000208b |
Previous | 7 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
Tadeusz Nowakowski
WKeiWe praw autorskie zastmione (Copyrlgut by T Nowakowski)
Rn widzicie mecenasku człowiek--
torzenie z natury rzeczy samobójcze
i-- :„ unio npflp na szvie ot co A
I-3S0- U1C 'j- - -- t"t — -- T -- -
1 i iinriYiiićli rnc mnnrocrn tr
tf ISiC 'n"n cwoia' z"eube Wymyśla na ten łI~ "Vkl3Qł iKU1~ie#i4lumaTŁ nŁ uHaoirunmuiii "nuo xrtr J-UI-U1
ii ii niewinną bo bez rachuby czasu nie
l -- dzialDy kikuj -- y uju fuicni ioia
nie przymierając źle wszyty rękaw
M-- wzdycha sobie: "Bożyczka ty mój
j 3k to byio ty]e a ly!e ][ temu' ° tei
I % pone i aawajze oic się patKą
oomnien po giowiu:
_ Niedziwoia prezesKU nieciziwoia
in wcale nie była jakaś tam "pierw- -
1 lepsza data" jak wy powiadacie ale
t nezwyKia lei uaiy niKi z nas
a życia nie zapomni Apokalipsa ko- -
świata rana niezasychająca zmora
11 zmorami — słowami tego nie wypo- -
2 Ja się Grzegorczykowi nie dziwię
am choć niejedno już w życiu prze- -
-- m (dwie wojny światowe — baga- -
'm gdy dzień ów dies irae nadchodzi
to w piąta rocznicę czy w uziesiąia
m pół przytomny rwę się stary
iipodwór7onyna łańcuchu i jak mó- -
v Poznaniu: wycnoazę caiy spod
JC
-- Wiecie panowie czego nam exu- -
feŁ potrzeba? Zbiorowej amnezji! Pa
rt nas zauija rastiwii filuci inejisy--
olka i zla doradczyni nasza ona nas
boleśniej za przeproszeniem w d
Don'l you think so?
-- Protestuję mecenasku! — szydził
iw kącie — Jako propozycja ideo--
łjrogramowa nie do przyjęcia Cały
naszego lsimuiua upiera się na uu- -
pamieciiNasza racja stanu: co było
fm jest pisze się w rejestr Nasz ka
i ideowy: nasza Krzywda "Nie wol
zapominać ani na sekundę!" "Nigdy
zapominamy! Nawet cudzoziemców
pujemy ulotkami w których co dru-Jow- o
ostrzega: "Do not forget!" "Re- -
iaber!" - W każdym razie proszę państwa
rzypadku Grzegorczyka pamięć ode-- i
rolę kamizelki ratunkowej he-he- !
aje facet rano z niemieckich bambe--
odmyka renegackie oczko spoziera
S Tadeusz Dołęga=Moslowicz
h
Poloe sic teraz spać gdy pan
sztof wróci proszę mnie obudzić
i? godziny snu w samolocie były
m to leż natychmiast zasnął Gdy
qcy w pokoju panowała zu- -
Sirzylemność Pomimo lo wieuziai ze
jest
Gzy to ty?( —r zapytał
- Spij' jeszcze — odpowiedział po
pe jej glos" taki łagodny taki ciepły
spokojny
figle uprźyfómnil sobie że jest już
ze ?atem przespał zmarnował cały
i Czemunie obudziła go wcześniej!
ete to szaleństwo tracić czas w takiej
k Tam na świecie wszystko się wa-Will- is
zwariował
)'ie odzywając się wyciągnął rękę
r"e siadywała tuż przy łóżku na ma- -
mewysiodiwm taburecie I teraz nie
u sie Dłoń jefio natrafiła na grubą
§ miękkiego materiału i spotkała się
palcami
Kr7ysieńko — powiedział tak
A ?e mogła tego nie dosłyszeć
prawiło mu wręcz niewyslowioną
'o 7e oto miał la nry sobie ze
lej dotyk jej ciepłych łagodnych
W rąk
Knysierfto jak to dobrze że tu
— odetcrrjil — jak to dobrze
iesz żeWińiam Willis zdaje się
-- ' Pomieszania zmysłów?
"~OwsemlCiyialam w dziennikach
"ja o lymjostaraj się jeszcze za- -
"" Nie 7'iK"tł'tuinłln P7111P kip I dzie nielLiiMo~zmęczonyrale spać
aie tncę wcale Która to godzina? rned kwadransem biła nólnoc
JPalila lampę i usiadła na skraju
' "y Pawła szybko przyzwyczaiły
w łagodnego kolorowego światła
ś'ada! SIP p cmnl-lo-i cvUvołPP Ink
toje rysującej się pod szerokimi
mi sdafroka__jej subtelnemu profi- -
1 IlierilfllnrrA™ ™„
uano nie Widziałem ciebie —
kial tonem zdziwienia Spojrzała
"oma w których była obawa Zda--
S'C mu że Krystyna patrzy nań
7 e współczuciem i ze strachem
pimsie musiała zdawać sobie spra-fctastrof- y
która ogarniała jego in- -
Czv wiesz że krach funta — za- -
vvCV wiesz że w ogóle
"Młjnie wzięła go za reke:
"le rn'Śl Ipr-ł- 7 n (vm nHo7U"iln
sząco — przez chwilę" nie myśl
Tn' "' i %- -- i? irudno — zaśmiał się krótko
l)T lepiej że trudno — odpo
75
1IĘIYCH
na kartkę kalendarza przypomina sobie
tamtą datę i — jakby mu kto kubeł
zimnej wody wylał na łeb — opamiętuje
się I już się wino w ocet przemienia
Uświadamia sobie mądry Polak po nie-wczas- ie
że oprócz małżeństw z miłości
są jeszcze małżeństwa z nienawiści
— Upraszczacie mecenasku uprasz-czacie
Życie ludzkie na szczęście nie
jest powieścią z tezą nie jest równaniem
matematycznym pierwszego stopnia
— Możliwe ale dlaczego Grzegorczyk
właśnie tego dnia tego a nie innego?
Właśnie: dlaczego właśnie tego
dnia?
Przecież samoloty które o świcie
przeleciały nad Papenburgiem były an
gielskie należały do bazy RAF--u w Osna-bruec- k
a nie do Luftwaffe Przecież sy-rena
która w minutę potem przeszyła
powietrze za oknem wcale nie ostrze-gała
przed nalotem — był to po prostu
jeden z tych lubujących się w robieniu
hałasu patroli MP które przejeżdżając
przez miasteczko bez względu na porę
dnia i nocy zwykły z iście amerykańską
fantazją straszyć ludzi policyjną syreną
A jednak te dwa dźwięki: łoskot moto-rów
na niebie i ryk syreny na ziemi —
wystarczyły do podjęcia decyzji Gdyby
rozległy się w styczniu albo w marcu
albo w lipcu
Ale Grzegorczyk posłyszał je o świcie
dnia pierwszego września
Instynktownie zwolnił kroku Jeszcze
kilkadziesiąt metrów i tuż za zakrętem
pokaże się obóz
Już z daleka poznawał wartownię
wybieloną wapnem Tablica z napisem:
"DP Camp Papenburg" Czarny klon
z nagimi ramionami Gałęzie okręcone
telefonicznym postronkiem Nic się nie
zmieniło Tutaj się nigdy nic nie zmieni
Baraki zielenią się za drutami Na dru-tach
po dawnemu suszy się bielizna
Przed bramą dymi kałuża nigdy nie
schnącego biota a w oddali ciągnie się
zgniło brunatny pas torfowiska Między
śmietlnikiem a kupą cegieł krąży "Ku-buś-lotni- k"
z rozpostartymi ramionami
Chłopiec z blizną bombarduje urojone
cele Baby w chustach stoją w ogonku
magazynem Siary Grządziel sokołów
Kai
102
wiedziała z bladym uśmiechem — zaw-sze
cię pociągały rzeczy trudne Pewno
jesteś głodny
Istotnie głodny był jak wilk:
— Jeżeli zechcesz dać mi coś do
zjedzenia będę ci wdzięczny Tak się
zdarzyło że od przedwczorajszej kolacji
nic nie miałem w ustacli
— Jakże tak można! — powiedziała
z wyrzutem
— Ale ja wstanę — podniósł się
— Nie wstawaj Przyniosę ci wszy-stko
tu
— Krzysiu — zażartował — podżwig-nies- z
się jeżeli chcesz zaspokoić mój
głód Nie chodźmy do jadalni I tak
wszyscy śpią nikt nam nie będzie pre- -
Q7 K T (173 U
Jadł z wilczym apetytem pochłania-jąc
istotnie niebywale ilości
— Jesteś bardzo mizerny — mówiła
Krystyna
— Możliwe
— Nigdy cię jeszcze takim nie wi
działam Pod oczyma masz po prostu
sińce
— Sińce? Hm Tylko sińce? Wi-dzisz
a Wiflis zwariował!
Zakryła oczy dłonią i nic nie odpo-wiedziała
Odezwanie się jego oczywiście
było szorstkie i przykre Za jej ciepło i
dobroć płaci jej w sposób Chciał
zatrzeć wrażenie ironii która ją dotknę-ła
i zaczął mówić
Mówił o Willisie Właściwie Willis juz
Atwnn nnwinien bvl nalnać sobie w łeb
Trzeba takiego optymisty jak on by tak
długo wierzyć w możność ratunku raeu
trzema miesiącami był już nędzarzem
nędzarzem dysponującym jeszcze milio-nami
błyszczącym pełnym światłem ale
już kwalifikującym się do kryminału
Jest to tak jak z bardzo odległymi gwia-zdami:
gwiazda gaśnie a ludzie wciaz
widzą że istnieje W ten sam sposób
powstają wielkie fortuny Gdy się zja-wiają
jeszcze nikt o tym nie wie gdy
nikną życie ich pozorne wydaje się
znacznie od istotnego
Paweł umilkł Wiedział że na usta
Krystyny ciśnie się pytanie: — czy mó-iC- 7
łPŻ o sobie? Wiedział że musi
jej powiedzieć o swojej klęsce lecz
wprost niemogi zuooyi mc im piwiar-nio
w-Asti- i iasno tak przeraźliwie jasno
— Może byś teraz zasnął? — dotknę-ła
jego ręki a w jej głosie brzmiało
ncnńlf7!ipip _ Nie _ potrząsnął głową — ale z
nrzyiemnościa położę się Jednak jestem
łizycznie uaiuu ""v"" — -- ~j
ni7m ma eranice wytrzymałości! Oczy
I wiście fizycznej Tytrzymałości
""-- y
--Jf
„- -' ij-y"-
W" — "g": #- -
' ttl
"ZWIĄZKOWIEC" CZERWIEC (June) Środa 21 — 1961 sra ?
zupę w menażce Wiatr wymiata popiół
z kubłów
— Poczekać! — powiedział strażnik
na wartowni — Musi być extra zezwo-leństw- o
od pana majora wtedy się wpu-ści
do środka!
— Ho-ho- ! Co za niespodzianka! Kogo
ja widzę? Ilerr Grzegorczyk we własnej
osobie! — Raczka przemknął wzdłuż
ściany ale nie przywitał się Pobiegł
pośpiesznie dalej
Strażnik zatelefonował na komendę
Prężył się i kiwał głową do słuchawki
Major zwlekał z odpowiedzią Minuty
ciągnęły się w nieskończoność Wreszcie
uzależnił przyjęcie marnotrawnego syna
od spełnienia kilku warunków
— Przede wszystkim musi mnie pu-blicznie
przeprosić w świetlicy Musi się
upokorzyć ! — zachrypiało w słuchawce
— Na razie niech czeka przed bramą
aż się go zawezwie!
Usiadł na skrzyni i cierpliwie czekał
Może godzinę może dłużej — stracił ra-chubę
czasu Zamyślił się o niczym już
nie myśląc Gdy się ocknął z zadumy
zauważył że otacza go kilkadziesiąt a
może kilkaset postaci Zbiórka Odprawa
w czworoboku Twarzy zebranych nie
Czuł jednak na sobie wrogie
kpiąco-szydercz- e spojrzenia Podmył go
lepki zapach przepoconej bielizny i
smród karbolu którym skrapiano podło-gi
w barakach
— W naturze nic nie ginie — zagaił
zebranych komendant obozu — Nasza
zguba znalazła się Nikt jej co prawda
z nas nie szukał Sama się znalazła
Ktoś się przymilnie roześmiał
— Pan Grzegorczyk nasz dawny ko-lega
po dłuższej nieobecności wraca do
Papenburga na ojczyzny łono do naszej
polskiej tulaczej gromady Skłamał bym
twierdząc że nas osierocił Dawaliśmy 'so-bie
radę i bez niego Nie ma ludzi nie-zastąpionych
Ale miło nam dzisiaj na
jego pouczającym przykładzie dowie-dzieć
się że wszędzie dobrze ale wśród
swoich najlepiej
Ktoś głośno westchnął Może to był
Sobczak a może Michejda A gdzie jest
Iłenias?
— Pozwoliłem sobie pofatygować
państwa na chwilę do świetlicy — ciąg-nął
Kosko z wyszukaną grzecznością —
gdyż okazja jest doprawdy niecodzien-na
a pan Grzegorczyk jak słyszę za-mierza
nam złożyć jakieś ważne publi-czne
oświadczenie
— Właśnie — odchrząknął podpo
rucznik i nie wiedział co powiedzieć Wal-czył
z uczuciem wstydu i upokorzenia
Przecież nie robię tego dla tego durnia
— przeszło mu przez głowę — Ale dla
przed niesiel Małgorzaty dla Jana dla i krę
ten
dłuższe
widział
ttTTTtTSIIT- - -- TTTTTtti
Przeszli do gabinetu i Paweł rozcią-ga- l
się na tapczanie a ona siadła przy
nim na szczęście w len sposób że nie
mogła wprost nań patrzeć Leal dłuższy
czas z zamkniętymi powiekami Wreszcie
zaczął mówić:
— Więc tak moja i moja gwiazda
gaśnie Rozpaczliwe w tym' wszystkim
jest to że w najmniejszym stopniu nie
przyczyniłem się do tego Nie zaniedby-wałem
niczego przewidziałem wszystko
A jeżeli nie mogłem przewidzieć czegoś
co jest po prostu jakimś zbiorowym sza-lem
jeżeli nie miałem dość sił by pow-strzymać
masową panikę stanowczo nie
mam prawa siebie o to oskarżać Psy-choza
tłumu jest takim samym katakliz
mem jak trzęsienie ziemi czy orkan
Psychoza kryzysu A przecie nikt chyba
lepiej ode mnte nie wie że naprawdę
żadnego kryzysu nie ma! Absurd! Ma
ligna ekonomistów! świat nadal pozo-staje
bogatym przedsiębiorstwem nie
ubyło mu przecież ani bogactw natural-nych
ani konsumentów tych bogactw
Klientela nie tylko się nie zmniejszyła
lecz rośnie wciąż i do licha jest jej dwa
i pól miliarda głów dwa i pól miliarda
brzuchów które chcą być pełne i które
tak łatwo nakarmić! Słowo kryzys po
winno być przeniesione do wylącncgo
użytku psychiatrów bo nie ma i być nie
może kryzysu gospodarczego bywają
tylko kryzysy zdrowego sensu! Opętania
zbiorowe! Lęgnie się taka hydra w tę-pych
mózgach różnych władców dzisiej-szego
życia publicznego i opanowuje
stado! Szaleńcy podnoszą cła obniżają
place równoważą swoje bezmyślne bud
żety Kręcą się jak pies w pogoni za
własnym ogonem Nie rozumieją że są
proste i jasne prawa rządzące życiem
że dość oderwać wzrok od ogona które
go nigdy nie złapią a zobaczą te pra-wa
w całej icli wyrazistości Oni wolą
palić miliony ton zboża by utrzymać
ceny! Wolą wysławiać karabiny maszy-nowe
przeciw głodującym bezrobotnym
dla których to zboże byłoby ratunkiem
Arytmetyka wariatów: tracą zboże tracą
pieniądze na kule karabinowe tracą rę-ce
robocze trasą konsumentów a zysku-ją
samowystarczalność gospodarczą czyli
standaryzowaną nędzę i nieustanną groź-bę
rewolucji!
Zapali! papierosa i nerwowo odrzu-cił
zapałkę:
— Szaleństwo!
— To prawda — nieśmiało odezwała
się — ale jakież są środki za
radcze?
— Jakie? — wybuchnął — jakie?
Przede wszystkim tych wszyst
kich kacyków w domach wariatów! Skrę
pować uniemożliwić im decydowanie o
rzeczach których nie są w stanie ogar
nąć Pomyśl tylko jak się przedstawia
dzisiejszy świat: wyobraź sobie wielkie
przedsiębiorstwo w którym kilkuset dy
IBC1M1 Uiuńn uIitiidnilun pcruVlsimie itiinu ioilunroAi oTwsicił iin"
dajmy na to wielki dom handlowy Dział
manufaktury na razie nie ma obrotu i
nie posiada gotówki by zapłacić swoich
glarzy dla chłopców sprzed Biblioteki
I jednocześnie ogarnął go śmiertelny
smutek: kapituluję po dwakroć Slaby
głupi śmieszny człowieku przywiązany
do niewidzialnego sznurka Nic nie wy-grałeś
Wszystko przegrałeś Wybrałeś
swoich sokołów Wybrałeś swoją Grun-waldzką
Wróciłeś do Papenburga
Przypomniał sobie słowa Małgorzaty:
"Co z nami będzie? Nic Nic Będziemy
życ dalej" Będziemy żyć dalej Na
Grunwaldzkiej I w Papenburgu I cze-kać
— na nic
— Słuchamy — posyszal niecierpliwy
glos majora
— Właśnie"— powtórzył nieswoim
głosem — Pragnę przeprosić publicznie
pana majora Kosko za krzywdę jaką mu
wyrządziłem Jak panowie pamiętają po-jechałem
niegdyś do dowództwa w Mep- -
pen by złożyć na pana majora skargę
— Oszczerczą skargę podły donos!
— dorzucił major
— Tak jest oszczerczą skargę i po-dły
donos — zgodził się potulnie Grze-gorczyk
— Wlaż teraz pod stół i odszczekuj!
— zawołała jakaś kobieta w kącie To
na pewno wspólniczka majora pani Bu-szkows- ka
— Właśnie — podporucznik wciąg-nął
w płuca nowy łyk zepsutego powie-trza
— Wszystko odwołuję Było to
oskarżenie pozbawione jakichkolwiek
podstaw złośliwe kłamliwe krzywdzące
i całkowicie wyssane z palca Kierowa
łem się zawiścią
— Plotkarz! Intrygant! — posłyszał
glosy sztucznego oburzenia To chór po-pleczników
majora Barakowi otrzymują
dodatek żywnościowy
— I dlatego też uważam za swój obo-wiązek
Znowu nastała cisza Nie mógł złapać
powietrza
— przeprosić pana majora i prosić
go o przebaczenie!
— O to jeszcze nie wszystko! — za-wołała
p Buszkowska
— To jeszcze nie wszystko — pny--
wtórzył major — A czy wolno zapytać
niedyskretnie co z tą Niemką? Czy ten
skandal już się skończył? Bo to było naj-bardziej
obrzydliwe! Było głupie nie-etyczne
niegodne Polaka! Zapytuję pa-na
przy wszystkich czy doszło do zer-wania
czy to już wreszcie koniec?
— Doszło do zerwania — spuścił glo-w- e
by ukryć rumieniec — Już koniec
— Na zawsze? — znęcał się major
— Na zawsze
Ktoś roześmiał się triumfalnie
Śmiech len mówił: "Widzicie:
dobro zwyciężyło! Zaprzaniec opamiętał
się!'"
iir-c-tL-ł-t-t-i-r-t-i:-r-i-Ł-r-Ł-r-Ł-r-ra-i:ii---łTT-Krystyna
zamknąć
wyraźnie
głodzi ich bo wie że z działu żywnościo-wego
nie dostanie niczego na kredyt
ani z działu pieniężnego ani grosza po-życzki
By wyśrubować ceny na manu
fakturę niszczy swoje zapasy a praco-wnicy
z działu żywnościowego chodzić
muszą teraz półnago bo nie stać ich na
ubranie O takim przedsiębiorstwie każ
dy przeciętnie rozsądny człowiek powie-działby
że jest ponurą groteską ale gdy
ten sam człowiek czytuje codziennie pis-ma
z wiadomościami o identycznie mą-drej
gospodarce państw i klik kapiiali-stó- w
— ma całkiem poważną minę Po-wiada
że są to "zjawiska ekonomiczne"
zamiast powiedzieć że są to po prostu
opłakane wyniki głupiej gospodarki
skutki dopuszczenia nieudolnych ludzi
do kierowania poszczególnymi działami
Cały sekret polega na fatalnej dystry-bucji
dóbr Oczywiście byłoby równym
nonsensem twierdzić że można je po
rozdzielać z matematyczną ścisłością źe
każdy powinien otrzymać dokładnie tyle
samo co inny
— Któż zatem może dokonać takiej
racjonalnej dystrybucji?
— Kto?
— Tak kto? Jaka instancja jaka
władza?
Paweł pr7elarl oczy ręką i milczał
przez chwilę [
— Gdyby mi dali jeszcze dwa try
najwyżej cztery lata czasu Pytasz
kto? Ktoś kto osiągnął możność dyk-towania
innym dyktowania wszystkim
Włade laką dają tylko pieniądze Wiele
ich na to trzeba mieć bardzo wiele
Trzeba móc przygnieść ich ciężarem wo
lę innych przerazić świat swoim boga-ctwem
Wówczas osiąga się możność pa-nowania
władania rozrządzania Bez in-sygniów
bez tytułów bez pisanych praw
taki człowiek ogarnia całość I aż ręce
chce się gryźć z bólu gdy się pomyśli
że było się już na najprostszej drodze
do tego celu że omal sięgało się doń
że jeszcze niewielki ułamek czasu a
1 posiadłbym potęgę jakiej ziemia do
pracowników Przeprowadza reóukcjęjsne kroki
tychczas nie znała!
Ostatnie słowa rozbrzmiały chrapli-wym
echem w pustych pokojach i zale-gła
cisza Nie patrzył teraz na Krystynę
nie wlzial jej zapomniał o jej obecno-ści
— Pawle — odezwała się prawie
szeptem
— Chcesz zapytać czy dam się zła-mać
czy opuszczę ręce?
W jego pytaniu była gniewna nie-chęć
— Nie Pawle chciałam tylko wie-dzieć
czy już wszystko stracone?
Podparł się na łokciu i powiedział
dobitnie:
— Tak źle nie jest Stracony tylko
rozpęd inercja no i prawie wszystkie
kapitały ale pozostało najważniejsze:
wola dalszej walki i pewność zwycięstwa
Zerwał się i zaczął chodzić po poko-ju
Starał się stąpać najciężej by na
grubym dywanie przecież dosłyszeć ma- -
ADWOKACI i NOTARIUSZE
E H ŁUCK BA LLB
(ŁUKOWSKI)
I R H SMELA BA LLB
ADWOKACI OBROŃCY
NOTARIUSZE
Wspólnicy firmy prawnicze]
Blaney pasternak Łuck Smela
Englelson & Watson
57 BLOOR ST W róg llay VA 5 li
Oddział w Ihlseletoun
Wieczorami za telefonicznym
porozumieniem 1-- S
STEFAN A
MALICKI LLM
ADWOKAT OBROŃCA
NOTARIUSZ
Biuro lei: AT 9-03-
01 W poniedziałki i środy od
G30 do 9 wlecz
W soboty od 10 do 12 w pol
383 Roncesvalle Avt
LE 4-88-
25
E V MATURA LLM
ADWOKAT — OBROŃCA
NOTARIUSZ
10 Adtlalde SI East Torcnlo 1 Oni
Ttl Biura — EM 4 3835
Mleok — LE 1-54- 25
100 W
GE0RGE DEN DA
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Mówi po polsku
1134 Dundat St W Toronto
Tri LE 4-84-
31 I LC 4-84-
32
JAN L Z G0RA
ADWOKAT — OBROŃCA
NOTARIUSZ
Tel Biura: LE 3-12-
11
1479 Oueen St W — Toronto"I
BIELSKI & BIELSKI
Adwokaci Notariusza Obrońcy
7alalwlamy wszelkie sprawy
cywilne I karne
CM BIELSKI BA BCL
VW BIELSKI B COMM
Sulle '04
Board of Tradt Bulld
U ADELAIDE ST W TORONTO
TEL: EM 2-12- 51 TEL: CH 4-72- 14 2W
li
iii ul
i
G EIEIFET2 DA '
ADWOKAT I NOTARIUSZ
3J Queen St West Tal 3il-4ll- t
S HEIFETZ"
NOTARIUSZ " " :ł Oueen SI W Toronto Onł
Tel 363-48- U wieczorami WA3-44I- S
1S
J&J HARDWARE
Polikl skład towarów itiainycn
farb naczyń kuchennych orai prry--n
borów wodociągowych I ogruwanla
J Stefaniak wlałć
745 Ouecn St W EM ciT Solldnu obsługa — Niskie' ceiiyjllli
llerplatne porady w sprauacb kalia- -
UzacJI l ocrzewanla ł JS"
DENTYŚCI
Dr W SADAUSKAS':
LEKARZ DENTYSTA ii
(drugi dom od KonrHsvallei)
1'nyjmuje za uprzednim telefoj
nicznym porozumlenlemJ'
Tłlefon LE 1-42-
50 " '
129 Grenadier Rd' "'
Dr S D OniGEL
LEKARZ DENTYSTA
CHIRURG — STOMATOLOG)
Spclallila chorób my utn
riiyUclnn'8 & Surgeon' Uulldłag
Kancelaria No '110 i n )'
86 Bloor St W —„Toront
Tslsfon WA 4C356
Dr E WACIINA
(f IV "l I'
DENTYSTAin tl
(Jodziny: 10—121 2—8 -
386 Bathunt St — EM 4-651- 5'
--j 'IW I
OKULIŚCI
Okulistka
Br BUKOWSKA BEJNAR OD
274 Roncetvallt Av
(P'ty Geoffrey)
Tal LE 2-54-
93
Ocdijny przyjęć codziennie od 1C
rano do U wleci w soboty: od 10
do 4 wlecz
IW
Jan Alexandrowicł — Notary Public
POLSKIE BIURO INFORMACYJNE
Pomoc sprawach rodinnych spadkowych 1 majątkowych w
Polsce Kontrakty 1 inne dokumenty Imitiircja lncome Tax c
Tłumac7onia i Toronto Onł 618-- A Oueen St West Tel EM 8-54-
41
KENNEDY TRAYEL BUREAU "&
!$t 296 OuTeeenl ESMt W (róg Soho) 2-32-
26 załatwia OPH01S
FACHOWO SPKAWNIK SZYBKO TANIOr
SPROWADZANIE KREWNYCH UO KANADY WYJAZDY
DO POLSKI SAMOLOTEM OKRĘTEM 1UŻ PRZY 10%'
WPŁACIE NOTARIALNE TŁUMACZENIA WYSYŁKA '
PACZEK I PIENIĘDZY
Zgłaszajcie się z pełnym zaufaniem zostaniecie obsłużeni
języku polskim przez kier Jerzego ŁUCKIEGO
r 't
Jeśli marzyłeś kiedykolwiek o odwiedzeniu Polski '"
0 kraju' Twych ojców
u kraju obchodzącego lyniqclecieifitniciiia
uczyń lo me zwlekając! ' £
aa---
TCI5MCT
Polskie Biuro Podróży "ORBIS"1
Warszawa Bracka 10
telef 002 71 telegr Tourorbli
tplfix 10 308aWA'fft
"Olf
lorganliuje Ci przyjemny pobyt w Kraju"
zapewni m!eice we własnym hotelu lub pensjonacie
ułatwi zwiedzenie najciekawszych miejscowoicl
wymieni waluty
wypofyciy samochód osobowy z kierowcą lub bez kierowcy
udzieli rady i pomocy w podróżach po krau ~
Szczeyóloiuych informacji udzielają zagraniczne
biura podróży będące korespondentami 'ORBISiu'
i $ 20E4--M
DOGODNE
WARUNKI
KREDYTOWE
IB'
jJmml
KBki 1 Eiiimi i!ESŁCViw HH fefeteOi
-- s-
Nowa elektryczna
maszynka do golenia
U
'
i
—
A
-
LOVAi
Ne kJldy itrott bet wiglf i -
du ni dlugoU rodi I kle-- l
runek rolnleclł {
Jedyna mitzynka z l ttrnml o- - I "
Głowica mauynkl te stall { -- ' '
nlerdtewnel -
Wbudowani masiynka do ! -- łtnyiłnU {
Motor ttarluacy natych- - j
miast naoliwiony na ca-- {
ie lycie - -
1 ___— —~——J
Kremowa lub ciemno szara
w luksusowym wykładanym
Jecluablem pudełku
$3475- -
OdwiedWe sklep I zaznajomcla sląz jakością BUUOVAI' -- "
:FHSI ip
_
ifrT
l ilKlll''1
" t'l I
"I"'!"
I Hild'
fnj-n'1- -r
iti'
fi' '
iti
HAU
itwr
li #
fj--
_}
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, June 21, 1961 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1961-06-21 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| Identifier | ZwilaD3000100 |
Description
| Title | 000208b |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| OCR text | Tadeusz Nowakowski WKeiWe praw autorskie zastmione (Copyrlgut by T Nowakowski) Rn widzicie mecenasku człowiek-- torzenie z natury rzeczy samobójcze i-- :„ unio npflp na szvie ot co A I-3S0- U1C 'j- - -- t"t — -- T -- - 1 i iinriYiiićli rnc mnnrocrn tr tf ISiC 'n"n cwoia' z"eube Wymyśla na ten łI~ "Vkl3Qł iKU1~ie#i4lumaTŁ nŁ uHaoirunmuiii "nuo xrtr J-UI-U1 ii ii niewinną bo bez rachuby czasu nie l -- dzialDy kikuj -- y uju fuicni ioia nie przymierając źle wszyty rękaw M-- wzdycha sobie: "Bożyczka ty mój j 3k to byio ty]e a ly!e ][ temu' ° tei I % pone i aawajze oic się patKą oomnien po giowiu: _ Niedziwoia prezesKU nieciziwoia in wcale nie była jakaś tam "pierw- - 1 lepsza data" jak wy powiadacie ale t nezwyKia lei uaiy niKi z nas a życia nie zapomni Apokalipsa ko- - świata rana niezasychająca zmora 11 zmorami — słowami tego nie wypo- - 2 Ja się Grzegorczykowi nie dziwię am choć niejedno już w życiu prze- - -- m (dwie wojny światowe — baga- - 'm gdy dzień ów dies irae nadchodzi to w piąta rocznicę czy w uziesiąia m pół przytomny rwę się stary iipodwór7onyna łańcuchu i jak mó- - v Poznaniu: wycnoazę caiy spod JC -- Wiecie panowie czego nam exu- - feŁ potrzeba? Zbiorowej amnezji! Pa rt nas zauija rastiwii filuci inejisy-- olka i zla doradczyni nasza ona nas boleśniej za przeproszeniem w d Don'l you think so? -- Protestuję mecenasku! — szydził iw kącie — Jako propozycja ideo-- łjrogramowa nie do przyjęcia Cały naszego lsimuiua upiera się na uu- - pamieciiNasza racja stanu: co było fm jest pisze się w rejestr Nasz ka i ideowy: nasza Krzywda "Nie wol zapominać ani na sekundę!" "Nigdy zapominamy! Nawet cudzoziemców pujemy ulotkami w których co dru-Jow- o ostrzega: "Do not forget!" "Re- - iaber!" - W każdym razie proszę państwa rzypadku Grzegorczyka pamięć ode-- i rolę kamizelki ratunkowej he-he- ! aje facet rano z niemieckich bambe-- odmyka renegackie oczko spoziera S Tadeusz Dołęga=Moslowicz h Poloe sic teraz spać gdy pan sztof wróci proszę mnie obudzić i? godziny snu w samolocie były m to leż natychmiast zasnął Gdy qcy w pokoju panowała zu- - Sirzylemność Pomimo lo wieuziai ze jest Gzy to ty?( —r zapytał - Spij' jeszcze — odpowiedział po pe jej glos" taki łagodny taki ciepły spokojny figle uprźyfómnil sobie że jest już ze ?atem przespał zmarnował cały i Czemunie obudziła go wcześniej! ete to szaleństwo tracić czas w takiej k Tam na świecie wszystko się wa-Will- is zwariował )'ie odzywając się wyciągnął rękę r"e siadywała tuż przy łóżku na ma- - mewysiodiwm taburecie I teraz nie u sie Dłoń jefio natrafiła na grubą § miękkiego materiału i spotkała się palcami Kr7ysieńko — powiedział tak A ?e mogła tego nie dosłyszeć prawiło mu wręcz niewyslowioną 'o 7e oto miał la nry sobie ze lej dotyk jej ciepłych łagodnych W rąk Knysierfto jak to dobrze że tu — odetcrrjil — jak to dobrze iesz żeWińiam Willis zdaje się -- ' Pomieszania zmysłów? "~OwsemlCiyialam w dziennikach "ja o lymjostaraj się jeszcze za- - "" Nie 7'iK"tł'tuinłln P7111P kip I dzie nielLiiMo~zmęczonyrale spać aie tncę wcale Która to godzina? rned kwadransem biła nólnoc JPalila lampę i usiadła na skraju ' "y Pawła szybko przyzwyczaiły w łagodnego kolorowego światła ś'ada! SIP p cmnl-lo-i cvUvołPP Ink toje rysującej się pod szerokimi mi sdafroka__jej subtelnemu profi- - 1 IlierilfllnrrA™ ™„ uano nie Widziałem ciebie — kial tonem zdziwienia Spojrzała "oma w których była obawa Zda-- S'C mu że Krystyna patrzy nań 7 e współczuciem i ze strachem pimsie musiała zdawać sobie spra-fctastrof- y która ogarniała jego in- - Czv wiesz że krach funta — za- - vvCV wiesz że w ogóle "Młjnie wzięła go za reke: "le rn'Śl Ipr-ł- 7 n (vm nHo7U"iln sząco — przez chwilę" nie myśl Tn' "' i %- -- i? irudno — zaśmiał się krótko l)T lepiej że trudno — odpo 75 1IĘIYCH na kartkę kalendarza przypomina sobie tamtą datę i — jakby mu kto kubeł zimnej wody wylał na łeb — opamiętuje się I już się wino w ocet przemienia Uświadamia sobie mądry Polak po nie-wczas- ie że oprócz małżeństw z miłości są jeszcze małżeństwa z nienawiści — Upraszczacie mecenasku uprasz-czacie Życie ludzkie na szczęście nie jest powieścią z tezą nie jest równaniem matematycznym pierwszego stopnia — Możliwe ale dlaczego Grzegorczyk właśnie tego dnia tego a nie innego? Właśnie: dlaczego właśnie tego dnia? Przecież samoloty które o świcie przeleciały nad Papenburgiem były an gielskie należały do bazy RAF--u w Osna-bruec- k a nie do Luftwaffe Przecież sy-rena która w minutę potem przeszyła powietrze za oknem wcale nie ostrze-gała przed nalotem — był to po prostu jeden z tych lubujących się w robieniu hałasu patroli MP które przejeżdżając przez miasteczko bez względu na porę dnia i nocy zwykły z iście amerykańską fantazją straszyć ludzi policyjną syreną A jednak te dwa dźwięki: łoskot moto-rów na niebie i ryk syreny na ziemi — wystarczyły do podjęcia decyzji Gdyby rozległy się w styczniu albo w marcu albo w lipcu Ale Grzegorczyk posłyszał je o świcie dnia pierwszego września Instynktownie zwolnił kroku Jeszcze kilkadziesiąt metrów i tuż za zakrętem pokaże się obóz Już z daleka poznawał wartownię wybieloną wapnem Tablica z napisem: "DP Camp Papenburg" Czarny klon z nagimi ramionami Gałęzie okręcone telefonicznym postronkiem Nic się nie zmieniło Tutaj się nigdy nic nie zmieni Baraki zielenią się za drutami Na dru-tach po dawnemu suszy się bielizna Przed bramą dymi kałuża nigdy nie schnącego biota a w oddali ciągnie się zgniło brunatny pas torfowiska Między śmietlnikiem a kupą cegieł krąży "Ku-buś-lotni- k" z rozpostartymi ramionami Chłopiec z blizną bombarduje urojone cele Baby w chustach stoją w ogonku magazynem Siary Grządziel sokołów Kai 102 wiedziała z bladym uśmiechem — zaw-sze cię pociągały rzeczy trudne Pewno jesteś głodny Istotnie głodny był jak wilk: — Jeżeli zechcesz dać mi coś do zjedzenia będę ci wdzięczny Tak się zdarzyło że od przedwczorajszej kolacji nic nie miałem w ustacli — Jakże tak można! — powiedziała z wyrzutem — Ale ja wstanę — podniósł się — Nie wstawaj Przyniosę ci wszy-stko tu — Krzysiu — zażartował — podżwig-nies- z się jeżeli chcesz zaspokoić mój głód Nie chodźmy do jadalni I tak wszyscy śpią nikt nam nie będzie pre- - Q7 K T (173 U Jadł z wilczym apetytem pochłania-jąc istotnie niebywale ilości — Jesteś bardzo mizerny — mówiła Krystyna — Możliwe — Nigdy cię jeszcze takim nie wi działam Pod oczyma masz po prostu sińce — Sińce? Hm Tylko sińce? Wi-dzisz a Wiflis zwariował! Zakryła oczy dłonią i nic nie odpo-wiedziała Odezwanie się jego oczywiście było szorstkie i przykre Za jej ciepło i dobroć płaci jej w sposób Chciał zatrzeć wrażenie ironii która ją dotknę-ła i zaczął mówić Mówił o Willisie Właściwie Willis juz Atwnn nnwinien bvl nalnać sobie w łeb Trzeba takiego optymisty jak on by tak długo wierzyć w możność ratunku raeu trzema miesiącami był już nędzarzem nędzarzem dysponującym jeszcze milio-nami błyszczącym pełnym światłem ale już kwalifikującym się do kryminału Jest to tak jak z bardzo odległymi gwia-zdami: gwiazda gaśnie a ludzie wciaz widzą że istnieje W ten sam sposób powstają wielkie fortuny Gdy się zja-wiają jeszcze nikt o tym nie wie gdy nikną życie ich pozorne wydaje się znacznie od istotnego Paweł umilkł Wiedział że na usta Krystyny ciśnie się pytanie: — czy mó-iC- 7 łPŻ o sobie? Wiedział że musi jej powiedzieć o swojej klęsce lecz wprost niemogi zuooyi mc im piwiar-nio w-Asti- i iasno tak przeraźliwie jasno — Może byś teraz zasnął? — dotknę-ła jego ręki a w jej głosie brzmiało ncnńlf7!ipip _ Nie _ potrząsnął głową — ale z nrzyiemnościa położę się Jednak jestem łizycznie uaiuu ""v"" — -- ~j ni7m ma eranice wytrzymałości! Oczy I wiście fizycznej Tytrzymałości ""-- y --Jf „- -' ij-y"- W" — "g": #- - ' ttl "ZWIĄZKOWIEC" CZERWIEC (June) Środa 21 — 1961 sra ? zupę w menażce Wiatr wymiata popiół z kubłów — Poczekać! — powiedział strażnik na wartowni — Musi być extra zezwo-leństw- o od pana majora wtedy się wpu-ści do środka! — Ho-ho- ! Co za niespodzianka! Kogo ja widzę? Ilerr Grzegorczyk we własnej osobie! — Raczka przemknął wzdłuż ściany ale nie przywitał się Pobiegł pośpiesznie dalej Strażnik zatelefonował na komendę Prężył się i kiwał głową do słuchawki Major zwlekał z odpowiedzią Minuty ciągnęły się w nieskończoność Wreszcie uzależnił przyjęcie marnotrawnego syna od spełnienia kilku warunków — Przede wszystkim musi mnie pu-blicznie przeprosić w świetlicy Musi się upokorzyć ! — zachrypiało w słuchawce — Na razie niech czeka przed bramą aż się go zawezwie! Usiadł na skrzyni i cierpliwie czekał Może godzinę może dłużej — stracił ra-chubę czasu Zamyślił się o niczym już nie myśląc Gdy się ocknął z zadumy zauważył że otacza go kilkadziesiąt a może kilkaset postaci Zbiórka Odprawa w czworoboku Twarzy zebranych nie Czuł jednak na sobie wrogie kpiąco-szydercz- e spojrzenia Podmył go lepki zapach przepoconej bielizny i smród karbolu którym skrapiano podło-gi w barakach — W naturze nic nie ginie — zagaił zebranych komendant obozu — Nasza zguba znalazła się Nikt jej co prawda z nas nie szukał Sama się znalazła Ktoś się przymilnie roześmiał — Pan Grzegorczyk nasz dawny ko-lega po dłuższej nieobecności wraca do Papenburga na ojczyzny łono do naszej polskiej tulaczej gromady Skłamał bym twierdząc że nas osierocił Dawaliśmy 'so-bie radę i bez niego Nie ma ludzi nie-zastąpionych Ale miło nam dzisiaj na jego pouczającym przykładzie dowie-dzieć się że wszędzie dobrze ale wśród swoich najlepiej Ktoś głośno westchnął Może to był Sobczak a może Michejda A gdzie jest Iłenias? — Pozwoliłem sobie pofatygować państwa na chwilę do świetlicy — ciąg-nął Kosko z wyszukaną grzecznością — gdyż okazja jest doprawdy niecodzien-na a pan Grzegorczyk jak słyszę za-mierza nam złożyć jakieś ważne publi-czne oświadczenie — Właśnie — odchrząknął podpo rucznik i nie wiedział co powiedzieć Wal-czył z uczuciem wstydu i upokorzenia Przecież nie robię tego dla tego durnia — przeszło mu przez głowę — Ale dla przed niesiel Małgorzaty dla Jana dla i krę ten dłuższe widział ttTTTtTSIIT- - -- TTTTTtti Przeszli do gabinetu i Paweł rozcią-ga- l się na tapczanie a ona siadła przy nim na szczęście w len sposób że nie mogła wprost nań patrzeć Leal dłuższy czas z zamkniętymi powiekami Wreszcie zaczął mówić: — Więc tak moja i moja gwiazda gaśnie Rozpaczliwe w tym' wszystkim jest to że w najmniejszym stopniu nie przyczyniłem się do tego Nie zaniedby-wałem niczego przewidziałem wszystko A jeżeli nie mogłem przewidzieć czegoś co jest po prostu jakimś zbiorowym sza-lem jeżeli nie miałem dość sił by pow-strzymać masową panikę stanowczo nie mam prawa siebie o to oskarżać Psy-choza tłumu jest takim samym katakliz mem jak trzęsienie ziemi czy orkan Psychoza kryzysu A przecie nikt chyba lepiej ode mnte nie wie że naprawdę żadnego kryzysu nie ma! Absurd! Ma ligna ekonomistów! świat nadal pozo-staje bogatym przedsiębiorstwem nie ubyło mu przecież ani bogactw natural-nych ani konsumentów tych bogactw Klientela nie tylko się nie zmniejszyła lecz rośnie wciąż i do licha jest jej dwa i pól miliarda głów dwa i pól miliarda brzuchów które chcą być pełne i które tak łatwo nakarmić! Słowo kryzys po winno być przeniesione do wylącncgo użytku psychiatrów bo nie ma i być nie może kryzysu gospodarczego bywają tylko kryzysy zdrowego sensu! Opętania zbiorowe! Lęgnie się taka hydra w tę-pych mózgach różnych władców dzisiej-szego życia publicznego i opanowuje stado! Szaleńcy podnoszą cła obniżają place równoważą swoje bezmyślne bud żety Kręcą się jak pies w pogoni za własnym ogonem Nie rozumieją że są proste i jasne prawa rządzące życiem że dość oderwać wzrok od ogona które go nigdy nie złapią a zobaczą te pra-wa w całej icli wyrazistości Oni wolą palić miliony ton zboża by utrzymać ceny! Wolą wysławiać karabiny maszy-nowe przeciw głodującym bezrobotnym dla których to zboże byłoby ratunkiem Arytmetyka wariatów: tracą zboże tracą pieniądze na kule karabinowe tracą rę-ce robocze trasą konsumentów a zysku-ją samowystarczalność gospodarczą czyli standaryzowaną nędzę i nieustanną groź-bę rewolucji! Zapali! papierosa i nerwowo odrzu-cił zapałkę: — Szaleństwo! — To prawda — nieśmiało odezwała się — ale jakież są środki za radcze? — Jakie? — wybuchnął — jakie? Przede wszystkim tych wszyst kich kacyków w domach wariatów! Skrę pować uniemożliwić im decydowanie o rzeczach których nie są w stanie ogar nąć Pomyśl tylko jak się przedstawia dzisiejszy świat: wyobraź sobie wielkie przedsiębiorstwo w którym kilkuset dy IBC1M1 Uiuńn uIitiidnilun pcruVlsimie itiinu ioilunroAi oTwsicił iin" dajmy na to wielki dom handlowy Dział manufaktury na razie nie ma obrotu i nie posiada gotówki by zapłacić swoich glarzy dla chłopców sprzed Biblioteki I jednocześnie ogarnął go śmiertelny smutek: kapituluję po dwakroć Slaby głupi śmieszny człowieku przywiązany do niewidzialnego sznurka Nic nie wy-grałeś Wszystko przegrałeś Wybrałeś swoich sokołów Wybrałeś swoją Grun-waldzką Wróciłeś do Papenburga Przypomniał sobie słowa Małgorzaty: "Co z nami będzie? Nic Nic Będziemy życ dalej" Będziemy żyć dalej Na Grunwaldzkiej I w Papenburgu I cze-kać — na nic — Słuchamy — posyszal niecierpliwy glos majora — Właśnie"— powtórzył nieswoim głosem — Pragnę przeprosić publicznie pana majora Kosko za krzywdę jaką mu wyrządziłem Jak panowie pamiętają po-jechałem niegdyś do dowództwa w Mep- - pen by złożyć na pana majora skargę — Oszczerczą skargę podły donos! — dorzucił major — Tak jest oszczerczą skargę i po-dły donos — zgodził się potulnie Grze-gorczyk — Wlaż teraz pod stół i odszczekuj! — zawołała jakaś kobieta w kącie To na pewno wspólniczka majora pani Bu-szkows- ka — Właśnie — podporucznik wciąg-nął w płuca nowy łyk zepsutego powie-trza — Wszystko odwołuję Było to oskarżenie pozbawione jakichkolwiek podstaw złośliwe kłamliwe krzywdzące i całkowicie wyssane z palca Kierowa łem się zawiścią — Plotkarz! Intrygant! — posłyszał glosy sztucznego oburzenia To chór po-pleczników majora Barakowi otrzymują dodatek żywnościowy — I dlatego też uważam za swój obo-wiązek Znowu nastała cisza Nie mógł złapać powietrza — przeprosić pana majora i prosić go o przebaczenie! — O to jeszcze nie wszystko! — za-wołała p Buszkowska — To jeszcze nie wszystko — pny-- wtórzył major — A czy wolno zapytać niedyskretnie co z tą Niemką? Czy ten skandal już się skończył? Bo to było naj-bardziej obrzydliwe! Było głupie nie-etyczne niegodne Polaka! Zapytuję pa-na przy wszystkich czy doszło do zer-wania czy to już wreszcie koniec? — Doszło do zerwania — spuścił glo-w- e by ukryć rumieniec — Już koniec — Na zawsze? — znęcał się major — Na zawsze Ktoś roześmiał się triumfalnie Śmiech len mówił: "Widzicie: dobro zwyciężyło! Zaprzaniec opamiętał się!'" iir-c-tL-ł-t-t-i-r-t-i:-r-i-Ł-r-Ł-r-Ł-r-ra-i:ii---łTT-Krystyna zamknąć wyraźnie głodzi ich bo wie że z działu żywnościo-wego nie dostanie niczego na kredyt ani z działu pieniężnego ani grosza po-życzki By wyśrubować ceny na manu fakturę niszczy swoje zapasy a praco-wnicy z działu żywnościowego chodzić muszą teraz półnago bo nie stać ich na ubranie O takim przedsiębiorstwie każ dy przeciętnie rozsądny człowiek powie-działby że jest ponurą groteską ale gdy ten sam człowiek czytuje codziennie pis-ma z wiadomościami o identycznie mą-drej gospodarce państw i klik kapiiali-stó- w — ma całkiem poważną minę Po-wiada że są to "zjawiska ekonomiczne" zamiast powiedzieć że są to po prostu opłakane wyniki głupiej gospodarki skutki dopuszczenia nieudolnych ludzi do kierowania poszczególnymi działami Cały sekret polega na fatalnej dystry-bucji dóbr Oczywiście byłoby równym nonsensem twierdzić że można je po rozdzielać z matematyczną ścisłością źe każdy powinien otrzymać dokładnie tyle samo co inny — Któż zatem może dokonać takiej racjonalnej dystrybucji? — Kto? — Tak kto? Jaka instancja jaka władza? Paweł pr7elarl oczy ręką i milczał przez chwilę [ — Gdyby mi dali jeszcze dwa try najwyżej cztery lata czasu Pytasz kto? Ktoś kto osiągnął możność dyk-towania innym dyktowania wszystkim Włade laką dają tylko pieniądze Wiele ich na to trzeba mieć bardzo wiele Trzeba móc przygnieść ich ciężarem wo lę innych przerazić świat swoim boga-ctwem Wówczas osiąga się możność pa-nowania władania rozrządzania Bez in-sygniów bez tytułów bez pisanych praw taki człowiek ogarnia całość I aż ręce chce się gryźć z bólu gdy się pomyśli że było się już na najprostszej drodze do tego celu że omal sięgało się doń że jeszcze niewielki ułamek czasu a 1 posiadłbym potęgę jakiej ziemia do pracowników Przeprowadza reóukcjęjsne kroki tychczas nie znała! Ostatnie słowa rozbrzmiały chrapli-wym echem w pustych pokojach i zale-gła cisza Nie patrzył teraz na Krystynę nie wlzial jej zapomniał o jej obecno-ści — Pawle — odezwała się prawie szeptem — Chcesz zapytać czy dam się zła-mać czy opuszczę ręce? W jego pytaniu była gniewna nie-chęć — Nie Pawle chciałam tylko wie-dzieć czy już wszystko stracone? Podparł się na łokciu i powiedział dobitnie: — Tak źle nie jest Stracony tylko rozpęd inercja no i prawie wszystkie kapitały ale pozostało najważniejsze: wola dalszej walki i pewność zwycięstwa Zerwał się i zaczął chodzić po poko-ju Starał się stąpać najciężej by na grubym dywanie przecież dosłyszeć ma- - ADWOKACI i NOTARIUSZE E H ŁUCK BA LLB (ŁUKOWSKI) I R H SMELA BA LLB ADWOKACI OBROŃCY NOTARIUSZE Wspólnicy firmy prawnicze] Blaney pasternak Łuck Smela Englelson & Watson 57 BLOOR ST W róg llay VA 5 li Oddział w Ihlseletoun Wieczorami za telefonicznym porozumieniem 1-- S STEFAN A MALICKI LLM ADWOKAT OBROŃCA NOTARIUSZ Biuro lei: AT 9-03- 01 W poniedziałki i środy od G30 do 9 wlecz W soboty od 10 do 12 w pol 383 Roncesvalle Avt LE 4-88- 25 E V MATURA LLM ADWOKAT — OBROŃCA NOTARIUSZ 10 Adtlalde SI East Torcnlo 1 Oni Ttl Biura — EM 4 3835 Mleok — LE 1-54- 25 100 W GE0RGE DEN DA ADWOKAT I NOTARIUSZ Mówi po polsku 1134 Dundat St W Toronto Tri LE 4-84- 31 I LC 4-84- 32 JAN L Z G0RA ADWOKAT — OBROŃCA NOTARIUSZ Tel Biura: LE 3-12- 11 1479 Oueen St W — Toronto"I BIELSKI & BIELSKI Adwokaci Notariusza Obrońcy 7alalwlamy wszelkie sprawy cywilne I karne CM BIELSKI BA BCL VW BIELSKI B COMM Sulle '04 Board of Tradt Bulld U ADELAIDE ST W TORONTO TEL: EM 2-12- 51 TEL: CH 4-72- 14 2W li iii ul i G EIEIFET2 DA ' ADWOKAT I NOTARIUSZ 3J Queen St West Tal 3il-4ll- t S HEIFETZ" NOTARIUSZ " " :ł Oueen SI W Toronto Onł Tel 363-48- U wieczorami WA3-44I- S 1S J&J HARDWARE Polikl skład towarów itiainycn farb naczyń kuchennych orai prry--n borów wodociągowych I ogruwanla J Stefaniak wlałć 745 Ouecn St W EM ciT Solldnu obsługa — Niskie' ceiiyjllli llerplatne porady w sprauacb kalia- - UzacJI l ocrzewanla ł JS" DENTYŚCI Dr W SADAUSKAS': LEKARZ DENTYSTA ii (drugi dom od KonrHsvallei) 1'nyjmuje za uprzednim telefoj nicznym porozumlenlemJ' Tłlefon LE 1-42- 50 " ' 129 Grenadier Rd' "' Dr S D OniGEL LEKARZ DENTYSTA CHIRURG — STOMATOLOG) Spclallila chorób my utn riiyUclnn'8 & Surgeon' Uulldłag Kancelaria No '110 i n )' 86 Bloor St W —„Toront Tslsfon WA 4C356 Dr E WACIINA (f IV "l I' DENTYSTAin tl (Jodziny: 10—121 2—8 - 386 Bathunt St — EM 4-651- 5' --j 'IW I OKULIŚCI Okulistka Br BUKOWSKA BEJNAR OD 274 Roncetvallt Av (P'ty Geoffrey) Tal LE 2-54- 93 Ocdijny przyjęć codziennie od 1C rano do U wleci w soboty: od 10 do 4 wlecz IW Jan Alexandrowicł — Notary Public POLSKIE BIURO INFORMACYJNE Pomoc sprawach rodinnych spadkowych 1 majątkowych w Polsce Kontrakty 1 inne dokumenty Imitiircja lncome Tax c Tłumac7onia i Toronto Onł 618-- A Oueen St West Tel EM 8-54- 41 KENNEDY TRAYEL BUREAU "& !$t 296 OuTeeenl ESMt W (róg Soho) 2-32- 26 załatwia OPH01S FACHOWO SPKAWNIK SZYBKO TANIOr SPROWADZANIE KREWNYCH UO KANADY WYJAZDY DO POLSKI SAMOLOTEM OKRĘTEM 1UŻ PRZY 10%' WPŁACIE NOTARIALNE TŁUMACZENIA WYSYŁKA ' PACZEK I PIENIĘDZY Zgłaszajcie się z pełnym zaufaniem zostaniecie obsłużeni języku polskim przez kier Jerzego ŁUCKIEGO r 't Jeśli marzyłeś kiedykolwiek o odwiedzeniu Polski '" 0 kraju' Twych ojców u kraju obchodzącego lyniqclecieifitniciiia uczyń lo me zwlekając! ' £ aa--- TCI5MCT Polskie Biuro Podróży "ORBIS"1 Warszawa Bracka 10 telef 002 71 telegr Tourorbli tplfix 10 308aWA'fft "Olf lorganliuje Ci przyjemny pobyt w Kraju" zapewni m!eice we własnym hotelu lub pensjonacie ułatwi zwiedzenie najciekawszych miejscowoicl wymieni waluty wypofyciy samochód osobowy z kierowcą lub bez kierowcy udzieli rady i pomocy w podróżach po krau ~ Szczeyóloiuych informacji udzielają zagraniczne biura podróży będące korespondentami 'ORBISiu' i $ 20E4--M DOGODNE WARUNKI KREDYTOWE IB' jJmml KBki 1 Eiiimi i!ESŁCViw HH fefeteOi -- s- Nowa elektryczna maszynka do golenia U ' i — A - LOVAi Ne kJldy itrott bet wiglf i - du ni dlugoU rodi I kle-- l runek rolnleclł { Jedyna mitzynka z l ttrnml o- - I " Głowica mauynkl te stall { -- ' ' nlerdtewnel - Wbudowani masiynka do ! -- łtnyiłnU { Motor ttarluacy natych- - j miast naoliwiony na ca-- { ie lycie - - 1 ___— —~——J Kremowa lub ciemno szara w luksusowym wykładanym Jecluablem pudełku $3475- - OdwiedWe sklep I zaznajomcla sląz jakością BUUOVAI' -- " :FHSI ip _ ifrT l ilKlll''1 " t'l I "I"'!" I Hild' fnj-n'1- -r iti' fi' ' iti HAU itwr li # fj-- _} |
Tags
Comments
Post a Comment for 000208b
