000029b |
Previous | 9 of 12 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
J
"a
[
M
3:ł — 7 „i a uiwŁJLJig—aa—ffl—iL"i~B™BS—igig!: awu"a' ________ - mi iftjtesi ffSI!7"i-Nł"-~-- "— zzxz&izxwxxx~xi sisssESWiaswxix£mmiaxut -S-i)Mi% SzV$3"fSSxi?s'ł
pnołaio Iwaniuk
BRAMA
W
ta
iwiiinnrat
STRONĘ
WYOBRAŹNI
Proszc o miasto błyszczące jak muszla
zbudowane nad morzem wśród tarasów wzgórz
proszę o instrumenty ukryte przed okiem
które giają na przemian
w powietizu j
i w morzu —
Proszę o tyle słońca dookoła
by ślepi mogli widzieć
o szklany strop powietrza
z którego bralibyśmy na własny użytek
budujcie ziemskie schrony —
o ludzi wychodzących z ciemnych prostokątów
by stali w słońcu
pk greckie posągi —
by pi zekupnie
o połyskliwych i zwinnych językach '%}
pizeslah jazgotać ?io parapetach ulic —
Pioszę o miasto z bramą w stronę wyobraźni
o ludzi cisnących się do jego bramy
Z Polski nadeszła wiado
mość o zgonie Marii Kaspro-fuczow- ej
wdowy po poecie
Dla setek przyjaciół i mis-Sic- h
którzy zachodzili na kas- -
llrowiczowską Harendę była
Ina po prostu ranią marusią
torą upoaooaia sonie roiSKę
w rozmowie zdradzała czę- -
to intonacja i przeciąganiem
iłów że jest Rosjanką z po
godzenia
a Była ona wielką miłością
?Jana Kasnrnwieza któreeo
f'Ksicga Ubogich" narodziła
IJię w kręgu ich uczucia —
fltarszego już mężczyzny i
rjModziutJciej kobiety
fiUmiłowanie ty moje
Kształty nieomal dziecięce
skroń dotąd niepomarszczona
tyBiałe wąziutkie ręce"
1 Mało jest w poezji polskiej
głów tak prostych dla odda-?Ji- a
fPowmieidłozścimdi o pkoowbiieedtzy
pjaki cię ku mnie sprowadził
manowiec
za jakiej góry i jakiej rzeki
rzjbjłaś tutaj w kraj ten
daleki
ewny swej drogi wędro
wiec"
Współczesna krytyka w
olsce nastrojona jest wyraź
ne niechętnie do osoby Jana
Kasprowicza i jego poezji A
juuuaK ooieKiywny sąa powie
iam coś innego — a mianowi-cie
ze Jan Kasprowicz był
Jednym z najgłębszych w Pol- - ifce poetów refleksji i że sa- -
ynuazieinie przemyślał nieje-dno
zagadnienie filozofii i
ens rzeczy ostatecznych Je-f- o
"Hjmny" były poezją ty-5- u
filozoficznego i znajdzie-my
tam ujęcia śmiałe dla
Jokrcslenia finalnych spraw
42ca Jeeo ballada n "Rnha
ferskim koniu i walącym się
S—lnmnM " ocifałniunw:iiiH i nwriKiri Tiir_
wina i przepojona była re- -
ŁMją człowieka ktorv w
i Poezji widział przede wszyst- -
" prooę odpowiedzi na
sprawy ostateczne "Księga
Lbogich" stanowi wyjątkowa
POZJCJP w DOezii nnlcrtini łalrn
[płowo zgrzebna poezja która
"Kumcza sie do starannie wy-"ranj- ch słów Jest to księga
prostoty i modlitwv n nnwv
świat który miał się narodzić
v 1UM1 191B
Marusia Kasnrowieznwa hv--
Hal SWiatłcm nsfntniMi lot _ f Miiiii jat )jvm- -
'} 3 StnSllnnt ini A~ :
juJt pełen adoracii nnłnr-rnno- i
JM zmysłem humoru Któregoś
jama cdv 7au-Drn„iim- f „
"jcem w ulewnym deszczu
latach1"0" ~~
--
a był--
°
t0 w
[i --"toł-cj
wojny —
jnisia wskazując na biblio-eM- f
pana Jana powiedziała
£ maz kocha bardziej swoje v'r' ?niżeli ją A na to
J protez: "To jest znozu- -
duae ? V maSZ tylko jedną
te_i lu wdiKj a Kazaa M'ązka ma swoją"
w Polsce przedwo-lenno- i nnin„n : :
H tom ini nm!„ł:ii _ ffi? ftron odezwały się
" juuio iiitvi'i'Mi v asLonizm Wayrsttuąpłiełemm £?f ?aukowego do
BWa "'iUWSKiegO IKU
fstiar-si0 Plenva recenzja - SIę ustawić ksiąźkc
tywi
we właściwej perspek- -
njmi i pretensjami rodzi
ny Uważałem że pamiętnik
Marusi stanowił bardzo rzad-kie
zjawisko w naszej litera-turze:
przyjaźni "literackiej"
dwojga ludzi o odmiennych
napięciach talentu W litera-turze
Zachodu mamy liczne przykłady porozumienia
dwóch talentów literackich
aby przypomnieć dzisiejszy
stosunek Satre'a do Simone
de Beauvoir
Pani Marusia miała niewąt-pliwy
talent w ujmowaniu lu-dzi
i zjawisk a jej pogodny
uśmiech przewijał się kartka-mi
pierwszego tomu pamiętni-ka
Była ona osobą rezolutną
i zdecydowaną o czym świad-czy
"chociażby taka oto histo-ria
opowiadana bliskim: otóż
jako-młod- a panna Marusia —
o ile pamiętam córka genera-ła
rosyjskiego Bunina — za-kochała
się bez pamięci w
Gabrielu d'Annunzio który
stał wtedy u szczytu sławy
Postanowiła odwiedzić sław-nego
pisarza włoskiego i wy-ruszyła
w podróż nie pytając
się nikogo o zgodę Zjawiła
się w rezydencji d'Annunzia
nad Lago di Garda w swej
najpiękniejszej sukni i zalot-nym
kapelusiku na głowie
Lokaj zameldował jej przyby-cie
pisarzowi który wyszedł
do młodocianego gościaw ja-kimś
plugawym szlafroku
mocno siwawy i prawie łysy
Nie zrażona tym wyglądem
Marusia chciała wyciągnąć
go na spytki jeżeli chodzi o
typ kobiety który do niego najbardziej przemawiał
D'Annunzio spojrzał na nią
przenikliwie i odpowiedział:
"une femme quelquonque"
Marusia poprawiła automaty-cznie
kapelusik gdyż te sło-wa
d'Annunzia były ciosem
dla jej marzeń — i wyszła z
podniesiona głową z salonu
autora "II Fuoco"
Ileż to osób nie przewinęło
się przez gościnny dom na
Harendzie gdzie zawsze cze-kała
herbata z sokiem mali-nowym
i filuterne ciasteczka
pieczone przez gospodynię
Pamiętam z lat dziecinnych
jak między innymi przecha-dzał
się nad potokiem Karol
Stryjeński jeden z najbar-dziej
uroczych ludzi jakich
nosiła ziemia polska dwudzie-stego
wieku Przypominam
sobie dokładnie melodię gó-ralską
którą śpiewał wów-czas:
"Ej Janicku serdecko
' Kanys podział piórecko
Cok ci je dała
Kiedym jechał do wojny
Upadło mi do wody
Duso moja"
Śmiertelna choroba powa-liła
Kasprowicza w roku 1924
Przez długie tygodnie leżał
na Harendzie zapatrzony w
rzeźbione belki sufitu Opo-wiadał
mi ojciec mój o swojej
wizycie u Kasprowicza kiedy
odezwał się w kilku słowach
do swego otoczenia: "Tak
żal" Córka poety z pierwsze-go
małżeństwa nachyliła s się
nad chorym i zapytała: "czego
Tato?" Kasprowicz dałznak
ręką że żal mu opuszczać
wszystko to co skupiło "się1 na
Harendzie Pahi Marusiąhkto:
ra siedziałafw kacie pokoju-pochylił- a
nisko głowę bo wie-działa
dobrze jak ciężko od-chodzić
było poecie ze' świa-ta
któremu poświęcił cały
tom wierszy tj zbiór pt
"Mój świat"
Maria Danileiciczowa Deotyma po
W przerwach między tra
gediami narodowymi w cza-sie
nocy niewoli XIX-viecz- na
Warszawa zdobyć się potra
fiła na ciekawe i urozmaicone
życie kulturalno-artystyczn- e
którego opisy wypełniają
karty licznych pamiętników i
powieści Jednym z przeja-wów
tego zjawiska były salo-ny
literackie spełniające nie-jako
rolę nieoficjalnych to-warzystw
miłośników litera-tury
muzyki czy historii Sa-lonów
tych było wiele ale
"liczył się" tylko jeden: Łusz-czewskich
Zainicjowała go w
r 1834 Nina z Żółtowskich
Wacławowa Łuszczewska
małżonka wysokiego urzędni-ka
dysponującego zasobami
pieniężnymi pozwalającymi
na prowadzenie domu na tzw
szerokiej stopie Wyrazem tej
swobody finansowej był mi
salon literacki w którym za
życia "starych" Łuszczew-skich
w poniedziałki a po ich
zgonie u Deotymy w czasie
czwartkowych zebrań towa
Dawny świat góralski w barwach i płomie
niach raz jeszcze w tym to-mie
wierszy po walkach i
starciach z Bogiem które sta-nowiły
treść tylu „tworów
Kasprowicza W "Hymnach"
ta walka z Bogiem przejawiała
się w wielkich strofach wstę-pujących
jak oktawy coraz
wyżej i wyżej:
"On był i myśmy byli przed
początkiem
Zanim się stało to co nas po-żera"
Nie brzmi już w "Moim
Świecie" dumna świadomość
że zadaniem poety jest
"Siąść 'na kamieniu
Oderwanym z odwiecznej tur-ni
I przez potoku odwieczny
szum
Rozmawiać z Bogiem"
W ostatnim zbiorze Kaspro-wicz
te wszystkie etapy walk
i zmagań które pokwitowane
zostały w "Księdze Ubogich"
słowami:
"Przestałem się wadzić z Bo-giem
Serdeczne to były zwady"
Maria Kasprowiezowa
Każde miasto ulega zmia-nom
ale tylko bardzo nielicz-ne
tak radykalnym jak War-szawa
Ale też Warszawa ma
za sobą kataklizm dziejowy
Jak wyglądała przed wie-kiem?
Zajrzyjmy do miasta na-szych
pradziadków do War
szawy z 1874 roku
Przyda się nam przewod-nik
Oto on: Przewodnik
Warszawski Józefa Ungra Ka
lendarza Warszawskiego na
rok zwyczajny 1874 Oddaj
my mu głos
Najpierw prezentacja "Pro-szę
bardzo — oto Warszawa
główne miasto Królestwa
Polskiego położone na le
wym brzegu Wisły chociaż
zaliczamy do niego również
Pragę5 połączoną z Warsza-wą
mostem żelaznym na 240
sążnie dlJg'm Ulic 278 do-mów
— 3297 w tym muro-wanych
2360 drewnianych
937 Teraz po 90 latach ma-my
w Warszawie ok 2200 u-l- ic
i ok 45 tysięcy domów
Ludności liczy Warszawa w
1874 roku 296241
Dokąd by się tu wybrać?
Zacznijmy od znanych ulic i
miejsc Może Bagatela? Pro-szę
bardzo — dom z ogrodem
pomiędzy rogatkami Mokoto-wskimi
a Belwederskimi
własność barona Froekla Al-bo
na Foksal a właściwie
Foxal — dom z ogrodem uL
Nowym świat N 37 A teraz
na Koszyki — dom Nr 1 w o-kol- icy
rogatki Mokotowskiej
własność kupca Krupeckiego
Aby odpocząć i posilić się
udamy się do restauracji Ho-telu
Europejskiego pomię-dzy
ulicami: Czystą Krakow-skim
Przedmieściem i Sas-kim
placem: był on i wtedy
jak obecnie hotelem pierw
rzyskich przewijało się po sto
i dwieście osób
Pani Nina powiła w roku
otwarcia salonu córkę Jadwi-gę
znaną powszechnie pod
nadanym jej przez matkę
pseudonimem Deotymy (bo-gobojne)
Jest ona autorką
dotąd przedrukowywanej po-wieści
historycznej pt "Pa-nienka
z okienka" — i wielu
innych dziś już zapomnia-nych
powieści i jeszcze licz-niejszych
poematów i impro-wizacji
Te ostatnie były jej
niejako specjalnością Cieszy-ła
się niezwykłym rozgłosem
jako "wieszczka" darząca ze-branych
w salonie gości poe
tyckimi improwizacjami na
zadane tematy Opiewała
więc zależnie od podsuniętej
jej sugestii "Wiosnę" "Noc
zimową" "Kamienie" "Astro-nomię"
itp Gdy improwizacji
zaprzestała (ok r 1860) przy-szła
kolej na odczytywanie
gościom naprzód tasiemco-wych
poematów a następnie
powieści W r 1897 uczczono
Przed kilku laty pani Ma-rusia
zawitała do Londynu
aby zobaczyć się ze swoimi
krewnymi i wtedy raz jeszcze
toczyliśmy długą rozmowę o
starych i nowych czasach Pa-ni
Marusia uważała że dzi-siejsi
poeci chociaż technicz-nie
niebywało zręczni rzadko
kiedy kojarzą błyskotliwość
swych wierszy z uderzającą
osobowością "Poeci okresu
Kasprowicza — mówiła —
wyglądali na poetów i chcieli
przeżyć swoje życie w nie-zwykły
sposób Czyżby istot
nie tak było w epoce w któ
rej nawet znamienny poeta
angielski T S Eliot wygląda
bardziej" na" Tsank 'managera
niż na poste z Bożej łaski?
Gość z Jurendy zastanawiał
się dlaczFgo się tak stało i
wypowiedział końcowe zda-nie
że "nie wrócą już czasy
w których poezja wstrząsała
mocą nie tylko swojej świet-ności
formalnej ale ładun-kiem
psychicznym ukrytym
w twórcach"
Oprowadzałem panią Maru- -
' się w ostatni dzień jej poby
szorzędnym Numerów do
wynajęcia miał 162 a cena
numeru wynosiła od 45 ko-piejek
do 6 rubli srebrem na
dobę z pościelą Łazier' w
miejscu kop 50 OmniL do
wszystkich kolei żelaznych
kop 50 od osoby z bagażami
Wozownia od powozu kop 10
stajnia od konia kop 5 na
dobę
Takich pierwszorzędnych i
hoteli chociaż mniej wytwór
nych od Europejskiego jest
w Warszawie 13 z 936 nume-rami
Skromniejsi goście mo-gą
zamieszkać w hotelach
drugorzędnych gdzie cena
numeru wynosi od 35 do 75
kop za dobę lub w zajazdach
Jak wygląda komunikacja
miejska? Otóż można jeździć
po mieście albo dorożką
pierwszo - lub drugorzędną
albo też omnibusem Pamię
tać należy że przy dorożkach
1 - rzędnych chorągiewki są
czerwono - żółte numera w
latarkach czerwone tablica
na koźle z taksą czerwoną li-ber- ya
powożącego granatowa
tabliczka na plecach z nume-rem
błękitna z białą obwód-ką
przy dorożkach drugo-rzędnych
odzież powożącego
barwy piaskowej numera na
plecach koloru ciemno - wiś-niowego
formy owalnej itp
Sanki dzielą się też na dwie
klasy -- -
Kto nie(może sobie pozwo-lić
na dorożkę pojedzie om-nibusem
Z placu "Krasińskich
do placu Aleksandra i na So-lec
albo z placu Zamkowego
na róg żelaznej lub z Grzybo-wa
Muranów
Zbliża się wieczór Może
pójdziemy do teatru! Mamy
do wyboru Teatr Wielki Roz-maitości
Teatr Letni w Ogro- -
WARSZAWA PRZED
gruntownym
ją wspaniałym jubileuszem —
i dalej odwiedzano w żółtym
salonie na rogu Królewskiej
i Marszałkowskiej — aż po rok 1905 w którym choroba
serca praktycznie uniemożli-wiła
"Wieszczce" dalsze wy-stępy
Nie zapomniano o niej
jednak i gdy zmarła we wrze-śniu
1908 roku na pogrzeb
jej wj legła cała Warszawa
Przed kilku miesiącami u-ka- zał
się w Warszawie nie-zmiernie
ciekawy "Pamięt-nik"
Deotymy poprzedzony
doskonałym wstępem Juliu-sza
W Gomulickiego i uzupeł-niony
wspomnieniami o salo-nie
Łuszczewskich i autorce
słynnch improwizacji I wła-śnie
ów wstęp "odkurza"
Deotymę i sprawia że zaczy-namy
na nią patrzeć jako na
zjawisko bardziej skompliko-wane
i osobliwe niżby się na
pozór wydawało
Oboje państwo Łuszczews-cy
a zwłaszcza pani Nina
mieli zdecydowane pojęcia o
wychowaniu córek Było ich
Zbigniew Grabowski
tu w Londynie po jakichś
sklepach na Oxford Street i
przystanęliśmy przy stacji ko-lejki
podziemnej na Oxford
Circus aby się pożegnać Pa-ni
Marusia popatrzyła na
mnie swoim ciekawym wzro-kiem
i zapytała: "Czy spotka-my
sie jeszcze w tym życiu
panie Zbyszku?"
Odpowiedziałem jakąś ba-nalną
formą optymistycznej
pewności że napewno — tak
W oczach nieco rozbawionych
a nieco kpiących pojawił się
cicny protest Ja wiem ze
nie"
v Ostatnie jej spojrzenie by-łoHak- ie właśnie jak kiedyś na
Harendzie — zdziwienia i
smutku które przychodziły
po ironicznym zmrużeniu po-wiek
Rację miała pani Maru-sia
a nie mój zdawkowy op-tymizm
W czarnym notesie w któ-rym
notuję nazwiska i adresy
przyjaciół powstała nowa lu-ka
Coraz bardziej ten notes
lat wstępujących zamienia się
w cmentarz pamięci
Zbigniew Grabowski
WIEKIEM
dzie Saskim i Teatr Letni na
Wyspie w Łazienkach
Są jeszcze inne teatry let-nie:
Alhambra ul Miodowa
13 Alkazar — niemiecki
Krakowskie Przedmieście 7
i Eldorado Długa 23
Nie macie ochoty na teatr?
Chodźmy więc do Ogrodu Sa
skiego do Instytutu Wod Mi
neralnych Dra Aleksandra
Weim?ef ?au a]° d(? 0groTdu
Krasińskich do takiegoż In
stytutu Dra Longowskiego
mag form Wyszomirskiego
i Smoczyńskiego
gdzie przyrządza się wszelkie
wody i kąpiele mineralne
których rozbiory chemiczne
uskutecznione zostały po ce-nach
umiarkowanych
A propos leczenia Mamy
w Warszawie 9 szpitali m in
szpital Dzieciątka Jezus plac
Warecki szpital Św Rocha
Krakowskie Przedmieście
24 Instytut Oftalmiczny
Smolna 4 Jest również 10
zakładów leczniczych prywat-nych
A jak tam ze szkołami na-szych
pradziadków? Jest 7
gimnazjów męskich oraz 4
Dokończenie na str 10
SSS'iriiswfS'fo'j a siMMi!?? jmAsym
fcsl X2& Aismrt&A Wfł KJl 8A ten?rfSa vatf ?j ii ik i ii xtk4 Im TIl' " w ISM4BmfWl
rJA BVtxJ?l
dwie: Jadwiga i starsza od
niej o lat pięć Kazimiera
Matka wychowywała je sama
i jak pisze Deotyma "z planu
wychowania wykluczyła
wszelkie obce języki bo we
dług niej czcza ta nauka
zużywa na próżno siły umysłu
i pamięci Co więcej: "kaza-ła
unikać bliskiej znajomości
z innymi dziećmi" i zmuszała
do stałego przebywania wśród
dorosłych Dziewczęta wycho-wywane
były bardzo prakty-cznie
a ulubionym powiedze-niem
matki było "Lepiej
abyś nie umiała pisać niż
abyś nie umiała lub nie lu-biła
cerować"
Deotyma kształcona była
chaotycznie i wszechstronnie
Naukę muzyki zarzucić co
prawda wypadło bo aczkol-wiek
uczennica "kochała for-tepian"
— "palce nie chciały
słuchać duszy" Wcześnie
objawiły się natomiast zdol
ności rymotwórc7e — "zdrój
wierszykowy" działał nieza-wodnie
15-letn- ia Deotyma
dopuszczona została do ze-brań
literackich w salonie ro-dziców
w r 1849 naprzód w
roli widza Sprawiono jej
pierwszą długa suknię z bia
łej materii z kokarda "biado-liła"
posadzono w kącie z ro
bótką i pozwolono przysłu-chiwać
się rozmowom wybit-nych
pisarzy i artystów od-wiedzających
salon Łuszczew
skich
"Damskie towarzystwo —
pisze Deotyma w swym pa-miętniku
— bywało zaprasza
ne oszczędnie i oględnie Mat-ka
moja twierdziła że aby
rozmowa szła dobrze trzeba
mieć co najmniej dwa razy
tyle panów co pań i to pań
doborowych" Na poniedział-kowych
przyjęciach obowią-zywał
strój wieczorowy "jak
na bal" a gdy hr Stanisław
ampyski zPodzamcza zjawił
się bez białego krawata miał
jak świadczy Felicjan Faleń-sk- i
"bardzo przykre zajście z
gospodynią" Strona gastro-nomiczna
była głęboko prze-myślana
i ustalona raz na za
wsze: gościom (przybywają
cym na godz 10 wieczorem!)
podawano naprzód herbatę "z
ciastem 'wykwintnym bo bra-nym
zwykle od Lessla" a na-stępnie
około północy wina
węgierskie i "limonadę" do-mowej
roboty oraz kanapki
Do tradycji należało też czę-stowanie
panów cygarami
Przyjęcia przeciągały się do
późnych godzin nocnych ale
— choć młodzież była na nich
licznie reprezentowana "ni-gdy
się nie zniżyły do tuzin-kowoś- ci
tańców" Kontento- -
wano się słuchaniem recyta-cji
lub muzyki — a przeraża-jąca
łatwość "wierszowania"
Deotymy wystarczała na wy-pełnienie
półgodzinnego pro
gramu niemal co tygodnia
Przerwy w wieczorach zda
rzały się rzadko i w pełni by
ły usprawiedliwione Państwo
[Łuszczewscy przeprowadza! i
sie KUKaKrotnie pani wina
chorowała i na zalecenie leka-rzy
wyjeżdżać musiała do za-granicznych
badów lub uda-wać
się o pomoc do berliń-skich
specjalistów w r 1855
kurację w Ostendzie połączo
no z uizytą u krewniaka Le-lewela
a w roku 1863 zwie-dzanie
Włoch przerwała wia-domość
o wybuchu powsta-nia
"Godziłoż się Polkom
odpoczywać w Auzonii pod-czas
gdy w kraju krew się le-je?"
— pytała Deotyma w
swym pamiętniku
Wróciła z matką do War-szawy
by dowiedzieć się że
władze rosyjskie zarekwiro-wały
Pałac Saski w którego
skrzydle mieszkali Łuszczew-scy
Przenieść się wypadło
do "smutnego" mieszkania w
Janusz A Ihnatowicz
JOURNALESQUE
Wczorajszym wiatrom do wtóru
nie grają dzisiejsze burze
:o wczoraj zamknięto murem
Izisiaj wieńczą w marmurze
Co wczoraj za piętę by brano
dzisiaj koroną jest ciała
Norwida raz drugi chowano
v) krypcie królewskiej kościoła
Lecz człowiek co wczoraj zapłakał
dzisiaj nie płacze inaczej
i niebo nad miastem jak plakat
tak samo na wietrze kołacze
'
pobliżu żelaznej Bramy Pew-nej
listopadowej nocy "myś-my
jeszcze siedzieli we troje
kolo lampy i głośno czytali
"Pana Tadeusza" — gdy roz-legł
się ostry dźwięk dzwon-ka
Aresztowano Wacława
Łuszczewskiego W kilka ty-godni
później zapadła decyzja
władz: miał być wywieziony
w głąb Rosji Deotyma fana
tycznie przywiązana do ojca
postanowiła towarzyszyć mu
dobrowolnie i po przełama-niu
początkowych trudności
otrzymała "wyjątkowe pozwo-lenie
towarzyszenia ojcu w
drodze"
Rok 1863 rozpoczęty pod
włoskim niebem kończył się
dla Deotymy w Jadrynic w
okolicy Kazania "Sprawnik
miejscowy stary syberyjski
wiarus był lo człowiek szcze-ry
który nikomu nie doku
czał" Wygnańcy mieli prawo
swobodnego poruszania się
po miasteczku i mogli wyna
jąć "mieszkanie" W prakty
ce były to trzy maleńkie iz-debki
z jednym ceglanym
piecem i okienkami o szyb-kach
wielkości "zwykłej
ćwiartki listowego papieru"
Polaków było w Jadryniu
kilku "Zaraz też przypadła
wspólna Wilia która się (u
nich) odbyła" Deotyma mia-ła
podczas niej sposobność
spróbowania po raz pierwszy
sterleta: "jest to rzeczywiście
monarcha ryb lepszy od ło-sosia"
Ojciec i córka doda-wali
sobie wzajemnie otuchy
a dni spędzali na lekturze i
przerabianiu młodzieńczych
prób Deotymy — a nadto na
sporządzaniu modelu jadrjli-skieg- o
mieszkania Model ten
zdobił później salon Deotymy
w Warszawie
Władze rosyjskie nie długo
dały zagrzać miejsca w Ja
dryniu -- Po kuku miesiącach
przeniesiono ich — może pod
wpływem starań pamfyiny
— do Symbirska miasta gii
bernialnego które "uczyniło
(na nich) odpychające wraże-nie"
Jedyną pociechą było
lobscrwowanie Tatarów Ka
zańskich — Deotyma pod-świadomie
gromadzić zaczęła
obserwacjo które przydać się
jej miały później przy pisaniu
"Branek w jasyrze" Po sro-giej
ziinie przyszła w lipcu
i sierpniu fala "afrykańskich
upałów" a z nią klęska poża-rów
W końcu sierpnia na
skutek podpalenia spłonęło
całe miasto a Łuszczewscy
znaleźli się w podwójnie cięż-kiej
sytuacji: wygnańców i
pogorzelców Gdy urządzili
się jako tako — przyszedł na-kaz
nowych przenosin Tym
razem do Czembaru wioski
w Penzeńskim gdzie pewną
pociechą była dość liczna ko-lonia
wygnańców z Litwy
Nieustraszona Deotyma w
każdym nowym domostwie
rozkładała sterty rękopisów
i przerabiała pięcioaktowy
dramat pt "Wanda" Odczy
tywanie go na wieczorach
warszawskich wypełnić miało
w przyszłości sześć "sean
sów guyz był jeszcze i pro-log
Starania przyjaciół war
szawskich i osamotnionej (a
gotowej do wyjazdu do
J I J J wreszcie skutek i dwoje wy
gnańców powrócić mogło do
kraju w połowie 1865 r Jeśli
nawet przyjmiemy iż w po-równaniu
z niedawnymi prze-życiami
setek tysięcy Pola-ków
zesłanie Łuszczewskich
wyglądało niemal sielankowo
o rezultacie owego przymuso-wego
pobytu wśród Tatarów
i Mordwinów świadczy wy-mownie
fakt że Wacław Łu-szczewski
zmarł w Warszawie
po niespełna dwu latach
przeżywszy zaledwie 61 lat a
w dwa lata dalsze poszła za
nim pani Nina która ciężko
przechorowała okres rozłąki i
niepokoju o bliskich
Deotyma rozpoczęła swoją
karierę "wieszczki" od impro-wizacji
na tematy neutralne
nie zatrącające o wielką tra-gedię
narodową W zaborze
rosyjskim w latach 1850 nie
mogła rzecz prosta pozwolić
sobie na swobodę wyrażania
uczuć patriotycznych Zdoby-ła
się jednak na to otwarcie
w Paryżu w czasie pobytu z
ojcem w zimie 1860J — gdy
poznała Norwida i Jozefa Boh
dana Zaleskiego — i w dniu
25 XII 1860 improwizowała
na temat "Co sie w Kraju
aHBfflHEHBHHI
odkurzeniu
święci?" na co Norwid za-reagował
wierszem "Wczoraj- -
l-- ja Na pogrzebie pipćiu po-ległych
demonstrowała otwar-cie
niosąc symboliczną koro-nę
cierniową
Przcdpowstaniowe warunki
egzystencji nie były napewno
zaprawą do roli wygnanki
Mimo to Deotyma wyszła z
tej ciężkiej próby życiowej o-bro- nna
ręką Co więcej pisze
w swym pamiętniku iż "czu-jąc
że jest ojcu choć troszkę
potrzebna widząc że ją ko-chał
jeszcze więcej niż daw-niej
ubóstwiając go co dzieh
mocniej wśród wszystkich
trosk i zmartwień była tak
bezgranicznie szczęśliwa że
nieraz myślała sobie: "Gdyby
wieczność mogła być taka!"
Wydawca pamiętnika Ju-liusz
W Gomulicki sądzi iż
daje to do myślenia o stosun-ku
Deotymy do matki "Wie-szczka"
mogła mieć do niej
podświadomy żal o ustawie-nie
jej w osobliwej sytuacji
życiowej w której było miej-sce
na salon a nie liczyło
się własne 'jej szczęście i ży-cie
osobiste "Salon literacki
rodziców zamroził" Deotymę
i "uczynił z niej kobietę sa-motną"
Śmierć rodziców odczuła
głęboko Może najlepiej dała
temu wyraz w czterowierszu
który warto przypomnieć:
"Ból nas osłabia dopóki dźga
w miarę
Gdy ją przebierze dodaje
nam siły
Wielkie cierpienia odjęły mi
wiafę
A jeszcze większe mi ją przy-wróciły"
Po kilku latach ciężkiej ża-łoby
Deotyma już niemal
czterdziestkę licząca wznowi-ła
wieczory literackie w mie-szkaniu
na rogu Królewskiej
i Marszałkowskiej w kamie-nicy
należącej do najbliższych
jej przyjaciół tEmanueJostwa-Wolffó- w
Otoczyła się pamiąt-kami
— i co dnia rzucała na
cierpliwy papier setki linijek
nowych utworów Cieszyły się
prawdziwym i fałszywym u-znan- iem
i tak były głośne i
popularne że w r 1871 obsy-pano
ją wspaniałymi darami
a w zapełnionym po brzegi
Teatrze Wielkim dwukrotnie
powtarzano żywe obrazy ilu-strujące
"Wandę"
Pamiątką ówczesnych suk-cesów
był min "pyszny świe-cznik"
siedmioramienny
"przy którego symbolicznych
płomieniach" Deotyma odczy
tywała swe utwory przez dal-szych
35 lat W r 1897 odbył
sie jeszcze jeden obchód —
45-lec- ie pracy Uświetniła go
między innymi kantata w ryt
mie poloneza skomponowana
przez Zygmunta 'Noskowskie-go
W ocenie dorobku życiowe
go Deotymy przychodzi nam z
pomocą znajomość warun-ków
w jakich żyć jej wypa-dło
"Salon literacki" nie był
najszczęśliwszą formą propa-gowania
dobrej literatury za
równo ze względu na snobizm
jego twórców jak i jakość
podawanych w nim utworów
W okresie niewoli gdy wła
dze carskie uniemożliwiały
YWfii i b a cenzura tnrirłtululrłiuttfriulnia
usta pisarzy był jednak do-brze
pomyślanym surogatem
wolnego literackiego forum
miejscem spotkań i nieskrę-powanej
dyskusji Tam właś-nie
dowiadywano się o no-wych
utworach emigracyj-nych
i przekazywano sobie
wiadomości z wolnego świata
Już za to jedno wiele daro-wać
można niestrudzonej
"Wieszczce" i improwizator-c- e
Tego nie pochwalał już
Mickiewicz A E Koźmian
przekazał znamienne jego '
słowa w lej materii: "Tylko
niech nie improwizuje"
Znany malarz warszawski
Józef Simmler przekazał nam
wymowną podobiznę Deoty-my
z okresu improwizacji —
nim jeszcze roztyła się na do-bre
W powłóczystej greckiej
szacie ze złotą przepaską na
gładko rozczesanych włosach
namyśla się nad dalszym-ciągie- m uniesień na miły słu
chaczom temat Obok klęczą
rozanielone wielbicielki zapi-sujące
skwapliwie słowa pa
dające z ust "Wieszczki" A
może zapisywały źle? Nie'
sądźmy Deotymy zbyt suró- -
iwo!
n3rJswobodc organizowania im
iłjaimii KKStf
UwA
Wit&ni
P7n
lwi m i ji
łMTtuW!i%~ m m
?
m
fi
M
HjWiSJ
v4 "Jai 8rWŁ
im
jS i
toffi ii wW!9wMvHmL4i1
?h1i PmmIi
m mm
mmM
II fil
lilMŚm
IV' 'łfJriM
lllllll
i 11
£$$m mmmm
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, January 25, 1969 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1969-01-25 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000678 |
Description
| Title | 000029b |
| OCR text | J "a [ M 3:ł — 7 „i a uiwŁJLJig—aa—ffl—iL"i~B™BS—igig!: awu"a' ________ - mi iftjtesi ffSI!7"i-Nł"-~-- "— zzxz&izxwxxx~xi sisssESWiaswxix£mmiaxut -S-i)Mi% SzV$3"fSSxi?s'ł pnołaio Iwaniuk BRAMA W ta iwiiinnrat STRONĘ WYOBRAŹNI Proszc o miasto błyszczące jak muszla zbudowane nad morzem wśród tarasów wzgórz proszę o instrumenty ukryte przed okiem które giają na przemian w powietizu j i w morzu — Proszę o tyle słońca dookoła by ślepi mogli widzieć o szklany strop powietrza z którego bralibyśmy na własny użytek budujcie ziemskie schrony — o ludzi wychodzących z ciemnych prostokątów by stali w słońcu pk greckie posągi — by pi zekupnie o połyskliwych i zwinnych językach '%} pizeslah jazgotać ?io parapetach ulic — Pioszę o miasto z bramą w stronę wyobraźni o ludzi cisnących się do jego bramy Z Polski nadeszła wiado mość o zgonie Marii Kaspro-fuczow- ej wdowy po poecie Dla setek przyjaciół i mis-Sic- h którzy zachodzili na kas- - llrowiczowską Harendę była Ina po prostu ranią marusią torą upoaooaia sonie roiSKę w rozmowie zdradzała czę- - to intonacja i przeciąganiem iłów że jest Rosjanką z po godzenia a Była ona wielką miłością ?Jana Kasnrnwieza któreeo f'Ksicga Ubogich" narodziła IJię w kręgu ich uczucia — fltarszego już mężczyzny i rjModziutJciej kobiety fiUmiłowanie ty moje Kształty nieomal dziecięce skroń dotąd niepomarszczona tyBiałe wąziutkie ręce" 1 Mało jest w poezji polskiej głów tak prostych dla odda-?Ji- a fPowmieidłozścimdi o pkoowbiieedtzy pjaki cię ku mnie sprowadził manowiec za jakiej góry i jakiej rzeki rzjbjłaś tutaj w kraj ten daleki ewny swej drogi wędro wiec" Współczesna krytyka w olsce nastrojona jest wyraź ne niechętnie do osoby Jana Kasprowicza i jego poezji A juuuaK ooieKiywny sąa powie iam coś innego — a mianowi-cie ze Jan Kasprowicz był Jednym z najgłębszych w Pol- - ifce poetów refleksji i że sa- - ynuazieinie przemyślał nieje-dno zagadnienie filozofii i ens rzeczy ostatecznych Je-f- o "Hjmny" były poezją ty-5- u filozoficznego i znajdzie-my tam ujęcia śmiałe dla Jokrcslenia finalnych spraw 42ca Jeeo ballada n "Rnha ferskim koniu i walącym się S—lnmnM " ocifałniunw:iiiH i nwriKiri Tiir_ wina i przepojona była re- - ŁMją człowieka ktorv w i Poezji widział przede wszyst- - " prooę odpowiedzi na sprawy ostateczne "Księga Lbogich" stanowi wyjątkowa POZJCJP w DOezii nnlcrtini łalrn [płowo zgrzebna poezja która "Kumcza sie do starannie wy-"ranj- ch słów Jest to księga prostoty i modlitwv n nnwv świat który miał się narodzić v 1UM1 191B Marusia Kasnrowieznwa hv-- Hal SWiatłcm nsfntniMi lot _ f Miiiii jat )jvm- - '} 3 StnSllnnt ini A~ : juJt pełen adoracii nnłnr-rnno- i JM zmysłem humoru Któregoś jama cdv 7au-Drn„iim- f „ "jcem w ulewnym deszczu latach1"0" ~~ -- a był-- ° t0 w [i --"toł-cj wojny — jnisia wskazując na biblio-eM- f pana Jana powiedziała £ maz kocha bardziej swoje v'r' ?niżeli ją A na to J protez: "To jest znozu- - duae ? V maSZ tylko jedną te_i lu wdiKj a Kazaa M'ązka ma swoją" w Polsce przedwo-lenno- i nnin„n : : H tom ini nm!„ł:ii _ ffi? ftron odezwały się " juuio iiitvi'i'Mi v asLonizm Wayrsttuąpłiełemm £?f ?aukowego do BWa "'iUWSKiegO IKU fstiar-si0 Plenva recenzja - SIę ustawić ksiąźkc tywi we właściwej perspek- - njmi i pretensjami rodzi ny Uważałem że pamiętnik Marusi stanowił bardzo rzad-kie zjawisko w naszej litera-turze: przyjaźni "literackiej" dwojga ludzi o odmiennych napięciach talentu W litera-turze Zachodu mamy liczne przykłady porozumienia dwóch talentów literackich aby przypomnieć dzisiejszy stosunek Satre'a do Simone de Beauvoir Pani Marusia miała niewąt-pliwy talent w ujmowaniu lu-dzi i zjawisk a jej pogodny uśmiech przewijał się kartka-mi pierwszego tomu pamiętni-ka Była ona osobą rezolutną i zdecydowaną o czym świad-czy "chociażby taka oto histo-ria opowiadana bliskim: otóż jako-młod- a panna Marusia — o ile pamiętam córka genera-ła rosyjskiego Bunina — za-kochała się bez pamięci w Gabrielu d'Annunzio który stał wtedy u szczytu sławy Postanowiła odwiedzić sław-nego pisarza włoskiego i wy-ruszyła w podróż nie pytając się nikogo o zgodę Zjawiła się w rezydencji d'Annunzia nad Lago di Garda w swej najpiękniejszej sukni i zalot-nym kapelusiku na głowie Lokaj zameldował jej przyby-cie pisarzowi który wyszedł do młodocianego gościaw ja-kimś plugawym szlafroku mocno siwawy i prawie łysy Nie zrażona tym wyglądem Marusia chciała wyciągnąć go na spytki jeżeli chodzi o typ kobiety który do niego najbardziej przemawiał D'Annunzio spojrzał na nią przenikliwie i odpowiedział: "une femme quelquonque" Marusia poprawiła automaty-cznie kapelusik gdyż te sło-wa d'Annunzia były ciosem dla jej marzeń — i wyszła z podniesiona głową z salonu autora "II Fuoco" Ileż to osób nie przewinęło się przez gościnny dom na Harendzie gdzie zawsze cze-kała herbata z sokiem mali-nowym i filuterne ciasteczka pieczone przez gospodynię Pamiętam z lat dziecinnych jak między innymi przecha-dzał się nad potokiem Karol Stryjeński jeden z najbar-dziej uroczych ludzi jakich nosiła ziemia polska dwudzie-stego wieku Przypominam sobie dokładnie melodię gó-ralską którą śpiewał wów-czas: "Ej Janicku serdecko ' Kanys podział piórecko Cok ci je dała Kiedym jechał do wojny Upadło mi do wody Duso moja" Śmiertelna choroba powa-liła Kasprowicza w roku 1924 Przez długie tygodnie leżał na Harendzie zapatrzony w rzeźbione belki sufitu Opo-wiadał mi ojciec mój o swojej wizycie u Kasprowicza kiedy odezwał się w kilku słowach do swego otoczenia: "Tak żal" Córka poety z pierwsze-go małżeństwa nachyliła s się nad chorym i zapytała: "czego Tato?" Kasprowicz dałznak ręką że żal mu opuszczać wszystko to co skupiło "się1 na Harendzie Pahi Marusiąhkto: ra siedziałafw kacie pokoju-pochylił- a nisko głowę bo wie-działa dobrze jak ciężko od-chodzić było poecie ze' świa-ta któremu poświęcił cały tom wierszy tj zbiór pt "Mój świat" Maria Danileiciczowa Deotyma po W przerwach między tra gediami narodowymi w cza-sie nocy niewoli XIX-viecz- na Warszawa zdobyć się potra fiła na ciekawe i urozmaicone życie kulturalno-artystyczn- e którego opisy wypełniają karty licznych pamiętników i powieści Jednym z przeja-wów tego zjawiska były salo-ny literackie spełniające nie-jako rolę nieoficjalnych to-warzystw miłośników litera-tury muzyki czy historii Sa-lonów tych było wiele ale "liczył się" tylko jeden: Łusz-czewskich Zainicjowała go w r 1834 Nina z Żółtowskich Wacławowa Łuszczewska małżonka wysokiego urzędni-ka dysponującego zasobami pieniężnymi pozwalającymi na prowadzenie domu na tzw szerokiej stopie Wyrazem tej swobody finansowej był mi salon literacki w którym za życia "starych" Łuszczew-skich w poniedziałki a po ich zgonie u Deotymy w czasie czwartkowych zebrań towa Dawny świat góralski w barwach i płomie niach raz jeszcze w tym to-mie wierszy po walkach i starciach z Bogiem które sta-nowiły treść tylu „tworów Kasprowicza W "Hymnach" ta walka z Bogiem przejawiała się w wielkich strofach wstę-pujących jak oktawy coraz wyżej i wyżej: "On był i myśmy byli przed początkiem Zanim się stało to co nas po-żera" Nie brzmi już w "Moim Świecie" dumna świadomość że zadaniem poety jest "Siąść 'na kamieniu Oderwanym z odwiecznej tur-ni I przez potoku odwieczny szum Rozmawiać z Bogiem" W ostatnim zbiorze Kaspro-wicz te wszystkie etapy walk i zmagań które pokwitowane zostały w "Księdze Ubogich" słowami: "Przestałem się wadzić z Bo-giem Serdeczne to były zwady" Maria Kasprowiezowa Każde miasto ulega zmia-nom ale tylko bardzo nielicz-ne tak radykalnym jak War-szawa Ale też Warszawa ma za sobą kataklizm dziejowy Jak wyglądała przed wie-kiem? Zajrzyjmy do miasta na-szych pradziadków do War szawy z 1874 roku Przyda się nam przewod-nik Oto on: Przewodnik Warszawski Józefa Ungra Ka lendarza Warszawskiego na rok zwyczajny 1874 Oddaj my mu głos Najpierw prezentacja "Pro-szę bardzo — oto Warszawa główne miasto Królestwa Polskiego położone na le wym brzegu Wisły chociaż zaliczamy do niego również Pragę5 połączoną z Warsza-wą mostem żelaznym na 240 sążnie dlJg'm Ulic 278 do-mów — 3297 w tym muro-wanych 2360 drewnianych 937 Teraz po 90 latach ma-my w Warszawie ok 2200 u-l- ic i ok 45 tysięcy domów Ludności liczy Warszawa w 1874 roku 296241 Dokąd by się tu wybrać? Zacznijmy od znanych ulic i miejsc Może Bagatela? Pro-szę bardzo — dom z ogrodem pomiędzy rogatkami Mokoto-wskimi a Belwederskimi własność barona Froekla Al-bo na Foksal a właściwie Foxal — dom z ogrodem uL Nowym świat N 37 A teraz na Koszyki — dom Nr 1 w o-kol- icy rogatki Mokotowskiej własność kupca Krupeckiego Aby odpocząć i posilić się udamy się do restauracji Ho-telu Europejskiego pomię-dzy ulicami: Czystą Krakow-skim Przedmieściem i Sas-kim placem: był on i wtedy jak obecnie hotelem pierw rzyskich przewijało się po sto i dwieście osób Pani Nina powiła w roku otwarcia salonu córkę Jadwi-gę znaną powszechnie pod nadanym jej przez matkę pseudonimem Deotymy (bo-gobojne) Jest ona autorką dotąd przedrukowywanej po-wieści historycznej pt "Pa-nienka z okienka" — i wielu innych dziś już zapomnia-nych powieści i jeszcze licz-niejszych poematów i impro-wizacji Te ostatnie były jej niejako specjalnością Cieszy-ła się niezwykłym rozgłosem jako "wieszczka" darząca ze-branych w salonie gości poe tyckimi improwizacjami na zadane tematy Opiewała więc zależnie od podsuniętej jej sugestii "Wiosnę" "Noc zimową" "Kamienie" "Astro-nomię" itp Gdy improwizacji zaprzestała (ok r 1860) przy-szła kolej na odczytywanie gościom naprzód tasiemco-wych poematów a następnie powieści W r 1897 uczczono Przed kilku laty pani Ma-rusia zawitała do Londynu aby zobaczyć się ze swoimi krewnymi i wtedy raz jeszcze toczyliśmy długą rozmowę o starych i nowych czasach Pa-ni Marusia uważała że dzi-siejsi poeci chociaż technicz-nie niebywało zręczni rzadko kiedy kojarzą błyskotliwość swych wierszy z uderzającą osobowością "Poeci okresu Kasprowicza — mówiła — wyglądali na poetów i chcieli przeżyć swoje życie w nie-zwykły sposób Czyżby istot nie tak było w epoce w któ rej nawet znamienny poeta angielski T S Eliot wygląda bardziej" na" Tsank 'managera niż na poste z Bożej łaski? Gość z Jurendy zastanawiał się dlaczFgo się tak stało i wypowiedział końcowe zda-nie że "nie wrócą już czasy w których poezja wstrząsała mocą nie tylko swojej świet-ności formalnej ale ładun-kiem psychicznym ukrytym w twórcach" Oprowadzałem panią Maru- - ' się w ostatni dzień jej poby szorzędnym Numerów do wynajęcia miał 162 a cena numeru wynosiła od 45 ko-piejek do 6 rubli srebrem na dobę z pościelą Łazier' w miejscu kop 50 OmniL do wszystkich kolei żelaznych kop 50 od osoby z bagażami Wozownia od powozu kop 10 stajnia od konia kop 5 na dobę Takich pierwszorzędnych i hoteli chociaż mniej wytwór nych od Europejskiego jest w Warszawie 13 z 936 nume-rami Skromniejsi goście mo-gą zamieszkać w hotelach drugorzędnych gdzie cena numeru wynosi od 35 do 75 kop za dobę lub w zajazdach Jak wygląda komunikacja miejska? Otóż można jeździć po mieście albo dorożką pierwszo - lub drugorzędną albo też omnibusem Pamię tać należy że przy dorożkach 1 - rzędnych chorągiewki są czerwono - żółte numera w latarkach czerwone tablica na koźle z taksą czerwoną li-ber- ya powożącego granatowa tabliczka na plecach z nume-rem błękitna z białą obwód-ką przy dorożkach drugo-rzędnych odzież powożącego barwy piaskowej numera na plecach koloru ciemno - wiś-niowego formy owalnej itp Sanki dzielą się też na dwie klasy -- - Kto nie(może sobie pozwo-lić na dorożkę pojedzie om-nibusem Z placu "Krasińskich do placu Aleksandra i na So-lec albo z placu Zamkowego na róg żelaznej lub z Grzybo-wa Muranów Zbliża się wieczór Może pójdziemy do teatru! Mamy do wyboru Teatr Wielki Roz-maitości Teatr Letni w Ogro- - WARSZAWA PRZED gruntownym ją wspaniałym jubileuszem — i dalej odwiedzano w żółtym salonie na rogu Królewskiej i Marszałkowskiej — aż po rok 1905 w którym choroba serca praktycznie uniemożli-wiła "Wieszczce" dalsze wy-stępy Nie zapomniano o niej jednak i gdy zmarła we wrze-śniu 1908 roku na pogrzeb jej wj legła cała Warszawa Przed kilku miesiącami u-ka- zał się w Warszawie nie-zmiernie ciekawy "Pamięt-nik" Deotymy poprzedzony doskonałym wstępem Juliu-sza W Gomulickiego i uzupeł-niony wspomnieniami o salo-nie Łuszczewskich i autorce słynnch improwizacji I wła-śnie ów wstęp "odkurza" Deotymę i sprawia że zaczy-namy na nią patrzeć jako na zjawisko bardziej skompliko-wane i osobliwe niżby się na pozór wydawało Oboje państwo Łuszczews-cy a zwłaszcza pani Nina mieli zdecydowane pojęcia o wychowaniu córek Było ich Zbigniew Grabowski tu w Londynie po jakichś sklepach na Oxford Street i przystanęliśmy przy stacji ko-lejki podziemnej na Oxford Circus aby się pożegnać Pa-ni Marusia popatrzyła na mnie swoim ciekawym wzro-kiem i zapytała: "Czy spotka-my sie jeszcze w tym życiu panie Zbyszku?" Odpowiedziałem jakąś ba-nalną formą optymistycznej pewności że napewno — tak W oczach nieco rozbawionych a nieco kpiących pojawił się cicny protest Ja wiem ze nie" v Ostatnie jej spojrzenie by-łoHak- ie właśnie jak kiedyś na Harendzie — zdziwienia i smutku które przychodziły po ironicznym zmrużeniu po-wiek Rację miała pani Maru-sia a nie mój zdawkowy op-tymizm W czarnym notesie w któ-rym notuję nazwiska i adresy przyjaciół powstała nowa lu-ka Coraz bardziej ten notes lat wstępujących zamienia się w cmentarz pamięci Zbigniew Grabowski WIEKIEM dzie Saskim i Teatr Letni na Wyspie w Łazienkach Są jeszcze inne teatry let-nie: Alhambra ul Miodowa 13 Alkazar — niemiecki Krakowskie Przedmieście 7 i Eldorado Długa 23 Nie macie ochoty na teatr? Chodźmy więc do Ogrodu Sa skiego do Instytutu Wod Mi neralnych Dra Aleksandra Weim?ef ?au a]° d(? 0groTdu Krasińskich do takiegoż In stytutu Dra Longowskiego mag form Wyszomirskiego i Smoczyńskiego gdzie przyrządza się wszelkie wody i kąpiele mineralne których rozbiory chemiczne uskutecznione zostały po ce-nach umiarkowanych A propos leczenia Mamy w Warszawie 9 szpitali m in szpital Dzieciątka Jezus plac Warecki szpital Św Rocha Krakowskie Przedmieście 24 Instytut Oftalmiczny Smolna 4 Jest również 10 zakładów leczniczych prywat-nych A jak tam ze szkołami na-szych pradziadków? Jest 7 gimnazjów męskich oraz 4 Dokończenie na str 10 SSS'iriiswfS'fo'j a siMMi!?? jmAsym fcsl X2& Aismrt&A Wfł KJl 8A ten?rfSa vatf ?j ii ik i ii xtk4 Im TIl' " w ISM4BmfWl rJA BVtxJ?l dwie: Jadwiga i starsza od niej o lat pięć Kazimiera Matka wychowywała je sama i jak pisze Deotyma "z planu wychowania wykluczyła wszelkie obce języki bo we dług niej czcza ta nauka zużywa na próżno siły umysłu i pamięci Co więcej: "kaza-ła unikać bliskiej znajomości z innymi dziećmi" i zmuszała do stałego przebywania wśród dorosłych Dziewczęta wycho-wywane były bardzo prakty-cznie a ulubionym powiedze-niem matki było "Lepiej abyś nie umiała pisać niż abyś nie umiała lub nie lu-biła cerować" Deotyma kształcona była chaotycznie i wszechstronnie Naukę muzyki zarzucić co prawda wypadło bo aczkol-wiek uczennica "kochała for-tepian" — "palce nie chciały słuchać duszy" Wcześnie objawiły się natomiast zdol ności rymotwórc7e — "zdrój wierszykowy" działał nieza-wodnie 15-letn- ia Deotyma dopuszczona została do ze-brań literackich w salonie ro-dziców w r 1849 naprzód w roli widza Sprawiono jej pierwszą długa suknię z bia łej materii z kokarda "biado-liła" posadzono w kącie z ro bótką i pozwolono przysłu-chiwać się rozmowom wybit-nych pisarzy i artystów od-wiedzających salon Łuszczew skich "Damskie towarzystwo — pisze Deotyma w swym pa-miętniku — bywało zaprasza ne oszczędnie i oględnie Mat-ka moja twierdziła że aby rozmowa szła dobrze trzeba mieć co najmniej dwa razy tyle panów co pań i to pań doborowych" Na poniedział-kowych przyjęciach obowią-zywał strój wieczorowy "jak na bal" a gdy hr Stanisław ampyski zPodzamcza zjawił się bez białego krawata miał jak świadczy Felicjan Faleń-sk- i "bardzo przykre zajście z gospodynią" Strona gastro-nomiczna była głęboko prze-myślana i ustalona raz na za wsze: gościom (przybywają cym na godz 10 wieczorem!) podawano naprzód herbatę "z ciastem 'wykwintnym bo bra-nym zwykle od Lessla" a na-stępnie około północy wina węgierskie i "limonadę" do-mowej roboty oraz kanapki Do tradycji należało też czę-stowanie panów cygarami Przyjęcia przeciągały się do późnych godzin nocnych ale — choć młodzież była na nich licznie reprezentowana "ni-gdy się nie zniżyły do tuzin-kowoś- ci tańców" Kontento- - wano się słuchaniem recyta-cji lub muzyki — a przeraża-jąca łatwość "wierszowania" Deotymy wystarczała na wy-pełnienie półgodzinnego pro gramu niemal co tygodnia Przerwy w wieczorach zda rzały się rzadko i w pełni by ły usprawiedliwione Państwo [Łuszczewscy przeprowadza! i sie KUKaKrotnie pani wina chorowała i na zalecenie leka-rzy wyjeżdżać musiała do za-granicznych badów lub uda-wać się o pomoc do berliń-skich specjalistów w r 1855 kurację w Ostendzie połączo no z uizytą u krewniaka Le-lewela a w roku 1863 zwie-dzanie Włoch przerwała wia-domość o wybuchu powsta-nia "Godziłoż się Polkom odpoczywać w Auzonii pod-czas gdy w kraju krew się le-je?" — pytała Deotyma w swym pamiętniku Wróciła z matką do War-szawy by dowiedzieć się że władze rosyjskie zarekwiro-wały Pałac Saski w którego skrzydle mieszkali Łuszczew-scy Przenieść się wypadło do "smutnego" mieszkania w Janusz A Ihnatowicz JOURNALESQUE Wczorajszym wiatrom do wtóru nie grają dzisiejsze burze :o wczoraj zamknięto murem Izisiaj wieńczą w marmurze Co wczoraj za piętę by brano dzisiaj koroną jest ciała Norwida raz drugi chowano v) krypcie królewskiej kościoła Lecz człowiek co wczoraj zapłakał dzisiaj nie płacze inaczej i niebo nad miastem jak plakat tak samo na wietrze kołacze ' pobliżu żelaznej Bramy Pew-nej listopadowej nocy "myś-my jeszcze siedzieli we troje kolo lampy i głośno czytali "Pana Tadeusza" — gdy roz-legł się ostry dźwięk dzwon-ka Aresztowano Wacława Łuszczewskiego W kilka ty-godni później zapadła decyzja władz: miał być wywieziony w głąb Rosji Deotyma fana tycznie przywiązana do ojca postanowiła towarzyszyć mu dobrowolnie i po przełama-niu początkowych trudności otrzymała "wyjątkowe pozwo-lenie towarzyszenia ojcu w drodze" Rok 1863 rozpoczęty pod włoskim niebem kończył się dla Deotymy w Jadrynic w okolicy Kazania "Sprawnik miejscowy stary syberyjski wiarus był lo człowiek szcze-ry który nikomu nie doku czał" Wygnańcy mieli prawo swobodnego poruszania się po miasteczku i mogli wyna jąć "mieszkanie" W prakty ce były to trzy maleńkie iz-debki z jednym ceglanym piecem i okienkami o szyb-kach wielkości "zwykłej ćwiartki listowego papieru" Polaków było w Jadryniu kilku "Zaraz też przypadła wspólna Wilia która się (u nich) odbyła" Deotyma mia-ła podczas niej sposobność spróbowania po raz pierwszy sterleta: "jest to rzeczywiście monarcha ryb lepszy od ło-sosia" Ojciec i córka doda-wali sobie wzajemnie otuchy a dni spędzali na lekturze i przerabianiu młodzieńczych prób Deotymy — a nadto na sporządzaniu modelu jadrjli-skieg- o mieszkania Model ten zdobił później salon Deotymy w Warszawie Władze rosyjskie nie długo dały zagrzać miejsca w Ja dryniu -- Po kuku miesiącach przeniesiono ich — może pod wpływem starań pamfyiny — do Symbirska miasta gii bernialnego które "uczyniło (na nich) odpychające wraże-nie" Jedyną pociechą było lobscrwowanie Tatarów Ka zańskich — Deotyma pod-świadomie gromadzić zaczęła obserwacjo które przydać się jej miały później przy pisaniu "Branek w jasyrze" Po sro-giej ziinie przyszła w lipcu i sierpniu fala "afrykańskich upałów" a z nią klęska poża-rów W końcu sierpnia na skutek podpalenia spłonęło całe miasto a Łuszczewscy znaleźli się w podwójnie cięż-kiej sytuacji: wygnańców i pogorzelców Gdy urządzili się jako tako — przyszedł na-kaz nowych przenosin Tym razem do Czembaru wioski w Penzeńskim gdzie pewną pociechą była dość liczna ko-lonia wygnańców z Litwy Nieustraszona Deotyma w każdym nowym domostwie rozkładała sterty rękopisów i przerabiała pięcioaktowy dramat pt "Wanda" Odczy tywanie go na wieczorach warszawskich wypełnić miało w przyszłości sześć "sean sów guyz był jeszcze i pro-log Starania przyjaciół war szawskich i osamotnionej (a gotowej do wyjazdu do J I J J wreszcie skutek i dwoje wy gnańców powrócić mogło do kraju w połowie 1865 r Jeśli nawet przyjmiemy iż w po-równaniu z niedawnymi prze-życiami setek tysięcy Pola-ków zesłanie Łuszczewskich wyglądało niemal sielankowo o rezultacie owego przymuso-wego pobytu wśród Tatarów i Mordwinów świadczy wy-mownie fakt że Wacław Łu-szczewski zmarł w Warszawie po niespełna dwu latach przeżywszy zaledwie 61 lat a w dwa lata dalsze poszła za nim pani Nina która ciężko przechorowała okres rozłąki i niepokoju o bliskich Deotyma rozpoczęła swoją karierę "wieszczki" od impro-wizacji na tematy neutralne nie zatrącające o wielką tra-gedię narodową W zaborze rosyjskim w latach 1850 nie mogła rzecz prosta pozwolić sobie na swobodę wyrażania uczuć patriotycznych Zdoby-ła się jednak na to otwarcie w Paryżu w czasie pobytu z ojcem w zimie 1860J — gdy poznała Norwida i Jozefa Boh dana Zaleskiego — i w dniu 25 XII 1860 improwizowała na temat "Co sie w Kraju aHBfflHEHBHHI odkurzeniu święci?" na co Norwid za-reagował wierszem "Wczoraj- - l-- ja Na pogrzebie pipćiu po-ległych demonstrowała otwar-cie niosąc symboliczną koro-nę cierniową Przcdpowstaniowe warunki egzystencji nie były napewno zaprawą do roli wygnanki Mimo to Deotyma wyszła z tej ciężkiej próby życiowej o-bro- nna ręką Co więcej pisze w swym pamiętniku iż "czu-jąc że jest ojcu choć troszkę potrzebna widząc że ją ko-chał jeszcze więcej niż daw-niej ubóstwiając go co dzieh mocniej wśród wszystkich trosk i zmartwień była tak bezgranicznie szczęśliwa że nieraz myślała sobie: "Gdyby wieczność mogła być taka!" Wydawca pamiętnika Ju-liusz W Gomulicki sądzi iż daje to do myślenia o stosun-ku Deotymy do matki "Wie-szczka" mogła mieć do niej podświadomy żal o ustawie-nie jej w osobliwej sytuacji życiowej w której było miej-sce na salon a nie liczyło się własne 'jej szczęście i ży-cie osobiste "Salon literacki rodziców zamroził" Deotymę i "uczynił z niej kobietę sa-motną" Śmierć rodziców odczuła głęboko Może najlepiej dała temu wyraz w czterowierszu który warto przypomnieć: "Ból nas osłabia dopóki dźga w miarę Gdy ją przebierze dodaje nam siły Wielkie cierpienia odjęły mi wiafę A jeszcze większe mi ją przy-wróciły" Po kilku latach ciężkiej ża-łoby Deotyma już niemal czterdziestkę licząca wznowi-ła wieczory literackie w mie-szkaniu na rogu Królewskiej i Marszałkowskiej w kamie-nicy należącej do najbliższych jej przyjaciół tEmanueJostwa-Wolffó- w Otoczyła się pamiąt-kami — i co dnia rzucała na cierpliwy papier setki linijek nowych utworów Cieszyły się prawdziwym i fałszywym u-znan- iem i tak były głośne i popularne że w r 1871 obsy-pano ją wspaniałymi darami a w zapełnionym po brzegi Teatrze Wielkim dwukrotnie powtarzano żywe obrazy ilu-strujące "Wandę" Pamiątką ówczesnych suk-cesów był min "pyszny świe-cznik" siedmioramienny "przy którego symbolicznych płomieniach" Deotyma odczy tywała swe utwory przez dal-szych 35 lat W r 1897 odbył sie jeszcze jeden obchód — 45-lec- ie pracy Uświetniła go między innymi kantata w ryt mie poloneza skomponowana przez Zygmunta 'Noskowskie-go W ocenie dorobku życiowe go Deotymy przychodzi nam z pomocą znajomość warun-ków w jakich żyć jej wypa-dło "Salon literacki" nie był najszczęśliwszą formą propa-gowania dobrej literatury za równo ze względu na snobizm jego twórców jak i jakość podawanych w nim utworów W okresie niewoli gdy wła dze carskie uniemożliwiały YWfii i b a cenzura tnrirłtululrłiuttfriulnia usta pisarzy był jednak do-brze pomyślanym surogatem wolnego literackiego forum miejscem spotkań i nieskrę-powanej dyskusji Tam właś-nie dowiadywano się o no-wych utworach emigracyj-nych i przekazywano sobie wiadomości z wolnego świata Już za to jedno wiele daro-wać można niestrudzonej "Wieszczce" i improwizator-c- e Tego nie pochwalał już Mickiewicz A E Koźmian przekazał znamienne jego ' słowa w lej materii: "Tylko niech nie improwizuje" Znany malarz warszawski Józef Simmler przekazał nam wymowną podobiznę Deoty-my z okresu improwizacji — nim jeszcze roztyła się na do-bre W powłóczystej greckiej szacie ze złotą przepaską na gładko rozczesanych włosach namyśla się nad dalszym-ciągie- m uniesień na miły słu chaczom temat Obok klęczą rozanielone wielbicielki zapi-sujące skwapliwie słowa pa dające z ust "Wieszczki" A może zapisywały źle? Nie' sądźmy Deotymy zbyt suró- - iwo! n3rJswobodc organizowania im iłjaimii KKStf UwA Wit&ni P7n lwi m i ji łMTtuW!i%~ m m ? m fi M HjWiSJ v4 "Jai 8rWŁ im jS i toffi ii wW!9wMvHmL4i1 ?h1i PmmIi m mm mmM II fil lilMŚm IV' 'łfJriM lllllll i 11 £$$m mmmm |
Tags
Comments
Post a Comment for 000029b
