000235a |
Previous | 4 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
ST 4
ZA SIÓDMA
Na
Wy prawa "za
siódmą górę i za
siódmą rzekę" zj-C7c- ła
się przej
ściem granicy Ale
ze wyprawa nie
"" była właiciwiew)- -
prawą lecz włó- -
cztgą więc i przej
ście to nie należało do gatunku
zalecanych w turystycznych pro-spektach
czy podróżniczych książ-kach
%
Jeszcze nie ma siódmej — a już
jest noc Nieosłonięte żarówki w i
szą w ciemnościach jak lampki na
choince Świetliste kule otoczone
czarną watą PoJ nimi dwaj urzę-dnicy
graniczni grają w karty U
pasa zwisają im wielkie rewolwe-ry
w futerałach wykładanych sre-brem
Przy barierce drzemie żoł-nierz
oparty o karabin Ma prze-pocon- y
khaki mundur spadochro-niarskie
buty i amerykański hełm
zsunięty na nos Tłuką się wielkie
ćmy Tną komary'- - Chóralnie re-chocą
żaby i cykają Awhtszci
W ciemnościach zaczynających się
tuż za węgłem cos bulgoce po-chrapuje
trzeszczy gwiżdże i sie-ka
Granica meksykańska!
Jeszcze trzy dni temu mogłem
— jak przystało na uczciwego tu-rystę
— z lotniska w stolicy Me-ksyku
ponad góry dżungle i bez-droża
przeskoczyć na lotnisko w
stolicy Gwatemali Jeszcze dwa dni
temu mogłem — znalazłszy się nj
rozstajnych drogach w "Mieście
Złotych Kobiet" Tehuantepek —
wsiąść w wygodny autobus i pió-bowa- ć
dobioci "Pan America
llighway" na jej najgorszym po- -
poć odcinku pogranicznym meksy-kańsko
gwatemalskim Mogłem je
dnym słowem rozsądnie trzymać
się turystycznych szlaków Ale
nie chciałem Lubię chodić wła-snymi
drogami Wsiadłem więc do
brudnego i golącego wagonu me-ksykańskiej
kolei i
Jeszcze pół godziny temu gdy
po siedemnasto Rodzinnym przebi-janiu
się wzdłuż Pacyfiku po
przez słońcem spalony "busz" lub
wilgocią dyszącą dżunglę dobrną-łem
do pogianicnego Iliddglio —
było jeszcze widno Na stacyjce
wskazano mi tor ginący w gęstwi-nie
i powiedziano że jeżeli TUTAJ
nie chcę nocować to posterunek
graniczny jest TAM o kilometr
przyczyni dostać się doń można
tylko na piechotę Mogłem więc
jeszcze zostać Pizenocować Za
dnia normalnie lozpoczynać włó-częgę
Ale nie chciałem
Każda granica jest dla mnie ma-gnesem
Pociąga Kusi by ją jak
najszybciej pizekroczyć Jedną
drugą dziesiątą Poszedłem więc
Kolejarze wzruszyli ramionami i
za moimi plecami stuknęli się w
czoło: "zwariowany Gtingo"
Słońce zdążyło jeszcze miugnąć
do mnie zza pierzastych liei palm
— i nagle nie zapowiedzianie jak-by
znienacka zrobio się ciemno
'
Allied Travel
GÓRA I ZA SIÓDMA RZEKA
szlaku nowej włóczęgi C
Pożegnanie Meksyku
orbis]
Bowiem tutaj juz ni zmierzchu ni
zmroku nie ma Jest tylko DZIEŃ
i NOC
Granica meksykańska Dwie dre-wniane
budy i bezużyteczny tor
kolejowy między nimi Czekam aż
strażnicy odłożą zatłuszczone karty
i zainteresują się moją osobą Z
ciekawością spoglądam w kierun-ku
Gwatemali
Od powrotu z zeszłorocznej włó-częgi
po Meksyku planowałem że
lnattępnm etapem poznawania
kurczącego się świata — będzie
właśnie owa legendarna niemal
kolebka Majów i hiszpańskich Ry-cerzy
Santiago (świętego Jakuba)
Patrzę wnęc — i nic nie widzę
Czarny mur nocy stoi tuż przed
nosem i nie widdomo co za sobą
kryje
Gdzieś tędy w roku pańskim
1523 cim szedł a raczej przedzie-rał
się przez dżunglę bowiem dróg
żadnycli me było Don Pedro de
Alvarado rudowłosy towarzysz
Cortea szalony awanturnik i wa-leczny
"hnlaigo" 7 świętą figurą
Madonny Socoro na czele dwu-dziestu
jezdnych trzystu pie-szych
czterech aimat i pomocni-czych
oddziałów krwawych Azte-ków
szedł zdobywać dla króla t hiszpańskiego nową prowincję
Gdzieś tutaj zapewne w tej po-granicznej
dżungli — podobnie
jjk ja teraz — opędzając się od
komarów I słuchając żabiego cho-rału
musiał myśleć: "cóz znajdę w
tym nieznanym kraju u któregu
zielonych wiót stoję? Wśród gór
niebotyczny cli wulkanów dymią-cych
i gąszczy nieprzebytych???"
— Pasaporte! — Strażnicy pi er-wa- li
gię w kaity i moje dumania
nail przeszłością
— Dokąd? Gwatemala — a da-lej?
Honduras Nikaragua Custa
Kica Panama
— A Nikaragua! Panama!
Oglądają mnie od stóp do głów
Od rybackiego kapelusika po die-lkhow- e
spodnie Nie pizypominam
amerykańskiego turystę Nie mam
koszuli w kwiaty nie żuję gumy
nie przyjechałem własnym samo-chodem
lecz przyszedłem na wła-snych
nogach z woikiem na ple-cach
zamiast w otoczeniu traga-rzy
i przewodników
Ten z bródką uśmiecha się: —
Peionista" — pyta
Diabli wiedzą skąd ta nazwa Co
były dyktator Argentyny ma
wspólnego l moim wyglądem lub
7 zamieszkami w Nikaragua i Pa-namie?
Ziozumialbym gdyby
mnie nazwali "Castro'nista" jako
że ten bohater Kuby macza ponoć
swoją biodę w Środkowo Amery-kańskim
placku — ale "Pero-irista"?'- "
Wziuszam ramionami
— Turysta! — odpowiadam obo
jętnie
Patizą na mój aparacik kinowy
i na sterczący z toiby trójnóg
Może myślą że to jakaś nuwa
broń mająca przepędzić dyktato
m Somozę z Nikaiagul i Amery-kanów
r nad Kanału Panamskiego?
Uśmiechają się do siebie znaczą
co i za przybicie pieczątki na pasz
Travel
Tours Inc
Travel
Danubia
Pour Seasons
Travel
Syrena Book & Travel
porcie każą zapłacić dolara się takie uwagi:
— że urzędowanie na granicy koń- - "Celem otrzymania karty tury-cz- y
się o Ctej wieczorem a teraz stycznej Gwatemali należy: (a)
już dochodzi ósma więc obowią-- 1 ważny paszport (b) za-zu- je
wynagrodzenie za "specjał-- 1 płacić z góry S2 00 c) przedłożyć
ną" usługę A zaraz potem urzęd-- j świadectw o szczepienia ospy Cd)
nik celny za kiwanie głową (na-!li- st
wet nie spojrzał na moje rzeczy
żąda dodatkowe dwa dolary'
Chcę krzyczeć "rozbój!" ale gry-zę
się w język Nie pora ni miej-sce
by się kłócić — zwłaszcza z
"władzą" na granicy Płacę
Formalności załatwione Urzęd-nicy
wracają do kart żołnierz do
drzemki nad karabinem celnik do
miasteczka by przepić moje do-lary
a komary na odsłonięte częici
mojego ciała by przepijać moją
nie meksykańską krew
Patriotyczne juchy!
Z ciemności wyłania się jakaś
nowa postać w białych portkach
i wielkim sombrerro Zarzucam
na plecy mój worek — jeszcze na
pustyni irackiej 18 lat temu w
oficerskim sklepie kupiony — i
zanurzam się w czarną nieprze-niknioną
noc Przewodnikiem jest
ledwie widoczny tor kolejowy Za
mną pozostaje Meksyk Przede
mną Gwatemala
Piechotą do Gwatemali
Sto lat temu J L Stephens
krywca i badacz majowskich ruin
zanotował pytanie zdumionego
krajowca: "Któż jedzie do Gwate-mali???"
Kraj był niedostępny Na dio-dz- e
stała bądź nieprzebyta dżun-gla
bądź dzikie pasma górskie się-gające
14000 stóp wysokości i głę-bokie
przeszło 2 000 stóp rozpa-dliny
między nimi Płynęło 37
wielkich rzek dymiło 33 wulka-nów
Siodkiem komunikacji był
muł i plecy indiańskiego traga-rza
A dzisiaj? Hy się dostać
wnętrza kraju albo trzeba wsiąść
w samolot albo na pociąg załado-wać
własny samochód albo —
tak jak — na piechotę Postęp!
W dole szumi rio
Suchiate w któiej zębami kłapią
aligatory i zgodnym chóiem pobe-kują
żaby Komary gryzą na po-tęgę
i nie sposób się od nich opę-dzić
Powietrze jest gorące i wil-gotne
Nic dziwnego Pacyfik o
miedzę a dokoła dżungla Odwra-cam
głowę O kilkaset met i ów
poza mną jarzą się białe kulki ża-rówek
meksykańskiego posterun-ku
Jeszcze czas zawrócić z tej ni
czyjej ziemi na którą we włóczę-gowski- m
zapale w tą noc zabrną-le- m
Idę dalej a raczej skaczę z jed-nego
pokładu kolejowgeo na dru-gi
między nimi bowiem dziury
i prosta dioga do rzeki I w paszcze
Latarkę elektryczną —
jak to zwykle w potrzebie bywa —
mam schowaną na dnie woika
Skaczę więc w tą czainą noc nie
oświetloną ani jednym blaskiem
a za mną skacze mój tragarz Jak
daleko jeszcze? Nie wiem Nie py-tam
Mam ważniejsze kłopoty
Gdy przed wyjazdem starałem
się o gwatemalską wizę otrzyma-łem
z konsulatu w Montiealu for-mularz
na którym m In znajdo- -
Rodacy! Przyjeżdżajcie do Polski!
Atrakcyjne programy wycieczek
wraz z odwiedzinami krewnych i majomych
Zwiedzanie najciekawszych rejonów Polski:
Stolicy Polski — Warszawy zabytkowego Krakowa Częstocho-wy
— miejsca pielgrzymek religijnych oraz Innych miast
Wycieczki o stałych terminach (kalendarzowe)
oraz zgodnie z Waszym życzeniem
Zakwaterowanie w wygodnych hotelach i pensjonatach
fachowa obsługę i dobrą kuchnie zapewni Wam
Polskie Biuro Podróży "Orbis" - Warszawa Bracka 16
Cena wycieczek od $82— 1385 USA
Informacje prospekty i inne materiały reklamowe
u zagranicznych korespondentów Orbisu w Kanadzie
Holiday
Treasure
Universe Senice
Service Company
Travel
Polish Agency
Agency
Senice
Nibywały
przedłożyć
niewidoczna
aligatorów
10705 — 99th Street
EDMONTON Alta
1010 St Catherine Street West
MONTREAL PO
77b St Catherine Street Eitt
MONTREAL P--
Q
296 Queen Street West
TORONTO Ont
109 Blocr Street Weit
TORONTO 5 Ont
707 Oueen Street West
TORONTO 3 Ont
2094A Dundas Street West
TORONTO 3 Ont
174 Pitt Street Weit
WINDSOR Ont
Poza tym korespondenci Orbisu we wszystkich większych miastach USA
Odwiedzajcie stoisko "Orbisu" na Międzynarodowych Targach w N Yorku
UWAGA' Podajemy do Kizdornoici ie Polskie Biuro Podróży "Orbis" nie posiada nr Montrealu
żadnego biura ani przedstaunaelsTica pod narwą "Orbis"
M £5
'ZWIĄZKOWIEC" LIPIEC Huly) SaboM 11 — 1959
do
od
do
ja
ALEKSANDER GROEICKI
od pracodawcy ze jedzie się
' rr Hu łtŁfn-il- ! li 4i IVn ti rcAtirM tli- -
rystytynych (e) bilet w jedną i
drugą stronę (f) list z banku że
rozporządza się wystarczającą ilo-ścią
gotówki (g) wypełnioną i pod-pisaną
aplikację o kartę turystycz-ną
(hj list od znanej osoby firmy
lub banku stwierdzający ze jest
się osobą honorową i nie wyzna-je
żadnych anty-demokratyczny- ch
idei "
Moje postanowienie wyjazdu by-ło
wówczas na tyle silne że nie
zraziłem się tym biurokratyzmem
(w praktyce okazało się ze wystar-czył
tylko paszport i świadectwo
szczepienia ospy) Ale gdy tak po
nocy "na zielono" nieomal wędru-ję
do celu czyli gwatemalskiej
granicy opadają mnie inne wąt-pliwości
Konsularny formularz zawierał
również zastrzeżenia w rodzaju:
"Władze Gwatemali nie zezwolą
na wjazd osobom rasy żółtej lub
mongolskiej Murzynom i Cyga-nom!"
Murzynem ani żółtkiem wpraw-dzie
nie jestem ale już cyganem
(literackim) potroszę a co naj-gorsze
"demokratyczny" ten zakaz
nie bardzo mi odpowiada na tle
żądania by turysta "nie wyznawał
anty-demokratyczny- ch idei"
Ale to jeszcze nie wszystko In-ny
paragraf formularza głosił że
"Biegacze i zawodowi piechurzy
muszą posiadać specjalne zezwole-nie
na przekroczenie granicy "
A ja władnie na piechotę! Zawo-dowo
niemal 1 bez żadnego spe
cjalnego zezwolenia Co będzie
gdy jakiś goiliwy demokrata któ-remu
nie spodoba się mój nos lub
wiza "antydemokratycznej" Nika
ragui — przyczepi się i każe wra
cać (na piechotę ocz wiacie)?
A czy wpuszczą?
Most się kończy Jakiś nasyp
kolczaste druly kolczaste krzaki
i światła w dalszym ciągu żadnego
Istotny wojenny "blackout" Poczy-nam
się czuć niewyraźnie Przyby-wają
nowe zmartwienia
Stosunki między Meksykiem a
Gwatemalą są tak jakby zerwane
Były jakieś strzelaniny wyjazd
ambasadorów pogróżki Mają
ten sam język (hiszpański) tą sa-mą
religię (katolicką) to samo po-chodzen- ie
(indiańsko-hiszpańskie- )
tę samą kultuię (łacńską) tę sa-mą
żywią nienawiść do hiszpań-skich
kolonizatorów i te same bio-rą
dolary szczodrze sypane z wa-szyngtońskiej
kabzy — a przecież
do oczów sobie skaczą i w łyżce
wody by się topili Dlaczego?
Po co?
Może to jeszcze reminiscencje z
czasów gdy meksykańscy Aztecy
pomagali Hiszpanom zabijać gwa
temalskich Majów? A może za
zdiośc że Miksyk wielki a Gwa
temala mała" że Gwatemala bo
gata a Meksyk biedny?
Mniejsza o powody Dość że się
kłócą a ja w tej chwili znajduję
się między nimi na niczyjej ziemi
I może się zdarzyć że gwatemal
ski strażnik u ji zawszy podejrzani
cienie na kolejowym torze naj
pierw zacznie strzelać a poten
dopieio pytać 'kto idzie'?
1 może się zdaizyć że mój Ira
garz doszedlzy do logicznego
wniosku że miast skromnego na
piwku może poiąść cały mój do
by tek — sięgnie po zawieszoną na
plecach maczetę
I żaby tylko świerszcze i ko-mary
będą świadkami a aligatory
w izece i rekiny w pobliskim Pa-cyfiku
będą miały kościste śnia-danie:
"Ciemno wiedzie głucho wsze- -
jdzie co to będzie " powtarzam za
p'n?zczem i klnę w duchu Diabli
i mnie tutaj przynieśli Niczym "na
zielono" w wojennych lub tuż po-wojennych
czadach Tle że wów- -
'cza ścikało ię w garści rewol
wer — a teraz" Aparat filmowy
Wreszcie koło toru 'wyłaniają się
zarysy budowli Mój tragarz co4
krzyczy gdzie stuka Zapala się
świeczka Po przez siatka zasłonię-te
drzwi widzę jakiegoś draba
gramolącego się z polowego łozka
— "Kto tam" — pyta
— To j3' — chcę krzjezeć —
Turyta' Włóczęga! Z dalekiej
Kanady i jeszcze dalszej Polski
Szlakiem Don Pedra odkrywający
Gwatemalę Piechotka bez specjal-nego
na to zezwolenia po nocy
przekraczający którąś tam już w
życiu granicę — ale nie powie-działem
mu tego wszystkiego bo i
tak by nie zrozumiał Ani treści
' am my śli
Gwatemalski posterunek gra-niczny
Niema pistoletów stenów
hełmów karabinów Niema nawet
niunćjrów Jest tylko dwóch roz--(
cJasitasych cywilów graca ksiep
której spisują moje personalia
migotliwa świeczka i gęste siatki
w drzwiach i oknach za którymi
brzęczą komary tłuką się cmy i ży-je
dżungla Za "spóźnioną porę"
'płacę tylko jednego dolara Za-- i
strzeżeń co do mojego "cygań-istwa- "
i wędrówki na piechotę —
niema zaanycn "Anty aemoKra-tyczne- "
wizy nie robią wrażenia
A dlaczego te ciemności wokoło
ten "blackout"? Ano — bo vła-śni- e
tej nocy nawaliła elektrycz-ność!
Na nowej ziemi
W piętnaście minut później kro-czę
ciemnymi uliczkami Ayutla
pogranicznego miasteczka gwate-malskiego
Zjawia się żołnierz w
oliwkowym mundurze i grzecznie
przyświeca latarką
Po drodze pi owadzi jakieś roz-mowy
odbywa konferencje z bu-jającym
się na hamaku facetem
Nie wiem i nie rozumiem o co
chodzi Dowiaduję się jednak że
o 5 tej rano jest autobus do sto-licy
To najważniejsze Dochodzi-my
wreszcie do wielkiej budy
Żołnierz kogoś woła Po chwili
otwiera się w górze małe okienko
Znowu konferencja z głową która
się w nim ukazała i wreszcie
zgrzytają drewniane wrota Kaza
łem prowadzić się do hotelu pe-wny
więc że w nim jestem kładę
rzeczy na drewnianej ladzie i py-tam
o pokój
— Pokój? No signior Pokój
jest w pensjonacie Niedaleko
— To po jakiego diabła tutaj
stoimy? — klnę czując jak zmę-czenie
poczyna brać góic nad emo-cją
przezywania nowych wrażeń
— Jeżeli niema wolnych pokojów
to zabieramy graty i idziemy tam
gdzie są Szkoda czasu O 5 tej
mam autobus i chcę się trochę
przespać
— No no signior Rzeczy tutaj
zostaną Do 8 mej rano
Cholera z tym hiszpańskim Co-raz
mniej go lozumiem Podnoszę
kizyk Rzeczy nigdzie nie zostawię
Będą tam gdzie ja będę 1 autobus
jest o piątej a nie o ósmej więc
Nic nie pomaga Chwytam za
mój worek a żołnietz mi go od-biera
i z pow totem kładzie na
ladę Zmęczony i wściekły nie je-stem
w stanie ani logicznie my-śleć
ani zrozumiale gadać W koń-cu
jednak sytuacja wyjaśnia się
Jestem na cle a nie w żadnym
hotelu Celnicy już śpią Rzeczy
więc muszą tutaj pozostać do 8-- ej
rano (kiedy to zaczyna się uizędo-wanie- )
a ja mogę iść spać do
pensjonatu
Cóż mam robić? Wydobywam z
siebie ostatni krzyk protestu i zre-zygnowany
opuszczam mój włóczę-gów
ski dobytek
Ale w polowie drogi szczęście
znowu mnie dogania Nawoływania
w ciemności błysk elektiycznych
lataiek — i ciągną mnie z powro-tem
na clo Okazuje się że moje
'rzykt protestu czy może chęć
jjrzenia tak w tych stronach izad
tiego okazu turysty odebrały
idiotę do snu jednemu z urzędni
ków
Przyjął mnie uśmiechnięty ob
iągając pidżamę na grubym bizu
hu i popisując się kwiecistą
basie English" W trzy minuty
rewidował rzeczy nie wziął za tu
mi centa (a pora była już Motnit
spóźniona") i na pożegnanie jesz
ze nisko się ukłonił Niema te
ak podróżować z paszportem ka
ladyjskim w kieszeni być obaiczo
lyni dwoma apartami fotgoraficz-lym- i
i zjawiać się w miej-ea- d
porze nieprzewidzianych w roz-padach
tuiy stycznej jazdy
W pensjonacie
Spokojnie już z całym dobyt-kiem
zawędrowałem nareszcie do
"pensjonatu" a w nim do drewnia
nej klitki-pokoj- u z żelaznym łóż-kiem
i świeczką na koślawym
krześle Potem jeszcze była kola-cja
— czyli tradycyjna kura czar-na
fasola zmielona na papkę
("frijoles") i kukurudziane placki
("tortillas'): kąpiel czyli polewa-nie
się miską z żelaznej beczki
pełnej nieświeżej wody — i wresz-cie
twarde łoże
Komary" gryzą Po podłodze
przebieca ruszając wielkimi wą- -
siskami czarny karaluch Po przez
drewniane ścianki s}jChać wszyst-ko
co się dokoła w innych "nu-merach"
dzieje "Pensjonat" moż-na
powiedzieć nie jest pierwszo-rzędny
Nie jest nawet trzecio-rzędny
Po prostu pół burdel pół-zaja- zd
Mam jednak za sobą: osiem go-dzin
lotu z Toronto do Meksyku
16 godzin jazdy autobusem z Me-ksyku
do Ktapeh 17 godzin jazdy
koleją z htapeh do Hidaglio i te
dwa czj trzy kilometry pieszej
wedrówłi od granicy do gTanicy
1 to wszystko w ciągu 56 godzin'!!
Od czterech nocy po raz pierw-szy
leże w lozkn Ktoby się więc
przejmował gdzie to łóżko stoi' j
Najważniejsze że jestem już w
Gwatemsli sa szlaku nowej wł
CICgL
Prywatne muzeum aptekarza
Właściwie muzeum mieści się
nad apteka ale ze apteka jest
połączona i muzeum doić ścisłą
i dawna unia personalna więc
tvtuł artykułu ma tez swoje uza- -
i ładnienie
I Apteka mieście się na parte--
rze muzeum ra piętrze Jedro
ji drueie w okazałym zabytko-jwy- m
domu w Krośniewicach ko-!ło- "
Kutna Dom ten znamienitych
miewŁi pości zawsze I w tych
czasach kiedy nie Dio w mm
ani apteki ani muzeum A także
i w uch w których mgr Jerzy
Borkowski zażywa" szeroko sławy
zarówno jako' pigularz i jako
zbieracz starożytności polskich
czyli dziś
Dawnymi czasy i polską trady-cją
tchnie tu zresztą wszystko i
na' każdym kroku
NAŁÓG OD MAŁEGO
Zabjtkowy dom przy ul Wol-ności
"w Krośniewicach bł kie-dyś
zajazdem Dwukrotnie za-trzvm- vał
się tu Napoleon Go-ścił
tu kilkakrotnie Chopin
Na ścianach muzeum które
jest mieszkaniem prywatnjm
magistia Borkowskiego wisi kil-ka
portretów które w tej samej
mierze należą do ogółu jako
skarby kultury narodowej co i
do magistra jako pamiątki ro-dzinne
To poitrety Bacciaiel- -
lich malowane przez słynnego
malarza nadwornego króla Sta
sia w pacia juz cnjoa wspom-nieć
że matka magistra Jerzego
Dunin-Borkowskieg- o jest de do-m- o Bacciarelli
Nie od pamiątek rodzinnych
zaczęła się jednak pasja zbierac-ka
magistra Jerzego Borkowskie
go Ba zaczęła się ona juz wte-dy
kiedy dzisiejszy magister
farmacji zapoznawał się dopiero
z tajnikami elementaiza nauki
początkowej
Zbierać zaczął bowiem mając
7 (siedem) lat Pierwszą pasją
zbieiacką były dlań monety I 6
dziwo nie te obiegowe za które
jego rówieśnicy otrzymywali od-powiednie
ilości słodyczy w oko-licznych
sklepikach "Jurek wła-śnie
za obiegowe monety otrzy-mywane
od rodziców nabywał
monety slaie okryte śniedzią
często wUaite nie dające się od-cyfrow- ać Biakleaty grosze pol-skie
denaiy talary tynfy i or-tel- e
Dość wcześnie stał się przy
tym znawcą w tej dziedzinie Nic
zresztą dziwnego Edukację po
bierał bowiem na świętokrzys
kiej
Ojciec posłał go do szkoły w
Warszawie (gimnazjum Końop
czyńskiego a następnie Mickie-wicza)
Chłopiec wszystkie wol-ne
od nauki chwile spędzał jed-nak
w antykwariatach na świę-tokrzyskiej
zawierając przyjaźń
ze słynnym Szyją Zalcsztajnem
a tak"ze jego pomniejszymi kon-kuienta-mi
jak Klcinsingieicm
i Fiszlerem Ustalił nawet w te
dy ze Zalcsztajnowie tuidnili
sfe handlem aitysUcznymi sta
rozytnościaml od "178Ó toku'
Znać się musiał zaś młody Bor-kowski
już wtedy dobrze ńa rze
czy skoio zdarzało się ze Zalc
sztajn piosil go by "na chwil
kę" zastąpił go w sklepie gd
am szedł coś kupować na miej
cu u klienta
OGIEŃ NISZCZY ZBIORY
Ostatnia transakcja z Zalcsztaj
tein odbywała się już w czasii
ikupacji popizcz mur getta
Zhodzilo o medal w złocie wjbi
y przez miasto Gdańsk na cześt
:iola Włady sława IV
Niedługo spłonęły zbioiy Zalc
ztajna w getcie a zbiory Jeizc
o Dunin-Borkowskieg- o w Pow
taniu Warszawskim Nie mic
reszta czasu na ich zabezpieczę
ue i ratowanie Zajmował sie
jowstańczej Warszawie produk
ja leków
A zbioiy bly wspaniałe i wiel
:ie Rozmieszczone były w 5-c- ii nieszkaniach w róinjch częs iach Warszawy Oczywiście nio
lety (kilka tysięcy sztuk) ale
neble (sekretera podiózna pan
Walewskiej') obrazy poicelana
isiazki autografy i rękopisy
Wiele ineditów!
Jakby na ironie ocalało hlkc
trochę z tego i właśnie to co" by-ło
zda sie najmniej trwale —
papiery Ale wśród nich rękopi
sy i autografy polskie poćz na-jąć
od króla "Władysława Jagieł-ły
do Stanisława PoniatowsTcie-g- o
Poszły iednak z djmem "bia-łe
kruki" jak I wydanie Kocha
nowskiego Spłonęło tez 14 obra-zów
Bacdarellegb w tm 2 au-toportrety
JAK FENIKS Z POPIOŁÓW
Te 10 ocalałei kolekcji sta
ło się fundamentem na którm
niepoprawny a rasowv zbieracz
rozpoczął budowę kolekcji m
nowo Dziś można 'juz o niej mó
wić jako o krośniewickim muze-um
w aptece
Biblioteka magistra Jerzesc
Dunin-Borkowskie~s- o w Krośnie-wicach
legitmuje~sie cyfra oko
!o 6 tysięcy woluminów w "czvm
ponad 1 tysiąc starych polskich
druków nieco inkunabułów ? wiele pierwszych wydań Wśród
lycn cymeuow czv nawet surer-cymelio- w jest Biblia Leopolit
z 1561 roku oraz zielnik Svre-niusz- a pierwszy w jezvku boi
skim
Rękopisy to oddzielny roz- dział Wspomnieć trzeba oczy-wiście
o ręcznie pisanym Dy"a-misz- u Sejmu Ord-rian-jne"- co Warszawskiego z XVII w" A na- stępnie już tylko można wyli-cih- k Regonu "orwia Kra
NRI5
szewski (całe korespondenci
jak np w sprawie jubileuszu p"!
sarza) Prus Malczewski Asnvt
Wezyk Żeromski Brodziński
Sienkiew icz Przy byszew ski ' Vj!
spiański Świętochowski Deoti
ma Konopnicka Gomulieki K-asprowicz
i Gałczyński Sa listy
najznamienitszych" histon ków
jak m in Kutrzeby Balcera A-skenaze-go
i Kraushara Sa listy
królów polskich (ile Sobieskie-go!)
Sa korespondencje hetma-nów
a wśród tych cenne listy
Stefana Czarnieckiego Znajdu-je
się w jego posiadaniu obszer-ne
'archiwum Kozietulskiego
Autografy Kościuszki Napoleo-na
i księcia Józefa Poniatowskie
goł Listy Mickiewicza Słowa-ckiego
i Krasińskiego Tego ost-atniego
także oryginalna fotogra-fia
na łożu śmierci
Nie ma chba nazwiska zasłu-żonego
w histoiii i kulturze kra-j- u które by jakimś autentykiem
nie było reprezentowane w zbi-orach
kiośniewickich
PIERWSZE EGZEMPLARZE
"VIRTUTI MILITARI"
A najmilsze sercu polskiemu
militaria? Oprócz wspomnianych
juz listów ordonansów hetman
skich i królewskich szabel pi-stoletó- w półpancerzy i dwuręcz-nych
mieczy jaśnieją na najbar-dziej
honoi owych miejscach or-dei- y
z najcenniejszym Virtuti
Militan na czele
W latach rozbioiów i Targo-wicy
kiedy jeszcze Rzeczpospo-lita
pióbowała stawiać opór prze
mocy i gwałtowi sąsiadów Sta-nisław
August kazał vbić po dwadzieścia medali w złocie i
siebrze Po jednej stronie wid-niały
pod korona kiólewskie cy- fry "S A R" (Stanislaus Auga-stu- s Rex) po drugiej — "Virtu-ti
Militari" Są to pieiws?e od-znaki
tego zaszczytnego oideru
Istnieją do dziś tylko trzy Z te-go
jedna w Kióśniewicach
Znajdują się tam także pierw-sze
egzemplarze Krzyży Virtuti
Militaii wiąz z autentycznymi
wstęgami z tego czasu
Nic tez dziwnego że gdy ktoś
obcy dowiaduje sie w Kutnie o autobus do Krośniewic to zaga-dnięci
sami go pytają: "Pan do
apteki? Do pana Borkowskie-go?"
Gości ciągnie bowiem do Kro-śniewic
huk! Naukowcy i stu-denci
z Uniwersytetu Łódzkiego
Jagiellońskiego iprof Pigoń!) i
Warszawskiego Pisarze i kryty-cy
Dziennikarze i zbieracze
Wszyscy witani ze staropolską
gościnnością Dla wszystkich o-twa- rty dom i wszystkie jego z-akamarki
Właśnie Zakamarki Niestety
bowiem zbiory lokowane są z ko-nieczności
i w piwnicach' i na
stiychach Pakowane w skrzy-nie
i kufry Wiązane w prow-izoryczne
paczki i wiązki jak w aichiwach Tylko nie mają ta-kich
warunków jak w archi-wach
MUZEUM WYMAGA LOKALU
Dom wprawdzie jest ogromny
stanowi nawet osobistą włas-ność
rodziny Borkowskich Nie
est jednak' zamieszkany tylko
orzez nich W części mieszkalnej
la piętrze mieści się "salon
damski" a fryzjer zajmuje naj-obszerniejsze
pomieszczenie
A przecież warto ba należy
nawet zapewnić zbiorom kros-iiewickV- n nie tylko właściwą
konserwację ale i ekspozycję
Siech wycieczki z okolicznych
zkół ktoie juz "programowo"
iwiedzaja muzeum nad apteką
idnosza większą korzyść z wizy-- y
w Krośniewicach Należy tak-- e
przeznaczyć jeden z pokoików
la gabinet piacv naukowej do-ttepn- y
dla naukowców i bada-czy
z zewnątrz
życzy sobie tego najbardziej
ytrwały zbieracz i miłośnik tra
lycji i kultu: y ojczystej — far-maceuta
Jerzy Dunin-Borkows- ki
z Krośniewic" Chce on udostęp-niać
jak najszerzej swoje zbio-ry
Cieszy się iz sa komuś pizy-Jatn- e
i pomocne
Lecz o wysokie władze' —
poczynając od Gminnei Rady
Narodowej w Krośniewicach po M
jjiit--t luwiaiuwa naue iiiuuj--
wa w Kutnie Wojewódzka w Po-znaniu
aż do samego Minister-stwa
Kultury w Warszawie —
trzeba nieco dopomóc apteka-rzowi
w Krośniewicach
Dzięki stokrotne Ministerstwu v
Kultury za 200000 zł na restau
racje zabtkowego zajazdu z po-f- e
czatków XIX wieku PomvślciJ Ł
iednak i o zbiorach maeistra
Borkowskiego "Salon damski"
można ulokować gdzie indziej
Xa jego miejscu znaleźć sie win-no
naprawdę MUZEUM NAD
APTEKA którego podwaliny o
lozył zasłużony wielce nie tylka
dla kultury sw"ego resionu Jeny
Dunin-Borkows- ki z Krośniewic
Tadeusi Kur
SMI00W LiKE PARK
Chcesz sie ochłedjiC lub debrze
bawił jedf do Shadow L)e 35 ntil
cd Toronto — Miejscowość pitkn1
polezoni nad jeziorem
KIPIELE Ł60KI
TENIS RYiOŁóSTWO
DANCINGI I BtIDl
COTTACE r-i- otna ł"iw
eek-end- y eraz ni dłuższy pebjl- - Sltmarzyaztraa i vuciuuc —ił
uradzać piltnild 35 mil od Toronto Highway D1 xl
wsehćd Highway S na piłnot J do Ballantree — na wschód - vprs
n przeciwko Cedtr eech
Musselmans Lak Wstęp zasato U _'r_
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, July 11, 1959 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1959-07-11 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000323 |
Description
| Title | 000235a |
| OCR text | ST 4 ZA SIÓDMA Na Wy prawa "za siódmą górę i za siódmą rzekę" zj-C7c- ła się przej ściem granicy Ale ze wyprawa nie "" była właiciwiew)- - prawą lecz włó- - cztgą więc i przej ście to nie należało do gatunku zalecanych w turystycznych pro-spektach czy podróżniczych książ-kach % Jeszcze nie ma siódmej — a już jest noc Nieosłonięte żarówki w i szą w ciemnościach jak lampki na choince Świetliste kule otoczone czarną watą PoJ nimi dwaj urzę-dnicy graniczni grają w karty U pasa zwisają im wielkie rewolwe-ry w futerałach wykładanych sre-brem Przy barierce drzemie żoł-nierz oparty o karabin Ma prze-pocon- y khaki mundur spadochro-niarskie buty i amerykański hełm zsunięty na nos Tłuką się wielkie ćmy Tną komary'- - Chóralnie re-chocą żaby i cykają Awhtszci W ciemnościach zaczynających się tuż za węgłem cos bulgoce po-chrapuje trzeszczy gwiżdże i sie-ka Granica meksykańska! Jeszcze trzy dni temu mogłem — jak przystało na uczciwego tu-rystę — z lotniska w stolicy Me-ksyku ponad góry dżungle i bez-droża przeskoczyć na lotnisko w stolicy Gwatemali Jeszcze dwa dni temu mogłem — znalazłszy się nj rozstajnych drogach w "Mieście Złotych Kobiet" Tehuantepek — wsiąść w wygodny autobus i pió-bowa- ć dobioci "Pan America llighway" na jej najgorszym po- - poć odcinku pogranicznym meksy-kańsko gwatemalskim Mogłem je dnym słowem rozsądnie trzymać się turystycznych szlaków Ale nie chciałem Lubię chodić wła-snymi drogami Wsiadłem więc do brudnego i golącego wagonu me-ksykańskiej kolei i Jeszcze pół godziny temu gdy po siedemnasto Rodzinnym przebi-janiu się wzdłuż Pacyfiku po przez słońcem spalony "busz" lub wilgocią dyszącą dżunglę dobrną-łem do pogianicnego Iliddglio — było jeszcze widno Na stacyjce wskazano mi tor ginący w gęstwi-nie i powiedziano że jeżeli TUTAJ nie chcę nocować to posterunek graniczny jest TAM o kilometr przyczyni dostać się doń można tylko na piechotę Mogłem więc jeszcze zostać Pizenocować Za dnia normalnie lozpoczynać włó-częgę Ale nie chciałem Każda granica jest dla mnie ma-gnesem Pociąga Kusi by ją jak najszybciej pizekroczyć Jedną drugą dziesiątą Poszedłem więc Kolejarze wzruszyli ramionami i za moimi plecami stuknęli się w czoło: "zwariowany Gtingo" Słońce zdążyło jeszcze miugnąć do mnie zza pierzastych liei palm — i nagle nie zapowiedzianie jak-by znienacka zrobio się ciemno ' Allied Travel GÓRA I ZA SIÓDMA RZEKA szlaku nowej włóczęgi C Pożegnanie Meksyku orbis] Bowiem tutaj juz ni zmierzchu ni zmroku nie ma Jest tylko DZIEŃ i NOC Granica meksykańska Dwie dre-wniane budy i bezużyteczny tor kolejowy między nimi Czekam aż strażnicy odłożą zatłuszczone karty i zainteresują się moją osobą Z ciekawością spoglądam w kierun-ku Gwatemali Od powrotu z zeszłorocznej włó-częgi po Meksyku planowałem że lnattępnm etapem poznawania kurczącego się świata — będzie właśnie owa legendarna niemal kolebka Majów i hiszpańskich Ry-cerzy Santiago (świętego Jakuba) Patrzę wnęc — i nic nie widzę Czarny mur nocy stoi tuż przed nosem i nie widdomo co za sobą kryje Gdzieś tędy w roku pańskim 1523 cim szedł a raczej przedzie-rał się przez dżunglę bowiem dróg żadnycli me było Don Pedro de Alvarado rudowłosy towarzysz Cortea szalony awanturnik i wa-leczny "hnlaigo" 7 świętą figurą Madonny Socoro na czele dwu-dziestu jezdnych trzystu pie-szych czterech aimat i pomocni-czych oddziałów krwawych Azte-ków szedł zdobywać dla króla t hiszpańskiego nową prowincję Gdzieś tutaj zapewne w tej po-granicznej dżungli — podobnie jjk ja teraz — opędzając się od komarów I słuchając żabiego cho-rału musiał myśleć: "cóz znajdę w tym nieznanym kraju u któregu zielonych wiót stoję? Wśród gór niebotyczny cli wulkanów dymią-cych i gąszczy nieprzebytych???" — Pasaporte! — Strażnicy pi er-wa- li gię w kaity i moje dumania nail przeszłością — Dokąd? Gwatemala — a da-lej? Honduras Nikaragua Custa Kica Panama — A Nikaragua! Panama! Oglądają mnie od stóp do głów Od rybackiego kapelusika po die-lkhow- e spodnie Nie pizypominam amerykańskiego turystę Nie mam koszuli w kwiaty nie żuję gumy nie przyjechałem własnym samo-chodem lecz przyszedłem na wła-snych nogach z woikiem na ple-cach zamiast w otoczeniu traga-rzy i przewodników Ten z bródką uśmiecha się: — Peionista" — pyta Diabli wiedzą skąd ta nazwa Co były dyktator Argentyny ma wspólnego l moim wyglądem lub 7 zamieszkami w Nikaragua i Pa-namie? Ziozumialbym gdyby mnie nazwali "Castro'nista" jako że ten bohater Kuby macza ponoć swoją biodę w Środkowo Amery-kańskim placku — ale "Pero-irista"?'- " Wziuszam ramionami — Turysta! — odpowiadam obo jętnie Patizą na mój aparacik kinowy i na sterczący z toiby trójnóg Może myślą że to jakaś nuwa broń mająca przepędzić dyktato m Somozę z Nikaiagul i Amery-kanów r nad Kanału Panamskiego? Uśmiechają się do siebie znaczą co i za przybicie pieczątki na pasz Travel Tours Inc Travel Danubia Pour Seasons Travel Syrena Book & Travel porcie każą zapłacić dolara się takie uwagi: — że urzędowanie na granicy koń- - "Celem otrzymania karty tury-cz- y się o Ctej wieczorem a teraz stycznej Gwatemali należy: (a) już dochodzi ósma więc obowią-- 1 ważny paszport (b) za-zu- je wynagrodzenie za "specjał-- 1 płacić z góry S2 00 c) przedłożyć ną" usługę A zaraz potem urzęd-- j świadectw o szczepienia ospy Cd) nik celny za kiwanie głową (na-!li- st wet nie spojrzał na moje rzeczy żąda dodatkowe dwa dolary' Chcę krzyczeć "rozbój!" ale gry-zę się w język Nie pora ni miej-sce by się kłócić — zwłaszcza z "władzą" na granicy Płacę Formalności załatwione Urzęd-nicy wracają do kart żołnierz do drzemki nad karabinem celnik do miasteczka by przepić moje do-lary a komary na odsłonięte częici mojego ciała by przepijać moją nie meksykańską krew Patriotyczne juchy! Z ciemności wyłania się jakaś nowa postać w białych portkach i wielkim sombrerro Zarzucam na plecy mój worek — jeszcze na pustyni irackiej 18 lat temu w oficerskim sklepie kupiony — i zanurzam się w czarną nieprze-niknioną noc Przewodnikiem jest ledwie widoczny tor kolejowy Za mną pozostaje Meksyk Przede mną Gwatemala Piechotą do Gwatemali Sto lat temu J L Stephens krywca i badacz majowskich ruin zanotował pytanie zdumionego krajowca: "Któż jedzie do Gwate-mali???" Kraj był niedostępny Na dio-dz- e stała bądź nieprzebyta dżun-gla bądź dzikie pasma górskie się-gające 14000 stóp wysokości i głę-bokie przeszło 2 000 stóp rozpa-dliny między nimi Płynęło 37 wielkich rzek dymiło 33 wulka-nów Siodkiem komunikacji był muł i plecy indiańskiego traga-rza A dzisiaj? Hy się dostać wnętrza kraju albo trzeba wsiąść w samolot albo na pociąg załado-wać własny samochód albo — tak jak — na piechotę Postęp! W dole szumi rio Suchiate w któiej zębami kłapią aligatory i zgodnym chóiem pobe-kują żaby Komary gryzą na po-tęgę i nie sposób się od nich opę-dzić Powietrze jest gorące i wil-gotne Nic dziwnego Pacyfik o miedzę a dokoła dżungla Odwra-cam głowę O kilkaset met i ów poza mną jarzą się białe kulki ża-rówek meksykańskiego posterun-ku Jeszcze czas zawrócić z tej ni czyjej ziemi na którą we włóczę-gowski- m zapale w tą noc zabrną-le- m Idę dalej a raczej skaczę z jed-nego pokładu kolejowgeo na dru-gi między nimi bowiem dziury i prosta dioga do rzeki I w paszcze Latarkę elektryczną — jak to zwykle w potrzebie bywa — mam schowaną na dnie woika Skaczę więc w tą czainą noc nie oświetloną ani jednym blaskiem a za mną skacze mój tragarz Jak daleko jeszcze? Nie wiem Nie py-tam Mam ważniejsze kłopoty Gdy przed wyjazdem starałem się o gwatemalską wizę otrzyma-łem z konsulatu w Montiealu for-mularz na którym m In znajdo- - Rodacy! Przyjeżdżajcie do Polski! Atrakcyjne programy wycieczek wraz z odwiedzinami krewnych i majomych Zwiedzanie najciekawszych rejonów Polski: Stolicy Polski — Warszawy zabytkowego Krakowa Częstocho-wy — miejsca pielgrzymek religijnych oraz Innych miast Wycieczki o stałych terminach (kalendarzowe) oraz zgodnie z Waszym życzeniem Zakwaterowanie w wygodnych hotelach i pensjonatach fachowa obsługę i dobrą kuchnie zapewni Wam Polskie Biuro Podróży "Orbis" - Warszawa Bracka 16 Cena wycieczek od $82— 1385 USA Informacje prospekty i inne materiały reklamowe u zagranicznych korespondentów Orbisu w Kanadzie Holiday Treasure Universe Senice Service Company Travel Polish Agency Agency Senice Nibywały przedłożyć niewidoczna aligatorów 10705 — 99th Street EDMONTON Alta 1010 St Catherine Street West MONTREAL PO 77b St Catherine Street Eitt MONTREAL P-- Q 296 Queen Street West TORONTO Ont 109 Blocr Street Weit TORONTO 5 Ont 707 Oueen Street West TORONTO 3 Ont 2094A Dundas Street West TORONTO 3 Ont 174 Pitt Street Weit WINDSOR Ont Poza tym korespondenci Orbisu we wszystkich większych miastach USA Odwiedzajcie stoisko "Orbisu" na Międzynarodowych Targach w N Yorku UWAGA' Podajemy do Kizdornoici ie Polskie Biuro Podróży "Orbis" nie posiada nr Montrealu żadnego biura ani przedstaunaelsTica pod narwą "Orbis" M £5 'ZWIĄZKOWIEC" LIPIEC Huly) SaboM 11 — 1959 do od do ja ALEKSANDER GROEICKI od pracodawcy ze jedzie się ' rr Hu łtŁfn-il- ! li 4i IVn ti rcAtirM tli- - rystytynych (e) bilet w jedną i drugą stronę (f) list z banku że rozporządza się wystarczającą ilo-ścią gotówki (g) wypełnioną i pod-pisaną aplikację o kartę turystycz-ną (hj list od znanej osoby firmy lub banku stwierdzający ze jest się osobą honorową i nie wyzna-je żadnych anty-demokratyczny- ch idei " Moje postanowienie wyjazdu by-ło wówczas na tyle silne że nie zraziłem się tym biurokratyzmem (w praktyce okazało się ze wystar-czył tylko paszport i świadectwo szczepienia ospy) Ale gdy tak po nocy "na zielono" nieomal wędru-ję do celu czyli gwatemalskiej granicy opadają mnie inne wąt-pliwości Konsularny formularz zawierał również zastrzeżenia w rodzaju: "Władze Gwatemali nie zezwolą na wjazd osobom rasy żółtej lub mongolskiej Murzynom i Cyga-nom!" Murzynem ani żółtkiem wpraw-dzie nie jestem ale już cyganem (literackim) potroszę a co naj-gorsze "demokratyczny" ten zakaz nie bardzo mi odpowiada na tle żądania by turysta "nie wyznawał anty-demokratyczny- ch idei" Ale to jeszcze nie wszystko In-ny paragraf formularza głosił że "Biegacze i zawodowi piechurzy muszą posiadać specjalne zezwole-nie na przekroczenie granicy " A ja władnie na piechotę! Zawo-dowo niemal 1 bez żadnego spe cjalnego zezwolenia Co będzie gdy jakiś goiliwy demokrata któ-remu nie spodoba się mój nos lub wiza "antydemokratycznej" Nika ragui — przyczepi się i każe wra cać (na piechotę ocz wiacie)? A czy wpuszczą? Most się kończy Jakiś nasyp kolczaste druly kolczaste krzaki i światła w dalszym ciągu żadnego Istotny wojenny "blackout" Poczy-nam się czuć niewyraźnie Przyby-wają nowe zmartwienia Stosunki między Meksykiem a Gwatemalą są tak jakby zerwane Były jakieś strzelaniny wyjazd ambasadorów pogróżki Mają ten sam język (hiszpański) tą sa-mą religię (katolicką) to samo po-chodzen- ie (indiańsko-hiszpańskie- ) tę samą kultuię (łacńską) tę sa-mą żywią nienawiść do hiszpań-skich kolonizatorów i te same bio-rą dolary szczodrze sypane z wa-szyngtońskiej kabzy — a przecież do oczów sobie skaczą i w łyżce wody by się topili Dlaczego? Po co? Może to jeszcze reminiscencje z czasów gdy meksykańscy Aztecy pomagali Hiszpanom zabijać gwa temalskich Majów? A może za zdiośc że Miksyk wielki a Gwa temala mała" że Gwatemala bo gata a Meksyk biedny? Mniejsza o powody Dość że się kłócą a ja w tej chwili znajduję się między nimi na niczyjej ziemi I może się zdarzyć że gwatemal ski strażnik u ji zawszy podejrzani cienie na kolejowym torze naj pierw zacznie strzelać a poten dopieio pytać 'kto idzie'? 1 może się zdaizyć że mój Ira garz doszedlzy do logicznego wniosku że miast skromnego na piwku może poiąść cały mój do by tek — sięgnie po zawieszoną na plecach maczetę I żaby tylko świerszcze i ko-mary będą świadkami a aligatory w izece i rekiny w pobliskim Pa-cyfiku będą miały kościste śnia-danie: "Ciemno wiedzie głucho wsze- - jdzie co to będzie " powtarzam za p'n?zczem i klnę w duchu Diabli i mnie tutaj przynieśli Niczym "na zielono" w wojennych lub tuż po-wojennych czadach Tle że wów- - 'cza ścikało ię w garści rewol wer — a teraz" Aparat filmowy Wreszcie koło toru 'wyłaniają się zarysy budowli Mój tragarz co4 krzyczy gdzie stuka Zapala się świeczka Po przez siatka zasłonię-te drzwi widzę jakiegoś draba gramolącego się z polowego łozka — "Kto tam" — pyta — To j3' — chcę krzjezeć — Turyta' Włóczęga! Z dalekiej Kanady i jeszcze dalszej Polski Szlakiem Don Pedra odkrywający Gwatemalę Piechotka bez specjal-nego na to zezwolenia po nocy przekraczający którąś tam już w życiu granicę — ale nie powie-działem mu tego wszystkiego bo i tak by nie zrozumiał Ani treści ' am my śli Gwatemalski posterunek gra-niczny Niema pistoletów stenów hełmów karabinów Niema nawet niunćjrów Jest tylko dwóch roz--( cJasitasych cywilów graca ksiep której spisują moje personalia migotliwa świeczka i gęste siatki w drzwiach i oknach za którymi brzęczą komary tłuką się cmy i ży-je dżungla Za "spóźnioną porę" 'płacę tylko jednego dolara Za-- i strzeżeń co do mojego "cygań-istwa- " i wędrówki na piechotę — niema zaanycn "Anty aemoKra-tyczne- " wizy nie robią wrażenia A dlaczego te ciemności wokoło ten "blackout"? Ano — bo vła-śni- e tej nocy nawaliła elektrycz-ność! Na nowej ziemi W piętnaście minut później kro-czę ciemnymi uliczkami Ayutla pogranicznego miasteczka gwate-malskiego Zjawia się żołnierz w oliwkowym mundurze i grzecznie przyświeca latarką Po drodze pi owadzi jakieś roz-mowy odbywa konferencje z bu-jającym się na hamaku facetem Nie wiem i nie rozumiem o co chodzi Dowiaduję się jednak że o 5 tej rano jest autobus do sto-licy To najważniejsze Dochodzi-my wreszcie do wielkiej budy Żołnierz kogoś woła Po chwili otwiera się w górze małe okienko Znowu konferencja z głową która się w nim ukazała i wreszcie zgrzytają drewniane wrota Kaza łem prowadzić się do hotelu pe-wny więc że w nim jestem kładę rzeczy na drewnianej ladzie i py-tam o pokój — Pokój? No signior Pokój jest w pensjonacie Niedaleko — To po jakiego diabła tutaj stoimy? — klnę czując jak zmę-czenie poczyna brać góic nad emo-cją przezywania nowych wrażeń — Jeżeli niema wolnych pokojów to zabieramy graty i idziemy tam gdzie są Szkoda czasu O 5 tej mam autobus i chcę się trochę przespać — No no signior Rzeczy tutaj zostaną Do 8 mej rano Cholera z tym hiszpańskim Co-raz mniej go lozumiem Podnoszę kizyk Rzeczy nigdzie nie zostawię Będą tam gdzie ja będę 1 autobus jest o piątej a nie o ósmej więc Nic nie pomaga Chwytam za mój worek a żołnietz mi go od-biera i z pow totem kładzie na ladę Zmęczony i wściekły nie je-stem w stanie ani logicznie my-śleć ani zrozumiale gadać W koń-cu jednak sytuacja wyjaśnia się Jestem na cle a nie w żadnym hotelu Celnicy już śpią Rzeczy więc muszą tutaj pozostać do 8-- ej rano (kiedy to zaczyna się uizędo-wanie- ) a ja mogę iść spać do pensjonatu Cóż mam robić? Wydobywam z siebie ostatni krzyk protestu i zre-zygnowany opuszczam mój włóczę-gów ski dobytek Ale w polowie drogi szczęście znowu mnie dogania Nawoływania w ciemności błysk elektiycznych lataiek — i ciągną mnie z powro-tem na clo Okazuje się że moje 'rzykt protestu czy może chęć jjrzenia tak w tych stronach izad tiego okazu turysty odebrały idiotę do snu jednemu z urzędni ków Przyjął mnie uśmiechnięty ob iągając pidżamę na grubym bizu hu i popisując się kwiecistą basie English" W trzy minuty rewidował rzeczy nie wziął za tu mi centa (a pora była już Motnit spóźniona") i na pożegnanie jesz ze nisko się ukłonił Niema te ak podróżować z paszportem ka ladyjskim w kieszeni być obaiczo lyni dwoma apartami fotgoraficz-lym- i i zjawiać się w miej-ea- d porze nieprzewidzianych w roz-padach tuiy stycznej jazdy W pensjonacie Spokojnie już z całym dobyt-kiem zawędrowałem nareszcie do "pensjonatu" a w nim do drewnia nej klitki-pokoj- u z żelaznym łóż-kiem i świeczką na koślawym krześle Potem jeszcze była kola-cja — czyli tradycyjna kura czar-na fasola zmielona na papkę ("frijoles") i kukurudziane placki ("tortillas'): kąpiel czyli polewa-nie się miską z żelaznej beczki pełnej nieświeżej wody — i wresz-cie twarde łoże Komary" gryzą Po podłodze przebieca ruszając wielkimi wą- - siskami czarny karaluch Po przez drewniane ścianki s}jChać wszyst-ko co się dokoła w innych "nu-merach" dzieje "Pensjonat" moż-na powiedzieć nie jest pierwszo-rzędny Nie jest nawet trzecio-rzędny Po prostu pół burdel pół-zaja- zd Mam jednak za sobą: osiem go-dzin lotu z Toronto do Meksyku 16 godzin jazdy autobusem z Me-ksyku do Ktapeh 17 godzin jazdy koleją z htapeh do Hidaglio i te dwa czj trzy kilometry pieszej wedrówłi od granicy do gTanicy 1 to wszystko w ciągu 56 godzin'!! Od czterech nocy po raz pierw-szy leże w lozkn Ktoby się więc przejmował gdzie to łóżko stoi' j Najważniejsze że jestem już w Gwatemsli sa szlaku nowej wł CICgL Prywatne muzeum aptekarza Właściwie muzeum mieści się nad apteka ale ze apteka jest połączona i muzeum doić ścisłą i dawna unia personalna więc tvtuł artykułu ma tez swoje uza- - i ładnienie I Apteka mieście się na parte-- rze muzeum ra piętrze Jedro ji drueie w okazałym zabytko-jwy- m domu w Krośniewicach ko-!ło- " Kutna Dom ten znamienitych miewŁi pości zawsze I w tych czasach kiedy nie Dio w mm ani apteki ani muzeum A także i w uch w których mgr Jerzy Borkowski zażywa" szeroko sławy zarówno jako' pigularz i jako zbieracz starożytności polskich czyli dziś Dawnymi czasy i polską trady-cją tchnie tu zresztą wszystko i na' każdym kroku NAŁÓG OD MAŁEGO Zabjtkowy dom przy ul Wol-ności "w Krośniewicach bł kie-dyś zajazdem Dwukrotnie za-trzvm- vał się tu Napoleon Go-ścił tu kilkakrotnie Chopin Na ścianach muzeum które jest mieszkaniem prywatnjm magistia Borkowskiego wisi kil-ka portretów które w tej samej mierze należą do ogółu jako skarby kultury narodowej co i do magistra jako pamiątki ro-dzinne To poitrety Bacciaiel- - lich malowane przez słynnego malarza nadwornego króla Sta sia w pacia juz cnjoa wspom-nieć że matka magistra Jerzego Dunin-Borkowskieg- o jest de do-m- o Bacciarelli Nie od pamiątek rodzinnych zaczęła się jednak pasja zbierac-ka magistra Jerzego Borkowskie go Ba zaczęła się ona juz wte-dy kiedy dzisiejszy magister farmacji zapoznawał się dopiero z tajnikami elementaiza nauki początkowej Zbierać zaczął bowiem mając 7 (siedem) lat Pierwszą pasją zbieiacką były dlań monety I 6 dziwo nie te obiegowe za które jego rówieśnicy otrzymywali od-powiednie ilości słodyczy w oko-licznych sklepikach "Jurek wła-śnie za obiegowe monety otrzy-mywane od rodziców nabywał monety slaie okryte śniedzią często wUaite nie dające się od-cyfrow- ać Biakleaty grosze pol-skie denaiy talary tynfy i or-tel- e Dość wcześnie stał się przy tym znawcą w tej dziedzinie Nic zresztą dziwnego Edukację po bierał bowiem na świętokrzys kiej Ojciec posłał go do szkoły w Warszawie (gimnazjum Końop czyńskiego a następnie Mickie-wicza) Chłopiec wszystkie wol-ne od nauki chwile spędzał jed-nak w antykwariatach na świę-tokrzyskiej zawierając przyjaźń ze słynnym Szyją Zalcsztajnem a tak"ze jego pomniejszymi kon-kuienta-mi jak Klcinsingieicm i Fiszlerem Ustalił nawet w te dy ze Zalcsztajnowie tuidnili sfe handlem aitysUcznymi sta rozytnościaml od "178Ó toku' Znać się musiał zaś młody Bor-kowski już wtedy dobrze ńa rze czy skoio zdarzało się ze Zalc sztajn piosil go by "na chwil kę" zastąpił go w sklepie gd am szedł coś kupować na miej cu u klienta OGIEŃ NISZCZY ZBIORY Ostatnia transakcja z Zalcsztaj tein odbywała się już w czasii ikupacji popizcz mur getta Zhodzilo o medal w złocie wjbi y przez miasto Gdańsk na cześt :iola Włady sława IV Niedługo spłonęły zbioiy Zalc ztajna w getcie a zbiory Jeizc o Dunin-Borkowskieg- o w Pow taniu Warszawskim Nie mic reszta czasu na ich zabezpieczę ue i ratowanie Zajmował sie jowstańczej Warszawie produk ja leków A zbioiy bly wspaniałe i wiel :ie Rozmieszczone były w 5-c- ii nieszkaniach w róinjch częs iach Warszawy Oczywiście nio lety (kilka tysięcy sztuk) ale neble (sekretera podiózna pan Walewskiej') obrazy poicelana isiazki autografy i rękopisy Wiele ineditów! Jakby na ironie ocalało hlkc trochę z tego i właśnie to co" by-ło zda sie najmniej trwale — papiery Ale wśród nich rękopi sy i autografy polskie poćz na-jąć od króla "Władysława Jagieł-ły do Stanisława PoniatowsTcie-g- o Poszły iednak z djmem "bia-łe kruki" jak I wydanie Kocha nowskiego Spłonęło tez 14 obra-zów Bacdarellegb w tm 2 au-toportrety JAK FENIKS Z POPIOŁÓW Te 10 ocalałei kolekcji sta ło się fundamentem na którm niepoprawny a rasowv zbieracz rozpoczął budowę kolekcji m nowo Dziś można 'juz o niej mó wić jako o krośniewickim muze-um w aptece Biblioteka magistra Jerzesc Dunin-Borkowskie~s- o w Krośnie-wicach legitmuje~sie cyfra oko !o 6 tysięcy woluminów w "czvm ponad 1 tysiąc starych polskich druków nieco inkunabułów ? wiele pierwszych wydań Wśród lycn cymeuow czv nawet surer-cymelio- w jest Biblia Leopolit z 1561 roku oraz zielnik Svre-niusz- a pierwszy w jezvku boi skim Rękopisy to oddzielny roz- dział Wspomnieć trzeba oczy-wiście o ręcznie pisanym Dy"a-misz- u Sejmu Ord-rian-jne"- co Warszawskiego z XVII w" A na- stępnie już tylko można wyli-cih- k Regonu "orwia Kra NRI5 szewski (całe korespondenci jak np w sprawie jubileuszu p"! sarza) Prus Malczewski Asnvt Wezyk Żeromski Brodziński Sienkiew icz Przy byszew ski ' Vj! spiański Świętochowski Deoti ma Konopnicka Gomulieki K-asprowicz i Gałczyński Sa listy najznamienitszych" histon ków jak m in Kutrzeby Balcera A-skenaze-go i Kraushara Sa listy królów polskich (ile Sobieskie-go!) Sa korespondencje hetma-nów a wśród tych cenne listy Stefana Czarnieckiego Znajdu-je się w jego posiadaniu obszer-ne 'archiwum Kozietulskiego Autografy Kościuszki Napoleo-na i księcia Józefa Poniatowskie goł Listy Mickiewicza Słowa-ckiego i Krasińskiego Tego ost-atniego także oryginalna fotogra-fia na łożu śmierci Nie ma chba nazwiska zasłu-żonego w histoiii i kulturze kra-j- u które by jakimś autentykiem nie było reprezentowane w zbi-orach kiośniewickich PIERWSZE EGZEMPLARZE "VIRTUTI MILITARI" A najmilsze sercu polskiemu militaria? Oprócz wspomnianych juz listów ordonansów hetman skich i królewskich szabel pi-stoletó- w półpancerzy i dwuręcz-nych mieczy jaśnieją na najbar-dziej honoi owych miejscach or-dei- y z najcenniejszym Virtuti Militan na czele W latach rozbioiów i Targo-wicy kiedy jeszcze Rzeczpospo-lita pióbowała stawiać opór prze mocy i gwałtowi sąsiadów Sta-nisław August kazał vbić po dwadzieścia medali w złocie i siebrze Po jednej stronie wid-niały pod korona kiólewskie cy- fry "S A R" (Stanislaus Auga-stu- s Rex) po drugiej — "Virtu-ti Militari" Są to pieiws?e od-znaki tego zaszczytnego oideru Istnieją do dziś tylko trzy Z te-go jedna w Kióśniewicach Znajdują się tam także pierw-sze egzemplarze Krzyży Virtuti Militaii wiąz z autentycznymi wstęgami z tego czasu Nic tez dziwnego że gdy ktoś obcy dowiaduje sie w Kutnie o autobus do Krośniewic to zaga-dnięci sami go pytają: "Pan do apteki? Do pana Borkowskie-go?" Gości ciągnie bowiem do Kro-śniewic huk! Naukowcy i stu-denci z Uniwersytetu Łódzkiego Jagiellońskiego iprof Pigoń!) i Warszawskiego Pisarze i kryty-cy Dziennikarze i zbieracze Wszyscy witani ze staropolską gościnnością Dla wszystkich o-twa- rty dom i wszystkie jego z-akamarki Właśnie Zakamarki Niestety bowiem zbiory lokowane są z ko-nieczności i w piwnicach' i na stiychach Pakowane w skrzy-nie i kufry Wiązane w prow-izoryczne paczki i wiązki jak w aichiwach Tylko nie mają ta-kich warunków jak w archi-wach MUZEUM WYMAGA LOKALU Dom wprawdzie jest ogromny stanowi nawet osobistą włas-ność rodziny Borkowskich Nie est jednak' zamieszkany tylko orzez nich W części mieszkalnej la piętrze mieści się "salon damski" a fryzjer zajmuje naj-obszerniejsze pomieszczenie A przecież warto ba należy nawet zapewnić zbiorom kros-iiewickV- n nie tylko właściwą konserwację ale i ekspozycję Siech wycieczki z okolicznych zkół ktoie juz "programowo" iwiedzaja muzeum nad apteką idnosza większą korzyść z wizy-- y w Krośniewicach Należy tak-- e przeznaczyć jeden z pokoików la gabinet piacv naukowej do-ttepn- y dla naukowców i bada-czy z zewnątrz życzy sobie tego najbardziej ytrwały zbieracz i miłośnik tra lycji i kultu: y ojczystej — far-maceuta Jerzy Dunin-Borkows- ki z Krośniewic" Chce on udostęp-niać jak najszerzej swoje zbio-ry Cieszy się iz sa komuś pizy-Jatn- e i pomocne Lecz o wysokie władze' — poczynając od Gminnei Rady Narodowej w Krośniewicach po M jjiit--t luwiaiuwa naue iiiuuj-- wa w Kutnie Wojewódzka w Po-znaniu aż do samego Minister-stwa Kultury w Warszawie — trzeba nieco dopomóc apteka-rzowi w Krośniewicach Dzięki stokrotne Ministerstwu v Kultury za 200000 zł na restau racje zabtkowego zajazdu z po-f- e czatków XIX wieku PomvślciJ Ł iednak i o zbiorach maeistra Borkowskiego "Salon damski" można ulokować gdzie indziej Xa jego miejscu znaleźć sie win-no naprawdę MUZEUM NAD APTEKA którego podwaliny o lozył zasłużony wielce nie tylka dla kultury sw"ego resionu Jeny Dunin-Borkows- ki z Krośniewic Tadeusi Kur SMI00W LiKE PARK Chcesz sie ochłedjiC lub debrze bawił jedf do Shadow L)e 35 ntil cd Toronto — Miejscowość pitkn1 polezoni nad jeziorem KIPIELE Ł60KI TENIS RYiOŁóSTWO DANCINGI I BtIDl COTTACE r-i- otna ł"iw eek-end- y eraz ni dłuższy pebjl- - Sltmarzyaztraa i vuciuuc —ił uradzać piltnild 35 mil od Toronto Highway D1 xl wsehćd Highway S na piłnot J do Ballantree — na wschód - vprs n przeciwko Cedtr eech Musselmans Lak Wstęp zasato U _'r_ |
Tags
Comments
Post a Comment for 000235a
