000196 |
Previous | 3 of 24 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
I i
i
r
I
ii
$
f
l
U
& w '' ił --fit - V~y " "vif '?
'--J ¥ '? -- I
f " { fS i M
NR 2627 ZWIĄZKOWIEC MARZEC (MYreh) 2- 9- 1972 STR 3
Życzenia z Toronto
nff:&v&ayrm&mxxm
Kochanym Parafianom
Drogim Braciom-Kapłano- m Wielebnym
Siostrom Polonijnym Organizacjom Młodzieży
i Dziatwie Polskiej
DUCHA ZMARTWYCHWSTAŁEGO PANA '
życzą
DUSZPASTERZE PARAFII
MATKI BOSKIEJ
O S BADERSKI OMI
0 A BAGSIK OMI proboszcz
1996 Davenport Rd Wesr Toronto Onh
::0:a8a::}::::sa:
N vv-- N
mml
NAJSERDECZNIEJSZE ŻYCZENIA
WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH
składa
Jan Alexandrowicz LLM
NOTARIUSZ DLA PROWINCJI ONTARIO
Kontrakty pełnomocnictwa testamenty
oraz akty i czynności prawne określone
w ''Ontario Notaries Act"
618-- A Queen St W — Toronto Ont
Tel 368-544- 1
3ecaOE3eE36C30E3OE3eE30E3OnOE3Qt3K36i3QE3eC30e3O£je(3OE39£3QEj6£30C3Oe3K33eeaeei0E30I3eEjO£36C3Ot!
ks:::ss::::::ss
Serdeczne
Wesołych świąt
Wielkanocnych
Rodakom
w Kraju i Zagranicą
Prasie Polskiej i
Organizacjom Polonijnym
oraz Polskiej Młodzieży
Akademickiej w Kanadzie
składa
Jerzy Witold
ALEXANDRQWICZ
MA LLB LLM (Harvard)
Barrister at Law
Profesor Prawa na Queen's University
Ontario
:ss!(::s:&::s:
Serdeczne życzenia
Wesołych Świąt
Wielkanocnych
Wielb Duchoioicńshcu
Organizacjom
i całej Polonii
sldada
CZESŁAW ŚMIECH b Comm
(CHESTER SMITH)
Dyrektor Ontario Credit Union League
Honorowy Prezes Sekcji Młodzieżowej
Kasy Oszczednościowo-Pożyczkowe- j
przy parafiach św Stanisława
i św Kazimierza w Toronto
Biuro:
2489 Bloor St W — Toronto 9 Ont
Suitę 207 Tel 766-819- 7
ift&n
życzenia
Kingston
Śg UcJofyp
eułuuja
3T
m-i- m l
Wiązankę Serdecznych Życzeń
Wielkanocnych
składa
Henryk W Harajewicz
BiURO ASEKURACYJNE
Ubezpieczenia wszelkiego rodzaju
479 Roncevalles Ave Toronto Ont
Tel 531-094- 5
ga
m
Cezary Bacciarelli
KACZORY! KACZORY!
Pewnego dnia w końcu
kwietnia 1933-g- o roku dzwo-ni
telefon Podchodzę do
biurka podnoszę słuchawkę
i sakramentalne: hallo!
— To ty Cezary? — sły-szę
daleki głos Witolda S
— Tak! Serwus Witoldzi-ku- !
— krzyczę dość głośno
bo marnie słychać
— Serwus! Co u Was sły-chać?
Wszystko w porządku?
— pyta
— Bogu dzięki! A u was
co nowego? — zapytuję z
kolei ja
— Właściwie nic a raczej
— tak! Słuchaj! Mam dla cie-bie
propozycję! Trzydzieste-go
kwietnia wybieram się z
dwoma kompanami w Piń-szczyz-nę
na kaczory Pomy-ślałem
że to coś dla ciebie!
Polowałeś już kiedy z kry-kuch- a? Nie? No widzisz!
Jedź z nami! Nie będziesz
żałował gwarantuję ci za to!
namawia mnie
— No dobrze! A do kogo
wy tam jedziecie? — pytam
— Ja od zeszłego roku na-leżę
do tamtejszego Kółka
Myśliwskiego a ty pojedziesz
ra prawach mojego gościa
Zaproszenie dla ciebie już z
prezesem Kółka — panem W
w Warszawie obrobione
Chodzi tylko o twoją zgodę
Daj się namówić i jedź! Pow-tarzam
ci że nie będziesz ża-łował!
— wykrzykuje dość
głośno gdyż znowu coś słabo
słychać
Witold S dyrektor cuk-rowni
Środa pod Poznaniem
był moim starym przyjacie-lem
jeszcze ze szkoły a od
dwunastu lat i kuzynem
gdyż ożeniłem się z jego cio-teczną
siostrą Znałem go do-brze
i wiedziałem jaki z nie-go
myśliwy Wolał sto razy
zająca na półmisku jak w
polu Jeżeli więc on połknął
haczyk na te kaczory to mu-si
to być rzeczywiście chyba
coś emocjonującego Nie na-myślałem
się też długo i mó-wię
że zgoda!
— No widzisz! Wiedzia
łem żeś porządny chłop! Co
do kompanii to się nie
martw będziemy mieli dob-rą
bo panowie Z i G są
sympatycznymi ludźmi Zre-sztą
Kazia G znasz — mówi
zadowolony — A więc trzy-dziestego
kwietnia o godzi-nie
ósmej wieczór spotyka-my
się w Warszawie "Pod
Bachusem" na kolacji O pół-nocy
mamy pociąg do Piń
i Horodyszcza wkracza
stacji aby
szła przeszkoda to nasze
zadzwonię w pobliżu
dzwoń mnie
— wyjściu
— — następuje kordialne
— A ile naboi trzeba
wziąć na wyprawę?
— Mnie to wystarczy set-ka
ale z twoim strzelaniem
diabli wiedzą? Weź dla
pewności dwieście
Na trzy dni powinno ci
starczyć! No a tymczasem
serwus i do zobaczenia za
trzy dni! — kończy i od-kłada
słuchawkę
Trzydziestego kwietnia
tak jak było umówione spo-tykamy
"Pod Bachusem"
Kompanami Witolda są pan
Kazimierz G eks-lotni- k nie-miecki
z pierwszej wojny
światowej obecnie impor-ter
win reńskich zamieszka-ły
w Poznaniu oraz pan Hu-go
Z ziemianin spod środy
członek narządu cukrowni
Kolacja upływa nam w mi-łym
nastroju ale trzeba my- śleć o wyjeździe Pociąg wy-chodzi
wprawdzie dopiero
parę minut północy i ma-my
jeszcze sporo czasu ale
jak chcemy jechać wygodnie
i razem to musimy być na
Dworcu Wschodnim trochę
wcześniej aby zaraz pod-stawieniu
pociągu zająć dla
cały
Toteż płacimy rachunek
i każdy z rusza swoje
manatki a potem wio na
dworzec
zajęciu przedziału roz-mieszczeniu
walizek i
ze strzelbami siatce
podnosimy oparcia i szyku-jemy
sobie spanie Witold
ja jako młodsi mamy spać
na górze panowie Z i G na
dole Zagospodarowujemy się
aoore gdyż droga w wa-gonie
trwać czternaście
godzin
pewnym czasie
rusza! Jeszcze trochę gadani-ny
i wreszcie jeden dru-gim
zasypiamy smacznie "
mnie blask słońca
padającego prosto w o-c- zy
wrzawa i tupot nóg ludz
kich peronie się
nie śpiących już towarzyszy
drogi za stacja? —
W-JŁAwCAfcftŁ-
&i
Brześć nad Bugiem — odpo-wiadają
Po chwili słyszymy tuż pod
oknem wagonu głos chłopa-ka:
Herbata! Gorąca herbata!
Herbata! — Witold otwiera
okno i prosi o cztery szklan-ki
Potem ściąga z siatki
mniejszą ze swych dwóch
walizek otwiera ją i zapra-sza
do biesiady A biesiada
dla zgłodniałych żołądków
jest w niej nielada Jajka na
twardo butersznyty z szyn-ką
i polędwicą razowy chleb
z salami i serem i wiele —
wiele innych przysmaków
Zawijamy też to wszystko
aż uszy nam się trzęsą
Nie potrzebujemy się przy
tym zbytnio spieszyć z pi-ciem
herbaty gdyż pociąg
stoi tu dłużej Odbywają się
jakieś przewekslowywania
kilku wagonów z naszego ze-stawu
do pociągu idącego na
Stołpce a przyczepianiem
innych do naszego Godzina
jest około szóstej rano Za-nosi
się na piękny słonecz-ny
ciepły dzień
mniej — więcej pół go-dzinie
ruszamy dalej W Ża-bin- ce
pociąg nasz idący na
Łuniniec skręca lekko na
południowy-wschó- d i zaczyna
się wlec jakby mu pary bra-kowało
w kotle A i postoje
stacjach odbywają się co-raz
dłuższe życia sta-je
się powolniejsze Na każ-dej
stacji na peronie pełno
ludzi ale nie podróżnych
tylko takich którzy przyszli
na pociąg się pogapić Wi-docznie
jest on dla nich
atrakcją!
Obserwujemy przez okno
typowy już krajobraz pole-ski
Nie jest on mi obcy wo-jowałem
tu przez całe lato
1919-g- o roku ale trochę
bardziej na południe
Pomału zbliżamy się do
Pińska pewnym momen-cie
widzę niedaleko toru
przechadzającego się spokoj-nie
moczarze czarnego
bociana Wciągam powietrze
nosem jak rasowy wyżeł! To
już jest coś!
odpowiednio długim
postoju w Pińsku pociąg ru-sza
dalej aby po dwudzie-stu
minutach zatuymać
wreszcie na -- tacji Horodycz-u- e
Do naszego przedziału pod
przewodem jakiegoś jegomo-ścia
w zielonym strzeleckim
kapeluszu z zatkniętym za
wstążką wspaniałym piórem
ska naszej cietrzewia dwóch
końcowej Gdyby za--] czy trzech poieszuków
jakaś al- - zabrać rzeczy i zanieść
ja do ciebie (je na stojące wóz-alb- o
ty do A te- - ki
raz pa! i do widzenia! Po z wagonu na
Hallo! Hallo! wołam 'peron
jeszcze
tę
to cię
pięćdzie-siąt!
się
a
po
po
siebie przedział
nas po
Po i
futera-łów
na
i
na
ma
Po pociąg
po
Budzi
mi
na Pytam
co to
Po
na
Tempo
W
po
Po
się
bo
powitanie Witolda i panów
Z i G z kapelusznikiem i
przedstawienie mnie Okazu
je się że jest to "łowczy"
Kołka — pan Wussow
Już w drodze słyszałem o
nim coś niecoś od Witolda
to też przyglądam mu się
ciekawie Był przez szereg
lat bażantnikiem u Księcia
Radziwiłła w Poznańskim
ale przed pewnym czasem
musiał posadę opuścić ze
względu na trunkowość! Na
pierwszy rzut oka widać od
razu że to stary wyga i ob-łata-ny
"gość" w wyższych
sferach Przeszło pięćdziesię-cioletni
średniego wzrostu
ciemny blondyn z długimi
wąsami i oczkami jakby tro-szeczkę
za mgiełką jak to
zwykle bywa po dobrym
przepiciu Ubrany w dość
podstarzałe cywilne ubranie
i długie buty Jedynie ten
kapelusz świadczy o jego
wyższej hierarchii społecz-nej
Przechodzimy przez tory i
po piaszczystej pochyłości
schodzimy nad breg jezio-l- a
do czekających na nas
wózków Jest ich trzy Małe
wąziutkie z niskimi półkosz-kam- i
o dwóch siedzeniach z
siana przykrytych lnianymi
płachtami Każdy zaprzężony
w małego poleskiego konika
w dudze Koniki ładne i do-brze
utrzymane Poleszucy są
zamiłowanymi koniarzami i
zdaje się że głównym ich
zajęciem jest cnodzenie"
koło tych swoich koników bo
poza tym to są patentowany-mi
leniami Wszystkie cięż-kie
prace nie wyłączając rol-nych
zwalali na swoje baby
Zdziwiłem się usłyszawszy
ceny jakie w handlach mię-dzy
sobą za te koniki płacą
U nas za takie pienią-dze
można by kupić dwa ra-zy
większe i to wcale dobre
Nasi furmani są typowy-mi
poleszukami Niewielkie-go
wzrostu konopiaste roz-czochrane
włosy tegoż kolo- -
ru wąsy a co drugi ma jesz-cze
małą rzadką jakby wy-szarpaną
bródkę Oczy szare
chjtre i zawsze unikające
wzroku tego z kim rozma-wiają
Ubrani w spodnie i rubasz-ne
z grubego lnianego płót-na
własnej roboty Rubaszki
wyrzucane na wierzch na
spodnie i przepasane cień-to- m
rzemiennym paskiem
'a to świtka do kolan z
marnego samodziału koloru
rdzawego Nogi owinięte o-]uc- ami
i obute w chodaki z
lipowego łyka oraz zasznu-rowane
sznurkami do poło-wy
łydki Ubioru dopełnia
kapelusz słomiany o szero-kim
podwiniętym w górę
rondzie
Po dojściu do wózków na
pierwszy siadamy my z Wi-toldem
na drugi panowie Z
' G na trzeci wreszcie —
Wussow wraz z naszymi wa-lizkami
i strzelbami Chłopi
zajmują miejsca na pierws-zych
siedzeniach ale w ten
sposób że siedzą po lewej
stronie wózka na prawym
pośladku ze zwieszonymi na
zewnątrz nogami
Ruszamy! Do Suszycka
gdzie jest kres naszej węd-rówki
mamy około pięciu ki-lometrów
i to ciężkiej pia-szczystej
drogi Tam znajdu-je
sie wynajęty przez Kółko
domek którego połowę zaj-mują
państwo Wussow a w
drugiej czekają gościnnie
dna pokoje na przyjeżdżając-ych
myśliwych Droga jest
piaszczysta to też jedziemy
krok za krokiem Teraz do-piero
rozumiem dlaczego na-s- - furmani siedzą w tak dzi-waczny
sposób Jak tylko zo-baczą
że koniowi zaczyna
być ciężko natychmiast ze-skakują
a właściwie zsuwa-ją
się na ziemię lejce prze-kładają
w lewą rękę i pod-pierając
kłonicę prawym ra-mieniem
pomagają im Po
przebrnięciu ciężkiej drogi
odbijają się nogami od zie-mi
i zasiadają z powrotem w
ten sam sposób O użyciu ba-ta
nie ma mowy! Woleliby
raczej nas poprosić abyśmy
ha chwilę z wózka zsiedli 'i
i (Ciąg dalszy na str 5)
m
BgflgTflmtiil i'fet?ił"IH'Hltgfe
ft
te
te
&'
m
w) f
te
tJoi
w)
w) I
W)
wwwwcwOTwSwSSwwwf 'iś
Z OKAZJI ŚWIĄT WIELKANOCNYCH
wszystkim dwgim Parafianom oraz Rodakom
najsrrdcrznicjszp życzenia
Niecli Zmartwychwstały Pan darzy Was zawsze swoją mocą
radością oraz miłością!
WESOŁEGO ALLELUJA!
OJCOWIE OBLACI
Pśamfil5św Staśnisław?a Kosśtki T'oroJnto 'isrtłciłriło&łołiiłosftrsAKPr S3S'3£:t2S3S3S2lŁA2£A2S
1 ALLELUJA!
p Pamiątka Zmartwychwstania Pańskiego niech opromieni życie
IB nasze nowa nadzieją Niech wzmocni wątłe siły mocą łaski z
B nieba Niech jasnym promieniem Bożego pokoju miłości
IP
tp i szczerej radości ożywi serca wszystkich wiernych Rodaków
Jg Wszystkim składamy WESOŁEGO ALLELUJA fi Ojcowie Oblaci i Parafii św Kazimierza w Toronto fi lillMIIIilllllliIflifliilM
składamy
bratniej
Z okazji Świąt
Wielkanocnych
ZARZĄD I WSZYSTKIE
KOMISJE CREDIT UNION
przy Parafiach
ŚW STANISŁAWA
i ŚW KAZIMIERZA
składajq
NAJSERDECZNIEJSZE
ŻYCZENIA
ii
9
PRZEWIELEBNEMU DUCHOWIEŃSTWU
WSZYSTKIM CZŁONKOM I ICH RODZINOM
CAŁEJ POLONII W TORONTO
&J&£te4£££££&JZL
§
u? &ą
ią
i
CS?
ą
i
&
3?
X5 " ttf eft
4TI M
v
Wl
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, March 29, 1972 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1972-03-29 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000892 |
Description
| Title | 000196 |
| OCR text | I i i r I ii $ f l U & w '' ił --fit - V~y " "vif '? '--J ¥ '? -- I f " { fS i M NR 2627 ZWIĄZKOWIEC MARZEC (MYreh) 2- 9- 1972 STR 3 Życzenia z Toronto nff:&v&ayrm&mxxm Kochanym Parafianom Drogim Braciom-Kapłano- m Wielebnym Siostrom Polonijnym Organizacjom Młodzieży i Dziatwie Polskiej DUCHA ZMARTWYCHWSTAŁEGO PANA ' życzą DUSZPASTERZE PARAFII MATKI BOSKIEJ O S BADERSKI OMI 0 A BAGSIK OMI proboszcz 1996 Davenport Rd Wesr Toronto Onh ::0:a8a::}::::sa: N vv-- N mml NAJSERDECZNIEJSZE ŻYCZENIA WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH składa Jan Alexandrowicz LLM NOTARIUSZ DLA PROWINCJI ONTARIO Kontrakty pełnomocnictwa testamenty oraz akty i czynności prawne określone w ''Ontario Notaries Act" 618-- A Queen St W — Toronto Ont Tel 368-544- 1 3ecaOE3eE36C30E3OE3eE30E3OnOE3Qt3K36i3QE3eC30e3O£je(3OE39£3QEj6£30C3Oe3K33eeaeei0E30I3eEjO£36C3Ot! ks:::ss::::::ss Serdeczne Wesołych świąt Wielkanocnych Rodakom w Kraju i Zagranicą Prasie Polskiej i Organizacjom Polonijnym oraz Polskiej Młodzieży Akademickiej w Kanadzie składa Jerzy Witold ALEXANDRQWICZ MA LLB LLM (Harvard) Barrister at Law Profesor Prawa na Queen's University Ontario :ss!(::s:&::s: Serdeczne życzenia Wesołych Świąt Wielkanocnych Wielb Duchoioicńshcu Organizacjom i całej Polonii sldada CZESŁAW ŚMIECH b Comm (CHESTER SMITH) Dyrektor Ontario Credit Union League Honorowy Prezes Sekcji Młodzieżowej Kasy Oszczednościowo-Pożyczkowe- j przy parafiach św Stanisława i św Kazimierza w Toronto Biuro: 2489 Bloor St W — Toronto 9 Ont Suitę 207 Tel 766-819- 7 ift&n życzenia Kingston Śg UcJofyp eułuuja 3T m-i- m l Wiązankę Serdecznych Życzeń Wielkanocnych składa Henryk W Harajewicz BiURO ASEKURACYJNE Ubezpieczenia wszelkiego rodzaju 479 Roncevalles Ave Toronto Ont Tel 531-094- 5 ga m Cezary Bacciarelli KACZORY! KACZORY! Pewnego dnia w końcu kwietnia 1933-g- o roku dzwo-ni telefon Podchodzę do biurka podnoszę słuchawkę i sakramentalne: hallo! — To ty Cezary? — sły-szę daleki głos Witolda S — Tak! Serwus Witoldzi-ku- ! — krzyczę dość głośno bo marnie słychać — Serwus! Co u Was sły-chać? Wszystko w porządku? — pyta — Bogu dzięki! A u was co nowego? — zapytuję z kolei ja — Właściwie nic a raczej — tak! Słuchaj! Mam dla cie-bie propozycję! Trzydzieste-go kwietnia wybieram się z dwoma kompanami w Piń-szczyz-nę na kaczory Pomy-ślałem że to coś dla ciebie! Polowałeś już kiedy z kry-kuch- a? Nie? No widzisz! Jedź z nami! Nie będziesz żałował gwarantuję ci za to! namawia mnie — No dobrze! A do kogo wy tam jedziecie? — pytam — Ja od zeszłego roku na-leżę do tamtejszego Kółka Myśliwskiego a ty pojedziesz ra prawach mojego gościa Zaproszenie dla ciebie już z prezesem Kółka — panem W w Warszawie obrobione Chodzi tylko o twoją zgodę Daj się namówić i jedź! Pow-tarzam ci że nie będziesz ża-łował! — wykrzykuje dość głośno gdyż znowu coś słabo słychać Witold S dyrektor cuk-rowni Środa pod Poznaniem był moim starym przyjacie-lem jeszcze ze szkoły a od dwunastu lat i kuzynem gdyż ożeniłem się z jego cio-teczną siostrą Znałem go do-brze i wiedziałem jaki z nie-go myśliwy Wolał sto razy zająca na półmisku jak w polu Jeżeli więc on połknął haczyk na te kaczory to mu-si to być rzeczywiście chyba coś emocjonującego Nie na-myślałem się też długo i mó-wię że zgoda! — No widzisz! Wiedzia łem żeś porządny chłop! Co do kompanii to się nie martw będziemy mieli dob-rą bo panowie Z i G są sympatycznymi ludźmi Zre-sztą Kazia G znasz — mówi zadowolony — A więc trzy-dziestego kwietnia o godzi-nie ósmej wieczór spotyka-my się w Warszawie "Pod Bachusem" na kolacji O pół-nocy mamy pociąg do Piń i Horodyszcza wkracza stacji aby szła przeszkoda to nasze zadzwonię w pobliżu dzwoń mnie — wyjściu — — następuje kordialne — A ile naboi trzeba wziąć na wyprawę? — Mnie to wystarczy set-ka ale z twoim strzelaniem diabli wiedzą? Weź dla pewności dwieście Na trzy dni powinno ci starczyć! No a tymczasem serwus i do zobaczenia za trzy dni! — kończy i od-kłada słuchawkę Trzydziestego kwietnia tak jak było umówione spo-tykamy "Pod Bachusem" Kompanami Witolda są pan Kazimierz G eks-lotni- k nie-miecki z pierwszej wojny światowej obecnie impor-ter win reńskich zamieszka-ły w Poznaniu oraz pan Hu-go Z ziemianin spod środy członek narządu cukrowni Kolacja upływa nam w mi-łym nastroju ale trzeba my- śleć o wyjeździe Pociąg wy-chodzi wprawdzie dopiero parę minut północy i ma-my jeszcze sporo czasu ale jak chcemy jechać wygodnie i razem to musimy być na Dworcu Wschodnim trochę wcześniej aby zaraz pod-stawieniu pociągu zająć dla cały Toteż płacimy rachunek i każdy z rusza swoje manatki a potem wio na dworzec zajęciu przedziału roz-mieszczeniu walizek i ze strzelbami siatce podnosimy oparcia i szyku-jemy sobie spanie Witold ja jako młodsi mamy spać na górze panowie Z i G na dole Zagospodarowujemy się aoore gdyż droga w wa-gonie trwać czternaście godzin pewnym czasie rusza! Jeszcze trochę gadani-ny i wreszcie jeden dru-gim zasypiamy smacznie " mnie blask słońca padającego prosto w o-c- zy wrzawa i tupot nóg ludz kich peronie się nie śpiących już towarzyszy drogi za stacja? — W-JŁAwCAfcftŁ- &i Brześć nad Bugiem — odpo-wiadają Po chwili słyszymy tuż pod oknem wagonu głos chłopa-ka: Herbata! Gorąca herbata! Herbata! — Witold otwiera okno i prosi o cztery szklan-ki Potem ściąga z siatki mniejszą ze swych dwóch walizek otwiera ją i zapra-sza do biesiady A biesiada dla zgłodniałych żołądków jest w niej nielada Jajka na twardo butersznyty z szyn-ką i polędwicą razowy chleb z salami i serem i wiele — wiele innych przysmaków Zawijamy też to wszystko aż uszy nam się trzęsą Nie potrzebujemy się przy tym zbytnio spieszyć z pi-ciem herbaty gdyż pociąg stoi tu dłużej Odbywają się jakieś przewekslowywania kilku wagonów z naszego ze-stawu do pociągu idącego na Stołpce a przyczepianiem innych do naszego Godzina jest około szóstej rano Za-nosi się na piękny słonecz-ny ciepły dzień mniej — więcej pół go-dzinie ruszamy dalej W Ża-bin- ce pociąg nasz idący na Łuniniec skręca lekko na południowy-wschó- d i zaczyna się wlec jakby mu pary bra-kowało w kotle A i postoje stacjach odbywają się co-raz dłuższe życia sta-je się powolniejsze Na każ-dej stacji na peronie pełno ludzi ale nie podróżnych tylko takich którzy przyszli na pociąg się pogapić Wi-docznie jest on dla nich atrakcją! Obserwujemy przez okno typowy już krajobraz pole-ski Nie jest on mi obcy wo-jowałem tu przez całe lato 1919-g- o roku ale trochę bardziej na południe Pomału zbliżamy się do Pińska pewnym momen-cie widzę niedaleko toru przechadzającego się spokoj-nie moczarze czarnego bociana Wciągam powietrze nosem jak rasowy wyżeł! To już jest coś! odpowiednio długim postoju w Pińsku pociąg ru-sza dalej aby po dwudzie-stu minutach zatuymać wreszcie na -- tacji Horodycz-u- e Do naszego przedziału pod przewodem jakiegoś jegomo-ścia w zielonym strzeleckim kapeluszu z zatkniętym za wstążką wspaniałym piórem ska naszej cietrzewia dwóch końcowej Gdyby za--] czy trzech poieszuków jakaś al- - zabrać rzeczy i zanieść ja do ciebie (je na stojące wóz-alb- o ty do A te- - ki raz pa! i do widzenia! Po z wagonu na Hallo! Hallo! wołam 'peron jeszcze tę to cię pięćdzie-siąt! się a po po siebie przedział nas po Po i futera-łów na i na ma Po pociąg po Budzi mi na Pytam co to Po na Tempo W po Po się bo powitanie Witolda i panów Z i G z kapelusznikiem i przedstawienie mnie Okazu je się że jest to "łowczy" Kołka — pan Wussow Już w drodze słyszałem o nim coś niecoś od Witolda to też przyglądam mu się ciekawie Był przez szereg lat bażantnikiem u Księcia Radziwiłła w Poznańskim ale przed pewnym czasem musiał posadę opuścić ze względu na trunkowość! Na pierwszy rzut oka widać od razu że to stary wyga i ob-łata-ny "gość" w wyższych sferach Przeszło pięćdziesię-cioletni średniego wzrostu ciemny blondyn z długimi wąsami i oczkami jakby tro-szeczkę za mgiełką jak to zwykle bywa po dobrym przepiciu Ubrany w dość podstarzałe cywilne ubranie i długie buty Jedynie ten kapelusz świadczy o jego wyższej hierarchii społecz-nej Przechodzimy przez tory i po piaszczystej pochyłości schodzimy nad breg jezio-l- a do czekających na nas wózków Jest ich trzy Małe wąziutkie z niskimi półkosz-kam- i o dwóch siedzeniach z siana przykrytych lnianymi płachtami Każdy zaprzężony w małego poleskiego konika w dudze Koniki ładne i do-brze utrzymane Poleszucy są zamiłowanymi koniarzami i zdaje się że głównym ich zajęciem jest cnodzenie" koło tych swoich koników bo poza tym to są patentowany-mi leniami Wszystkie cięż-kie prace nie wyłączając rol-nych zwalali na swoje baby Zdziwiłem się usłyszawszy ceny jakie w handlach mię-dzy sobą za te koniki płacą U nas za takie pienią-dze można by kupić dwa ra-zy większe i to wcale dobre Nasi furmani są typowy-mi poleszukami Niewielkie-go wzrostu konopiaste roz-czochrane włosy tegoż kolo- - ru wąsy a co drugi ma jesz-cze małą rzadką jakby wy-szarpaną bródkę Oczy szare chjtre i zawsze unikające wzroku tego z kim rozma-wiają Ubrani w spodnie i rubasz-ne z grubego lnianego płót-na własnej roboty Rubaszki wyrzucane na wierzch na spodnie i przepasane cień-to- m rzemiennym paskiem 'a to świtka do kolan z marnego samodziału koloru rdzawego Nogi owinięte o-]uc- ami i obute w chodaki z lipowego łyka oraz zasznu-rowane sznurkami do poło-wy łydki Ubioru dopełnia kapelusz słomiany o szero-kim podwiniętym w górę rondzie Po dojściu do wózków na pierwszy siadamy my z Wi-toldem na drugi panowie Z ' G na trzeci wreszcie — Wussow wraz z naszymi wa-lizkami i strzelbami Chłopi zajmują miejsca na pierws-zych siedzeniach ale w ten sposób że siedzą po lewej stronie wózka na prawym pośladku ze zwieszonymi na zewnątrz nogami Ruszamy! Do Suszycka gdzie jest kres naszej węd-rówki mamy około pięciu ki-lometrów i to ciężkiej pia-szczystej drogi Tam znajdu-je sie wynajęty przez Kółko domek którego połowę zaj-mują państwo Wussow a w drugiej czekają gościnnie dna pokoje na przyjeżdżając-ych myśliwych Droga jest piaszczysta to też jedziemy krok za krokiem Teraz do-piero rozumiem dlaczego na-s- - furmani siedzą w tak dzi-waczny sposób Jak tylko zo-baczą że koniowi zaczyna być ciężko natychmiast ze-skakują a właściwie zsuwa-ją się na ziemię lejce prze-kładają w lewą rękę i pod-pierając kłonicę prawym ra-mieniem pomagają im Po przebrnięciu ciężkiej drogi odbijają się nogami od zie-mi i zasiadają z powrotem w ten sam sposób O użyciu ba-ta nie ma mowy! Woleliby raczej nas poprosić abyśmy ha chwilę z wózka zsiedli 'i i (Ciąg dalszy na str 5) m BgflgTflmtiil i'fet?ił"IH'Hltgfe ft te te &' m w) f te tJoi w) w) I W) wwwwcwOTwSwSSwwwf 'iś Z OKAZJI ŚWIĄT WIELKANOCNYCH wszystkim dwgim Parafianom oraz Rodakom najsrrdcrznicjszp życzenia Niecli Zmartwychwstały Pan darzy Was zawsze swoją mocą radością oraz miłością! WESOŁEGO ALLELUJA! OJCOWIE OBLACI Pśamfil5św Staśnisław?a Kosśtki T'oroJnto 'isrtłciłriło&łołiiłosftrsAKPr S3S'3£:t2S3S3S2lŁA2£A2S 1 ALLELUJA! p Pamiątka Zmartwychwstania Pańskiego niech opromieni życie IB nasze nowa nadzieją Niech wzmocni wątłe siły mocą łaski z B nieba Niech jasnym promieniem Bożego pokoju miłości IP tp i szczerej radości ożywi serca wszystkich wiernych Rodaków Jg Wszystkim składamy WESOŁEGO ALLELUJA fi Ojcowie Oblaci i Parafii św Kazimierza w Toronto fi lillMIIIilllllliIflifliilM składamy bratniej Z okazji Świąt Wielkanocnych ZARZĄD I WSZYSTKIE KOMISJE CREDIT UNION przy Parafiach ŚW STANISŁAWA i ŚW KAZIMIERZA składajq NAJSERDECZNIEJSZE ŻYCZENIA ii 9 PRZEWIELEBNEMU DUCHOWIEŃSTWU WSZYSTKIM CZŁONKOM I ICH RODZINOM CAŁEJ POLONII W TORONTO &J&£te4£££££&JZL § u? &ą ią i CS? ą i & 3? X5 " ttf eft 4TI M v Wl |
Tags
Comments
Post a Comment for 000196
