000242a |
Previous | 6 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
rm- -
®n
tTIL 6
Tadeusz DołęgaMosfowicz
BRACIA DALCZ I S-- KA
— Przyniosłem na pociechę czeko-ladk- i
4-- powiedział umieszczając pudło
na zastawionym drobiazgami stoliku pry
łóżku v przysuwając sobie krzepło
— PandynTkfor doprawdy ja stra-fznf- e
dziękuję
— Pani pozwoli wpakować' Widzi
pani zevja sam jestem łakomy i myśla-łem
żek zechce mnie pani poczc-stowa- c
— O ja sama — zerwała się lecz
nagły 'fuch wywołał widocznie silny ból
gdyż' opadła na poduszkę i uobladla z
wyrazem cjerpienia na twarzy
] Dale?' nie mówiąc ani słowa wstał
Wyjął z kieszeni kamizelki małe srebrne
pudełeczko i podał jej biała pastylkę
- — Niech pani to zażyje — powiedział
tonem nie znoizaom sprzeciwu — to
Uspokaja wszelkie bóle
— Gorzkie — uśmiechnęła sie
— Za kwadrans ból minie — zapew-nił
chowając pudełko do kies-zen-i
Teraz prz pomniała sobie że już je
widziała u niego w fabryce Pewnego
razu po powrocie z warsztatów zazyl
faka pastylko wyjaśniając ze ma częste
migreny i że tylko to mu pomaga Iłże-czywiicl- e
wyglądał wówczas bardzo bla-do
i miał sine cienie pod swoimi piękny-mi
oczami
— iPan dyiektor taki dla mnie do-bry
— westchnęła
Milczał chwilę i jakby z namysłem
powiedział ciągnąc słowa:
--fs — Przesadza pani Zresztą chyba
trzeba Tnii'ćnn świecie kogoś dla kogo
morna być dobrym
I nagle jakby dla zmienienia tematu
rozmowy zaczął'
- Innym tonem:
' — Dziś musiałem wraz ze stryjem
vilhellTierfi łrepiezentować fabrykę na
pógrzebioS prezesa 'JGenwajna Pogrzeb
trwał przeszło dwie godziny i nieco„przę-marzlemAi- f
m
— Czy to-te- n Gcnwajn? — zapy-tała
Marychna' -- '
rf — T-r- k Z-- fabryki Selierr i (ienwajn
Niegd1ś)kolega skolny stryja Wilhelma
Zastrzelił się Czytała pewno pani w
dziennikach łWf -
Marychna nie czytywała w ogóle
dzienników Dawniej gdy jeszcze praco
liiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii:
Henryk 'Sienkiewicz
Itihiii pod Grunwaldem
i
1lllli!lllIIIIIIIIIIIIIW
Król zjechał właśnie z nadbrzeża je-ziora
i udał się na lewe skrzydło do pol-skich
chorągwi gdzie miał pasować całą
gromadę rycerzy gdy nagle dano mu
znać iżrdwóch heroldów zjeżdża od krzy-żackiego
wojska
Serce Władysława zabiło nadzieją:
— Nuże ze sprawiedliwym
jadą!
— Da Bóg! — odrzekli duchowni
Król posłał po Witolda a tymczasem
heroldowie nie spiesząc się zbliżali się
do obozu
W jasnym świetle słońca widziano
ich doskonale podjeżdżających na o-gromn- ych
pokrytych kropiezami ko-niach"
bojowych: jeden miał na tarczy ce-sarskiego
czarnego oila na złotym polu
drugi który był heroldem księcia Szcze-cińskiego:
gryfa na białym polu Szeiegi
rozstąpiły się przed nimi oni zaś zsiadł-szy
z koni stanęli po chwili przed wiel-kim
królem i skłoniwszy nieco głowy
dla okazania mu czci tak odprawili swo-je
poselstwo
— Mistrz Ulrych — rzekł pierwszy
herold — wyzywa twój majestat panie
i księcia Witolda na bitwę śmiertelna
i aby męstwo wasze którego wam widać
brakuje podniecić śle wam te dwa na-gie
miecze
To rzekłszy złożył miecze u stóp
Jaśko Mązyk z Dąbrowy wytłu-maczył
jego słowa królowi ale ledwie
skończył wysunął się drugi herold z
gryfem na tarczy i tak przemówił:
— Mistrz Ulrych kazał wam też oznaj-mić
panie iż jeśli skąpo wam pola do
bitwy to się z wojskami wam ustąpi
abyście nie gnuśnieli w zaroślach
Jaśko Mązyk znów przełożył jego sło-wa
i nastała cisza tylko w orszaku kró-lewskim
rycerze poczęli zgrzytać zęba-mi
na takie zuchwalstwo i zniewagę
Ostatnie nadzieje Jagiełły rozwiały się
jak dym Spodziewał sie poselstwa zgody
i pokoju a tymczasem było to poselstwo
pychy i wojny
Więc wzniósłszy załzawione oczy do
góry tak odrzekł:
— Mieczów ci u nas dostatek ale i
te przyjmuję jako wróżbę zwycięstwa
którą mi sam Bóg przez wasze ręce zsyła
A pole bitwy On takeż wyznaczy Do
którego sprawiedliwokf ninie ńe odwo
8
wała w sekretariacie i mieszkała w Zie-lonce
o wszystkich ważniejszych zdarze-niach
dowiadywała się albo od kolegów
albo od ojczyma który przy każdej spo-sobności
opowiada! o karierze i koliga-cjach
omawianej osoby To była jego
pasja Toteż dzięki niej Marych na do-brze
wiedziała kto to jest Genwajn Je-żeli
ojcjm o kimś mówił z dodatkiem
słowa "ten" — oznaczało to ze mówi
się o znanym i bogatym człowieku
— Zastrzelił się? Przecież to bl już
stary człowiek — zauważyła
— Stary Starzy tez miewają powody
do samobójstwa Podobno firma jego sta-ła
na progu bankructwa
— Jednak panie dyrektorze częściej
się słyszy o samobójstwach ludzi mło-dych
Przewinie z miłości
— O nie mówmy o tym Oboje je-steśmy
młodzi — powiedział z uśmie
chem — i wcale nie mvślimy o samo
bójstwie No nie lepiej pani?
— Trosvkc
— A bardzo pani niezadowolona ze
prysedłem jej dokuczać?
— Panie dyrektorze — zawołała z
taką sczei ością wyrzutu w głosie ze aż
sama spostrzegła się ze to nie wypada
— Ładnie tu u pani — powiedział
rozglądając się — znać że ma pani za-miłowania
estetyczne Cóz to pani ha-ftowała?
— To laufer na stolik
Wzial robotę do ręki i uważnie jej
się przyglądał:
— Cyklameny Hobi to pani i dużą
wpiawą Piękny haft i temat szczęśliwie
pomyślany Czy pani sama sobie kompo
nuje te ivecy?
— Sama O jeżeli pan dyrektor ła-skaw
proszę zobaczyć tam ta poduszka
z paprocią to też sama sobie wymyśli
łam
Wstał i uważnie przyjrzał się po
duszce
— Ciekawa kompozycja — powie-dział
— ma pani talent w ręku
— Ale ja jestem gapa — zaśmiała
się — nudzę pana dyrektora babskimi
fatałaszkami Bardzo przepraszam! Pan
na pewno pomyśli że jestem okropnie
niemądra!
— iHvnaimniei iest uani naturalna
ja to duża zaleta Ńo może teraz zjemy
sobie czekoladkę?
rani
(Wyjątek powieści "Krzyżacy"
pokojem
kró-lewskich
łuję skargę na moją krzywdę i waszą
nieprawość a pychę zanosząc — amen
1 dwie wielkie łzy spłynęły mu po
ogoizałych policzkach
Tymczasem glosy rycerskie w orsza-ku
poczęły wołać:
— Cofają się Niemce Dają pole!
Heroldowie odeszli i po chwili wi-dziano
ich znowu jadących pod górę na
swych ogromnych koniach i błyszczących
w świetle słonecznym od jedwabiów któ-re
po wierzchu zbroi nosili
Wojska polskie wysunęły się z lasu
i zarośli w składnym szyku bojowym
W przodku stal hufiec tak zwany "czel-ny"
złożony z najstraszniejszych ryce-rzy
za nim walny — a za walnym pie-chota
i lud najemny Utworzyły się przez
to miedzy hufcami dwie długie ulice po
których przelatywał Zyndram z Maszko-wi- c
i Witold Ten ostatni bez hełmu na
głowie w świetnej zbioi podobny do
złowrogiej gwiazdy lub do gnanego wi-chrem
płomienia
Rycerze nabierali tchu w piersi i osa-dzali
się mocniej w siodłach
Bitwa miała tuż tuz nastąpić
Mistrz spoglądał tymczasem na woj-ska
królewskie które wysuwały się z
boru t
Patrzał długo na ich ogrom na roz-postarte
jakby u olbrzymiego ptaka
skrzydła na poruszaną wiatrem tęczę
chorągwi i nagle serce mu się ścisnęło
jakimś nieznanym uczuciem Może ujrzał
oczyma duszy stosy trupów i rzeki krwi
Nie lękając się ludzi może zląkł się
Boga trzymającego już tam na wysokoś-ciach
niebios szale zwycięstwa
Po raz pierwszy przyszło mu na myśl
jaki to okropny nastał dzień i po raz
pierwszy uczul jaką niezmierna odpo
wiedzialność wzial na swoje ramiona
Więc twarz mu pobladła wargi po-częły
drzeć a z oczu puściły sie obfite
łzy Komturowie ze zdziwieniem spoglą-dali
na swego wodza
— Co wam jest panie? — zapytał
hrabia Wende
— Zaiste stosowna to do łez pora'
— ozwał się okrutny Henryk komtur
człuehowski
A wielki komtur Kuno Lichtenstein
wydal wargi i rzekł
"ZWIĄZKOWIEC" LIPIEC (July) Śoda-1- 3 —1966
Sam rozpakował pudełko Ppodał jejj
Rozmowa przeszła na sprawę dobroci po-szczególnych
wyrobów cuJcierniczjch
przy czym Marychna zauważyła ze pan
Krzysztof istotnie lubi czekoladę Jadł
dużo i ze smakiem Nieraz słyszała ze
mężczyźni lubiący słodycze odznaczają
się dobrocią charakteru Czyż on nie był
bardzo dobry? Przynajmniej dla niej?
Jakiż dyrektor chciałby odwiedzić swoja
sekretarkę" podczas choroby? żeby bl
P brzydki no to zrozumiałe ale
taki jak on na niego pewno setkami ko-biety
lecą A jednak ona mu się podoba
Na pewno podoba Po cóz by przycho-dził?
Marychna wprawdzie miała dość duże
powodzenie u mężczyzn Na ulicy w
tramwaju czy w pociągu oglądali się za
nią i robili do niej słodkie oczy W nie-licznym
kółku znajomych nadskakiwał
'jej ten i ów Raz nawet jeden student
medyk wycałował ją w kacie Nie opie-rała
się zbytnio gdyż chciała spróbować
jak to smakuje ale nie smakowało wca-le
I powiedział jej wówczas że nie jest
rozbudzona Idiota Innym znowuż razem
narzeczony Zosi jej przyrodniej siostry
po pijanemu zaczął Marychnę ściskać i
całować ale potem został jej tylko nie
dający się wyrazić wstręt Miał u!a si-ne
i lepkie Brr Jakież piękne usta ma
Krzysztof Dalcz Muszą być takie so-czyste
jak się to czyta w powieściach
Rozglądał się po pokoju 1 powiedział:
— Nie ma pani tu żadnych fotografii
— Nie mam bo i czyje mam mieć?
Ojczym się nie fotografuje a więcej ni-kogo
nie mam
— Jak to i nigdy nie kochała się pa-ni?
Nigdy w pani nikt się nie kochał
kto by zostawi na pamiątkę swoją podo-biznę
z czułym napisem?
— Nigdy — potrząsnęła głową
— Dlaczego?
— Nie wiem Mozę jestem niero-zbudzon- a
Wybuchnął długim nawet trochę nie-przyjemnym
śmiechem Widocznie po-wiedziała
coś bardzo głupiego Była na
siebie wściekła Głupia gęś! Coon teraz
sobie o niej myśli! Mój Boże ze tez jej
wyrwało się coś fak niedorzecznego!
Smial się wciąż a jej pod powiekami
zaszklilysię łzy żeby moglaiteraz zapaść
się pod ziemię! Wstydziła się wprosi
spojrzeć na nieco wstydziła się że zau-waży
jej łzy Zamknęła oczy i odwróciła
głowę
Przestał się śmiać i nic nie mówił
Jakiż on bezlitosny jak znęca sie nad
nią Pewno patrzy na jej policzki po
których płyną te nieszczęsne łzy i u-imiec- ha
się ironicznie Co za tortura
Nagle poczuła na twarzy łagodny
pieszczotliwy dotyk jego dlcnUjmiękklej
jak aksamit i aż oddech zaparłoijej w
piersi Dłoń sunęła po mokrych policz- -
— Otwarcie naganiam ci to Mistrzu
bo ci teraz podnosić serca rycerzy nie
zaś osłabiać przystoi Zaprawdę nie ta-kiegoś-my
cię przedtem widywali
Lecz Mistrzów! wbrew wszelkim wy-siłkom
spływały tak ciągle łzy na czarną
brodę jakby w nim płakał kto inny
Wreszcie pohamował sie nieco i zwró-ciwszy
surowe oczy na 'komturów za-wołał:
— Do chorągwi!
Więc skoczyli każdy do swojej bo bar-dzo
potężnie przemówił a on wyciągnął
rękę do giermka i rzekł:
— Daj mi hełm
Już serca w obu wojskach biły jak
mioty ale trąby nie dawały jeszcze zna-ku
do boju
Nastała cięższa może od samej bitwy
chwila oczekiwania Na polu między
Niemcami a armią królewska wznosiło
się od strony Tannenberga kilka odwiecz-nych
dębów na które powłazili chłopi
miejscowi aby patrzeć na zapasy tych
wojsk tak olbrzymich jakich od niepa-miętnych
czasów świat nie widział Lecz
prócz tej jednej kępy cale to pole było
puste szare przeraźliwe do obumarłego
stepu podobne Chodził tylko po nim
wiatr a nad nim unosiła się śmierć Oczy
rycerzy zwracały się mimowoli na tę zło-wrogą
milcząca równinę Przelatujące po
niebie chmury przesłaniały od czasu do
czasu słońce a wówczas padał na nią
mrok śmiertelny
Wtem wstał wiatr Zaszumiał w le-sie
oberwał tysiące liści wypadł na pole
chwycił suche źdźbła traw wzbił tumany
kurzawy 1 poniósł je w oczy wojsk krzy-żackich
W tej również chwili wstrząsnął
powietneiń przeraźliwy głos rogów krzy-wu- l
piszczałek i cale skrzydło litewskie
zerwało się na kształt niezmiernego stada
ptactwa do lotu Poszli od razu wedle
zwyczaju w skok Konie wyciągnąwszy
szyje i potuliwszy uszy rwały rwały ze
wszystkich sil przed siebie jeźdźcy wy--
iiiacnujac mieczami i suucami lecieli Z krzykiem okropnym przeciw lewemu
skrzydłu Krzyżaków
Mistrz właśnie znajdował się przy nim
Wzruszenie jego już przeszło" a z oczu
szły mu zamiast łez skry Ujrzawszy
więc ropędzona ćmę litewską zwróci!
się do Frydrycha "Wallenroda" który na
tej stronie dowodził i rzekł:
— Witold pierwszy wvstaoił Poczy- -
najcie-ż-e i wy w imię Boże!
1 skinieniem prawicy ruszl czterna
ście chorągwi żelaznego rycerstwa
— uott mit uns! — zakrzknał Wal
lenrod
Chorągwie zniżywszy konie noezełv
z początku iść krokiem Lecz równie jak
ikała stoczona z gór snadaise r-nra-z
większego pędu nabiera tak i orle- - z kro
ku przeszły w rysią potem w cwał i
szły straszne niepohamowane Jako la
ioii tiira riprtfa serdeczna pieszczotą
odgarnęła' włosy z czoła głaskała spo-kojnymi
równomiernymi ruchami głowę
i znowu policzki i oto z drugiej strony
twarzy poczuła druga jego rękę i nagle
na ustach lekki ledwo odczuwalny po-całunek
potem mocniejszy jeszcze bar-dziej
mocny az rozchylający jej nieru-chome
wargi Spadały na nią powoli
gorące przenikliwe niewypowiedzianie
dziwne Leżała bez ruchu i tylko serce
tłukło się nieprzytomnie Nie wiedziała
dlaczego ale w tych pocałunkach było
coś bardzo grzesznego coś bardzo roz-pustnego
czego nie umiała sobie przed-stawić
Przecież nie uważała siebie za
świętoszkę od dawna marzyła o jego
ustach ale teraz poza rozkoszą którą
sprawiły te pocałunki poza dreszczem
który przenikl ją od dotyku tych go-rących
warg było jeszcze coś co stało
na pograniczu między pragnieniem i od-raza
Chciała by trwało to jak najdlu-7P- i
i npamiał ia Tjrzemoznv wstyd nie
przed nim którejjo tak pożądała lecz
przed czymś co można oyio porównać
tylko do wstrętu jaki wywołuje widok
kalectwa
A nn całował wolno z przerwami
jakby po każdym pocałunku rozpamię
tywał i badał je£o smak romaiu jego
ręka zsunęła się po szyi po ramieniu aż
do piersi i gładkie długie palce pokryły
jej wypukłość taką męcząca taką roz-koszną
pieszczotą
Marvchna Dodniosla nowieki i ujrza
ła nad sobą bladą ściągniętą twarz roz-dęte
subtelne nozdrza i ogromne czarne
oczy w których paliła się ciekawość tak
ciekawość niezrozumiała przerażająca
ciekawość
Krzyknęła ciclio szarpnęła się i za-kryła
twarz rękami
fin uiiTirncfnunl eip wełnł i nrt7P(H
do okna Po dłuższej dopiero chwili od-- 1
ważyła się spojrzeć ku niemal Stał ty-- 1
lem wpatrzony w czarną szybę z głową
wysoko podniesioną i -- z rękami' w kie-szeniach
W pokoiku panowała zupełna
ejsza tylko x trzeciego piętra' doi atywał
odległy przytłumiony spokojny pogwar
fortepianu 'powtarzającego gamy- - r
Co teraz będzie— "myślała Marychna
— czy powie jej źe' ją kocha czy ją
przeprosi za chwilę zapomnienia? Męż-czyźni
z dobrego świata miewają chwile
zapomnienia- - jak to wiedziała z filmów
i zawsze później przepraszają Jak on
dziwnie na mią 'patrzył' Amoże obraził
się za to że mu się wyrwała? Rzeczy-A-iści- e
jest głupia bo tak wyczekiwała
takiego momentu a gdy nadszedł za-chowała
się jak gęś Gdyby nie wstyd
zawołałaby go teraz najczulszymi słowa-mi
Mój cudny mój śliczny mój ko-chany
(dalszy clag nastąpi)
wina która musi zetrzeć i zdruzgotać
wszystko przed sobą
Ziemia jęczała i gięła się pod nimi
'
Bitwa miała lada chwilę rozciągnąć
się i rozpalić na całej linii węc polskie
chorągwie poczęły śpiewać starą bojową
pieśń św Wojciecha Sto tysięcy pokry-tych
żelazem głów podniosło się ku nie-bu
a ze stu tysięcy piersi wyszedł jeden
olbrzymi glos do grzmotu niebieskiego
podobny:
Boga-Rodzic- a dziewica
Bogiem sławiona Marya!
JJ Twego Syna Hospodyna
Matko zwolona Matko jedyna
Ziści nam — spust winom!
Kyrie Elcison!
1 wraz moc wstąpiła w ich kości a
serca stały się na śmierć gotowe Była
zaś taka niezmierna jwyeięjka siła w
tych głosach i w tej pieśni jakby na-prawdę
grzmoty poczęły się roztaczać po
niebie Zadrgały kopie w rękach rycerzy
zadrgały chorągwie i chorągiewki za
drżało powietrze zakolebaly się gałęzie
w boru a zbudzone echa leśne jęły odzy-wać
się w głębinach i wołać i jakby
powtarzać jeziorom i łęgom i całej zie-mi
jak długa i szeroka:
Ziści nam — spust winom!
Kyrie Eleison!
A oni śpiewali dalej:
Twego Syna Krzciciela zbożny czas
Usłysz glos napełnij myśli człowiecze
Słysz modlitwę jenże Cię prosimy:
To dać raczy jego prosimy:
Daj na świecie zbożny pobyt
Po żywocie rajski przebył
Kyrie Eleison!
Echo powtórzyło w odpowiedzi: "Ky-rie
Eleisooon!" — a' tymczasem na pra-wym
skrzydle wrzała juz bitwa zacięta i
zbliżała się ku środkowi coraz bardziej
Łoskot kwik koni krzyki okropne
mężów mieszały się z pieśnią Ale chwi-lami
krzyki cichły jakby tym tam lu-dziom
zbrakło tchu i w jednej z takich
przerw raz jeszcze można było usłyszeć
grzmiące głosy:
Adamie ty Bory kmiecu
Ty siedzisz u Boga w wiecu
Domieść nas swe dzieci
Gdzie królują świeci anieli!
Tam radość
Tam miłość
Tam widzenie Twórca anielskie bez
(konca„
Kyrie Eleison™
I znów runęło echo po borze: "Kyrie
wzmogły się jeszcze lecz nikt nie mógł
ni wieuziec ni rozeznać co się tam dzie- je albowiem Mistrz Ulrych który- - pa- trzał z góry na bitwę stoczył w tej "chwi-li
pod wodza Lichtensteina dwadzieścia
chora gwi na Polaków
A zaś do polskiego hufca "czelnego"
w którym stali najprzedniejsi rycerze
przypadł jak grem Zyndram z Maszkowic
i ukazawszy ostrzem zbliżająca sie chmu
rę Niemców zakrzyknął tak donośnie
że aż konie poprzysiadaly w pierwszym
szeregu na zadach:
_— W nich! Bij l
OSZCZĘDZAJ
$ $ $ -
Zaoszczędzicie
od 33% do 50%
ŃA SETKACH
UBRAŃ
PŁASZCZACH
SUKNIACH
STROJACH
KĄPIELOWYCH
SPORTOWYCH
KOSZULACH
Skorzystaj z lej
wspaniałej okazji w
Toronto Family
Clothiers
514 Oueen St W EM 3-24-
15
56 57
DENTYŚCI
Dr Władysława
SADAUSKAS
LEKARZ DENTYSTA
(drugi dom od Roncesyalles)
Przyjmuje za uprzednim telefo-nicznym
porozumieniem
Telefon LE 1-42-
50
129 Grenadier Rd S
Dr M LUCYK
DENTYSTA
2092 Dundas St W Toronto
Tel RO 9-46-
82
2W
Dr S D BRIGEL
LEKARZ DENTYSTA
CHIRURG — STOMATOLOG
Specjalista chorćbi amy uttnt
Physlclan's & Surgeons' llulldlng
Kancelaria No 270
86 Bloor St W — Toronto
Telefon WA 20056
2W
Dr E WACHHA
DENTYSTA
Godziny: 10— 12 d 2—8
386 Bathurtt St — CM 4-65-
15
2W
— Pismo nie tvko należy czytał
trzeba go takie prenumerował
Toronto Ont
Bank
I
STEFAN A
MALICKI LLA
ADWOKAT OBROŃCA
I NOTARIUSZ'
Biuro tel: AT 9030!
--W soboty i po godt 6:
91 Rumsey Toront
tel HU 14361
E H ŁUCK BA LLB
(ŁUKOWSKI)
1 R H SMELA BA LLB
POLSCY ADWOKACI
Wspólnicy firmy' adwokackie)
Bltney- - Pasternak Łuck Smtli
Eagielson A Watsen
57 BLOOR ST W róg Bay WA 47J
Oddziały
New Toronto I Thiseletown Ont przyjmują wieczorami za teleJo
nlcznym porozumieniem _ is
GEORGE BEN BA
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Mówi po' polsku
1134 Dundas St W - Toronto
Tel LE 4-84-
31 t LE 4-84-
32
G HEIFETZ BA
ADWOKAT
S HEIFETZ
NOTARIUSZ
Wellington St Wr Toronto OM
EM 44451 wieczorami WA UHI
1S
JAN L Z GÓRA
ADWOKAT — OBROŃCA
NOTARIUSZ
Tel Biura: LE 3-12-
11
1479 Oueen St W' — Toronto
is
CM
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Przyjęcie1 codziennie — Sulte 404
Board of Trade Bldg'
11 Adelalde StWest
(przy Yónge St)
Toronto — EM" 2-12-
51
Wieczorami ?a uprzednim
telefonicznym porozumieniem
OKULIŚCI
Okulistka
Br BUKOWSKA BEJNAR OD
274 Roncetvalltt Avt
(przy Geoffrey)
Tel LE 2-54-
93
Godziny przyjęć: codziennie od 10
rano do 8 wlecz w: soboty: od 10
do i wleci
92W
Jan Alexandrowicz — Nołary Public
POLSKIE BIURO INFORMACYJNE
Pomoc w sprawach rodzinnych spadkowych ( majątkowych w
Polsce — Kontrakty i inne dokumenty Imigracja Income Tx
Tłumaczenia
61 8-- A Ouaen St West
Rd
Tel EM 8-54- 41 u w
Artystycznie Wykonue Wszelkie Prace Fotograficzna
L
ART'S PHOTO STUDIO
780 Oueen St W (róg Gorevale) Tel EM 4-79-
94 Rei CL 9-26- 33
po OLIWĘ
TF1
ADWOKACI NOTARIUSZ
BIELSKIrBABcL
Pilaciński
do Waszych furnaceów zwra-cajcie
się do przedst firmy
ALBERTA FUEL 0IL p Krajnika LE 2-71-
G1
FIRMA CZYŚCI BEZPŁATNIE FURNACY
Cena na oliwę( zniżona przy większych domach
Obsługa 24 godzinna' Zgłaszajcie się zaraz
Mając więcej teraz czasu skorzy-stacie
z dokładniejszego czyszczenia
44 W 60
Niech Twoje oszczędności PRAC U JĄ
ciii" "
na Ciebie
OTWÓRZ KONTO OSZCZĘDNOŚCIOWE
I W PIERWSZYM BANKU KANADY
Nawet kiedy śpisz Twoje oszczędności w Bank of
Montreal pracują na Ciebie zarabiając odsetki
przez 24 godziny na dobę A Twoje pieniądze są
absolutnie bezpieczne — nigdy nikt nie stracił ani
dolara przez trzymanie go w Bank of Montreal
Jeżeli jeszcze nie oszczędzasz regularnie dlaczego
nie zacząć dziś? Możesz otworzyć konto oszczędno-ściowe
w B of M dając jako pierwszą wpłatę tylko
1 dolara Przyłączysz się do 2 milionów Kanadyj-czyków
którzy mówią o pierwszym banku Kana- -
dy "MOJ BANK"
TWOJE KOSZTOWNOŚCI SĄ BEZPIECZNE W B OF M
Dlaczego nie zabezpieczysz swoich papierów wartościowych
i biżuterii przed ogniem i kradzieżą w sposób najlepszy
Wynajmij w B of M schowek bankowy (safetydeposit box)
tylko -- Ty będziesz go mógł otworzyć Zapytaj dziś w najbliż-szym
B of M Zobaczysz że koszt jest nadspodziewanie
niski wynajęcie niektórych schowków kosztuje mniej jak
10 centów tygodniowo
Bank of Montreal ffi
Pierwszy Kanady
r bank" m
Gajm §£
Współpracujący z Kanadyjkami Na Kaidym Kroku Ich iyciaOd Boku Uli
a
"&&
(CCWO I
Safnii:
r może -- £
maiid
lt£cz}
Śstańo- -
idnióu
irzjii
czerw
ŁfflS?
racti
ferinc
£
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, July 13, 1960 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1960-07-13 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000425 |
Description
| Title | 000242a |
| OCR text | rm- - ®n tTIL 6 Tadeusz DołęgaMosfowicz BRACIA DALCZ I S-- KA — Przyniosłem na pociechę czeko-ladk- i 4-- powiedział umieszczając pudło na zastawionym drobiazgami stoliku pry łóżku v przysuwając sobie krzepło — PandynTkfor doprawdy ja stra-fznf- e dziękuję — Pani pozwoli wpakować' Widzi pani zevja sam jestem łakomy i myśla-łem żek zechce mnie pani poczc-stowa- c — O ja sama — zerwała się lecz nagły 'fuch wywołał widocznie silny ból gdyż' opadła na poduszkę i uobladla z wyrazem cjerpienia na twarzy ] Dale?' nie mówiąc ani słowa wstał Wyjął z kieszeni kamizelki małe srebrne pudełeczko i podał jej biała pastylkę - — Niech pani to zażyje — powiedział tonem nie znoizaom sprzeciwu — to Uspokaja wszelkie bóle — Gorzkie — uśmiechnęła sie — Za kwadrans ból minie — zapew-nił chowając pudełko do kies-zen-i Teraz prz pomniała sobie że już je widziała u niego w fabryce Pewnego razu po powrocie z warsztatów zazyl faka pastylko wyjaśniając ze ma częste migreny i że tylko to mu pomaga Iłże-czywiicl- e wyglądał wówczas bardzo bla-do i miał sine cienie pod swoimi piękny-mi oczami — iPan dyiektor taki dla mnie do-bry — westchnęła Milczał chwilę i jakby z namysłem powiedział ciągnąc słowa: --fs — Przesadza pani Zresztą chyba trzeba Tnii'ćnn świecie kogoś dla kogo morna być dobrym I nagle jakby dla zmienienia tematu rozmowy zaczął' - Innym tonem: ' — Dziś musiałem wraz ze stryjem vilhellTierfi łrepiezentować fabrykę na pógrzebioS prezesa 'JGenwajna Pogrzeb trwał przeszło dwie godziny i nieco„przę-marzlemAi- f m — Czy to-te- n Gcnwajn? — zapy-tała Marychna' -- ' rf — T-r- k Z-- fabryki Selierr i (ienwajn Niegd1ś)kolega skolny stryja Wilhelma Zastrzelił się Czytała pewno pani w dziennikach łWf - Marychna nie czytywała w ogóle dzienników Dawniej gdy jeszcze praco liiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii: Henryk 'Sienkiewicz Itihiii pod Grunwaldem i 1lllli!lllIIIIIIIIIIIIIW Król zjechał właśnie z nadbrzeża je-ziora i udał się na lewe skrzydło do pol-skich chorągwi gdzie miał pasować całą gromadę rycerzy gdy nagle dano mu znać iżrdwóch heroldów zjeżdża od krzy-żackiego wojska Serce Władysława zabiło nadzieją: — Nuże ze sprawiedliwym jadą! — Da Bóg! — odrzekli duchowni Król posłał po Witolda a tymczasem heroldowie nie spiesząc się zbliżali się do obozu W jasnym świetle słońca widziano ich doskonale podjeżdżających na o-gromn- ych pokrytych kropiezami ko-niach" bojowych: jeden miał na tarczy ce-sarskiego czarnego oila na złotym polu drugi który był heroldem księcia Szcze-cińskiego: gryfa na białym polu Szeiegi rozstąpiły się przed nimi oni zaś zsiadł-szy z koni stanęli po chwili przed wiel-kim królem i skłoniwszy nieco głowy dla okazania mu czci tak odprawili swo-je poselstwo — Mistrz Ulrych — rzekł pierwszy herold — wyzywa twój majestat panie i księcia Witolda na bitwę śmiertelna i aby męstwo wasze którego wam widać brakuje podniecić śle wam te dwa na-gie miecze To rzekłszy złożył miecze u stóp Jaśko Mązyk z Dąbrowy wytłu-maczył jego słowa królowi ale ledwie skończył wysunął się drugi herold z gryfem na tarczy i tak przemówił: — Mistrz Ulrych kazał wam też oznaj-mić panie iż jeśli skąpo wam pola do bitwy to się z wojskami wam ustąpi abyście nie gnuśnieli w zaroślach Jaśko Mązyk znów przełożył jego sło-wa i nastała cisza tylko w orszaku kró-lewskim rycerze poczęli zgrzytać zęba-mi na takie zuchwalstwo i zniewagę Ostatnie nadzieje Jagiełły rozwiały się jak dym Spodziewał sie poselstwa zgody i pokoju a tymczasem było to poselstwo pychy i wojny Więc wzniósłszy załzawione oczy do góry tak odrzekł: — Mieczów ci u nas dostatek ale i te przyjmuję jako wróżbę zwycięstwa którą mi sam Bóg przez wasze ręce zsyła A pole bitwy On takeż wyznaczy Do którego sprawiedliwokf ninie ńe odwo 8 wała w sekretariacie i mieszkała w Zie-lonce o wszystkich ważniejszych zdarze-niach dowiadywała się albo od kolegów albo od ojczyma który przy każdej spo-sobności opowiada! o karierze i koliga-cjach omawianej osoby To była jego pasja Toteż dzięki niej Marych na do-brze wiedziała kto to jest Genwajn Je-żeli ojcjm o kimś mówił z dodatkiem słowa "ten" — oznaczało to ze mówi się o znanym i bogatym człowieku — Zastrzelił się? Przecież to bl już stary człowiek — zauważyła — Stary Starzy tez miewają powody do samobójstwa Podobno firma jego sta-ła na progu bankructwa — Jednak panie dyrektorze częściej się słyszy o samobójstwach ludzi mło-dych Przewinie z miłości — O nie mówmy o tym Oboje je-steśmy młodzi — powiedział z uśmie chem — i wcale nie mvślimy o samo bójstwie No nie lepiej pani? — Trosvkc — A bardzo pani niezadowolona ze prysedłem jej dokuczać? — Panie dyrektorze — zawołała z taką sczei ością wyrzutu w głosie ze aż sama spostrzegła się ze to nie wypada — Ładnie tu u pani — powiedział rozglądając się — znać że ma pani za-miłowania estetyczne Cóz to pani ha-ftowała? — To laufer na stolik Wzial robotę do ręki i uważnie jej się przyglądał: — Cyklameny Hobi to pani i dużą wpiawą Piękny haft i temat szczęśliwie pomyślany Czy pani sama sobie kompo nuje te ivecy? — Sama O jeżeli pan dyrektor ła-skaw proszę zobaczyć tam ta poduszka z paprocią to też sama sobie wymyśli łam Wstał i uważnie przyjrzał się po duszce — Ciekawa kompozycja — powie-dział — ma pani talent w ręku — Ale ja jestem gapa — zaśmiała się — nudzę pana dyrektora babskimi fatałaszkami Bardzo przepraszam! Pan na pewno pomyśli że jestem okropnie niemądra! — iHvnaimniei iest uani naturalna ja to duża zaleta Ńo może teraz zjemy sobie czekoladkę? rani (Wyjątek powieści "Krzyżacy" pokojem kró-lewskich łuję skargę na moją krzywdę i waszą nieprawość a pychę zanosząc — amen 1 dwie wielkie łzy spłynęły mu po ogoizałych policzkach Tymczasem glosy rycerskie w orsza-ku poczęły wołać: — Cofają się Niemce Dają pole! Heroldowie odeszli i po chwili wi-dziano ich znowu jadących pod górę na swych ogromnych koniach i błyszczących w świetle słonecznym od jedwabiów któ-re po wierzchu zbroi nosili Wojska polskie wysunęły się z lasu i zarośli w składnym szyku bojowym W przodku stal hufiec tak zwany "czel-ny" złożony z najstraszniejszych ryce-rzy za nim walny — a za walnym pie-chota i lud najemny Utworzyły się przez to miedzy hufcami dwie długie ulice po których przelatywał Zyndram z Maszko-wi- c i Witold Ten ostatni bez hełmu na głowie w świetnej zbioi podobny do złowrogiej gwiazdy lub do gnanego wi-chrem płomienia Rycerze nabierali tchu w piersi i osa-dzali się mocniej w siodłach Bitwa miała tuż tuz nastąpić Mistrz spoglądał tymczasem na woj-ska królewskie które wysuwały się z boru t Patrzał długo na ich ogrom na roz-postarte jakby u olbrzymiego ptaka skrzydła na poruszaną wiatrem tęczę chorągwi i nagle serce mu się ścisnęło jakimś nieznanym uczuciem Może ujrzał oczyma duszy stosy trupów i rzeki krwi Nie lękając się ludzi może zląkł się Boga trzymającego już tam na wysokoś-ciach niebios szale zwycięstwa Po raz pierwszy przyszło mu na myśl jaki to okropny nastał dzień i po raz pierwszy uczul jaką niezmierna odpo wiedzialność wzial na swoje ramiona Więc twarz mu pobladła wargi po-częły drzeć a z oczu puściły sie obfite łzy Komturowie ze zdziwieniem spoglą-dali na swego wodza — Co wam jest panie? — zapytał hrabia Wende — Zaiste stosowna to do łez pora' — ozwał się okrutny Henryk komtur człuehowski A wielki komtur Kuno Lichtenstein wydal wargi i rzekł "ZWIĄZKOWIEC" LIPIEC (July) Śoda-1- 3 —1966 Sam rozpakował pudełko Ppodał jejj Rozmowa przeszła na sprawę dobroci po-szczególnych wyrobów cuJcierniczjch przy czym Marychna zauważyła ze pan Krzysztof istotnie lubi czekoladę Jadł dużo i ze smakiem Nieraz słyszała ze mężczyźni lubiący słodycze odznaczają się dobrocią charakteru Czyż on nie był bardzo dobry? Przynajmniej dla niej? Jakiż dyrektor chciałby odwiedzić swoja sekretarkę" podczas choroby? żeby bl P brzydki no to zrozumiałe ale taki jak on na niego pewno setkami ko-biety lecą A jednak ona mu się podoba Na pewno podoba Po cóz by przycho-dził? Marychna wprawdzie miała dość duże powodzenie u mężczyzn Na ulicy w tramwaju czy w pociągu oglądali się za nią i robili do niej słodkie oczy W nie-licznym kółku znajomych nadskakiwał 'jej ten i ów Raz nawet jeden student medyk wycałował ją w kacie Nie opie-rała się zbytnio gdyż chciała spróbować jak to smakuje ale nie smakowało wca-le I powiedział jej wówczas że nie jest rozbudzona Idiota Innym znowuż razem narzeczony Zosi jej przyrodniej siostry po pijanemu zaczął Marychnę ściskać i całować ale potem został jej tylko nie dający się wyrazić wstręt Miał u!a si-ne i lepkie Brr Jakież piękne usta ma Krzysztof Dalcz Muszą być takie so-czyste jak się to czyta w powieściach Rozglądał się po pokoju 1 powiedział: — Nie ma pani tu żadnych fotografii — Nie mam bo i czyje mam mieć? Ojczym się nie fotografuje a więcej ni-kogo nie mam — Jak to i nigdy nie kochała się pa-ni? Nigdy w pani nikt się nie kochał kto by zostawi na pamiątkę swoją podo-biznę z czułym napisem? — Nigdy — potrząsnęła głową — Dlaczego? — Nie wiem Mozę jestem niero-zbudzon- a Wybuchnął długim nawet trochę nie-przyjemnym śmiechem Widocznie po-wiedziała coś bardzo głupiego Była na siebie wściekła Głupia gęś! Coon teraz sobie o niej myśli! Mój Boże ze tez jej wyrwało się coś fak niedorzecznego! Smial się wciąż a jej pod powiekami zaszklilysię łzy żeby moglaiteraz zapaść się pod ziemię! Wstydziła się wprosi spojrzeć na nieco wstydziła się że zau-waży jej łzy Zamknęła oczy i odwróciła głowę Przestał się śmiać i nic nie mówił Jakiż on bezlitosny jak znęca sie nad nią Pewno patrzy na jej policzki po których płyną te nieszczęsne łzy i u-imiec- ha się ironicznie Co za tortura Nagle poczuła na twarzy łagodny pieszczotliwy dotyk jego dlcnUjmiękklej jak aksamit i aż oddech zaparłoijej w piersi Dłoń sunęła po mokrych policz- - — Otwarcie naganiam ci to Mistrzu bo ci teraz podnosić serca rycerzy nie zaś osłabiać przystoi Zaprawdę nie ta-kiegoś-my cię przedtem widywali Lecz Mistrzów! wbrew wszelkim wy-siłkom spływały tak ciągle łzy na czarną brodę jakby w nim płakał kto inny Wreszcie pohamował sie nieco i zwró-ciwszy surowe oczy na 'komturów za-wołał: — Do chorągwi! Więc skoczyli każdy do swojej bo bar-dzo potężnie przemówił a on wyciągnął rękę do giermka i rzekł: — Daj mi hełm Już serca w obu wojskach biły jak mioty ale trąby nie dawały jeszcze zna-ku do boju Nastała cięższa może od samej bitwy chwila oczekiwania Na polu między Niemcami a armią królewska wznosiło się od strony Tannenberga kilka odwiecz-nych dębów na które powłazili chłopi miejscowi aby patrzeć na zapasy tych wojsk tak olbrzymich jakich od niepa-miętnych czasów świat nie widział Lecz prócz tej jednej kępy cale to pole było puste szare przeraźliwe do obumarłego stepu podobne Chodził tylko po nim wiatr a nad nim unosiła się śmierć Oczy rycerzy zwracały się mimowoli na tę zło-wrogą milcząca równinę Przelatujące po niebie chmury przesłaniały od czasu do czasu słońce a wówczas padał na nią mrok śmiertelny Wtem wstał wiatr Zaszumiał w le-sie oberwał tysiące liści wypadł na pole chwycił suche źdźbła traw wzbił tumany kurzawy 1 poniósł je w oczy wojsk krzy-żackich W tej również chwili wstrząsnął powietneiń przeraźliwy głos rogów krzy-wu- l piszczałek i cale skrzydło litewskie zerwało się na kształt niezmiernego stada ptactwa do lotu Poszli od razu wedle zwyczaju w skok Konie wyciągnąwszy szyje i potuliwszy uszy rwały rwały ze wszystkich sil przed siebie jeźdźcy wy-- iiiacnujac mieczami i suucami lecieli Z krzykiem okropnym przeciw lewemu skrzydłu Krzyżaków Mistrz właśnie znajdował się przy nim Wzruszenie jego już przeszło" a z oczu szły mu zamiast łez skry Ujrzawszy więc ropędzona ćmę litewską zwróci! się do Frydrycha "Wallenroda" który na tej stronie dowodził i rzekł: — Witold pierwszy wvstaoił Poczy- - najcie-ż-e i wy w imię Boże! 1 skinieniem prawicy ruszl czterna ście chorągwi żelaznego rycerstwa — uott mit uns! — zakrzknał Wal lenrod Chorągwie zniżywszy konie noezełv z początku iść krokiem Lecz równie jak ikała stoczona z gór snadaise r-nra-z większego pędu nabiera tak i orle- - z kro ku przeszły w rysią potem w cwał i szły straszne niepohamowane Jako la ioii tiira riprtfa serdeczna pieszczotą odgarnęła' włosy z czoła głaskała spo-kojnymi równomiernymi ruchami głowę i znowu policzki i oto z drugiej strony twarzy poczuła druga jego rękę i nagle na ustach lekki ledwo odczuwalny po-całunek potem mocniejszy jeszcze bar-dziej mocny az rozchylający jej nieru-chome wargi Spadały na nią powoli gorące przenikliwe niewypowiedzianie dziwne Leżała bez ruchu i tylko serce tłukło się nieprzytomnie Nie wiedziała dlaczego ale w tych pocałunkach było coś bardzo grzesznego coś bardzo roz-pustnego czego nie umiała sobie przed-stawić Przecież nie uważała siebie za świętoszkę od dawna marzyła o jego ustach ale teraz poza rozkoszą którą sprawiły te pocałunki poza dreszczem który przenikl ją od dotyku tych go-rących warg było jeszcze coś co stało na pograniczu między pragnieniem i od-raza Chciała by trwało to jak najdlu-7P- i i npamiał ia Tjrzemoznv wstyd nie przed nim którejjo tak pożądała lecz przed czymś co można oyio porównać tylko do wstrętu jaki wywołuje widok kalectwa A nn całował wolno z przerwami jakby po każdym pocałunku rozpamię tywał i badał je£o smak romaiu jego ręka zsunęła się po szyi po ramieniu aż do piersi i gładkie długie palce pokryły jej wypukłość taką męcząca taką roz-koszną pieszczotą Marvchna Dodniosla nowieki i ujrza ła nad sobą bladą ściągniętą twarz roz-dęte subtelne nozdrza i ogromne czarne oczy w których paliła się ciekawość tak ciekawość niezrozumiała przerażająca ciekawość Krzyknęła ciclio szarpnęła się i za-kryła twarz rękami fin uiiTirncfnunl eip wełnł i nrt7P(H do okna Po dłuższej dopiero chwili od-- 1 ważyła się spojrzeć ku niemal Stał ty-- 1 lem wpatrzony w czarną szybę z głową wysoko podniesioną i -- z rękami' w kie-szeniach W pokoiku panowała zupełna ejsza tylko x trzeciego piętra' doi atywał odległy przytłumiony spokojny pogwar fortepianu 'powtarzającego gamy- - r Co teraz będzie— "myślała Marychna — czy powie jej źe' ją kocha czy ją przeprosi za chwilę zapomnienia? Męż-czyźni z dobrego świata miewają chwile zapomnienia- - jak to wiedziała z filmów i zawsze później przepraszają Jak on dziwnie na mią 'patrzył' Amoże obraził się za to że mu się wyrwała? Rzeczy-A-iści- e jest głupia bo tak wyczekiwała takiego momentu a gdy nadszedł za-chowała się jak gęś Gdyby nie wstyd zawołałaby go teraz najczulszymi słowa-mi Mój cudny mój śliczny mój ko-chany (dalszy clag nastąpi) wina która musi zetrzeć i zdruzgotać wszystko przed sobą Ziemia jęczała i gięła się pod nimi ' Bitwa miała lada chwilę rozciągnąć się i rozpalić na całej linii węc polskie chorągwie poczęły śpiewać starą bojową pieśń św Wojciecha Sto tysięcy pokry-tych żelazem głów podniosło się ku nie-bu a ze stu tysięcy piersi wyszedł jeden olbrzymi glos do grzmotu niebieskiego podobny: Boga-Rodzic- a dziewica Bogiem sławiona Marya! JJ Twego Syna Hospodyna Matko zwolona Matko jedyna Ziści nam — spust winom! Kyrie Elcison! 1 wraz moc wstąpiła w ich kości a serca stały się na śmierć gotowe Była zaś taka niezmierna jwyeięjka siła w tych głosach i w tej pieśni jakby na-prawdę grzmoty poczęły się roztaczać po niebie Zadrgały kopie w rękach rycerzy zadrgały chorągwie i chorągiewki za drżało powietrze zakolebaly się gałęzie w boru a zbudzone echa leśne jęły odzy-wać się w głębinach i wołać i jakby powtarzać jeziorom i łęgom i całej zie-mi jak długa i szeroka: Ziści nam — spust winom! Kyrie Eleison! A oni śpiewali dalej: Twego Syna Krzciciela zbożny czas Usłysz glos napełnij myśli człowiecze Słysz modlitwę jenże Cię prosimy: To dać raczy jego prosimy: Daj na świecie zbożny pobyt Po żywocie rajski przebył Kyrie Eleison! Echo powtórzyło w odpowiedzi: "Ky-rie Eleisooon!" — a' tymczasem na pra-wym skrzydle wrzała juz bitwa zacięta i zbliżała się ku środkowi coraz bardziej Łoskot kwik koni krzyki okropne mężów mieszały się z pieśnią Ale chwi-lami krzyki cichły jakby tym tam lu-dziom zbrakło tchu i w jednej z takich przerw raz jeszcze można było usłyszeć grzmiące głosy: Adamie ty Bory kmiecu Ty siedzisz u Boga w wiecu Domieść nas swe dzieci Gdzie królują świeci anieli! Tam radość Tam miłość Tam widzenie Twórca anielskie bez (konca„ Kyrie Eleison™ I znów runęło echo po borze: "Kyrie wzmogły się jeszcze lecz nikt nie mógł ni wieuziec ni rozeznać co się tam dzie- je albowiem Mistrz Ulrych który- - pa- trzał z góry na bitwę stoczył w tej "chwi-li pod wodza Lichtensteina dwadzieścia chora gwi na Polaków A zaś do polskiego hufca "czelnego" w którym stali najprzedniejsi rycerze przypadł jak grem Zyndram z Maszkowic i ukazawszy ostrzem zbliżająca sie chmu rę Niemców zakrzyknął tak donośnie że aż konie poprzysiadaly w pierwszym szeregu na zadach: _— W nich! Bij l OSZCZĘDZAJ $ $ $ - Zaoszczędzicie od 33% do 50% ŃA SETKACH UBRAŃ PŁASZCZACH SUKNIACH STROJACH KĄPIELOWYCH SPORTOWYCH KOSZULACH Skorzystaj z lej wspaniałej okazji w Toronto Family Clothiers 514 Oueen St W EM 3-24- 15 56 57 DENTYŚCI Dr Władysława SADAUSKAS LEKARZ DENTYSTA (drugi dom od Roncesyalles) Przyjmuje za uprzednim telefo-nicznym porozumieniem Telefon LE 1-42- 50 129 Grenadier Rd S Dr M LUCYK DENTYSTA 2092 Dundas St W Toronto Tel RO 9-46- 82 2W Dr S D BRIGEL LEKARZ DENTYSTA CHIRURG — STOMATOLOG Specjalista chorćbi amy uttnt Physlclan's & Surgeons' llulldlng Kancelaria No 270 86 Bloor St W — Toronto Telefon WA 20056 2W Dr E WACHHA DENTYSTA Godziny: 10— 12 d 2—8 386 Bathurtt St — CM 4-65- 15 2W — Pismo nie tvko należy czytał trzeba go takie prenumerował Toronto Ont Bank I STEFAN A MALICKI LLA ADWOKAT OBROŃCA I NOTARIUSZ' Biuro tel: AT 9030! --W soboty i po godt 6: 91 Rumsey Toront tel HU 14361 E H ŁUCK BA LLB (ŁUKOWSKI) 1 R H SMELA BA LLB POLSCY ADWOKACI Wspólnicy firmy' adwokackie) Bltney- - Pasternak Łuck Smtli Eagielson A Watsen 57 BLOOR ST W róg Bay WA 47J Oddziały New Toronto I Thiseletown Ont przyjmują wieczorami za teleJo nlcznym porozumieniem _ is GEORGE BEN BA ADWOKAT I NOTARIUSZ Mówi po' polsku 1134 Dundas St W - Toronto Tel LE 4-84- 31 t LE 4-84- 32 G HEIFETZ BA ADWOKAT S HEIFETZ NOTARIUSZ Wellington St Wr Toronto OM EM 44451 wieczorami WA UHI 1S JAN L Z GÓRA ADWOKAT — OBROŃCA NOTARIUSZ Tel Biura: LE 3-12- 11 1479 Oueen St W' — Toronto is CM ADWOKAT I NOTARIUSZ Przyjęcie1 codziennie — Sulte 404 Board of Trade Bldg' 11 Adelalde StWest (przy Yónge St) Toronto — EM" 2-12- 51 Wieczorami ?a uprzednim telefonicznym porozumieniem OKULIŚCI Okulistka Br BUKOWSKA BEJNAR OD 274 Roncetvalltt Avt (przy Geoffrey) Tel LE 2-54- 93 Godziny przyjęć: codziennie od 10 rano do 8 wlecz w: soboty: od 10 do i wleci 92W Jan Alexandrowicz — Nołary Public POLSKIE BIURO INFORMACYJNE Pomoc w sprawach rodzinnych spadkowych ( majątkowych w Polsce — Kontrakty i inne dokumenty Imigracja Income Tx Tłumaczenia 61 8-- A Ouaen St West Rd Tel EM 8-54- 41 u w Artystycznie Wykonue Wszelkie Prace Fotograficzna L ART'S PHOTO STUDIO 780 Oueen St W (róg Gorevale) Tel EM 4-79- 94 Rei CL 9-26- 33 po OLIWĘ TF1 ADWOKACI NOTARIUSZ BIELSKIrBABcL Pilaciński do Waszych furnaceów zwra-cajcie się do przedst firmy ALBERTA FUEL 0IL p Krajnika LE 2-71- G1 FIRMA CZYŚCI BEZPŁATNIE FURNACY Cena na oliwę( zniżona przy większych domach Obsługa 24 godzinna' Zgłaszajcie się zaraz Mając więcej teraz czasu skorzy-stacie z dokładniejszego czyszczenia 44 W 60 Niech Twoje oszczędności PRAC U JĄ ciii" " na Ciebie OTWÓRZ KONTO OSZCZĘDNOŚCIOWE I W PIERWSZYM BANKU KANADY Nawet kiedy śpisz Twoje oszczędności w Bank of Montreal pracują na Ciebie zarabiając odsetki przez 24 godziny na dobę A Twoje pieniądze są absolutnie bezpieczne — nigdy nikt nie stracił ani dolara przez trzymanie go w Bank of Montreal Jeżeli jeszcze nie oszczędzasz regularnie dlaczego nie zacząć dziś? Możesz otworzyć konto oszczędno-ściowe w B of M dając jako pierwszą wpłatę tylko 1 dolara Przyłączysz się do 2 milionów Kanadyj-czyków którzy mówią o pierwszym banku Kana- - dy "MOJ BANK" TWOJE KOSZTOWNOŚCI SĄ BEZPIECZNE W B OF M Dlaczego nie zabezpieczysz swoich papierów wartościowych i biżuterii przed ogniem i kradzieżą w sposób najlepszy Wynajmij w B of M schowek bankowy (safetydeposit box) tylko -- Ty będziesz go mógł otworzyć Zapytaj dziś w najbliż-szym B of M Zobaczysz że koszt jest nadspodziewanie niski wynajęcie niektórych schowków kosztuje mniej jak 10 centów tygodniowo Bank of Montreal ffi Pierwszy Kanady r bank" m Gajm §£ Współpracujący z Kanadyjkami Na Kaidym Kroku Ich iyciaOd Boku Uli a "&& (CCWO I Safnii: r może -- £ maiid lt£cz} Śstańo- - idnióu irzjii czerw ŁfflS? racti ferinc £ |
Tags
Comments
Post a Comment for 000242a
