000120a |
Previous | 6 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
li
i :
u
sn 6 _ ___———
BJerzykSuewełrynrabmaireosz
BY
— Coś mi się wydaje — podjął Mo-krzycki
— ze się nic cieszysz że zna-lazła
się ZUzanna Wiele cię jednak z
nią łączy
Wzruszyła ramionami Powiedziała
sucho i twardo:
— Nic Nic poza przykrymi
— A myślałem Zuzanna tak się
szczerze uradowala że żyjesz i jesteś w
Warszawie tak troskliwie
Odwiedzi cię w tych dniach
— Dałeś adres?
— Oczywiście
— Po "co? — powiedziała gniewnie
— ja' nic chcę jej na oczy widzieć
— Nic ze się gnie-wacie
— Nic gniewamy się ale nie chcę
mieć z nią nic wspólnego Musisz wie-dzieć
— Dowiedziała z naciskiem — że
to straszna blagierka i histeryczka Cho-robliwa
blagierka Ach nie — połapa-ła
sj?i _ (o co ci opowiadał o mnie i
co wic ode mnie to prawda Ale poza
tjm ma zupełnie chorobliwą fantazję
Pamiętaj o tym Blagierka i histeryczka
Nic cierpię jej
Zdziwił go jej gwałtowny niezrozu-miały
wbuch Opanowała się jednak i
powiedziała juz spokojniej:
— Uprzedzam cię o tym Czy bę-dziesz
się z nią widywał?
— Przypuszczam No a z Romanem
na pewno Proponuje mi posadę w mini-s- t
ci siwie
— Tak? A cóż ona? Z
Hacm?
— Tak Spotkali się w Kielcach po
jej wyjeździe z Kakonina Zresztą znali
się od bardzo dawna byli nawet zarę-czeni
I pomyśl jak się im życic teraz
komplikuje: wraca jej mąż Z Włoch od
Andersa
— Mąż żyje? A mówiła zawsze że
jest wdową
— tak sądziła gdyż
me miała o nim wiadomości od trzy
dziestego dziewiątego roku A teraz zna
lazł się Cos jak z nami "samoczynna
jak powiedział pan Ko-walcz- yk
— usiłował zażartować lecz
ugryzł się w język spotkawszy jej chmur-ne
dziwne spojrzenie
cień przemknął między nimi krótki jak
m- m- mm-mmf- g
Józef T iackiewicz
(COPYRIGHT "ZWIĄZKOWIEC")
wspom-nieniami
Wypytywała
przypuszczałem
Wojtczakiem?
Prawdopodobnie
ekshumacja"
Nieuchwytny
Droga Donikąd
autorskie zastrzeżone
Obydwu opadła wątpliwość Kto mo-że
zaręczyć? Wołali do gminy mówili
ludzie że aresztowany jakoby ale jak
tam było naprawdę? Może to wcale nie bl areszt a z porozumieniem? Rojkie-wiczo- wi
ta niespodziewana wątpliwość
sprawiła podświadomie ulgę: coś jakby
usprawiedliwienie za bezczynność za
bruk doraźnego postanowienia do któ-lcg- o
poczuł nagle głęboką niechęć
— Fakt że wrócił
— Fakt — powtórzył jak echo gajo-wy
— Tfu! — splunął — żeby jeszcze
samemu w biedę nic popaść
— Mozę tak wyjść
Gajowy odwrócił głowę i w tej chwi-li
spostrzegł przez okno Bożka idącego
ulicą — O! Bożek będzie wiedział naj-lepiej!
zawołał wyskoczył żeby go
zaprosić
Gdy Bożkowi zakomunikowano wą-tpliwości
co do Pawła w pierwszym
odruch zawołał zdumiony:
— Kto to powiedział?!
— NikY nie mówił Ale tak jakby wy-chodzi
Bożek rozparł się na krześle wycią-gnął
nogi przed siebie i chciał wy-razić
swoją autorytatywną opinię gdy
nagle cośjgo wewnętrznie tknęło
— Bo widzisz Bojek — plótł trochę
skolowaciałym językiem gajowy taka
ludzi można powiedzieć że nawet
aresztovali A ot taka paskudztwa cho-dzi
Toż burżuj były można powiedzieć
nawet kontrrewolucjonier nie? A wy-chodzi
tak że nie wiadomo Ot my za-myślili
z Wincentym ale obacz Bożek
żeby samym nie wyszło po głowie ober-wać
a? Ty Bożek ja wiem szczery
chłopiec jesteś a zobacz wychodzi
Bożek nic nie odpowiadając z na
maszczeniem skręcił papierosa Przyznać
się jemu nie wypada ale w rzeczy si-niej
co on wie? Nic on nie wie Kto
jemu Bożkowi co mówi? Nikt nie mó-wi
Wszystko odbywa się w tajemnicy
przed wszystkimi O taką bałby
się zapytać Raczenkę nawet a od Ra-czen- ki
do tych co na górze coś wiedza
oho! daleko jeszcze Prawda że kazali
śledzić i raporty składać ale może u- -
myślnie? A i na niego na Bożka
ktoś raporty składa? Bo jak zastanowić
24
błysk oka
— to dla nich tragedia — podjął
znów unikając jej spojrzenia — Bardzo
się kochają
— Wiele jest podobnych tragedii
— urwała sucho — ale oto masz dowód
że tej Zuzannie nie można za bardzo
wierzyć Ja słyszałam od niej zupełnie
co innego że owdowiała na rok przed
powstaniem a jej zginał na Maj-danku
A cóż z jej córeczką? Znalazła
się?
— Nic nie wiem o córeczce — zdzi-wił
się — nie było o niej mowy
— Miała córeczkę coś trzyletnią tak
mi przynajmniej mówiła Zgubiła ją w
czasie ewakuacji Tu przypuszczam nie
kłamała gdyż naprawdę szukała potym
w Pruszkowie Widzisz: mąż zaginiony
od trzydziestego dziewiątego drugi na
Majdanku trzyletnia córeczka Popląta-ne
to u niej wszystko
— A plączą się sprawy ludzkie —
wtrącił się Kowalczyk — sam diabeł tu
czasem nic rozbierze co kto z i
jak 1 tu panu by się zdrowo poplątało
kochany panic Mokrzycki bo tu nasza
Basia już za mąż się wybierała W samą
porę pan wrócił
Mokrzyckiego przejęło dziwne uczu-cie
zimna Popatrzył na Barbarę Po-czerwieniała
do lez Z pasją uderzyła
dłonią w stół
—mrJV-- n S™"
— Idiotyczne żarty panie Kowal-czyk!
Po co zmyślać niestworzone rze-czy
Już raz pan dowcipy na ten temat
stroił i co panu wtedy powiedziałam?
Chce pan żebym powtórzyła?
— Nic powtarzaj Basiu szpetnie po
wiedziałaś No jasne ze żartowałem cho
ciaż co tu laic — jest jeden co do Basi
zdrowe oko robi Przystojny chłopak
jak Boga kocham Zmartwi się teraz że
mu przepióreczka spod nosa uciekła
Ale nic pomyśl pan czego złego panie
Mokrzycki faktycznie że Basia z nim
na dystans Andrzejek tylko skorzystał
bo ciastka co ten tu holował za trzech
wcinał Dobre bvły ciastka Andrzejku
oo? Lubisz krem? — usiłował zwckslo-wa- ć
i zatuszować przykrą i fałszywą sy
tuację
Na dźwięk swego imienia chłopiec
uśmiecnąl się — Tak szepnął cichutko
O coraz więcej nasz mały kapuje
h- - rnH a ooił
Wszystkie prawa
— i
już
—
rzecz:
jak
rzecz
może
i
maż
kim
—
53
dział Innych aresztowali i trzymają a
jego wypuścili Niepojęta rzecz pożycz
kę pytasz czy na armię czerwoną zade-klarował?
A on: nie! A teraz pomyśleć
sobie: jeden w całej gminie na pierwsze
go maja flagi nie wywiesił! Znaczy ple-cy
jakieś mieć musi Sam przecie czło-wiek
nie pójdzie głowy w pętlę wsa-dzać
to już na pewno — Hm — od-chrząknął
Tamci patrzyli mu w twarz usiłując
wyczytać z niej odpowiedź Ale co im
odpowiedzieć? On jest szefem trójki ak
tywu wiejskiego władza ale poza nim
jest polityka Księdza też nie ruszają
No prawda ksiądz to jeszcze przeciw
wszystkim tam proroctwom występuje i
ludzi do spokoju i pracy namawia ale
Paweł? Albo drugi taki ten biały czort
leśniczy? Wstał
— Et co tam po pijanemu z pustego
w próżne balbotać — powiedział odsu-wając
krzesło
— Bożek wypij jeszcze choć jeden
— przymilał się z pijackim uporem ga-jowy
— Ja wiem ty szczery chłopak
jesteś
— Nie mam czasu Robota czeka —
Wyszedł prawie wniośle ale wewnętrz
nie zatroskany Poszedł do kancelarii
sielsowietu otworzył z klucza swoja szu
fladę przeczytał" ostatni jeszcze niedo-kończony
donos na Pawła o tym że ten
nie wywiesił flagi w dniu 1 maja po-kręcił
go w grubych chłopskich palcach
Szkoda mu było dwa dni go kaligrafo-wał
z trudem dobierając odpowiednie
słowa Nagle zdecydowanym ruchem
podarł na drobne kawałki chciał wyrzu-cić
ale później zgarnął na kupę i podpa-lił
zapałką
XXVII
Andrzej Bożek nigdy nie miał uspo-Fobien- ia
wesołego To mu z ojca poszło
Ale w ostatnich czasach widywano go
wyjątkowo zachmurzonym Nie dlatego
że matka jego umarła tej zimy Ludzie
umierają o każdej porze tym bardziej
starzy Później był pogrzeb z księdzem
i do kościoła trzeba było iść do którego
już dawno przestał chodzić naturalnie
to było Nie dlatego że na
samego księdza donosy pisał To już
się rzeczywiście Paweł strasznie ahar- - ma się rozumieć inna sprawa: życie pry
"ZWIĄZKOWIEC"- - KWtECIEHI fApril) Jroda 6 — t?60_
— ucieszył sn? Kowalczyk — no po-praw
się synu prędzej Ojciec ci nowe
mieszkanie szykuje wyjdziecie z tych
gruzów Basia zapytaj no męża jak
z tym mieszkaniem
Sytuacja z tajemniczym dostawcą cia-stek
bła jako tako załatana lecz osad
pozostał i wszyscy czuli się nieswojo
Barbara wycedziła przez zęby — Za-gaduje
pan swoje głupstwa panie Leo-nie
Nie bierz Józiu tego poważnie Pan
Kowalczyk miewa takie dowcipy ni w
pięć ni w dziewięć Ale o jakim to
mieszkaniu mówi?
— To łączy się z tymi projektami w
ministerstwie — odpowiedział z przy-musem
Było mu czegoś bardzo przykro
Znów jakiś nowy cień na horyzoncie
niepotrzebny komplikujący sytuację Je-szcze
jeden ślepy mur
— Ach projekty projekty — wes-tchnęła
trochę rozczarowana — w War
szawie o projekty teraz Darazo mwo
sypia się jak z rękawa Ale jeżeli choć
cień czegoś konkretnego — nie zanied-baj
tego Najgorzej to mnie ta nora
przygnębia Chwilami wydaje mi się ze
tu już umrę Nawet nie nora już —
ludzie w Warszawie gorzej mieszkają
— ile te wspomnienia stad Czasem gdy
przechodzę przez podwórko i przypom-nę
sobie jakiś szczegół — nogi pode
mna uginają się po prostu Chociażby
taki balkon na trzecim piętrze w pier-wszym
podwórku na lewo Na własne
oczy widziałam jak skoczyła stamtąd
jakaś kobieta gdy nas wyrzucano z tej
kamienicy Okropne to było
— O ja też coś takiego widziałem
— ożywił się nagle Marek odrywając
się od swoich "Przekrojów" — na Fil
trowej jak nas prowadzili Dom palił
się a wysoko na czwartym piętrze stalą
jakaś pani Potem podniosła ręce i sko-czyła
Z początku wolno padała a po-tem
strasznie prędko I na sam środek
jezdni — gruch! Aż tak coś trzaska
wtedy prawda proszę pani?
— Daj spokój Marku —-- wzdrygnęła
się — nic mow o takich rzeczach To
nam dorosłym wolno mówić o t-- m
A tobie nawet myśleć nie wolno Sly
szysz?
— Dobrze — powiedział zgaszony
pokornie — mamusia mi też nie pozwa-la
mówić o powstaniu Ale mi się ciągle
przypomina
— To jak się tobie przypomni —
powiedział Kowalczyk — to ty o innych
rzeczach zaraz myśl O Dredko wiosna
będzie Pomyśl jak to ładnie W parku
łazienkowskim będzie Albo na Wiśle
A jak lato przyjdzie — na kajaku jeździć
będziesz Nad morze pojedziesz Gdynię
zobaczysz
— Kiedy? Latem? — zapytał Marek
z przejęciem t
— Latem A potem dalej pojedziesz
Świat jest ogromny obywatelu Może
do Ameryki zawędrujesz Amerykę so-bie
obejrzysz
— -- T-- - - - - - - — ft—i_j_q__
nieprzyjemne
watne jedna rzecz a polityka druga
rzecz wyższa Rozumiał to i rozróżniał
Donosy należały do czynności jak się
kiedyś wyraził uroczyście Czemodanow
"rozgromienia kontrrewolucji" Bożkowi
podobał się ten wyraz "rozgromienie"!
Mimo woli zaciśniesz pięść wymawiając
Ale ot z ojcem zaczęły się swary
Stary Feliks Bożek który z początku
pochwalał i nawet dopingował swego
jedynego syna w karierze zaczął po
śmierci żony jak to się młody raz wyra-ził:
nosem kręcić W rzeczywistości jed-nak
nic było to żadne kręcenie nosem
a wyraz zgorzknienia Wcale też nie —
jak sądził syn —od daty śmierci matki
a z innego przypadku napozór tak bła-hego
że nikt by się nawet domyśleć nie
mógł
W sąsiedztwie mieszkała niejaka So-wińska
z trojgiem dzieci żona byłego
woźnego sądu okręgowego w Grodnie
Gdy bolszewicy przyszli mąż jej został
aresztowany i wywieziony do lagrów nie
wiadomo czy pod Archangiclsk czy na
jak inni mówili holymę Ona sama wy-wedrow- ała
i po długiej tułaczce zamie-szkała
kątem z dziećmi w tej osadzie
zostawszy nędzną wyrobnicą W najbliż-szym
sąsiedztwie Bożków Naturalnie
stary gospodarz rozumiał jej położenie:
z trojgiem nieletnich dzieci bez męża
wśród obcych Kilka razy pożczył to
znaczy dał po prostu mleka innym ra
zem chleba jeszcze tam dwa-trz- y razy
wspomógł rozmaicie z własnej woli gdy
jeszcze nieboszczka żona wieczny pokój
żyła Ale wkrótce Sowińska sama za-częła
prosić i tym prośbom nie by ło koń-ca
Ciągle przychodzi bywało pożycz jej
to a to tamto najpierw tylko z jedze-nia
a później to gałęzi suchych to wia-dro
to donicę to nieckę tam jaką to
znowuż mąki razowej Stary dawał albo
me dawał zależnie od humoru Wresz-cie
niedawno zjawiła się: daj jej trochę
Kaszy gryczanej I jeszcze powiada: "Gry-ka
w zeszłym roku obrodziła pięknie"
— Mary oyt wtasnie rozdrażniony bo
mu szyna na kole pękła a żelaza nigdzie
nie było dostać Stał nachylony przy-wozie
obrócił się i zapytał "ze złością:
— Ty ją siała?! Ty "siała ja?! Gry-kę
a?!
Wtedy Sowińska niespodziewanie ro-zwarła
gębę: -- - Ty taki i owaki stary
chrzan! Kułak ty przeklęty! Ty co my- ślisz swoje bogactwo do grobu zabie-rzesz?!
Znajdą się i na ciebie Solówki!
Nieboś zabiorą i tobie sukin svn ty
zeoy ciecie z trumna zakoDali! Czv tv
jeden na ośmiu hektarach ostaniesz?!
Taaak? Myślisz syn wyratuje? Taaak?!
— Ot jak ja ciebie wraz z biczem
po tej gębie — żachnął się Feliks
— Spróbuj spróbuj tylko biczem!
152 pan jaki! Biedną kobietę biczem be--
— Taką jak na znaczkach! Z 11 rADWOKACI! NOTARIUSZE
mami?
— O właśnie Z palmami A te wszy-stkie
rzeczy z powstania — nie warto
pamięta'ć o nich szkrabie No spaliło
się to się odbuduje Ludzie poumierali
— no to widzisz że są inni i żyją Tak
bracie
— A kiedy do Ameryki? — domagał
się natarczywie — prędko?
— Może i prędko
— Jak mój pierwszy tatuś z Anglii
wróci? Tak?
Dorośli spojrzeli po sobie milcząco
— Ech! — splunął z pasją Kowal-czyk
— bebechy się czasem w czło-wieku
przewracają My starzy tu sobie
różne draki stroimy ale co one dzie-ciaki
temu winne? A poszkodowane są
czasem więcej niż my cholera Oho
— odwrócił się ku drzwiom — gościa
do nas niesie
Drzwi uchyliły się — O mamusia —
powiedział Marek ucieszony
Wróciła z Pragi Przekorny i złośli-wy
pech: właśnie dziś rano kuzynka jej
u której miała zamiar przenocować wy-jechała
z Warszawy na kilka dni Pokój
zamknięty na klucz Przyjechała więc
z powrotem do Mokrzyckich
Siedziała na skraju łóżka zmaltreto-wana
zmęczona i bezradna Dzieci Ma
rek i Iza usiadły obok I cala ta trójka
wyglądała teraz jak uosobienie bezrad-ności
i opuszczenia jak nieporadne pta-ki
wyrzucone z gniazda Iza połykała
milcząco łzy — I chciałam cię prosić
Basiu — dokończyła opowiadanie o nie
fortunnej wyprawie na Pragę Irusia —
abyś jeszcze i Izę przygarnęła na dzi-siejszą
noc
— No a ty? — spytała Barbara
— Ja? Jakoś sobie poradzę
Barbara i Mokrzycki porozumieli się
spojrzeniem Mokrzycki skinął głową
"Nie w lesie" — powiedział półgłosem
— Zostajesz tu Irusiu — zadecydo-wała
Barbara — to będzie najlepsze
Zmieścimy się Gdzież teraz na noc
będziesz wędrowała? Zostajesz
Irusia oponowała ale raczej przez
delikatność — Zostajesz — zamknęła
kwestię Barbara I będziemy w ten spo-sób
mieli prawdziwe warszawskie mie-szkanie
jak to kiedyś pan Leon powie-dział:
— Cztery ściany i podłoga sufi-tu
nie ma ale za to dwadzieścia osób
mieszka i życic sobie chwali
— Mało dwadzieścia — podchwycił
z humorem Kowalczyk — tu panie "na-przeciwko
w kamienicy suteryna została
to tam w dwóch klitkach czterdzieści
luda gnieździ się i jeszcze szewc z ca-łym
majdanem szewskim i krawcowa
i jeden inwalida na wózku co tylko na
kółkach poruszać się może "Ludzie jak
wy tu śpicie? — pytam kiedyś — chyba
na stojąco? — A nie — mówią — na
leżąco tylko na trzy szychty Jedna
szychta prześpi się i wont druga spać
idzie AM4rfS- -
dzie straszył! Spróbuj! Zaraza! Myślisz
ze ja tego gówniarza twego syna polę-ka- m
się?! Pojedzie i on z tobą na Kazak-stan- !
Teraz biednym ludziom nie ma
się czego lękać kułaka! — Wymachując
pięściami wrzeszczała aż załamywał się
jej cienki oki opnie przenikliwy dysz-kant
— Moje dzieci z głodu umierają!
— Chustka spadła jej na ramiona wiatr
targał przedwcześnie siwiejącymi wło-sami
Stary Bożek nie przestraszył się na-turalnie
bo co jemu tam takie babskie
krzyki: spływają jak woda po gęsi ale
w nagłym olśnieniu pojął coś czego zda-wało
się dotychczas nie rozumiał: "ży-cie
teraz na tym tylko zasadza się że
każdy nie sobie dobrego a innym złego
zyezy" Gdy odeszła myślał: "Prawda to
co mówiła że jej lękać się nie ma czego
Co ona ma do stracenia? Nic zupełnie
nic A on: wszystko
Chodził posępny przez cały dzień za-ciskał
szczęki aż skora grała na nieogo
lonych policzkach Synowi nic nie po- wiedział o zajściu bo szkoda nawet słów
na takie głupstwo tracić za to postano-wił
z nim porozmawiać o innym Bo
prawdę też powiedziała Sowińska o tych
ośmiu hektarach że ich nie zostawią Co
ślepego udawać! Syn wyratował jakoś
wykręcił z nadmiernego podatku ale czy
na długo? — Toteż pewnego dnia oj-ciec
odezwał się:
— Wziąłby ty jutro choć zabronować
ta działeczka pod lasem
— Nie mam jutro czasu — odparł
szorstko Andrzej
— A na co czas masz? -- Bronować ale
językiem w gębie? Samogon spijać to
twój czas
— To papka nie wie że ja sekreta
rzem sielsowietu jestem?! Urzędnikiem
jestem?! A jak trzeba było podatków u-mniejs- zyć to pamiętał!
Stary przekroczył próg stuknął
drzwiami i na tym się na razie skoń-czyła
zamierzona rozmowa W złe uroki
nie wierzył nigdy Jemu bywało czarny
kot czy zając choć tysiąc razy przebie-gnie
drogę nawet uwagi nie zwróci Ale
mimo woli powierzysz jak od czasu te-go
przekleństwa rzuconego przez Sowiń-ską
coś w nim jakby zapadło od we-wnątrz
załamało się "Starość podeszła
czy co? Może i starość Ech żeby nie-boszczka
żona Panie świeć nad jej du-szą
chociaż żyła!" — Tak sobie myślał
— A zresztą Andrzej może i miał trochę
racji że ojciec zmienił się od śmierci
matki To znaczy może nie tyle on sam
się zmienił ile życie jego zmieniło
się: nie było z kim życzliwym poradzić
się Sąsiedzi wprawdzie kłaniali się z
respektem ale wiedział że to nie z życz
liwości a zno-wu- ż ze względu na syna
CM BIELSKI ba BCL
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Przyjęcie codziennie — Suitę 4M
Board of Trade Bldg
11 Adelaide St Wttł
(przy Yonge St)
Toronto — EM 2-12-
51
Wieczorami za uprzednim
telefonicznym porozumieniem
STEFAN A
MALICKI LLA
ADWOKAT OBROŃCA
I NOTARIUSZ
Biuro łel: AT 90301
W soboty i po godz 6:
91 Rumsey Rd Toronto
tel HU 14361
E H ŁUCK BA LLB
(ŁUKOWSKI)
i R H SMELA BA LLB
POLSCY ADWOKACI
Wspólnicy firmy adwokackiej
Blaney Pasternak Łuck Smela
Eagielson & Watson
57 BLOOR ST W róg Bay WA 4-97- 55
Oddzial
New Toronto I Thlseletown Ont
przyjmują wieczorami za telefo-niczn- m porozumieniem 1S
JAN L Z GÓRA
ADWOKAT — OBROŃCA
NOTARIUSZ
Tel Biura: LE 3-12-
11 Mieszk: AT 94465
1479 Qusen St W — Toronto
i 8
GEORGE BEN BA
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Mówi po polsku
1134 Dundas St W - Toronto
Tel LE 4-84-
31 i LE 4-84-
32 1S
G HEIFETZ BA
ADWOKAT
S HEIFETZ
NOTARIU8X
55 Wellington St W Toronto Ont
EM -- 451 wlaczoraml WA J-44- M
1 S
K
Qi
Jp
' "fłsA
—JlMj
Paliki
J & J HARDWffiE
towirfiw tt_I farb naczyń kuchennych oruZJ borów wodociągowych I aaruS'
J Stefaniak włiU
74S5oliQdnuaeeonbsłSutga W— N- lsEwM p&Z™4łi Bezpłatne porady w spra iciSL llzacjl J ogrzewania ":
Dr Władysława
SADAUSKAS
LEKARZ DENTYSTA
(drugi dom od Roncesrallea Przyjmuje za uprzednim teW
nicznym porozumieniem
Telefon LE 1-4-
25C 129 Grenadier Rd
Dr E WACHNA
DENTYSTA
Godziny: 10—12 i 2—8
386 Bathurst St — EM 4-6-
51S
Dr M LUCYK
DENTYSTA
2092 Dundas St W Toronto
Tel RO 9-46- 82
IW
Dr S D BRIGEL
LEKARZ DENTYSTA
CHIRURG — STOMATOLOG
Specallsła chorób amy uslm
Physicians Surgeons' Bulldint
Kancelaria No 270
86 Bloor St W — Toronto
Telefon WA 2-00-
56
IW
OKULIŚCI
Okulistka
Br BUKOWSKA BEJNAR 00
274 Roncesvalles Ave
(przy Geoffrey)
Tel LE 2-54-
93
Godziny przyjęć: codziennie 10
rano do 8 wlecz w soboty od 10
do 4 wlecz
t2W
Jan Alexandrowicz — Notary Public
POLSKIE BIURO INFORMACYJNE
Pomoc w sprawach rodzinnych spadkowych i majątkowych w
Polsce — Kontrakty i inne dokumenty Imigracja Income Tłł
Tłumaczenia
Toronto Onf 6T8-- A Queen St Wet Tel EM 8-54-
41 uw
OD ADMINISTRACJI
PROSIMY TYCH NASZYCH P T PRENUMERATO-RÓW
KTÓRYM WYGASA PRZEDPŁATA O JAK
NAJSZYBSZE JEJ ODNOWIENIE W CELU UNIKNIĘCIA
PRZERWY W WYSYŁCE PISMA
Wlmfcrtt
lv3# 396 1 j sJfcl
Ps=:£=£i=y's::b=
A
i
vM
I
fa
&
od
Na
DENTYŚCI
FRANCUSKI FASON
KALESONÓW
DLA MĘŻCZYZN
I CHŁOPCÓW
Dobkonalc do-pasowane
chło-dne
wygodne
wjkonane z
riini-i-in- i baweł
nianej dzianiny
w prążki
płaskie sz"ay
guma wokół paa
podwójny przód
Odpowiednie
podkoszulki teMggvggj 17W0
# yillilirlKAK-Oi- D
nie ma lepszego prezentu niż
%4
i H£it§ "00"eIny I M M Nłimodńieiszy ' WSS2Wk N'ełamliwa §1 faon
Z" T4%bP sprętyna B Niełamliwa
NA WIELKANOC CZY TEŻ INNA OKAZJE NIC NIE JEST
TAK POŻĄDANYM PREZENTEM JAK DOSKONAŁY
ZEGAREK BULOVA
Ceny zegarków
Bulova od $2495 do $250000!
~w naujwło w lepazycn SKiepacn umierM
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, April 04, 1960 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1960-04-04 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000398 |
Description
| Title | 000120a |
| OCR text | li i : u sn 6 _ ___——— BJerzykSuewełrynrabmaireosz BY — Coś mi się wydaje — podjął Mo-krzycki — ze się nic cieszysz że zna-lazła się ZUzanna Wiele cię jednak z nią łączy Wzruszyła ramionami Powiedziała sucho i twardo: — Nic Nic poza przykrymi — A myślałem Zuzanna tak się szczerze uradowala że żyjesz i jesteś w Warszawie tak troskliwie Odwiedzi cię w tych dniach — Dałeś adres? — Oczywiście — Po "co? — powiedziała gniewnie — ja' nic chcę jej na oczy widzieć — Nic ze się gnie-wacie — Nic gniewamy się ale nie chcę mieć z nią nic wspólnego Musisz wie-dzieć — Dowiedziała z naciskiem — że to straszna blagierka i histeryczka Cho-robliwa blagierka Ach nie — połapa-ła sj?i _ (o co ci opowiadał o mnie i co wic ode mnie to prawda Ale poza tjm ma zupełnie chorobliwą fantazję Pamiętaj o tym Blagierka i histeryczka Nic cierpię jej Zdziwił go jej gwałtowny niezrozu-miały wbuch Opanowała się jednak i powiedziała juz spokojniej: — Uprzedzam cię o tym Czy bę-dziesz się z nią widywał? — Przypuszczam No a z Romanem na pewno Proponuje mi posadę w mini-s- t ci siwie — Tak? A cóż ona? Z Hacm? — Tak Spotkali się w Kielcach po jej wyjeździe z Kakonina Zresztą znali się od bardzo dawna byli nawet zarę-czeni I pomyśl jak się im życic teraz komplikuje: wraca jej mąż Z Włoch od Andersa — Mąż żyje? A mówiła zawsze że jest wdową — tak sądziła gdyż me miała o nim wiadomości od trzy dziestego dziewiątego roku A teraz zna lazł się Cos jak z nami "samoczynna jak powiedział pan Ko-walcz- yk — usiłował zażartować lecz ugryzł się w język spotkawszy jej chmur-ne dziwne spojrzenie cień przemknął między nimi krótki jak m- m- mm-mmf- g Józef T iackiewicz (COPYRIGHT "ZWIĄZKOWIEC") wspom-nieniami Wypytywała przypuszczałem Wojtczakiem? Prawdopodobnie ekshumacja" Nieuchwytny Droga Donikąd autorskie zastrzeżone Obydwu opadła wątpliwość Kto mo-że zaręczyć? Wołali do gminy mówili ludzie że aresztowany jakoby ale jak tam było naprawdę? Może to wcale nie bl areszt a z porozumieniem? Rojkie-wiczo- wi ta niespodziewana wątpliwość sprawiła podświadomie ulgę: coś jakby usprawiedliwienie za bezczynność za bruk doraźnego postanowienia do któ-lcg- o poczuł nagle głęboką niechęć — Fakt że wrócił — Fakt — powtórzył jak echo gajo-wy — Tfu! — splunął — żeby jeszcze samemu w biedę nic popaść — Mozę tak wyjść Gajowy odwrócił głowę i w tej chwi-li spostrzegł przez okno Bożka idącego ulicą — O! Bożek będzie wiedział naj-lepiej! zawołał wyskoczył żeby go zaprosić Gdy Bożkowi zakomunikowano wą-tpliwości co do Pawła w pierwszym odruch zawołał zdumiony: — Kto to powiedział?! — NikY nie mówił Ale tak jakby wy-chodzi Bożek rozparł się na krześle wycią-gnął nogi przed siebie i chciał wy-razić swoją autorytatywną opinię gdy nagle cośjgo wewnętrznie tknęło — Bo widzisz Bojek — plótł trochę skolowaciałym językiem gajowy taka ludzi można powiedzieć że nawet aresztovali A ot taka paskudztwa cho-dzi Toż burżuj były można powiedzieć nawet kontrrewolucjonier nie? A wy-chodzi tak że nie wiadomo Ot my za-myślili z Wincentym ale obacz Bożek żeby samym nie wyszło po głowie ober-wać a? Ty Bożek ja wiem szczery chłopiec jesteś a zobacz wychodzi Bożek nic nie odpowiadając z na maszczeniem skręcił papierosa Przyznać się jemu nie wypada ale w rzeczy si-niej co on wie? Nic on nie wie Kto jemu Bożkowi co mówi? Nikt nie mó-wi Wszystko odbywa się w tajemnicy przed wszystkimi O taką bałby się zapytać Raczenkę nawet a od Ra-czen- ki do tych co na górze coś wiedza oho! daleko jeszcze Prawda że kazali śledzić i raporty składać ale może u- - myślnie? A i na niego na Bożka ktoś raporty składa? Bo jak zastanowić 24 błysk oka — to dla nich tragedia — podjął znów unikając jej spojrzenia — Bardzo się kochają — Wiele jest podobnych tragedii — urwała sucho — ale oto masz dowód że tej Zuzannie nie można za bardzo wierzyć Ja słyszałam od niej zupełnie co innego że owdowiała na rok przed powstaniem a jej zginał na Maj-danku A cóż z jej córeczką? Znalazła się? — Nic nie wiem o córeczce — zdzi-wił się — nie było o niej mowy — Miała córeczkę coś trzyletnią tak mi przynajmniej mówiła Zgubiła ją w czasie ewakuacji Tu przypuszczam nie kłamała gdyż naprawdę szukała potym w Pruszkowie Widzisz: mąż zaginiony od trzydziestego dziewiątego drugi na Majdanku trzyletnia córeczka Popląta-ne to u niej wszystko — A plączą się sprawy ludzkie — wtrącił się Kowalczyk — sam diabeł tu czasem nic rozbierze co kto z i jak 1 tu panu by się zdrowo poplątało kochany panic Mokrzycki bo tu nasza Basia już za mąż się wybierała W samą porę pan wrócił Mokrzyckiego przejęło dziwne uczu-cie zimna Popatrzył na Barbarę Po-czerwieniała do lez Z pasją uderzyła dłonią w stół —mrJV-- n S™" — Idiotyczne żarty panie Kowal-czyk! Po co zmyślać niestworzone rze-czy Już raz pan dowcipy na ten temat stroił i co panu wtedy powiedziałam? Chce pan żebym powtórzyła? — Nic powtarzaj Basiu szpetnie po wiedziałaś No jasne ze żartowałem cho ciaż co tu laic — jest jeden co do Basi zdrowe oko robi Przystojny chłopak jak Boga kocham Zmartwi się teraz że mu przepióreczka spod nosa uciekła Ale nic pomyśl pan czego złego panie Mokrzycki faktycznie że Basia z nim na dystans Andrzejek tylko skorzystał bo ciastka co ten tu holował za trzech wcinał Dobre bvły ciastka Andrzejku oo? Lubisz krem? — usiłował zwckslo-wa- ć i zatuszować przykrą i fałszywą sy tuację Na dźwięk swego imienia chłopiec uśmiecnąl się — Tak szepnął cichutko O coraz więcej nasz mały kapuje h- - rnH a ooił Wszystkie prawa — i już — rzecz: jak rzecz może i maż kim — 53 dział Innych aresztowali i trzymają a jego wypuścili Niepojęta rzecz pożycz kę pytasz czy na armię czerwoną zade-klarował? A on: nie! A teraz pomyśleć sobie: jeden w całej gminie na pierwsze go maja flagi nie wywiesił! Znaczy ple-cy jakieś mieć musi Sam przecie czło-wiek nie pójdzie głowy w pętlę wsa-dzać to już na pewno — Hm — od-chrząknął Tamci patrzyli mu w twarz usiłując wyczytać z niej odpowiedź Ale co im odpowiedzieć? On jest szefem trójki ak tywu wiejskiego władza ale poza nim jest polityka Księdza też nie ruszają No prawda ksiądz to jeszcze przeciw wszystkim tam proroctwom występuje i ludzi do spokoju i pracy namawia ale Paweł? Albo drugi taki ten biały czort leśniczy? Wstał — Et co tam po pijanemu z pustego w próżne balbotać — powiedział odsu-wając krzesło — Bożek wypij jeszcze choć jeden — przymilał się z pijackim uporem ga-jowy — Ja wiem ty szczery chłopak jesteś — Nie mam czasu Robota czeka — Wyszedł prawie wniośle ale wewnętrz nie zatroskany Poszedł do kancelarii sielsowietu otworzył z klucza swoja szu fladę przeczytał" ostatni jeszcze niedo-kończony donos na Pawła o tym że ten nie wywiesił flagi w dniu 1 maja po-kręcił go w grubych chłopskich palcach Szkoda mu było dwa dni go kaligrafo-wał z trudem dobierając odpowiednie słowa Nagle zdecydowanym ruchem podarł na drobne kawałki chciał wyrzu-cić ale później zgarnął na kupę i podpa-lił zapałką XXVII Andrzej Bożek nigdy nie miał uspo-Fobien- ia wesołego To mu z ojca poszło Ale w ostatnich czasach widywano go wyjątkowo zachmurzonym Nie dlatego że matka jego umarła tej zimy Ludzie umierają o każdej porze tym bardziej starzy Później był pogrzeb z księdzem i do kościoła trzeba było iść do którego już dawno przestał chodzić naturalnie to było Nie dlatego że na samego księdza donosy pisał To już się rzeczywiście Paweł strasznie ahar- - ma się rozumieć inna sprawa: życie pry "ZWIĄZKOWIEC"- - KWtECIEHI fApril) Jroda 6 — t?60_ — ucieszył sn? Kowalczyk — no po-praw się synu prędzej Ojciec ci nowe mieszkanie szykuje wyjdziecie z tych gruzów Basia zapytaj no męża jak z tym mieszkaniem Sytuacja z tajemniczym dostawcą cia-stek bła jako tako załatana lecz osad pozostał i wszyscy czuli się nieswojo Barbara wycedziła przez zęby — Za-gaduje pan swoje głupstwa panie Leo-nie Nie bierz Józiu tego poważnie Pan Kowalczyk miewa takie dowcipy ni w pięć ni w dziewięć Ale o jakim to mieszkaniu mówi? — To łączy się z tymi projektami w ministerstwie — odpowiedział z przy-musem Było mu czegoś bardzo przykro Znów jakiś nowy cień na horyzoncie niepotrzebny komplikujący sytuację Je-szcze jeden ślepy mur — Ach projekty projekty — wes-tchnęła trochę rozczarowana — w War szawie o projekty teraz Darazo mwo sypia się jak z rękawa Ale jeżeli choć cień czegoś konkretnego — nie zanied-baj tego Najgorzej to mnie ta nora przygnębia Chwilami wydaje mi się ze tu już umrę Nawet nie nora już — ludzie w Warszawie gorzej mieszkają — ile te wspomnienia stad Czasem gdy przechodzę przez podwórko i przypom-nę sobie jakiś szczegół — nogi pode mna uginają się po prostu Chociażby taki balkon na trzecim piętrze w pier-wszym podwórku na lewo Na własne oczy widziałam jak skoczyła stamtąd jakaś kobieta gdy nas wyrzucano z tej kamienicy Okropne to było — O ja też coś takiego widziałem — ożywił się nagle Marek odrywając się od swoich "Przekrojów" — na Fil trowej jak nas prowadzili Dom palił się a wysoko na czwartym piętrze stalą jakaś pani Potem podniosła ręce i sko-czyła Z początku wolno padała a po-tem strasznie prędko I na sam środek jezdni — gruch! Aż tak coś trzaska wtedy prawda proszę pani? — Daj spokój Marku —-- wzdrygnęła się — nic mow o takich rzeczach To nam dorosłym wolno mówić o t-- m A tobie nawet myśleć nie wolno Sly szysz? — Dobrze — powiedział zgaszony pokornie — mamusia mi też nie pozwa-la mówić o powstaniu Ale mi się ciągle przypomina — To jak się tobie przypomni — powiedział Kowalczyk — to ty o innych rzeczach zaraz myśl O Dredko wiosna będzie Pomyśl jak to ładnie W parku łazienkowskim będzie Albo na Wiśle A jak lato przyjdzie — na kajaku jeździć będziesz Nad morze pojedziesz Gdynię zobaczysz — Kiedy? Latem? — zapytał Marek z przejęciem t — Latem A potem dalej pojedziesz Świat jest ogromny obywatelu Może do Ameryki zawędrujesz Amerykę so-bie obejrzysz — -- T-- - - - - - - — ft—i_j_q__ nieprzyjemne watne jedna rzecz a polityka druga rzecz wyższa Rozumiał to i rozróżniał Donosy należały do czynności jak się kiedyś wyraził uroczyście Czemodanow "rozgromienia kontrrewolucji" Bożkowi podobał się ten wyraz "rozgromienie"! Mimo woli zaciśniesz pięść wymawiając Ale ot z ojcem zaczęły się swary Stary Feliks Bożek który z początku pochwalał i nawet dopingował swego jedynego syna w karierze zaczął po śmierci żony jak to się młody raz wyra-ził: nosem kręcić W rzeczywistości jed-nak nic było to żadne kręcenie nosem a wyraz zgorzknienia Wcale też nie — jak sądził syn —od daty śmierci matki a z innego przypadku napozór tak bła-hego że nikt by się nawet domyśleć nie mógł W sąsiedztwie mieszkała niejaka So-wińska z trojgiem dzieci żona byłego woźnego sądu okręgowego w Grodnie Gdy bolszewicy przyszli mąż jej został aresztowany i wywieziony do lagrów nie wiadomo czy pod Archangiclsk czy na jak inni mówili holymę Ona sama wy-wedrow- ała i po długiej tułaczce zamie-szkała kątem z dziećmi w tej osadzie zostawszy nędzną wyrobnicą W najbliż-szym sąsiedztwie Bożków Naturalnie stary gospodarz rozumiał jej położenie: z trojgiem nieletnich dzieci bez męża wśród obcych Kilka razy pożczył to znaczy dał po prostu mleka innym ra zem chleba jeszcze tam dwa-trz- y razy wspomógł rozmaicie z własnej woli gdy jeszcze nieboszczka żona wieczny pokój żyła Ale wkrótce Sowińska sama za-częła prosić i tym prośbom nie by ło koń-ca Ciągle przychodzi bywało pożycz jej to a to tamto najpierw tylko z jedze-nia a później to gałęzi suchych to wia-dro to donicę to nieckę tam jaką to znowuż mąki razowej Stary dawał albo me dawał zależnie od humoru Wresz-cie niedawno zjawiła się: daj jej trochę Kaszy gryczanej I jeszcze powiada: "Gry-ka w zeszłym roku obrodziła pięknie" — Mary oyt wtasnie rozdrażniony bo mu szyna na kole pękła a żelaza nigdzie nie było dostać Stał nachylony przy-wozie obrócił się i zapytał "ze złością: — Ty ją siała?! Ty "siała ja?! Gry-kę a?! Wtedy Sowińska niespodziewanie ro-zwarła gębę: -- - Ty taki i owaki stary chrzan! Kułak ty przeklęty! Ty co my- ślisz swoje bogactwo do grobu zabie-rzesz?! Znajdą się i na ciebie Solówki! Nieboś zabiorą i tobie sukin svn ty zeoy ciecie z trumna zakoDali! Czv tv jeden na ośmiu hektarach ostaniesz?! Taaak? Myślisz syn wyratuje? Taaak?! — Ot jak ja ciebie wraz z biczem po tej gębie — żachnął się Feliks — Spróbuj spróbuj tylko biczem! 152 pan jaki! Biedną kobietę biczem be-- — Taką jak na znaczkach! Z 11 rADWOKACI! NOTARIUSZE mami? — O właśnie Z palmami A te wszy-stkie rzeczy z powstania — nie warto pamięta'ć o nich szkrabie No spaliło się to się odbuduje Ludzie poumierali — no to widzisz że są inni i żyją Tak bracie — A kiedy do Ameryki? — domagał się natarczywie — prędko? — Może i prędko — Jak mój pierwszy tatuś z Anglii wróci? Tak? Dorośli spojrzeli po sobie milcząco — Ech! — splunął z pasją Kowal-czyk — bebechy się czasem w czło-wieku przewracają My starzy tu sobie różne draki stroimy ale co one dzie-ciaki temu winne? A poszkodowane są czasem więcej niż my cholera Oho — odwrócił się ku drzwiom — gościa do nas niesie Drzwi uchyliły się — O mamusia — powiedział Marek ucieszony Wróciła z Pragi Przekorny i złośli-wy pech: właśnie dziś rano kuzynka jej u której miała zamiar przenocować wy-jechała z Warszawy na kilka dni Pokój zamknięty na klucz Przyjechała więc z powrotem do Mokrzyckich Siedziała na skraju łóżka zmaltreto-wana zmęczona i bezradna Dzieci Ma rek i Iza usiadły obok I cala ta trójka wyglądała teraz jak uosobienie bezrad-ności i opuszczenia jak nieporadne pta-ki wyrzucone z gniazda Iza połykała milcząco łzy — I chciałam cię prosić Basiu — dokończyła opowiadanie o nie fortunnej wyprawie na Pragę Irusia — abyś jeszcze i Izę przygarnęła na dzi-siejszą noc — No a ty? — spytała Barbara — Ja? Jakoś sobie poradzę Barbara i Mokrzycki porozumieli się spojrzeniem Mokrzycki skinął głową "Nie w lesie" — powiedział półgłosem — Zostajesz tu Irusiu — zadecydo-wała Barbara — to będzie najlepsze Zmieścimy się Gdzież teraz na noc będziesz wędrowała? Zostajesz Irusia oponowała ale raczej przez delikatność — Zostajesz — zamknęła kwestię Barbara I będziemy w ten spo-sób mieli prawdziwe warszawskie mie-szkanie jak to kiedyś pan Leon powie-dział: — Cztery ściany i podłoga sufi-tu nie ma ale za to dwadzieścia osób mieszka i życic sobie chwali — Mało dwadzieścia — podchwycił z humorem Kowalczyk — tu panie "na-przeciwko w kamienicy suteryna została to tam w dwóch klitkach czterdzieści luda gnieździ się i jeszcze szewc z ca-łym majdanem szewskim i krawcowa i jeden inwalida na wózku co tylko na kółkach poruszać się może "Ludzie jak wy tu śpicie? — pytam kiedyś — chyba na stojąco? — A nie — mówią — na leżąco tylko na trzy szychty Jedna szychta prześpi się i wont druga spać idzie AM4rfS- - dzie straszył! Spróbuj! Zaraza! Myślisz ze ja tego gówniarza twego syna polę-ka- m się?! Pojedzie i on z tobą na Kazak-stan- ! Teraz biednym ludziom nie ma się czego lękać kułaka! — Wymachując pięściami wrzeszczała aż załamywał się jej cienki oki opnie przenikliwy dysz-kant — Moje dzieci z głodu umierają! — Chustka spadła jej na ramiona wiatr targał przedwcześnie siwiejącymi wło-sami Stary Bożek nie przestraszył się na-turalnie bo co jemu tam takie babskie krzyki: spływają jak woda po gęsi ale w nagłym olśnieniu pojął coś czego zda-wało się dotychczas nie rozumiał: "ży-cie teraz na tym tylko zasadza się że każdy nie sobie dobrego a innym złego zyezy" Gdy odeszła myślał: "Prawda to co mówiła że jej lękać się nie ma czego Co ona ma do stracenia? Nic zupełnie nic A on: wszystko Chodził posępny przez cały dzień za-ciskał szczęki aż skora grała na nieogo lonych policzkach Synowi nic nie po- wiedział o zajściu bo szkoda nawet słów na takie głupstwo tracić za to postano-wił z nim porozmawiać o innym Bo prawdę też powiedziała Sowińska o tych ośmiu hektarach że ich nie zostawią Co ślepego udawać! Syn wyratował jakoś wykręcił z nadmiernego podatku ale czy na długo? — Toteż pewnego dnia oj-ciec odezwał się: — Wziąłby ty jutro choć zabronować ta działeczka pod lasem — Nie mam jutro czasu — odparł szorstko Andrzej — A na co czas masz? -- Bronować ale językiem w gębie? Samogon spijać to twój czas — To papka nie wie że ja sekreta rzem sielsowietu jestem?! Urzędnikiem jestem?! A jak trzeba było podatków u-mniejs- zyć to pamiętał! Stary przekroczył próg stuknął drzwiami i na tym się na razie skoń-czyła zamierzona rozmowa W złe uroki nie wierzył nigdy Jemu bywało czarny kot czy zając choć tysiąc razy przebie-gnie drogę nawet uwagi nie zwróci Ale mimo woli powierzysz jak od czasu te-go przekleństwa rzuconego przez Sowiń-ską coś w nim jakby zapadło od we-wnątrz załamało się "Starość podeszła czy co? Może i starość Ech żeby nie-boszczka żona Panie świeć nad jej du-szą chociaż żyła!" — Tak sobie myślał — A zresztą Andrzej może i miał trochę racji że ojciec zmienił się od śmierci matki To znaczy może nie tyle on sam się zmienił ile życie jego zmieniło się: nie było z kim życzliwym poradzić się Sąsiedzi wprawdzie kłaniali się z respektem ale wiedział że to nie z życz liwości a zno-wu- ż ze względu na syna CM BIELSKI ba BCL ADWOKAT I NOTARIUSZ Przyjęcie codziennie — Suitę 4M Board of Trade Bldg 11 Adelaide St Wttł (przy Yonge St) Toronto — EM 2-12- 51 Wieczorami za uprzednim telefonicznym porozumieniem STEFAN A MALICKI LLA ADWOKAT OBROŃCA I NOTARIUSZ Biuro łel: AT 90301 W soboty i po godz 6: 91 Rumsey Rd Toronto tel HU 14361 E H ŁUCK BA LLB (ŁUKOWSKI) i R H SMELA BA LLB POLSCY ADWOKACI Wspólnicy firmy adwokackiej Blaney Pasternak Łuck Smela Eagielson & Watson 57 BLOOR ST W róg Bay WA 4-97- 55 Oddzial New Toronto I Thlseletown Ont przyjmują wieczorami za telefo-niczn- m porozumieniem 1S JAN L Z GÓRA ADWOKAT — OBROŃCA NOTARIUSZ Tel Biura: LE 3-12- 11 Mieszk: AT 94465 1479 Qusen St W — Toronto i 8 GEORGE BEN BA ADWOKAT I NOTARIUSZ Mówi po polsku 1134 Dundas St W - Toronto Tel LE 4-84- 31 i LE 4-84- 32 1S G HEIFETZ BA ADWOKAT S HEIFETZ NOTARIU8X 55 Wellington St W Toronto Ont EM -- 451 wlaczoraml WA J-44- M 1 S K Qi Jp ' "fłsA —JlMj Paliki J & J HARDWffiE towirfiw tt_I farb naczyń kuchennych oruZJ borów wodociągowych I aaruS' J Stefaniak włiU 74S5oliQdnuaeeonbsłSutga W— N- lsEwM p&Z™4łi Bezpłatne porady w spra iciSL llzacjl J ogrzewania ": Dr Władysława SADAUSKAS LEKARZ DENTYSTA (drugi dom od Roncesrallea Przyjmuje za uprzednim teW nicznym porozumieniem Telefon LE 1-4- 25C 129 Grenadier Rd Dr E WACHNA DENTYSTA Godziny: 10—12 i 2—8 386 Bathurst St — EM 4-6- 51S Dr M LUCYK DENTYSTA 2092 Dundas St W Toronto Tel RO 9-46- 82 IW Dr S D BRIGEL LEKARZ DENTYSTA CHIRURG — STOMATOLOG Specallsła chorób amy uslm Physicians Surgeons' Bulldint Kancelaria No 270 86 Bloor St W — Toronto Telefon WA 2-00- 56 IW OKULIŚCI Okulistka Br BUKOWSKA BEJNAR 00 274 Roncesvalles Ave (przy Geoffrey) Tel LE 2-54- 93 Godziny przyjęć: codziennie 10 rano do 8 wlecz w soboty od 10 do 4 wlecz t2W Jan Alexandrowicz — Notary Public POLSKIE BIURO INFORMACYJNE Pomoc w sprawach rodzinnych spadkowych i majątkowych w Polsce — Kontrakty i inne dokumenty Imigracja Income Tłł Tłumaczenia Toronto Onf 6T8-- A Queen St Wet Tel EM 8-54- 41 uw OD ADMINISTRACJI PROSIMY TYCH NASZYCH P T PRENUMERATO-RÓW KTÓRYM WYGASA PRZEDPŁATA O JAK NAJSZYBSZE JEJ ODNOWIENIE W CELU UNIKNIĘCIA PRZERWY W WYSYŁCE PISMA Wlmfcrtt lv3# 396 1 j sJfcl Ps=:£=£i=y's::b= A i vM I fa & od Na DENTYŚCI FRANCUSKI FASON KALESONÓW DLA MĘŻCZYZN I CHŁOPCÓW Dobkonalc do-pasowane chło-dne wygodne wjkonane z riini-i-in- i baweł nianej dzianiny w prążki płaskie sz"ay guma wokół paa podwójny przód Odpowiednie podkoszulki teMggvggj 17W0 # yillilirlKAK-Oi- D nie ma lepszego prezentu niż %4 i H£it§ "00"eIny I M M Nłimodńieiszy ' WSS2Wk N'ełamliwa §1 faon Z" T4%bP sprętyna B Niełamliwa NA WIELKANOC CZY TEŻ INNA OKAZJE NIC NIE JEST TAK POŻĄDANYM PREZENTEM JAK DOSKONAŁY ZEGAREK BULOVA Ceny zegarków Bulova od $2495 do $250000! ~w naujwło w lepazycn SKiepacn umierM |
Tags
Comments
Post a Comment for 000120a
