000229b |
Previous | 7 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
V- - xlli IJ
LV
w
#
re i ffcffgfcSi C "
KR- - 45_ "ZWIĄZKOWIEC" LIPIEC (July) Sobota 13 — 1957 5TR 7
podroż morska ma to do siebie że ludzie
poininaja o Mupuiacii u pracy piemąazach
li z nią razem nie płyną — a i takim
adku lozmaicie bywa) Mozę przyczynia się
3 tego powietrze przesiąknięte solą i jodem —
on p-on-oc
aourze uama na gruczoiy larczyko-- e
'te na ogólne samopoczucie? Najwaz-fisz- a
jednak jest pogoda Gdy morze jest
jdKie jak tafla sklana słonce świeci od rana
ueczora a wian puijwa cnusieK czy
jjpelu to wówczas nawei męczennicy mo- -
fal nabierają kolorów przestają się kur--on- o tmmać balustrady lub pokutować
Xa posiłki w jadalni zjawia się niemal
umplet pasażerów wieczorem w barze trudno
3alezc -- oinc miejscu a na parKiecic w salonie
irobodiw potańczyć noazi się wówczas row-'?- i
milJc" — w cudzysłowie bo zapominana
'eomal natchmiast po zejściu na ląd — co
I!
ibmach
lej najwicKszym uruwem
Hanka i wsiąKnęn nastrój
Rano zaraz śniadaniu spacer
— lyie uaja jesc ze uwazac na
jc — twierdziła Hanka) Ona w czarnych
spoaniacn ao potowy lyaeK i Koloro- -
trm żakiecie — on w kliak- - szortach i bia- -
Koszuli Rozmowa — głownie o spoicie
diugim śniadaniu (bulion kanapki) bie- -
mh na oasen geuie iwuku na ywiu „uopaiaia
5f Uoiownac opaieniznie Marka lam tez
hiero naprawdę sie „zobaczyli" Ona wysmu- -
a i kształtna 36x24x36 jak z fotografii fina- -
rtek konkursu piękności (chciała kiedyś sta-fo- c
ojciec zagroził użyciem pasa i nawet
stawiennictwo Mamy nie pomogło) On długo- -
ip wąski w biodrach i szeroki ramionach
tpaniale opalony przyczym opalenizny tej
jakcv]na oiaioscią ouoijaia
wojnie")
obiedzie (butelka Burgunda) odpoczynek
leżakach opowiadała o swoich wra
tach z podiozy europie aiDo o Kanadzie i
rontonskiej Polonu ((którą Maiek specjalnie
interesował) mówił o sobie
teł
MaiCK
irzeoa
osiu"
aiuga szrama
(ano było
ikji Ona
albo
Urodził się Bydgoszczy gdzie jego ojciec
inżynierem Na wojnę poszedł jako podpo- -
itznik Zdołał uciec Węgry a stamtąd prze-pal
się brygady Kopańskiego do Egiptu
lsie pod Tobrukiem pod Monte Cassino Po
fsjojme miał poco wracać Polski Rodz-iły:
żyli poza tym komuniści — a jego
EiłiimnJa w" cwiat KnlnPn namówił' - nnipphn—ć P-!ł-i"- V'" -- -
sMnrobowac szczęścia Atrvce Foco teraz
Łe Kanady? Poprostu by zobaczyć jak
Eirelada Europę iuz zna Afrykę leż trzeba się
ą
g
w
w
ten
icie
po po po--
Fo
ale
w
od
na
izie na
Po
ze
po
h on
w
na
do
nie do
me
hv
f-- J
w le- -
do
przypatrzeć Ameryce Ma czas trochę
sniędzy niczym i nikim nie jest związany
podwieczorku (herbata biszkopty) grali
pokładowego tenisa we dwójkę lub częściej
doubla" z parą młodych Szkotów zakocha--
Ejjch sobie po czerwone pompony szkockich
retów i jadących szukać szczęścia za Oce-:e- m
A potem już trzeba się było przebierać
) kolacji — on w swój angielski staromodny
Einking ona w wieczorową suknię martwiąc
ze tylko ]edną
llllllllllllllllllilllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllH
: Aleksander Dumas
WidnKtri t c7iiflarlv nasznort i stwier- -
W: że jest ważny jeszcze na dwa miesiące
13 reszcie wyszecu na miasio wsiuui ™
£ aal się zawieźć do podmiejskiej knajpKi gazie
%i
te
a
i
fi
-- st
f
&'
zas
w
b
f
się
k
z
Po
w
ma
tii-j-o
3
mi obiad z doskonałym apeiyiem _
Widać miał już gotowy pian wyuuuyum oiV
toni Wierzył ze czeka go jeszcze wspania-prz)szłoś- ć
Rozdział XIV
CMENTARZ PERE-LACHAIS- E
Pan Ha niQfnrt iiwninł cmentarz Pere--
W'haieo ™ Hnn mioicra wipf7VSte£0 SDO- -
Ijpm godne ludzi należących do arystokra
ta tjm właśnie cmentarzu znajuuwai oiV
% grobowiec rodzinny Na płycie z czarnego
3rnuru wyryty był złoty napis- - „Giobowiec
6mnv Ho' viiiofnrt i rin Saint-Meran- " W
ft
mu
licach grobowca stały już metalowe trumny
iOKami Renaty i jej roazicow a luiz yj-śmiał- a
czwarta 'trumna z ciałem Walentyny
nu cmentarzowi rei e-Ljacii- diat: !"" r
'j świetny orszak z przedmieścia Saint-IIono- -
Pr7ir-1- „ „„ii:„nt tinrlńu- - nniliwało Sie
li za u ozem żałobnym Około tysiąca osób
W pobliżu rogatki dogoniła orszak pogrze- -
'j iweia nramego cie moim i" "
ysiadl i zmieszał się t tłumem
uiateau-Renau- d i Beaucliamp zoDaczyw
SYsipHli t-A„-nl-i -- r cr-vip- h nnindów i zbli- -
[k do hrabiego Ten przywitał się ze zna- -
"'"u nie wdawał sie jcanaK w ruimu{ lj"-ą- z
szukał kogoś 'wśród tłumu - Gdzie jest Morrel? — zagadnął wresz----
Czy nie widział go który z panów?
T i- -' -- ~u: 4n --nł-tanio — Hi U-- i my zaaawatismy souiu iu ivi""~ Chateau-Rcnau- d — lecz Morrel znikł
sadu
po dłuższym okresie czasu zauważył go do- -
'0 hrahin -- „i o „vniłor7ii iak-- sip nrzemV- -
-- rWoli miedzy grobami i zmierzał do tego
% guzie miano pogrzeDac jego uruvou
$'& Chnsto śledził go bacznie lecz ani w
i nic podejrzanego k Obrzęd pogrzebowy odbywał się według
&- - fgo szablonu Kilka osób wygłosiło mo
fljae TPf]nj rozwodzili się nad śmiercią tak
Wisi4„"X'e ia ' uHłmurui™jr miuów"i"li n" borleśc„it ojca
_
stracie jaka roniósł cały Kraj
_ w"'
fi-- ' "reszcie kwieciste przenośnie i pcif1"--
Ąte rhristo nie zwracał na to wszystko
% Patrj-wa- ł sie tylko w Morrela które--
Fae pełne rozpaczy spojrzenia i meiu- -
wawa przerażające sprawimy
Jacek Brzezina
Po kolacji szli na film (jeżeli był wart obej-rzenia
jak n p piękne kolorowe krótkome-trażówki
z Kanady ktorc potem Hanka z za-pałem
objaśniała) i wreszcie na dancing i do
baru
Hanka jednak pilnowała się już Pila naj-wyżej
dwa koktajle Uo jest Ule by przyjemnie
szumiało w głowie) starała się nic myśleć
o anach operowych których ją pani Lbiewicz
uczyła i uważała by nie gadać głupstw — do
czego pizy tańcu i piciu zawsze miała ochotę
— Jesteś strasznie miłą dziewczyną — mó-wił
Marek (byli juz na „ty")
— Dziewczyną? — oburzała się — Mam
skonczomch 20 lat Niepotrzebuję — tigiyzła
się w jęzk Coz to Marka obchodziło ze nie-potrzebuję
juz mieć pozwolenia rodziców na
wjjscie zamąz
Czy kocha się w kimś? Chyba nie (George
się nie liczył) Kiedyś — owszem W jednym
aktorze filmowym — ale wówczas miała 15 lat
i bla głupią gęsią A on? — Długo zwlekał z
odpowiedzią — Nic! Przed wojną był za mło-dy
w czasie wojny nie było czasu a po wojnie
nie było w kim
— A teraz?
— Czy chcesz bym ci powiedział że ko-cham
się w tobie? — zajrzał jej w oczy
— You aie silly! — oburzyła się przecho-dząc
na język angielski co zawsze robiła gdy
była czymś zdenerwowana
Po tańcach szli jeszcze na pokład by „za-czerpnąć
powietrza" Wpatrywali się w ciemną
smugę ciągnącą się za statkiem spacerowali
pod rękę i po zakowsku podglądali zakochane
pary Potem odprowadzał ją do jej kabiny
Obejmował ją a ona wspinała się na palce i
zamykając oczy nadstawiał usta ( — to u nas w
Kanadzie taki zwyczaj — tłumaczyła — że pan-na
daje się pocałować odprowadzającemu ją
do domu chłopcu)
— A jeżeli się jej nie podoba? — pytał
— To z nim nie chodzi i nie potrzebuje by ją
całował' — odpowiadała rzezczowo
Mówiła wreszcie „Good night darling" —
i Marek zostawał sam przed zamkniętymi
drzwiami kabiny
Czy był z tego powodu zły? Chyba trochę
Wiedział że gdyby zakręcił się koło którejś ze
słomianych wdówek lub dorosłych już panien
ze złością spoglądających na Hankę a całkiem
nieraz bezczelnie na Marka — nie miałby
samotnych nocy Jednak towarzystwo Han-ki
było dlań więcej warte niż miłosne
Ib
104 =
IbiiiiiiiiiiH IIIIIIIIr
Obrzęd pogrzebowy skończył się wreszcie
i wszyscy zaczęli się rozchodzić
Monte Christo nie opuścił jednak cmen-tarza
lecz skrył się za drzewami obserwując
wszystkie poruszenia Morrela który stopniowo
zbliżał się ku samotnemu juz grobowcowi
Ukląkł głowę opierając o zimne marmury i
głosem cichym lecz dziwnie przejmującym za-jęczał:
— O Walentyno!
Wówczas hrabia wzruszony do głębi pod-szedł
do niego
— Szukałem cię Maksymilianie aż na ko-niec
znalazłem
Młodzieniec odwrócił się i rzekł z pozornym
spokojem:
— Widzisz hrabio że rię modliłem
— Czy pozwolisz azeb}m cię odwiózł do
domu?
— Dziękuję Chciałbym zostać sam
Hrabia oddalił się lecz po to tylko aby
ukrjć się za innym drzewem i w ten sposób
czuwłć dalej nad rozpaczającym
Młodzieniec vo krótkiej modlitwie powstał
z klęczek i pieszo poszedł drogą ku Paryżowi
Minal ulicę de la Rorjuette potem kanał wresz-cie
dotarł do ulicy Meslay i wszedł do domu
siostry
W pięć minut potem zjawił się tam i hrabia
Julia stała w furcie ogrodowej i zobaczyw-szy
Monte Christo powitała go z radością
— Maksymilian wrócił zapewne- - — zapy-tał
hrabia
— Zdaje się że go widziałem — odpowie-działa
Julia
— Zechce pani darować lecz muszę się
z Maksymilianem zobaczyć natychmiast Jeżeli
pani powoli sam udam się do niego
— Ależ niech pan idzie bardzo pana o
to proszę — mówiła z czarującym uśmiechem
i odprowadziła hrabiego do schodów
Monte Christo wbiegł na pierwsze piętro
i zatrzymał sie przed drzwiami gabinetu Morre-la
Drzwi były jednak zamknięte od wewnątrz
i osłonięte fortierą Monte Christo nowział bły-skawiczna
decyzję Uderzył v taflę szklaną
uniósł ku górze zasłonę i ujrzał Morrela siedzą-cego
orzy biurku i zajętego pisaniem
Młodzieniec zerwał się na odgłos nie-spodziewany
— Ach przepraszam bardzo — rzekł hra-bia
— jakiż 7p mnie niedołęga Pośliznąłem się
i łokciem wybiłem szybę
To powiedziawszy bez żadnych dalszych
ceregieli przekręcił klurz i wszedł do pokoju
Morrel powitał gościa jakbv niechętnie
Zdawało się że mu chce zastąpić drogę
— Zranił sie pan? — apyt3ł chłodno
— Chyba nie Ale cóż to robiłeś przy sto
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone
Copjright resened bj Polish Alliance Press Ltd Toronto Ont Canada
przygody Było ubezpieczeniem na najbliższą
przyszłość Wszystko inne nie liczyło się
O Julio Angelino nie myślał wcale „Zaginio-ny"
steward był tylko pionkiem zepchniętym
l szachownicy myślał natomiast o tych któ-rzy
pionkiem tym ruszali starając się przewi-dzieć
ich następne posunięcia
A tymczasem obiekt zainteresowań —
„Mein Kampf" Hitlera — lezal spokojnie wśród
inineh książek w walizce Hanki Wysockiej
W Montrealu oczekiwała na Hankę Wy-socką
niespodzianka pod postacią Georga
Chmielą — I Ii sweetheart! — wykrzyknął i
przepchnąwszy się bezceremonialnie przez tłum
pasażerów poclncil ją w objęcia i niezgrab-nie
pocałował w czubek nosa który mu nadsta-wiła
— Przyjechałem po ciebie samochodem
— Chciał jeszcze powiedzieć jak tylko z tru-dem
zdołał wytrzymać te kilkanaście tygodni bez
niej jakie filmy czekają by je obejrzeli razem
jak rybki dobrze w tym roku chwytają po-chwalić
się nowym samochodom i pierwszą
sprawą w sądzie którą samodzielnie prowa-dził
(oczywiście kraksa i oczywiście oskarżony
był po kilku piwach ale miał szczęście że tyl-ko
złamał sobie dwa zebra i ze bronił go Ge-orge
Chmiel co skończyło się jedynie na
grzywnie bez zawieszania prawa jazdy) jednak
widok Hanki — pięknej opalonej eleganckiej
i jakiejś innej niz ją pamiętał gdy odjeżdżała
do Europy — onieśmielił go tymbardzicj że —
Hanka obejrzała go zimnym spojrzeniem
dziękując Bogu ze George był na tyle rozumny
iz na jej spotkanie ubrał się jak należy a nie
w wiatrówkę i „jeansy" które normalnie no-sił
poza biurem i sądem Wyglądał więc jak
na młodego praktykanta adwokackiego przy-stało
tyle że na figurę i niezgrabność nawet
najlepiej skrojone ubranie nie wiele pomoże
Do swojego średniego wzrostu ( — jest chyba
o pół głowy niższy od Marka — stwierdziła
Hanka Genge miał nieproporcjonalnie sze-roką
klatkę piersiową i bary zapaśnika a nie
prawnika Tułów miał zbyt długi ręce i nogi
zbyt krótkie nos za mały do dużej i okrągłej
twarzy a włosy nijakiego koloru — co było
zresztą nieważne przypuszczała bowiem że i
tak nie długo będzie je jeszcze posiadał Tylko
oczy musiała przyznać miał „przyjemne" by-ło
to jednak za mało by mógł się równać z
Markiem Zabawą
— Hi you! — odparła bez entuzjazmu
uwalniając się energicznie z jego niedźwie-dzich
objęć StanWczo za dużo sobie pozwalał
Nawet „boyfrierid" powinien wiedzieć jak
liku? Pisałeś? Ależ tak bo i palce masz powa-lane
atramentem Lecz po co pistolety leżą na
biurku?
— Wybieram się w podróż
— Mój przyjacielu najdroższy — rzekł
Monte Christo głosem tkliwym i łagodnym —
błagam cię bys nie myślał o żadnych ostate-cznościac- h
— Z jakicjz racji zwykłą podróż raczy pan
zaliczać do ostateczności?
— Maksymilianie — rzek zł wielką powagą
Monte Christo — odrzućmy na bok zdawkowe
słowa Nie odstręczaj mnie swą oziębłością
gdyż ja nic przyszedłem do ciebie z pustymi po-cieszeniami
Musiałem chyba mieć ważne powo-dy
jeżeli dostałem się gwałtem do twego poko-ju
Maksymilianie! ty chciałeś się zabić Świad-czy
o tym to co właśnie pisałeś
— Więc coz z tego? — zawołał gwałtownie
Morrel — Jeżeli postanowiłem rozstać się z ży-ciem
któż może wzbronić mi lego? Serce mo-je
zamiera i nie jest już zdolne do życia Ziemia
po której stąpam pali mnie powietrze którym
oddycham dusi mnie głos ludzki rozkrwawia
rany mego serca Łaskę uczyniłby mi ten kto
umrzeć Jeżeli bowiem nie umrę w tej chwili
to na pewno oszaleję A teraz powiedz mi sza-nowny
panie czy będziesz mieć dalej odwagę
wzbraniania mi smierc?
— Tak jest — odpowiedział Monte Christo
z dziwna powagą i spokojem — tak jest
— Ty! — zawołał Morrel w gwałtownym
wybuchu gniewu — Ty który ośmielałeś się
łudzić mnie głupią nadzieja Ty coś mnie uko-łysał
uśpił obietnicami próżnymi Ty który
udajesz że jesteś widomym posłańcem Opa-trzności
na tej ziemi a nie miałeś siły i odwa-gi
by zniwecz) ć skutków zadawanej trucizny!
Na honor mój panie jesteś po prostu śmieszny
— Morrel u'
— Czynię zadość twej woli i mówię ci w
oczy tylko prawdę bez uprzejmych kłamstw
Gdyś śledził mnie na cmentarzu milczałem
Milczałem nawet wtedy gdy wtargnąłeś niepro-szony
" do mero ostatniego schronienia Lecz
teraz dłużej milczeć nie jestem zdolny więc ci
mówię prawdę Twoją rozkoszą widać jest sy-cenie
sie widokiem cieroień innych A więc pa-nic
hrabio de Monte Christo rzekomy mój do-brodzieju
nieche się stanie zadość twemu ży-czeniu
Za chwilę ujrzysz śmierć swego przy-jaciel-a"
I Morrel w uniesieniu najwyższej rozpaczy
chwycił pistolet
Monte Christo blady jak widmo założył
ręce na piersi i rzekł głosem przejmującym:
— Otóż raz jeszcze Morrelu powtarzam
że mieć będę odwagę i silę wzbronić ci tego
— Ty mi zabronisz?! — zawołał Maksy-milian
— Tak ja!
— A któż ty jesteś że przoblekasz się w
postać władzy rozdającej śmierć i życie?
— Kto ja jestem? Chcesz wiedzieć a więc
ci odpowiem Ja jestem jvm który uratował źy- -'
cie twemu ojcu w chwili gdy chciał się zabić
tak' jak tv teraz Jajestem tym który zostawił
dla twej si-ostr- y ów worek pasowy z przedarty-mi
wekslami w domku przy-al- ci cle Meilhan w
Marsylii Ja jestem tym który rozmawiał z
BiiH
się zachowywać w publicznych miejscach Czu
ła za sobą obecność Marka i wstyd jej było
— Cóż on sobie pomyśli na widok tego mojegr
„chłopca" — martwiła się Zabawa istotnie nic
najlepiej myślał nic tyle jednak z powodu wy
glądu i zachowania się Georga — ile z powodi
jego niespodziewanego zjawienia się Hanka nif
wspominała że w Montrealu będzie ktoś na ni
czekał Na tym zbudował swoje dalsze plany kló
rc teraz musiał na nowo i to szybko zmieniać
Z Georgom jednak przywitał się uprzejmie
George natomiast na widok Zabawy spo
chmurniał Instynkt wyrabiający się już w
nim pod sprawnym okiem jednego z najlepszycł
w Toronto adwokatów u którego praktykował
ostrzegał go ze ze strony tego zarozumiałego
wysokiego draba (co tez Hanka w nim zobaczy-ła?")
grozi mu niebezpieczeństwo Nie łudził się
ze Hanka w czasie swojego pobytu w Europie
czy w czasie podróży morskiej raczej szukała
mz unikała towarzystwa mężczyzn Na tyle znal
ją juz Starał się jednak o tym nic myśleć i
rzecz traktować lekko Teraz jednak gdy stanął
oko w oko z jednym z jej adoratorów złość
poczęła w nim wzbierać Musiał jednak panować
nad sobą „Ncver show your temper" było de-wizą
której od maleństwa zazwyczaj bezsku-tecznie
usiłuwai hołdować
Hanka była zmieszana i nic wiedziała co
robić Marek z obojętną miną rozglądał się wo-koło
George przygryzł wargi i wolał milczeć
— Przyjechałeś samochodem? — spytała
wreszcie Hanka
—Tak Nic znasz go jeszcze — George
zapomniał o złości i rozpromienił się — Ford
1957 Prosto z fabryki Za mojego starego
Buicka dano mi nawet więcej niż się spodziewa-łem
więc razem kosztowało mnie to a raczej
ojca (tu roześmiał się) niewiele ponad dwadzie-ścia
setek Mówię ci cacko nic maszyna Zaraz
ją zobaczysz W Toronto będziemy nią za osiem
godzin i
— Nic lepiej przenocować w Montrealu i
wyjechać wcześnie rano? — Hanka usiłowała
protestować — Jeżeli ruszymy dzisiaj przy-jedziemy
późno w nocy zbudzimy rodziców
— Wszystko już z nimi omówiłem Będą na
nas czekać ze „snackicm"
Z Georgom trudno było dyskutować gdy
sobie coś uplanowal
— To może weźmiemy pana Zabawę? Też
jedzie do Toronto
Entuzjazm Georga ochlódł do temperatu-ry
absolutnego zera
— Jeszczeby tego brakowało — pomyślał
zaciskając zęby Pohamował się jednak i siląc
się na spokój stwierdził że wszystkie bagaże
mogłyby się nic pomieścić w samochodzie
Marek obojętnie wzruszył ramionami —
Proszę się nie obawiać Bardzo dziękuję za za-proszenie
ale niestety nic będę mógł z niego
skorzystać Muszę jeszcze zostać w Montrealu
— Jakto? — zdziwiła się Hanka i coś ją
ukłuło w serce — Przecież mówiłeś że jedziesz
wprost do Toronto
— Mówiłem? Istotnie przypominam so-bie
ale w międzyczasie postanowiłem odszu-kać'
jednego mojego kolegę kfóry podobno
osiedlił się w Montrealu
twoim ojcem w dniu 5 września 1029 roku jako
reprezentant domu „Thomson i French" w Rzy-mie
Ja jestem Edmundem Dantcscm na koniec
którego imię twój ojciec wspominał z wdzięcz-nością
w chwili śmierci
Morrel cofnął się podniósł ręce w górę i
jak obłąkany wypadł na schody głośno wołając:
— Julio! Emanuelu! Przybywajcie co
prędzej!
Na wołanie Maksymiliana zbiegli się wszy-scy:
Emanuel Julia nawet Penclon
Morrel pochwycił za ręce siostrę i szwagra
i razem z nimi wrócił do pokoju mówiąc dobi-tnym
głosem:
— Oto zbawca ojca naszego!
Wówczas wszyscy troje zaczęli go ściskać i
całować Hrabia był do łez wzruszony Emanuel
natomiast urywanym głosem począł czynić hra-biemu
wyrzuty:
— Jak mogłeś panic hrabio nie dać się
poznać gdyśmy tyle razy w twej obecności
wyrażali pragnienie poznania naszego zbawcy i
dobroczyńcy?
— Nic dowiedzielibyście się nigdy — od-rzekł
hrabia — ode mnie prawdy gdyby nie
bardzo ważna okoliczność która zmusiła mnie
do ujawnienia tajemnicy Bóg świadkiem że
pragnąłem ją na wieki zagrzebać na dnie ser-ca
lecz brat twej żony Maksymilian wyiwał
mi ją gwałtem
Widząc jednak że Maksymilian po rado-snym
wybuchu jakby zmartwiał i trwa w od-rętwieniu
rzekł cicho do Emanuela
— Pamiętaj czuwać nad nim
— A to z jakich powodów?
I Eminuel rzucił wzrokiem na biurko Do
piero wtedy spostrzegł lezące pistolety
Monte Christo wziął Julię i jej męża zf
za ręce a polem rzekł do nich tonem niema1
ojcowskim:
— Wybaczcie mi lecz chciałbym zostać
sam na sam z Maksymilianem
Gdy małżonkowie wyszli hrabia przemó-wił
do Morrela:
Przyjacielu czy możemy teraz rozmawiać
jak dwaj dorośli opanowani ludzie?
— Bądź spokojny panic hrabio gdy taka
jest twoja woła możesz być pewny że żadnej
broni szukać nie będę Mam zresztą' środek
pewniejszy od kuli Sama boleść mnie zabije
— Słuchaj przyjacielu — mówił Monte
Christo dobitnym głosem — był czas że w po-dobnej
jak ty żyłem rozpaczy i tak samo zabić
się chciałem Ojciec twój pragnął również ode-brać
sobie życie A jednak i ja i ojciec pokona-liśmy
wszystkie przeciwności i w pewnych okre-sach
życia byliśmy nawet szczęśliwi
— Tak — zawołał Morrel — lecz ty utra-ciłeś
tylko wolność ojciec mój maiatek gdy
ja straciłem wszystko straciłem Walentynę!
— Spojrzyj na mnie Morrelu — rzekł Mon-te
Christo z wielką jemu tylko właściwą powa- -
gą — bądź pewien że doskonale odczuwam twe
cierpienie twój ból twą rozpacz Odczuwam
to tym bardziej że cię kocham jak syna X!zyż-bv- m
wiec zmuszał cie do dźwigania ciężaru ży-cia
gdybym nie ufał że ból twój przeminie
W Tmie"tej' naSzfcT' Maksymilianie prószę cię
i rozkazuję: żyj!
IRON FIREMAN MFG CO
poleca nanowsie ogrzewanie
Furnacc alr condltlon na gaz lub
oliwę lankl na wodę
Pr7stcpnc ceiw — 10 lat gwarancji
i letnie splatj Po informicje dzwonić
I BIENIAS
limo LC 1-9-
931 po S w lecz LE 6-20-
59
39 P 61
POLSKI SKLEP OBUWIA
Stanley Shoe Storo
Obuwie najlepszych firm kanndyj
iklcli 1 angielskich Wszelkie kolon
i rozmiary
1438 Dundas Sł W Toronto
Tel LE 5-95-
30 Właściciel ST MAZURKIEWICZ r
KWIACIARNIA FORTUNA
KWIATY NA WSZYSTKIE OKAZJE
356 Bafhurst Sł — EM 8-07-
97
naprzeciw szpitala
na północ od Dundas St W
ANNĘ PHOTO STUDIO
865 QUEEN ST W
W) koniije fotografie weselne I por-tret}
maź wpi)7cvn weselna sL-o-je
dla WPnnów
li W TRACZ
Uprisza się telefonować po polsku
Biuro EM 8-31- 47 Mloszk RO 6 6375
Toronto 27 P-25- S8
SŁOWIAŃSKI SKŁAD FARB
FARBY - TAPETY — OLEJE
pierwszej Jakosi'1 po przystępuj eh
cenach
Motropotllan Palnt & Wallpaper Co
Wliśelclel Ochrym
823 Dundas Sł W - EM 4-65-
97
15 65P
Annc's Halrdrossing Salon
728 Queen Sł W
POLSKA FRYZJERKA
z wieloletnia praktyku specjalizuje
sic vv strjytcnlu farbowaniu I ukla
daniu włosów Najlailnlcjs70 trwale
onilulacjc Ceny umiarkowane
Prosip tel: EM 8-91-
01
13 P
Jedyny Polski Salon
Ploknokl
Marya's Beauty Parlof
Snpołn!l7ni!isi w trwnłnł
Ondulacji "Permanent
Wavcs"
216 Bathunt St EM M432
P
Jodyny Polski Salon Piękności
AGNES BEAUTY SALON
Spocallzaca w frwalel ondulacl
farbowaniu I układaniu wlotów
195 HARBORD STREET
(blisko lialluirst)
Tel LE 4-30-
70 Olwiuto wieczorami P
BIURO TŁUMACZEŃ
Dr łor
J K
Wizy — —
lid
57 OUEEN ST W'- - EM 8-94-
30
(kolo Bay) pok 308
polskiego
MICHALSKI
Paszporty
Emigracja
G HRYN
DACHÓW
naprawa i budowa
Toronto
jinsulacja (insulation) roboty
astallowc — rynny
282 Symlngton Ave LE 2-49- 77 Toronto
im-- r
Długoletnia gwarancja
Wielka
wyprzedaż
FUTEES
Bogaty wy-bór
najnow-szych
modeli
futer po ce-nach
bezkonk-urencyjnych
Łatwe i dłu-goterminowo
spłaty
IM'
E§h
Dwa sklepy do Waszej dyspozycji
Firma nasza śluzy Polakom od 34 lat
PRINGESS
Fashión Furs
506 Cłueen St W EM 3-88-
84
750 Yongo Sł WA 1-8-
971 p
Zawiadamiamy naszych
KLIENTÓW
że obecnie prici WĘGLA mamy n
sprzedaż i dostarczamy do domów
olej do opału
"WHITE ROSĘ"
Dzwoń do
POLSKIEJ SKŁADNICY OPAŁU
Telefon
składu JWZ&mw}
RE -- 2200 (dwi dwa zero zero)
fi i
V
V i
m
mI
ni
ii
£
S'fl fut l
1
ifi mni
m
lii
?mi i
Mi
mI
II
w
li!
lBi
m
W mne TTiirn tv
i nimi i i miiimm 1 IfSifr '§£ &AvxĄ§
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, July 13, 1957 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1957-07-13 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000119 |
Description
| Title | 000229b |
| OCR text | V- - xlli IJ LV w # re i ffcffgfcSi C " KR- - 45_ "ZWIĄZKOWIEC" LIPIEC (July) Sobota 13 — 1957 5TR 7 podroż morska ma to do siebie że ludzie poininaja o Mupuiacii u pracy piemąazach li z nią razem nie płyną — a i takim adku lozmaicie bywa) Mozę przyczynia się 3 tego powietrze przesiąknięte solą i jodem — on p-on-oc aourze uama na gruczoiy larczyko-- e 'te na ogólne samopoczucie? Najwaz-fisz- a jednak jest pogoda Gdy morze jest jdKie jak tafla sklana słonce świeci od rana ueczora a wian puijwa cnusieK czy jjpelu to wówczas nawei męczennicy mo- - fal nabierają kolorów przestają się kur--on- o tmmać balustrady lub pokutować Xa posiłki w jadalni zjawia się niemal umplet pasażerów wieczorem w barze trudno 3alezc -- oinc miejscu a na parKiecic w salonie irobodiw potańczyć noazi się wówczas row-'?- i milJc" — w cudzysłowie bo zapominana 'eomal natchmiast po zejściu na ląd — co I! ibmach lej najwicKszym uruwem Hanka i wsiąKnęn nastrój Rano zaraz śniadaniu spacer — lyie uaja jesc ze uwazac na jc — twierdziła Hanka) Ona w czarnych spoaniacn ao potowy lyaeK i Koloro- - trm żakiecie — on w kliak- - szortach i bia- - Koszuli Rozmowa — głownie o spoicie diugim śniadaniu (bulion kanapki) bie- - mh na oasen geuie iwuku na ywiu „uopaiaia 5f Uoiownac opaieniznie Marka lam tez hiero naprawdę sie „zobaczyli" Ona wysmu- - a i kształtna 36x24x36 jak z fotografii fina- - rtek konkursu piękności (chciała kiedyś sta-fo- c ojciec zagroził użyciem pasa i nawet stawiennictwo Mamy nie pomogło) On długo- - ip wąski w biodrach i szeroki ramionach tpaniale opalony przyczym opalenizny tej jakcv]na oiaioscią ouoijaia wojnie") obiedzie (butelka Burgunda) odpoczynek leżakach opowiadała o swoich wra tach z podiozy europie aiDo o Kanadzie i rontonskiej Polonu ((którą Maiek specjalnie interesował) mówił o sobie teł MaiCK irzeoa osiu" aiuga szrama (ano było ikji Ona albo Urodził się Bydgoszczy gdzie jego ojciec inżynierem Na wojnę poszedł jako podpo- - itznik Zdołał uciec Węgry a stamtąd prze-pal się brygady Kopańskiego do Egiptu lsie pod Tobrukiem pod Monte Cassino Po fsjojme miał poco wracać Polski Rodz-iły: żyli poza tym komuniści — a jego EiłiimnJa w" cwiat KnlnPn namówił' - nnipphn—ć P-!ł-i"- V'" -- - sMnrobowac szczęścia Atrvce Foco teraz Łe Kanady? Poprostu by zobaczyć jak Eirelada Europę iuz zna Afrykę leż trzeba się ą g w w ten icie po po po-- Fo ale w od na izie na Po ze po h on w na do nie do me hv f-- J w le- - do przypatrzeć Ameryce Ma czas trochę sniędzy niczym i nikim nie jest związany podwieczorku (herbata biszkopty) grali pokładowego tenisa we dwójkę lub częściej doubla" z parą młodych Szkotów zakocha-- Ejjch sobie po czerwone pompony szkockich retów i jadących szukać szczęścia za Oce-:e- m A potem już trzeba się było przebierać ) kolacji — on w swój angielski staromodny Einking ona w wieczorową suknię martwiąc ze tylko ]edną llllllllllllllllllilllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllH : Aleksander Dumas WidnKtri t c7iiflarlv nasznort i stwier- - W: że jest ważny jeszcze na dwa miesiące 13 reszcie wyszecu na miasio wsiuui ™ £ aal się zawieźć do podmiejskiej knajpKi gazie %i te a i fi -- st f &' zas w b f się k z Po w ma tii-j-o 3 mi obiad z doskonałym apeiyiem _ Widać miał już gotowy pian wyuuuyum oiV toni Wierzył ze czeka go jeszcze wspania-prz)szłoś- ć Rozdział XIV CMENTARZ PERE-LACHAIS- E Pan Ha niQfnrt iiwninł cmentarz Pere-- W'haieo ™ Hnn mioicra wipf7VSte£0 SDO- - Ijpm godne ludzi należących do arystokra ta tjm właśnie cmentarzu znajuuwai oiV % grobowiec rodzinny Na płycie z czarnego 3rnuru wyryty był złoty napis- - „Giobowiec 6mnv Ho' viiiofnrt i rin Saint-Meran- " W ft mu licach grobowca stały już metalowe trumny iOKami Renaty i jej roazicow a luiz yj-śmiał- a czwarta 'trumna z ciałem Walentyny nu cmentarzowi rei e-Ljacii- diat: !"" r 'j świetny orszak z przedmieścia Saint-IIono- - Pr7ir-1- „ „„ii:„nt tinrlńu- - nniliwało Sie li za u ozem żałobnym Około tysiąca osób W pobliżu rogatki dogoniła orszak pogrze- - 'j iweia nramego cie moim i" " ysiadl i zmieszał się t tłumem uiateau-Renau- d i Beaucliamp zoDaczyw SYsipHli t-A„-nl-i -- r cr-vip- h nnindów i zbli- - [k do hrabiego Ten przywitał się ze zna- - "'"u nie wdawał sie jcanaK w ruimu{ lj"-ą- z szukał kogoś 'wśród tłumu - Gdzie jest Morrel? — zagadnął wresz---- Czy nie widział go który z panów? T i- -' -- ~u: 4n --nł-tanio — Hi U-- i my zaaawatismy souiu iu ivi""~ Chateau-Rcnau- d — lecz Morrel znikł sadu po dłuższym okresie czasu zauważył go do- - '0 hrahin -- „i o „vniłor7ii iak-- sip nrzemV- - -- rWoli miedzy grobami i zmierzał do tego % guzie miano pogrzeDac jego uruvou $'& Chnsto śledził go bacznie lecz ani w i nic podejrzanego k Obrzęd pogrzebowy odbywał się według &- - fgo szablonu Kilka osób wygłosiło mo fljae TPf]nj rozwodzili się nad śmiercią tak Wisi4„"X'e ia ' uHłmurui™jr miuów"i"li n" borleśc„it ojca _ stracie jaka roniósł cały Kraj _ w"' fi-- ' "reszcie kwieciste przenośnie i pcif1"-- Ąte rhristo nie zwracał na to wszystko % Patrj-wa- ł sie tylko w Morrela które-- Fae pełne rozpaczy spojrzenia i meiu- - wawa przerażające sprawimy Jacek Brzezina Po kolacji szli na film (jeżeli był wart obej-rzenia jak n p piękne kolorowe krótkome-trażówki z Kanady ktorc potem Hanka z za-pałem objaśniała) i wreszcie na dancing i do baru Hanka jednak pilnowała się już Pila naj-wyżej dwa koktajle Uo jest Ule by przyjemnie szumiało w głowie) starała się nic myśleć o anach operowych których ją pani Lbiewicz uczyła i uważała by nie gadać głupstw — do czego pizy tańcu i piciu zawsze miała ochotę — Jesteś strasznie miłą dziewczyną — mó-wił Marek (byli juz na „ty") — Dziewczyną? — oburzała się — Mam skonczomch 20 lat Niepotrzebuję — tigiyzła się w jęzk Coz to Marka obchodziło ze nie-potrzebuję juz mieć pozwolenia rodziców na wjjscie zamąz Czy kocha się w kimś? Chyba nie (George się nie liczył) Kiedyś — owszem W jednym aktorze filmowym — ale wówczas miała 15 lat i bla głupią gęsią A on? — Długo zwlekał z odpowiedzią — Nic! Przed wojną był za mło-dy w czasie wojny nie było czasu a po wojnie nie było w kim — A teraz? — Czy chcesz bym ci powiedział że ko-cham się w tobie? — zajrzał jej w oczy — You aie silly! — oburzyła się przecho-dząc na język angielski co zawsze robiła gdy była czymś zdenerwowana Po tańcach szli jeszcze na pokład by „za-czerpnąć powietrza" Wpatrywali się w ciemną smugę ciągnącą się za statkiem spacerowali pod rękę i po zakowsku podglądali zakochane pary Potem odprowadzał ją do jej kabiny Obejmował ją a ona wspinała się na palce i zamykając oczy nadstawiał usta ( — to u nas w Kanadzie taki zwyczaj — tłumaczyła — że pan-na daje się pocałować odprowadzającemu ją do domu chłopcu) — A jeżeli się jej nie podoba? — pytał — To z nim nie chodzi i nie potrzebuje by ją całował' — odpowiadała rzezczowo Mówiła wreszcie „Good night darling" — i Marek zostawał sam przed zamkniętymi drzwiami kabiny Czy był z tego powodu zły? Chyba trochę Wiedział że gdyby zakręcił się koło którejś ze słomianych wdówek lub dorosłych już panien ze złością spoglądających na Hankę a całkiem nieraz bezczelnie na Marka — nie miałby samotnych nocy Jednak towarzystwo Han-ki było dlań więcej warte niż miłosne Ib 104 = IbiiiiiiiiiiH IIIIIIIIr Obrzęd pogrzebowy skończył się wreszcie i wszyscy zaczęli się rozchodzić Monte Christo nie opuścił jednak cmen-tarza lecz skrył się za drzewami obserwując wszystkie poruszenia Morrela który stopniowo zbliżał się ku samotnemu juz grobowcowi Ukląkł głowę opierając o zimne marmury i głosem cichym lecz dziwnie przejmującym za-jęczał: — O Walentyno! Wówczas hrabia wzruszony do głębi pod-szedł do niego — Szukałem cię Maksymilianie aż na ko-niec znalazłem Młodzieniec odwrócił się i rzekł z pozornym spokojem: — Widzisz hrabio że rię modliłem — Czy pozwolisz azeb}m cię odwiózł do domu? — Dziękuję Chciałbym zostać sam Hrabia oddalił się lecz po to tylko aby ukrjć się za innym drzewem i w ten sposób czuwłć dalej nad rozpaczającym Młodzieniec vo krótkiej modlitwie powstał z klęczek i pieszo poszedł drogą ku Paryżowi Minal ulicę de la Rorjuette potem kanał wresz-cie dotarł do ulicy Meslay i wszedł do domu siostry W pięć minut potem zjawił się tam i hrabia Julia stała w furcie ogrodowej i zobaczyw-szy Monte Christo powitała go z radością — Maksymilian wrócił zapewne- - — zapy-tał hrabia — Zdaje się że go widziałem — odpowie-działa Julia — Zechce pani darować lecz muszę się z Maksymilianem zobaczyć natychmiast Jeżeli pani powoli sam udam się do niego — Ależ niech pan idzie bardzo pana o to proszę — mówiła z czarującym uśmiechem i odprowadziła hrabiego do schodów Monte Christo wbiegł na pierwsze piętro i zatrzymał sie przed drzwiami gabinetu Morre-la Drzwi były jednak zamknięte od wewnątrz i osłonięte fortierą Monte Christo nowział bły-skawiczna decyzję Uderzył v taflę szklaną uniósł ku górze zasłonę i ujrzał Morrela siedzą-cego orzy biurku i zajętego pisaniem Młodzieniec zerwał się na odgłos nie-spodziewany — Ach przepraszam bardzo — rzekł hra-bia — jakiż 7p mnie niedołęga Pośliznąłem się i łokciem wybiłem szybę To powiedziawszy bez żadnych dalszych ceregieli przekręcił klurz i wszedł do pokoju Morrel powitał gościa jakbv niechętnie Zdawało się że mu chce zastąpić drogę — Zranił sie pan? — apyt3ł chłodno — Chyba nie Ale cóż to robiłeś przy sto Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone Copjright resened bj Polish Alliance Press Ltd Toronto Ont Canada przygody Było ubezpieczeniem na najbliższą przyszłość Wszystko inne nie liczyło się O Julio Angelino nie myślał wcale „Zaginio-ny" steward był tylko pionkiem zepchniętym l szachownicy myślał natomiast o tych któ-rzy pionkiem tym ruszali starając się przewi-dzieć ich następne posunięcia A tymczasem obiekt zainteresowań — „Mein Kampf" Hitlera — lezal spokojnie wśród inineh książek w walizce Hanki Wysockiej W Montrealu oczekiwała na Hankę Wy-socką niespodzianka pod postacią Georga Chmielą — I Ii sweetheart! — wykrzyknął i przepchnąwszy się bezceremonialnie przez tłum pasażerów poclncil ją w objęcia i niezgrab-nie pocałował w czubek nosa który mu nadsta-wiła — Przyjechałem po ciebie samochodem — Chciał jeszcze powiedzieć jak tylko z tru-dem zdołał wytrzymać te kilkanaście tygodni bez niej jakie filmy czekają by je obejrzeli razem jak rybki dobrze w tym roku chwytają po-chwalić się nowym samochodom i pierwszą sprawą w sądzie którą samodzielnie prowa-dził (oczywiście kraksa i oczywiście oskarżony był po kilku piwach ale miał szczęście że tyl-ko złamał sobie dwa zebra i ze bronił go Ge-orge Chmiel co skończyło się jedynie na grzywnie bez zawieszania prawa jazdy) jednak widok Hanki — pięknej opalonej eleganckiej i jakiejś innej niz ją pamiętał gdy odjeżdżała do Europy — onieśmielił go tymbardzicj że — Hanka obejrzała go zimnym spojrzeniem dziękując Bogu ze George był na tyle rozumny iz na jej spotkanie ubrał się jak należy a nie w wiatrówkę i „jeansy" które normalnie no-sił poza biurem i sądem Wyglądał więc jak na młodego praktykanta adwokackiego przy-stało tyle że na figurę i niezgrabność nawet najlepiej skrojone ubranie nie wiele pomoże Do swojego średniego wzrostu ( — jest chyba o pół głowy niższy od Marka — stwierdziła Hanka Genge miał nieproporcjonalnie sze-roką klatkę piersiową i bary zapaśnika a nie prawnika Tułów miał zbyt długi ręce i nogi zbyt krótkie nos za mały do dużej i okrągłej twarzy a włosy nijakiego koloru — co było zresztą nieważne przypuszczała bowiem że i tak nie długo będzie je jeszcze posiadał Tylko oczy musiała przyznać miał „przyjemne" by-ło to jednak za mało by mógł się równać z Markiem Zabawą — Hi you! — odparła bez entuzjazmu uwalniając się energicznie z jego niedźwie-dzich objęć StanWczo za dużo sobie pozwalał Nawet „boyfrierid" powinien wiedzieć jak liku? Pisałeś? Ależ tak bo i palce masz powa-lane atramentem Lecz po co pistolety leżą na biurku? — Wybieram się w podróż — Mój przyjacielu najdroższy — rzekł Monte Christo głosem tkliwym i łagodnym — błagam cię bys nie myślał o żadnych ostate-cznościac- h — Z jakicjz racji zwykłą podróż raczy pan zaliczać do ostateczności? — Maksymilianie — rzek zł wielką powagą Monte Christo — odrzućmy na bok zdawkowe słowa Nie odstręczaj mnie swą oziębłością gdyż ja nic przyszedłem do ciebie z pustymi po-cieszeniami Musiałem chyba mieć ważne powo-dy jeżeli dostałem się gwałtem do twego poko-ju Maksymilianie! ty chciałeś się zabić Świad-czy o tym to co właśnie pisałeś — Więc coz z tego? — zawołał gwałtownie Morrel — Jeżeli postanowiłem rozstać się z ży-ciem któż może wzbronić mi lego? Serce mo-je zamiera i nie jest już zdolne do życia Ziemia po której stąpam pali mnie powietrze którym oddycham dusi mnie głos ludzki rozkrwawia rany mego serca Łaskę uczyniłby mi ten kto umrzeć Jeżeli bowiem nie umrę w tej chwili to na pewno oszaleję A teraz powiedz mi sza-nowny panie czy będziesz mieć dalej odwagę wzbraniania mi smierc? — Tak jest — odpowiedział Monte Christo z dziwna powagą i spokojem — tak jest — Ty! — zawołał Morrel w gwałtownym wybuchu gniewu — Ty który ośmielałeś się łudzić mnie głupią nadzieja Ty coś mnie uko-łysał uśpił obietnicami próżnymi Ty który udajesz że jesteś widomym posłańcem Opa-trzności na tej ziemi a nie miałeś siły i odwa-gi by zniwecz) ć skutków zadawanej trucizny! Na honor mój panie jesteś po prostu śmieszny — Morrel u' — Czynię zadość twej woli i mówię ci w oczy tylko prawdę bez uprzejmych kłamstw Gdyś śledził mnie na cmentarzu milczałem Milczałem nawet wtedy gdy wtargnąłeś niepro-szony " do mero ostatniego schronienia Lecz teraz dłużej milczeć nie jestem zdolny więc ci mówię prawdę Twoją rozkoszą widać jest sy-cenie sie widokiem cieroień innych A więc pa-nic hrabio de Monte Christo rzekomy mój do-brodzieju nieche się stanie zadość twemu ży-czeniu Za chwilę ujrzysz śmierć swego przy-jaciel-a" I Morrel w uniesieniu najwyższej rozpaczy chwycił pistolet Monte Christo blady jak widmo założył ręce na piersi i rzekł głosem przejmującym: — Otóż raz jeszcze Morrelu powtarzam że mieć będę odwagę i silę wzbronić ci tego — Ty mi zabronisz?! — zawołał Maksy-milian — Tak ja! — A któż ty jesteś że przoblekasz się w postać władzy rozdającej śmierć i życie? — Kto ja jestem? Chcesz wiedzieć a więc ci odpowiem Ja jestem jvm który uratował źy- -' cie twemu ojcu w chwili gdy chciał się zabić tak' jak tv teraz Jajestem tym który zostawił dla twej si-ostr- y ów worek pasowy z przedarty-mi wekslami w domku przy-al- ci cle Meilhan w Marsylii Ja jestem tym który rozmawiał z BiiH się zachowywać w publicznych miejscach Czu ła za sobą obecność Marka i wstyd jej było — Cóż on sobie pomyśli na widok tego mojegr „chłopca" — martwiła się Zabawa istotnie nic najlepiej myślał nic tyle jednak z powodu wy glądu i zachowania się Georga — ile z powodi jego niespodziewanego zjawienia się Hanka nif wspominała że w Montrealu będzie ktoś na ni czekał Na tym zbudował swoje dalsze plany kló rc teraz musiał na nowo i to szybko zmieniać Z Georgom jednak przywitał się uprzejmie George natomiast na widok Zabawy spo chmurniał Instynkt wyrabiający się już w nim pod sprawnym okiem jednego z najlepszycł w Toronto adwokatów u którego praktykował ostrzegał go ze ze strony tego zarozumiałego wysokiego draba (co tez Hanka w nim zobaczy-ła?") grozi mu niebezpieczeństwo Nie łudził się ze Hanka w czasie swojego pobytu w Europie czy w czasie podróży morskiej raczej szukała mz unikała towarzystwa mężczyzn Na tyle znal ją juz Starał się jednak o tym nic myśleć i rzecz traktować lekko Teraz jednak gdy stanął oko w oko z jednym z jej adoratorów złość poczęła w nim wzbierać Musiał jednak panować nad sobą „Ncver show your temper" było de-wizą której od maleństwa zazwyczaj bezsku-tecznie usiłuwai hołdować Hanka była zmieszana i nic wiedziała co robić Marek z obojętną miną rozglądał się wo-koło George przygryzł wargi i wolał milczeć — Przyjechałeś samochodem? — spytała wreszcie Hanka —Tak Nic znasz go jeszcze — George zapomniał o złości i rozpromienił się — Ford 1957 Prosto z fabryki Za mojego starego Buicka dano mi nawet więcej niż się spodziewa-łem więc razem kosztowało mnie to a raczej ojca (tu roześmiał się) niewiele ponad dwadzie-ścia setek Mówię ci cacko nic maszyna Zaraz ją zobaczysz W Toronto będziemy nią za osiem godzin i — Nic lepiej przenocować w Montrealu i wyjechać wcześnie rano? — Hanka usiłowała protestować — Jeżeli ruszymy dzisiaj przy-jedziemy późno w nocy zbudzimy rodziców — Wszystko już z nimi omówiłem Będą na nas czekać ze „snackicm" Z Georgom trudno było dyskutować gdy sobie coś uplanowal — To może weźmiemy pana Zabawę? Też jedzie do Toronto Entuzjazm Georga ochlódł do temperatu-ry absolutnego zera — Jeszczeby tego brakowało — pomyślał zaciskając zęby Pohamował się jednak i siląc się na spokój stwierdził że wszystkie bagaże mogłyby się nic pomieścić w samochodzie Marek obojętnie wzruszył ramionami — Proszę się nie obawiać Bardzo dziękuję za za-proszenie ale niestety nic będę mógł z niego skorzystać Muszę jeszcze zostać w Montrealu — Jakto? — zdziwiła się Hanka i coś ją ukłuło w serce — Przecież mówiłeś że jedziesz wprost do Toronto — Mówiłem? Istotnie przypominam so-bie ale w międzyczasie postanowiłem odszu-kać' jednego mojego kolegę kfóry podobno osiedlił się w Montrealu twoim ojcem w dniu 5 września 1029 roku jako reprezentant domu „Thomson i French" w Rzy-mie Ja jestem Edmundem Dantcscm na koniec którego imię twój ojciec wspominał z wdzięcz-nością w chwili śmierci Morrel cofnął się podniósł ręce w górę i jak obłąkany wypadł na schody głośno wołając: — Julio! Emanuelu! Przybywajcie co prędzej! Na wołanie Maksymiliana zbiegli się wszy-scy: Emanuel Julia nawet Penclon Morrel pochwycił za ręce siostrę i szwagra i razem z nimi wrócił do pokoju mówiąc dobi-tnym głosem: — Oto zbawca ojca naszego! Wówczas wszyscy troje zaczęli go ściskać i całować Hrabia był do łez wzruszony Emanuel natomiast urywanym głosem począł czynić hra-biemu wyrzuty: — Jak mogłeś panic hrabio nie dać się poznać gdyśmy tyle razy w twej obecności wyrażali pragnienie poznania naszego zbawcy i dobroczyńcy? — Nic dowiedzielibyście się nigdy — od-rzekł hrabia — ode mnie prawdy gdyby nie bardzo ważna okoliczność która zmusiła mnie do ujawnienia tajemnicy Bóg świadkiem że pragnąłem ją na wieki zagrzebać na dnie ser-ca lecz brat twej żony Maksymilian wyiwał mi ją gwałtem Widząc jednak że Maksymilian po rado-snym wybuchu jakby zmartwiał i trwa w od-rętwieniu rzekł cicho do Emanuela — Pamiętaj czuwać nad nim — A to z jakich powodów? I Eminuel rzucił wzrokiem na biurko Do piero wtedy spostrzegł lezące pistolety Monte Christo wziął Julię i jej męża zf za ręce a polem rzekł do nich tonem niema1 ojcowskim: — Wybaczcie mi lecz chciałbym zostać sam na sam z Maksymilianem Gdy małżonkowie wyszli hrabia przemó-wił do Morrela: Przyjacielu czy możemy teraz rozmawiać jak dwaj dorośli opanowani ludzie? — Bądź spokojny panic hrabio gdy taka jest twoja woła możesz być pewny że żadnej broni szukać nie będę Mam zresztą' środek pewniejszy od kuli Sama boleść mnie zabije — Słuchaj przyjacielu — mówił Monte Christo dobitnym głosem — był czas że w po-dobnej jak ty żyłem rozpaczy i tak samo zabić się chciałem Ojciec twój pragnął również ode-brać sobie życie A jednak i ja i ojciec pokona-liśmy wszystkie przeciwności i w pewnych okre-sach życia byliśmy nawet szczęśliwi — Tak — zawołał Morrel — lecz ty utra-ciłeś tylko wolność ojciec mój maiatek gdy ja straciłem wszystko straciłem Walentynę! — Spojrzyj na mnie Morrelu — rzekł Mon-te Christo z wielką jemu tylko właściwą powa- - gą — bądź pewien że doskonale odczuwam twe cierpienie twój ból twą rozpacz Odczuwam to tym bardziej że cię kocham jak syna X!zyż-bv- m wiec zmuszał cie do dźwigania ciężaru ży-cia gdybym nie ufał że ból twój przeminie W Tmie"tej' naSzfcT' Maksymilianie prószę cię i rozkazuję: żyj! IRON FIREMAN MFG CO poleca nanowsie ogrzewanie Furnacc alr condltlon na gaz lub oliwę lankl na wodę Pr7stcpnc ceiw — 10 lat gwarancji i letnie splatj Po informicje dzwonić I BIENIAS limo LC 1-9- 931 po S w lecz LE 6-20- 59 39 P 61 POLSKI SKLEP OBUWIA Stanley Shoe Storo Obuwie najlepszych firm kanndyj iklcli 1 angielskich Wszelkie kolon i rozmiary 1438 Dundas Sł W Toronto Tel LE 5-95- 30 Właściciel ST MAZURKIEWICZ r KWIACIARNIA FORTUNA KWIATY NA WSZYSTKIE OKAZJE 356 Bafhurst Sł — EM 8-07- 97 naprzeciw szpitala na północ od Dundas St W ANNĘ PHOTO STUDIO 865 QUEEN ST W W) koniije fotografie weselne I por-tret} maź wpi)7cvn weselna sL-o-je dla WPnnów li W TRACZ Uprisza się telefonować po polsku Biuro EM 8-31- 47 Mloszk RO 6 6375 Toronto 27 P-25- S8 SŁOWIAŃSKI SKŁAD FARB FARBY - TAPETY — OLEJE pierwszej Jakosi'1 po przystępuj eh cenach Motropotllan Palnt & Wallpaper Co Wliśelclel Ochrym 823 Dundas Sł W - EM 4-65- 97 15 65P Annc's Halrdrossing Salon 728 Queen Sł W POLSKA FRYZJERKA z wieloletnia praktyku specjalizuje sic vv strjytcnlu farbowaniu I ukla daniu włosów Najlailnlcjs70 trwale onilulacjc Ceny umiarkowane Prosip tel: EM 8-91- 01 13 P Jedyny Polski Salon Ploknokl Marya's Beauty Parlof Snpołn!l7ni!isi w trwnłnł Ondulacji "Permanent Wavcs" 216 Bathunt St EM M432 P Jodyny Polski Salon Piękności AGNES BEAUTY SALON Spocallzaca w frwalel ondulacl farbowaniu I układaniu wlotów 195 HARBORD STREET (blisko lialluirst) Tel LE 4-30- 70 Olwiuto wieczorami P BIURO TŁUMACZEŃ Dr łor J K Wizy — — lid 57 OUEEN ST W'- - EM 8-94- 30 (kolo Bay) pok 308 polskiego MICHALSKI Paszporty Emigracja G HRYN DACHÓW naprawa i budowa Toronto jinsulacja (insulation) roboty astallowc — rynny 282 Symlngton Ave LE 2-49- 77 Toronto im-- r Długoletnia gwarancja Wielka wyprzedaż FUTEES Bogaty wy-bór najnow-szych modeli futer po ce-nach bezkonk-urencyjnych Łatwe i dłu-goterminowo spłaty IM' E§h Dwa sklepy do Waszej dyspozycji Firma nasza śluzy Polakom od 34 lat PRINGESS Fashión Furs 506 Cłueen St W EM 3-88- 84 750 Yongo Sł WA 1-8- 971 p Zawiadamiamy naszych KLIENTÓW że obecnie prici WĘGLA mamy n sprzedaż i dostarczamy do domów olej do opału "WHITE ROSĘ" Dzwoń do POLSKIEJ SKŁADNICY OPAŁU Telefon składu JWZ&mw} RE -- 2200 (dwi dwa zero zero) fi i V V i m mI ni ii £ S'fl fut l 1 ifi mni m lii ?mi i Mi mI II w li! lBi m W mne TTiirn tv i nimi i i miiimm 1 IfSifr '§£ &AvxĄ§ |
Tags
Comments
Post a Comment for 000229b
