę na
?rw i na oczach
~~ A Ja gdzicjesfem? — zapytał z uśmie-4e- n
Monte Christa
~~ li' jesteś wszędzie!
h' e Christ0 ui3ł ręk? Hayde chcąc jąuca-fc- c
i
ni
dziewczę cofnęło rękę nadstawia- - i -- wvo„ „_: T __„„ Uj ""ujm łazić Wieuz nayue — izeiii
ks P°ważnym tonem — że jesteś 'wolna Je-- ii !°s°?eiSZ utcuzyPnoićzoTsotaćmopżoezsozstwań k'jaeżżdeelji' -- odejść chwili jl'' -S tyJlakkoą?mam fln riphio"' '"nrn'ćho
'( "" Zachowaj tajemnicę swego urodzenia
tr-- j """aj uiguy jeanym cnocDy siowem o
W-- 1 żadnym 'wypadku nie wy- -
UrtJ imieria twego dostojnego ojca ani twej
(5psneJ matki
OnlT ane mójl- - już raz ci powiedziałam że
s° Widzieć nie pragnę
j Dziecię moje !—" odpowiedział 'Monte
t ni~~w5esz dobrze że ja cię nigdy nie opusz--
e'bri T° Przccieżie opuszcza nigdy kwiatu
Łlat ODUSZP73 rfT-70t- im
M fcwJa ciebi5 panie nie opuszczęnigdy bo
5 ł "ledne dziorip a lat A-ricxa- oń la hpHp 1117 P g!yfdppiero'wperni rozkwitniesz
iketiP J 0Jciec miał długą białą brodę a
4 {h lednak był iila mnie -- piękniejszy od
i ' Cow których widywałam 'Nie ehćę wi- -
I ' „r - M- -r iw Tr - J' - '? "'i-njitfjsiKi-Ał- łH ' ' '-- Hr tf ' ' ' ' ' - - -- ' S - ' A -- 'w? ' " i i? Lisi
' ' ' ''" ~ ' i i SŁ-lŁ- O"
' ' '
N — '
i i
Napoleon Sadek
— Krysiu
od ciebie?
Q
"Sr—mo
z życia obecnej
3EE
spytał — co ten facet chciał
Krystyna obejrzała się zdziwiona
— Jaki facet?
— A no teii Polak który coś napisał na
serwetce i dał ci
Krystyna nachmurzyła się
— A ciebie co to obchodzi?
— Bo widzisz ja go znam To reżimo-wiec
Reżimowy wojskowy
— Skąd wiesz?
— Bo jak mój jeden kolega chciał matkę z Polski sprowadzić to byłem z nim parę razy w
ambasadzie Ten młody tam urzędował Słysza-łem
jak mówili do niego "majorze" A czego
on chciał od ciebie?
Krystyna zmieszała się
— Ach nic ważnego to drobiazg —
powiedziała wymijająco '
Kiedy w powrotnej drodze do domu Krysty-na
mijała ulicę Shortfield Gardens pod nume-rem
44 na pierwszym piętrze w pokoju Janka
okno było otwarte
Był to niewątpliwy znak że Janek wrócił
Serce Krystyny zabiło żywiej W torebce miała
serwetkę z numerem telefonu tajemniczego' To-masza
Może to coś pilnego Czy nie lepiej odrazu
wstąpić i przekazać polecenie? Poco czekać do
jutra?
I nie tylko z poleceniem nie chciało się Kry-stynie
czekać aż do jutra Spalała ją ciekawość
co to za ważna sprawa o której Janek w piątek
chciał z nią porozmawiać Chciała tę odwlekaną
od piątku rozmowę przeprowadzić jak najprę-dzej
Nacisnęła dzwonek przy wizytówce "Mrs
Shrud" Po chwili usłyszała na schodach ciężkie
kroki gospodyni Spodziewała ię ujrzeć znaną
jej nadąsaną twarz Mrs Shrud która bardzo nie
lubiła otwierać drzwi gościom Janka
' Ale tym razem Mrs Shrud na widok Kry-styny
którą znała z kilku dawniejszych wizyt u
Janka nie tylko że się nie nadąsała ale wprost
przeciwnie szczerze sięucieszyła
— Ach jak to dobrze że pani przyszła! Bo
jużmie wiedziałam sama co mam robić kogo po- wiadomić
— Co się stało? — przestraszyła się Kry-styna
— John jest chory po mojemu bardzo
chory Wrócił do domu parę godzin temu' led-wo
się i dowlókł do łóżka twarz rozpalona głowa '
rozpalona oczy błyszczą Musi mieć dużą go- -
53 =
ciii ci rui
zemsteW
zawsze
dywać nikogo życie moje wypełniają po brzegi
trzy uczucia: smutek miłość i wdzięczność
— Jesteś godną córką Epiru wdzięczną i
poetyczną Widać również iż pochodzisz z królew-skieg- o
rodu bogiń które twoja jedynie wydała
kraina Bądź'więc spokojna mojedziecię córko
moja pamiętać będę o tymaby młodość twa nie
była stracona Jeżeli bowiem kochasz mnie jak
ojca to wierzaj że i ja cię kocham jakby dziecko
własne -- ' J
— Mylisz się panie ja ciebie nie' kocham
jak ojca kochałam Moja miłość dla ciebie jest
inna Mój ojciec umarł a ja żyję przecież Gdybyś
ty umarł nie żyłabym i ja
Hrabia podał rękę Greczynce z uśmiechem
niezmiernej tkliwości ona zaś przycisnęła usta
do tej ręki
Monte Christo odszedł powtarzając1 z cicha
wiersze Pindara:
"Młodość jest kwiatem miłość owocem "
Powóz stał w pogotowiu przed pałacem Hra-bia
wsiadł i konie ruszyły jak wicher
Rozdział II
RODZINA MORRELÓW
Wkrótce hrabia znalazł się na ulicy Meslay
gdzie zatrzymał się przed pałacykiem oznaczo-nym
numerem 14
Był to pałacyk o 'ścianach
położony wśród pięknych kwietników za' ozdobną
kratą Przy wjeździe trzeba było okrążać mały K 0g
wuuuujrajwicu
WiWUUiaiU oulvJiij' uuwii m voiwj vauiivi u
łacyk Morrelów nazywano "małym Wersalem"
Miał on dwa piętra i facjatkę w suterynach mieś-cił- y
się piwnice pralnie kuchnia
Sala jadalna wykładana była dębem salon
obito aksamitem pokój sypialny zielo-nym
wyłożono adamaszkiem Gabinet zajmował
Emanuel a mały salonik oddany został na wyłącz-ny
użytek Julii
Całe drugie piętro należało do Maksymi-liana
Rozkład pokoi na tym piętrze był taki sam
jak na pierwszym
Gdy powóz hrabiego "zatrzymała się przed
bramą Maksymilian znajdował się właśnie przed
domem " - '
— 'Dzięki ci hrabio —„ zawołał biegnąc na
spotkanie — żeśnie zapomniał o obietnicy
Przybycie hrabiego wywołało "pewne zamie-szanie
Emanuela Herbault szwagier Maksymi-liana
nieco roznegliżowany czytał dziennik 'Jego
żona-Juli- a teraz stateczna mężatka pracowała
w ogrodzie przy krzewach różanych ubrana av
poranny jedwabnyszlafroczek
Jjjtayfjj
(powieść emigracji)
!!0nu
twPtoścL
jasnoperłowych
24 II
W
rączkę Nie odpowiada kiedy do niego mówię
Pytałam czy wezwać doktora głową tylko dał
znak że nie trzeba Ale ja widzę że doktór nie-zbędny
Ale nie wiem u jakiego on zapisany Mo-że
pani wie? Bo dzwonić po ambulans bez jego
zgody nie chcę
Krystyna już dalej nie słuchała Nie czeka-jąc
na panią Shrud pobiegła pierwsza na piętro
wbiegła do pokoju Janka
Zygmunt leżał na łóżku nieruchomo z zamk-niętymi
oczyma Krystyna pochyliła się nad łóż-kiem
Wzięła go za rękę Ręka była niezwykle
rozpalona musiał mieć bardzo wysoką tempe-raturę
Janek Janek odezwij się — głos
Krystyny był pełen łez
Otworzyć oczy przez chwilę patrzał na nią
bez żadnej reakcji i z powrotem oczy zamknął
Kiedy się tego poranka obudził Krystyny
już w pokoju nie było Na krześle przy łóżku
oparta o szklankę widniała duża kartka papieru
'Były na niej dyspozycje zostawione przez Kry-stynę:
"Umówiłam się z Mrs Shrud że w czasie
mojej nieobecności poda ci co potrzeba] ' Zaraz po przebudzeniu zapukaj w ścianę
Każ sobie podać gorącej herbaty Weż pro-szek
z pudełeczka które stoi na krześle
Około dwunastej przyjdzie doktór Jeżeli
będę mogła się wyrwać to przylecę na jego
wizytę Jeżeli nie to rób wszystko co jci doktór każe Postaram się zwolnić z pracy
jak najwcześniej "
Zygmunt zamyślił się Ta mała słodka dziew
czyna coraz mocniej wdrażała mu się w Serce
Przypomniał sobie jak go po macierzyńsku w no-cypielęgno- wała
A sama pewno nie zmrużyła ani
oka Prosto stąd poszła do pracy i zapowiada w
Ciście że znowu przyjdzie Czy nie za dużo
poświęcenia z jej strony? Czy zrobiłaby to
samo gdyby znała prawdę? Zygmunt czuł że
trzeba wreszcie tę sytuację wyjaśnić że jej przy-najmniej
musi wyznać wszystko Nie zasłużyła
sobie na to żebyw dalszym ciągu okłamywać
Odczuł pragnienie sięgnął po szklankę z zim-ną
herbatą sBył niezwykle osłabiony Ręka mu
drżała gdy podnosił szklankę do ust szklanka
mu się wydała zdumiewająco ciężka Ifj Usłyszał odgłosy jakiejś rozmowy na kory-tarzu
Potem ujrzał że drzwi odchylają się' wol-no
i wsunęła się wystraszona twarz gospodyni
Mrs Shrud
— John — powiedziała stwierdziwszy że'
'i&e&3&s&s&ss£&s&esgsiiss
wywać do uroczystego przyjęcia niespodziewane-go
gościa Tymczasem Maksymilian zabawiał hra-biego
i opowiadał mu historię ostatnich lat domu
handlowego Morrela
Po śmierci zacnego ojca Maksymiliana dom
objął Emanuel Herbault który miał ku temu
wszelkie kwalifikacje jako zawodowy kupiec Po
starym panu Morrelu zostało pięćset tysięcy
(franków z 'czego połowę otrzymał Maksymilian
r= " połowę jego siostra Gdy Emanuel ożenił się z
iv juną nie miaiam grosza majątku Postanowił
jednak ze posiadać będzie co-najmni- ej tyle ile
jego żona Przez pięćlat pracowali oboje usilnie
aż wreszcie Emanuel zdobył upragnioną sumę
Cała Marsylia z „podziwem przyglądała się tyni
wysiłkom młodej pary - ~ Wówczas oboje postanowili zgodnie aby dom
Morrela i ograniczyć się 'do dochodu
dwudziestu pięciu tysięcy franków rocznie Urzą-dzili
sobie bytowaniepełne rodzinnego szczęścia
w Paryżu przygarniając do siebie dwóch daw-nych
pracowników" firmy Jednooki Kokles za-mienił
stanowisko kasjera na obowiązki odźwier-nego
1Stary Penelon został zaufanym słiiżącym
Julii zaś1 nigdy inaczej nie nazywał jak panienką
Kiedy państwo Herbault przywdzieli odpo-wiednie
stroje Maksymilian przeprowadził hra-biego
do salonu
W rozmowie która się zawiązała Julia pot-wierdziła
że obecnie w domu jej panuje atmos
fera niezmąconego szczęścia Przedtem jednak
wszyscy wycierpieli bardzo wiele
— Bóg jednak — Tzekł hrabia — nagrodzf
wam to obficie
— To prawda panie hrabio — odpowiedzia-ła
Julia —'przyznajemy to z całą szczerością Do-br- y
Bóg zrobił dla nas więcej niż dla kogokolwiek
— zesłał nam sweeo anioła! l
wrażenie
Monte Christo Zarumienił się potem pobladło
wskazał na kosz kryształowy gdzie czarnej
aksamitnej poduszeejeżał worek purpurowy oraz
jakiś pożółkły papier piękny brylant czystej
JiIUIUU Muau uiuxciue u _ Co£ t pamiątki?
i
błękitnym
zlikwidować
-- zapytał
Panie hrabio — odparł bardzo poważnym
tonem Maksymilian — jest to najdroższy skarb
rodziny naszej
— Ach tak! Brylant 'istotnie jest dość
piękny jakkolwiek nie można go zaliczyć do naj-większych
okazów
— 'Mój brat — odezwała się Julia — nie
miał na myśli bynajmniej wartości tego klejnotu
chciał 'wyrazić tylko że worek' ten brylant sa
darami anioła o którym przed chwilą wspomi-nałam
W ogóle wszystkie te przedmioty otaczane
były tutaj jakąś czcią7szczególną niemal religij-ną
Wszyscy równieżragnęli zdobyć jakieś do-kładniejsze
wiadomości o człowieku od którego
przedmioty pochodziły Lktóryich' ojcu urato-wał
życie nazwisko 'rodzinne od hańby a
wszystkich nędzy -- wydobyło
Maksymilian podańist hrabiemu który prze-czytał
go niemałym' wzruszeniem
"— Nazywacie-g- o nieznajomym — zapytał —-- a jwięc człowiek który wam'tę przysługę
Na "wieść o-ipojawie-niu
sięhrabiego Monte świadczył pzostaFdlalwasTńieznany?"
Christo ich domu oboje poczęli się„przygoto-- " — Tak panie 'Nigdy nie mieliśmy sposób'
Zygmunt nie śpi — Tu do pana przyszedł ditn-telme- n
z policji
"Dżentelmen z policji"? Zygmuntowi
szklanka omal nie wypadła z 'ręki Z kraju wy-wiózł
paniczny strach przed samym brzmieniem
słowa "policja" Od zejścia z okrętu starannie
unikał zetknięcia policją czekając aż mu brat
w tym dopomoże A potem od czasu awantury u
"Czarnego Jima" tyle się zebrało na sumieniu
Zygmunta że zetknięcia z policją zaczął się bać
jak ognia Nie mógł się wyzbyć myśli że takie
zetknięcie może się skończyć deportacją A słowo
"deportacja" dla Zygmunta brzmiało identycznie
tak samo jak "wyrok śmierci"
Nie był w stanie zebrać myśli Co mówić?
Jak się zachować? Jaką obrać taktykę? Czy wo-bec
policji grać dalej rolę Janka czy też powie-dzieć
wreszcie prawdę?
W poniedziałekv pociągu przeglądał gazety
angielskie i czytał niemiłą dla siebie wzmiankę o
szpiegach przenikających do Francji Norwegii i
Szwecji zza "żelaznej kurtyny" Niektórzy właś-nie
tak jak on Zygmunt podawali się za ucieknie-ró- w
ze statków i prosili o azyl
Więc czy jemu uwierzą że nie jest szpie-giem?
Jak wytłumaczy dlaczego dotychczas nie
zgłosił 'się dobrowolnie na policję Argument że
czekał na spotkanie bratem brzmi nieprzekony-wująco
W dodatku jeżeli się wyda historia
ucieczki z policyjnego auta jeżeli go poznają to
wtedy wszystko stracone
— Czy ten dżentelmen może wejść? — przy-pomniała
mu o swojej obecności Mrs Shrud
Zygmunt odstawił szklankę podsunął kołdrę
pod brodę Czy nie lepiej nic nie mówić? Czy
nie lepiej zostawić tak jak jest? Położyć się
na fali i biernie płynąć czekając dokąd zanie-sie?
W kieszeni marynarki ma dokumenty
Janka Jankowi już nie potrzebne Więc po co
wyjaśniać po co tłumaczyć 'po co prosić?
— Niech wejdzie — powiedział
"Dżenfelmen z policji" okazał się młodym
uprzejmym człowiekiem o ujmującej powierz-chowności
i obejściu Przeprosił Zygmunta źe
jest zmuszony go niepokoić w czasie choroby
— Chodzi mi tylko o parę informacji —
wyjaśnił — Czy pańskie nazwisko jest Błoński
Jan?
Zygmunt utkwił wzrok" w białej plamce na
przeciwległej ścianie Skinął głową
— Czy '— detektyw zawahał się — czy
to właśnie1 pański brat zaginął?
Zygmunt znowu wpatrzył się w białąplamkę
na przeciwległej ścianie powstałą przez1 brab
kawałka tapety'
— Rozumiem — odpowiedział detektyw —
współczuję panu
Milczał przez-chwi-lę
dla uszanowania bólu!
Zygmunta dopiero popauzieizapytałlwyjmując
notes -
— Czy może mi pan powiedzieć jak było
na imię zaginionemu bratu?
Zygmunt poruszył wargami ale zjasi nie
wydostał się żaden dźwięk Coś mu utkwiło w
gardle Nie mógł wydobyć -- z siebie' słowa
Detektyw wyczekał dyskretnie
ności uściśnięcia jego ręki jakkolwiek wielokrot-nie
prosiliśmy Boga o tę łaskę' — odpowiedział
Maksymilian — W całym tym wypadku wszyst-kim
kierował ktoś potężny tajemniczy niewi-dzialny
nam życzliwy
— Nie tracę nadziei — dorzuciła Julia — że
kiedyś jeszcze naszego dobroczyńcępoznamy
Przed czterema laty Penelon był w Trieście Pe
nelon panie hrabio to ów tęgi marynarz które-go
(widziałeś przed chwilą w ogrodzie Otóż w
porcie tego miasta widział on pewnego Anglika
i poznał że on to właśnie był u ''nas 5 czerwca
1829 roku a do mnie napisałlist 5 wrześniaWe-dłu- g
zapewnień Penelona był ten sam czło-wiek
— Więc to Anglik! — zawołał z udanym "ro-ztargnieniem
Monte Christo którego niepokoiły
badawczetSpojrzenia Julii'
— Tak" jest — odpowiedział miody Morrel
— u nas zjawił się w charakterze przedstawiciela
firmy "Thomson i French" Rzymu Dlatego
właśniczadrżałem gdy pan hrabia powiedziałna
śniadaniu u Morcerfa ze bankierem jego w Rzy-mi- e jest właśnie ten dom Więc może hrabio
mógłbyś nam 'coś powiedzieć o naszym niezna-nym
dobroczyńcy?
— Mówił pan przecież firma "Thomson
i French" wielokrotnie was zapewniała że nic
nie wie o całym tym wydarzeniu- -
— Istotnie panowie ci nie mogli czy też
nie chcieli nam udzielić wyjaśnień
— A więc Anglik ten musiał być człowie-kiem
którywdzięczny waszemu ojcu za doznane
dobro1 odpłacił się w sposób tajemniczy Jakże
się on nazywał :
— Nie podał innego nazwiska — odpowiedzią
Słowa te wywarły silne na hrabi Ja Julia wpatrując się w hrabiego z nadzwyczaj
na
i
i
ocalił
z
z
wyś- -
w
z
z
i
a
z
ną uwagą — jak tylko to którym list "podpisał
binonaa żeglarz
— Ależ'to nie jest[nażwisko To tylko pseu
dpnim — zauważył hrabia i po chwili zapytał
jeszcze: — Czy nieył to mężczyzna tego samego
mniej więcej co ja wzrostu rrioże tylko nieco
szczuplejszy w chustce wysoko na szyi zawiąza-nej
starannie zawsze zapięty nieco sztywny
wiecznie- - ołówek'5" w ręku' dzierżący?' "' "
— Więcgo pan zna! — stwierdziła JulUr
radosnym drżeniem głosu
— Domyślam siętylkoiżbył tobyć może
mcjar1 iuiu -- rriunuic jumugu ze słyszenia i
choć go oszacowano na sto tysięcy franków JBrat widzenia znam od 'dawna: Jest todziwakfilan- -
te
to
iż
trop którynie wierzy we1 wdzięczność ludzką
— Boże! — zawołała Julia— W ćóź'wicc
wierzy ten nieszczęśliwy człowiek?
—Nie wierzyć vv to uczucie dawniej Ale
być móżeiż od tego„czasuzmieniłpoglądi prze-kon- ał się że jednak- - wdzięczność może "czasami
gościć w? sercach ludzkich'
— Drogi paniel— zawołała Julia— jeżeli
go spotkasz 4oi go przyprowadzdo naś możelśię
wtedy przekona"że'jednaksąna świe"ciV'ludzie
wdzięczni których uczuć swoich nigdy: nie izmie? nią '
— Na Boga — dodałj jeszcze Maksymilian
— 'jeżeligo zńaszshrabipitó powiedz (nam "ćokol-'wiek4n"ir- n
ii -
?! Dl A MV 1 riHiii f Sin i U3HHI
architektoniczne 1 konstrukcyjna bu-dynków
mieszkalnych przanwtfo- -' ttych 1 handlowych Parcelacja ' (sub-dhlslon- s)
r PRZYGODA Consulting' Engine?
1MM430 HU 9J4M
25-235- 7
I gSff J ui-- j
' ' llhltf
CITY DPJUII1G SGHOOL
(Licencjonowana Szkoła Jazdy) S125 za lekcjeT
805 Bathurst Sr — LE Z&tsi
(róg Bloor) vMm
Jedyny Polski Salon
Piękności
Marya's Beaujy Parlor
Specjalizacja w trwałej
Ondulacji "Permanent
Waves"
216 Bathurst St EM 8-44- 32 s
BIERZESZ
śiub?
ul _ rV _Prf f V
'r vflilllvr'
%rU8P
Skorzystaj z naszej wypoży-- i
czalni ' strojów" ślubnych" j
256Collego — WA 2-09- 91
'556 Yonge --WA2- 327r j
CT--f
Wyp a dl a
panów w
'— " dla
pań tylko przy
Yonco St "£££jius
INSTALACJE
eloEcfryczne
wykonuje
STANISŁAW
57 Crawford Si
38-4- 8!
M EPi 4-26- 75
_ - „1 _" i:
William Shoe Sforo
Włafć: B fizarnoła '
'Polocn' obuwie importowano'
1 kanadyjskie" JJ i
Wysyłamy również obuwlo do Polski
75f QuenStW — EMli&WB
Wiele polskich sklepówliiprzed-siębiorst- w niej prowadzi księgo-wości
aż'władzeji podatkowe- - te{
godnie zażądają Powoduje to
wiele nieprzyjemności
i kosztów " ' '
Jest (znacznie wygodniej i i ta-niej
prowadzić księgowość re
gularnie vt
KSIĘGI
Wri7'flAfN
EIAfiDLOlYE
zakłada prowadzi I
bilansuje
T' L-lTItt- Ą CZ j
118 Roncośvalle$'Avo ApK 22
Toronto --Te- lLE 2-657- 011
MASZYNY do PISAHIA
Tylko 89 tygodniowo
l będziesz właścicielem tej '
pięknej maszyny "do pisania
I JSHAROUN CO
781QueAi ŚtlTW 'Toronto
Dostarczamy w Kanadzie
Zawiadamiamy naszych
KLIENTÓW
że obóćnie prócr WĘGLA jriifc
my na sprzedaż i dostarczamy
do 'Hornów
olej do opały
— dŻWOńOf:- - '
POLSKIEjSKŁADNICYOPAŁU!
Telefon
składu"
polskiego
olyeznlnl
obydwu
sklepach
BABIJ
wtedy
całej
RE-220- 0- '(ąrdwjCzeroJiZeró)
406
Gilbert TIuMuMKrfs
DZIEChPOLSKIE MUSZĄ UMIEĆ
V
)b
t rX tjm ! 1 eta l
-
'
"
bk
EH Elf
i SJEga
i :
Slmf !t Ifśat?
& E 141 5ja
1 lilii
r i mm
'
ti
'4
ł
ł
4
1
'V M
v t tfi
"S Ł y f i kii
' 'OT
ass
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, November 10, 1956 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1956-11-10 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| Identifier | ZwilaD3000045 |
Description
| Title | 000304b |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| OCR text | Ij!A3 ii A i s ' ' i ns 1 I pi i "ZWIĄZKOWI EC" LISTOPAD (Noyember) 10 — 1956 STR 15 Ift STRESZCZENIE POPRZEDNICH ODCINKÓW Ni statku retymowym "M S Poniatowski" przybyłym i AngHI mlodsiym kucharzem [eit Zygmunt Blońikl któ-ry edynle myJH aby spotkać s!e ze swym bratem bllłnli-kier- n _ JanWem Zmyliwszy ezuinoJć polltruka Zygmunt ithedil ie statku I mieszalne się z tłumem odjełdła "ni ipł" d Londynu Nie znadu]e jednak Janka ale za to nitrłfla na liczne "girl frlends" brata które biorą go za jinka Truda zabiera go do kasyna gry które nachodzi po-ll- cj Truda z Zygmuntem uciekała Zygmunt trafia wresz (ie na ilady swego brata- - bliźniaka Pomimo współczucia nie mogła się do Wład-ka przekonać Jego mrukowatość i zawsze za-chrypnięty głos działały na Krystynę odpychają-co choć zdawała sobie sprawę że jest jej niezwy-kle oddany Starała mu się za jego oddanie odpła-cie życzliwością ale podkreślała przy każdej oka-zji że to życzliwość koleżeńska że na jej wzajem-ność liczyć nie może żeby sobie żadnych nie bu-dował złudzeń Za piątkową awanturę miała do niego głębo-ką urazę Władek czuł to i od piątku po raz pierwszy pokazał się na górze w kawiarni Nie miał jeszcze odwagi usiąść w rejonie stolików Krystyny ale nie -- spuszczał z niej wzroku Z drugiego końca sali widział jak Krystyna podaje rachunek jakiemuś młodemu człowieko-wi Twarz tego człowieka wydała się Władkowi wajoma Widział że młody człowiek o coś pyta Krystynę i że się przez dłuższą chwilę zatrzymał-a przy jego stoliku Natężył pamięć usiłując so-bie przypomnieć gdzie już tę twarz przedtem spotykał Młody człowiek Mory tak zaintrygował Władka odebrał od Krystyny rachunek i zagad-nął ją uprzejmie: _ — Nie wie pani przypadkiem czy pan Błoń-ski jest dzisiaj w piekarni? — Nie — odpowiedziała Krystyna — dzisiaj go nie ma — Słyszałem że podobno wyjeżdżał ale już wócił do Londynu — Owszem — potwierdziła Krystyna — ale wczoraj wyjechał znowu Młody człowiek zmarszczył czoło — Czy nie mówił kiedy wróci? — Nie Młody człowiek napisał jakiś numer na pa-pierowej serwetce — Czy mogę panią prosić o przysługę? — Proszę bardzo — Gdy pan Błoński wróci proszę mu po-wiedzieć żeby zadzwonił pod ten numer do To-masza Czy mogę liczyć na toże pani powtórzy? — Powtórzę z całą pewnością — Dziękuję pani Siedzący na drugim końcu sali Władek-rozmow- y tej nie słyszał ale widział jak młody czło-wiek pisał coś na serwetce jakwręczył ją 'Krysi i jak Krysia schowała do kieszeni fartuszka Wi-dział jak młody człowiek podniósł się jak pods-zedł do kasy żeby uregulować rachunek Gdy przechodził obok stolika Władka ich wzrok się spotkał I wtedy Władek- - przypomniał sobie " Wzrokiem odprowadził nieznajomego do wyjścia Podniósł' się i podszedł do Krysi która sprzątała ze stolika Był zadowolony że znalazł' pretekst żeby nawiązać rozmowę &£i£3£&t&l33&3S33& piillllllllllllllllllllllllillllllW Aleksander Dumas s iinrhifijiii [fi'ii Hi i i'lMllllllillillilillillillil!illil!ilillillil!iIHIIUiIIlIIlIlIIlIlIIlIlIIlIIlIlIIlIMIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII!lIllIlllIllIllIllIlllIllIllI!lIlllIllIllIllIlllIllIllIllIlllIllIllIlllIllIllIllIll!IIIIIII x-- STESZCZENIE POPRZEDNICH ODCINKÓW- - Edmund Danłcs Ł teglarr r Marsylii oskarłony' nl- - futinle przei swych rywali o udział w solsku bonanar 'Uwiostal-wtraconyd- d wlctfenla na wyspie Ił Tu za- - OrTwIaCII -- i _ ' _ ' _ _ U r-- Min się z oparem pana Który w cnwiu zgonu prze-- M ltmu tajemnicę ukrytych skarbów Dantes ucieka z U "'Hienia I odnalaiszy skarby wraca do Franel by isle V "jneaiies o losie swych buskich I wrogów którym za-Przysi- ągł Paryżu wszedł 'w posiadanie pałacu w wym natrafia naJlady swego prześladowcy prokuratora ' v"Wort przez którego tyle długich lat przesiedział w Hfllenlu ~ ' — Ja nikogo znać ani widzieć nie "chcę — A gdybyś wśród młodzieży' znalazła ko-E°- s kto by ci się podobał? — Nie widziałam jeszcze mężczyzny równie I ty pięknego i nie kochałam nikogo prócz uebie i ojca — Biedne dziecię to dlatego że nie mówi-13- 5 nigdy z nikim prócz ojca i mnie — A czyż ja pragnę rozmawiać z kimkol-- W Mój ojciec nazywał mnie swoim ®zcseiem ty mówiłeś nieraz że jestem radością lgo?ycia ' ~-- ujca swego pamiętasz jeszcze? uśmiechnęła sie na to nvtanie — Jest on tu i tu — rzekła kładąc rękę na ?rw i na oczach ~~ A Ja gdzicjesfem? — zapytał z uśmie-4e- n Monte Christa ~~ li' jesteś wszędzie! h' e Christ0 ui3ł ręk? Hayde chcąc jąuca-fc- c i ni dziewczę cofnęło rękę nadstawia- - i -- wvo„ „_: T __„„ Uj ""ujm łazić Wieuz nayue — izeiii ks P°ważnym tonem — że jesteś 'wolna Je-- ii !°s°?eiSZ utcuzyPnoićzoTsotaćmopżoezsozstwań k'jaeżżdeelji' -- odejść chwili jl'' -S tyJlakkoą?mam fln riphio"' '"nrn'ćho '( "" Zachowaj tajemnicę swego urodzenia tr-- j """aj uiguy jeanym cnocDy siowem o W-- 1 żadnym 'wypadku nie wy- - UrtJ imieria twego dostojnego ojca ani twej (5psneJ matki OnlT ane mójl- - już raz ci powiedziałam że s° Widzieć nie pragnę j Dziecię moje !—" odpowiedział 'Monte t ni~~w5esz dobrze że ja cię nigdy nie opusz-- e'bri T° Przccieżie opuszcza nigdy kwiatu Łlat ODUSZP73 rfT-70t- im M fcwJa ciebi5 panie nie opuszczęnigdy bo 5 ł "ledne dziorip a lat A-ricxa- oń la hpHp 1117 P g!yfdppiero'wperni rozkwitniesz iketiP J 0Jciec miał długą białą brodę a 4 {h lednak był iila mnie -- piękniejszy od i ' Cow których widywałam 'Nie ehćę wi- - I ' „r - M- -r iw Tr - J' - '? "'i-njitfjsiKi-Ał- łH ' ' '-- Hr tf ' ' ' ' ' - - -- ' S - ' A -- 'w? ' " i i? Lisi ' ' ' ''" ~ ' i i SŁ-lŁ- O" ' ' ' N — ' i i Napoleon Sadek — Krysiu od ciebie? Q "Sr—mo z życia obecnej 3EE spytał — co ten facet chciał Krystyna obejrzała się zdziwiona — Jaki facet? — A no teii Polak który coś napisał na serwetce i dał ci Krystyna nachmurzyła się — A ciebie co to obchodzi? — Bo widzisz ja go znam To reżimo-wiec Reżimowy wojskowy — Skąd wiesz? — Bo jak mój jeden kolega chciał matkę z Polski sprowadzić to byłem z nim parę razy w ambasadzie Ten młody tam urzędował Słysza-łem jak mówili do niego "majorze" A czego on chciał od ciebie? Krystyna zmieszała się — Ach nic ważnego to drobiazg — powiedziała wymijająco ' Kiedy w powrotnej drodze do domu Krysty-na mijała ulicę Shortfield Gardens pod nume-rem 44 na pierwszym piętrze w pokoju Janka okno było otwarte Był to niewątpliwy znak że Janek wrócił Serce Krystyny zabiło żywiej W torebce miała serwetkę z numerem telefonu tajemniczego' To-masza Może to coś pilnego Czy nie lepiej odrazu wstąpić i przekazać polecenie? Poco czekać do jutra? I nie tylko z poleceniem nie chciało się Kry-stynie czekać aż do jutra Spalała ją ciekawość co to za ważna sprawa o której Janek w piątek chciał z nią porozmawiać Chciała tę odwlekaną od piątku rozmowę przeprowadzić jak najprę-dzej Nacisnęła dzwonek przy wizytówce "Mrs Shrud" Po chwili usłyszała na schodach ciężkie kroki gospodyni Spodziewała ię ujrzeć znaną jej nadąsaną twarz Mrs Shrud która bardzo nie lubiła otwierać drzwi gościom Janka ' Ale tym razem Mrs Shrud na widok Kry-styny którą znała z kilku dawniejszych wizyt u Janka nie tylko że się nie nadąsała ale wprost przeciwnie szczerze sięucieszyła — Ach jak to dobrze że pani przyszła! Bo jużmie wiedziałam sama co mam robić kogo po- wiadomić — Co się stało? — przestraszyła się Kry-styna — John jest chory po mojemu bardzo chory Wrócił do domu parę godzin temu' led-wo się i dowlókł do łóżka twarz rozpalona głowa ' rozpalona oczy błyszczą Musi mieć dużą go- - 53 = ciii ci rui zemsteW zawsze dywać nikogo życie moje wypełniają po brzegi trzy uczucia: smutek miłość i wdzięczność — Jesteś godną córką Epiru wdzięczną i poetyczną Widać również iż pochodzisz z królew-skieg- o rodu bogiń które twoja jedynie wydała kraina Bądź'więc spokojna mojedziecię córko moja pamiętać będę o tymaby młodość twa nie była stracona Jeżeli bowiem kochasz mnie jak ojca to wierzaj że i ja cię kocham jakby dziecko własne -- ' J — Mylisz się panie ja ciebie nie' kocham jak ojca kochałam Moja miłość dla ciebie jest inna Mój ojciec umarł a ja żyję przecież Gdybyś ty umarł nie żyłabym i ja Hrabia podał rękę Greczynce z uśmiechem niezmiernej tkliwości ona zaś przycisnęła usta do tej ręki Monte Christo odszedł powtarzając1 z cicha wiersze Pindara: "Młodość jest kwiatem miłość owocem " Powóz stał w pogotowiu przed pałacem Hra-bia wsiadł i konie ruszyły jak wicher Rozdział II RODZINA MORRELÓW Wkrótce hrabia znalazł się na ulicy Meslay gdzie zatrzymał się przed pałacykiem oznaczo-nym numerem 14 Był to pałacyk o 'ścianach położony wśród pięknych kwietników za' ozdobną kratą Przy wjeździe trzeba było okrążać mały K 0g wuuuujrajwicu WiWUUiaiU oulvJiij' uuwii m voiwj vauiivi u łacyk Morrelów nazywano "małym Wersalem" Miał on dwa piętra i facjatkę w suterynach mieś-cił- y się piwnice pralnie kuchnia Sala jadalna wykładana była dębem salon obito aksamitem pokój sypialny zielo-nym wyłożono adamaszkiem Gabinet zajmował Emanuel a mały salonik oddany został na wyłącz-ny użytek Julii Całe drugie piętro należało do Maksymi-liana Rozkład pokoi na tym piętrze był taki sam jak na pierwszym Gdy powóz hrabiego "zatrzymała się przed bramą Maksymilian znajdował się właśnie przed domem " - ' — 'Dzięki ci hrabio —„ zawołał biegnąc na spotkanie — żeśnie zapomniał o obietnicy Przybycie hrabiego wywołało "pewne zamie-szanie Emanuela Herbault szwagier Maksymi-liana nieco roznegliżowany czytał dziennik 'Jego żona-Juli- a teraz stateczna mężatka pracowała w ogrodzie przy krzewach różanych ubrana av poranny jedwabnyszlafroczek Jjjtayfjj (powieść emigracji) !!0nu twPtoścL jasnoperłowych 24 II W rączkę Nie odpowiada kiedy do niego mówię Pytałam czy wezwać doktora głową tylko dał znak że nie trzeba Ale ja widzę że doktór nie-zbędny Ale nie wiem u jakiego on zapisany Mo-że pani wie? Bo dzwonić po ambulans bez jego zgody nie chcę Krystyna już dalej nie słuchała Nie czeka-jąc na panią Shrud pobiegła pierwsza na piętro wbiegła do pokoju Janka Zygmunt leżał na łóżku nieruchomo z zamk-niętymi oczyma Krystyna pochyliła się nad łóż-kiem Wzięła go za rękę Ręka była niezwykle rozpalona musiał mieć bardzo wysoką tempe-raturę Janek Janek odezwij się — głos Krystyny był pełen łez Otworzyć oczy przez chwilę patrzał na nią bez żadnej reakcji i z powrotem oczy zamknął Kiedy się tego poranka obudził Krystyny już w pokoju nie było Na krześle przy łóżku oparta o szklankę widniała duża kartka papieru 'Były na niej dyspozycje zostawione przez Kry-stynę: "Umówiłam się z Mrs Shrud że w czasie mojej nieobecności poda ci co potrzeba] ' Zaraz po przebudzeniu zapukaj w ścianę Każ sobie podać gorącej herbaty Weż pro-szek z pudełeczka które stoi na krześle Około dwunastej przyjdzie doktór Jeżeli będę mogła się wyrwać to przylecę na jego wizytę Jeżeli nie to rób wszystko co jci doktór każe Postaram się zwolnić z pracy jak najwcześniej " Zygmunt zamyślił się Ta mała słodka dziew czyna coraz mocniej wdrażała mu się w Serce Przypomniał sobie jak go po macierzyńsku w no-cypielęgno- wała A sama pewno nie zmrużyła ani oka Prosto stąd poszła do pracy i zapowiada w Ciście że znowu przyjdzie Czy nie za dużo poświęcenia z jej strony? Czy zrobiłaby to samo gdyby znała prawdę? Zygmunt czuł że trzeba wreszcie tę sytuację wyjaśnić że jej przy-najmniej musi wyznać wszystko Nie zasłużyła sobie na to żebyw dalszym ciągu okłamywać Odczuł pragnienie sięgnął po szklankę z zim-ną herbatą sBył niezwykle osłabiony Ręka mu drżała gdy podnosił szklankę do ust szklanka mu się wydała zdumiewająco ciężka Ifj Usłyszał odgłosy jakiejś rozmowy na kory-tarzu Potem ujrzał że drzwi odchylają się' wol-no i wsunęła się wystraszona twarz gospodyni Mrs Shrud — John — powiedziała stwierdziwszy że' 'i&e&3&s&s&ss£&s&esgsiiss wywać do uroczystego przyjęcia niespodziewane-go gościa Tymczasem Maksymilian zabawiał hra-biego i opowiadał mu historię ostatnich lat domu handlowego Morrela Po śmierci zacnego ojca Maksymiliana dom objął Emanuel Herbault który miał ku temu wszelkie kwalifikacje jako zawodowy kupiec Po starym panu Morrelu zostało pięćset tysięcy (franków z 'czego połowę otrzymał Maksymilian r= " połowę jego siostra Gdy Emanuel ożenił się z iv juną nie miaiam grosza majątku Postanowił jednak ze posiadać będzie co-najmni- ej tyle ile jego żona Przez pięćlat pracowali oboje usilnie aż wreszcie Emanuel zdobył upragnioną sumę Cała Marsylia z „podziwem przyglądała się tyni wysiłkom młodej pary - ~ Wówczas oboje postanowili zgodnie aby dom Morrela i ograniczyć się 'do dochodu dwudziestu pięciu tysięcy franków rocznie Urzą-dzili sobie bytowaniepełne rodzinnego szczęścia w Paryżu przygarniając do siebie dwóch daw-nych pracowników" firmy Jednooki Kokles za-mienił stanowisko kasjera na obowiązki odźwier-nego 1Stary Penelon został zaufanym słiiżącym Julii zaś1 nigdy inaczej nie nazywał jak panienką Kiedy państwo Herbault przywdzieli odpo-wiednie stroje Maksymilian przeprowadził hra-biego do salonu W rozmowie która się zawiązała Julia pot-wierdziła że obecnie w domu jej panuje atmos fera niezmąconego szczęścia Przedtem jednak wszyscy wycierpieli bardzo wiele — Bóg jednak — Tzekł hrabia — nagrodzf wam to obficie — To prawda panie hrabio — odpowiedzia-ła Julia —'przyznajemy to z całą szczerością Do-br- y Bóg zrobił dla nas więcej niż dla kogokolwiek — zesłał nam sweeo anioła! l wrażenie Monte Christo Zarumienił się potem pobladło wskazał na kosz kryształowy gdzie czarnej aksamitnej poduszeejeżał worek purpurowy oraz jakiś pożółkły papier piękny brylant czystej JiIUIUU Muau uiuxciue u _ Co£ t pamiątki? i błękitnym zlikwidować -- zapytał Panie hrabio — odparł bardzo poważnym tonem Maksymilian — jest to najdroższy skarb rodziny naszej — Ach tak! Brylant 'istotnie jest dość piękny jakkolwiek nie można go zaliczyć do naj-większych okazów — 'Mój brat — odezwała się Julia — nie miał na myśli bynajmniej wartości tego klejnotu chciał 'wyrazić tylko że worek' ten brylant sa darami anioła o którym przed chwilą wspomi-nałam W ogóle wszystkie te przedmioty otaczane były tutaj jakąś czcią7szczególną niemal religij-ną Wszyscy równieżragnęli zdobyć jakieś do-kładniejsze wiadomości o człowieku od którego przedmioty pochodziły Lktóryich' ojcu urato-wał życie nazwisko 'rodzinne od hańby a wszystkich nędzy -- wydobyło Maksymilian podańist hrabiemu który prze-czytał go niemałym' wzruszeniem "— Nazywacie-g- o nieznajomym — zapytał —-- a jwięc człowiek który wam'tę przysługę Na "wieść o-ipojawie-niu sięhrabiego Monte świadczył pzostaFdlalwasTńieznany?" Christo ich domu oboje poczęli się„przygoto-- " — Tak panie 'Nigdy nie mieliśmy sposób' Zygmunt nie śpi — Tu do pana przyszedł ditn-telme- n z policji "Dżentelmen z policji"? Zygmuntowi szklanka omal nie wypadła z 'ręki Z kraju wy-wiózł paniczny strach przed samym brzmieniem słowa "policja" Od zejścia z okrętu starannie unikał zetknięcia policją czekając aż mu brat w tym dopomoże A potem od czasu awantury u "Czarnego Jima" tyle się zebrało na sumieniu Zygmunta że zetknięcia z policją zaczął się bać jak ognia Nie mógł się wyzbyć myśli że takie zetknięcie może się skończyć deportacją A słowo "deportacja" dla Zygmunta brzmiało identycznie tak samo jak "wyrok śmierci" Nie był w stanie zebrać myśli Co mówić? Jak się zachować? Jaką obrać taktykę? Czy wo-bec policji grać dalej rolę Janka czy też powie-dzieć wreszcie prawdę? W poniedziałekv pociągu przeglądał gazety angielskie i czytał niemiłą dla siebie wzmiankę o szpiegach przenikających do Francji Norwegii i Szwecji zza "żelaznej kurtyny" Niektórzy właś-nie tak jak on Zygmunt podawali się za ucieknie-ró- w ze statków i prosili o azyl Więc czy jemu uwierzą że nie jest szpie-giem? Jak wytłumaczy dlaczego dotychczas nie zgłosił 'się dobrowolnie na policję Argument że czekał na spotkanie bratem brzmi nieprzekony-wująco W dodatku jeżeli się wyda historia ucieczki z policyjnego auta jeżeli go poznają to wtedy wszystko stracone — Czy ten dżentelmen może wejść? — przy-pomniała mu o swojej obecności Mrs Shrud Zygmunt odstawił szklankę podsunął kołdrę pod brodę Czy nie lepiej nic nie mówić? Czy nie lepiej zostawić tak jak jest? Położyć się na fali i biernie płynąć czekając dokąd zanie-sie? W kieszeni marynarki ma dokumenty Janka Jankowi już nie potrzebne Więc po co wyjaśniać po co tłumaczyć 'po co prosić? — Niech wejdzie — powiedział "Dżenfelmen z policji" okazał się młodym uprzejmym człowiekiem o ujmującej powierz-chowności i obejściu Przeprosił Zygmunta źe jest zmuszony go niepokoić w czasie choroby — Chodzi mi tylko o parę informacji — wyjaśnił — Czy pańskie nazwisko jest Błoński Jan? Zygmunt utkwił wzrok" w białej plamce na przeciwległej ścianie Skinął głową — Czy '— detektyw zawahał się — czy to właśnie1 pański brat zaginął? Zygmunt znowu wpatrzył się w białąplamkę na przeciwległej ścianie powstałą przez1 brab kawałka tapety' — Rozumiem — odpowiedział detektyw — współczuję panu Milczał przez-chwi-lę dla uszanowania bólu! Zygmunta dopiero popauzieizapytałlwyjmując notes - — Czy może mi pan powiedzieć jak było na imię zaginionemu bratu? Zygmunt poruszył wargami ale zjasi nie wydostał się żaden dźwięk Coś mu utkwiło w gardle Nie mógł wydobyć -- z siebie' słowa Detektyw wyczekał dyskretnie ności uściśnięcia jego ręki jakkolwiek wielokrot-nie prosiliśmy Boga o tę łaskę' — odpowiedział Maksymilian — W całym tym wypadku wszyst-kim kierował ktoś potężny tajemniczy niewi-dzialny nam życzliwy — Nie tracę nadziei — dorzuciła Julia — że kiedyś jeszcze naszego dobroczyńcępoznamy Przed czterema laty Penelon był w Trieście Pe nelon panie hrabio to ów tęgi marynarz które-go (widziałeś przed chwilą w ogrodzie Otóż w porcie tego miasta widział on pewnego Anglika i poznał że on to właśnie był u ''nas 5 czerwca 1829 roku a do mnie napisałlist 5 wrześniaWe-dłu- g zapewnień Penelona był ten sam czło-wiek — Więc to Anglik! — zawołał z udanym "ro-ztargnieniem Monte Christo którego niepokoiły badawczetSpojrzenia Julii' — Tak" jest — odpowiedział miody Morrel — u nas zjawił się w charakterze przedstawiciela firmy "Thomson i French" Rzymu Dlatego właśniczadrżałem gdy pan hrabia powiedziałna śniadaniu u Morcerfa ze bankierem jego w Rzy-mi- e jest właśnie ten dom Więc może hrabio mógłbyś nam 'coś powiedzieć o naszym niezna-nym dobroczyńcy? — Mówił pan przecież firma "Thomson i French" wielokrotnie was zapewniała że nic nie wie o całym tym wydarzeniu- - — Istotnie panowie ci nie mogli czy też nie chcieli nam udzielić wyjaśnień — A więc Anglik ten musiał być człowie-kiem którywdzięczny waszemu ojcu za doznane dobro1 odpłacił się w sposób tajemniczy Jakże się on nazywał : — Nie podał innego nazwiska — odpowiedzią Słowa te wywarły silne na hrabi Ja Julia wpatrując się w hrabiego z nadzwyczaj na i i ocalił z z wyś- - w z z i a z ną uwagą — jak tylko to którym list "podpisał binonaa żeglarz — Ależ'to nie jest[nażwisko To tylko pseu dpnim — zauważył hrabia i po chwili zapytał jeszcze: — Czy nieył to mężczyzna tego samego mniej więcej co ja wzrostu rrioże tylko nieco szczuplejszy w chustce wysoko na szyi zawiąza-nej starannie zawsze zapięty nieco sztywny wiecznie- - ołówek'5" w ręku' dzierżący?' "' " — Więcgo pan zna! — stwierdziła JulUr radosnym drżeniem głosu — Domyślam siętylkoiżbył tobyć może mcjar1 iuiu -- rriunuic jumugu ze słyszenia i choć go oszacowano na sto tysięcy franków JBrat widzenia znam od 'dawna: Jest todziwakfilan- - te to iż trop którynie wierzy we1 wdzięczność ludzką — Boże! — zawołała Julia— W ćóź'wicc wierzy ten nieszczęśliwy człowiek? —Nie wierzyć vv to uczucie dawniej Ale być móżeiż od tego„czasuzmieniłpoglądi prze-kon- ał się że jednak- - wdzięczność może "czasami gościć w? sercach ludzkich' — Drogi paniel— zawołała Julia— jeżeli go spotkasz 4oi go przyprowadzdo naś możelśię wtedy przekona"że'jednaksąna świe"ciV'ludzie wdzięczni których uczuć swoich nigdy: nie izmie? nią ' — Na Boga — dodałj jeszcze Maksymilian — 'jeżeligo zńaszshrabipitó powiedz (nam "ćokol-'wiek4n"ir- n ii - ?! Dl A MV 1 riHiii f Sin i U3HHI architektoniczne 1 konstrukcyjna bu-dynków mieszkalnych przanwtfo- -' ttych 1 handlowych Parcelacja ' (sub-dhlslon- s) r PRZYGODA Consulting' Engine? 1MM430 HU 9J4M 25-235- 7 I gSff J ui-- j ' ' llhltf CITY DPJUII1G SGHOOL (Licencjonowana Szkoła Jazdy) S125 za lekcjeT 805 Bathurst Sr — LE Z&tsi (róg Bloor) vMm Jedyny Polski Salon Piękności Marya's Beaujy Parlor Specjalizacja w trwałej Ondulacji "Permanent Waves" 216 Bathurst St EM 8-44- 32 s BIERZESZ śiub? ul _ rV _Prf f V 'r vflilllvr' %rU8P Skorzystaj z naszej wypoży-- i czalni ' strojów" ślubnych" j 256Collego — WA 2-09- 91 '556 Yonge --WA2- 327r j CT--f Wyp a dl a panów w '— " dla pań tylko przy Yonco St "£££jius INSTALACJE eloEcfryczne wykonuje STANISŁAW 57 Crawford Si 38-4- 8! M EPi 4-26- 75 _ - „1 _" i: William Shoe Sforo Włafć: B fizarnoła ' 'Polocn' obuwie importowano' 1 kanadyjskie" JJ i Wysyłamy również obuwlo do Polski 75f QuenStW — EMli&WB Wiele polskich sklepówliiprzed-siębiorst- w niej prowadzi księgo-wości aż'władzeji podatkowe- - te{ godnie zażądają Powoduje to wiele nieprzyjemności i kosztów " ' ' Jest (znacznie wygodniej i i ta-niej prowadzić księgowość re gularnie vt KSIĘGI Wri7'flAfN EIAfiDLOlYE zakłada prowadzi I bilansuje T' L-lTItt- Ą CZ j 118 Roncośvalle$'Avo ApK 22 Toronto --Te- lLE 2-657- 011 MASZYNY do PISAHIA Tylko 89 tygodniowo l będziesz właścicielem tej ' pięknej maszyny "do pisania I JSHAROUN CO 781QueAi ŚtlTW 'Toronto Dostarczamy w Kanadzie Zawiadamiamy naszych KLIENTÓW że obóćnie prócr WĘGLA jriifc my na sprzedaż i dostarczamy do 'Hornów olej do opały — dŻWOńOf:- - ' POLSKIEjSKŁADNICYOPAŁU! Telefon składu" polskiego olyeznlnl obydwu sklepach BABIJ wtedy całej RE-220- 0- '(ąrdwjCzeroJiZeró) 406 Gilbert TIuMuMKrfs DZIEChPOLSKIE MUSZĄ UMIEĆ V )b t rX tjm ! 1 eta l - ' " bk EH Elf i SJEga i : Slmf !t Ifśat? & E 141 5ja 1 lilii r i mm ' ti '4 ł ł 4 1 'V M v t tfi "S Ł y f i kii ' 'OT ass |
Tags
Comments
Post a Comment for 000304b
