000160b |
Previous | 7 of 10 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
--npERTI 5Z mały paczeK ao
? (nylonów) dfw Toronto
flnCfll O'1 '
PH li
OLENDRZYNSKI
jomowany Zegarmistrz
: Queen 5t w lorono
1 WA 9055
jimiplki wybór zc- -
lssau -- --„ -- jj
H5TKOW 1 u—"
J1GA! UWAGA!
Lwsza Mapa Polski
„ttAiTT ODZYSKANY- -
aIlJŁI'Z"' A_U„Hm""d" W!I—T
Cena $150
„httia w "Związkowcu"
1V _! Toronto
Q0ecn oi
IDSOR! - WiNuauK!
ADANIE OCZU
3ERANIE UlsULAruj w
LOWN OPTIOAL GO
-- Okuliści —
Ouellełte Ave Tel 3-85- 83
WINDSOR ONT
Pojadamy oddział w
IURY ONTAiuu
ipLASTERIHG
(tynkowanie)
i Naprana kominów ©
Najniższe ceny O
Wykańczanie domów O
S MATYS
lalle) Ave Teł KE 9848
KHA1MY TYCH KUPI-MY
OGŁASZAJĄ SIĘ
lf -- ZWIĄZKOWCU"
PRZEWODNIK
ECH KTCOW 1 PKZFMYSŁ
I TORONTO ONTARIO
{BBS BOMBIER
SOA ASEKURACYJNA
iJalaW BuiLA B43S
BISON STUDIO
IlUUD FOTOGRAFICZNY
F!GE STREET TEŁ EM 3-35-
65 '
S CZECHOWSKI
1 TOWARÓW SPOŻYWCZYCH m U W Tel WA 6422
LWHARAJEWICZ
IrSZOflE ASEKURACJE
W Room 207 WA 2S6I
F IUDYCKI
CIA ROWERY PRALKI pa 5T W TEŁ EM 4 3583
lUÓB KĄDZIOŁKA
iJiIRACTOR BUDOWLANY
flCRAN AVE TEL EM 3-18- 35
IKOSTROWSKI
KIEP JUBILERSKI
Q0BH ST E TEL GE 5053
I KRUZEL
EAWEC 1 KUŚNIERZ
[™ r W TEL LY 6493
iOFIA LACHOWSKA
1'aA POWFRY PRATri
I3TOI ST W TEL ME 1539
ŁUKOWSKI
IWAHOR BUPOWLANY
j 30w automatczne egrze--
iwaras poatoal
1 nMJ LO 4337
Ł MARKOWSKI
' GALANTERII MESaEJ
UAM5ŁIEI
5T W TEL EM 3-27- 09 pT MUSZYŃSKI
P"raxroH PODŁOGOWY
r- - "' ioronia u KR7S
A NAPRAWA
2®UJIA 1 NABIAŁ l"1 MŁ A478
PARIO BREAD CO
IKKIA PIEKARNIA
pmgton Ave LA 4921
Wttł BŁUGtoo:n
fil 5AMSa KRAWIEC
F--- '° Ał£wwrI"
iZÓŁTATJTPrwn
I ° " ME
'CKĘD1T_JUWELLEKS Pe
6441
wunki Spłaty- -
I
WA 1493
"wojuj k J525I
& -
i ~ " """ "" —"— '-'tJw~--
E5J5iB i „
Redaguję Barbara Głogowska
Zagubiony promyk słońca
Ithe Lost Sunbeam)
Noc się kończyła Słońce wy- szło właśnie na niebo i pierwszy
pęk promieni słonecznych rzu- ciło na śpiącą ziemię Jeden pro
myk upadł na lasy Zaraz zaczął
skakać po drzewach budzić ptasz ki w gniazdkach zwierzęta w nor
kach muszki pod listkami
Drugi upadł na pola i ozłocił
zboża dojrzałe któie dziś właś-nie
ludzie mieli zacząć kosić
Inny zajrzał do domów ludz
kich Uświęcił twarze ludzi Ci
zaraz zaczęli wstawać szykować
się do pracy Tylko dzieci me tu
dził promyk bo na nich jeszcze
było za wcześme
I tak każdy ze słonecznych pro
myków budził świat i swym zło
tym blaskiem rozpędzał cienie
nocy A wszystko i ziemia i ptaki
i zwierzęta i ludzie uśmiechem
witali słońce Jeden najmniej
szy promyk spłynął na ziemię i
zatrzymał się nad jeziorem
wśród zielonych lasów Przej-rzał
się w wodzie która była
gładka jak lustro i pomyślał:
— Ciemno tam w głębi wody
Skoczę w tę głębię tam się ucie
sza moim przyjściem
I promyk słońca wpadł w wo-dę
jeziora
Gdy stanął na dnie i rozejrzał
się przeraził się nasz promyk
Ciemno tu było że nawet jego
słoneczny blask ledwo co świe-cił
Na dnie jeziora rosły jakieś
ciemne dziwne rośliny Ucieszył
się promyk
— Macie tu trochę blasku sło-necznego
będziecie mocniejsze i
bardziej zielone
Ale wodne rośliny odpowie-działy:
— Nie potrzeba nam blasku
słońca My możemy rosnąć w
ciemności
LAJWyMSAAAAjj' ''''u
JERZY ŻUŁAWSKI jj
SU'
Zobaczył promvk kilka wiol
kich ryb przepływających koło
mego i rzucił w nie snop świat-ła
Ale ryby rozgniewały się:
— Zabierz swój blask i wynoś
się stąd mały Oślepiasz nas i
niepokoisz tylko
Zasmucony promyk zaczął
drować ku brzegom jeziora Wy-nurzył
się z wody wśród traw i
trzcin nadbrzeżnych gdzie spa-ło
ukryte w gęstwie stadko dzi-kich
kaczek
Mama kaczka strzepnęła piór
ka i zakwakała:
— O jak jasno Dzień się bu-dzi
Wstawajcie dzieci!
— Przynajmniej ci się ucieszy-li
moim przyjściem Zostanę z
niemi Będę im przyświecał gdy
wyjdą szukać na wodzie pożywie-nia
I promyk słońca został nad
brzegami jeziora
0 kózce która się dziwiła
Miał Walenty małą kózkę Nie
wiele świata wdziała bo i skąd?
Była młoda i nigdzie nie wycho
dziła Bardzo tego żałowała
Chodziła wielkim podwórzu
i wszystkiemu się dziwowała
— Jaki ten koń wielki — my
ślała z zazdrością — a jak Kru-czek
szczeka
Kiedy znów patrzyła na jaskół
ki żałowała że nie ma skrzydeł
i nie może fruwać w powietrzu
Stale byia niezadowolona 'ze
swego losu '
Zabrała ją kiedyś Walentowa
na lakę
Dopiero nasza kózka się dzi
wowała
— Skąd tutaj tyle trawy i kwia
tów?
A kiedy stanęła nad strumy-kiem
i zobaczyła w wodzie odbi-cie
swej koziej figury zdziwiła
nfrrwvyryyyvvvvv'wvrr'vv'in'rvr
DR N LAIIDIS
SPECJALISTA OD CHORÓB WENERYCZNYCH
Lekarz Chirurg i Akuszer'
Godziny: od 1 do 3 po poł odi 6 do 9 wieczór ł na zamówienia
TELEFON: WA 6555 '—''387 "DU"NDAS ST W — AUKUNAU
wę
po
nhncnruratTaEaTactHiiHiBinrEJiaiiBrnrBiicjHiEtcmninin
Polski Sklep z Meblami — Meble do każdego
pokoju Radia i różne przyrządy elektryczne
Wykonujemy na zamówienia najnowszego stylu
chcsterfields" Studio Couches Materace i Kołdry
Robota solidna i gwarantowana - PIOTR CZECH właściciel
361 Oakwood Av obok Rogers 0R 1143 Totpnto
HiiniiHiiniitairaiiniiniiHJHiiHiiHiiniaioiiBiiaiiiHiHiiHiHjniiHiB
20
Dolina posuwamy się dość szybko i względnie łatwo Szero-kich
pięter juz nie spotykamy a mniejsze wyniosłością nie zajmu-jac- e
całej szerokości doliny dają się omijać Teraz słonce stoi tak
na niebie ze oświeca oba jej brzegi Z jednej i drugiej strony
wznosi się potężny wał górski do czterech tysięcy metrów wyso-k- i
Dolina kilkanaście kilometrów szeroka na owym piętrze zwę-ża
się ku północnemu wschodom Wygląda to tak jakby się jej
ściany zbliżały ku „nmim nmetn nnd sznur wyraba
wrażenie ze się posuwamy 'w_™ £„ „' V" oWp ' -
korytarzem uay spojony f- - " ' ' u" =w7ou w„farP ™rinbnv do maleńkiej ale rss _
__i AAi hmrp-n vikhi „wtv™ueQiułLniiuninicpi „s_z_--m_ atem — szczeroy wsiuu uiaiji" łudzi - -
głośno
w kle zdaje mi się ze to niebo nie
Trzecia doba księżycowa
metrów i zbliżamy się do UJSC1f„°„7bu Łonach są coraz niższe
na zwęża się coraz JW" ™ Ujście wąwozu na FJg™ zblizamy a skały two
je się rozprzestrzeniać w jaKS ę wjedzie
rzace'tę bramę rosną nam jofflu
my znowu na płaszczyznę 0nbmę pobyliśmy dzisiaj! Od
O! jakaż SStestem spoglądając ku
kilkudziesięciu godzin Qn dogoryWa co do
JŚ£ S£K - ™m MC
możemy przeprawy przez szczelinę za- -
Ostatnie wstrząśnięcia podeus e drogl
szkodziły mu jeszcze ĄWgg6na przeszkodę która
gdy pod 3- - w dł JJSa na Marę Im-- o
mało nie zmusiła nas Jznaa0dCenoryz0ntem i cała zachodnia
brium Słońce stało juz SyTcieniu rozjaśnionym za-stro- na
doliny tonęła w jgJ ziemi Musieliśmy 1S£!Si£ aby uniknąć zagubienia
i ' wy --—
yZWIĄZKOylECSIERPIEfttAUGUS-nlżóST- !
się jeszcze bardźie'j
— Skąd się ta kózka tam wzie
ła?
Zaczęła ze zdziwienia kiwać
głową
Druga kózka też
To już zgniewało naszą kózkę
Podskoczyła ze złości
Tamta też
— A jaka ona ładna — pomy- ślała — żebym ja taka była
Nadstawiła rogi
Druga koza też
— To już za wiele tych drwin!
Pochyliła się jeszcze niżej" i
skoczyła na drugą kozę
— Brrrr brrr — zatrzęsła się
w wodzie Gdzie jest ta druga
kózka?
Ale na wodzie były tylko wiel
kie kola
— Gdzie ona jest — myślała
— unyna się scnowaia A może
są kozy co żyją w strudze
Całe szczęście ze było płytko
i nogami sięgała dna
Zamyśliła się kózka nad tą dru
gą kozą
— Co się z nią stało?
Z zadumy wyrwała ją dopiero
Walentowa która właśnie stanę-ła
nad wodą i zaczęła wołać kóz-kę
do domu
— Meee meee — już idę — od
żywa się kózka i wyskakuje na
brzeg
Rzeczka
Płynie wije się rzeczka
Jak błyszcząca wstążeczka
Tu się srebrzy tam ginie
A tam znowu wypłynie
Woda w rzeczce przejrzysta
Zimna bystra i czysta '
Biegnąc mruczy i szumi
Ale kto ją zrozumie?
Tylko kamień i ryba
Znają mowę tę chyba
Ale one jak wiecie
Znane milczki na świecie
Zagadka 1
Pytała się pszczółka małej żabki
w trawie:
jakich kamieni jest najwię-cej
w stawie? (staw — pond)
ipAi5ioi[
Zagadka 2
Na ziemi i w wodzie
ze wszystkimi w zgodzie
Woła zawsze: Tak tak tak
Powiedz co to jest za ptak?
BJIZDB}!
POLAK — WĘGIER
PWA BRATANKI
W E GfIE R S K A
RESTAURACJA "NEST"
Polskie ' i węgierskie potrawy:
gulasz gołąbki papryka
sznycel po wiedeńsku i inne
Tanio! - Grzecznie! - Czysto!
2G3 COLLEGE ST _ Teł MI 0337 _ (róg Spadina)
r-~- — —— - ~ ot
MOJ PIERWSZY ŻOŁD
Ileż to latiminęłod tego cza-su?
Ano chyba dziesięć"
tak to właśnie było gdzieś w
tym okresie Właśnie to "gdzieś''
jest charakterystyczne bo w
"tym okresie" nie wiedziało się
dokładnie miesiąca a juz na pew
no dnia
Było to w 1941 roku w Guza-rz- e
w jednym z ośrodków PS
K (Pomocnicza Służba Kobiet) w
Rosji
Jedyna data która utkwiła mi
w pamięci to 14 lipca
Dlaczego właśnie ta data? Nie
wiem Mozę zdarzyło się coś co
przypominało rocznicę rewolu-cji
francuskiej? Ale skąd
ani cienia podobieństwa A więc
co? Poprostu data która w
przyszłości miała być pomocna
przy ewidencji
Kto miał "zaszczyt" być w Gu- -
zar ten napewno pamięta "gór-kę"
gdzie pod pojedynczymi so-wieckimi
namiotami rozlokowa-ły
się ochotniczki przeważnie
młode dziewczęta przed któremi
cudem otworzyły się drzwi wię-zień
łagrów czy tak zwanych wol
nych zsyłek
Guzar znany jest jako jedno z
gorętszych miejsc na świecie Zi-mowe
umundurowanie spodnie
battle-dres- s koszula plus buty
naturalnie wszystko męskie i co
najmniej o kilka numerów za
duże i nieodzowna rzecz dla "zol
nierza" - karabin stanowiło po- -
ważne dla kobiet obciążenie W
tym całym ekwipunku prowadzo
no regularnie- - codziennie o 12
godzinie-- w południe musztrę in
struowaną przez nieludzkiego po
rucznika K" Wyżywienie przy
tymwięcej niż słabe Wszystko
w sumie i z'osobna nie wpływało
dodatnio na wycieńczone organi-zmy
v J '
Ale znów odbiegłam od tema-tu
przecież mam pisać o żołdzie
A więc w jeden z takich upal-nych
dni otrzymałam swój pier-wszy
żołd Całe dziesięć rubli
Miałam do wyboru albo scho-wać
i czekać na następne dzie-sięć
za jakiś nieokreślony żadny-mi
przepisami czas albo kupić
jeden funt cebuli lub kawałek
kawona może z litr mleka do-dać
do tego rację dzienną chle-ba
Może udałoby się namówić
Uzbeczkę czy Kirgizkę na ładną
gałązkę winogron? Chociaż wąt-pięjpieniąd- ze
nie były wówczas
modne Ot za takie spodnie czy
buty Ho ho dostałabym chy
''by poł Giizaru Ale o tym było
nawet strach pomyśleć
Wysłano mnie jako gońca do
Sztabu do miasteczka które leża-ło
(jak mi się wtedy zdawało chy-ba
ze sto mil od naszego obozu)
w rzeczywistości nie więcej po-nad
2 mile
Przepisowo zameldowałam się
zastukałam kilka jrazy w co naj-mniej
o trzy numery za duże bu-ty
oddałam polecony mi list
się w nocy Wał dochodził tutaj 'największej wysokości i olbrzymi
wznosił się stromo nad nami tak prawie jak pionowa krawędź
Alp pod którą przesuwaliśmy się przed południem
Otóż w tym miejscu nagle spotrzegliśmy o 'paręset kroków
przed sobą czarną pręgę zagradzającą nam' drogę na całej szero-kości
Przedtem nie widzieliśmy jej z powodu lekkiej wyniosłości
gruntu Gdyśmy się do niej zbliżyli okazało się ze jest to szczeli-na
przecinająca na poprzek oba wały skalne i dno doliny WypeJ
niona była grubym cieniem az po brzegi tak że nie mogliśmy się
nawet domyśleć jej głębokości Tysiące metrów wysokie ściany
gór rozdarte nią były aź do podstawy
Zatrzymaliśmy się bezradni nad tą nową a nieprzebytą
przeszkodą
Widzieliśmy na mapie tę szczelinę przeżynającą wyżynę któ
ra dzieli Marę Imbrium od Marę Frigoris az gdzieś od północnych
stoków Platona w południowo - wschodnim kierunku ale nie przy
puszczaliśmy aby była tak głęboka izby krajała i dno Poprzecz-nej
Doliny lezące od dwu do trzech tysięcy metrów niżej od po-ziomu
okoliczynch wyżyn rozciągniętych poza wałami Pot mi wy-stąpił
kroplami na czoło gdym zobaczył tę otchłań tuz przed na-mi
Piotr zaczął kląć z cicha
Tymczasem Tomasz zaniepokojony zarówno naszym zacho-waniem
jak i tym że wóz stoi zaczął się dopytywać co się stało
Baliśmy się powiedzieć mu prawdy on jednak nie dowierzając
widocznie naszym wybiegom zebrawszy ostatek sił podniósł się
i wyjrzał przez okno Patrzył przez chwilę a potem położył się
spokojnie i na pozór obojętnie Z ust wypadło mu tylko:
— Oni nie chcą abym żył
— Kto? — zapytałem zdziwiony
— Bracia Remognerzy — odpowiedział chory i zamilkł przy-mknąwszy
oczy jakby już oczekiwał śmierci
Nie mówiłem z nim więcej i nie miałem nawet czasu zastana-wiać
się nad znaczeniem tych dziwnych słów gdyż trzeba było na
radzić się z Piotrem co począć teraz Myśleliśmy już nawet o po-wrocie~- na
Marę Imbrium gdy Piotrowi przyszła szczęśliwa myśl
aby --za pomocą silnego reflektora oświetlić dno szczeliny i zoba-czyć
jak właściwie jest głęboka Zbliżywszy się tedy do samej
krawędzi puściliśmy promień światła elektrycznego Szczelina
dość w tym "miejscu wąska nie była też głęboka Natomiast dno
jej zasypane było całkowicie gruzem wśród którego sterczały o-grom- ne
odłamy kamienia Podobne to było do wyschniętego łoży-ska
potężnego strumienia górskiego I kto wie czy tędy w istocie
nie płynęła kiedy woda skorzystawszy z drogi utworzonej przez
inne siły?
Blask reflektora przesuwał się po czarnych bezładnie spięt-rzonych
głazach błyskał na czołach wynioślejszych i ginął w głę-bokich
nieregularnych rozpadlinach a my patrzyliśmy ciągle
nie umiejąc nic postanowić Wtedy Marta zbliżyłafsię ku nam
— Czemu nie puszczacie się w drogę? — zapytała takim gło-sem
jakby nam wydawała rozkaz
Vfl
£&£
potknęłam się na progu przy
wyjściu i wejściu i czeuałam za
drzwiami na odpowiedź
Aby skrócić sobie -- czekanie a
z doświadczenia wiedząc że "Dro
ga Służbowa" to nie takie pros-te
wyszłam przed Sztab który
mieścił się w budynku nadają-cym
się na wszystko łnne niz na
wojskowy lokal I wtedy wzrok
mój padt na napis: "Adin katlet
tolko 10 rublej"
Wszystko: Sztab mundur bu-ty
no i w ogóle cały świat znik-nął
mi sprzed oczu został tylko
napis
Pot tym razem nie z gorącą
a wprosi z rozkoszy która rnnio
czekała zalał mi oczy i zupełnie
nie czując poprzedniego zmęcze-nia
"popłynęłam" prosto do re-stauracji
Byłam tak żądna tego
kotleta ze nie zauważyłam inne-go
znacznie większego napisu
wiszącego tuz obok
Weszłam i opaiłszy się zdecydo
wanym ruchem o ladę gromkim
głosem zawołałam: "katlet" Wy-lazło
"coś" z za lady i spytało:
"gienge jest?" (masz pieniądze)
Tu nie wytrzymałam i mając je-szcze
dobrze brzmiący słownik
"wyrazów specjalnych" nabyty
w łagrze odpowiedziałam: "ot
durak smatryj 10 rublej "
i aby nie było juz żadnego "ale"
rzuciłam 10 rubli na ladę "Za-zd- y
sczas budiet" (poczekaj zaraz
będzie) odezwało się to "coś" i
porwało pieniądze
O Boże zamarłam na moment
Czyjaś mocna ręka chwyciła
mnie za ramię Za mną stał żan-darm
Normalny polski żandarm
"E Ochotniczka nie nau-czyli
wasczytać po polsku? Prze
ciez jak byk jest napisane że
żołnierzom i ochotniczkom nie
wolno wchodzić do tej budy"
To' był ten drugi napis — Ale
Panie żandarm ja tylko kotleta
— zdążyłam wyjąknąć Ale ten
bez najmniejszego szacunku dla
"białogłowy" Wyprowadził mnie
na drogę
To był okres w którym nie u-miał- am płakać bo gdybym po- trafiła to zalałabym łzami cały
sztab Tymczasem żandarm znik-nął
za czymś co miało być
drzwiami sztabowymi a ja zosta
łam oko w oko z napisem "Adin
katlet " Poczekałam chwilę
aby dać czas żandarmowi zapom
nieć o moim skromnym istnieniu
ale przez ten czas coza straszno
myśli cisnęły mi się do głowy
4—- - - nj-p-frł-jitfl—
fi-łW- p yjr "fwjF'"
STRONAtr-m- t
żeposiadacz kotleta! moich ple
niędzy możo wmiędzyczasie za-pomnieć
jak wyglądam lub po-prostu
niechcieć sobie mnie przy
pomnieć co równałoby się o
nie Na samą myśl o tym zimno
robiło mi się w okolicy krzyża
minio niesamowitego wprost u-pa- łu
Postanowiłam poczekać je
szcze chwilę i mimo wszystko
wrócić po kotlet Tak też zrobi-łam
chyłkiem wsunęłam się do
budy i szybko już od progu za-wołałam:
"Dawaj katlet poby-strej- "
"Padażdy niwnnosz-ko-"
— odpowiedziało spokojnie
indywiduum! Ale nic dane ml by
ło i tym razem "Podażdać" bo
znów ta sama nieubłagalna ręka
tym razem mocniej l bardziej
stanowczo spoczęła na moim ra-mieniu
"To ze Was czytać do cholery
nie nauczyli to wierzę ale ze
polskiego Łluwa mu lozuiniucic
10 na u o nie wyluymam —
lwaibz nu w luj cnwni oo jjk je
szczu raz złapię lo wsauzę uo
kryminału" — wykrzyknął zno-wu
znajomy juz nu żandarm
Magiczne siowo Kiymmal wy-warto
na mnie natychmiastowy
skutek W ułamku iekundy sta-nęły
mi przed oczyma (przed
chwilą miałam jeszcze jedynie
kotlet w świadomości) wszystkie
"odbyte kryminały" przez Wygo-dę
Stanisławów lwów i te "za-gianiczn- e"
az do Workuty Błys-kawicznie
i zręcznie o ile pozwą
lała mi na to moja "zbroja" wyr-wałam
się władzy i w przeciągu
bardzo kiótkicgo czasu znalaz-łam
się na Górce naturalnie za
ponunając o meldunku który
miałam zabrać ze Sztabu
Dalszych losów nie będę opi-sywać
były przykre dla mnie a
dla czytelnika znającego czwartą
część regulaminu wojskowego
rzecz będzie prosta
Następny żołd w sumie 10 tu-manów
perskich dostałam w Te-heranie
za które chciałam z Ha-linką
K ale to już był dru-gi
żołd
Irena J
Płacąc na czas pronumornte o-łałw- iau
pracę Wydawnictwa
" VT V V 't " V ł" :::{ HAMILTON
DO SPRZEDANIA i
DOM MUROWANY
v8 pokojowy twarde podłogi
[Polska dzielnica blisko koś- - idola dogodna tiansportacjai
V TWn rrrtynin lUL-fAtn- o A~ !
X objęcia — Informacje: f
$63 Chejfnur Avo — Hamllłon?
POLSKIE BIURO INFORMACYJNE
kpimrrezZlwegadrnłasayPtctacwyrwhzjinyaicygicoiwehtloszzawwełwlaaktnOiweipetgitraoaopwnweiiruałeonddozszempnaroijauucwnsicpmktrwaarjweąstypkpooodkwnaańdynecanhdpcyojmjiwsokcipkeorwas1zjuŁustapkrorikawrwSa-ajtaonawciłh-uye
W każdej sprawie możecie się zwrócić o pomoc ł wskazówki!
pisząc do nas Otwarte wieczorami od 7 do 8-m- eJ we wtorki i czwartki Codzień od 10 rano do 5 po poł Soboty do 3 po poł
751 Dundas Street West — Toronto Ontario — Tel PL 4067
]
A potem dodała wskazując na Tomasza:
— Ja muszę żyć dla niego przy mnie teraz nie potrzebu-jecie
się niczego obawiać
Spojrzeliśmy na nią w zdumieniu Co się z nią stało? Nigdy
się jeszcze lak do nas nie odezwała Oczy błyszczały jej dziwnie
w całej postaci w słowach i w ruchu znać majestat jakiś nowy a
pewny siebie Oh! jakże ta kobieta jest piękna ji godna pożądania!
Varadol wpatrzył się w nią płomiennym wzrokiem a mnie nagle
ogarnęła wściekłość na niego Chwyciłem go brutalnie za ramię i
krzyknąłem cały zapieniony:
— Czy nie widzisz że nie mamy czasuydo stracenia! mów w
tył czy naprzód jedziemy?
Piotr zwrócił się do mnie gwałtownie i tak przez chwilę mie-rzyliśmy
się wzrokiem gotowi skoczyć sobie do oczu
Wtem zabrzmiał półgłośny szyderczy a pogardliwy śmiech
Marty Doznałem nagle wrażenia jakby mi się skóra jeża wbijają
w serce setką kolców Spuściliśmy obaj wzrok zawstydzeni a ona
odeszła wzruszając z lekka ramionami Uczułem ze zaczynam ją'
nienawidzić
Ostatecznie postanowiliśmy spuścić się w szczelinę-1-przebyć- -ją
po zaścielających ją głazach Łatwiej to było powiedzieć rU
wykonać Znalazłszy w jednym miejscu tuż pod wschodnią ścianą
doliny skośny upłaz poczęliśmy zsuwać po nim wóz z największą
ostrożnością Najgorsza jednak przeprawa czekała nas na dnie
szczeliny Nie dochodziło tu już światło słońca ani Ziemi lak że
znaleźliśmy się w nocy absolutnej Wprost nie umiem opowiedzieć
liudów przebycia tychparuset metrów Reflektor latarni elektry-cznej
roświellał tylko wąski pas przed nami nie podobna się by- -
ło prawie orientowaćNaprzemian jeden z nas szedł naprzód pie-chotą
a drugi pozostawał przy sterze Wóz nachylał się ciągle
podskakiwał uderzał o głazy lub opadał: raz uwiązł nawet tak
ze zwątpiliśmy czy nam się go uda wydostać Wreszcie dobiliśmy
do przeciwległej krawędzi szczeliny Na szczęście grunt się tu
był obsunął przez co utworzyła się pochyłość po której z pomocą
'"łap" wdarliśmy się na górę
W połowie pochyłości mniej więcej dostaliśmy się już w świa
tło słoneczne Przejście od cienia do blasku za jednym podrzutem
(wozu było tak szybkie że musiałem zmrużyć oczy przed tą jasną
falą zalewającą nas nagle Gdym rozwarł powieki i obejrzał się po
za siebie doznałem wrażenia ze całe przebycie szczeliny było
snem O paręset' kroków za sobą widziałem krawędź raptownie u- -
rywajacego się gruntu między nią anami był pas absolutnej czar
iności Miałem tylko jakby niejasne wyobrażenie że przed chwila
byliśmy tam na dnie tej jak się zdawało bezdennej rozpadliny
w tej gęstej nocy — żeśmy się tam przedzierali po czarnych okro
pnych głazach błyskających przed nami w świetle elektrycznym
tak nagle i na krótko jakby naraz z nicości powstały i napowrót
się rozpływały w-nicoś- ć — alenie mogłem wprost uwierzyć w' rze'
czywistość tej straszliwej przeprawy '- -
VJ
%gy%£
KU
m SmlHL8il 1'isftiH
omrali nffl !'
lV~i)ł wV
K 3 6in='imwtttiłi
M
im
m
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, August 26, 1951 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1951-08-26 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| Identifier | ZwilaD4000415 |
Description
| Title | 000160b |
| OCR text | --npERTI 5Z mały paczeK ao ? (nylonów) dfw Toronto flnCfll O'1 ' PH li OLENDRZYNSKI jomowany Zegarmistrz : Queen 5t w lorono 1 WA 9055 jimiplki wybór zc- - lssau -- --„ -- jj H5TKOW 1 u—" J1GA! UWAGA! Lwsza Mapa Polski „ttAiTT ODZYSKANY- - aIlJŁI'Z"' A_U„Hm""d" W!I—T Cena $150 „httia w "Związkowcu" 1V _! Toronto Q0ecn oi IDSOR! - WiNuauK! ADANIE OCZU 3ERANIE UlsULAruj w LOWN OPTIOAL GO -- Okuliści — Ouellełte Ave Tel 3-85- 83 WINDSOR ONT Pojadamy oddział w IURY ONTAiuu ipLASTERIHG (tynkowanie) i Naprana kominów © Najniższe ceny O Wykańczanie domów O S MATYS lalle) Ave Teł KE 9848 KHA1MY TYCH KUPI-MY OGŁASZAJĄ SIĘ lf -- ZWIĄZKOWCU" PRZEWODNIK ECH KTCOW 1 PKZFMYSŁ I TORONTO ONTARIO {BBS BOMBIER SOA ASEKURACYJNA iJalaW BuiLA B43S BISON STUDIO IlUUD FOTOGRAFICZNY F!GE STREET TEŁ EM 3-35- 65 ' S CZECHOWSKI 1 TOWARÓW SPOŻYWCZYCH m U W Tel WA 6422 LWHARAJEWICZ IrSZOflE ASEKURACJE W Room 207 WA 2S6I F IUDYCKI CIA ROWERY PRALKI pa 5T W TEŁ EM 4 3583 lUÓB KĄDZIOŁKA iJiIRACTOR BUDOWLANY flCRAN AVE TEL EM 3-18- 35 IKOSTROWSKI KIEP JUBILERSKI Q0BH ST E TEL GE 5053 I KRUZEL EAWEC 1 KUŚNIERZ [™ r W TEL LY 6493 iOFIA LACHOWSKA 1'aA POWFRY PRATri I3TOI ST W TEL ME 1539 ŁUKOWSKI IWAHOR BUPOWLANY j 30w automatczne egrze-- iwaras poatoal 1 nMJ LO 4337 Ł MARKOWSKI ' GALANTERII MESaEJ UAM5ŁIEI 5T W TEL EM 3-27- 09 pT MUSZYŃSKI P"raxroH PODŁOGOWY r- - "' ioronia u KR7S A NAPRAWA 2®UJIA 1 NABIAŁ l"1 MŁ A478 PARIO BREAD CO IKKIA PIEKARNIA pmgton Ave LA 4921 Wttł BŁUGtoo:n fil 5AMSa KRAWIEC F--- '° Ał£wwrI" iZÓŁTATJTPrwn I ° " ME 'CKĘD1T_JUWELLEKS Pe 6441 wunki Spłaty- - I WA 1493 "wojuj k J525I & - i ~ " """ "" —"— '-'tJw~-- E5J5iB i „ Redaguję Barbara Głogowska Zagubiony promyk słońca Ithe Lost Sunbeam) Noc się kończyła Słońce wy- szło właśnie na niebo i pierwszy pęk promieni słonecznych rzu- ciło na śpiącą ziemię Jeden pro myk upadł na lasy Zaraz zaczął skakać po drzewach budzić ptasz ki w gniazdkach zwierzęta w nor kach muszki pod listkami Drugi upadł na pola i ozłocił zboża dojrzałe któie dziś właś-nie ludzie mieli zacząć kosić Inny zajrzał do domów ludz kich Uświęcił twarze ludzi Ci zaraz zaczęli wstawać szykować się do pracy Tylko dzieci me tu dził promyk bo na nich jeszcze było za wcześme I tak każdy ze słonecznych pro myków budził świat i swym zło tym blaskiem rozpędzał cienie nocy A wszystko i ziemia i ptaki i zwierzęta i ludzie uśmiechem witali słońce Jeden najmniej szy promyk spłynął na ziemię i zatrzymał się nad jeziorem wśród zielonych lasów Przej-rzał się w wodzie która była gładka jak lustro i pomyślał: — Ciemno tam w głębi wody Skoczę w tę głębię tam się ucie sza moim przyjściem I promyk słońca wpadł w wo-dę jeziora Gdy stanął na dnie i rozejrzał się przeraził się nasz promyk Ciemno tu było że nawet jego słoneczny blask ledwo co świe-cił Na dnie jeziora rosły jakieś ciemne dziwne rośliny Ucieszył się promyk — Macie tu trochę blasku sło-necznego będziecie mocniejsze i bardziej zielone Ale wodne rośliny odpowie-działy: — Nie potrzeba nam blasku słońca My możemy rosnąć w ciemności LAJWyMSAAAAjj' ''''u JERZY ŻUŁAWSKI jj SU' Zobaczył promvk kilka wiol kich ryb przepływających koło mego i rzucił w nie snop świat-ła Ale ryby rozgniewały się: — Zabierz swój blask i wynoś się stąd mały Oślepiasz nas i niepokoisz tylko Zasmucony promyk zaczął drować ku brzegom jeziora Wy-nurzył się z wody wśród traw i trzcin nadbrzeżnych gdzie spa-ło ukryte w gęstwie stadko dzi-kich kaczek Mama kaczka strzepnęła piór ka i zakwakała: — O jak jasno Dzień się bu-dzi Wstawajcie dzieci! — Przynajmniej ci się ucieszy-li moim przyjściem Zostanę z niemi Będę im przyświecał gdy wyjdą szukać na wodzie pożywie-nia I promyk słońca został nad brzegami jeziora 0 kózce która się dziwiła Miał Walenty małą kózkę Nie wiele świata wdziała bo i skąd? Była młoda i nigdzie nie wycho dziła Bardzo tego żałowała Chodziła wielkim podwórzu i wszystkiemu się dziwowała — Jaki ten koń wielki — my ślała z zazdrością — a jak Kru-czek szczeka Kiedy znów patrzyła na jaskół ki żałowała że nie ma skrzydeł i nie może fruwać w powietrzu Stale byia niezadowolona 'ze swego losu ' Zabrała ją kiedyś Walentowa na lakę Dopiero nasza kózka się dzi wowała — Skąd tutaj tyle trawy i kwia tów? A kiedy stanęła nad strumy-kiem i zobaczyła w wodzie odbi-cie swej koziej figury zdziwiła nfrrwvyryyyvvvvv'wvrr'vv'in'rvr DR N LAIIDIS SPECJALISTA OD CHORÓB WENERYCZNYCH Lekarz Chirurg i Akuszer' Godziny: od 1 do 3 po poł odi 6 do 9 wieczór ł na zamówienia TELEFON: WA 6555 '—''387 "DU"NDAS ST W — AUKUNAU wę po nhncnruratTaEaTactHiiHiBinrEJiaiiBrnrBiicjHiEtcmninin Polski Sklep z Meblami — Meble do każdego pokoju Radia i różne przyrządy elektryczne Wykonujemy na zamówienia najnowszego stylu chcsterfields" Studio Couches Materace i Kołdry Robota solidna i gwarantowana - PIOTR CZECH właściciel 361 Oakwood Av obok Rogers 0R 1143 Totpnto HiiniiHiiniitairaiiniiniiHJHiiHiiHiiniaioiiBiiaiiiHiHiiHiHjniiHiB 20 Dolina posuwamy się dość szybko i względnie łatwo Szero-kich pięter juz nie spotykamy a mniejsze wyniosłością nie zajmu-jac- e całej szerokości doliny dają się omijać Teraz słonce stoi tak na niebie ze oświeca oba jej brzegi Z jednej i drugiej strony wznosi się potężny wał górski do czterech tysięcy metrów wyso-k- i Dolina kilkanaście kilometrów szeroka na owym piętrze zwę-ża się ku północnemu wschodom Wygląda to tak jakby się jej ściany zbliżały ku „nmim nmetn nnd sznur wyraba wrażenie ze się posuwamy 'w_™ £„ „' V" oWp ' - korytarzem uay spojony f- - " ' ' u" =w7ou w„farP ™rinbnv do maleńkiej ale rss _ __i AAi hmrp-n vikhi „wtv™ueQiułLniiuninicpi „s_z_--m_ atem — szczeroy wsiuu uiaiji" łudzi - - głośno w kle zdaje mi się ze to niebo nie Trzecia doba księżycowa metrów i zbliżamy się do UJSC1f„°„7bu Łonach są coraz niższe na zwęża się coraz JW" ™ Ujście wąwozu na FJg™ zblizamy a skały two je się rozprzestrzeniać w jaKS ę wjedzie rzace'tę bramę rosną nam jofflu my znowu na płaszczyznę 0nbmę pobyliśmy dzisiaj! Od O! jakaż SStestem spoglądając ku kilkudziesięciu godzin Qn dogoryWa co do JŚ£ S£K - ™m MC możemy przeprawy przez szczelinę za- - Ostatnie wstrząśnięcia podeus e drogl szkodziły mu jeszcze ĄWgg6na przeszkodę która gdy pod 3- - w dł JJSa na Marę Im-- o mało nie zmusiła nas Jznaa0dCenoryz0ntem i cała zachodnia brium Słońce stało juz SyTcieniu rozjaśnionym za-stro- na doliny tonęła w jgJ ziemi Musieliśmy 1S£!Si£ aby uniknąć zagubienia i ' wy --— yZWIĄZKOylECSIERPIEfttAUGUS-nlżóST- ! się jeszcze bardźie'j — Skąd się ta kózka tam wzie ła? Zaczęła ze zdziwienia kiwać głową Druga kózka też To już zgniewało naszą kózkę Podskoczyła ze złości Tamta też — A jaka ona ładna — pomy- ślała — żebym ja taka była Nadstawiła rogi Druga koza też — To już za wiele tych drwin! Pochyliła się jeszcze niżej" i skoczyła na drugą kozę — Brrrr brrr — zatrzęsła się w wodzie Gdzie jest ta druga kózka? Ale na wodzie były tylko wiel kie kola — Gdzie ona jest — myślała — unyna się scnowaia A może są kozy co żyją w strudze Całe szczęście ze było płytko i nogami sięgała dna Zamyśliła się kózka nad tą dru gą kozą — Co się z nią stało? Z zadumy wyrwała ją dopiero Walentowa która właśnie stanę-ła nad wodą i zaczęła wołać kóz-kę do domu — Meee meee — już idę — od żywa się kózka i wyskakuje na brzeg Rzeczka Płynie wije się rzeczka Jak błyszcząca wstążeczka Tu się srebrzy tam ginie A tam znowu wypłynie Woda w rzeczce przejrzysta Zimna bystra i czysta ' Biegnąc mruczy i szumi Ale kto ją zrozumie? Tylko kamień i ryba Znają mowę tę chyba Ale one jak wiecie Znane milczki na świecie Zagadka 1 Pytała się pszczółka małej żabki w trawie: jakich kamieni jest najwię-cej w stawie? (staw — pond) ipAi5ioi[ Zagadka 2 Na ziemi i w wodzie ze wszystkimi w zgodzie Woła zawsze: Tak tak tak Powiedz co to jest za ptak? BJIZDB}! POLAK — WĘGIER PWA BRATANKI W E GfIE R S K A RESTAURACJA "NEST" Polskie ' i węgierskie potrawy: gulasz gołąbki papryka sznycel po wiedeńsku i inne Tanio! - Grzecznie! - Czysto! 2G3 COLLEGE ST _ Teł MI 0337 _ (róg Spadina) r-~- — —— - ~ ot MOJ PIERWSZY ŻOŁD Ileż to latiminęłod tego cza-su? Ano chyba dziesięć" tak to właśnie było gdzieś w tym okresie Właśnie to "gdzieś'' jest charakterystyczne bo w "tym okresie" nie wiedziało się dokładnie miesiąca a juz na pew no dnia Było to w 1941 roku w Guza-rz- e w jednym z ośrodków PS K (Pomocnicza Służba Kobiet) w Rosji Jedyna data która utkwiła mi w pamięci to 14 lipca Dlaczego właśnie ta data? Nie wiem Mozę zdarzyło się coś co przypominało rocznicę rewolu-cji francuskiej? Ale skąd ani cienia podobieństwa A więc co? Poprostu data która w przyszłości miała być pomocna przy ewidencji Kto miał "zaszczyt" być w Gu- - zar ten napewno pamięta "gór-kę" gdzie pod pojedynczymi so-wieckimi namiotami rozlokowa-ły się ochotniczki przeważnie młode dziewczęta przed któremi cudem otworzyły się drzwi wię-zień łagrów czy tak zwanych wol nych zsyłek Guzar znany jest jako jedno z gorętszych miejsc na świecie Zi-mowe umundurowanie spodnie battle-dres- s koszula plus buty naturalnie wszystko męskie i co najmniej o kilka numerów za duże i nieodzowna rzecz dla "zol nierza" - karabin stanowiło po- - ważne dla kobiet obciążenie W tym całym ekwipunku prowadzo no regularnie- - codziennie o 12 godzinie-- w południe musztrę in struowaną przez nieludzkiego po rucznika K" Wyżywienie przy tymwięcej niż słabe Wszystko w sumie i z'osobna nie wpływało dodatnio na wycieńczone organi-zmy v J ' Ale znów odbiegłam od tema-tu przecież mam pisać o żołdzie A więc w jeden z takich upal-nych dni otrzymałam swój pier-wszy żołd Całe dziesięć rubli Miałam do wyboru albo scho-wać i czekać na następne dzie-sięć za jakiś nieokreślony żadny-mi przepisami czas albo kupić jeden funt cebuli lub kawałek kawona może z litr mleka do-dać do tego rację dzienną chle-ba Może udałoby się namówić Uzbeczkę czy Kirgizkę na ładną gałązkę winogron? Chociaż wąt-pięjpieniąd- ze nie były wówczas modne Ot za takie spodnie czy buty Ho ho dostałabym chy ''by poł Giizaru Ale o tym było nawet strach pomyśleć Wysłano mnie jako gońca do Sztabu do miasteczka które leża-ło (jak mi się wtedy zdawało chy-ba ze sto mil od naszego obozu) w rzeczywistości nie więcej po-nad 2 mile Przepisowo zameldowałam się zastukałam kilka jrazy w co naj-mniej o trzy numery za duże bu-ty oddałam polecony mi list się w nocy Wał dochodził tutaj 'największej wysokości i olbrzymi wznosił się stromo nad nami tak prawie jak pionowa krawędź Alp pod którą przesuwaliśmy się przed południem Otóż w tym miejscu nagle spotrzegliśmy o 'paręset kroków przed sobą czarną pręgę zagradzającą nam' drogę na całej szero-kości Przedtem nie widzieliśmy jej z powodu lekkiej wyniosłości gruntu Gdyśmy się do niej zbliżyli okazało się ze jest to szczeli-na przecinająca na poprzek oba wały skalne i dno doliny WypeJ niona była grubym cieniem az po brzegi tak że nie mogliśmy się nawet domyśleć jej głębokości Tysiące metrów wysokie ściany gór rozdarte nią były aź do podstawy Zatrzymaliśmy się bezradni nad tą nową a nieprzebytą przeszkodą Widzieliśmy na mapie tę szczelinę przeżynającą wyżynę któ ra dzieli Marę Imbrium od Marę Frigoris az gdzieś od północnych stoków Platona w południowo - wschodnim kierunku ale nie przy puszczaliśmy aby była tak głęboka izby krajała i dno Poprzecz-nej Doliny lezące od dwu do trzech tysięcy metrów niżej od po-ziomu okoliczynch wyżyn rozciągniętych poza wałami Pot mi wy-stąpił kroplami na czoło gdym zobaczył tę otchłań tuz przed na-mi Piotr zaczął kląć z cicha Tymczasem Tomasz zaniepokojony zarówno naszym zacho-waniem jak i tym że wóz stoi zaczął się dopytywać co się stało Baliśmy się powiedzieć mu prawdy on jednak nie dowierzając widocznie naszym wybiegom zebrawszy ostatek sił podniósł się i wyjrzał przez okno Patrzył przez chwilę a potem położył się spokojnie i na pozór obojętnie Z ust wypadło mu tylko: — Oni nie chcą abym żył — Kto? — zapytałem zdziwiony — Bracia Remognerzy — odpowiedział chory i zamilkł przy-mknąwszy oczy jakby już oczekiwał śmierci Nie mówiłem z nim więcej i nie miałem nawet czasu zastana-wiać się nad znaczeniem tych dziwnych słów gdyż trzeba było na radzić się z Piotrem co począć teraz Myśleliśmy już nawet o po-wrocie~- na Marę Imbrium gdy Piotrowi przyszła szczęśliwa myśl aby --za pomocą silnego reflektora oświetlić dno szczeliny i zoba-czyć jak właściwie jest głęboka Zbliżywszy się tedy do samej krawędzi puściliśmy promień światła elektrycznego Szczelina dość w tym "miejscu wąska nie była też głęboka Natomiast dno jej zasypane było całkowicie gruzem wśród którego sterczały o-grom- ne odłamy kamienia Podobne to było do wyschniętego łoży-ska potężnego strumienia górskiego I kto wie czy tędy w istocie nie płynęła kiedy woda skorzystawszy z drogi utworzonej przez inne siły? Blask reflektora przesuwał się po czarnych bezładnie spięt-rzonych głazach błyskał na czołach wynioślejszych i ginął w głę-bokich nieregularnych rozpadlinach a my patrzyliśmy ciągle nie umiejąc nic postanowić Wtedy Marta zbliżyłafsię ku nam — Czemu nie puszczacie się w drogę? — zapytała takim gło-sem jakby nam wydawała rozkaz Vfl £&£ potknęłam się na progu przy wyjściu i wejściu i czeuałam za drzwiami na odpowiedź Aby skrócić sobie -- czekanie a z doświadczenia wiedząc że "Dro ga Służbowa" to nie takie pros-te wyszłam przed Sztab który mieścił się w budynku nadają-cym się na wszystko łnne niz na wojskowy lokal I wtedy wzrok mój padt na napis: "Adin katlet tolko 10 rublej" Wszystko: Sztab mundur bu-ty no i w ogóle cały świat znik-nął mi sprzed oczu został tylko napis Pot tym razem nie z gorącą a wprosi z rozkoszy która rnnio czekała zalał mi oczy i zupełnie nie czując poprzedniego zmęcze-nia "popłynęłam" prosto do re-stauracji Byłam tak żądna tego kotleta ze nie zauważyłam inne-go znacznie większego napisu wiszącego tuz obok Weszłam i opaiłszy się zdecydo wanym ruchem o ladę gromkim głosem zawołałam: "katlet" Wy-lazło "coś" z za lady i spytało: "gienge jest?" (masz pieniądze) Tu nie wytrzymałam i mając je-szcze dobrze brzmiący słownik "wyrazów specjalnych" nabyty w łagrze odpowiedziałam: "ot durak smatryj 10 rublej " i aby nie było juz żadnego "ale" rzuciłam 10 rubli na ladę "Za-zd- y sczas budiet" (poczekaj zaraz będzie) odezwało się to "coś" i porwało pieniądze O Boże zamarłam na moment Czyjaś mocna ręka chwyciła mnie za ramię Za mną stał żan-darm Normalny polski żandarm "E Ochotniczka nie nau-czyli wasczytać po polsku? Prze ciez jak byk jest napisane że żołnierzom i ochotniczkom nie wolno wchodzić do tej budy" To' był ten drugi napis — Ale Panie żandarm ja tylko kotleta — zdążyłam wyjąknąć Ale ten bez najmniejszego szacunku dla "białogłowy" Wyprowadził mnie na drogę To był okres w którym nie u-miał- am płakać bo gdybym po- trafiła to zalałabym łzami cały sztab Tymczasem żandarm znik-nął za czymś co miało być drzwiami sztabowymi a ja zosta łam oko w oko z napisem "Adin katlet " Poczekałam chwilę aby dać czas żandarmowi zapom nieć o moim skromnym istnieniu ale przez ten czas coza straszno myśli cisnęły mi się do głowy 4—- - - nj-p-frł-jitfl— fi-łW- p yjr "fwjF'" STRONAtr-m- t żeposiadacz kotleta! moich ple niędzy możo wmiędzyczasie za-pomnieć jak wyglądam lub po-prostu niechcieć sobie mnie przy pomnieć co równałoby się o nie Na samą myśl o tym zimno robiło mi się w okolicy krzyża minio niesamowitego wprost u-pa- łu Postanowiłam poczekać je szcze chwilę i mimo wszystko wrócić po kotlet Tak też zrobi-łam chyłkiem wsunęłam się do budy i szybko już od progu za-wołałam: "Dawaj katlet poby-strej- " "Padażdy niwnnosz-ko-" — odpowiedziało spokojnie indywiduum! Ale nic dane ml by ło i tym razem "Podażdać" bo znów ta sama nieubłagalna ręka tym razem mocniej l bardziej stanowczo spoczęła na moim ra-mieniu "To ze Was czytać do cholery nie nauczyli to wierzę ale ze polskiego Łluwa mu lozuiniucic 10 na u o nie wyluymam — lwaibz nu w luj cnwni oo jjk je szczu raz złapię lo wsauzę uo kryminału" — wykrzyknął zno-wu znajomy juz nu żandarm Magiczne siowo Kiymmal wy-warto na mnie natychmiastowy skutek W ułamku iekundy sta-nęły mi przed oczyma (przed chwilą miałam jeszcze jedynie kotlet w świadomości) wszystkie "odbyte kryminały" przez Wygo-dę Stanisławów lwów i te "za-gianiczn- e" az do Workuty Błys-kawicznie i zręcznie o ile pozwą lała mi na to moja "zbroja" wyr-wałam się władzy i w przeciągu bardzo kiótkicgo czasu znalaz-łam się na Górce naturalnie za ponunając o meldunku który miałam zabrać ze Sztabu Dalszych losów nie będę opi-sywać były przykre dla mnie a dla czytelnika znającego czwartą część regulaminu wojskowego rzecz będzie prosta Następny żołd w sumie 10 tu-manów perskich dostałam w Te-heranie za które chciałam z Ha-linką K ale to już był dru-gi żołd Irena J Płacąc na czas pronumornte o-łałw- iau pracę Wydawnictwa " VT V V 't " V ł" :::{ HAMILTON DO SPRZEDANIA i DOM MUROWANY v8 pokojowy twarde podłogi [Polska dzielnica blisko koś- - idola dogodna tiansportacjai V TWn rrrtynin lUL-fAtn- o A~ ! X objęcia — Informacje: f $63 Chejfnur Avo — Hamllłon? POLSKIE BIURO INFORMACYJNE kpimrrezZlwegadrnłasayPtctacwyrwhzjinyaicygicoiwehtloszzawwełwlaaktnOiweipetgitraoaopwnweiiruałeonddozszempnaroijauucwnsicpmktrwaarjweąstypkpooodkwnaańdynecanhdpcyojmjiwsokcipkeorwas1zjuŁustapkrorikawrwSa-ajtaonawciłh-uye W każdej sprawie możecie się zwrócić o pomoc ł wskazówki! pisząc do nas Otwarte wieczorami od 7 do 8-m- eJ we wtorki i czwartki Codzień od 10 rano do 5 po poł Soboty do 3 po poł 751 Dundas Street West — Toronto Ontario — Tel PL 4067 ] A potem dodała wskazując na Tomasza: — Ja muszę żyć dla niego przy mnie teraz nie potrzebu-jecie się niczego obawiać Spojrzeliśmy na nią w zdumieniu Co się z nią stało? Nigdy się jeszcze lak do nas nie odezwała Oczy błyszczały jej dziwnie w całej postaci w słowach i w ruchu znać majestat jakiś nowy a pewny siebie Oh! jakże ta kobieta jest piękna ji godna pożądania! Varadol wpatrzył się w nią płomiennym wzrokiem a mnie nagle ogarnęła wściekłość na niego Chwyciłem go brutalnie za ramię i krzyknąłem cały zapieniony: — Czy nie widzisz że nie mamy czasuydo stracenia! mów w tył czy naprzód jedziemy? Piotr zwrócił się do mnie gwałtownie i tak przez chwilę mie-rzyliśmy się wzrokiem gotowi skoczyć sobie do oczu Wtem zabrzmiał półgłośny szyderczy a pogardliwy śmiech Marty Doznałem nagle wrażenia jakby mi się skóra jeża wbijają w serce setką kolców Spuściliśmy obaj wzrok zawstydzeni a ona odeszła wzruszając z lekka ramionami Uczułem ze zaczynam ją' nienawidzić Ostatecznie postanowiliśmy spuścić się w szczelinę-1-przebyć- -ją po zaścielających ją głazach Łatwiej to było powiedzieć rU wykonać Znalazłszy w jednym miejscu tuż pod wschodnią ścianą doliny skośny upłaz poczęliśmy zsuwać po nim wóz z największą ostrożnością Najgorsza jednak przeprawa czekała nas na dnie szczeliny Nie dochodziło tu już światło słońca ani Ziemi lak że znaleźliśmy się w nocy absolutnej Wprost nie umiem opowiedzieć liudów przebycia tychparuset metrów Reflektor latarni elektry-cznej roświellał tylko wąski pas przed nami nie podobna się by- - ło prawie orientowaćNaprzemian jeden z nas szedł naprzód pie-chotą a drugi pozostawał przy sterze Wóz nachylał się ciągle podskakiwał uderzał o głazy lub opadał: raz uwiązł nawet tak ze zwątpiliśmy czy nam się go uda wydostać Wreszcie dobiliśmy do przeciwległej krawędzi szczeliny Na szczęście grunt się tu był obsunął przez co utworzyła się pochyłość po której z pomocą '"łap" wdarliśmy się na górę W połowie pochyłości mniej więcej dostaliśmy się już w świa tło słoneczne Przejście od cienia do blasku za jednym podrzutem (wozu było tak szybkie że musiałem zmrużyć oczy przed tą jasną falą zalewającą nas nagle Gdym rozwarł powieki i obejrzał się po za siebie doznałem wrażenia ze całe przebycie szczeliny było snem O paręset' kroków za sobą widziałem krawędź raptownie u- - rywajacego się gruntu między nią anami był pas absolutnej czar iności Miałem tylko jakby niejasne wyobrażenie że przed chwila byliśmy tam na dnie tej jak się zdawało bezdennej rozpadliny w tej gęstej nocy — żeśmy się tam przedzierali po czarnych okro pnych głazach błyskających przed nami w świetle elektrycznym tak nagle i na krótko jakby naraz z nicości powstały i napowrót się rozpływały w-nicoś- ć — alenie mogłem wprost uwierzyć w' rze' czywistość tej straszliwej przeprawy '- - VJ %gy%£ KU m SmlHL8il 1'isftiH omrali nffl !' lV~i)ł wV K 3 6in='imwtttiłi M im m |
Tags
Comments
Post a Comment for 000160b
