000386b |
Previous | 7 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
' "w'mwMmmImM HmMl4 'S?l
t-J- łPB
i i ? "ZWIĄZKOWIEC" LISTOPAD (NoyemtsO Sefcsła S — 19 STR 7
jerzy Giżycki
NA POŁUDNIE OD PIEKŁA
Opowieść i kraju na południe od tego pieklą na ziemi Sahary
in nVipknuil
pL-n- a "npckę podczas jego cho- -
Łioic Mnze bly one gorętsze niz
Łj on sobc sprawę
Uoeeo wieczora gdy przyszła ona
L+c mzednocne przygotowania
Inione przez pomagającą jej czarna
Ł -- iip — Ken powioLii uiuw uu ie- -
fcnśtu wdzięczności Jak mu się po--
ze 10 wrasnie ona się mm
ftlala To mu S'C wymknęło bez
_ „nrt vt rnnv
Cil z J1- -" --'""
io i za
blonnica mc zapiunm
j ]ern dcach ten nagły rumieniec
Li trnczna jakby zakonnicę v
L"dŁCune która pochyliła się
m poprawiając przybywające go
fcieradlo
'Mucił Jej reKę i przycisnął ją ao
_ SI (11 #ifłllTAP!ln etn C7ihkn
ŁOTa Md mim ifivw ~v Mj
joaia mc u ui " -- "" "-"- v
:rnie a ramiona jej argaty ickko
naane łkaniem w chwilę potem
se za na zamknęły
PO DCZiCIIMfJ jl a iw wu-- t [jwiiit!
pnjch sobie wyrzutów Ken posty
hkmPK-"'- - uinitiajavjiii oic uuni
iik!vm świetle przenikającym przez
słomiane stoi v dostrzegł on biała
ać zbliżająca się ku niemu Coś by
le w porządku Ten chód masyw- -
Iza postać To była czterdziestokil- -
itnia siostra Kornelia w morej towa- -
gnie siostra Matylda przybyła z
W „ Dzień dobry Monsieur czy dobrze
spał? Odtąd ja będę się panem
iłowała" Głos był łagodny bezoso- -
"Siostra Matylda musiała udać
Bamako do naszej tamtejszej mi- -
jWyjechała wcześnie nie mogła się
1 panem pożegnać Prosiła mnie
to uczyniła za nią No i życzyła pa- -
lowrotu do zdrowia"
po lekkiej pauzie: "Będzie musiała
stać tam jakiś czas Mówiła nawet
iC jest wykluczone że będzie przy- -
na do tamtej misji na stałe lub
ajmniej na rok lub dwa"
dy Ken wvszedł z wielkiego czółna
abrzeze przy jego plantacji wciąż
fcc był dosc słabv 1 szedł nionewnie
X)CaC=H) o — ()
Maria Rodziewiczówna
)=zbZ3-- n
Oho u Blada to iakbv ta borsu- -
lama wasza była — rzekł Aleksan- -
rozglądając się
O=0=)=()'
Bo tak 1 jest Często tu nocuję
jestem o panienkę niesnokoiny
i}n paniczu to rjodła iaskinia nan
to łotr a sluzba same snippi 1 zło
e Wiecem się tu rozlokował bo ci- -
1 Bezpiecznie Ludzie boją się lej
rj bo tu coś straszy podobno
Mnie nora ta czarna okopcona
''Clua ze człowiek mógł się wygód- -
ronrcscie riPłna hv):i liśri i cłnmr
Jfcla ludzkie legowisko
-- wecie tu paniczu spać bezpie- -
I 0'iWnr zaslawin a rflv"iac horlin
m po was
Dobize starv
'"da wsunął się w norę wyciągnął
!n dziwacznym posianiu Strażnik
1 P burką nozesnał i znikł Ciem- -
"znaimiła ze zasunął wfiirio
["stanieć przez chwilę pomyślał
r"u'iidi Wsnnmninniom i'vnarlL-- t P wkrótce zmęczenie nnnmnialo pe prawa i twardy dolinki ser
r5CI przerwał mu marzenia
IWłdzicn cły bez przerwy sądząc
n""-"i- a nudził go głos Władki
fTłal SIC ZflphńH cinńnl nclnfnio
ffnj-onyc-h
°gni oblał świat Dziew'
ił 3b'uidtelkoęookwinsachodkóawwał trczhylmebaając'i
op ]Pj leżał pęk odzienia I
al "TU hln ho-- J„ UJ-1- A „„„
Ma gdy się wysunął do niej —
nogbm inaczej Wszak pan mó- -
-- Partia gwałtownie potrzebuje a- -
a' Pani
Juz wiem grLtie ją złożono dla
dz'e' Zaręczam że na drugim
powiatu
Estety lal W rv„::_:
rA "" " wsiymiiu u pana
a desneraflrn „ „„
S03' 'Ip natychmiast SmiTln i r J
VJn- - 7 twarz wtaaKi 1 aoaar
-- och"b robić-
- to niefortunne
DĆ-l6- ' Pogramy się go prze- -
Tu lc V1" za wiadomość
tt 'rj!°ch b?dzie jeśli pan stam- -
:0ie iicnid z cicna jaKDy
r Wrrro _ _
&iesr _1- - )es się za mnie mo' ""aii w7ruszony —
27
torbarwzAyndezgceooniagdoursrdznoeias"biełmbiaeomgar"oiPntaiocłwUirdóątucczmukucairendmoo- mowi Właśnie marnotrawnego ' To bto właściwe okieslenie Rozrzucającego "po
głupiemu bogactwa miłości w niewłaści-dwoymchiarkiewrsuznjkstakcihego—
-SteslliaostrKaurMu alaldnaa' TZoakopnrnzieccah!odziło juz wszelkie granice
A jednak przez chwilę nic w dawa-ło
się to niemożliwym
Ken zacisnął piękie w rnsnacm dguonluiebdwoioimenuy skZnaairkanabijmąincjsmizewdłauljiNśzckaitęaa pnZoidborlsięążccazłnjaempoc
Turkawka mieszkająca na osrommm
baobabie przed domem jak zwkle ma- szerowała tam 1 z powrotem jak saIc!
wach szukając okruszn które Konjcj
zwjkle rzucał
"Zakichan k-om- itet recepcjn'" — warknął Ken Pamiętał jak b'ł niegdyś
wdzięczny temu ładnemu ptakowi za ro- zwianie atmosfery pustki prawie ze śmierci która podziałała na niego tak
przygnębiająco gdy podchodził do te-go
domu po laz pierwszy Gdv przbł
pełen nadziei planów i iluzji
Teraz nastrój był inny A wspomnie-nie
tych nieurzeczywistnionych marzeń
wprawiły Kena we wściekłość Odwra-cając
się szybko wyrwał on karabin 7 rak oszołomionego Naty i rzucając go
do ramienia nacisnął cyngiel
Odgłos strzału zabrzmiał niezwykle
głośno odbity od ściany domu Wielka
kula przebiła ptaka a jednak z tą nie-słychana
żywotnością cechującą wszyst-kie
afrykańskie żywe stworzenia — tize-potał- a
ona na -- akrwawionym piasku
trzepotała
"Nata' Dobij tego przeklętego pta-ka!"
krzyknął Ken a w głosie jego była
nuta histerii
Wzruszając krytycznie ramionami
Nata podszedł do podrygującej masy
krwawych piór i pochylił się nad nia
Rozległ się cichy trzask łamanych kości
szyji poczem nieruchome wreszcie
zwłoki "komitetu recepcyjnego" zata-czając
wysoki łuk w powietrzu spadły
poza najbliższy rząd sizalu
"To był parszywy gest Ken'" rozległ
się głos z werandy Fernand stał tam u
O 1 fc A A
()=()=o=ri
Pożary i Zgliszcza
20
0=()=0=0=0=()=()
A teraz zegnajcie czas leci a do obozu
daleko
— Jeszcze chwilę — prosiła — po-silcie
się 1 przebierzcie przed tą drogą
Makarewicz dotąd nie wrócił zaczekać
należy na wieści z miasteczka To wazne
a przy tym gdym tu szła wrócił pan
Czaplic Mozę 1 on słyszał coś nowego
Muszę wracać Jczch się dowiem czego
lo piyjdę laz jeszcze jeżeli flic będc
za godzinę to znak ze chwilowo spo
kojnie
— C pani mówiła panu Czaplicowi
o mnie? — zagadnął niespokojnie
— Ani słowa Mnie się zdaje c pan
go się boi
— Bać sic'' Ja' Pana Czaplica9 Nic
pani nie wiem co to bojażn ale mc
wierze 1 nic umiem wypowiedzieć co
za wściekłość mnie ogarnia gdy pomyślę
ie pani yie pod jednym dachem z tym
człowiekiem
Popatrzyła mu badawczo w oczy za-sępiła
sic 1 nobladla Chciała coś powie-dzieć
ale zagnzła wargi podała mu
spiesznie rękę skinęła główką
— Niech pana Bog strzeże i prowa
Izi Co d7ien się modlę za was od bar
Izo diwna Obsscie wrócili szczęśliwie
Głos przebrzmiał krok dzieweczki
ucichł znikła jak widziado
Aleksander z westchnieniem wióci1
do nory nosilił sie przebrał w czyst
bieliznę 1 odzież potem położył sic zno
wu 1 czekał nalać krotką fajeczkę Ze-garka
nie posiadał prz sobie czasu po
rachować me mógł Mrok tymczasem za
padał zupełnie Dcf kryjówki powstańca
żaden dźwięk i ruch nie dochodził robi-ło
się coraz ciemniej
Nagle w tej ciszy bystry słucb mlo
dego człowieka rozróżnił krok ludzki
bardzo lekki bardzo ostrożny łecz co
raz bliższy Mógł to być Makarewicz lecz
Swida przezornie czekał co dalej będzie
Człowiek ów szedł taz droga która i or
sam przybył Zaskrzypiały jedne drzwi
zajęczała podłoga oranżerii potem je
den po drugim stopnie schodów ugina
ly się nad głowa powstańca I zapano
wała znowu cisza
Nie był to wiec Makarewicz Ktoi za
tern? Czy podobny jemu zbieg szukają-cy
samotnego legowiska czv duch poku
tującv o którym opowiadał strażnik czv
tez cały ten ruch był tylko złudzeniem''
Wszystko ucichło do uszu świdy docho-dził
tylko monotonny szum drzew ogro
szczytu schodów a twarz jego zwykle
uśmiechnięta była surowa
Przez chwilę panowała cisza Ken
stał z głową podniesioną z twaiza skie-rowana
ku pmjacielowi ponad nim z
laznogcrami wbitymi w dłonie
Potem powiedział głucho "IFallo
Fernand' Dzięki za nrziacielskie do- -
zdrowienie ' Wszedł na schody z wi-docznym
trudem Masson poruszł sie
lak gdyby chciał mu pomoc oparł się
jednak 'o słup
Uścisnęli sobie ręce 1 Ken powie-dział
"Cieszę się ze przejeżdżałeś nie-daleko
właśnie gdy powracałem z Sa-madu- gu
Wejdźmy 1 napijmy się czegoś
Nie wiem jak ty ale ja potrzebuję cze-goś
mocniejszego niz woda "
Masson nic odpowiedział Był zasko-czony
w chudła twarzą przyjaciela Za-ledwie
usiedli gdv Nata ktorv wsed-- l
był szybko do domu przez tlne drzwi
zjawił się z tacą pełna butelek 1 szkla-nek
Podając rzucał badawcze spojrze-n- a
na nowoprzybyłego
Fernand uśmiechnął sic ku niemu
"Hallo Nata'"
Na szerokiej czarnej tjrz odma
lowalo sie zdziw lene "Dzień dobiy pa-nie
skąd t znasz moje imię""
"Pan Williams pisał o tobie Wiem
od niego ze byles mu dobrym przyja-cielem
"'
Przez twarz Naty przewinął się szyb
ko opanowam uśmiech zadowolenia
Potem powiedział ze swym zwykłym opa-nowaniem
"Ja—boy Mossie Mason — przyja-ciel
Dobiv pi z jacie] Dobrze ze przy-jechałeś
Moj pan potrzebuje pizyja-cicl- a
białego przyjaciela" Wyszedł z
pokoju
Masson zaśmiał się "Ja wiedziałem
0 nim on wiedział o mnie Widocznie
cos mu mówiłeś o mnie Oczywiście —
każdy temat do rozmowy jest dobry na
samotnej plantacji " Potem poważnie-jąc:
"Nie przejeżdżałem niedaleko jak
to ująłeś przed chwila Przyjechałem
bo błem niespokojny o ciebie Ken
Kombinacja malarii 1 udaru słoneczne-go
nie jest czymś błahym Ale ty jesteś
twardy Teraz się prędko poprawisz"
W glosie jego bło charakteiystycz-n- e
dla niego ciepło Ken się odprężył
Ogarnęło go uczucie wdzięczności
"Skąd wiedziałeś ze byłem chory7
1 czy mam rozumieć ze odbyłeś tę dłu-ga
podróż z wybrzeża bv mi powiedzieć
hallo""
"No — nie zupełnie Dobra siostra
Kornelia telegrafowała mi o twojej cho-robie
1 depesza jej została mi przesłana
na moją nową placówkę Chciałem ci
zrobić niespodziankę więc nie pisałem
ze mam być przeniesiony na moje za-danie
do Sonzan zaledwie jakieś sto
dwadzieścia mil stąd"
du Leżał bez ruchu starając się pi ze
drzeć okiem ciemności czekając z natę
zeniem co z tego wyniknie
Wtem zaszemrało znowu Słaby blask
zamigotał w kącie Ktoś zatlil zapałkę
potem małą głuchą latarnię
Co to mogło znaczyć? Po co to świa-tło?
Chyba go kto zdradził 1 szukano go9
Popróbował pistoletów umieścił się
w gotowości do walki i patrzył dalej
przez szczelinę desek Latarka stała na
7iemi zakryta tak ze w jedną tylko stro-nę
bardzo nisko dawała trochę światła
widać było tylko czarny ogromny cień
trzymający w ręku rodzaj kija Po chwi-li
cień podniósł ów kij 1 począł nim
ostrożnie usuwać wierzchni pokład gli-niastego
toku
Swida juz teraz nic nie rozumiał
Kij był to rydel ogrodniczy nocny
gość kopał nim ostrożnie powoli se
roki kwadratowy dół Robota trwała
dość długo az wreszcie żelazo udeiyło
o coś twardego i zadzwoniło głucho
C'łjwick odłożył narzędzie przykląkł
schylił się nad dołem
Twarz jego znalazła się w promie
mu latdrki- - blv to ostre śniade rysy
pana Sterdynia
Na ten widok ręka Świdy sięgnęła
po pistolet w zanadize położył palec na
cynglu Co myślał robić sam nie wie
dział Nowy przedmiot zwrócił w tejże
chwili jego uwagę
Były to d-i- e sylwetki czarne ludz-kie
co bez szelestu wstały obok poba
wionego szyb okna cieniami Odcinał'
ię ostro na jasnm niebie wygląddł
nieruchomo jak posągi
Czaplic ich nie widział zajctv rio'v
vaniem resty ziemi z dołu: notem sk
nał poa latarnie przysunął ku sobi
porą żelazem kryta skrzvnke l'nió-- ą
z pewnym wysiłkiem i właśnie chciał
puścić w przygotowany otwór gdy n
:le tuz 7a ściana rudery rozległ się przr
lagly przeraźliwy gwizd
Na ten sygnał czarne cienie za okner
znalazły się jednym skokiem w oranzer
za węgła błysły dwie lufy a piąta p'
=tać stanęła tuz przy oknie nad głów
Czaplica Szkatułka z głuchym brzękien
stoczyła się na ziemię pan Dominik
niepospolitą zimną krwią dobył pistole-tu
z zanadrza cofał się ku ścianie
— Kto wy' Czego chcecie"' — spy
tal odciągając cyngiel
— Duszy zdrajcy dla piekła' -- - od
narł grobowym głosem ten co stał n:
oknie
— Zbóje" Pierwej was piekło po
chłonie'
Czafic broń podniósł mierzył v
pierś mówiącego Wtem ci dwaj er
wskoczyli do wnętrza porwali go za ra
miona: jeden zgniótł na miazgę praw
pieść wyrwał broń z niesłychaną wpra-wą
skrępował ręce na plecach drugi 7
najzimniejsza Jcrwją rozwiązał postronek
którym był podpasany i formował zen
Ken podniósł swą szklankę "Za po-wodzenie
w twojej nowej dziurze'"
T) bła dobra wiadomość Brak mu
było rernanda Sto dwadzieścia mil --
to zaledwie mały spacer jak na afry
kańskie odległości PoruszU sic niespo
: komie na fotelu "Więc to siostra Kor
nelia ci depeszowała Co mowila ona
w tm telegramie dokładnie-'- "
Pytanie to nic podobało sic Masso
nowi Nastąpiła krotka pauza w rozmn
wie Potem Dowiedział Dokładnie tekst
depeszy brzmiał "Twoi przyjaciel plan
talor chory w naszej misji Malaria 1 udar słoneczny Stan nerwowy niezado
walający Potrzebuje dobrego piyja
cielą "
Ken spoirzal badawczo na Fernan-da
"Więc takie byh dokładne brzmię
nie Ale czy jest ono całkowite''"
Masson poczerwieniał "Nie nie
lest Telegram kończył sie następuiaeo
'Siostra Matlda wyjechała do misji w
Bamako " Potem pospiesznie by zmienić
temat "Otrzymałem tę depeszę na mo
lej rowej placówce w kilka dni po
nwm przeniesieniu Postanowiłem za-li
zy mac się tu w drodze do Samndugu
spodziewając sie 7e juz będziesz 7 po
wiotem Więc jestem tutaj Daj no mi
jeszcze cos do picia "
Ręka Kena bła dosc niepewna gd
napełniał szklankę przyjaciela lyknal
połowę zawartości swej wielkie] szklani
cy "kolonialnej potem powiedział
"u ięc ta stara suka musiała uspom
mec tez o Siostrze Matyldzie well
well " W głosie jego była uiaza 1 nie-chęć
Fernand pochylił się napi"d pulo
ył rękę na kolane Kena
"Jesteś niesprawicdliw Sioslia Km
nclia jest pienwj klasa Jedna 7 mewie
lu kobiet do których mam piawdziwy sa
cunck Raczej dla ścisłości powinie
nem bl powiedzieć ludzi a nie kobiet
Jej depesza dyktowana była przyjaźnią
1 ziozumieniem natury ludzkiej I ni
czm innym "
Siedząc na balustradzie werandy 'i
I1I1 swe ostatnie papierosy picd uda
niem się na spoczynek Patrzyli na
gładką powierzchnię szerokiej rzeki bły
szczacej w świetle księżycowym Wresz-cie
Masson przerwał milczenie
"Te trzy dni spędzone u ciebie Ken
były bardzo przyjemne Ale muszę wra
cac na moią nowa placówkę Szedłem
za przykładem waszego anglosaskiego
Boga — odpocwałcm przed prani"
"Nie rozumiem co chcesz pi zez to
powiedzieć"
"Bardzo pi osie my liczymy dni ty-godnia
zaczynjjąe od poniedziałku wy
— od niedzieli "
Ken się uśmiechnął "Istotnie Nic
myślałem nigdy o tym"
a t% 1 rfiiaA— ht 0 AmC
pętlę Obydwaj mieli twarze poczernio-ne
sadzą 1 nie mówili słowa
Czaplic powalony twarą do ziemi
giyzł piasek pieniąc
— Dawajcie go tu podnieście la-tarnię'
— ozwał się len sam grobowy
głos z okna
Usłuchano go Latarnia wzniesiona
w górę oświetliła dziwaczny obraz
Trzech ludi czarno ubranych z twarzą
mi potępieńców a w środku winowajca
zielono blady straszny ohydną złością
i strachem Pętlę juz miał na szyi ko-niec
jej trzymał jeden z oprawców obo
jętnie szukając okiem jakiej belki czy
słupa co by mu oszczędziły fatygi wy
noszenia skazańca do ogrodu
W ciszy przerywanej zgi żytem zębów
Czaplica człek stojący na oknie rowi
nął papier 1 czytać pocął monotonnie
"Za zdiadę kraju snizcdanic się Mo
skalom za sromotne postępowanie 1 po
dłość skauie Rąd Narodowy mniej
szym wyrokiem na śmierć prze powie
szenie Dominika Caplica ze Slcrdynn 1
byłego nacelnika powiatu Wyrok ma
być spełniony w przeciągu doby piei
tego który rozkaz otrzyma"
Świda prze ciąg tej sceny wypeł1
ze swej kiyjowki cując się bepiec
nym w tym towarstwie Patryl diw
na mieszaniną zadowolenia groy 1 mi
mowolnego wstrętu
Po przeczytaniu tego łakome nogo
rozkazu wódz wykonawców skinął ręka
1 zwrócił się może nie chcąc widzieć tego
o nastąpi Istotnie chwila była przera
zająca
Człowiek trmaj'y pętlę wsko'yl
'a okno pociągnął ją a sobą Caplic
acharczał głucho
Drugi z ooiawców postawił lataikę
'zwignał ofiarę brutalnie do góry
Swidzie krew udcrzv}a do twary
rwał mc z ziemi poskocył Jednym
chniecicm odtrącił kata dobył no
rzeerał snur Czaplic na wpół zdławio
y osunął sie na ziemię 'jak drewno
W tejże chwili dwa sztylety mignęły
' ręku oprawców ruciłi się na obron
e jak tygrysy Powstało zamieszanie
wida zręcznie uniknął ciosu miał juz
on broń w ręku
— Stój' — zawołał — 1 precz 7
strzem' Ja brat powstaniec wase szty
ety nie dla mnie'
Wódz był 7nowu na oknie
— Kto ty — krzyknął — co bronisz
sa 1 złodzieja '
— Nie bronię go' — Noga powstańc-a
ze straszną wzgarda trąciła winowaj
ę — To gadzina która bym zdeptał
potkawszy 1 dlatego nie chcę jego
mierci z waszej reki Drzez stryczek
— Co to za próżna gawęda! — bur
tnał ponuro jeden z katów — Czasu
iie mamy id-- z stad gdzie cię nikt o
--adę nie pyta!
--Ale wódz na dzwiek głosu Aleksan-dra
przystąpił żywo
ADWOKACI
v i
JAN L Z GÓRA
ADWOKAT — OBROŃCA
NOTARIUSZ
1437 Quecn Sł W — Toronto
Tc I Bniri LE 3-12- U
Mieszk AT 9 8465 sr'
GEORGE BEN BA
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Mówi po polsku
1 1 47 Dundas St W Toronto
Tel LE 4 8431 I LE 4 8432
A C Finkelsłein BA
ADWOKAT — NOTARIUSZ
296 Spadina Ave (rop Dundasi
Tel EM 6-11-
08
MÓWIMY I 'O rOUSKU sar
Stephen Zahumeny BA
ADWOKAT I NOTARIUSZ
1009 I unisdcn Iluildint!
6 Adelaidt St E Toronto Ont
Tri litiro EM 4 6217
dunum) PL 7-06-
12 r
LOUIS J ZUKER
Adwokat — Noturiu£
514 Dundas W - Toronto Ont
(i ul Spmłmu
Biur EM 81746-- 7 Rei RE 3296
P
J S WILLIAMS Q C
(J Grocholski)
Royal Bank Building
a KING STREET EAST
1'okoj non
Telefon EM 4-85-
94 I'
JAN JAREMKO
ADWOKAT
QC II A A 1 A
493 Tomple Bldg i] Richmond St W
Toronto Ont irii liny)
Tel biurowy EM 3 1974
Domowy: WA 1-71- 58 V
E H Łuck BA LLB
(ŁUKOWSKI)
ADWOKAT NOTARIUS7 OBROŃCA
Wspólnik fit mv ninlciJ Blanoy Pasternak I Łuck
57 BLOOR St W rńj nnv pokój 201
TEL WA 4?755
Pr7Jmujc likc ulrrrnrainl or! 7 ej
di) I) lej or!7 u cnlmty i tclc(onlr7
min piioiiinpi)lr'in (Ss
r i i i
BOLESŁAW I B
STANISZEWSKI BA
ADWOKAT NOTARIUSZ
OBROŃCA
Wspólnik firmy prawniczej
Haweli i Staniszewski
372 Bay St Pokój 506 Toronto
wieczorami od 7 — 9
220 Ronccsvallcs Avc LE 2-08-
46 r
I F Domagalski BA
ADWOKAT — NOTARIUSZ
OBROŃCA
1'rjjmujo wiec od (i'!0clofl ej
w sobol od f) do !" Ir
1337 Dundas St Wolt
mok IKkh i Tol LE 1-7-
931
W rlicn od !)— 5 ki EM 3 5769
iii r
Andrcw E McKague
Advokat Obrońca
Ziłntui-- i sprawy wiecoraml
i im zamówienie
Room 701 Nortbsrn Ontario
Building
Office: EM 4-13-
94 t'
HA LLH
polski adwokat
CONCcilUtSK uiik
100 Adolaida St W Roorn 107
Tol EM 6-41-
82
Prioi wodę koniczki przez wo
do do mci najmiloiszoj na zgodę
Oj
ja
zdrowcio mi Ja się ma
Czy "Związkowca'
jak
jak
Lunsky ćL
WA 1-3- 924
czyta tal
%vmmm%m:mm'Xł?$MKmwmm
1 1 11 ii iji
G H r y n
nnprawa I budowa
DACHÓW
ins()1u'ji i insiilit mu) roboty
asfdlowc — rnny
282 Symington Ave LE 2-49-
77 Toronto
21 P
f--vr mt
BIURO TŁUMACZEŃ
3JjiKy
Dr lur
J K MICHALSKI
Wlv - ris7porty — Iaiutricia itd
57 QUEEN ST W - EM 8-94-
30
(kolo llljl pok 10J1 Torom o or
CZOSNEK JEST
DOBRY DLA WAS
SPYTAJCIE SWEGO DOKTORA
LUB DROGERZYSTE fiink nilt lIi )ttłmnitiMtrnir1n!uusuwrou)klm7Jt IllMAWllllll ktul IIU (ttrlif lvirlcs va to mitr h ' tpm hu
i smaku ktpMiłkt iw it rijMi r i 7
l u i 11 l: ( ał i Iow kł iosnko
w ii t w ii j skondt nsowmrj formie ntnniMU H ltll irto(" I ssl
Kit- - korwt 1m iodka roślinnego
i1niis łirlu Vn4łi tutrri s
i liiiiult kloi umiiMł bole r
u miMtwmli' I irlret7intr Pomu!i
Wam u0 siv iii nw lej I m mmi lej
Kii("ie puke Actatns Uarlii Pearlrs
Uik Jtk Iwiarr ni mwilło jpsee ilis a prikontult sie e bedlei Ie
7iiIouolent osilo je nhll AT P OS
LEKARZE
NOWOOTWARTY
GABINET LEKARSKI
Dr L GINZBERG MD
LEKARZ CHIRURG
1'iiIvm rs IpIii W Irdcnsklrco Onoliwi lrikl)ki Clioi (iln kobicie Akuwcr
640 BLOOR ST WEST
irńR Uuilld)
LE 2-22-
22
Olu iii lc ml 2 -- lICi fi ulcirAr
011 iii iimoutiMiU
117 I' ir
DENTYŚCI
DR T L GRANOWSKI
DENTYSTA CHIRURG
Mówi po polsku
514 Dundas St W — Toronto
Tol EM 8-90-
38
R7I'
DR W W SYDORUK
DENTYSTA
Priymu po upriodnim tLfonlct
nym poroiumlnlu
BO Roncoiynllet Av Toronto Tl LE 5-36-
88
41 P
Dr H SCHWABE
DENTYSTA
71 Howard Park Av
irńu HnnrcsMillril
(Jod )rjpć zi 7iin telefon
LE 1-2-
005
--19 S
Dr Władysława
SADAUSKAS
LEKARZ DENTYSTA
179 Cipnmllnr Rd
B ''IKimii I I rt(łtił#„(ultril "'-- i ' - I'rjniijp m uprzednim tclefo
(III MMII pniollinierilein
Telefon LE 1-4-
250 s
OKULIŚCI
""" OKULISTA
S BROGOWSKI 0 D
nilanloS"orirulinllf"ołlyrrnlirptI dlłcl
f ! utfiiilt 'ikiitir'!!
470 Ronc-syallo- i Av
ili'ln Iltii 1'iukl
Tol '(Iiinot LU 1-1- 251
Mir-w- k CL 90079 P
llll IPMII1II ! Ml I OKULISTKI
Pr [lil"iwsln Hojnii O D
yiKorn aukowAn O O
M iiv'l ni A' isn iiliinil
l iMIm ii% l
77 1 RonccivalIcs Avcnuo
IV "(flr'V M
T- -l LE 2 5493 iliii ll'"" ill nlll-- ')il iy
rilK '! K vliiil W Milinly od
I U li nu il( 1 i i lol J7S
College Sł
Oczy rwckimy okulary (losloownjcrny rlo wsystkiclt rlcfrk-ló- w
w7roku na nerwowoić ni ból głowy Mówimy po polsku
DR TEODOR TKACZ (Tlckełł) "
Oficjalny Lekarz Związku' Polaków w Kanadzie
Grupa 1
11 Gorevalo Ave Tal EM 83754
i'
Luck Chiropractic Glinie
BRACIA ŁUKOVSCY
DOKTORZY CHIROPRAKTYKI
Specjaliści w leczeniu artretyzmu reumatyzmu
polio lumbago syjatyki dolegliwości muskurów
i stawów oraz zasilania i normowania całego
orgŁnizmu — X-R- ay prześwietlenia
Ok&ilisła
470
1848 BLOOR ST W TORONTO ONT — TEL RO 9-22- 59
140 CHURCH ST ST CATHARINES TEL MU 4-31- 6}
airJ
W iM
i ł£
"1
' i t
k
K
' i?t j---
U i a
Hi
:
i t'i 8 i
ii
i i t i i
"ii:
i
-- i
%W
w o
1 1 V-- '
4 ł-
-
13
W
i 'lntr i 'uf
'"
t
li
? -
i
1 1 t' ' U
3
m
i ni tiHrk Jf
1 "id'1'a VI
ił Uhifit
i 'fil
1 fv i u
fflfl fi
Uł
1i mm
H
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, November 08, 1958 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1958-11-08 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000255 |
Description
| Title | 000386b |
| OCR text | ' "w'mwMmmImM HmMl4 'S?l t-J- łPB i i ? "ZWIĄZKOWIEC" LISTOPAD (NoyemtsO Sefcsła S — 19 STR 7 jerzy Giżycki NA POŁUDNIE OD PIEKŁA Opowieść i kraju na południe od tego pieklą na ziemi Sahary in nVipknuil pL-n- a "npckę podczas jego cho- - Łioic Mnze bly one gorętsze niz Łj on sobc sprawę Uoeeo wieczora gdy przyszła ona L+c mzednocne przygotowania Inione przez pomagającą jej czarna Ł -- iip — Ken powioLii uiuw uu ie- - fcnśtu wdzięczności Jak mu się po-- ze 10 wrasnie ona się mm ftlala To mu S'C wymknęło bez _ „nrt vt rnnv Cil z J1- -" --'"" io i za blonnica mc zapiunm j ]ern dcach ten nagły rumieniec Li trnczna jakby zakonnicę v L"dŁCune która pochyliła się m poprawiając przybywające go fcieradlo 'Mucił Jej reKę i przycisnął ją ao _ SI (11 #ifłllTAP!ln etn C7ihkn ŁOTa Md mim ifivw ~v Mj joaia mc u ui " -- "" "-"- v :rnie a ramiona jej argaty ickko naane łkaniem w chwilę potem se za na zamknęły PO DCZiCIIMfJ jl a iw wu-- t [jwiiit! pnjch sobie wyrzutów Ken posty hkmPK-"'- - uinitiajavjiii oic uuni iik!vm świetle przenikającym przez słomiane stoi v dostrzegł on biała ać zbliżająca się ku niemu Coś by le w porządku Ten chód masyw- - Iza postać To była czterdziestokil- - itnia siostra Kornelia w morej towa- - gnie siostra Matylda przybyła z W „ Dzień dobry Monsieur czy dobrze spał? Odtąd ja będę się panem iłowała" Głos był łagodny bezoso- - "Siostra Matylda musiała udać Bamako do naszej tamtejszej mi- - jWyjechała wcześnie nie mogła się 1 panem pożegnać Prosiła mnie to uczyniła za nią No i życzyła pa- - lowrotu do zdrowia" po lekkiej pauzie: "Będzie musiała stać tam jakiś czas Mówiła nawet iC jest wykluczone że będzie przy- - na do tamtej misji na stałe lub ajmniej na rok lub dwa" dy Ken wvszedł z wielkiego czółna abrzeze przy jego plantacji wciąż fcc był dosc słabv 1 szedł nionewnie X)CaC=H) o — () Maria Rodziewiczówna )=zbZ3-- n Oho u Blada to iakbv ta borsu- - lama wasza była — rzekł Aleksan- - rozglądając się O=0=)=()' Bo tak 1 jest Często tu nocuję jestem o panienkę niesnokoiny i}n paniczu to rjodła iaskinia nan to łotr a sluzba same snippi 1 zło e Wiecem się tu rozlokował bo ci- - 1 Bezpiecznie Ludzie boją się lej rj bo tu coś straszy podobno Mnie nora ta czarna okopcona ''Clua ze człowiek mógł się wygód- - ronrcscie riPłna hv):i liśri i cłnmr Jfcla ludzkie legowisko -- wecie tu paniczu spać bezpie- - I 0'iWnr zaslawin a rflv"iac horlin m po was Dobize starv '"da wsunął się w norę wyciągnął !n dziwacznym posianiu Strażnik 1 P burką nozesnał i znikł Ciem- - "znaimiła ze zasunął wfiirio ["stanieć przez chwilę pomyślał r"u'iidi Wsnnmninniom i'vnarlL-- t P wkrótce zmęczenie nnnmnialo pe prawa i twardy dolinki ser r5CI przerwał mu marzenia IWłdzicn cły bez przerwy sądząc n""-"i- a nudził go głos Władki fTłal SIC ZflphńH cinńnl nclnfnio ffnj-onyc-h °gni oblał świat Dziew' ił 3b'uidtelkoęookwinsachodkóawwał trczhylmebaając'i op ]Pj leżał pęk odzienia I al "TU hln ho-- J„ UJ-1- A „„„ Ma gdy się wysunął do niej — nogbm inaczej Wszak pan mó- - -- Partia gwałtownie potrzebuje a- - a' Pani Juz wiem grLtie ją złożono dla dz'e' Zaręczam że na drugim powiatu Estety lal W rv„::_: rA "" " wsiymiiu u pana a desneraflrn „ „„ S03' 'Ip natychmiast SmiTln i r J VJn- - 7 twarz wtaaKi 1 aoaar -- och"b robić- - to niefortunne DĆ-l6- ' Pogramy się go prze- - Tu lc V1" za wiadomość tt 'rj!°ch b?dzie jeśli pan stam- - :0ie iicnid z cicna jaKDy r Wrrro _ _ &iesr _1- - )es się za mnie mo' ""aii w7ruszony — 27 torbarwzAyndezgceooniagdoursrdznoeias"biełmbiaeomgar"oiPntaiocłwUirdóątucczmukucairendmoo- mowi Właśnie marnotrawnego ' To bto właściwe okieslenie Rozrzucającego "po głupiemu bogactwa miłości w niewłaści-dwoymchiarkiewrsuznjkstakcihego— -SteslliaostrKaurMu alaldnaa' TZoakopnrnzieccah!odziło juz wszelkie granice A jednak przez chwilę nic w dawa-ło się to niemożliwym Ken zacisnął piękie w rnsnacm dguonluiebdwoioimenuy skZnaairkanabijmąincjsmizewdłauljiNśzckaitęaa pnZoidborlsięążccazłnjaempoc Turkawka mieszkająca na osrommm baobabie przed domem jak zwkle ma- szerowała tam 1 z powrotem jak saIc! wach szukając okruszn które Konjcj zwjkle rzucał "Zakichan k-om- itet recepcjn'" — warknął Ken Pamiętał jak b'ł niegdyś wdzięczny temu ładnemu ptakowi za ro- zwianie atmosfery pustki prawie ze śmierci która podziałała na niego tak przygnębiająco gdy podchodził do te-go domu po laz pierwszy Gdv przbł pełen nadziei planów i iluzji Teraz nastrój był inny A wspomnie-nie tych nieurzeczywistnionych marzeń wprawiły Kena we wściekłość Odwra-cając się szybko wyrwał on karabin 7 rak oszołomionego Naty i rzucając go do ramienia nacisnął cyngiel Odgłos strzału zabrzmiał niezwykle głośno odbity od ściany domu Wielka kula przebiła ptaka a jednak z tą nie-słychana żywotnością cechującą wszyst-kie afrykańskie żywe stworzenia — tize-potał- a ona na -- akrwawionym piasku trzepotała "Nata' Dobij tego przeklętego pta-ka!" krzyknął Ken a w głosie jego była nuta histerii Wzruszając krytycznie ramionami Nata podszedł do podrygującej masy krwawych piór i pochylił się nad nia Rozległ się cichy trzask łamanych kości szyji poczem nieruchome wreszcie zwłoki "komitetu recepcyjnego" zata-czając wysoki łuk w powietrzu spadły poza najbliższy rząd sizalu "To był parszywy gest Ken'" rozległ się głos z werandy Fernand stał tam u O 1 fc A A ()=()=o=ri Pożary i Zgliszcza 20 0=()=0=0=0=()=() A teraz zegnajcie czas leci a do obozu daleko — Jeszcze chwilę — prosiła — po-silcie się 1 przebierzcie przed tą drogą Makarewicz dotąd nie wrócił zaczekać należy na wieści z miasteczka To wazne a przy tym gdym tu szła wrócił pan Czaplic Mozę 1 on słyszał coś nowego Muszę wracać Jczch się dowiem czego lo piyjdę laz jeszcze jeżeli flic będc za godzinę to znak ze chwilowo spo kojnie — C pani mówiła panu Czaplicowi o mnie? — zagadnął niespokojnie — Ani słowa Mnie się zdaje c pan go się boi — Bać sic'' Ja' Pana Czaplica9 Nic pani nie wiem co to bojażn ale mc wierze 1 nic umiem wypowiedzieć co za wściekłość mnie ogarnia gdy pomyślę ie pani yie pod jednym dachem z tym człowiekiem Popatrzyła mu badawczo w oczy za-sępiła sic 1 nobladla Chciała coś powie-dzieć ale zagnzła wargi podała mu spiesznie rękę skinęła główką — Niech pana Bog strzeże i prowa Izi Co d7ien się modlę za was od bar Izo diwna Obsscie wrócili szczęśliwie Głos przebrzmiał krok dzieweczki ucichł znikła jak widziado Aleksander z westchnieniem wióci1 do nory nosilił sie przebrał w czyst bieliznę 1 odzież potem położył sic zno wu 1 czekał nalać krotką fajeczkę Ze-garka nie posiadał prz sobie czasu po rachować me mógł Mrok tymczasem za padał zupełnie Dcf kryjówki powstańca żaden dźwięk i ruch nie dochodził robi-ło się coraz ciemniej Nagle w tej ciszy bystry słucb mlo dego człowieka rozróżnił krok ludzki bardzo lekki bardzo ostrożny łecz co raz bliższy Mógł to być Makarewicz lecz Swida przezornie czekał co dalej będzie Człowiek ów szedł taz droga która i or sam przybył Zaskrzypiały jedne drzwi zajęczała podłoga oranżerii potem je den po drugim stopnie schodów ugina ly się nad głowa powstańca I zapano wała znowu cisza Nie był to wiec Makarewicz Ktoi za tern? Czy podobny jemu zbieg szukają-cy samotnego legowiska czv duch poku tującv o którym opowiadał strażnik czv tez cały ten ruch był tylko złudzeniem'' Wszystko ucichło do uszu świdy docho-dził tylko monotonny szum drzew ogro szczytu schodów a twarz jego zwykle uśmiechnięta była surowa Przez chwilę panowała cisza Ken stał z głową podniesioną z twaiza skie-rowana ku pmjacielowi ponad nim z laznogcrami wbitymi w dłonie Potem powiedział głucho "IFallo Fernand' Dzięki za nrziacielskie do- - zdrowienie ' Wszedł na schody z wi-docznym trudem Masson poruszł sie lak gdyby chciał mu pomoc oparł się jednak 'o słup Uścisnęli sobie ręce 1 Ken powie-dział "Cieszę się ze przejeżdżałeś nie-daleko właśnie gdy powracałem z Sa-madu- gu Wejdźmy 1 napijmy się czegoś Nie wiem jak ty ale ja potrzebuję cze-goś mocniejszego niz woda " Masson nic odpowiedział Był zasko-czony w chudła twarzą przyjaciela Za-ledwie usiedli gdv Nata ktorv wsed-- l był szybko do domu przez tlne drzwi zjawił się z tacą pełna butelek 1 szkla-nek Podając rzucał badawcze spojrze-n- a na nowoprzybyłego Fernand uśmiechnął sic ku niemu "Hallo Nata'" Na szerokiej czarnej tjrz odma lowalo sie zdziw lene "Dzień dobiy pa-nie skąd t znasz moje imię"" "Pan Williams pisał o tobie Wiem od niego ze byles mu dobrym przyja-cielem "' Przez twarz Naty przewinął się szyb ko opanowam uśmiech zadowolenia Potem powiedział ze swym zwykłym opa-nowaniem "Ja—boy Mossie Mason — przyja-ciel Dobiv pi z jacie] Dobrze ze przy-jechałeś Moj pan potrzebuje pizyja-cicl- a białego przyjaciela" Wyszedł z pokoju Masson zaśmiał się "Ja wiedziałem 0 nim on wiedział o mnie Widocznie cos mu mówiłeś o mnie Oczywiście — każdy temat do rozmowy jest dobry na samotnej plantacji " Potem poważnie-jąc: "Nie przejeżdżałem niedaleko jak to ująłeś przed chwila Przyjechałem bo błem niespokojny o ciebie Ken Kombinacja malarii 1 udaru słoneczne-go nie jest czymś błahym Ale ty jesteś twardy Teraz się prędko poprawisz" W glosie jego bło charakteiystycz-n- e dla niego ciepło Ken się odprężył Ogarnęło go uczucie wdzięczności "Skąd wiedziałeś ze byłem chory7 1 czy mam rozumieć ze odbyłeś tę dłu-ga podróż z wybrzeża bv mi powiedzieć hallo"" "No — nie zupełnie Dobra siostra Kornelia telegrafowała mi o twojej cho-robie 1 depesza jej została mi przesłana na moją nową placówkę Chciałem ci zrobić niespodziankę więc nie pisałem ze mam być przeniesiony na moje za-danie do Sonzan zaledwie jakieś sto dwadzieścia mil stąd" du Leżał bez ruchu starając się pi ze drzeć okiem ciemności czekając z natę zeniem co z tego wyniknie Wtem zaszemrało znowu Słaby blask zamigotał w kącie Ktoś zatlil zapałkę potem małą głuchą latarnię Co to mogło znaczyć? Po co to świa-tło? Chyba go kto zdradził 1 szukano go9 Popróbował pistoletów umieścił się w gotowości do walki i patrzył dalej przez szczelinę desek Latarka stała na 7iemi zakryta tak ze w jedną tylko stro-nę bardzo nisko dawała trochę światła widać było tylko czarny ogromny cień trzymający w ręku rodzaj kija Po chwi-li cień podniósł ów kij 1 począł nim ostrożnie usuwać wierzchni pokład gli-niastego toku Swida juz teraz nic nie rozumiał Kij był to rydel ogrodniczy nocny gość kopał nim ostrożnie powoli se roki kwadratowy dół Robota trwała dość długo az wreszcie żelazo udeiyło o coś twardego i zadzwoniło głucho C'łjwick odłożył narzędzie przykląkł schylił się nad dołem Twarz jego znalazła się w promie mu latdrki- - blv to ostre śniade rysy pana Sterdynia Na ten widok ręka Świdy sięgnęła po pistolet w zanadize położył palec na cynglu Co myślał robić sam nie wie dział Nowy przedmiot zwrócił w tejże chwili jego uwagę Były to d-i- e sylwetki czarne ludz-kie co bez szelestu wstały obok poba wionego szyb okna cieniami Odcinał' ię ostro na jasnm niebie wygląddł nieruchomo jak posągi Czaplic ich nie widział zajctv rio'v vaniem resty ziemi z dołu: notem sk nał poa latarnie przysunął ku sobi porą żelazem kryta skrzvnke l'nió-- ą z pewnym wysiłkiem i właśnie chciał puścić w przygotowany otwór gdy n :le tuz 7a ściana rudery rozległ się przr lagly przeraźliwy gwizd Na ten sygnał czarne cienie za okner znalazły się jednym skokiem w oranzer za węgła błysły dwie lufy a piąta p' =tać stanęła tuz przy oknie nad głów Czaplica Szkatułka z głuchym brzękien stoczyła się na ziemię pan Dominik niepospolitą zimną krwią dobył pistole-tu z zanadrza cofał się ku ścianie — Kto wy' Czego chcecie"' — spy tal odciągając cyngiel — Duszy zdrajcy dla piekła' -- - od narł grobowym głosem ten co stał n: oknie — Zbóje" Pierwej was piekło po chłonie' Czafic broń podniósł mierzył v pierś mówiącego Wtem ci dwaj er wskoczyli do wnętrza porwali go za ra miona: jeden zgniótł na miazgę praw pieść wyrwał broń z niesłychaną wpra-wą skrępował ręce na plecach drugi 7 najzimniejsza Jcrwją rozwiązał postronek którym był podpasany i formował zen Ken podniósł swą szklankę "Za po-wodzenie w twojej nowej dziurze'" T) bła dobra wiadomość Brak mu było rernanda Sto dwadzieścia mil -- to zaledwie mały spacer jak na afry kańskie odległości PoruszU sic niespo : komie na fotelu "Więc to siostra Kor nelia ci depeszowała Co mowila ona w tm telegramie dokładnie-'- " Pytanie to nic podobało sic Masso nowi Nastąpiła krotka pauza w rozmn wie Potem Dowiedział Dokładnie tekst depeszy brzmiał "Twoi przyjaciel plan talor chory w naszej misji Malaria 1 udar słoneczny Stan nerwowy niezado walający Potrzebuje dobrego piyja cielą " Ken spoirzal badawczo na Fernan-da "Więc takie byh dokładne brzmię nie Ale czy jest ono całkowite''" Masson poczerwieniał "Nie nie lest Telegram kończył sie następuiaeo 'Siostra Matlda wyjechała do misji w Bamako " Potem pospiesznie by zmienić temat "Otrzymałem tę depeszę na mo lej rowej placówce w kilka dni po nwm przeniesieniu Postanowiłem za-li zy mac się tu w drodze do Samndugu spodziewając sie 7e juz będziesz 7 po wiotem Więc jestem tutaj Daj no mi jeszcze cos do picia " Ręka Kena bła dosc niepewna gd napełniał szklankę przyjaciela lyknal połowę zawartości swej wielkie] szklani cy "kolonialnej potem powiedział "u ięc ta stara suka musiała uspom mec tez o Siostrze Matyldzie well well " W głosie jego była uiaza 1 nie-chęć Fernand pochylił się napi"d pulo ył rękę na kolane Kena "Jesteś niesprawicdliw Sioslia Km nclia jest pienwj klasa Jedna 7 mewie lu kobiet do których mam piawdziwy sa cunck Raczej dla ścisłości powinie nem bl powiedzieć ludzi a nie kobiet Jej depesza dyktowana była przyjaźnią 1 ziozumieniem natury ludzkiej I ni czm innym " Siedząc na balustradzie werandy 'i I1I1 swe ostatnie papierosy picd uda niem się na spoczynek Patrzyli na gładką powierzchnię szerokiej rzeki bły szczacej w świetle księżycowym Wresz-cie Masson przerwał milczenie "Te trzy dni spędzone u ciebie Ken były bardzo przyjemne Ale muszę wra cac na moią nowa placówkę Szedłem za przykładem waszego anglosaskiego Boga — odpocwałcm przed prani" "Nie rozumiem co chcesz pi zez to powiedzieć" "Bardzo pi osie my liczymy dni ty-godnia zaczynjjąe od poniedziałku wy — od niedzieli " Ken się uśmiechnął "Istotnie Nic myślałem nigdy o tym" a t% 1 rfiiaA— ht 0 AmC pętlę Obydwaj mieli twarze poczernio-ne sadzą 1 nie mówili słowa Czaplic powalony twarą do ziemi giyzł piasek pieniąc — Dawajcie go tu podnieście la-tarnię' — ozwał się len sam grobowy głos z okna Usłuchano go Latarnia wzniesiona w górę oświetliła dziwaczny obraz Trzech ludi czarno ubranych z twarzą mi potępieńców a w środku winowajca zielono blady straszny ohydną złością i strachem Pętlę juz miał na szyi ko-niec jej trzymał jeden z oprawców obo jętnie szukając okiem jakiej belki czy słupa co by mu oszczędziły fatygi wy noszenia skazańca do ogrodu W ciszy przerywanej zgi żytem zębów Czaplica człek stojący na oknie rowi nął papier 1 czytać pocął monotonnie "Za zdiadę kraju snizcdanic się Mo skalom za sromotne postępowanie 1 po dłość skauie Rąd Narodowy mniej szym wyrokiem na śmierć prze powie szenie Dominika Caplica ze Slcrdynn 1 byłego nacelnika powiatu Wyrok ma być spełniony w przeciągu doby piei tego który rozkaz otrzyma" Świda prze ciąg tej sceny wypeł1 ze swej kiyjowki cując się bepiec nym w tym towarstwie Patryl diw na mieszaniną zadowolenia groy 1 mi mowolnego wstrętu Po przeczytaniu tego łakome nogo rozkazu wódz wykonawców skinął ręka 1 zwrócił się może nie chcąc widzieć tego o nastąpi Istotnie chwila była przera zająca Człowiek trmaj'y pętlę wsko'yl 'a okno pociągnął ją a sobą Caplic acharczał głucho Drugi z ooiawców postawił lataikę 'zwignał ofiarę brutalnie do góry Swidzie krew udcrzv}a do twary rwał mc z ziemi poskocył Jednym chniecicm odtrącił kata dobył no rzeerał snur Czaplic na wpół zdławio y osunął sie na ziemię 'jak drewno W tejże chwili dwa sztylety mignęły ' ręku oprawców ruciłi się na obron e jak tygrysy Powstało zamieszanie wida zręcznie uniknął ciosu miał juz on broń w ręku — Stój' — zawołał — 1 precz 7 strzem' Ja brat powstaniec wase szty ety nie dla mnie' Wódz był 7nowu na oknie — Kto ty — krzyknął — co bronisz sa 1 złodzieja ' — Nie bronię go' — Noga powstańc-a ze straszną wzgarda trąciła winowaj ę — To gadzina która bym zdeptał potkawszy 1 dlatego nie chcę jego mierci z waszej reki Drzez stryczek — Co to za próżna gawęda! — bur tnał ponuro jeden z katów — Czasu iie mamy id-- z stad gdzie cię nikt o --adę nie pyta! --Ale wódz na dzwiek głosu Aleksan-dra przystąpił żywo ADWOKACI v i JAN L Z GÓRA ADWOKAT — OBROŃCA NOTARIUSZ 1437 Quecn Sł W — Toronto Tc I Bniri LE 3-12- U Mieszk AT 9 8465 sr' GEORGE BEN BA ADWOKAT I NOTARIUSZ Mówi po polsku 1 1 47 Dundas St W Toronto Tel LE 4 8431 I LE 4 8432 A C Finkelsłein BA ADWOKAT — NOTARIUSZ 296 Spadina Ave (rop Dundasi Tel EM 6-11- 08 MÓWIMY I 'O rOUSKU sar Stephen Zahumeny BA ADWOKAT I NOTARIUSZ 1009 I unisdcn Iluildint! 6 Adelaidt St E Toronto Ont Tri litiro EM 4 6217 dunum) PL 7-06- 12 r LOUIS J ZUKER Adwokat — Noturiu£ 514 Dundas W - Toronto Ont (i ul Spmłmu Biur EM 81746-- 7 Rei RE 3296 P J S WILLIAMS Q C (J Grocholski) Royal Bank Building a KING STREET EAST 1'okoj non Telefon EM 4-85- 94 I' JAN JAREMKO ADWOKAT QC II A A 1 A 493 Tomple Bldg i] Richmond St W Toronto Ont irii liny) Tel biurowy EM 3 1974 Domowy: WA 1-71- 58 V E H Łuck BA LLB (ŁUKOWSKI) ADWOKAT NOTARIUS7 OBROŃCA Wspólnik fit mv ninlciJ Blanoy Pasternak I Łuck 57 BLOOR St W rńj nnv pokój 201 TEL WA 4?755 Pr7Jmujc likc ulrrrnrainl or! 7 ej di) I) lej or!7 u cnlmty i tclc(onlr7 min piioiiinpi)lr'in (Ss r i i i BOLESŁAW I B STANISZEWSKI BA ADWOKAT NOTARIUSZ OBROŃCA Wspólnik firmy prawniczej Haweli i Staniszewski 372 Bay St Pokój 506 Toronto wieczorami od 7 — 9 220 Ronccsvallcs Avc LE 2-08- 46 r I F Domagalski BA ADWOKAT — NOTARIUSZ OBROŃCA 1'rjjmujo wiec od (i'!0clofl ej w sobol od f) do !" Ir 1337 Dundas St Wolt mok IKkh i Tol LE 1-7- 931 W rlicn od !)— 5 ki EM 3 5769 iii r Andrcw E McKague Advokat Obrońca Ziłntui-- i sprawy wiecoraml i im zamówienie Room 701 Nortbsrn Ontario Building Office: EM 4-13- 94 t' HA LLH polski adwokat CONCcilUtSK uiik 100 Adolaida St W Roorn 107 Tol EM 6-41- 82 Prioi wodę koniczki przez wo do do mci najmiloiszoj na zgodę Oj ja zdrowcio mi Ja się ma Czy "Związkowca' jak jak Lunsky ćL WA 1-3- 924 czyta tal %vmmm%m:mm'Xł?$MKmwmm 1 1 11 ii iji G H r y n nnprawa I budowa DACHÓW ins()1u'ji i insiilit mu) roboty asfdlowc — rnny 282 Symington Ave LE 2-49- 77 Toronto 21 P f--vr mt BIURO TŁUMACZEŃ 3JjiKy Dr lur J K MICHALSKI Wlv - ris7porty — Iaiutricia itd 57 QUEEN ST W - EM 8-94- 30 (kolo llljl pok 10J1 Torom o or CZOSNEK JEST DOBRY DLA WAS SPYTAJCIE SWEGO DOKTORA LUB DROGERZYSTE fiink nilt lIi )ttłmnitiMtrnir1n!uusuwrou)klm7Jt IllMAWllllll ktul IIU (ttrlif lvirlcs va to mitr h ' tpm hu i smaku ktpMiłkt iw it rijMi r i 7 l u i 11 l: ( ał i Iow kł iosnko w ii t w ii j skondt nsowmrj formie ntnniMU H ltll irto(" I ssl Kit- - korwt 1m iodka roślinnego i1niis łirlu Vn4łi tutrri s i liiiiult kloi umiiMł bole r u miMtwmli' I irlret7intr Pomu!i Wam u0 siv iii nw lej I m mmi lej Kii("ie puke Actatns Uarlii Pearlrs Uik Jtk Iwiarr ni mwilło jpsee ilis a prikontult sie e bedlei Ie 7iiIouolent osilo je nhll AT P OS LEKARZE NOWOOTWARTY GABINET LEKARSKI Dr L GINZBERG MD LEKARZ CHIRURG 1'iiIvm rs IpIii W Irdcnsklrco Onoliwi lrikl)ki Clioi (iln kobicie Akuwcr 640 BLOOR ST WEST irńR Uuilld) LE 2-22- 22 Olu iii lc ml 2 -- lICi fi ulcirAr 011 iii iimoutiMiU 117 I' ir DENTYŚCI DR T L GRANOWSKI DENTYSTA CHIRURG Mówi po polsku 514 Dundas St W — Toronto Tol EM 8-90- 38 R7I' DR W W SYDORUK DENTYSTA Priymu po upriodnim tLfonlct nym poroiumlnlu BO Roncoiynllet Av Toronto Tl LE 5-36- 88 41 P Dr H SCHWABE DENTYSTA 71 Howard Park Av irńu HnnrcsMillril (Jod )rjpć zi 7iin telefon LE 1-2- 005 --19 S Dr Władysława SADAUSKAS LEKARZ DENTYSTA 179 Cipnmllnr Rd B ''IKimii I I rt(łtił#„(ultril "'-- i ' - I'rjniijp m uprzednim tclefo (III MMII pniollinierilein Telefon LE 1-4- 250 s OKULIŚCI """ OKULISTA S BROGOWSKI 0 D nilanloS"orirulinllf"ołlyrrnlirptI dlłcl f ! utfiiilt 'ikiitir'!! 470 Ronc-syallo- i Av ili'ln Iltii 1'iukl Tol '(Iiinot LU 1-1- 251 Mir-w- k CL 90079 P llll IPMII1II ! Ml I OKULISTKI Pr [lil"iwsln Hojnii O D yiKorn aukowAn O O M iiv'l ni A' isn iiliinil l iMIm ii% l 77 1 RonccivalIcs Avcnuo IV "(flr'V M T- -l LE 2 5493 iliii ll'"" ill nlll-- ')il iy rilK '! K vliiil W Milinly od I U li nu il( 1 i i lol J7S College Sł Oczy rwckimy okulary (losloownjcrny rlo wsystkiclt rlcfrk-ló- w w7roku na nerwowoić ni ból głowy Mówimy po polsku DR TEODOR TKACZ (Tlckełł) " Oficjalny Lekarz Związku' Polaków w Kanadzie Grupa 1 11 Gorevalo Ave Tal EM 83754 i' Luck Chiropractic Glinie BRACIA ŁUKOVSCY DOKTORZY CHIROPRAKTYKI Specjaliści w leczeniu artretyzmu reumatyzmu polio lumbago syjatyki dolegliwości muskurów i stawów oraz zasilania i normowania całego orgŁnizmu — X-R- ay prześwietlenia Ok&ilisła 470 1848 BLOOR ST W TORONTO ONT — TEL RO 9-22- 59 140 CHURCH ST ST CATHARINES TEL MU 4-31- 6} airJ W iM i ł£ "1 ' i t k K ' i?t j--- U i a Hi : i t'i 8 i ii i i t i i "ii: i -- i %W w o 1 1 V-- ' 4 ł- - 13 W i 'lntr i 'uf '" t li ? - i 1 1 t' ' U 3 m i ni tiHrk Jf 1 "id'1'a VI ił Uhifit i 'fil 1 fv i u fflfl fi Uł 1i mm H |
Tags
Comments
Post a Comment for 000386b
