000276b |
Previous | 7 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
I
te
iw!
ii "ZWIĄZKOWIEC" SIERPIEŃ (Augurt) śród-- 19 - 1959 ST 7
Pioir Guzy
NASTĘPNY ODCHODZI
2225
Bronek zdawał sobie sprawę z tego
ją to musi męczyć Kilka razy gdy
nimoli chodnikiem bral ja za rękę
ajac sobie w ten sposób otuchy: teraz
szystKO opowie nano zquozh się z
itanowieniem: trzeba wreszcie skon-- ć
z dawnvm życiem To wymagało od
ho podjęcia odważnej decyzji wie-a- ł
jak praktycznie winien postąpić
nul sobie ze musi się na to zdobyć
li dziś tego nie załatwi sprawa się
łlecze jutro może mu zabraknąć od--
igi
Również inne względy domagały sie
ychmiast owego rozwiązania sytuacji:
domu nie może wrócić tak długo jak
ebywa tam w rona zaczynał Kilkakro- -
mówic w ostainiej cnwin zdejmo-e- n
lek naprowadzał rozmowę na in
ternat Wyrzucał sobie: "Znowu stchó- -
!em jestem taki sam jak Sołtecki:
[oraj umiałem się nad nim pastwić
dziś nie stać mnie na męskie załat-m- e
sprawy"
Weszli do księgarni Tłumy kupują-:h- :
trzeba się było przepychać do std- -
w z książkami
Rrnnek stanął z boku: Cóz en tn wła- -
nie obchodzi' Każdy przychodzi tu w
:imś określonym celu on znalazł sie
przypadkowo czeka na dziewczynę z
ira na aoDrą sprawę łączą go Darazo
iche wieży Nie widzieli się przez kil-la- t
spotkał ją przedwczoraj zamie-kilk- a
słów i teraz chciałby żeby mu
rcogla w wyplątaniu się z kłopotliwej
luacu Czy nie za wiele od nie zada?
mricde wszystkim czy w ogóle ma pra- -
zwracać się ao niej?
'im iaKie uueiviu ku iiieuizyeiinie uu- - fl§cie: "Czy nie dlatego u mnie tyle
-- £lhan i obaw ze w ten sposób odkładam
Oljrueczność powzięcia ostatecznej decy-La- ?
Po prostu boję się cały czas się "i{ukujf wymyślam powody żeby uspra-lK_fcdhv- ić
przed sobą własne tchórzo-jftffc- o
Tak na pewno tak"
' Hela ctnJ_ nr7w bocio
i Ił "_""'' "M"'
j — Aupuas '
j — Juz Zaraz pójdziemy Nudziłeś się?
'i Nie to wszystko jest bardzo de-klu
e i dla mnie now u — Nie wierzę ci Obserwowałam iwo-J- Ę
twarz
4
i
—
Stanisław Maria Saliński
JUTRO 0 SIÓDMEJ
Polish Press
Gdzieś nad Silianem Jeżeli trzeba
zie zyć dalei — to właśnie gdzieś
4 Silianem Dalei od tepn świata zim- -
iłljteo obcego wielkomiejskiego świata
nad Silianem w srebrnej
tisnie daleko od wszystkiego iak w
jasnym Sztok-Mm- "
Coz Sztokholm Obcy piękny
IJfclitosny w którym była tak niezmier- -
sama mimo iz wśród ludzi odcięta
WM kraill HllC7Q Hrtł-nrfr- t Kt ł erirY-ń-i A ' 'zcze bardzo dawno gdy jedynym jej
ij6?1 kja ucieczka przed cieniem na-'$- ''
2e kied'ś Bertek wróci do niej —
Jsśnie nie wyobrażała sobie życia ina- -
jkmekarhjtkiej ciszy i spokoju gdzieś
w isum bilianem
Znów uśmiechnęła się idąc do wi-srebrne- go
jeziora Skąd ten dalekar- -
czar którv owiewał ia od rana i
ijmsł nadal w swej m°listej i dziwnej
ne1 Skad' Wiedziała to
ze tonie i krztusi sie nod ciemna
4 Zalew aisPPi ia nnctalcni Ten cpn
Okropny ten sen przeszywał
dotąd dreszczem przerażenia lecz
dała za to aby iść ulicą Swięto-r- a
w mroźnym wichrze wiejącym
ona naprzeciw śnieżnym chmurom
ٰ Oksywia Albo
Az "tchnęła sie i zwolniła kroku aby
M&elCśCh ipt ł9i n:0im — -- i moin-r- o
gajowy lazur nieba "ptasie wiosen-Uo- n
o świcie Niepowrotne umarłe
z-s- ze zamknięte na siedem pieczę- -
-- ~ Zmeczjłaś sie Ewo? — zapytuje
_~irwie pani Roos — Mam wyrzuty
enia ze naraziłam cie na tvle eo-- 3 s?2ceru
~" At to nic Wiktorio Jeszcze kil- -
ŁTOSOW
fezcze kilka kroków Jarlsgatan
psny furta Na tarasie Tina z ksiaż- - łffCtta krząta się przy nakrywaniu
— ?-łowuj'cjzuepnrocewhśinueitarzWmai ogżóBrołitadyłzai2elegpjreeakłnnaotkoobwllao--[a-- -"
K łazom- - altana Równe rzędy niko- -
przywiędłej w słońcu i oczekują-l-y
aby odżyć Wszystko tskie zna- -
ZSats oknitno
1- -ł S'
-- =je aa powitanie z leżaka _}
25
— Tak łatwo się zdradzam?
— Właśnie — zawróciła od kasv i
poszła odebrać książki Bronek patrzał
na nią: "Nie umiem się maskować Ona
cały czas czeka żebym jej to wreszcie
powiedział Prawdopodobnie nawet się
nie domyśla jakie to straszne"
— Znowu się zamyśliłeś — powiedzia-ła
wróciwszy do niego — Idziemy
Nadchodził wieczór Pod drzewami
lezaly zwiędnięte liście Słonce zniżało się
oświetlając jeszcze tylko wierzchołki da-chów
Wkrótce zajdzie zupełnie ściemni
się latarnie zapalą się nad ulicami
— O czym myślałeś?
— O tym samym o czym myślałem
cały dzień
— Wiem wystarczy na ciebie spoj-rzeć
i juz się wie wszystko Nie pytałam
cię o nic nie lubię wvmuszonvch zw-ip- -
rzen ale nie mogłam nie zauważyć ze coś
cię bardzo męczy
Bronek milczał: "Jak to ona powie-działa
przedwczoraj że znajdę w niej
życzliwego słuchacza? Racja!"
— Boję się tobie o tym mówić ale
dłużej juz tego nie mogę w sobie trzy-mać
— Troska podzielona z kimś drugim
staje się od razu lżejsza
— Tak tez to czuję ale wierz mi
trzeba wiele odwagi zęby drugiemu po-wiedzieć
o sobie wszystko Niczego nie
kryć nawet tych rzeczy których się czło-wiek
wstydzi A coz dopiero kiedy wszy-stkiego
co się od dłuższego czasu robiło
trzeba się wstydzić
— Jeśli się wie że trzeba się ich
wstydzić to już pół biedy
— Posłuchaj Wczoraj wieczorem
spóźniłem się na spotkanie z tobą dla-tego
bo w tym samym czasie siedziałem
w kawiarni z człowiekiem którego mia-łem
zabić
Hela wyszeptała:
— Bronek
Ciągnął dalej:
— Widzisz nie zabiłem go chociaż
właściwie zasłużył sobie na to Przez dłu-gi
czas przekazywał szpiegom tajne do-kumenty
Teraz stał się dla nich niewy-godny
i postanowili go sprzątnąć Ja
miałem wykonać to zadanie Dlaczego
tego nie zrobiłem? Nie wiem chyba dla
Copyright by Alliance
klasztorze
dobrze: zna- -
42 IJ
"Dziendobry mamusiu — mówi po szwe-dzku
— Jeszcze dziś nie widziałyśmy
się Jak się czujesz?" — "Dziękuję do-brze
Tino — odpowiada również po
szwedzku i wchodzi wolno po znajomych
stopniach tarasu
Musnęła wargami szwedzkim obycza-jem
czoło córki Na ułamek sekundy
mienplv iei Drzed oczami nowieki Tiny
harrl7n delikatne nrzezroczyste niemal
I na ułamek sekundy — uiamek snu
Beitek pochla się nad Tiną przegiętą
wtjł Zaraz dotknie ustami jej oczu —
"Twoje powieki są jak begonie Tino "
—A Ingyara nie ma jeszcze? — mówi
spokojnie odwracając oczy od powiek
Tiny — A gdzie pan Roos7
— Ingara nie ma ale powinien lada
chwila
Jest! Właśnie za bukszpanami zasze-leściły
opony "Hudsona" Przy kierowni-cy
znajomy otok czapki Hjalmara Ing-ya- r
idzie ku nim po ścieżce po swojemu
radośnie uśmiechnięty pokrzykujący Na
taras wychodzi Tryderjk jak zawsze
wtworny ceremonialny szarmancki z
szyja przezornie owinięta nieskazitelnie
białym szalikiem Sztokholmskie mgliste
słonce kładzie na wszystkie twarze sre-brzvs- ty
nalot i świat Larsenów jak fala
nas"uona lodowatym bliskiem tc-e-o słoń
ca ogarnia Ewę Uśmiecha się do obec-nych
uśmiechem tefo świata ceremoniał
nie grzecznie spokojnie
A więc są juz wszyscy Proszę do
stołu
Dzwon Engelbekts wydzwania godzi
nę pierwsza W tjm świecie pełnym ła-du
spokoju i powagi wszystko jest nie-skazitelnie
punktualne: dzwony ludzie
noce
Wiesz Ingv2rze — mówi pan
Roos do brata — nasza Ewa staje sic
zupełna Szwedka Powiedziała mi ze bar
dzo tęskni za Dalekarlia To Ulko Szwed
ka może odczuwać tęsknotę za tym cu
downym zakątkiem naszego kraju Nie
prawdsż?
Och! — mówi Ingvar (Jak częstr
ci Szwedzi uzvw2ją tego "Och" — myśl
Ewai — Och to pięknie' Cieszy mnie
że Ewa coraz bardziej przywiązuje siędr
CTrrtrii Chciałbvm abyś polubiła ją jak
swoją ojczyznę Polubisz Ewo?
tego że musiałbym sobie samemu wy-mierzyć
taki sam wymiar sprawie dliws-śc- i
Bo zasłużyłem na to
Hela pomyślała: "To nawet gorsze
niz przypuszczałam Jak on może tak
spokojnie' o tym mowie! Nie niesłusznie
go potępiam cały dzień zbierał siły zęby
to teraz przede mną wyjaw ic Kosztowa-ło
go to więcej niz umiem sobie wyobra-zić
Muszę go wysłuchać do końca"
Bronek szedł obok niej mówił spo-kojnie
sam sobie się dziwiąc Z każdym
słowem odczuwał uigę jakby odwalił z
siebie ciężki kamień Myślał: "Hela mnie
potępi To jest jasne 1 nie mogę mieć
do niej o to żalu Jestem jej wdzięczny
ze porwała mi to wszystko z siebie wy-rzuc- ić
Mozę gdybym bł ją wcześniej
spotkał nie byłbym zabrńął tak głęboko
Oto ludzie chodzą spokojnie po ulicach
zaprzątnięci swoimi sprawami ocierają
się o mnie łokciami — jakie to straszne
pracowałem na ich zgubę nawet nie mo-gę
na swoje usprawiedliwienie powie-dzieć
że nie zdawałem sobie sprawy z
tego co robię Wiedziałem dobrze ku
czemu to zmierza pragnąłem tego A
to ze się w pew nej chwili opamiętałem
to wcale nie zmniejsza mojej winy Eo
itedy zabrakło mi odwagi zęby wyciąg-nąć
z tego konsekwencje Balem się o
własną skórę tłumaczyłem sobie ze sko-ro
juz sam ręki do zbrodni nie przykła-dam
to już wszystko w porządku jestem
czysty A jednak wolałbym" zęby mnie
Hela nie potępiała Ale "nie umiem jej
wytłumaczyć tego w ten sposób zęby
zrozumiała dlaczego to zrobiłem Nie
chodzi o usprawiedliwienie siebie bo nic
mnie nie usprawiedliwia chodzi tylko o
to zęby wiedziała jak to się stało"
Słowa Bronka dochodziły do uszu
Heli jakby z baYdzo daleka 'Słyszała je
wyraźnie a jednocześnie było to podo-bne
do snu Mozę to jednak nieprawda?
Zmuszała się do wysiłku zaostrzała czuj-ność
zmysłów słowa płynęły nadal ob-nażając
straszną prawdę Dziwiła się:
"Przecież nie powinnam być tak wstrzą-śnięta
nic nas z sobą nie łączy jeszcze
dwa dni temu o nim zupełnie nie myśla-łam
Nawet mi do głowy nie przyszło
zapytać się czy istnieje Zbyt łatwo ule-gam
wpływom wspomnień Cóż z tego
ze kiedyś się w nim podkochiwałam to
było dawno nie wiedziałam co to mi-łość
Każda dziewczyna przeżywa to sa-mo
Dlaczego więc przywiązałam się tak
do niego? Co mnie do niego ciągnie? W
wyobraźni stworzyłam sobie obraz czło-wieka
który nie ma najmniejszego po- dobieństwa do niego Co mam zrobić?
Jakiej się spodziewał ode mnie pomocy?
Przecie ja sama jestem wobec tegobcz-siln- a
sama potrzebuję jakiegoś oparcia
Bronek nie jest zły w 1o nie mogę uwie-rzyć
Pizeciez to straszne"
"Milczy" — myslal Bronek "Mozę nie
powinienem był ją przymuszać do wy
— O napewno — uśmiecha się
upizejmie — napewno Ingyarze
chłodny nieziemski dalekarlijski
zmierzch Na opałowym obszarze wód
bezdźwięcznie suną martwe złowieszcze
żagle jak skrzydła tajemniezch nie-ziemskich
ptaków Niewidzialne słońce
zalewa świat lodowatą zorza — "Nie
trzeba bać się takiego świata jaki bę- dzie" — mówi dziecinny głosik małej
Karin z beznadziejnej popielatej złowie-szczej
mgły nad Silianem
Ingyar uśmiecha się dobrodusznie —
"Nic łatwiejszego jak zaspokoić twoje
tęsknoty Ewo Nic łatwiejszego: po pro-stu
pojechać na odpoczynek do heksan-d- y
Tamtejsi ludzie będą szczęśliwi go-ścić
ciebie A zauważyłem juz od kilku
lat ze wiosna sztokholmska nie śluzy ci
zawsze mizerniejesz o tej porze Sądzę
le właśnie taki zdrowy górski klimat
jak w Dalckarlii Będziemy musieli
pójść po poradę do doktora Bronsa Mam
wrażenie ze tez zaleć} by ci pobjt w
górach Nic nie stoi na przeszkodzie abyś
pojechała do heksandy Wiosna w gó-rach
jest cudowna Biabyś tam jakto
powiedziałaś tak pięknie o Enskede? —
w sannm w samm?
— W samm sercu wiosny — pod-powiada
pani Roos
— O właśnie: bjłabyś w samm ser-cu
wiosny Och tak
Ewa przjtakuje Owszem bardzo chę-tnie
pojedzie nad Sllian Rzeczyw iście
górska wiosna ma napewno wiele uroku
Tak oezyw iście Kiedy' O gdzieś w koń
cu maja po dniu urodzin Ingyara Jesz
cze zdąży na czas wiosny dalekarlijskiej
— Znakomicie — mówi Ingyar —
znakomicie Jestem pewien że wiosm
nad Silianem uzdrowi cię zupełnie
nieziemski dalekarlijski zmierzch
Przez opałowy obszar wód bezdźwięcznie
suną martwe żagle jak skrzjdła tajemni
czch ptaków Niewidziane słońce zalew
świat popielata zorza i w martwym je'
blasku wszystko wokoło podobne jes
do snu umarheh Z beznadziejne' zło
wieszczej męły nad srebrna nieruchom:
woda rozle£a się dziecinny głosik Karin
Mówi: — "Nie trzeba bać się świata jak
będzie"
"Ten świat zaczyna się w poniedzia
tek — mvśli Ewa i patrzy na zygzak da
how na Tulegatan widoczny ponad mu
-- em bukszpanów Ale nie trzeba bać sir
ego świata Nie trzeba bać się śmiercL"
— O — mówi pani' Roos przez stół
— Uśmiechasz sie tak samo jak w wa
'onie Ewo — Wiem co myślisz O Da-ekarli- i? Tak?
— Zgadłaś Wiktorio — przytakujf
iprzejmie Ewa — właśnie przyszło nv
:a myśl że nie ma bodaj na świecie wiek
zej ciszy jak nad Silianem
-s- iedzi między Ingvarem i Frydery-kiem
Właśnie przed chwilą skończyła
słuchiwania mnie? Niepotrzebnie wmie-szałem
ją w sprawy z którymi nie ma
i nie chce mieć nic wspólnego Nie po-winno
sie wvkorzvstvwać cudzei szla
chetności To nieuczciwe a ja to właśnie
zrobiłem Ona się mna teraz brzydzi za-wiodła
się na mnie Tak nawet ratuje
siebie kosztem drugiego Powiedziałem
juz chyba wszystko pozostaje jeszcze je- dna rzecz do zrobienia"
Od kilku chwil prowadził ją ulicami
w sobie tylko wiadomym kierunku Hela
nie odzywała się Za bardzo ją przybiło
to co usłyszała
— Nic nie mówisz — powiedział Bro-nek
— Czegóż się ode mnie spodziewałeś?
— Tak masz rację nie powinienem
nadużywać twojej dobroci
— Nie o to chodzi Jeśli ci to w czym
pomogło — dobrze ale cóz ja ci samo
mogę poradzie Clnba sam wiesz co masz
zrobić9
— Wiem
Dochodzili do końca uliczki Bronek
zwolnił kroku Po drugiej stronie znaj
dowal się komisariat milicji Zatrzymali
się
— Bardzo ci dziękuję ześ mnie ciei-pliwi- e
wysłuchała Nie gniewaj się
Przeszedł przez ulicę za chwilę stal
przed drzwiami: Jeszcze tylko kilka se- kund zęby tylko vj trzymać — Zaci-snął
pięści az do bodu nogi są ciężkie
jakby byl ubrany w skafander nuika
Odwrócił się: Hela stała jeszcze na cho-dniku
i patrzała na niego: Ona za kilka
dni zacznie znowu studia Mogliśmy ra-zem
Nacisnął dzwonek i kiedy w otwar-tych
drzwiach ukazała się głowa mili-cjanta
powiedział ze chce zlozjć zezna-nia
Rozdział XIV
Sołtecki kupił bilet w "Orbisie" Do
odjazdu pociągu pozostało jeszcze półto-le- j
godziny czasu Na dworze było już
prawie ciemno Popatrzał na niebo: może
być deszcz Zaszedł do pobliskiej restau-lacj- i
podróż daleka i długa nie wiado-mo
czy w składzie pociągu będzie wa-gon
lestauracyjny Zamówił rosół pie-czeń
z indyka na deser wziął kompot z
jabłek
— 1 kawę
Kelner zapisał zamówienie w bloczku
i odeszedł Sołtecki był zmęczony: Co za
potworny dzień! — Jeszcze teraz nie
mógł myśleć spokojnie o ucieczce z mie-szkania
Basi Dobrze że Janina przyszła
W tvm wynadku Wrnni sin ni-7rrhvlr-7-
vl
zaufał jej sądził że przedkłada lojalność
wooec niego nau nulosc do Stefana Nie-oceniona
Janina Sama sie mogła prze-cież
w ten sposób narazić Nawet nie miał
czasu jeszcze wyrazić jej swojej wdzię-czności
co tu dużo gadać uratowała mu
życie
swe szatańskie piiuety paia tancerzy na
lodzie Płomienie teflektorów migocą
nad salą jak leną zorzy polarnej Du-szny
i ciepły zapach sali perfum pudru
Przygasają światła i wszystko zapada się
w fantastyczny półmrok lozsuwają się
kotary i na lśniący lodowy parkiet pa-łacu
w Schoennbrunn wypływają tane-czne
paiy Płyną i płyną w urzekają-c- m
ślizgowym locie na łyżwach bezcie-lesne
lzeisze od cieni które suną za ni-mi
po taili lodowiska Djrygent podnosi
batutę Skrzypce zrywają się pieiwsze do
lotu Zaczyna się ten właśnie walc —
jedyny w życiu z nim
— Wspaniale — mówi pan roos i
składa dłonie do oklasku — wspaniale!
Za skizypcami — klarnety waltomie
trąby I zaraz niskie jak gizmot hcliko-n- y
podchwytują grzmiący rjtm Para za
para ślizga się zza kulis Coraz ich więcej
kolorów j eh lżejszych niz cienie porwą
nych w zawrotny taneczny wir Nie tan
czą — suną nisk'm jaskółczym lotem
niesieni wichrem srebrnogłocych klarne
tów i skmpiec coraz płynniej dalej i
szerzej migocąc wszystkimi barwami
światła w smugach reflektorów Maestro
podnosi batutę wyżej i orkiestra brzmi
teraz jak olbrzymi ptasi chór przy akom
paniamencie metaheznj-c-h jak dzwony
grzmotów
Ewa przjmyka oczy Nie widowisko
nie ten ślizgowy lot tancerzy nie czaro
dziejstwo strojów i dekoracji — lecz
Hlko ta muzyka jak wtedy płynąca z
ebonitowej płyty patefonu w jaśminową
luszna kielecką noc Ten walc — jedy-l- y
z nim
"Coz z tego9 — myśli — gdyby on
arnietał o tamtej kieleckiej nocv — w
'Pagodzie" zatańcz} łby tego walca ze
nna a nie z Tina Ale cóż w jego "sztu- -
oackiej miłości" znaczył ten walczyk przyj
latefonie? Tyle co jego okrutny żart I
'A co ciociu relicjo? A gdybym ożenił
ię z panna Ewunia to co?"
Coraz wyże] I wyżej śpiewają klar-nety
Trwa urzekający jaskółczy lot nad
'odowiskiem — "Coś bajecznego —
Tiruczy Infyar obok — coś bajecznego
"o Ewo?" — "Bardzo piękne — odpo-wiada
samami wargami a serce spada
ak kamień w studnię w kielecka jaśmi-low- a
noc na samo dno Na chwile otwo--z}ł- a
oczy i na zegarku na przegubie re-'- :i
zauważ}ła: za kwadrans dziesiąta Z
bolesna zimna satysfakcja pomyślała:
— on jeszcze czeka na telefon Niech
"zeka Niech czeka nieczuły i okrutny
:ień Niech czeka — widmo które przy-szło
straszyć ja i dręczyć widmo z srobu
w którym zetlały wszystkie nadzieje
Widmo które przyszło zamącić śmiertel-ną
ciszę jej samotności
POPIERAJCIE TYCH KT6PZY
OGŁASZAJĄ StE
W "ZWIĄZKOWCU"
okuliści
OKULISTKI
Br Bukowjki-Beini- r O O
Wiktori Bukowska 00
prouadj nouoczesn) gtblntt
okullst)Cin prj
274 RoncłsvłlU Avnu
obok Groffrr) St Ttl LE 2-54-
93 Goddnv pruieć' codiWnnle od 10 rino do 8 wlecjór W sobiłt) od i
10 rano do 4 po pot 1 S
ADWOKACI i NOTARIUSZ!
E H ŁUCK BA LLB
(ŁUKOWSKI)
I R H SMELA BA LLB
POLSCY ADWOKACI
Wsp61nlo firmy cdwokicklcj
Bliny PatUrnik Łuck A Smili
57 BLOOH ST W róg H WA 4 tJ prt)jmuja ulrcioraml za telefonlcz-ii- )
m porozumlenlrm 1 S
STEFAN MALICKI
ADWOKAT OBROŃCA
I NOTARIUSZ Tl AT 9-03-
01
Wieczorami 1 w sobole
HU 1-4-
361 54 78
G HEIFETZ BA
ADWOKAT
S HEIFETZ
NOTARIUSZ
SS Włlllneton SI W Toronto Oni
EM -- 5) wlciorłml WA 3-44- 11
1 S
JAN L Z GÓRA
ADWOKAT — OBROŃCA
NOTARIUSZ
Tel Biura: LE" S-12-11 Mieszk: AT 9446S
1437 Qun St W — Tcrente
i S
GEORGE IENf IA
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Móu i po pohku
1147 Dundłł St W - Toronto
Ttl LE 4-84-
31 I LE 41432
i s
Miss RUTH CANTON
B A CP A
ADWOKAT — OBROŃCA
NOTARIUSZ
1337 Dunddi St W Toronto
LE 7-11-
33
14 W
CM HELSKI babcl
ADWOKAT I NOTARIUSZ
PrryJtdi' lodrlpnnle - Kult 404
HoarcJ uf Irmin Wag
11 Adelłido St Wtil lry Yow e St )
Toronto — EM 2-13-
51
Wieczoiami za upizcdium
Ulofonicznjin porozumieniem
2 w
W
TELEFONUJCIE
DLA ZABEZPIECZENIA
OCZU ZEISS
Punktal
szkła do okularów
juz do nabycia w Kanadzie
Pytajcie o" nie u Waszego
specjalisty do oczu [
Dr Władysława
SADAUSKAS
LEKARZ DENTYSTA
IdniRl dom od Honreslltt)
Przyjmuje za uprzednim telefo- -
IUC7J1J m porozumieniem
Ttlefon LE 1-4-
250
129 Grtruditr Rd
Dr M LUCYK
DENTYSTA
2092 Dundts St W Tarent
Ttl RO 9-46-
82
1 W
Dr E WACHNA
DENTYSTA
Godzin : 10—12 i 2- -8
386 Błthunt St — EM 4 651S
2 W
Dr Sr D IRIGEL
LEKARZ DENTYSTA
CHIRURG — STOMATOLOG
Sptcjilltłi chorób my uttntl
PliHlclans' A Surcrons' nulldlnf
Kaiidlarła No 270
Bloor St W — Toronto
Ttltfon WA 24056
1 W
--?M I łil lla - ki f Runi
Jan Alaiandrawlci — Notary Public
POLSKIE BIURO
Pomoc w Epiaućicli &padkou}ch i majątkowych w
Polsce — Kontrakty i inne dokumenty Imigracja Income Tan
Toronto Ont 618-- A Ouean SI Watt Tol EM 8-54-
41 u w
DOMINION TRAVEL OITICE
55 Wellington Wełt — Toronło — Ttl EM 6-64- 51
S HEIFETZ NOTARY PUBLIC
Załatwiamy sprawnie i solidnie: Sprowadzanie krewnych z Polski
na stałe lub wizjle — Wiy do PoMiI w 10 dni — Wyjazd do
USA na stale lub wizte — Sprawy majątkowe w kraju akty
daiowizny pełnomocnictwa małżeństwa przez zastępcę li Łprawy
Gwarantowaną przesyłkę pieniędzy! paezik do Polski i Ukrainy
TtumtcitnU notarialne wtitlktch dokumentów
Hezplatna informacja listownie osoblicie 1 telefonicznie
tt-- w
UWAGA SMAKOSZE
Już nadeszły sprowadzine z Polski róznejjo rodzaju smakołyki
jak fzprotki oliwie wepoiz oliwie byczki skumbiia leszcz flądra
fledż oliwie i pomidorach kilka gatunków demów i powideł praw-dziwe
soki różnych smakach oraz nie mający sobie lówncgo praw-dziwy
miód pszczelny
Kkspcrci i Wladzp Urzędu Zdrowia Kanadzie oświadczyli że
jakość wszystkich wyżej wymienionych artykułów jest rzadko spotykani'
nn rynku kanadyjskim
Wszystkie te przysmaki są już sprzedały po sklepach Ceny
stosunkowo niskie Jeżeli W'7 sklep jeszcze nie ma to poproście
właściciela Łby zamówił telefonując do pana Krzeczowskiego LE 2G90
a ten natychmiast dostarczy iądanych artykułów poza Toronto pisać
Impoland Products Toronto 10G0 liloor St lub tc-lef- LE G2690
żądając cnników
KrzeDczeotwalsickzicngao sBprEzLeLdażDEoLraICz ATwEsSzSelEkNie i1n0f6o0rmBaclojeor blisskkolepDiłuffptarinaa
Kto raz pokosztuje tych przysmaków będzie kupował stale ____ 5 w-- c
NAPOJE NAJBARDZIEJ ZBLIŻONE
DO TYCH KTÓRE TAK WAM SMA-KOWAŁY
W KRAJU RODZINNYM
Tggsft
Cola - Ginger Ale - Orange - Cream Soda
BEZPŁATNA DOSTAWA
na bankiety i inne okazje
TORONTO
WASZYCH
86
rodzimach
Tłumaczeniu
W
►
OENTYSCI
INFORMACYJNE
WAInut
1-2-
151
w dnie powszednie
do godi wiect
Ni€ dostarczamy towaru do prywatnych domów
m-- m
67 S
w w
w
o
w
w
6
Z
w
7
ł y
i 4 Mi
T J
4"
1i
'
i
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, August 19, 1959 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1959-08-19 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000333 |
Description
| Title | 000276b |
| OCR text | I te iw! ii "ZWIĄZKOWIEC" SIERPIEŃ (Augurt) śród-- 19 - 1959 ST 7 Pioir Guzy NASTĘPNY ODCHODZI 2225 Bronek zdawał sobie sprawę z tego ją to musi męczyć Kilka razy gdy nimoli chodnikiem bral ja za rękę ajac sobie w ten sposób otuchy: teraz szystKO opowie nano zquozh się z itanowieniem: trzeba wreszcie skon-- ć z dawnvm życiem To wymagało od ho podjęcia odważnej decyzji wie-a- ł jak praktycznie winien postąpić nul sobie ze musi się na to zdobyć li dziś tego nie załatwi sprawa się łlecze jutro może mu zabraknąć od-- igi Również inne względy domagały sie ychmiast owego rozwiązania sytuacji: domu nie może wrócić tak długo jak ebywa tam w rona zaczynał Kilkakro- - mówic w ostainiej cnwin zdejmo-e- n lek naprowadzał rozmowę na in ternat Wyrzucał sobie: "Znowu stchó- - !em jestem taki sam jak Sołtecki: [oraj umiałem się nad nim pastwić dziś nie stać mnie na męskie załat-m- e sprawy" Weszli do księgarni Tłumy kupują-:h- : trzeba się było przepychać do std- - w z książkami Rrnnek stanął z boku: Cóz en tn wła- - nie obchodzi' Każdy przychodzi tu w :imś określonym celu on znalazł sie przypadkowo czeka na dziewczynę z ira na aoDrą sprawę łączą go Darazo iche wieży Nie widzieli się przez kil-la- t spotkał ją przedwczoraj zamie-kilk- a słów i teraz chciałby żeby mu rcogla w wyplątaniu się z kłopotliwej luacu Czy nie za wiele od nie zada? mricde wszystkim czy w ogóle ma pra- - zwracać się ao niej? 'im iaKie uueiviu ku iiieuizyeiinie uu- - fl§cie: "Czy nie dlatego u mnie tyle -- £lhan i obaw ze w ten sposób odkładam Oljrueczność powzięcia ostatecznej decy-La- ? Po prostu boję się cały czas się "i{ukujf wymyślam powody żeby uspra-lK_fcdhv- ić przed sobą własne tchórzo-jftffc- o Tak na pewno tak" ' Hela ctnJ_ nr7w bocio i Ił "_""'' "M"' j — Aupuas ' j — Juz Zaraz pójdziemy Nudziłeś się? 'i Nie to wszystko jest bardzo de-klu e i dla mnie now u — Nie wierzę ci Obserwowałam iwo-J- Ę twarz 4 i — Stanisław Maria Saliński JUTRO 0 SIÓDMEJ Polish Press Gdzieś nad Silianem Jeżeli trzeba zie zyć dalei — to właśnie gdzieś 4 Silianem Dalei od tepn świata zim- - iłljteo obcego wielkomiejskiego świata nad Silianem w srebrnej tisnie daleko od wszystkiego iak w jasnym Sztok-Mm- " Coz Sztokholm Obcy piękny IJfclitosny w którym była tak niezmier- - sama mimo iz wśród ludzi odcięta WM kraill HllC7Q Hrtł-nrfr- t Kt ł erirY-ń-i A ' 'zcze bardzo dawno gdy jedynym jej ij6?1 kja ucieczka przed cieniem na-'$- '' 2e kied'ś Bertek wróci do niej — Jsśnie nie wyobrażała sobie życia ina- - jkmekarhjtkiej ciszy i spokoju gdzieś w isum bilianem Znów uśmiechnęła się idąc do wi-srebrne- go jeziora Skąd ten dalekar- - czar którv owiewał ia od rana i ijmsł nadal w swej m°listej i dziwnej ne1 Skad' Wiedziała to ze tonie i krztusi sie nod ciemna 4 Zalew aisPPi ia nnctalcni Ten cpn Okropny ten sen przeszywał dotąd dreszczem przerażenia lecz dała za to aby iść ulicą Swięto-r- a w mroźnym wichrze wiejącym ona naprzeciw śnieżnym chmurom ٰ Oksywia Albo Az "tchnęła sie i zwolniła kroku aby M&elCśCh ipt ł9i n:0im — -- i moin-r- o gajowy lazur nieba "ptasie wiosen-Uo- n o świcie Niepowrotne umarłe z-s- ze zamknięte na siedem pieczę- - -- ~ Zmeczjłaś sie Ewo? — zapytuje _~irwie pani Roos — Mam wyrzuty enia ze naraziłam cie na tvle eo-- 3 s?2ceru ~" At to nic Wiktorio Jeszcze kil- - ŁTOSOW fezcze kilka kroków Jarlsgatan psny furta Na tarasie Tina z ksiaż- - łffCtta krząta się przy nakrywaniu — ?-łowuj'cjzuepnrocewhśinueitarzWmai ogżóBrołitadyłzai2elegpjreeakłnnaotkoobwllao--[a-- -" K łazom- - altana Równe rzędy niko- - przywiędłej w słońcu i oczekują-l-y aby odżyć Wszystko tskie zna- - ZSats oknitno 1- -ł S' -- =je aa powitanie z leżaka _} 25 — Tak łatwo się zdradzam? — Właśnie — zawróciła od kasv i poszła odebrać książki Bronek patrzał na nią: "Nie umiem się maskować Ona cały czas czeka żebym jej to wreszcie powiedział Prawdopodobnie nawet się nie domyśla jakie to straszne" — Znowu się zamyśliłeś — powiedzia-ła wróciwszy do niego — Idziemy Nadchodził wieczór Pod drzewami lezaly zwiędnięte liście Słonce zniżało się oświetlając jeszcze tylko wierzchołki da-chów Wkrótce zajdzie zupełnie ściemni się latarnie zapalą się nad ulicami — O czym myślałeś? — O tym samym o czym myślałem cały dzień — Wiem wystarczy na ciebie spoj-rzeć i juz się wie wszystko Nie pytałam cię o nic nie lubię wvmuszonvch zw-ip- - rzen ale nie mogłam nie zauważyć ze coś cię bardzo męczy Bronek milczał: "Jak to ona powie-działa przedwczoraj że znajdę w niej życzliwego słuchacza? Racja!" — Boję się tobie o tym mówić ale dłużej juz tego nie mogę w sobie trzy-mać — Troska podzielona z kimś drugim staje się od razu lżejsza — Tak tez to czuję ale wierz mi trzeba wiele odwagi zęby drugiemu po-wiedzieć o sobie wszystko Niczego nie kryć nawet tych rzeczy których się czło-wiek wstydzi A coz dopiero kiedy wszy-stkiego co się od dłuższego czasu robiło trzeba się wstydzić — Jeśli się wie że trzeba się ich wstydzić to już pół biedy — Posłuchaj Wczoraj wieczorem spóźniłem się na spotkanie z tobą dla-tego bo w tym samym czasie siedziałem w kawiarni z człowiekiem którego mia-łem zabić Hela wyszeptała: — Bronek Ciągnął dalej: — Widzisz nie zabiłem go chociaż właściwie zasłużył sobie na to Przez dłu-gi czas przekazywał szpiegom tajne do-kumenty Teraz stał się dla nich niewy-godny i postanowili go sprzątnąć Ja miałem wykonać to zadanie Dlaczego tego nie zrobiłem? Nie wiem chyba dla Copyright by Alliance klasztorze dobrze: zna- - 42 IJ "Dziendobry mamusiu — mówi po szwe-dzku — Jeszcze dziś nie widziałyśmy się Jak się czujesz?" — "Dziękuję do-brze Tino — odpowiada również po szwedzku i wchodzi wolno po znajomych stopniach tarasu Musnęła wargami szwedzkim obycza-jem czoło córki Na ułamek sekundy mienplv iei Drzed oczami nowieki Tiny harrl7n delikatne nrzezroczyste niemal I na ułamek sekundy — uiamek snu Beitek pochla się nad Tiną przegiętą wtjł Zaraz dotknie ustami jej oczu — "Twoje powieki są jak begonie Tino " —A Ingyara nie ma jeszcze? — mówi spokojnie odwracając oczy od powiek Tiny — A gdzie pan Roos7 — Ingara nie ma ale powinien lada chwila Jest! Właśnie za bukszpanami zasze-leściły opony "Hudsona" Przy kierowni-cy znajomy otok czapki Hjalmara Ing-ya- r idzie ku nim po ścieżce po swojemu radośnie uśmiechnięty pokrzykujący Na taras wychodzi Tryderjk jak zawsze wtworny ceremonialny szarmancki z szyja przezornie owinięta nieskazitelnie białym szalikiem Sztokholmskie mgliste słonce kładzie na wszystkie twarze sre-brzvs- ty nalot i świat Larsenów jak fala nas"uona lodowatym bliskiem tc-e-o słoń ca ogarnia Ewę Uśmiecha się do obec-nych uśmiechem tefo świata ceremoniał nie grzecznie spokojnie A więc są juz wszyscy Proszę do stołu Dzwon Engelbekts wydzwania godzi nę pierwsza W tjm świecie pełnym ła-du spokoju i powagi wszystko jest nie-skazitelnie punktualne: dzwony ludzie noce Wiesz Ingv2rze — mówi pan Roos do brata — nasza Ewa staje sic zupełna Szwedka Powiedziała mi ze bar dzo tęskni za Dalekarlia To Ulko Szwed ka może odczuwać tęsknotę za tym cu downym zakątkiem naszego kraju Nie prawdsż? Och! — mówi Ingvar (Jak częstr ci Szwedzi uzvw2ją tego "Och" — myśl Ewai — Och to pięknie' Cieszy mnie że Ewa coraz bardziej przywiązuje siędr CTrrtrii Chciałbvm abyś polubiła ją jak swoją ojczyznę Polubisz Ewo? tego że musiałbym sobie samemu wy-mierzyć taki sam wymiar sprawie dliws-śc- i Bo zasłużyłem na to Hela pomyślała: "To nawet gorsze niz przypuszczałam Jak on może tak spokojnie' o tym mowie! Nie niesłusznie go potępiam cały dzień zbierał siły zęby to teraz przede mną wyjaw ic Kosztowa-ło go to więcej niz umiem sobie wyobra-zić Muszę go wysłuchać do końca" Bronek szedł obok niej mówił spo-kojnie sam sobie się dziwiąc Z każdym słowem odczuwał uigę jakby odwalił z siebie ciężki kamień Myślał: "Hela mnie potępi To jest jasne 1 nie mogę mieć do niej o to żalu Jestem jej wdzięczny ze porwała mi to wszystko z siebie wy-rzuc- ić Mozę gdybym bł ją wcześniej spotkał nie byłbym zabrńął tak głęboko Oto ludzie chodzą spokojnie po ulicach zaprzątnięci swoimi sprawami ocierają się o mnie łokciami — jakie to straszne pracowałem na ich zgubę nawet nie mo-gę na swoje usprawiedliwienie powie-dzieć że nie zdawałem sobie sprawy z tego co robię Wiedziałem dobrze ku czemu to zmierza pragnąłem tego A to ze się w pew nej chwili opamiętałem to wcale nie zmniejsza mojej winy Eo itedy zabrakło mi odwagi zęby wyciąg-nąć z tego konsekwencje Balem się o własną skórę tłumaczyłem sobie ze sko-ro juz sam ręki do zbrodni nie przykła-dam to już wszystko w porządku jestem czysty A jednak wolałbym" zęby mnie Hela nie potępiała Ale "nie umiem jej wytłumaczyć tego w ten sposób zęby zrozumiała dlaczego to zrobiłem Nie chodzi o usprawiedliwienie siebie bo nic mnie nie usprawiedliwia chodzi tylko o to zęby wiedziała jak to się stało" Słowa Bronka dochodziły do uszu Heli jakby z baYdzo daleka 'Słyszała je wyraźnie a jednocześnie było to podo-bne do snu Mozę to jednak nieprawda? Zmuszała się do wysiłku zaostrzała czuj-ność zmysłów słowa płynęły nadal ob-nażając straszną prawdę Dziwiła się: "Przecież nie powinnam być tak wstrzą-śnięta nic nas z sobą nie łączy jeszcze dwa dni temu o nim zupełnie nie myśla-łam Nawet mi do głowy nie przyszło zapytać się czy istnieje Zbyt łatwo ule-gam wpływom wspomnień Cóż z tego ze kiedyś się w nim podkochiwałam to było dawno nie wiedziałam co to mi-łość Każda dziewczyna przeżywa to sa-mo Dlaczego więc przywiązałam się tak do niego? Co mnie do niego ciągnie? W wyobraźni stworzyłam sobie obraz czło-wieka który nie ma najmniejszego po- dobieństwa do niego Co mam zrobić? Jakiej się spodziewał ode mnie pomocy? Przecie ja sama jestem wobec tegobcz-siln- a sama potrzebuję jakiegoś oparcia Bronek nie jest zły w 1o nie mogę uwie-rzyć Pizeciez to straszne" "Milczy" — myslal Bronek "Mozę nie powinienem był ją przymuszać do wy — O napewno — uśmiecha się upizejmie — napewno Ingyarze chłodny nieziemski dalekarlijski zmierzch Na opałowym obszarze wód bezdźwięcznie suną martwe złowieszcze żagle jak skrzydła tajemniezch nie-ziemskich ptaków Niewidzialne słońce zalewa świat lodowatą zorza — "Nie trzeba bać się takiego świata jaki bę- dzie" — mówi dziecinny głosik małej Karin z beznadziejnej popielatej złowie-szczej mgły nad Silianem Ingyar uśmiecha się dobrodusznie — "Nic łatwiejszego jak zaspokoić twoje tęsknoty Ewo Nic łatwiejszego: po pro-stu pojechać na odpoczynek do heksan-d- y Tamtejsi ludzie będą szczęśliwi go-ścić ciebie A zauważyłem juz od kilku lat ze wiosna sztokholmska nie śluzy ci zawsze mizerniejesz o tej porze Sądzę le właśnie taki zdrowy górski klimat jak w Dalckarlii Będziemy musieli pójść po poradę do doktora Bronsa Mam wrażenie ze tez zaleć} by ci pobjt w górach Nic nie stoi na przeszkodzie abyś pojechała do heksandy Wiosna w gó-rach jest cudowna Biabyś tam jakto powiedziałaś tak pięknie o Enskede? — w sannm w samm? — W samm sercu wiosny — pod-powiada pani Roos — O właśnie: bjłabyś w samm ser-cu wiosny Och tak Ewa przjtakuje Owszem bardzo chę-tnie pojedzie nad Sllian Rzeczyw iście górska wiosna ma napewno wiele uroku Tak oezyw iście Kiedy' O gdzieś w koń cu maja po dniu urodzin Ingyara Jesz cze zdąży na czas wiosny dalekarlijskiej — Znakomicie — mówi Ingyar — znakomicie Jestem pewien że wiosm nad Silianem uzdrowi cię zupełnie nieziemski dalekarlijski zmierzch Przez opałowy obszar wód bezdźwięcznie suną martwe żagle jak skrzjdła tajemni czch ptaków Niewidziane słońce zalew świat popielata zorza i w martwym je' blasku wszystko wokoło podobne jes do snu umarheh Z beznadziejne' zło wieszczej męły nad srebrna nieruchom: woda rozle£a się dziecinny głosik Karin Mówi: — "Nie trzeba bać się świata jak będzie" "Ten świat zaczyna się w poniedzia tek — mvśli Ewa i patrzy na zygzak da how na Tulegatan widoczny ponad mu -- em bukszpanów Ale nie trzeba bać sir ego świata Nie trzeba bać się śmiercL" — O — mówi pani' Roos przez stół — Uśmiechasz sie tak samo jak w wa 'onie Ewo — Wiem co myślisz O Da-ekarli- i? Tak? — Zgadłaś Wiktorio — przytakujf iprzejmie Ewa — właśnie przyszło nv :a myśl że nie ma bodaj na świecie wiek zej ciszy jak nad Silianem -s- iedzi między Ingvarem i Frydery-kiem Właśnie przed chwilą skończyła słuchiwania mnie? Niepotrzebnie wmie-szałem ją w sprawy z którymi nie ma i nie chce mieć nic wspólnego Nie po-winno sie wvkorzvstvwać cudzei szla chetności To nieuczciwe a ja to właśnie zrobiłem Ona się mna teraz brzydzi za-wiodła się na mnie Tak nawet ratuje siebie kosztem drugiego Powiedziałem juz chyba wszystko pozostaje jeszcze je- dna rzecz do zrobienia" Od kilku chwil prowadził ją ulicami w sobie tylko wiadomym kierunku Hela nie odzywała się Za bardzo ją przybiło to co usłyszała — Nic nie mówisz — powiedział Bro-nek — Czegóż się ode mnie spodziewałeś? — Tak masz rację nie powinienem nadużywać twojej dobroci — Nie o to chodzi Jeśli ci to w czym pomogło — dobrze ale cóz ja ci samo mogę poradzie Clnba sam wiesz co masz zrobić9 — Wiem Dochodzili do końca uliczki Bronek zwolnił kroku Po drugiej stronie znaj dowal się komisariat milicji Zatrzymali się — Bardzo ci dziękuję ześ mnie ciei-pliwi- e wysłuchała Nie gniewaj się Przeszedł przez ulicę za chwilę stal przed drzwiami: Jeszcze tylko kilka se- kund zęby tylko vj trzymać — Zaci-snął pięści az do bodu nogi są ciężkie jakby byl ubrany w skafander nuika Odwrócił się: Hela stała jeszcze na cho-dniku i patrzała na niego: Ona za kilka dni zacznie znowu studia Mogliśmy ra-zem Nacisnął dzwonek i kiedy w otwar-tych drzwiach ukazała się głowa mili-cjanta powiedział ze chce zlozjć zezna-nia Rozdział XIV Sołtecki kupił bilet w "Orbisie" Do odjazdu pociągu pozostało jeszcze półto-le- j godziny czasu Na dworze było już prawie ciemno Popatrzał na niebo: może być deszcz Zaszedł do pobliskiej restau-lacj- i podróż daleka i długa nie wiado-mo czy w składzie pociągu będzie wa-gon lestauracyjny Zamówił rosół pie-czeń z indyka na deser wziął kompot z jabłek — 1 kawę Kelner zapisał zamówienie w bloczku i odeszedł Sołtecki był zmęczony: Co za potworny dzień! — Jeszcze teraz nie mógł myśleć spokojnie o ucieczce z mie-szkania Basi Dobrze że Janina przyszła W tvm wynadku Wrnni sin ni-7rrhvlr-7- vl zaufał jej sądził że przedkłada lojalność wooec niego nau nulosc do Stefana Nie-oceniona Janina Sama sie mogła prze-cież w ten sposób narazić Nawet nie miał czasu jeszcze wyrazić jej swojej wdzię-czności co tu dużo gadać uratowała mu życie swe szatańskie piiuety paia tancerzy na lodzie Płomienie teflektorów migocą nad salą jak leną zorzy polarnej Du-szny i ciepły zapach sali perfum pudru Przygasają światła i wszystko zapada się w fantastyczny półmrok lozsuwają się kotary i na lśniący lodowy parkiet pa-łacu w Schoennbrunn wypływają tane-czne paiy Płyną i płyną w urzekają-c- m ślizgowym locie na łyżwach bezcie-lesne lzeisze od cieni które suną za ni-mi po taili lodowiska Djrygent podnosi batutę Skrzypce zrywają się pieiwsze do lotu Zaczyna się ten właśnie walc — jedyny w życiu z nim — Wspaniale — mówi pan roos i składa dłonie do oklasku — wspaniale! Za skizypcami — klarnety waltomie trąby I zaraz niskie jak gizmot hcliko-n- y podchwytują grzmiący rjtm Para za para ślizga się zza kulis Coraz ich więcej kolorów j eh lżejszych niz cienie porwą nych w zawrotny taneczny wir Nie tan czą — suną nisk'm jaskółczym lotem niesieni wichrem srebrnogłocych klarne tów i skmpiec coraz płynniej dalej i szerzej migocąc wszystkimi barwami światła w smugach reflektorów Maestro podnosi batutę wyżej i orkiestra brzmi teraz jak olbrzymi ptasi chór przy akom paniamencie metaheznj-c-h jak dzwony grzmotów Ewa przjmyka oczy Nie widowisko nie ten ślizgowy lot tancerzy nie czaro dziejstwo strojów i dekoracji — lecz Hlko ta muzyka jak wtedy płynąca z ebonitowej płyty patefonu w jaśminową luszna kielecką noc Ten walc — jedy-l- y z nim "Coz z tego9 — myśli — gdyby on arnietał o tamtej kieleckiej nocv — w 'Pagodzie" zatańcz} łby tego walca ze nna a nie z Tina Ale cóż w jego "sztu- - oackiej miłości" znaczył ten walczyk przyj latefonie? Tyle co jego okrutny żart I 'A co ciociu relicjo? A gdybym ożenił ię z panna Ewunia to co?" Coraz wyże] I wyżej śpiewają klar-nety Trwa urzekający jaskółczy lot nad 'odowiskiem — "Coś bajecznego — Tiruczy Infyar obok — coś bajecznego "o Ewo?" — "Bardzo piękne — odpo-wiada samami wargami a serce spada ak kamień w studnię w kielecka jaśmi-low- a noc na samo dno Na chwile otwo--z}ł- a oczy i na zegarku na przegubie re-'- :i zauważ}ła: za kwadrans dziesiąta Z bolesna zimna satysfakcja pomyślała: — on jeszcze czeka na telefon Niech "zeka Niech czeka nieczuły i okrutny :ień Niech czeka — widmo które przy-szło straszyć ja i dręczyć widmo z srobu w którym zetlały wszystkie nadzieje Widmo które przyszło zamącić śmiertel-ną ciszę jej samotności POPIERAJCIE TYCH KT6PZY OGŁASZAJĄ StE W "ZWIĄZKOWCU" okuliści OKULISTKI Br Bukowjki-Beini- r O O Wiktori Bukowska 00 prouadj nouoczesn) gtblntt okullst)Cin prj 274 RoncłsvłlU Avnu obok Groffrr) St Ttl LE 2-54- 93 Goddnv pruieć' codiWnnle od 10 rino do 8 wlecjór W sobiłt) od i 10 rano do 4 po pot 1 S ADWOKACI i NOTARIUSZ! E H ŁUCK BA LLB (ŁUKOWSKI) I R H SMELA BA LLB POLSCY ADWOKACI Wsp61nlo firmy cdwokicklcj Bliny PatUrnik Łuck A Smili 57 BLOOH ST W róg H WA 4 tJ prt)jmuja ulrcioraml za telefonlcz-ii- ) m porozumlenlrm 1 S STEFAN MALICKI ADWOKAT OBROŃCA I NOTARIUSZ Tl AT 9-03- 01 Wieczorami 1 w sobole HU 1-4- 361 54 78 G HEIFETZ BA ADWOKAT S HEIFETZ NOTARIUSZ SS Włlllneton SI W Toronto Oni EM -- 5) wlciorłml WA 3-44- 11 1 S JAN L Z GÓRA ADWOKAT — OBROŃCA NOTARIUSZ Tel Biura: LE" S-12-11 Mieszk: AT 9446S 1437 Qun St W — Tcrente i S GEORGE IENf IA ADWOKAT I NOTARIUSZ Móu i po pohku 1147 Dundłł St W - Toronto Ttl LE 4-84- 31 I LE 41432 i s Miss RUTH CANTON B A CP A ADWOKAT — OBROŃCA NOTARIUSZ 1337 Dunddi St W Toronto LE 7-11- 33 14 W CM HELSKI babcl ADWOKAT I NOTARIUSZ PrryJtdi' lodrlpnnle - Kult 404 HoarcJ uf Irmin Wag 11 Adelłido St Wtil lry Yow e St ) Toronto — EM 2-13- 51 Wieczoiami za upizcdium Ulofonicznjin porozumieniem 2 w W TELEFONUJCIE DLA ZABEZPIECZENIA OCZU ZEISS Punktal szkła do okularów juz do nabycia w Kanadzie Pytajcie o" nie u Waszego specjalisty do oczu [ Dr Władysława SADAUSKAS LEKARZ DENTYSTA IdniRl dom od Honreslltt) Przyjmuje za uprzednim telefo- - IUC7J1J m porozumieniem Ttlefon LE 1-4- 250 129 Grtruditr Rd Dr M LUCYK DENTYSTA 2092 Dundts St W Tarent Ttl RO 9-46- 82 1 W Dr E WACHNA DENTYSTA Godzin : 10—12 i 2- -8 386 Błthunt St — EM 4 651S 2 W Dr Sr D IRIGEL LEKARZ DENTYSTA CHIRURG — STOMATOLOG Sptcjilltłi chorób my uttntl PliHlclans' A Surcrons' nulldlnf Kaiidlarła No 270 Bloor St W — Toronto Ttltfon WA 24056 1 W --?M I łil lla - ki f Runi Jan Alaiandrawlci — Notary Public POLSKIE BIURO Pomoc w Epiaućicli &padkou}ch i majątkowych w Polsce — Kontrakty i inne dokumenty Imigracja Income Tan Toronto Ont 618-- A Ouean SI Watt Tol EM 8-54- 41 u w DOMINION TRAVEL OITICE 55 Wellington Wełt — Toronło — Ttl EM 6-64- 51 S HEIFETZ NOTARY PUBLIC Załatwiamy sprawnie i solidnie: Sprowadzanie krewnych z Polski na stałe lub wizjle — Wiy do PoMiI w 10 dni — Wyjazd do USA na stale lub wizte — Sprawy majątkowe w kraju akty daiowizny pełnomocnictwa małżeństwa przez zastępcę li Łprawy Gwarantowaną przesyłkę pieniędzy! paezik do Polski i Ukrainy TtumtcitnU notarialne wtitlktch dokumentów Hezplatna informacja listownie osoblicie 1 telefonicznie tt-- w UWAGA SMAKOSZE Już nadeszły sprowadzine z Polski róznejjo rodzaju smakołyki jak fzprotki oliwie wepoiz oliwie byczki skumbiia leszcz flądra fledż oliwie i pomidorach kilka gatunków demów i powideł praw-dziwe soki różnych smakach oraz nie mający sobie lówncgo praw-dziwy miód pszczelny Kkspcrci i Wladzp Urzędu Zdrowia Kanadzie oświadczyli że jakość wszystkich wyżej wymienionych artykułów jest rzadko spotykani' nn rynku kanadyjskim Wszystkie te przysmaki są już sprzedały po sklepach Ceny stosunkowo niskie Jeżeli W'7 sklep jeszcze nie ma to poproście właściciela Łby zamówił telefonując do pana Krzeczowskiego LE 2G90 a ten natychmiast dostarczy iądanych artykułów poza Toronto pisać Impoland Products Toronto 10G0 liloor St lub tc-lef- LE G2690 żądając cnników KrzeDczeotwalsickzicngao sBprEzLeLdażDEoLraICz ATwEsSzSelEkNie i1n0f6o0rmBaclojeor blisskkolepDiłuffptarinaa Kto raz pokosztuje tych przysmaków będzie kupował stale ____ 5 w-- c NAPOJE NAJBARDZIEJ ZBLIŻONE DO TYCH KTÓRE TAK WAM SMA-KOWAŁY W KRAJU RODZINNYM Tggsft Cola - Ginger Ale - Orange - Cream Soda BEZPŁATNA DOSTAWA na bankiety i inne okazje TORONTO WASZYCH 86 rodzimach Tłumaczeniu W ► OENTYSCI INFORMACYJNE WAInut 1-2- 151 w dnie powszednie do godi wiect Ni€ dostarczamy towaru do prywatnych domów m-- m 67 S w w w o w w 6 Z w 7 ł y i 4 Mi T J 4" 1i ' i |
Tags
Comments
Post a Comment for 000276b
