000342b |
Previous | 9 of 12 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
M
"a
I
itrii
kil
0
te
Ki
2f§ °R
241
S&mMM J22®&23£82£85%
Dudek
BĄDŹ MŁODY ZE MNĄ
i zc mną Dla biednych nie miej litości:
iopca kuter-nog- i i dziewcząt już się kurwiących
ch ' gdy °laec z VTzeci?i)m ibem zataczając się
7 nkipm utkwio-num- w nrzukrn mphiplp! - :ne [prutu u --- „— -- i -
oiu Nie m'eJ dla nich choć biedni litości:
ry?l charczącym piwociną tzooiei z pazurami
rlach bawełny cieście z czosnkiem zgnite] swimnie!
i„ tnh-- n Ąpst nrfihitpktnrn inipkul
Łjjy psu '""" j-- ~-
Jmae jak powrozem mota nogi młodości:
L podniesiesz pijaka 2 dołu na śmieci
}Ąońatyna spustoszy to strzelistą młodą dziewczynę
ta spaloną po dziesiąte] — duszkiem wypitej mazolil
oto! jednak by twój mózg zasnął wśród architektur:
"Md' je jak na kopiec — w sobie i niech społeczny gniew
U]? id tooie na ruinę azteckich świątyń: Bądź młody —
whez niosąc kamienny topór na morderczą cywilizację!
CZARNA DZIEWCZYNA I WIERSZ
Stojąc na tarasie dobierając słów w podziwie
iicd zachodzącym słońcem przesunąłem dłoń
po rączce emaliowanej
i dotykając skóry zobaczyłem nagle
jq wysoką straszną piękną czarną dziewczynę
przed sobą Nasze oczy w splocie piorunu
ręce cofnęły się Stałem bez słowa
gin odwróciła głowę sztywno — z rozmysłu —
te Uerunku słońca pokazując mi pierś
w której zatrzymały się oczy
Tak stała odwrócona — ( było to przyzwolenie) —
2 piersią w pąk pękającą
poprzez suknię Drżąc odwróciłem oczy
wtedy odeszła Ja z moim wierszem
o słońcu zwęglonym we mnie wzbudziła
płomień który mnie palił — wypalił wiersz
Zostało tylko
jej ciafo z hebanu i oczy białe jak muszla
mc moje
tale w wyobraźni — doskonałe
Szedłem ulicą z bladą spieczoną twarzą
fule upału bijące mi do czoła
moczach łzy -- '
PIĘKNA KALIPSO
Mtlość przyszła jak febra śród nocy —
Uszła
o świcie jak nocny wiatr
Teraz dnie tak spokojne —
wyspy na ćmym morzu
Powiedz mi
gdzie ta burza?
Gdzie owa fala która mnie zaniosła
aż do jej boku?
' „„ „__ t lem " J "lc'iiojowsizij
(Pini! o T __ T-J- _I ]:l ivauauidll OCUIIU LOU1S UUUUK U1UU4U oi!V nr
Montrealu Pierwszym językiem którego nauczył się
I rodzinnym rinmn 1-- ml inrt nnlclri Ohppnip llPZV
M 50 i wykłada literaturę na Uniwersytecie McGill
godzinnym Montrealu Uważany jest powszechnie
3 ICdnPfln 7 noitimViłviiic'7irfli nnnfńur 1rnnnrlviskiph
Fakt że jako dziecko robotniczego domu we wscho- -
[1101 P7nćni 1rnłAl _1l Diłnne rvrnf tpV-- 1
SlOd llterar-lnn-i olitir lnaIu 7xvd7WC7a zarówno
Sfii P107Lini -- „ J l~n 4rtl i CT7n£rlll Mn
OCSCie hnUfm Hla nioon rnrlTipd ippfl rnznnznaWSZY
oinosci syna postanowili dać mu możliwość nauki
aorpi cmi k'i: poziuawieni w nęki anejj w„u„ju„o™u" Pr"i
V8-C-Je-
8° Pierwsza wewnętrzna walka rozegrała się
j "siępowar na studia na uniwesyiei wtum
cjh spowiedzi na problemy żvcia niż konwencjonalna
"gia Nawiązał on w tym okresie bliższe stosunki
1 młodymi poetami w Montrealu Doprowadziło to do
Rwania małego magazynu pt First Stafement
aojy w 1945 roku przyjął nazwę Norihern Review
--- j- ja™ ważna iryouiia puutjtAa uia yy-- ~
adjjskich aż do 1956 roku kiedy przestał się
wzywać
nszy tomik poezji pt "East of the City" opu--
illottał Poeta w ifMfi rnkn Po nim ukazały się na- -
IPne tomy "Tłio Rnarr-liin- d TmaPP" W 1952 toku i
j111 Transparent Sea" w 1956 roku W wierszach
' "uuck vyKraaar swoją iiiozonę lm ijuiw
:r Kam człowiek osiągnąć może prawdę pięKno i
I sii "-"""sto- sc Dla niego poezja nie jest inuą
Ł-KP-ką
pljtkiego rjTnotwórstwa ale treścią życia
wiersz jego jest w pewnym stopniu pieczołowicie
sunientnwanw i-rori- iro' ióffn i-pa-krii
na różne
e przeżycia i przejawy życia Celem jego jest
"""tezienie soncii no 7ninTiiotn ipm noezii iest uwuow jxa bauniiiwui j-- ow - '"udanie Iilozofii która stanowuaDy eiehiyvuc
"?? Przeciwko złu które istnieje na naszym świecie
-- "judiaziej jednak ważnym wkładem jjuuk w
"r? kanadyjską są nie tyle jego własne wiersze
cncta i podnieta jaką dawał innym twórcom
al roku wespół z poetami Irving Laytonem i
OIltOlKl-i- m - t_ J C„cfnrom 7JllnZVł
m 'łoaw-niptw- n - -- ! n ia 'oHt-rvł- fi im n —- -u vuuiawr rresi alułk uuiuiv i- iimozli- -
Publikowanie utworów takich wybitnych nowo-K- h
Pisany jak Eli Mandel Phyllis Webb Leo--
a-wr- a ri - uen Alfred_ _Purd-y i ŁA[1 ł-- i! —
Aldnn Nowlan W do--
- _ ~~a a _ł_ __ Itnnn TVł- l- [ł- - jou wyjaadowca na Alcuin siaie zatuv-- i """
j uu Łworczosci i wjuai mwni r---(jo-iorze
McGill Poetrv Series kióre osobiście sub--
"iowaj
&3£5uS£&£&&ćatf£
M"%
'J-w-J-ga-&
rBfrw
Adam Tomaszewski
i (s 5 jŁ l ci
Az do Kenogami autostrada
Nr 16 przegląda się w czar-nych
jak smoła wodach Sa--
guenay — rzeki śmiałych że-glarzy
Potem z lasów z pust
ki z za terenowych garbów
stromymi warstwicami uner
wiających mapę wyskakuje
inna droga "55" Okrąża
wielkie lustro wodne co na
kształt plamy po niebieskim
atramencie rozsiadło się na
mapach prowincji Quebec
Rozlewa się przed nami jezio-ro
Świętego Jana odkryte
przez jezuitę ojca Jana de
Quin w połowie XVII wieku
Krótko przed pierwszą woj-ną
światową nad brzegiem te-go
jeziora pojawił się Fran-cuz
Ludwik Hemon i przyglą-dając
się życiu tutejszych lu-dzi
napisał swą książkę o
francuskiej Kanadzie „Maria
Chapdelaine"
Ludzie i ziemia to tworzy-wo
autora Ludzie Hemona
są nieskomplikowani prości
zajęci tysiącem spraw drob-nych
codziennych dla nich
najważniejszych i jedynych
Ziemia to byt cel warunek
istnienia i trwania Ziemia u-sia- na
głazami pniami korze-niami
Wparł się w nią czło-wiek
obu stopami i szarpie
ją w znoju pazurami Uparty
i twardy człowiek
Książka o Kanadzie „kla-syk"
tutejszej literatury do-czekała
się do dzisiaj około
dwudziestu wydań Jak nikt
przed nim rozsmakował się
Ludwik Hemon w życiu tu-tejszego
rolnika Jak nikt
przed nim wydobył piękno
legend i pieśni folklor fran-cuskiej
Kanady miłość i
przywiązanie do spuścizny
przodków smutek surowej
północnej zimy słodycze mie-sięcy
lata kontrast tego za-mkniętego
w sobie środowi-ska
z i gwarem i materializ-mem
cywilizacji Ameryki
która leżyi-zaledw-ie
o setkę
mil na południe a przecie od--'
legła o całe światy poznania
Ktpre tutejszych ludzi nie
nęci
Jest w tym życiu i cień nie-jeden
Gruba ciemnota brak
kultury zacofanie prymity-wizm
bytu tam na północ od
miasta Qucbec niemal „na
kresach lasów" człowiek cią-gle
żyje jeszcze w odległej
epoce
Ludzie w prowincji Quebec
nie łatwo ulegają obcym
wpływom Bronili się przed
nimi trzy wieki Dziś jeszcze
całe powiały tutejsze przy-pominają
Francję sprzed
Wielkiej Rewolucji Zamknię-ty
w swym wczoraj zazdros
gdzieś pod Gaspe
ny o dziś człowiek tych oko- - pierwszej mroźnej nocce za-li- c obwarował się jak ślimak rezerw leniły się klony nad rze- -
w skorupie i me świadom
rozleglej szych aspektów ży-cia
— jest szczęśliwy Wystar
cza mu własna ledwie co wy
darta puszczy ziemia liczna
rodzina mocna niedociekli-w- a
trwogą podparta wiara
Nie doczekał się autor „Ma
ni Lhapdelaine wydania
swej książki Ukazała się już
po jego śmierci Zginął tra-gicznie
w pobliżu Chapleau
untano Tam tez spoczywa
snem wiecznym Francuz któ-ry
tak rozumiał duszę niby
własnego a przecie o wieki
cofniętego luau Francuz któ-ry
ukochanie do zimnego nie-ba
nad którym przez wiele
miesięcy płonie Aurora Bo-real- is
zamknął w kształcie
prostym a przecie nieskoń-czenie
pięknym Stworzonym
pasją miłości
Naokoło są wzgórza Dale-ko
daleko jdK wzrok wybie-gnie
Naokoło jest las Wy-sokopienny
zwarty nieprze-nikniony
i'ad lasem nad sfa-lowanym
krajem nad jeziora-mi
nad ubogą farmą — jest
Bóg
Z wieży pochowanego w
drzewach kościółka „na Anioł
Pański biją dzwony" Jak na
obrazie Milleta pochylili się
pracujący w polach ludzie
przystanęli zmordowani ora-cze
zwolniły się napięte mię-śnie
drwali w „buszu" urwał
się rytm wioseł na rzece Pe-ribon- ce
Nad krajem jest Bóg
W zimowych miesiącach gdy
głębokie śniegi odetną go od
świata ąuebecki farmer klę-ka
co wieczór przed obrazem
św Anny Patronki z Beauprć
i modli się o wiosnę o deszcz
topiący śniegi by starczyło
siana dla bydła by lisy nie
wygubiły kurnika
Aż wreszcie komizy się
zgryzota Na przemian walą
śniegowe krupy i "Strugi- - wio-sennej
ulewy Zczezła zima
gwałtowna gospodarska krzą-tanina
godna przygrywka do
wielkiej letniej gry Zaziele-niła
się puszcza napełniła się
ptasimi gwizdami i żabimi po-gwarka- mi
Dnie tygodnie
miesiące
Idzie lato Upalne i znojne
Walenie lasu karczowanie
poręby sianokosy żniwa
grzybobranie zbieranie ja-gód
W tej wiecznej pracy go-niącej
pracę nie zauważono
jakoś pierwszego pożółkłego
listka co odpadł od obwieszo-nego
granatowymi jagodami
krzaka bruśnicy Aż tu pew-neg- a
ranka pożar zapalił krze-wy
dzikiej czereśni aż tu po
yshci
Być może jeszcze ważniejszym w tej dziedzinie jest
jego magazyn "Delta" najbardziej uderzający wysiłek
pojedynczego człowieka w annałach kanadyjskiej lite-ratury
W okresie 10 lat kiedy wydawnictwo to się
ukazywało tj od 1956 do 1966 roku pojawiały się
w nim najbardziej interesujące utwory poetyckie Ka-nady
a także szereg doskonałych zmuszających do
myślenia literackich omówień i krytyk Wydawnictwo
to nie tylko było redagowane przez Dudka i zawierało
jego własne artykuły ale Dudek własnoręcznie składał
drukarskie teksty i odbijał je na prasie drukarskiej
którą sam zakupił i zainstalował we własnym domu
w Montrealu Zeszyty wydawnictwa "Delta" są obec-nie
poszukiwane jako wartościowe kolektorskie eks-ponaty
i cenione niesłychanie przez miłośników kana-dyjskiej
literatury
Pomimo tak rozlicznych zajęć a pamiętać też należy
że Dudek ma obowiązki wykładowcy na McGillu
znajduje on czas na pisanie wierszy które uważa się
za jedne z najbardziej głębokich utworów publikowa-nych
w Kanadzie Jego poemat "Europę" który ukazał
się w 954 roku oddaje wrażenia z jego pobytu w
Europie Opublikowany w 1967 roku utwór "Atlantis"
(wyjątki recytowane były na sieci radiowej CBC przed
publikacją) to głęboki filozoficzny essej poetycki
który — być może — jest najbardziej ważkim wyzna-niem
osobistego poglądu religijnego od czasu "Pre-lude- "
napisanego przez Wordswortha
Innym ważnym aspektem działalności Dudka jest
fakt że czuje się on również dobrze w grupie kultu-ralnej
francuskiej jak i angielskiej i utrzymuje bliskie
stosunki z pisarzami i wydawcami franko-kanadyjski-- mi
W rzeczyw istości podobnie jak wielu z dzieci imi-grancki- ch
Dudek zna wiele języków i często daje
swym czytelnikom tłumaczeni z nowoczesnej poezji
polskiej rosyjskiej włoskiej i niemieckiej Te zdol-ności
są szczególnie wartościowe w życiu literackim
Kanady kraju który dumny jest z tego że znajduje
się w nim taka różnorodność kultur
Ponieważ zazwyczaj pracuje on w cieniu propa-gując
prace i myśli innych- - a przede wszystkim tłu-maczenia
zapoznaje czytelników jednej grupy naro-dowościowej
z twórcą wywodzącym się z innej naro-dowości
Dudek nie jest tak szeroko znany jak na to
zasługuje Inni pisarze kanadyjscy uznają że jest on
gigantem w kanadyjskim świecie literackim i ma
zapewnione poczesne miejsce w historii literatury
kanadyjskiej Dla szerszych rzesz czytelniczych nazwi-sko
jego jest mniej znane aniżeli innych pisarzy o
znacznie mniejszym władzie i talencie
Marcus Von Stecn
ką Jesień Drzewo trza ciąć
piłować zwozić w sterty koło
sionki układać na zimę Ostat-nie
potrawy pokosić obórkę
zaopatrzyć owoce i jarzyny
zebrać z ogródka Nad wzgó-rzami
idą chmury siwe płat-ki
śniegowe polatują zima
zima Wiosna lato jesień
zima Sklep towarów miesza-nych
w Chicoutimi zamówił
już noworoczne kalendarze
W domu ojca Chapdelaine za-wis- ną
w poczesnym miejscu
Obok Madonny Boleściwej i
krwawiącego Serca Jezusowe-go
Opadnie wiele kartek za-nim
którejś kwietniowej no-cy
daleki huk zbudzi zmordo-waną
rodzinę Radosny znak
To wiosna rozkuła rzekę
Centralną osobą powieści
jest Mana Chapdelaine Ho-ża'
rumiana typowa dziewczy-na
wiejskiego yuebecu Przy-szła
matka i kapłanka domo-wego
ogniska przyszła wzo-rowa
żona przysparzająca mę-żowi
pracą od świtu do nocy
dóbr doczesnych i co rok ro-dząca
mu nowego potomka
Tak przynajmniej myślą ro-dzice
Marii tego spodziewa
się od niej poczciwy sąsiad
Eutrope Gagnon starający
się o jej rękę Oraz proboszcz
miejscowej parafii nieodzo-wny
cure Opiekun dorad-ca
autorytet niezachwiany i
wpływowy Dla Marii — tej
z powieści - sprawa ta nie
jest prosta Ona jedna wśród
wszystkich tych ludzi prze-chodzi
duchowe konflikty
ona jedna zdaje się walczyć
z rzeczywistością odwieczną i
niezmienną Od pierwszej
chwili zakochała się w mło-dym
junaku Francois Para-di- s
On też jest inny też się
wyrodził z otoczenia Sprze-dał
— rzecz niesłychana —
ojcowską farmę i poszedł in-nymi
drogami Pociąga go da-leka'
północ przestrzeń swo-boda
Po trosze jest trape-rem
po trosze włóczęgą
przewodnikiem handlarzem
futer Ale jest dzielny i pra-wy
i z oczu patrzy mu szcze-rość
Zabiło serce dziewczęce
na trwogę Rumieni się Ma-ria
nie może się modlić
przy wieczornym pacierzu
Bystra fala rzeki Peribonki
przyniosła chłopaka Zaręczy-li
się Na zimę Franciszek
pójdzie do lasu zarobi przy
waleniu puszczy i z nowym
kapitałem dodanym do sta-rych
oszczędności na wiosnę
przyjedzie po swą dziewczy-nę
Ale dziwnie układają się
ludzkie przeznaczenia nie
splotły się na zawsze losy Ma-rii
z Josami Franciszka Pa-rad- is
Gdy nadeszły zimowe Gody
w dalekim karnpie leśnym za-tęsknił
naraz junak do ko-chanej
dziewczyny Nie słu-chał
przyjaznych przestróg
Sam jeden porwał się na set-ki
mil mroźnej kanadyjskiej
przestrzeni Szedł tak na
przełaj przez mróz przez głę-bokie
śniegi — ale nigdy nie
doszedł Skonał gdzieś w gę-stwinie
świerkowej pod gru-dniowym
wygwieżdżonym
niebem Może w agonii w
gorączce w ostatnim wyde-chu"
szeptał ukochane imię?
Zginął przepadł bez wieści
Franciszek Paradis W dłu-gie
wlokące się w nieskoń-czoność
wieczory zimowych
miesięcy zmartwiała dziew-czyna
słuchała szalejącej w
pustkach wichury I zdawało
się jej co wieczora że gdzieś
z daleka najdroższy głos ją
wzywa i płacze i jęczy razem
z burzą: „Jestem" „jestem"
„jestem"
Po bólu i rozpaczy zwolna
nadeszła rezygnacja I suro-wa
przygana proboszcza że
żywym nie wolno zapamięty-wać
się przy grobach Po da-wnemu
świeciło słońce po
dawnemu odmieniała się
przyroda po dawnemu w ro-ślinach
krążyły soki a ludzie
chodzili kolo swych spraw
Maria powróciła do życia i na
nowo odnalazła swe miejsce
na świecie
Ale razem ze świadomością
w dziewczynie zaczął kiełko-wać
bunt Porzuci ten kraj
gdzie żywioły czają się zaw-sze
grożące najdroższym lu-dziom
Rzuci życie twarde
znojne niewdzięczne Odej-dzie
stąd daleko do ludzi do
miast gdzie żyje się szybko
intensywnie gdzie praca prze-plata
się z rozrywką gdzie
wieczorami płoną krwawo ne-ony
a miliony jasnych świa-teł
i lampionów zamieniają
egzystencję człowieka w jakaś
niezwykłą kolorowa baśń
Nieraz opowiadał jej cuda o
życiu l przyjemnościach w
FUM
wielkich miastach amerykań-skich
młody człowiek z są-siedztwa
Lorenzo Suprenant
Pracował od kilku lat w Sta-nach
i bardzo sobie chwalił
tamtejsze warunki bytu
Wprawdzie gdy Lorenzo o-świad- czjł
się jej ostatnio nie
dała mu jeszcze ostatecznej
odpowiedzi ale już powoli
powoli zaczęła dojrzewać w
niej zgoda na małżeństwo
W przededniu decyzji przy-szła
znagła choroba i śmierć
matki W czasie długiej no-cy
w samotności rozterce w
męce Maria płacze nad trum-ną
matki i łamie się z sobą
Trudno rzucić tak wszystko
wspomnienia dzieciństwa
kraj przyjaznych ludzi ale
jednak trzeba się zegnać
trzeba odchodzić Już prawie
się zgadza ju? prawie po-zwala
na rozłąkę nieodwołal-ną
Ale co to? Glos jakiś
Słyszy go w sobie w sercu
tuz niemal przy uchu Kto to?
Ogląda się pomieszana Nie
ma w izbie nikogo Tylko
zmarła lczy w żółtym świetle
świec tylko księżyc wchodzi
przez okno tylko nutca guzies
daleko sowa Ten głos ten
głos: „Trzysta lat tu jesteś-my
trzysta lat tu trwamy
a z nami nasze pieśni nasze
modlitwy nasze zwyczaje
Wymierzyliśmy granice od
Montrealu aż po Gaspe' u-trzymali- śmy
się i utrzyma-my
lud nasz z rasy co nic
wip jak ginąć jesteśmy
świadectwem"
Tak mówił głos Quebecu
Odwieczny niezmienny na
świecie jedyny Co to było?
Zbudziła się Maria Wiedziała
już że zostanie Że nie wyje-dzie
stąd nigdy że nazajutrz
powie sąsiadomi Gagnon że
będzie jego żoną „Na przy-szłą
wiosnę Gdy ludzie wrócą
z lasu do orki"
Twarde zwykłe życie Peł
ne trudu ale i piękna Takich
Marii znajdziesz w Quebccu
tysiące Maria Chapdelaine
mieszka dziS — jak mieszkała
przed wielu laty — pod Mon-trealem
i Quebec City Pod
Sorel i Trois Rivieres Pod
Mistassini i pod Gaspe Maria
Chapdelaine Symbol
Ranny pociąg z Warszawy
jeszcze przed południem
wjeżdża na bydgoski dworzec
centralny Lecz jeśli ktoś ma
w pamięci Bydgoszcz sprzed
wojny niech się nawet nie
łudzi że będzie wiedział kie
dy ma wysiąść
W wagonie którym jecha
łam na otwarcie tegorocz-nych
Bydgoskich Dni Sztuki
obserwowałam taką scenę
Kiedy pociąg przejeżdżając
nrzez peryferie Bydgoszczy
zbliżał się do śródmieścia
miody człowiek siedzący przy
oknie głośno zauważył: — No
doieżdżamy trzeba się zbić- -
rać — Siedząca obok -- niego
starsza może 60-lctni- a kobie
ta żywo jednak zaprotesto
wała: — Ależ proszę pana to
nie może być Bydgoszcz
znam ją sprzed wojny To
chyba jakiś nowy ośrodek
przemysłowy!
Była to jednak Bydgoszcz:
stare spokojne centrum i
wąskimi uliczkami otoczone
lasem nowych bloków par
ków i zakładów przemysło
wych Bydgoszcz odświętnie
wyglądająca jasna i wesoła
Taki specjalny "strój" to
miasto przywdziewa właśnie
na jesieni wraz z nadejściem
nowego sezonu kulturalnego
inaugurowanego przez Byd-goszc- z
od 5 lat Festiwalem
Muzyki Polskiej
Kiedy jeden z najpopular
niejszych polskich krytyków
muzycznych — Jerzy Wal
dorff nazwał ziemię bydgos
ką "polskim zagłębiem muzy
cznym nie było w tym żad-nej
przesady Obok Warsza-wy
która z racji swej "stołe
czności" jest największym o--
środkiem kulturalnym — a
więc i muzycznym właśnie
na Bvduoszczv koncentruje
się uwaga muzyków i melo
manów z kraju i zagranicy A
zaczęło się wszystko tak
Kiedy w 1960 roku dyrek
tor Filharmonii Pomorskiej
w Bydgoszczy — Andrzej
Szwalbe zapytał jednego z
największych znawców histo-rii
muzyki polskiej — księdza
nrof Hieronima Feicbta o
muzyczną przeszłość Pomorza
ten odpowiedział: "Temat
nietknięty — wart opracowa
nia"
Wtedy to w polskim środo-wisku
muzycznym zawrzało
jak w ulu Biblioteki stare
składy nut strychy filhar
monii i oper nie dały długo
Jerzy Harasymowicz1 '' ] K
ŻYWIOŁ CODZIENNOŚCI
Kopci obficie żywioł codzienności '
Kopci obficie przez fajans poranka
Rozwieszona bielizna jest wyprana z poezji
Przez byt zafrasoicany fctuidei przebiegł
Gdzieś podfjża teczek i ludzi nadzwyczajna mnogość
W oknach papierowe różyczki czerivicnicją m mrozie
Wielkie stado w loidnokrąg kominów odchodzi
Tu i tam zielone muchomory budek z piwem z dżumą
Na tym osiedlu Violctta Kaliban śpiewa do poduszki
Wiecoictoni Rafael błogosławi spod ciemnej gwiazdy
Tu 'lic i)i Szekspira tu jest tylko masło
Które setki sztumujq już pod osłoną nocy
Narusztowaniach lobotnik klnie aż różowieją obłoki
Lecz spióbuj w taki mróz przcmaioiać do cegieł czule
Każdj szczęśliwy gdy ciężarówką jak śledź zielony odjedzie
Nie pojedzie limuzyną od razu klasa robotnicza
Ten las ludzki taki sam jak las to górach
Ta sama nalwa tylko pod zmienionym nazwiskiem
Nie mówmy jednak — my papierowi herosi — że to kasza
Nasza ojczyzna przez wieki całe słomianą chatką była
Kopci obficie żywioł codzienności
Kopci obficie przez fajans poranka
Dymią warstwy dni jak warstwy żużlu
Lecz mozc z nich kiedyś słoioik uleci szary
OGRODY MIŁOŚCI
A m śuicwam oarodu miłości
Jakieś czynszowe ruiny pokrzyw gazony l }
Jakieś stare gruchoty podróży poślubnej '
Tak zostałem Uafizem wyrzutków
Tutaj sjyaraliżowana ze sparaliżowanym
Wózki idą stępa jak przejażdżka konno
'Niżej żebiak nadąża na źebraczce
Tu Romeo — wzrostu ciupagi — 'korzystając z mroku
Opiowadza swą Julię i jej ?iózcJc pałąk
Chuligani potargali na służącej spódnicę i skórę
Eros w oprychówce spodnie rozpina gwiżdżąc
A tam konie'szczaw i dzieci bawią się w koguta
1 jńzrwsze próbne jazdy na Kleopatrze z warkoczykiem
Cieszą dziesięcioletnich cienkonogich Cezarów
A w środku łopuchów co się las rozrosły
Noga wiedźma wola w każdy odwłok szary
Jest to zapewne udzielna władczyni
Rdzewiejących w deszczu ogrodów miłości
POLSKIE ZAGŁĘBI! MUZYGZ
czekać na wyniki poszukiwań
Muzykolodzy w ciągu roku
czy dwóch dokonali ' rewela-cyjnych
dla świata 'muzyki
odkryć Okazało się ze pol-scy
kompozytorzy tworzyli
znakomite dzieła już tfd cza-sów'
późnego gotyku WCIII
wiek a wszystkie lmlępnc
epoki — niezależnie 0d wo-jen
1 utraty przez Polskę nie-podległości
— kwitły' po pro-stu
oryginalnymi i Wartościo-wymi
dziełami
Warto tu może przytoczyć
ciekawą historię nieznanego
jeszcze tniedawno kompozyto-rifpolskieg- o
XIX wieku — A-nastaz-ego
Dreszera Otóż je-den
z polskich badaczy od-krył
ciekawe kompozycje te-go
muzyka którego ślad pro-wadził
do miasta Halle w
Niemczech i tam ginął Mając
dostęp tylko do części dzieł
Dreszera polski badacz zwró-cił
się muzykologów w
NRD z prośbą o pomoc w po
szukiwaniach I oto okazało
się że Dreszer bardzo zasłu-żony
kulturze miasta Halle i
jeszcze w XIX wieku wciąg
nięty na listę kompozytorów
niemieckich do końca swo
ich dni manifestował pol
skość i chociaż większość swe
go życia spędził w baksonn
uporczywie zachowywał pol
ską pisownię swego nazwis
ka
do
do
W toku odkrywania niezna- -
nych kart muzyki polskiej
pracownicy Filharmonii Po-morskiej
i inni badacze w
ciągu 3 lat zgromadzili cenne
prace dotychczas prawie "nie-znanych
67 kompozyloiów
Zrekonstruowano także stare
najczęściej już zapomniane
instrumenty polskie które u-możli- wiają
wierne otworze- -
Na ręce inź Wojciecha
Krajewskiego przewodni-czącego
Fundacji im A
Mickiewicza wpłynęło na-stępujące
pismo:
Na ręce Pana panie
Przewodniczący składam
serdeczne podziękowania
dla Zarządu i Kuratorów
Fundacji im A Mickiewi-cza
za przyznanie mi tego-rocznej
nagrody literac-kiej
Proszę również o przeka-zanie
słów wdzięczności
członkom Komisji która
podała mnie do nagrody a
mianowicie: prof dr Wik
' r i '
a4~t '
i
ttipl
'
iKj
_
w
%
1
i'nie np pieśni renesensu i
(baroku Ta obfitość zapom-lnianyc- h
kompozycji natchnę-ła
bydgoskie środowisko mu
zyczne myślą zorganizowania
przeglądu owych odkryć 1
tak przed pięciu laty — w
1963 roku uroczyście otwarto
pierwszy Festiwal Muzyki
Polskiej który następnie stal
się imprezą doroczną
Organizatorem 1 gospoda-rzem
tegorocznego festiwalu
była Filharmonia Pomorska
która przestrzega następują-cej
polityki repertuarowej:
nic zaniedbując 'najważniej-szych
pozycji muzyki świato-wej
faworyzuje przede wszy-stkim
twórczość ojczystą A
Filharmonia Pomorska
w ubiegłym sezonie obcho-dziła
swój jubileusz 20-lcc- ia
ma jeden z najlepszych ze-społów
symfonicznych l jako
jedyna kapelę która wykonu-je
muzykę dawną Może war-to
też wspomnieć że patro-nem
bydgoskiej filharmonii
jest Ignacy Paderewski Fil-harmonia
Pomorska jako re-prezentacyjna
placówka kul-turalna
ziemi bydgoskiej w
ciągu minionego dwudziesto-lecia
zorganizowała 10 Imp-rez
w których udział wzięło
prawie 4 miliony słuchaczy
Jako soliści występowali ar-tyści
lej miary co Rubjnslcln
i Smendzianka a dyrygowali
orkiestrą Stokowski Benzl i
Kiecki Festiwal bydgoski
stanowi bardzo ważny krok w
kierunku szerokiego upow-szechnienia
dorobku polskiej
muzyki Licznie uczestniczący
w spotkaniach festiwalowych
goście zagraniczni rozwożą
swoje wrażenia po całym
świecie
Dokończenie na str 12
Podziękowanie nagrodzonego poety
torowi Szyryńskiemu red
Zygmuntowi Rusinkowi i
red Benedyktowi Hcyden-korno- wi
Nie potrzebuję zapew-niać
że wyróżnienie to tak
dla mnie pochlebne nie
tylko pozostanie w mej pa-mięci
ale wywrze również
%vpływ na dalszą moją
twórczość która jak i do-tychczas
będzie' służyła po-przez
Polonię literaturze!
polskiej
Łączę wyrazy szacunku 'y i poważania ~"v
W Iwaniukc i '" " i Cif
--J
rfjiSsff1!-- : mm&i
i ?VFy „ttSil' wffl
!i
_-4-
Ki
w Ma"rSiowfifrBarafSlrfIcn
?iv ar
IfM
pff
Ł? vS MW
MM
CfM
HjrJ-Iłiri- i mm
hmfmi
31
&A"R
¥yM
fc£S?
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, October 19, 1968 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1968-10-19 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000652 |
Description
| Title | 000342b |
| OCR text | M "a I itrii kil 0 te Ki 2f§ °R 241 S&mMM J22®&23£82£85% Dudek BĄDŹ MŁODY ZE MNĄ i zc mną Dla biednych nie miej litości: iopca kuter-nog- i i dziewcząt już się kurwiących ch ' gdy °laec z VTzeci?i)m ibem zataczając się 7 nkipm utkwio-num- w nrzukrn mphiplp! - :ne [prutu u --- „— -- i - oiu Nie m'eJ dla nich choć biedni litości: ry?l charczącym piwociną tzooiei z pazurami rlach bawełny cieście z czosnkiem zgnite] swimnie! i„ tnh-- n Ąpst nrfihitpktnrn inipkul Łjjy psu '""" j-- ~- Jmae jak powrozem mota nogi młodości: L podniesiesz pijaka 2 dołu na śmieci }Ąońatyna spustoszy to strzelistą młodą dziewczynę ta spaloną po dziesiąte] — duszkiem wypitej mazolil oto! jednak by twój mózg zasnął wśród architektur: "Md' je jak na kopiec — w sobie i niech społeczny gniew U]? id tooie na ruinę azteckich świątyń: Bądź młody — whez niosąc kamienny topór na morderczą cywilizację! CZARNA DZIEWCZYNA I WIERSZ Stojąc na tarasie dobierając słów w podziwie iicd zachodzącym słońcem przesunąłem dłoń po rączce emaliowanej i dotykając skóry zobaczyłem nagle jq wysoką straszną piękną czarną dziewczynę przed sobą Nasze oczy w splocie piorunu ręce cofnęły się Stałem bez słowa gin odwróciła głowę sztywno — z rozmysłu — te Uerunku słońca pokazując mi pierś w której zatrzymały się oczy Tak stała odwrócona — ( było to przyzwolenie) — 2 piersią w pąk pękającą poprzez suknię Drżąc odwróciłem oczy wtedy odeszła Ja z moim wierszem o słońcu zwęglonym we mnie wzbudziła płomień który mnie palił — wypalił wiersz Zostało tylko jej ciafo z hebanu i oczy białe jak muszla mc moje tale w wyobraźni — doskonałe Szedłem ulicą z bladą spieczoną twarzą fule upału bijące mi do czoła moczach łzy -- ' PIĘKNA KALIPSO Mtlość przyszła jak febra śród nocy — Uszła o świcie jak nocny wiatr Teraz dnie tak spokojne — wyspy na ćmym morzu Powiedz mi gdzie ta burza? Gdzie owa fala która mnie zaniosła aż do jej boku? ' „„ „__ t lem " J "lc'iiojowsizij (Pini! o T __ T-J- _I ]:l ivauauidll OCUIIU LOU1S UUUUK U1UU4U oi!V nr Montrealu Pierwszym językiem którego nauczył się I rodzinnym rinmn 1-- ml inrt nnlclri Ohppnip llPZV M 50 i wykłada literaturę na Uniwersytecie McGill godzinnym Montrealu Uważany jest powszechnie 3 ICdnPfln 7 noitimViłviiic'7irfli nnnfńur 1rnnnrlviskiph Fakt że jako dziecko robotniczego domu we wscho- - [1101 P7nćni 1rnłAl _1l Diłnne rvrnf tpV-- 1 SlOd llterar-lnn-i olitir lnaIu 7xvd7WC7a zarówno Sfii P107Lini -- „ J l~n 4rtl i CT7n£rlll Mn OCSCie hnUfm Hla nioon rnrlTipd ippfl rnznnznaWSZY oinosci syna postanowili dać mu możliwość nauki aorpi cmi k'i: poziuawieni w nęki anejj w„u„ju„o™u" Pr"i V8-C-Je- 8° Pierwsza wewnętrzna walka rozegrała się j "siępowar na studia na uniwesyiei wtum cjh spowiedzi na problemy żvcia niż konwencjonalna "gia Nawiązał on w tym okresie bliższe stosunki 1 młodymi poetami w Montrealu Doprowadziło to do Rwania małego magazynu pt First Stafement aojy w 1945 roku przyjął nazwę Norihern Review --- j- ja™ ważna iryouiia puutjtAa uia yy-- ~ adjjskich aż do 1956 roku kiedy przestał się wzywać nszy tomik poezji pt "East of the City" opu-- illottał Poeta w ifMfi rnkn Po nim ukazały się na- - IPne tomy "Tłio Rnarr-liin- d TmaPP" W 1952 toku i j111 Transparent Sea" w 1956 roku W wierszach ' "uuck vyKraaar swoją iiiozonę lm ijuiw :r Kam człowiek osiągnąć może prawdę pięKno i I sii "-"""sto- sc Dla niego poezja nie jest inuą Ł-KP-ką pljtkiego rjTnotwórstwa ale treścią życia wiersz jego jest w pewnym stopniu pieczołowicie sunientnwanw i-rori- iro' ióffn i-pa-krii na różne e przeżycia i przejawy życia Celem jego jest """tezienie soncii no 7ninTiiotn ipm noezii iest uwuow jxa bauniiiwui j-- ow - '"udanie Iilozofii która stanowuaDy eiehiyvuc "?? Przeciwko złu które istnieje na naszym świecie -- "judiaziej jednak ważnym wkładem jjuuk w "r? kanadyjską są nie tyle jego własne wiersze cncta i podnieta jaką dawał innym twórcom al roku wespół z poetami Irving Laytonem i OIltOlKl-i- m - t_ J C„cfnrom 7JllnZVł m 'łoaw-niptw- n - -- ! n ia 'oHt-rvł- fi im n —- -u vuuiawr rresi alułk uuiuiv i- iimozli- - Publikowanie utworów takich wybitnych nowo-K- h Pisany jak Eli Mandel Phyllis Webb Leo-- a-wr- a ri - uen Alfred_ _Purd-y i ŁA[1 ł-- i! — Aldnn Nowlan W do-- - _ ~~a a _ł_ __ Itnnn TVł- l- [ł- - jou wyjaadowca na Alcuin siaie zatuv-- i """ j uu Łworczosci i wjuai mwni r---(jo-iorze McGill Poetrv Series kióre osobiście sub-- "iowaj &3£5uS£&£&&ćatf£ M"% 'J-w-J-ga-& rBfrw Adam Tomaszewski i (s 5 jŁ l ci Az do Kenogami autostrada Nr 16 przegląda się w czar-nych jak smoła wodach Sa-- guenay — rzeki śmiałych że-glarzy Potem z lasów z pust ki z za terenowych garbów stromymi warstwicami uner wiających mapę wyskakuje inna droga "55" Okrąża wielkie lustro wodne co na kształt plamy po niebieskim atramencie rozsiadło się na mapach prowincji Quebec Rozlewa się przed nami jezio-ro Świętego Jana odkryte przez jezuitę ojca Jana de Quin w połowie XVII wieku Krótko przed pierwszą woj-ną światową nad brzegiem te-go jeziora pojawił się Fran-cuz Ludwik Hemon i przyglą-dając się życiu tutejszych lu-dzi napisał swą książkę o francuskiej Kanadzie „Maria Chapdelaine" Ludzie i ziemia to tworzy-wo autora Ludzie Hemona są nieskomplikowani prości zajęci tysiącem spraw drob-nych codziennych dla nich najważniejszych i jedynych Ziemia to byt cel warunek istnienia i trwania Ziemia u-sia- na głazami pniami korze-niami Wparł się w nią czło-wiek obu stopami i szarpie ją w znoju pazurami Uparty i twardy człowiek Książka o Kanadzie „kla-syk" tutejszej literatury do-czekała się do dzisiaj około dwudziestu wydań Jak nikt przed nim rozsmakował się Ludwik Hemon w życiu tu-tejszego rolnika Jak nikt przed nim wydobył piękno legend i pieśni folklor fran-cuskiej Kanady miłość i przywiązanie do spuścizny przodków smutek surowej północnej zimy słodycze mie-sięcy lata kontrast tego za-mkniętego w sobie środowi-ska z i gwarem i materializ-mem cywilizacji Ameryki która leżyi-zaledw-ie o setkę mil na południe a przecie od--' legła o całe światy poznania Ktpre tutejszych ludzi nie nęci Jest w tym życiu i cień nie-jeden Gruba ciemnota brak kultury zacofanie prymity-wizm bytu tam na północ od miasta Qucbec niemal „na kresach lasów" człowiek cią-gle żyje jeszcze w odległej epoce Ludzie w prowincji Quebec nie łatwo ulegają obcym wpływom Bronili się przed nimi trzy wieki Dziś jeszcze całe powiały tutejsze przy-pominają Francję sprzed Wielkiej Rewolucji Zamknię-ty w swym wczoraj zazdros gdzieś pod Gaspe ny o dziś człowiek tych oko- - pierwszej mroźnej nocce za-li- c obwarował się jak ślimak rezerw leniły się klony nad rze- - w skorupie i me świadom rozleglej szych aspektów ży-cia — jest szczęśliwy Wystar cza mu własna ledwie co wy darta puszczy ziemia liczna rodzina mocna niedociekli-w- a trwogą podparta wiara Nie doczekał się autor „Ma ni Lhapdelaine wydania swej książki Ukazała się już po jego śmierci Zginął tra-gicznie w pobliżu Chapleau untano Tam tez spoczywa snem wiecznym Francuz któ-ry tak rozumiał duszę niby własnego a przecie o wieki cofniętego luau Francuz któ-ry ukochanie do zimnego nie-ba nad którym przez wiele miesięcy płonie Aurora Bo-real- is zamknął w kształcie prostym a przecie nieskoń-czenie pięknym Stworzonym pasją miłości Naokoło są wzgórza Dale-ko daleko jdK wzrok wybie-gnie Naokoło jest las Wy-sokopienny zwarty nieprze-nikniony i'ad lasem nad sfa-lowanym krajem nad jeziora-mi nad ubogą farmą — jest Bóg Z wieży pochowanego w drzewach kościółka „na Anioł Pański biją dzwony" Jak na obrazie Milleta pochylili się pracujący w polach ludzie przystanęli zmordowani ora-cze zwolniły się napięte mię-śnie drwali w „buszu" urwał się rytm wioseł na rzece Pe-ribon- ce Nad krajem jest Bóg W zimowych miesiącach gdy głębokie śniegi odetną go od świata ąuebecki farmer klę-ka co wieczór przed obrazem św Anny Patronki z Beauprć i modli się o wiosnę o deszcz topiący śniegi by starczyło siana dla bydła by lisy nie wygubiły kurnika Aż wreszcie komizy się zgryzota Na przemian walą śniegowe krupy i "Strugi- - wio-sennej ulewy Zczezła zima gwałtowna gospodarska krzą-tanina godna przygrywka do wielkiej letniej gry Zaziele-niła się puszcza napełniła się ptasimi gwizdami i żabimi po-gwarka- mi Dnie tygodnie miesiące Idzie lato Upalne i znojne Walenie lasu karczowanie poręby sianokosy żniwa grzybobranie zbieranie ja-gód W tej wiecznej pracy go-niącej pracę nie zauważono jakoś pierwszego pożółkłego listka co odpadł od obwieszo-nego granatowymi jagodami krzaka bruśnicy Aż tu pew-neg- a ranka pożar zapalił krze-wy dzikiej czereśni aż tu po yshci Być może jeszcze ważniejszym w tej dziedzinie jest jego magazyn "Delta" najbardziej uderzający wysiłek pojedynczego człowieka w annałach kanadyjskiej lite-ratury W okresie 10 lat kiedy wydawnictwo to się ukazywało tj od 1956 do 1966 roku pojawiały się w nim najbardziej interesujące utwory poetyckie Ka-nady a także szereg doskonałych zmuszających do myślenia literackich omówień i krytyk Wydawnictwo to nie tylko było redagowane przez Dudka i zawierało jego własne artykuły ale Dudek własnoręcznie składał drukarskie teksty i odbijał je na prasie drukarskiej którą sam zakupił i zainstalował we własnym domu w Montrealu Zeszyty wydawnictwa "Delta" są obec-nie poszukiwane jako wartościowe kolektorskie eks-ponaty i cenione niesłychanie przez miłośników kana-dyjskiej literatury Pomimo tak rozlicznych zajęć a pamiętać też należy że Dudek ma obowiązki wykładowcy na McGillu znajduje on czas na pisanie wierszy które uważa się za jedne z najbardziej głębokich utworów publikowa-nych w Kanadzie Jego poemat "Europę" który ukazał się w 954 roku oddaje wrażenia z jego pobytu w Europie Opublikowany w 1967 roku utwór "Atlantis" (wyjątki recytowane były na sieci radiowej CBC przed publikacją) to głęboki filozoficzny essej poetycki który — być może — jest najbardziej ważkim wyzna-niem osobistego poglądu religijnego od czasu "Pre-lude- " napisanego przez Wordswortha Innym ważnym aspektem działalności Dudka jest fakt że czuje się on również dobrze w grupie kultu-ralnej francuskiej jak i angielskiej i utrzymuje bliskie stosunki z pisarzami i wydawcami franko-kanadyjski-- mi W rzeczyw istości podobnie jak wielu z dzieci imi-grancki- ch Dudek zna wiele języków i często daje swym czytelnikom tłumaczeni z nowoczesnej poezji polskiej rosyjskiej włoskiej i niemieckiej Te zdol-ności są szczególnie wartościowe w życiu literackim Kanady kraju który dumny jest z tego że znajduje się w nim taka różnorodność kultur Ponieważ zazwyczaj pracuje on w cieniu propa-gując prace i myśli innych- - a przede wszystkim tłu-maczenia zapoznaje czytelników jednej grupy naro-dowościowej z twórcą wywodzącym się z innej naro-dowości Dudek nie jest tak szeroko znany jak na to zasługuje Inni pisarze kanadyjscy uznają że jest on gigantem w kanadyjskim świecie literackim i ma zapewnione poczesne miejsce w historii literatury kanadyjskiej Dla szerszych rzesz czytelniczych nazwi-sko jego jest mniej znane aniżeli innych pisarzy o znacznie mniejszym władzie i talencie Marcus Von Stecn ką Jesień Drzewo trza ciąć piłować zwozić w sterty koło sionki układać na zimę Ostat-nie potrawy pokosić obórkę zaopatrzyć owoce i jarzyny zebrać z ogródka Nad wzgó-rzami idą chmury siwe płat-ki śniegowe polatują zima zima Wiosna lato jesień zima Sklep towarów miesza-nych w Chicoutimi zamówił już noworoczne kalendarze W domu ojca Chapdelaine za-wis- ną w poczesnym miejscu Obok Madonny Boleściwej i krwawiącego Serca Jezusowe-go Opadnie wiele kartek za-nim którejś kwietniowej no-cy daleki huk zbudzi zmordo-waną rodzinę Radosny znak To wiosna rozkuła rzekę Centralną osobą powieści jest Mana Chapdelaine Ho-ża' rumiana typowa dziewczy-na wiejskiego yuebecu Przy-szła matka i kapłanka domo-wego ogniska przyszła wzo-rowa żona przysparzająca mę-żowi pracą od świtu do nocy dóbr doczesnych i co rok ro-dząca mu nowego potomka Tak przynajmniej myślą ro-dzice Marii tego spodziewa się od niej poczciwy sąsiad Eutrope Gagnon starający się o jej rękę Oraz proboszcz miejscowej parafii nieodzo-wny cure Opiekun dorad-ca autorytet niezachwiany i wpływowy Dla Marii — tej z powieści - sprawa ta nie jest prosta Ona jedna wśród wszystkich tych ludzi prze-chodzi duchowe konflikty ona jedna zdaje się walczyć z rzeczywistością odwieczną i niezmienną Od pierwszej chwili zakochała się w mło-dym junaku Francois Para-di- s On też jest inny też się wyrodził z otoczenia Sprze-dał — rzecz niesłychana — ojcowską farmę i poszedł in-nymi drogami Pociąga go da-leka' północ przestrzeń swo-boda Po trosze jest trape-rem po trosze włóczęgą przewodnikiem handlarzem futer Ale jest dzielny i pra-wy i z oczu patrzy mu szcze-rość Zabiło serce dziewczęce na trwogę Rumieni się Ma-ria nie może się modlić przy wieczornym pacierzu Bystra fala rzeki Peribonki przyniosła chłopaka Zaręczy-li się Na zimę Franciszek pójdzie do lasu zarobi przy waleniu puszczy i z nowym kapitałem dodanym do sta-rych oszczędności na wiosnę przyjedzie po swą dziewczy-nę Ale dziwnie układają się ludzkie przeznaczenia nie splotły się na zawsze losy Ma-rii z Josami Franciszka Pa-rad- is Gdy nadeszły zimowe Gody w dalekim karnpie leśnym za-tęsknił naraz junak do ko-chanej dziewczyny Nie słu-chał przyjaznych przestróg Sam jeden porwał się na set-ki mil mroźnej kanadyjskiej przestrzeni Szedł tak na przełaj przez mróz przez głę-bokie śniegi — ale nigdy nie doszedł Skonał gdzieś w gę-stwinie świerkowej pod gru-dniowym wygwieżdżonym niebem Może w agonii w gorączce w ostatnim wyde-chu" szeptał ukochane imię? Zginął przepadł bez wieści Franciszek Paradis W dłu-gie wlokące się w nieskoń-czoność wieczory zimowych miesięcy zmartwiała dziew-czyna słuchała szalejącej w pustkach wichury I zdawało się jej co wieczora że gdzieś z daleka najdroższy głos ją wzywa i płacze i jęczy razem z burzą: „Jestem" „jestem" „jestem" Po bólu i rozpaczy zwolna nadeszła rezygnacja I suro-wa przygana proboszcza że żywym nie wolno zapamięty-wać się przy grobach Po da-wnemu świeciło słońce po dawnemu odmieniała się przyroda po dawnemu w ro-ślinach krążyły soki a ludzie chodzili kolo swych spraw Maria powróciła do życia i na nowo odnalazła swe miejsce na świecie Ale razem ze świadomością w dziewczynie zaczął kiełko-wać bunt Porzuci ten kraj gdzie żywioły czają się zaw-sze grożące najdroższym lu-dziom Rzuci życie twarde znojne niewdzięczne Odej-dzie stąd daleko do ludzi do miast gdzie żyje się szybko intensywnie gdzie praca prze-plata się z rozrywką gdzie wieczorami płoną krwawo ne-ony a miliony jasnych świa-teł i lampionów zamieniają egzystencję człowieka w jakaś niezwykłą kolorowa baśń Nieraz opowiadał jej cuda o życiu l przyjemnościach w FUM wielkich miastach amerykań-skich młody człowiek z są-siedztwa Lorenzo Suprenant Pracował od kilku lat w Sta-nach i bardzo sobie chwalił tamtejsze warunki bytu Wprawdzie gdy Lorenzo o-świad- czjł się jej ostatnio nie dała mu jeszcze ostatecznej odpowiedzi ale już powoli powoli zaczęła dojrzewać w niej zgoda na małżeństwo W przededniu decyzji przy-szła znagła choroba i śmierć matki W czasie długiej no-cy w samotności rozterce w męce Maria płacze nad trum-ną matki i łamie się z sobą Trudno rzucić tak wszystko wspomnienia dzieciństwa kraj przyjaznych ludzi ale jednak trzeba się zegnać trzeba odchodzić Już prawie się zgadza ju? prawie po-zwala na rozłąkę nieodwołal-ną Ale co to? Glos jakiś Słyszy go w sobie w sercu tuz niemal przy uchu Kto to? Ogląda się pomieszana Nie ma w izbie nikogo Tylko zmarła lczy w żółtym świetle świec tylko księżyc wchodzi przez okno tylko nutca guzies daleko sowa Ten głos ten głos: „Trzysta lat tu jesteś-my trzysta lat tu trwamy a z nami nasze pieśni nasze modlitwy nasze zwyczaje Wymierzyliśmy granice od Montrealu aż po Gaspe' u-trzymali- śmy się i utrzyma-my lud nasz z rasy co nic wip jak ginąć jesteśmy świadectwem" Tak mówił głos Quebecu Odwieczny niezmienny na świecie jedyny Co to było? Zbudziła się Maria Wiedziała już że zostanie Że nie wyje-dzie stąd nigdy że nazajutrz powie sąsiadomi Gagnon że będzie jego żoną „Na przy-szłą wiosnę Gdy ludzie wrócą z lasu do orki" Twarde zwykłe życie Peł ne trudu ale i piękna Takich Marii znajdziesz w Quebccu tysiące Maria Chapdelaine mieszka dziS — jak mieszkała przed wielu laty — pod Mon-trealem i Quebec City Pod Sorel i Trois Rivieres Pod Mistassini i pod Gaspe Maria Chapdelaine Symbol Ranny pociąg z Warszawy jeszcze przed południem wjeżdża na bydgoski dworzec centralny Lecz jeśli ktoś ma w pamięci Bydgoszcz sprzed wojny niech się nawet nie łudzi że będzie wiedział kie dy ma wysiąść W wagonie którym jecha łam na otwarcie tegorocz-nych Bydgoskich Dni Sztuki obserwowałam taką scenę Kiedy pociąg przejeżdżając nrzez peryferie Bydgoszczy zbliżał się do śródmieścia miody człowiek siedzący przy oknie głośno zauważył: — No doieżdżamy trzeba się zbić- - rać — Siedząca obok -- niego starsza może 60-lctni- a kobie ta żywo jednak zaprotesto wała: — Ależ proszę pana to nie może być Bydgoszcz znam ją sprzed wojny To chyba jakiś nowy ośrodek przemysłowy! Była to jednak Bydgoszcz: stare spokojne centrum i wąskimi uliczkami otoczone lasem nowych bloków par ków i zakładów przemysło wych Bydgoszcz odświętnie wyglądająca jasna i wesoła Taki specjalny "strój" to miasto przywdziewa właśnie na jesieni wraz z nadejściem nowego sezonu kulturalnego inaugurowanego przez Byd-goszc- z od 5 lat Festiwalem Muzyki Polskiej Kiedy jeden z najpopular niejszych polskich krytyków muzycznych — Jerzy Wal dorff nazwał ziemię bydgos ką "polskim zagłębiem muzy cznym nie było w tym żad-nej przesady Obok Warsza-wy która z racji swej "stołe czności" jest największym o-- środkiem kulturalnym — a więc i muzycznym właśnie na Bvduoszczv koncentruje się uwaga muzyków i melo manów z kraju i zagranicy A zaczęło się wszystko tak Kiedy w 1960 roku dyrek tor Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy — Andrzej Szwalbe zapytał jednego z największych znawców histo-rii muzyki polskiej — księdza nrof Hieronima Feicbta o muzyczną przeszłość Pomorza ten odpowiedział: "Temat nietknięty — wart opracowa nia" Wtedy to w polskim środo-wisku muzycznym zawrzało jak w ulu Biblioteki stare składy nut strychy filhar monii i oper nie dały długo Jerzy Harasymowicz1 '' ] K ŻYWIOŁ CODZIENNOŚCI Kopci obficie żywioł codzienności ' Kopci obficie przez fajans poranka Rozwieszona bielizna jest wyprana z poezji Przez byt zafrasoicany fctuidei przebiegł Gdzieś podfjża teczek i ludzi nadzwyczajna mnogość W oknach papierowe różyczki czerivicnicją m mrozie Wielkie stado w loidnokrąg kominów odchodzi Tu i tam zielone muchomory budek z piwem z dżumą Na tym osiedlu Violctta Kaliban śpiewa do poduszki Wiecoictoni Rafael błogosławi spod ciemnej gwiazdy Tu 'lic i)i Szekspira tu jest tylko masło Które setki sztumujq już pod osłoną nocy Narusztowaniach lobotnik klnie aż różowieją obłoki Lecz spióbuj w taki mróz przcmaioiać do cegieł czule Każdj szczęśliwy gdy ciężarówką jak śledź zielony odjedzie Nie pojedzie limuzyną od razu klasa robotnicza Ten las ludzki taki sam jak las to górach Ta sama nalwa tylko pod zmienionym nazwiskiem Nie mówmy jednak — my papierowi herosi — że to kasza Nasza ojczyzna przez wieki całe słomianą chatką była Kopci obficie żywioł codzienności Kopci obficie przez fajans poranka Dymią warstwy dni jak warstwy żużlu Lecz mozc z nich kiedyś słoioik uleci szary OGRODY MIŁOŚCI A m śuicwam oarodu miłości Jakieś czynszowe ruiny pokrzyw gazony l } Jakieś stare gruchoty podróży poślubnej ' Tak zostałem Uafizem wyrzutków Tutaj sjyaraliżowana ze sparaliżowanym Wózki idą stępa jak przejażdżka konno 'Niżej żebiak nadąża na źebraczce Tu Romeo — wzrostu ciupagi — 'korzystając z mroku Opiowadza swą Julię i jej ?iózcJc pałąk Chuligani potargali na służącej spódnicę i skórę Eros w oprychówce spodnie rozpina gwiżdżąc A tam konie'szczaw i dzieci bawią się w koguta 1 jńzrwsze próbne jazdy na Kleopatrze z warkoczykiem Cieszą dziesięcioletnich cienkonogich Cezarów A w środku łopuchów co się las rozrosły Noga wiedźma wola w każdy odwłok szary Jest to zapewne udzielna władczyni Rdzewiejących w deszczu ogrodów miłości POLSKIE ZAGŁĘBI! MUZYGZ czekać na wyniki poszukiwań Muzykolodzy w ciągu roku czy dwóch dokonali ' rewela-cyjnych dla świata 'muzyki odkryć Okazało się ze pol-scy kompozytorzy tworzyli znakomite dzieła już tfd cza-sów' późnego gotyku WCIII wiek a wszystkie lmlępnc epoki — niezależnie 0d wo-jen 1 utraty przez Polskę nie-podległości — kwitły' po pro-stu oryginalnymi i Wartościo-wymi dziełami Warto tu może przytoczyć ciekawą historię nieznanego jeszcze tniedawno kompozyto-rifpolskieg- o XIX wieku — A-nastaz-ego Dreszera Otóż je-den z polskich badaczy od-krył ciekawe kompozycje te-go muzyka którego ślad pro-wadził do miasta Halle w Niemczech i tam ginął Mając dostęp tylko do części dzieł Dreszera polski badacz zwró-cił się muzykologów w NRD z prośbą o pomoc w po szukiwaniach I oto okazało się że Dreszer bardzo zasłu-żony kulturze miasta Halle i jeszcze w XIX wieku wciąg nięty na listę kompozytorów niemieckich do końca swo ich dni manifestował pol skość i chociaż większość swe go życia spędził w baksonn uporczywie zachowywał pol ską pisownię swego nazwis ka do do W toku odkrywania niezna- - nych kart muzyki polskiej pracownicy Filharmonii Po-morskiej i inni badacze w ciągu 3 lat zgromadzili cenne prace dotychczas prawie "nie-znanych 67 kompozyloiów Zrekonstruowano także stare najczęściej już zapomniane instrumenty polskie które u-możli- wiają wierne otworze- - Na ręce inź Wojciecha Krajewskiego przewodni-czącego Fundacji im A Mickiewicza wpłynęło na-stępujące pismo: Na ręce Pana panie Przewodniczący składam serdeczne podziękowania dla Zarządu i Kuratorów Fundacji im A Mickiewi-cza za przyznanie mi tego-rocznej nagrody literac-kiej Proszę również o przeka-zanie słów wdzięczności członkom Komisji która podała mnie do nagrody a mianowicie: prof dr Wik ' r i ' a4~t ' i ttipl ' iKj _ w % 1 i'nie np pieśni renesensu i (baroku Ta obfitość zapom-lnianyc- h kompozycji natchnę-ła bydgoskie środowisko mu zyczne myślą zorganizowania przeglądu owych odkryć 1 tak przed pięciu laty — w 1963 roku uroczyście otwarto pierwszy Festiwal Muzyki Polskiej który następnie stal się imprezą doroczną Organizatorem 1 gospoda-rzem tegorocznego festiwalu była Filharmonia Pomorska która przestrzega następują-cej polityki repertuarowej: nic zaniedbując 'najważniej-szych pozycji muzyki świato-wej faworyzuje przede wszy-stkim twórczość ojczystą A Filharmonia Pomorska w ubiegłym sezonie obcho-dziła swój jubileusz 20-lcc- ia ma jeden z najlepszych ze-społów symfonicznych l jako jedyna kapelę która wykonu-je muzykę dawną Może war-to też wspomnieć że patro-nem bydgoskiej filharmonii jest Ignacy Paderewski Fil-harmonia Pomorska jako re-prezentacyjna placówka kul-turalna ziemi bydgoskiej w ciągu minionego dwudziesto-lecia zorganizowała 10 Imp-rez w których udział wzięło prawie 4 miliony słuchaczy Jako soliści występowali ar-tyści lej miary co Rubjnslcln i Smendzianka a dyrygowali orkiestrą Stokowski Benzl i Kiecki Festiwal bydgoski stanowi bardzo ważny krok w kierunku szerokiego upow-szechnienia dorobku polskiej muzyki Licznie uczestniczący w spotkaniach festiwalowych goście zagraniczni rozwożą swoje wrażenia po całym świecie Dokończenie na str 12 Podziękowanie nagrodzonego poety torowi Szyryńskiemu red Zygmuntowi Rusinkowi i red Benedyktowi Hcyden-korno- wi Nie potrzebuję zapew-niać że wyróżnienie to tak dla mnie pochlebne nie tylko pozostanie w mej pa-mięci ale wywrze również %vpływ na dalszą moją twórczość która jak i do-tychczas będzie' służyła po-przez Polonię literaturze! polskiej Łączę wyrazy szacunku 'y i poważania ~"v W Iwaniukc i '" " i Cif --J rfjiSsff1!-- : mm&i i ?VFy „ttSil' wffl !i _-4- Ki w Ma"rSiowfifrBarafSlrfIcn ?iv ar IfM pff Ł? vS MW MM CfM HjrJ-Iłiri- i mm hmfmi 31 &A"R ¥yM fc£S? |
Tags
Comments
Post a Comment for 000342b
