000177a |
Previous | 6 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
H
f!
li--!
I' r:
'U
1 ł
j
IVV
%
V
łi --UnX
i f
Wił
STR
HI
6 _
Jerzy Seweryn
Bkałrabmaireasz!m
(COPYRIGHT BY "ZWIĄZKOWIEC")
Irusia zapuchmeta od łez odstawiła swój
Kieliszek — Ja nie — Nie7 — uradowa-ła
się Ewa — no lo mi go pożycz Tylko
czy aby nie zabeczałaś do wóćlki bo ja
cudzego-płacz- u pic nie lubię mam swój
lepszy śmiała sie niedobrze potrząsnę-}- i
głowa i wypiła duszkiem — No te-raz
gotowe Do widzenia Barbarko buzi
H'iec jutro u Kornasiowej' Tak9 Przyjdź
koniecznie F'o co o te parę głupich zło-łyc- h
tyle wrzasku? Rozmów się z nią
może jej kiedyś tą zaliczkę oddasz na
raty Pójdziemy razem ja za adwokata
dicesz? Idę jutro na dziesiąta Poczekam
pa ciebie na rogu Wspólnćj Charaszo?
— Świetnie Tylko nie na Wspólnej
Nie chcę przechodzić obok baru bo Kor-nasio- wa
zobaczy mnie i gotowa sama wy-biec
na ulicę Na rogu Hożej dobrze?
Mokrzyckiemu coś zaświtało i przy-pomniało
się nagle — To ten bar nie
na Pradze? — zapytał zdziwiony — Na
Pradze'' — zdziwiła sie z kolei Twa —
dlaczego na Pi adze? Cale zcie na Mar-szałkowskiej
— Mówiłaś — zwrócił się zaskoczony
do liaibary — ze na Prade
Kwa wylmchnęla śmiechem — Ależ
nablagowala panu jak zwjkle Nic po-dobnego:
na Marszałkowskiej To pan
nie wic ze Barbara to kłamczuch paten-towany
Ach tv ty panieneczko-blagie- -
ieczKo ranie Kocnany pan nic pouej-rzew- a
jaka to mistrjni od Masowania
Jak nas na początku świetnie tumaniła
ze jest panna na wydaniu a potem wyda-ło
się- - ze wdowa i to z bachorem Aha
leraz pani Mokrzycka rumieni się jak
piwonia! Dobrze ci tak szelmo kochana'
Jeszcze jedno kłamstwo jak oliwa Zła-pałaś
się Aha skończyło się twoje wolne
życie teraz cię mąz na czyste wody wy-provąd"i1fCjinna-nip
Mokrzycki? Za ku-dły
I iiaczye wpdy
Zarzuciła śmifjąe się obojgu ręce
na syjc iiawiiowala z nimi razem po-ciągając
ich za sobą do taktu jakiejś
snamalycnic rytmicznej piosenki Wa- -
liacko i donośnie zafurkolalo jakieś ple-klelnot"pas- so
dobloVi i
"A"' nie kłam Uarbarko — a nie
kłam Barbarko — a nie kłam Barbarko
y y'wyy f " y ▼ ' w "+ " -
[j] JózefbMackiewicz
'
prawa jj
"Tu tu-ttitu- "! — zatrąbił zbliżający
się samochód Mat ta obydwie lęce przy-tknęła
do ust zatkając nimi łkanie
ytyzla palce nic czując bólu a łzy po-ciekły
jej przez te palce Paweł prawą
ręką trzymając zonę lewą uchwycił się
poręczy 'krzesła Jak niewinne wydały
mu się w tej chwili te straszące kiedyś
po nocy samochody udy prawdopodo-bieństwo
że miną było tak duże! Bo
ten samochód Krople potu wystąpiły
mu na czoło twarz skurczyła się jak
do płaczu ale był to skuicz największe-go
skupienia Zdawało się seico stanęło
a razem wszystko i tylko jeden samo-chód
jechał Minął
Marta odjęła ręce od ust a jemu
zwolna zaczynało znów bić serce choć
stał wciąż bez ruchu Owszem Paweł
przypomina sobie teraz doskonale te
wszystkie razy gdy wypowiadał się za
ucieczką gdy obiecywał że on przynaj-mniej
nic da się wziąć tak gołymi rę-kami
jak śnięta-ryb- a Naturalnie że tak
mówił Pamięta twarze ludzi do których
to mówił Pamięta twarz Marty w one
czasy jeszcze spokojną z uśmiechem za-ulan- ia
na ustach Jak to łatwo było mó-wić
takie rzeczy! Ach jak łatwo w tych
dobry dh czasach sprzed kilku miesięcy
Sprzed klku dni nawet Wczoraj jesz-cze
Przypomniał sobie że dziś jest so-bota
i należy mu się tygodniówka od
leśniczego Dokąd dokąd uciekać?
Wszystkie drogi zamknięte wszystkie
granice zamknięte — Machnął ręką i
raptownie jak to się zdarza czasem w
życiu jlen jego ruch pozbawiony znacze-nia
wyzwolił sparaliżowaną dotychczas
energię przywrócił mu niespodziewanie
wewnętrzną równowagę Odetchnął prze-szedł
się po pokoju i zaczął prędko ale
spokojnie i dokładnie dysponować u- -
kładaćplan:
"Dziś już pewnie nie przyjdą aż w
nocy albo o świcie On zaraz napoi i na-karmi
konia wymości przygotuje wszy-stko
do odjazdu'-Trzeb- a zabrać wszystek
owies dla konia trochę mąki i siana
Msrta niech przygotuje co ma z zapasów
żywności i niektóre rzeczy Do dużego
kosza Tylko najpotrzebniejsze
ubrania itd Nie zapomnieć łańcucha sie-kiery
bo się może" przydać w drodze
Wszystko trzeba robić bardzo prędko
JŁ—
OD II
I
— bo będzie z tobą zle
Bo maż się nabzdvczl bo mąz
£ię nabzdyczył bo maz sie nabzdjczył
— będzie całkiem zle
Hop hop' — poderwał sie Kowal-czyk
przytupując Schwycił z p!ty pu-sty
rondel Wetknął Andrzejkowi do
raczki łyżkę sam kierując jego raczka
zaczai wybijać grzmiące tempo o dno
rondla zagłuszając łoskot wichru za ok-nem
Andrzejek pokrzykiwał cicho ra-dośnie
Zwariowamm ntmem załamy
wał się co?-Ch- ba nie!
ski kontralt jak dzwon:
" będzie całkiem źle! "
I znów pełną piersią szalone zawrot-ne
piekielne od początku:
" A nie kłam Barbarko a nie kłam
Barbarko — a nie kłam Barbarko — bo
będzie z tobą źle"
Obróciła kilka razy Mokrzyckim i
Barbarą w odurzającym wirze "passo do-bie"
Kowalczyk przyśpieszył rytm prę'
dej prędzej prędzej Pohukiwał i przy-śpiewywał
a Andrzejek wtórował mu
cienkimi okrzykami radości — A nie
kłam Barbarko — a nie kłam Barbarko
Urwała w polowie taktu stanęła jak
wryta i zderzyła Mokrzyckiego Barbarę
ustami — No pocałujcie się i zgoda —
Krótkie spóźnione uderzenie łyżki o dno
rondla zabrzmiało w nagłej ciszy jak
strzał Mokrzycki poczuł na wargach do
tyk zaciśniętych Barbary zamknął wpatrywał się
eby jej chomo klejące
— Koniec zabawy — wolała zdyszana
Ewa — koniec Do widzenia — Czekaj
Ewka czekaj — darł się Kowalczyk —
ja jeszcze po ćwiartkę poskoczę — Nie
dziadziu dosyć! Czas na mnie — na
wiatr! Do widzenia mi dro-dzy
Barbarko buzi a nie kłam! Kę-dzierski
buzi a nic śpij w towarzystwie!
Dziadziu buzi a nie ścinaj z Wiecha!
lieno buzi! Mokrzycki a nie nabzdy-cza- j
się na1 Barbarkę! Cóż ona temu win-na
że kłamczuch czasem z niej jak ma
takiego męa Andrzejku
Chłopiec leżał na wznak na podu-szeezc- e' śmiał się radośnie fikał nóżka-mi
i wymachiwał łyżką Migotliwymi jak
księżyc oczami wpatrywał się w pochy- -
" W m 'V T'y" VW yy-yw- f
--— 3
—
—
i
i
i
i
i
~tc~~r te r"cc~MC II
!
&y
3
Wszystkie autorskie zastrzeiont
Kożuchy
ale nie biegać po nie stwarzać
nastroju popłochu zęby nikt z sąsiadów
nie zauważył"
— A dokąd uciekniemy? — spytała
ciho
— To później to później
— Słuchaj — podeszła wycierając
łzy — ja chciałam ci jeszcze powiedzieć
ze to wszystko co mówiłam przed chwilą
— To później to później Nie za
pomnij wiadra
— A mozeby jeszcze nakarmić zwie
rzęta? Po raz ostatni
65'
— Jeżeli zdążysz Ale to później
to później
Gdy już wszystko było przygotowane
i spakowane Paweł wyprowadził
założył do wozu i rzuciwszy okiem
wymiarkowal miejsce gdzie będzie naj-mniej
widoczny Spojrzał w niebo Słon-ce
zachodziło juz prawie dotykało gór-nej
granicy lasu Zaraz zacznie się mrok
Ach teraz już trzeba bardzo szybko —
myślał 1 nie wytrzymując naprężenia
prawie pobiegł do domu Marta stała
juz ubrana do Weszli do pokoju
po kosz
— Pomóż mi _o trochę podciągnąć
powiedział Paweł nachylając się ujął za
chwyt I właśnie w tej chwili stuknęła
furtka! Usłyszeli jak pies wyskoczył z
budy zatargał łańcuchem głośno uja-dając
— "Za późno"!
Paweł puścił kosz i wyprostował się
bardzo powoli Marta przypadła nie-go
ukrywając twarz na jego piersi coś
szeptała czego me dosłyszał później
chciała go pocałować
Mówił do niej:
— Cccicho ccicho Cccicho moja
— i gładził po włosach
Zbliżały się bardzo szybko czyjeś kro-ki
zdążył jeszcze zdziwić się bo mu się
wydały lekkie i pojedyncze ktoś ujął
za" klamkę ktoś otworzył drzwi
otwierają się z takim znanym skrzypnię-ciem
Na progu stanęła' Weronika
Spojrzała na nich jak przytuleni je-szcze
do siebie rzęsami prze-niosła
wzrok na nieład w mieszkaniu i
pow-iedzIidaąła po was „
] ząbki
wokół
drogi
"ZWIĄZKOWIEC" MAJ (May) Soboti 21 — 1960
Jona nad nim Ewę W różowych dziąseł-kac- h
połyskiwały cztery drobniutkie
— Andrzejku buzi! Głos jej zała-mał
się uklękła przy wózku przytuliła
się do dziecinnej twarzyczki i obsypywa-ła
ją szybkimi cichymi spazmatyczny-mi
pocałunkami Poderwała się krzyk-nęła
w biegu "do widzenia" wjbiegła
Szybkie kroki zadudniły po schodach
Jeszcze zajodłowała na podwórzu i wy-soki
przeraźliwy połamany dźwięk jej
Jcontraltu przeszywając noc wplatał się
I w gwizd wichru i łomot brzęczącego że
lastwa
Zapadła cisza Mokrzycki odduhal z
trudem serce podchodziło mu do gar-dła
Patmł w kat gdzie kłębiły sie po-kraczne
wynaturzone cienie Każdy z
nich był inny każdy różny zlewały się
iazem" goniły nawzajem chybotah i ni-kły
Spojrzał w okno Ciemność i pustka
— Fajna ta Ewa — mruczał Kowal-czyk
do siebie — fajna co? I do tańca
i do różańca Panie nie ma to jak war-szawianka
ze Starówki Powiedz pan —
zwrócił się do Mokrzyckiego — czv jest
na świecie drugie takie miasto które by
krystaliczny-metali€znv-iwbeUtakie-łobiety-m- iało
Droga Donikąd
Może na księżycu to tak Ale na ziemi?
E wątpliwość mnie bierze
Nie odpowiedział nie słuchał Zwilżył
końcem języka wargi Cierpki i słodki
smak obcych ust Waniliowego Barbary
ju? nie było — Tak — mruknął
— tak moja pani
Kędzierski odsunął krzesło zegnał
się osowiały najwidoczniej ociągając się
z wyjściem Irusia milcząca nieobecna
słała łóżko odwracając twarz od światła
Polem rozbierała dzieci Mokrzjcki pa-trzył
w kat unikając widoku Barbary
Słyszał tylko jej cichy głos za swymi ple-cami
gdy żegnała sie w drzwiach z Kę
dzierskim: — "A niech pan uważa na
podwórku na TTwę czy gdzie nie leży
na cegłach po tym krzyku" Gdy Kę-dzierski
wyszedł podniósł oczy i obser
wował ukradkiem Barbarę Podeszła do
warg i wózka Andrzejek nieru- -
oczy nie widzieć spojrzenia w sufit mrużąc się po
Zegnajcie
podwórku
konia
do
¥
które
zamrugała
ochryple:
vt Ru
bez-myślnie
wieki W jednej rączce trzymał tyzkę
diugą przytrzymywał za ucho rondel
— Spatuńki syneńku — powiedziała
szeptem — już późno jak na ciebie Aj-lu- li
dobrze? Aj luli — Postawiła ron-del
na płycie otuliła chłopca kołderką
poprawiła poduszeczkę kołysząc zdła-wionym
szeptem: — Aj luli' syneńku
Oczki zamknij i aj — luli A! — luli
maleńki aj — luli
Chłopiec przymknął powieki Ciem-ny
cień od rzęs opadł na blado-morelow- e
policzki Barbara podeszła do stołu —
No spać już panowie Jutro sprzątnie-my
to wszystko Józiu twoje łóżko już
gotowe
Spojrzał na nią Pocł uchem wyraźnie
XXXIV
Ciężarówka która minęła dom Iawla
była tą samą która zajechała przed za-rząd
sielsowietu 'Enkagebiści zeskoczyli
1 niej z lubością odprężając zasiedziałe
'" " nogi
— Zgasić motor? — zapytał szofer
— Zgaś
Z okna patrzał Andrzej Bożek który
na nich czekał Zza jego pleców wyglą-dała
twarz Drużki Franciszek spod Lasu
miał juz być ale czemuś się spóźniał
Tego ranka Wincenty Rojkiewicz dal
Bożkowi 5 tysięcy rubli tylko wzamian
za uprzedzenie go zawczasu czy znajduje
się na liście osób przeznaczonych do de-portacji
Natomiast obiecał jeszcze 10
tysięcy czyli razem 15 tysięcy rubli je-żeli
go potrafi uratować i skreślić z tej
listy Bożek słuchał propozycji przeli-czył
i wsadził do tylnej kieszeni spodni
Później zastanowił się i obiecując źe
zobaczy co się da zrobić mrugnął jedno
cześnie znacząco dając do zrozumienia
ze następne pieniądze weźmie nie dla
siebie a na ewentualną łapówkę dla Ra-czen- ki
czy kogoś z NKGB Mrugając w
ten sposób wiedział doskonale że prze-kupić
nikogo z nich się nie da że będą
się bali przyjąć a przede wszystkim że
on Bożek będzie się bal i nawet nie
ośmieli się nigdy z takim zamiarem vo
bec nich wystąpić Ale kombinował że
jeżeli istotnie Rojkiewicza nie będzie na
liście uda przed nim że to on go wyra-tował
Tymbardziej że w sprawie na-cjonalizacji
domu istotnie potrafił na-kłonić
po swej myśli komisję do której
wówczas sam należał Naturalnie nie po-równać
tamtej sprawy do tej ale Roj-kiewicz
musiał już nabrać don zaufania
— Dobra! — zakonkludował wresz-cie
i pożegnał się krótko — "Ot żyła'
— myślał idąc szybko do sielsowietut
— "Ma tych pieniędzy jak lodu!"
Rojkiewicz handlarz wytrawny nie
był oczywiście na tyle głupi ażeby nie
przewidywać możliwości tego rodzaju
kombinacji ze strony Bożka ale w obec-nej
sytuacji myślał: "Co można zrobić?
Co można innego zrobić?"
Na liście pierwszego rzutu deporto
wanych nazwiska Rojkiewicza nie było
A więc Bożek gdy po południu po kłótni
z ojcem wyszedł od siebie z domu skie-rował
się wprost do Wincentego Był pod-niecony
możliwością wyłudzenia odeń
tak dużej sumy pieniędzy z drugiej jed-nak
strony obawiał się że postępuje mo-że
zbyt szybko i choć młody tempera-ment
i brak opanowania przynaglały je-go
kroki nie był pewien czy Rojkiewicz
zechce mu uwierzyć że w ciągu kilku
godzin już zdążył cała sprawę załatwić
("I to jaką sprawę!") Ale Rojkiewicz był
człowiekiem doświadczonym w sprawach
tak zwanych delikatnych jak się już z
rana o niej w jiazil Wiedział że wszelkie
-- Ł- ŁV[
odcinał się znak — ślad pocałunku U-śmiechn-ęła
się doń niechętnie i sztucz-nie
_ Och ja mam tego dosyć —
powiedziała raczej do siebie Zamyśliła
się ręce splotła i powiedziała znów ra-czej
do siebie — " bo mąż się nabzdy-czył"
I nasle wybuchnęła krótkim su-chym
histerycznym śmiechem podob-nym
do szlochu Odwróciła się zrobiła
kilka kroków do okna i spojrzała w ciem-ność
I jak gdyby nogi ugięły sie pod
nia osunęła się na krzesło Ręce jej opa-dły
na kolana wbiła wzrok w ziemie
Powiedziała głucho: — Ja mam tego
dość Ja się utopię
Kowalczyk parsknął śmiechem Nie
zwróciła na" to 'uwagi Powtórzyła wpa-trzona
w podłogę suchym gorejącym
wzrokiem: — Ja się utopie
— Hej Baśka — zarechotał Kowal-czyk
— a 'to coś nowego! We Wiśle?
Połykając łzy milcząco skinęła głowa
— A męża z dzieckiem przy piersi
na bruk9 Czy też razem z Andrzejkiem z
pontoniaka skikać zamiarujesz? Basia
Basia smarkata ty moja — ep Wszy-stkim
wam wóda dziś jakoś krzywo po-szła
Ep
Podniosła oczy na śpiącego chłopca
Spojrzała z niezmiernej dali z ciemno-ści
nieogarniętej jak dno posępnej war-szawskiej
nocy W oczach jej zamigotało
przerażenie
— Ed — dudnił Kowalczyk — Oho
czkawunia! Uważaj — ep — panie maj-ster:
— unra panu szkodzić zaczyna ep
Ech piwka — by teraz — ep
Wstała Spojrzała w okno O szyby
uderzyła przelotna ostra zamieć piasku i
śniegu Powiedziała z wysiłkiem:
— Idźcie już spać panowie Gaszę
światło Głowa mnie boli Dość tego już
Gdy Mokrzycki zasypiał — poczuł na-gle
że jest obok — Józiu — szepnęła:
— Co? — otworzył oczy wyrwany z nad-chodzącego
mętnego snu — Józiu Ja
chciałam ci tylko powiedzieć Widzisz:
ja omyliłam się wtedy co do tej Pra-gi
— Hm — mruknął — no dobrze
Możliwe Dobranoc — Dobranoc — sze-pnęła
odsuwając się
(W nocy przyśniła mu się Zuzanna
Szedł w mroku przez gęsty las sosen mio-tanych
wichurą Nagle o krok przed so-bą
zauważył Zuzannę przytuloną do drze-wa
jak cień Milcząco skinęła nań W
icku trzymała małe zawiniątko a gdy
podszedł — rozwinęła je i zobaczył coś
małego niekształtnego pokrytego rudy-mi
planami jak gdyby krwi Nie rozu-miał
co to jest Tajemniczo położyła pa-lec
na ustach i zawinęła to coś z powro-tem
Oczu jej nie widział tylko małą
bliznę na prawym policzku
Chciał spytać ją o Barbarę lecz gar-dło
miał ściśnięte uczuciem wstrętu i
przerażenia Zanim przezwyciężył to 1
już miał wydobyć głos — obudził się
Oczy miał już otwarte a jeszcze widział
I to ze snu: usta Zuzanny i palec na nich)
targi w podobnych wypadkach równie są
nie na miejscu jak przeciwnie nieod-łączne
są one od kupna krowy czy świ-ni
Bez słowa wyszedł tedy do drugiego
pokoju wydobył ze skrytki pieniądze i
wróciwszy wręczył Bożkowi Ten nie li-czył
tym razem Był po prostu zaskoczo-ny
prawie po dziecinnemu ucieszony i
mimo wysiłku nie potrafił pohamować
objawów tego zadowolenia zatracił też
postawę sztucznej powagi i stanowczości
która był przybrał gdy wchodził przed
chwilą Pokręcił się po izbie i zatarł ręce
— Wypić by nam z tobą Wincenty
należało po służbowemu a to i po litrze
Na twoje szczęście Tylko ze szkoda
czasu nie ma! Zaraz robota będzie
— Czy znowu przyjadą? — spytał
Rojkiewicz odwracając twarz i hanunąc
drżenie głosu Wygląd miał dziś szaty
i wymięty jak po niewyspanej nocy
— A jakże! — odparł nieomal wesoło
Bożek 1 prawie nie zniżając głosu pou-fnie
jak swemu zdradził tajemnicę ko-go
mają brać pod wieczór a w pierwszą
kolejkę tego Wiesz podmrugnal —
Uważał iż wiadomość o tym że Pawła
wywiozą należą się Rojkiewiczowi jako
dobra nowina za tyle pieniędzy
Rojkiewicz westchnął
Weronika w tej chwili stała za drzwia
mi i podsłuchiwała z prostej ciekawości
Bożek mówił jeszcze w ciągu kilku mi
nut a gdy wyszedł wreszcie narzuciła
chustkę na ramiona i wymknęła się z
domu
— Wrercia! — zawołał za nią mąż ła-godnie
gdyż od czasu jej powrotu z pu-szczy
z Popiszek starał się być dla
niej dobry — Ty dokąd?
— Ja do Heli Nici pożyczyć
— Patrzaj teraz może lepiej nie
chodź! I po co tobie teraz nici te?
— A cóż to "teraz"? Z ulicy wezmą
mnie czy co? — Poszła
Rojkiewicz postał chwilkę w domu
Zona szła nie śpiesząc w kierunku koope-ratywy
do centrunf osady i znikła z oczu
niebawem Za zakrętem wzięła w prawo
przebiegła opuszczony cudzy ogród prze-lazł- a
przez przełaz z drugiej strony i
zbliżyła się nieppstrzeżnie do sielsowie-tu
właśnie w chwili gdy nadjechała cię-żarówka
Raczenko zarządził aby zaniechano
poprzedniego procederu podjeżdżania
autem od razu pod dom deportowanego
a to dla uniknięcia ewentualnego zbie-gowiska
przy zarządzie wiejskim a na
miejsce udaje się tylko ekipa wyznaczo-na
do przeprowadzenia aresztowania Do-piero
gdy formalności zostaną załatwio-ne
rzeczy spakowane pozostałość spisa-na
podjeżdża ciężarówka i zabiera ludzi
możliwie nie robiąc zbytniego hałasu Do
wieczora już wszyscy we wsi wiedzieli że
tak musi być bo taki jest porządek
Polski Salon Piękności
MARIETTA HAIR STYLIST
2104 Dundas St W LE 2-31-
58
(koło Ronces alles)
Spetiiliiacia — malowani utle-nianie
ondulacja iłp
41-4- 3
OKULIŚCI
OKULISTA
S BROGOWSKI OD
420 Roncesvalles Ave
(blisko Houard Park)
~odzin przjjęć od 10—630 oraz 2a
telefoniczni rn porozumieniem
Tel LE 1-4-
251 — CL 9-80-
29
V
OKULISTKA
J T SZYDŁOWSKA
OD FBOA
Hadanie oczu dobieranie szkieł i do-pasoua- nie "tontjct lenses" — codiennle od 10—7 sobót} łącznie
v Inn eh godzinach za uprzednim
porozumieniem
1063 Bloor St West - LE 2-87-
93 (róc Hau-kick- j 17-- 1
Siła każdej społeczności zależna
jest od stanu jej organizacji
Lunsky
WA 1-3- 924
5P™si!l
W
'"SjSil
LEKARZ DENTYSTA
(drugi dom od Roncenallert Przyjmuje za uprzednim teL
nicznym porozumieniem Ie£fon LE
129 Grenadier R-d-- 0
DR T L
I3IA CHIRURG
Mówi po polsku
514 Dundas St W - TwwJ
DR W W
DENTYSTA
PrzJmujen}mpo pourporzzuemdinenimiu telefonu
80 R-neesv- alles Ave - ittt Tel LE
1P
V
LEKARZ - DENTYSTA
zskawieisaodamoia pprazc}jejnetdóuw dprrakWt)kieick £
Bloor St W Telef WA iii
Wiz} ty za utperlzeefdonniimczn}pmorozumleniYm$ s&
DENTYŚCI
Władysławi
SADAUSKAS
GRANOWSKI
SYDORUK
JIHDRA
Okulista
470 College Si
Oczy badamy okulary dostosowujemy do wszystkich defek-tów
wzroku na nerwowość na ból głowy Mówimy po polsko
Lach Chiropraclic Clinic
Stanisław J Lach DC Wiadysłiw J Llth ' DC
DOKTORZY CHIROPRAKTYKI
prześwietlenia
124 Roneesvalles Ave — Toronto — LE 5-12-
11
Luck Chiropractic Clinic
BRACIA ŁUKOWSCY
DOKTORZY CHIROPRAKTYH
Specjaliści w leczeniu artretyzmu reumatjtmą
imlin liimbaL'0 syjjkj do]fcfcl%(wci muskułót
1 stawów oraz zasilania i normowania całego
organi~iu — A-tta- y prześwietlenia
1848 BLOOR Sł W# TORONTO ONT — TEL RO 9-2-
25
140 CHURCH ST ST CATHARINES
1?
310
TEL MU 4-3-
U1 ip
APTEKA GARDIAN'A
Właściciel Tadeusz Gardian
Najstarsza polska apteka w Toronto
Wykonujemy recepty ze wszystkich krajów
Zamówienia wysyłamy natychmiast
Piszcie telefonujcie lub zgłaszajcie się osobiście
Popierajcie polska aptekę
WYSYŁAMY WSZELKIE LEKARSTWA DO POLSKI
I INNYCH KRAJÓW EUROPY ORAZ DO USSR
297 Roncesvalles Ave„ Tel LE 6-30- 03
TORONTO ONT W
LANDIS PHARMACY
462 Queen Si W Toronto EM 8-21-
29
Nasza apteka to wasz punkt gdzie znajdziecie poradę w zakupie
różnch witamin i lekarstw dla waszego zdrowia Kwalifikowany
aptekarz jest zawsze dla waszych usług w sprawie wysjłek le-karstw
do Europy Lekarstwa najwyższej jakości i świeżości po
cenach najniższych Gwarantujemy dokładną poradę w ""borze
kosmetyków Obsłużmy was w waszjm ojcjstym języku
UWAGAI
"Skórna maść"
Dr
RATUJCIE WASZE ZDROWIE LEKARSTWAMI
ROŚLINNYMI
Misjonarz w Abltlbl uratował tysiące ludzi l ciężkich
chorób przy pomocy prau ciziu y eh lekarstw rośllnnjct
Piszcie z calm ?dufanlem co Wam dolega I polecajcie
nas sunlm 7najomm Ceny iimlarkow&Tie
Adres Les Remedes du Pere Misionire
Box 1360 Amos P Que Canada
21 Eł
M C Skin Oinłmenł uwaim
najnowszego patentu M C uiywa sie do leczenia wbortt
chronicznr oraz wszelkiego rodzaju egzem 1 Uszajow iw '
JL 1_- - A lAmirh rt___ — — hnrntw łak a07TTlA 1IT~J"!
ostrych 1
Dr
5-36-
88
nMl4 nntn1H
spkl skórne które niepokoją 1 męczą luz1 czasem całymi laa--f- tS pują szvbko po uclu po-jżs-zej
maicl "M C Skin Olntment —
73
I przesyłką pocziową 5250
Maść tę wyrabia Mrs M CmlliiskI w-- twiSrnla skór-yc- h ms&l
"M C SKIN OINTMENT"
M C CORNOINTMENT
Mamy również M C maść przeciw odciskom 1 leczeniu brodawek CJJ M C maść skórna 1 M C maść ha odciski są najskuteczniejsze Ji
na znaleźć na rynku kanadjsktm
żądajcie w swoich aptekach w razie nieotrzymania proszę pis" w"
średnio do producenta: ~ucł
M Czulintki J59 Rusholme Rd Toronto Onł Tel LE -- SI P "' -
t ia£ic iutriauunuiema zwracamy piPniąuze pu ijeuiw"
TORONTO INSURANCE SERYICE
F BOMBIER
Najstarsza polska Agencja wszelkich ubezpieczeń
1366 Dundas Sł Weił — TorCJJ
icieiuuy uc z-o- jj — LE mom n iifl NA tydzień
y JVV Tyle potrzeba aby być
dobrze ubranym
Już cza abv kupić wiosenne ubranie
: j- - facon
TORONTO FAMILY CL0THIERS
514 QUEEN ST
ucr1
em 3-5- }:
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, May 21, 1960 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1960-05-21 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000410 |
Description
| Title | 000177a |
| OCR text | H f! li--! I' r: 'U 1 ł j IVV % V łi --UnX i f Wił STR HI 6 _ Jerzy Seweryn Bkałrabmaireasz!m (COPYRIGHT BY "ZWIĄZKOWIEC") Irusia zapuchmeta od łez odstawiła swój Kieliszek — Ja nie — Nie7 — uradowa-ła się Ewa — no lo mi go pożycz Tylko czy aby nie zabeczałaś do wóćlki bo ja cudzego-płacz- u pic nie lubię mam swój lepszy śmiała sie niedobrze potrząsnę-}- i głowa i wypiła duszkiem — No te-raz gotowe Do widzenia Barbarko buzi H'iec jutro u Kornasiowej' Tak9 Przyjdź koniecznie F'o co o te parę głupich zło-łyc- h tyle wrzasku? Rozmów się z nią może jej kiedyś tą zaliczkę oddasz na raty Pójdziemy razem ja za adwokata dicesz? Idę jutro na dziesiąta Poczekam pa ciebie na rogu Wspólnćj Charaszo? — Świetnie Tylko nie na Wspólnej Nie chcę przechodzić obok baru bo Kor-nasio- wa zobaczy mnie i gotowa sama wy-biec na ulicę Na rogu Hożej dobrze? Mokrzyckiemu coś zaświtało i przy-pomniało się nagle — To ten bar nie na Pradze? — zapytał zdziwiony — Na Pradze'' — zdziwiła sie z kolei Twa — dlaczego na Pi adze? Cale zcie na Mar-szałkowskiej — Mówiłaś — zwrócił się zaskoczony do liaibary — ze na Prade Kwa wylmchnęla śmiechem — Ależ nablagowala panu jak zwjkle Nic po-dobnego: na Marszałkowskiej To pan nie wic ze Barbara to kłamczuch paten-towany Ach tv ty panieneczko-blagie- - ieczKo ranie Kocnany pan nic pouej-rzew- a jaka to mistrjni od Masowania Jak nas na początku świetnie tumaniła ze jest panna na wydaniu a potem wyda-ło się- - ze wdowa i to z bachorem Aha leraz pani Mokrzycka rumieni się jak piwonia! Dobrze ci tak szelmo kochana' Jeszcze jedno kłamstwo jak oliwa Zła-pałaś się Aha skończyło się twoje wolne życie teraz cię mąz na czyste wody wy-provąd"i1fCjinna-nip Mokrzycki? Za ku-dły I iiaczye wpdy Zarzuciła śmifjąe się obojgu ręce na syjc iiawiiowala z nimi razem po-ciągając ich za sobą do taktu jakiejś snamalycnic rytmicznej piosenki Wa- - liacko i donośnie zafurkolalo jakieś ple-klelnot"pas- so dobloVi i "A"' nie kłam Uarbarko — a nie kłam Barbarko — a nie kłam Barbarko y y'wyy f " y ▼ ' w "+ " - [j] JózefbMackiewicz ' prawa jj "Tu tu-ttitu- "! — zatrąbił zbliżający się samochód Mat ta obydwie lęce przy-tknęła do ust zatkając nimi łkanie ytyzla palce nic czując bólu a łzy po-ciekły jej przez te palce Paweł prawą ręką trzymając zonę lewą uchwycił się poręczy 'krzesła Jak niewinne wydały mu się w tej chwili te straszące kiedyś po nocy samochody udy prawdopodo-bieństwo że miną było tak duże! Bo ten samochód Krople potu wystąpiły mu na czoło twarz skurczyła się jak do płaczu ale był to skuicz największe-go skupienia Zdawało się seico stanęło a razem wszystko i tylko jeden samo-chód jechał Minął Marta odjęła ręce od ust a jemu zwolna zaczynało znów bić serce choć stał wciąż bez ruchu Owszem Paweł przypomina sobie teraz doskonale te wszystkie razy gdy wypowiadał się za ucieczką gdy obiecywał że on przynaj-mniej nic da się wziąć tak gołymi rę-kami jak śnięta-ryb- a Naturalnie że tak mówił Pamięta twarze ludzi do których to mówił Pamięta twarz Marty w one czasy jeszcze spokojną z uśmiechem za-ulan- ia na ustach Jak to łatwo było mó-wić takie rzeczy! Ach jak łatwo w tych dobry dh czasach sprzed kilku miesięcy Sprzed klku dni nawet Wczoraj jesz-cze Przypomniał sobie że dziś jest so-bota i należy mu się tygodniówka od leśniczego Dokąd dokąd uciekać? Wszystkie drogi zamknięte wszystkie granice zamknięte — Machnął ręką i raptownie jak to się zdarza czasem w życiu jlen jego ruch pozbawiony znacze-nia wyzwolił sparaliżowaną dotychczas energię przywrócił mu niespodziewanie wewnętrzną równowagę Odetchnął prze-szedł się po pokoju i zaczął prędko ale spokojnie i dokładnie dysponować u- - kładaćplan: "Dziś już pewnie nie przyjdą aż w nocy albo o świcie On zaraz napoi i na-karmi konia wymości przygotuje wszy-stko do odjazdu'-Trzeb- a zabrać wszystek owies dla konia trochę mąki i siana Msrta niech przygotuje co ma z zapasów żywności i niektóre rzeczy Do dużego kosza Tylko najpotrzebniejsze ubrania itd Nie zapomnieć łańcucha sie-kiery bo się może" przydać w drodze Wszystko trzeba robić bardzo prędko JŁ— OD II I — bo będzie z tobą zle Bo maż się nabzdvczl bo mąz £ię nabzdyczył bo maz sie nabzdjczył — będzie całkiem zle Hop hop' — poderwał sie Kowal-czyk przytupując Schwycił z p!ty pu-sty rondel Wetknął Andrzejkowi do raczki łyżkę sam kierując jego raczka zaczai wybijać grzmiące tempo o dno rondla zagłuszając łoskot wichru za ok-nem Andrzejek pokrzykiwał cicho ra-dośnie Zwariowamm ntmem załamy wał się co?-Ch- ba nie! ski kontralt jak dzwon: " będzie całkiem źle! " I znów pełną piersią szalone zawrot-ne piekielne od początku: " A nie kłam Barbarko a nie kłam Barbarko — a nie kłam Barbarko — bo będzie z tobą źle" Obróciła kilka razy Mokrzyckim i Barbarą w odurzającym wirze "passo do-bie" Kowalczyk przyśpieszył rytm prę' dej prędzej prędzej Pohukiwał i przy-śpiewywał a Andrzejek wtórował mu cienkimi okrzykami radości — A nie kłam Barbarko — a nie kłam Barbarko Urwała w polowie taktu stanęła jak wryta i zderzyła Mokrzyckiego Barbarę ustami — No pocałujcie się i zgoda — Krótkie spóźnione uderzenie łyżki o dno rondla zabrzmiało w nagłej ciszy jak strzał Mokrzycki poczuł na wargach do tyk zaciśniętych Barbary zamknął wpatrywał się eby jej chomo klejące — Koniec zabawy — wolała zdyszana Ewa — koniec Do widzenia — Czekaj Ewka czekaj — darł się Kowalczyk — ja jeszcze po ćwiartkę poskoczę — Nie dziadziu dosyć! Czas na mnie — na wiatr! Do widzenia mi dro-dzy Barbarko buzi a nie kłam! Kę-dzierski buzi a nic śpij w towarzystwie! Dziadziu buzi a nie ścinaj z Wiecha! lieno buzi! Mokrzycki a nie nabzdy-cza- j się na1 Barbarkę! Cóż ona temu win-na że kłamczuch czasem z niej jak ma takiego męa Andrzejku Chłopiec leżał na wznak na podu-szeezc- e' śmiał się radośnie fikał nóżka-mi i wymachiwał łyżką Migotliwymi jak księżyc oczami wpatrywał się w pochy- - " W m 'V T'y" VW yy-yw- f --— 3 — — i i i i i ~tc~~r te r"cc~MC II ! &y 3 Wszystkie autorskie zastrzeiont Kożuchy ale nie biegać po nie stwarzać nastroju popłochu zęby nikt z sąsiadów nie zauważył" — A dokąd uciekniemy? — spytała ciho — To później to później — Słuchaj — podeszła wycierając łzy — ja chciałam ci jeszcze powiedzieć ze to wszystko co mówiłam przed chwilą — To później to później Nie za pomnij wiadra — A mozeby jeszcze nakarmić zwie rzęta? Po raz ostatni 65' — Jeżeli zdążysz Ale to później to później Gdy już wszystko było przygotowane i spakowane Paweł wyprowadził założył do wozu i rzuciwszy okiem wymiarkowal miejsce gdzie będzie naj-mniej widoczny Spojrzał w niebo Słon-ce zachodziło juz prawie dotykało gór-nej granicy lasu Zaraz zacznie się mrok Ach teraz już trzeba bardzo szybko — myślał 1 nie wytrzymując naprężenia prawie pobiegł do domu Marta stała juz ubrana do Weszli do pokoju po kosz — Pomóż mi _o trochę podciągnąć powiedział Paweł nachylając się ujął za chwyt I właśnie w tej chwili stuknęła furtka! Usłyszeli jak pies wyskoczył z budy zatargał łańcuchem głośno uja-dając — "Za późno"! Paweł puścił kosz i wyprostował się bardzo powoli Marta przypadła nie-go ukrywając twarz na jego piersi coś szeptała czego me dosłyszał później chciała go pocałować Mówił do niej: — Cccicho ccicho Cccicho moja — i gładził po włosach Zbliżały się bardzo szybko czyjeś kro-ki zdążył jeszcze zdziwić się bo mu się wydały lekkie i pojedyncze ktoś ujął za" klamkę ktoś otworzył drzwi otwierają się z takim znanym skrzypnię-ciem Na progu stanęła' Weronika Spojrzała na nich jak przytuleni je-szcze do siebie rzęsami prze-niosła wzrok na nieład w mieszkaniu i pow-iedzIidaąła po was „ ] ząbki wokół drogi "ZWIĄZKOWIEC" MAJ (May) Soboti 21 — 1960 Jona nad nim Ewę W różowych dziąseł-kac- h połyskiwały cztery drobniutkie — Andrzejku buzi! Głos jej zała-mał się uklękła przy wózku przytuliła się do dziecinnej twarzyczki i obsypywa-ła ją szybkimi cichymi spazmatyczny-mi pocałunkami Poderwała się krzyk-nęła w biegu "do widzenia" wjbiegła Szybkie kroki zadudniły po schodach Jeszcze zajodłowała na podwórzu i wy-soki przeraźliwy połamany dźwięk jej Jcontraltu przeszywając noc wplatał się I w gwizd wichru i łomot brzęczącego że lastwa Zapadła cisza Mokrzycki odduhal z trudem serce podchodziło mu do gar-dła Patmł w kat gdzie kłębiły sie po-kraczne wynaturzone cienie Każdy z nich był inny każdy różny zlewały się iazem" goniły nawzajem chybotah i ni-kły Spojrzał w okno Ciemność i pustka — Fajna ta Ewa — mruczał Kowal-czyk do siebie — fajna co? I do tańca i do różańca Panie nie ma to jak war-szawianka ze Starówki Powiedz pan — zwrócił się do Mokrzyckiego — czv jest na świecie drugie takie miasto które by krystaliczny-metali€znv-iwbeUtakie-łobiety-m- iało Droga Donikąd Może na księżycu to tak Ale na ziemi? E wątpliwość mnie bierze Nie odpowiedział nie słuchał Zwilżył końcem języka wargi Cierpki i słodki smak obcych ust Waniliowego Barbary ju? nie było — Tak — mruknął — tak moja pani Kędzierski odsunął krzesło zegnał się osowiały najwidoczniej ociągając się z wyjściem Irusia milcząca nieobecna słała łóżko odwracając twarz od światła Polem rozbierała dzieci Mokrzjcki pa-trzył w kat unikając widoku Barbary Słyszał tylko jej cichy głos za swymi ple-cami gdy żegnała sie w drzwiach z Kę dzierskim: — "A niech pan uważa na podwórku na TTwę czy gdzie nie leży na cegłach po tym krzyku" Gdy Kę-dzierski wyszedł podniósł oczy i obser wował ukradkiem Barbarę Podeszła do warg i wózka Andrzejek nieru- - oczy nie widzieć spojrzenia w sufit mrużąc się po Zegnajcie podwórku konia do ¥ które zamrugała ochryple: vt Ru bez-myślnie wieki W jednej rączce trzymał tyzkę diugą przytrzymywał za ucho rondel — Spatuńki syneńku — powiedziała szeptem — już późno jak na ciebie Aj-lu- li dobrze? Aj luli — Postawiła ron-del na płycie otuliła chłopca kołderką poprawiła poduszeczkę kołysząc zdła-wionym szeptem: — Aj luli' syneńku Oczki zamknij i aj — luli A! — luli maleńki aj — luli Chłopiec przymknął powieki Ciem-ny cień od rzęs opadł na blado-morelow- e policzki Barbara podeszła do stołu — No spać już panowie Jutro sprzątnie-my to wszystko Józiu twoje łóżko już gotowe Spojrzał na nią Pocł uchem wyraźnie XXXIV Ciężarówka która minęła dom Iawla była tą samą która zajechała przed za-rząd sielsowietu 'Enkagebiści zeskoczyli 1 niej z lubością odprężając zasiedziałe '" " nogi — Zgasić motor? — zapytał szofer — Zgaś Z okna patrzał Andrzej Bożek który na nich czekał Zza jego pleców wyglą-dała twarz Drużki Franciszek spod Lasu miał juz być ale czemuś się spóźniał Tego ranka Wincenty Rojkiewicz dal Bożkowi 5 tysięcy rubli tylko wzamian za uprzedzenie go zawczasu czy znajduje się na liście osób przeznaczonych do de-portacji Natomiast obiecał jeszcze 10 tysięcy czyli razem 15 tysięcy rubli je-żeli go potrafi uratować i skreślić z tej listy Bożek słuchał propozycji przeli-czył i wsadził do tylnej kieszeni spodni Później zastanowił się i obiecując źe zobaczy co się da zrobić mrugnął jedno cześnie znacząco dając do zrozumienia ze następne pieniądze weźmie nie dla siebie a na ewentualną łapówkę dla Ra-czen- ki czy kogoś z NKGB Mrugając w ten sposób wiedział doskonale że prze-kupić nikogo z nich się nie da że będą się bali przyjąć a przede wszystkim że on Bożek będzie się bal i nawet nie ośmieli się nigdy z takim zamiarem vo bec nich wystąpić Ale kombinował że jeżeli istotnie Rojkiewicza nie będzie na liście uda przed nim że to on go wyra-tował Tymbardziej że w sprawie na-cjonalizacji domu istotnie potrafił na-kłonić po swej myśli komisję do której wówczas sam należał Naturalnie nie po-równać tamtej sprawy do tej ale Roj-kiewicz musiał już nabrać don zaufania — Dobra! — zakonkludował wresz-cie i pożegnał się krótko — "Ot żyła' — myślał idąc szybko do sielsowietut — "Ma tych pieniędzy jak lodu!" Rojkiewicz handlarz wytrawny nie był oczywiście na tyle głupi ażeby nie przewidywać możliwości tego rodzaju kombinacji ze strony Bożka ale w obec-nej sytuacji myślał: "Co można zrobić? Co można innego zrobić?" Na liście pierwszego rzutu deporto wanych nazwiska Rojkiewicza nie było A więc Bożek gdy po południu po kłótni z ojcem wyszedł od siebie z domu skie-rował się wprost do Wincentego Był pod-niecony możliwością wyłudzenia odeń tak dużej sumy pieniędzy z drugiej jed-nak strony obawiał się że postępuje mo-że zbyt szybko i choć młody tempera-ment i brak opanowania przynaglały je-go kroki nie był pewien czy Rojkiewicz zechce mu uwierzyć że w ciągu kilku godzin już zdążył cała sprawę załatwić ("I to jaką sprawę!") Ale Rojkiewicz był człowiekiem doświadczonym w sprawach tak zwanych delikatnych jak się już z rana o niej w jiazil Wiedział że wszelkie -- Ł- ŁV[ odcinał się znak — ślad pocałunku U-śmiechn-ęła się doń niechętnie i sztucz-nie _ Och ja mam tego dosyć — powiedziała raczej do siebie Zamyśliła się ręce splotła i powiedziała znów ra-czej do siebie — " bo mąż się nabzdy-czył" I nasle wybuchnęła krótkim su-chym histerycznym śmiechem podob-nym do szlochu Odwróciła się zrobiła kilka kroków do okna i spojrzała w ciem-ność I jak gdyby nogi ugięły sie pod nia osunęła się na krzesło Ręce jej opa-dły na kolana wbiła wzrok w ziemie Powiedziała głucho: — Ja mam tego dość Ja się utopię Kowalczyk parsknął śmiechem Nie zwróciła na" to 'uwagi Powtórzyła wpa-trzona w podłogę suchym gorejącym wzrokiem: — Ja się utopie — Hej Baśka — zarechotał Kowal-czyk — a 'to coś nowego! We Wiśle? Połykając łzy milcząco skinęła głowa — A męża z dzieckiem przy piersi na bruk9 Czy też razem z Andrzejkiem z pontoniaka skikać zamiarujesz? Basia Basia smarkata ty moja — ep Wszy-stkim wam wóda dziś jakoś krzywo po-szła Ep Podniosła oczy na śpiącego chłopca Spojrzała z niezmiernej dali z ciemno-ści nieogarniętej jak dno posępnej war-szawskiej nocy W oczach jej zamigotało przerażenie — Ed — dudnił Kowalczyk — Oho czkawunia! Uważaj — ep — panie maj-ster: — unra panu szkodzić zaczyna ep Ech piwka — by teraz — ep Wstała Spojrzała w okno O szyby uderzyła przelotna ostra zamieć piasku i śniegu Powiedziała z wysiłkiem: — Idźcie już spać panowie Gaszę światło Głowa mnie boli Dość tego już Gdy Mokrzycki zasypiał — poczuł na-gle że jest obok — Józiu — szepnęła: — Co? — otworzył oczy wyrwany z nad-chodzącego mętnego snu — Józiu Ja chciałam ci tylko powiedzieć Widzisz: ja omyliłam się wtedy co do tej Pra-gi — Hm — mruknął — no dobrze Możliwe Dobranoc — Dobranoc — sze-pnęła odsuwając się (W nocy przyśniła mu się Zuzanna Szedł w mroku przez gęsty las sosen mio-tanych wichurą Nagle o krok przed so-bą zauważył Zuzannę przytuloną do drze-wa jak cień Milcząco skinęła nań W icku trzymała małe zawiniątko a gdy podszedł — rozwinęła je i zobaczył coś małego niekształtnego pokrytego rudy-mi planami jak gdyby krwi Nie rozu-miał co to jest Tajemniczo położyła pa-lec na ustach i zawinęła to coś z powro-tem Oczu jej nie widział tylko małą bliznę na prawym policzku Chciał spytać ją o Barbarę lecz gar-dło miał ściśnięte uczuciem wstrętu i przerażenia Zanim przezwyciężył to 1 już miał wydobyć głos — obudził się Oczy miał już otwarte a jeszcze widział I to ze snu: usta Zuzanny i palec na nich) targi w podobnych wypadkach równie są nie na miejscu jak przeciwnie nieod-łączne są one od kupna krowy czy świ-ni Bez słowa wyszedł tedy do drugiego pokoju wydobył ze skrytki pieniądze i wróciwszy wręczył Bożkowi Ten nie li-czył tym razem Był po prostu zaskoczo-ny prawie po dziecinnemu ucieszony i mimo wysiłku nie potrafił pohamować objawów tego zadowolenia zatracił też postawę sztucznej powagi i stanowczości która był przybrał gdy wchodził przed chwilą Pokręcił się po izbie i zatarł ręce — Wypić by nam z tobą Wincenty należało po służbowemu a to i po litrze Na twoje szczęście Tylko ze szkoda czasu nie ma! Zaraz robota będzie — Czy znowu przyjadą? — spytał Rojkiewicz odwracając twarz i hanunąc drżenie głosu Wygląd miał dziś szaty i wymięty jak po niewyspanej nocy — A jakże! — odparł nieomal wesoło Bożek 1 prawie nie zniżając głosu pou-fnie jak swemu zdradził tajemnicę ko-go mają brać pod wieczór a w pierwszą kolejkę tego Wiesz podmrugnal — Uważał iż wiadomość o tym że Pawła wywiozą należą się Rojkiewiczowi jako dobra nowina za tyle pieniędzy Rojkiewicz westchnął Weronika w tej chwili stała za drzwia mi i podsłuchiwała z prostej ciekawości Bożek mówił jeszcze w ciągu kilku mi nut a gdy wyszedł wreszcie narzuciła chustkę na ramiona i wymknęła się z domu — Wrercia! — zawołał za nią mąż ła-godnie gdyż od czasu jej powrotu z pu-szczy z Popiszek starał się być dla niej dobry — Ty dokąd? — Ja do Heli Nici pożyczyć — Patrzaj teraz może lepiej nie chodź! I po co tobie teraz nici te? — A cóż to "teraz"? Z ulicy wezmą mnie czy co? — Poszła Rojkiewicz postał chwilkę w domu Zona szła nie śpiesząc w kierunku koope-ratywy do centrunf osady i znikła z oczu niebawem Za zakrętem wzięła w prawo przebiegła opuszczony cudzy ogród prze-lazł- a przez przełaz z drugiej strony i zbliżyła się nieppstrzeżnie do sielsowie-tu właśnie w chwili gdy nadjechała cię-żarówka Raczenko zarządził aby zaniechano poprzedniego procederu podjeżdżania autem od razu pod dom deportowanego a to dla uniknięcia ewentualnego zbie-gowiska przy zarządzie wiejskim a na miejsce udaje się tylko ekipa wyznaczo-na do przeprowadzenia aresztowania Do-piero gdy formalności zostaną załatwio-ne rzeczy spakowane pozostałość spisa-na podjeżdża ciężarówka i zabiera ludzi możliwie nie robiąc zbytniego hałasu Do wieczora już wszyscy we wsi wiedzieli że tak musi być bo taki jest porządek Polski Salon Piękności MARIETTA HAIR STYLIST 2104 Dundas St W LE 2-31- 58 (koło Ronces alles) Spetiiliiacia — malowani utle-nianie ondulacja iłp 41-4- 3 OKULIŚCI OKULISTA S BROGOWSKI OD 420 Roncesvalles Ave (blisko Houard Park) ~odzin przjjęć od 10—630 oraz 2a telefoniczni rn porozumieniem Tel LE 1-4- 251 — CL 9-80- 29 V OKULISTKA J T SZYDŁOWSKA OD FBOA Hadanie oczu dobieranie szkieł i do-pasoua- nie "tontjct lenses" — codiennle od 10—7 sobót} łącznie v Inn eh godzinach za uprzednim porozumieniem 1063 Bloor St West - LE 2-87- 93 (róc Hau-kick- j 17-- 1 Siła każdej społeczności zależna jest od stanu jej organizacji Lunsky WA 1-3- 924 5P™si!l W '"SjSil LEKARZ DENTYSTA (drugi dom od Roncenallert Przyjmuje za uprzednim teL nicznym porozumieniem Ie£fon LE 129 Grenadier R-d-- 0 DR T L I3IA CHIRURG Mówi po polsku 514 Dundas St W - TwwJ DR W W DENTYSTA PrzJmujen}mpo pourporzzuemdinenimiu telefonu 80 R-neesv- alles Ave - ittt Tel LE 1P V LEKARZ - DENTYSTA zskawieisaodamoia pprazc}jejnetdóuw dprrakWt)kieick £ Bloor St W Telef WA iii Wiz} ty za utperlzeefdonniimczn}pmorozumleniYm$ s& DENTYŚCI Władysławi SADAUSKAS GRANOWSKI SYDORUK JIHDRA Okulista 470 College Si Oczy badamy okulary dostosowujemy do wszystkich defek-tów wzroku na nerwowość na ból głowy Mówimy po polsko Lach Chiropraclic Clinic Stanisław J Lach DC Wiadysłiw J Llth ' DC DOKTORZY CHIROPRAKTYKI prześwietlenia 124 Roneesvalles Ave — Toronto — LE 5-12- 11 Luck Chiropractic Clinic BRACIA ŁUKOWSCY DOKTORZY CHIROPRAKTYH Specjaliści w leczeniu artretyzmu reumatjtmą imlin liimbaL'0 syjjkj do]fcfcl%(wci muskułót 1 stawów oraz zasilania i normowania całego organi~iu — A-tta- y prześwietlenia 1848 BLOOR Sł W# TORONTO ONT — TEL RO 9-2- 25 140 CHURCH ST ST CATHARINES 1? 310 TEL MU 4-3- U1 ip APTEKA GARDIAN'A Właściciel Tadeusz Gardian Najstarsza polska apteka w Toronto Wykonujemy recepty ze wszystkich krajów Zamówienia wysyłamy natychmiast Piszcie telefonujcie lub zgłaszajcie się osobiście Popierajcie polska aptekę WYSYŁAMY WSZELKIE LEKARSTWA DO POLSKI I INNYCH KRAJÓW EUROPY ORAZ DO USSR 297 Roncesvalles Ave„ Tel LE 6-30- 03 TORONTO ONT W LANDIS PHARMACY 462 Queen Si W Toronto EM 8-21- 29 Nasza apteka to wasz punkt gdzie znajdziecie poradę w zakupie różnch witamin i lekarstw dla waszego zdrowia Kwalifikowany aptekarz jest zawsze dla waszych usług w sprawie wysjłek le-karstw do Europy Lekarstwa najwyższej jakości i świeżości po cenach najniższych Gwarantujemy dokładną poradę w ""borze kosmetyków Obsłużmy was w waszjm ojcjstym języku UWAGAI "Skórna maść" Dr RATUJCIE WASZE ZDROWIE LEKARSTWAMI ROŚLINNYMI Misjonarz w Abltlbl uratował tysiące ludzi l ciężkich chorób przy pomocy prau ciziu y eh lekarstw rośllnnjct Piszcie z calm ?dufanlem co Wam dolega I polecajcie nas sunlm 7najomm Ceny iimlarkow&Tie Adres Les Remedes du Pere Misionire Box 1360 Amos P Que Canada 21 Eł M C Skin Oinłmenł uwaim najnowszego patentu M C uiywa sie do leczenia wbortt chronicznr oraz wszelkiego rodzaju egzem 1 Uszajow iw ' JL 1_- - A lAmirh rt___ — — hnrntw łak a07TTlA 1IT~J"! ostrych 1 Dr 5-36- 88 nMl4 nntn1H spkl skórne które niepokoją 1 męczą luz1 czasem całymi laa--f- tS pują szvbko po uclu po-jżs-zej maicl "M C Skin Olntment — 73 I przesyłką pocziową 5250 Maść tę wyrabia Mrs M CmlliiskI w-- twiSrnla skór-yc- h ms&l "M C SKIN OINTMENT" M C CORNOINTMENT Mamy również M C maść przeciw odciskom 1 leczeniu brodawek CJJ M C maść skórna 1 M C maść ha odciski są najskuteczniejsze Ji na znaleźć na rynku kanadjsktm żądajcie w swoich aptekach w razie nieotrzymania proszę pis" w" średnio do producenta: ~ucł M Czulintki J59 Rusholme Rd Toronto Onł Tel LE -- SI P "' - t ia£ic iutriauunuiema zwracamy piPniąuze pu ijeuiw" TORONTO INSURANCE SERYICE F BOMBIER Najstarsza polska Agencja wszelkich ubezpieczeń 1366 Dundas Sł Weił — TorCJJ icieiuuy uc z-o- jj — LE mom n iifl NA tydzień y JVV Tyle potrzeba aby być dobrze ubranym Już cza abv kupić wiosenne ubranie : j- - facon TORONTO FAMILY CL0THIERS 514 QUEEN ST ucr1 em 3-5- }: |
Tags
Comments
Post a Comment for 000177a
