000408b |
Previous | 7 of 12 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
Rjgp" &v yGqj8Wvp5r (Bjr- - j- - fc T1
i-- ys&Gim&ffimamBBmsm §
ii ' p? # li J& M WSi3"P4 +?' i ? MirFfwmcłm 3
- JSfe KJV " v S rfC5!aSSi?4TS' LL_ łTŁ-w-Łrf—Sfei-
— urBMw--nik- ~ bj 4włŁi)ŁtvłrfłirSii)ii#" JBłh4wttHWifVł- - r-i3W&Wifc#r-fi-
flW
ł--ł'
-- w (J t-- wi— W—- - i
Si £ Trfrr"WI(I - Ji_i ' --
'W v i(ifl ?cŁ
"ZWIĄZKOWIEC" GRUDTiEaCPielmb-r- i Wada 4"~T?63 ' "JM '
_n Henryk Schoen- - opiszą cały mechanizm w hl-im-ć
Wknvm artykule z nieja- - precyzyjnym senniku
fćiSran wujTparżoagł usię„:™wo iAt"yifcłthn A1
o tvch wszystkich kto-'rzebu- ją
jakiegoś płasz-?'-- :
iinńhv 7hnhonu
Sduchem niezahartową-fjEodpornyc- h
na mroźne
laukoucy potrafią w spo-Ln- y
obchodzie się z ludz-?erażonv- mi
zjawiskami
anał)--m rozumem Ale
mny pokój isimejt ij- -
i każdy z iws iiiaj- -
Ujrzał pnez dziurkę od
jnrzrsłuchiwal się docho-- j
samtad tajemniczym
A-- m wzburzonym głosom
ibon" tłumaczy istnienie
ko pokoju po swojemu
(jak dotychczas w więk-m-padkó- w
przechodzi o-5gradli- wjrm uśmiechem
Śniętych ustach
J to przypadek dość że
I szczęście (czy może nie-je'- )
co raz to obcować z i 'o których już Szekspir
iiał że nie śniły się filo--
W dzieciństwie najDar-odahiy- m
na podszepty
:o pokoju ale taKze w
i j w wieKU aojrzaiym
u-vnarl-ki
na pewno nocy
a jednocześnie załamWal sie
literackiego malowni
chyba warto ie opisać
najpierw wróżebne sny
Iznajomy zjawia się w no-ridzen- iu
i dokładnie opo- -
kiedy i jak roźsta-- z
życiem W dwa dni
apowiedź ta spełnia się
uurocentach Pewna miła
wyczekująca na koniec
Nicei otrzymuje ust od
udzącego się w oflagu
nieprzyjemny sen: co
z twoją siostrą?" List'
fowany w tym samym
idy owa siostra zginęła
Iszniczej bomby zrzuco-le- z
i zapmoimasyt łkę nsąsaiednnie'lioc-fiieemjiseckki-iee
A także wła--
r nieomylnie zwiastują- -
Iczęśliwe wydarzenia
Łza o W wieku ra- -
ewizu nie lest to już ta- -
Łimajace Widocznie no- -
sobie jakieś radary i
stacje nadawcze i od-głośni- ki
i ekrany atyl--
ławsze i nie każdy
micsię na odoowiednia
inewne z czasem uczeni
ie"te "sprawy zbadają i
arbara Gordon
4
!(=oc={ł==()z=()c==-()==()==()==()==()z=()==t)==()- =
I GŁÓWNE
fSTCPUJACB POWIEŚCI
mgoń — prokurator lal około
rodzinę i przyjacól zwana
i- - Urocza blondynka o jasno-ieskic- h
oczach umiejących pa-- :
surowo i przenikliwie
nświgoń — emerytowany
Anny zajmuje się gos-rslwc- m
domowym stawia pas- -
i udziela córce dobrych rad
Kir — dziennikarz pisujący rc-- e
kryminalne wysoki szatyn
TOło 33 przyjaciel Anny
Lubicz-Barsk- a — kobieta ener-l- a
i pełna zdecydowania z zawo- -
(rpragwonspicozskiaa Kparmzyiljiacbióałrkdazo Ajenjnyod- -
i Chmura — porucznik Milicji
Jfatelskiej niemal stale współ-fJJąc- y
z Anną lecz nie zawsze
Tający się z nią do metod
I ' p 7'oZh6u — prokurator przc- - W Anny
Borkowu — kobieta w
-- u o ciemnobrązowych oczach o- - tia po ojcu sklep futrzarski
C" prowadził jej mąż
Borek — pięcioletni chłopczyk
cy bawić się w "Zimno ciepło
"p goeposia państwa Borków o-- 1
despotyczna lecz o gorącym
% nie darząca jednak sympatią
domu ti larfcąt — ekspedient firmy "Eto-jcziowie- k
elegancki w pełnym
faniu tego słowa Lubi wodę ko-ją
"Jucht"
Chlipała ~ zaniedbuje swe
ff™weei szacbuundkouwganoidune dzoamjękcóiew
godzinnych
— adwokat od dawna już
lktykujący Cechuje go staro--J galanteria w stosunku do ko-- I
zmowie zaś używa
rNz~i"epo:ćow"ie—dzoenmkaeirryyt"totuewjgeaonAyjanknuębrzyedt-u-jak
informuje ta-f- f
Przytwierdzona do pnia sos-rłascic- iel
r£ ulicy Kwwiitlnliącpyochd nWumrzeorseómw TOwej
i J twierdzą w Brzozowej gar- -
Dosc dawno juz gdy bvłem wprawdzie nie piękny ale dość pmoijoeddyynkmę aszzeMroewdianłaecmeli sodboie w Ca-latay- ud Głównie wzdłuż toru
kolejowego bo na szosie łatwo było --wpaść na Guardia Civil _ sbproaktkuanipeapirearcózwej nwieizpożi ądinannyechz ełupstw wymyślonych przez zło- wślitwedey dneamsyopneym Dwriaęłkoswzeałostacsiieę
kolejowe okrążając z daleka by swiefeco Krzysztofa oDiekuna
podróżnych i nie kusić
nadaremno
Za Torralba odbiłem sic nieco
od kierunku i wnakowałem się
w krajobraz pustynny bezdrze-wn- y
i bezwodny To już był
wschodni skraj prowincji Soria
spalonej słabo zaludnionej w
nocy sprawiaiacei wrażenie lu- natyczne Niekiedy wydaje
rżoektonawkłarśónlaie Kfuastwylivikonkatónrov wkya-- zał ziemie nieposłusyneco wasa- la posypać sola i saletra by nic
na nich nic wyrosło
Bvła pełnia księżyca Jeżeli
muuv wyianc powiedzenie n
płynnym srebrze zalewaiacym
ziemię miało usorawiedliwieńip
tak zaska-it- o tei Tvlko tam
ze sta-lSdz- ie teren ostro
na
sny
notra- -
OSOBY
irzez
bę-ojci- cc
co
kwiecie
i
na
co
7"6iracui
łazików
się
więcej
zalegały głęboka czernią nasy- cone cienie Powietrze nierucho-me
żadnego szelestu żadnego głoi nocnego Dtaka Tylko po- stukiwanie okufei laski czasem
notoczył się kamień tracony bu-tem
Nagle ogarnął mnie lek Z
przyrodą zżyty jestem od małe-go
ileż razy nocowałem w czys- tym polu w ciemnym lesie we
wczesnei młodości nieiedna noc
aż1 do świtu przesiedziałem na
lubelskim cmentarzu Skąd więc ten lek naturalny u zawodowe-go
mieszczucha ale nie u mnie?
SnoHcania z ludźmi w tej nu=tv-n- i również nie mogłem obawiać
sie zresztą byłem uzbrojony w
pierwszorzędnej formie fizycz-nej
Wiec dlaczego?
Lek wzmagał sic z każdym
krokiem przechodził w przera- żenie Niewytłumaczalne bez-sensowne
Mimo chłodu typo-wego
na wyżynie kastylijOdei
czoło zalane potem w dołku sie w kolanach wata jak no
otrzymaniu silnego ciosu bok-serskiego
Jakaś niewidzialna si-ła
zda sie zatrzymywać i zawra-cać
z drogi
NOC NA ULICY
truPdrezmemogCłeięmżkosięwzysnzaejdwłeymższ"ynma
łsezmczyot coobś łesgtoopąwzPgóorczhayliłzeamczespiię-: woje kolczastego drutu Poma- całem laska po obu stronach
przegniłe paliki tu i tam ten
sam kolczasty drut Deszcze i wiatry dokonały swego ale je-szcze
można było rozeznać za- rysy ludzkiej pracy nie ulegało
wątpliwości: szczytem wzgórza
dostosowując się do jego profilu
biegł stary okop rowy strzelec-kie
Zrozumiałem Przed kilku la-ty
ludzie tu walczyli zabijali się
umierali Czy to nie ich śmier-telne
przerażenie pozowało na
pobojowisku by udzielić-si- ę no- cnemu wędrowcowi?
Podobno już istnieje na ten
temat cała naukowa teoria Być
może ja ograniczam sie do opi-su
autentycznego przeżycia
Wspomnienie z dzieciństwa
świeżo przydzielony do pułku
kapitan mieszka w koszarach w
domu oficerskim Działo sic to
dawno tuż przed wybuchem
pierwszej wojny światowej Ro-syjskie
domy oficerskie były
przeważnie jedno czasem dwu-rodzinne
Nasz kapitan sprowa-dza
sie z rodziną: żona dzieci
naturalnie służąca Dopiero pier-wszy
dzień ordynansa jeszcze
mu nie przydzielono
Po pierwszej na nowych śmie-ciach
kolacji domownicy rozcho-dzą
się do swoich pokojów Koło
dziesiątej godziny rozlega się
przeraźliwy krzyk notem spaz-matyczny
płacz Małżeństwo bu-dzi
się zapala świecę Co się sta-ło?
Młodziutka służąca dostała a- - taku histerii Opowiada że przy
szła do iei pokoiku stara żydów-ka
w rudej peruce i zaczęła du-sić
Za nic nie wróci do tego
pokoiu Żadne perswazje nic no
wskń- - miejscu morderstwa
domu pozwala fali
Nazajutrz usiłują dziewczynie
wytłumaczyć prostu
przywidzenie Sen-mar- a Bóg-wiar- a! Ale gdzie tam!
— ja proszę jaśnie nani
odeidę a w tej izdebce spać nie
będę
"Jaśnie nani" nic w
zjawv i duchy więc postanawia
przekonać służącą własnym
przykładem
— Przenocuje w tym nokoju
i żadnej żydówki nie zobaczę
Tak też się stało ł scena
z poprzedniej nocv powtórzyła
się jota w jotę Zjawia się sta- -
I
żo
to po
buje nielegalnie skórki zwierząt fu-terkowych
Staś Cichy — przywódca gangu brzo-zowskich
włamywaczy
Komendant — komendant po-sterunku
MO w Brzozowej Nade
wszystko ceni spokój
(anck Mucha — zastępca komendanta
Kalinki młodzieniec cnergicny i
się do działania
— i znakomita pieśniarka
kobieta o frapującej znajo-ma
Kira z lal dziecinnych
KWITNĄCYCH WRZOSÓW
lal bez przerwy od wielu go
szawskicj miejscowości w głę l —
bokie strumienie Plusk deszczu i giu-ch- y
szum sosen kołyszących się niespo-kojnie
wietrze tłumiły wszelkie in-ne
odgłosy życia Od do czasu
tylko się przez świst wichu-ry
turkot kolejki łączącej Brzozową ze
stolicą Zdawało się że czarne od
chmur deszczu i wiatru dotyka
wprost ziemi przytłaczając swym cięża-rem
wszystko się na niej znajduje
Ojcowie osiedla z uwagi na nikłe fun-dusze
gromadzkie niezbyt troszczyli się
o należyte oświetlenie uliczek grząskich
środkiem i miejscami obramowa-nych
płytami chodnika lecz to noszą-cych
nazwy dźwięczne i romantyczne:
Dojrzałych Wiosennego
Wesołych Szpaków Kwitnących
Wrzosów — oraz inne temu podobne ku
czci różnorakiej flory i zarówno
dziko rosnącej jak i La-tarnie
stały tu w dużych od siebie od-ległościach
a oświetlenie przechod-niom
służyły przeważnie prostoką-ty
okien domków i willi skrywających
się drucianymi siatkami sztachetka-mi
i żywopłotami małych ogródków
m--n łv iednak o tej porze jedno
za drugim nie miały juz zresztą komu
świecić Mieszkańcy wrócili na ogół daw-no
domowych i teraz
pokładli się spać by wczesnym rankiem
z nowvmi siłami stawiać czoło trudnoś-ciom
" związanym z dostaniem
_
się do
miejsca pracy
W miarę jak coraz bardziej nieprze-niknione
ciemności zatapiały Bfzozową
pogrążając ją głębiej i głębiej
r-fif- nnf
w rudej wbija
p3lce w szyję zaczyna dusić
pani z krzykiem wylatuje z iz-debki
Pan domu zdenerwował sic- -
— Co u diabła babskie ga- danie! Tej durnej przywidziało
się we śnie a tyś się zasugero-wała
Następnej nocy ja pójdę
spać do lego pokoju
Kapitan miał widać silne ner-wy
bo nie krzyczał Ale po go- dzinie wyniósł się znawiedzane-g- o pokoiku i wrócił do sypial-ni
Zjawa w rudej peruce nic
omieszkała złożyć mu wizyty
Pokój zamknięto na klucz pani
kapitanowa na drzwiach zawie-siła
święty obrazek służącej po- zwolono ścielić sobie w kuchni
Dopiero w kilka dni później
przy kieliszku wódki ze
starszych oficerów zagabuje ka-pitana:
— No jak tani w mieszkaniu
nie straszy?
I opowiedział mu całą histo-rie
Przed rokiem zajmował mie-szkanie
porucznik Kawaler —
przy nim ordynans Do koszar
przychodziła stara żydówka ob-sługująca
żołnierzy za drobną
zapłatą Koszulę uorala zacero-wała
rozdarta "gimnastjorkę"
pachnące mydełko przyniosła za
kilka miedziaków Chętnym po-dobno
stręczyła kto był w po- trzebie to u" rubla pożyczyła na
niewielki procent
Poszła gadka po koszarach ria-- J
zańskiego pułku piechoty że
Żydówka ma zaszyte w spódni-cy
grube pieniądze W nieobec-ności
porucznika ordynans zwa-bił
starą na kwaterę pod pierw-szym
lenszym pozorom i udusił
Jasne? Kapitan pyta" choć py- tanie właściwie niepotrzebne:
— Jak wyglądała?
— Ano stara pomarszczona
w rudej peruce palce miała jak
szpony
Podobno już niedługo będzie
można fotografować wypadki
przeszłości Może fotografia nie
szczęsnej staruchy pozostała na
magaia nic nie na jakiejś
ra pani jej prze-aicmnicz- c' Pięknie ale
soac się na Kanapie w salonie uiaweuu wiara przvuiwuzn uu- -
ze
To
wierzy
Kalinka
rwący
OUja aktorka
urodzie
Marcina
Deszcz
wartkie
Jabłoni Poran-ka
kultywowanej
swych siedzib
wciąż
kościs-te
sić każdorazowego lokatora sko-ro
w rzeczywistości właśnie ja
udusił chciwy rosyjski sołdat?
O uprzedniej sugestii nie mogło
bvć mowy bo nikt z domowni-ków
nie wiedział o dokonanym
morderstwie
A na zakończenie historyjka z
nieco innej beczki Tym razem
— cygańska Wiadomo Cygan-ki
oszustki Kiedyś taka w war-szawki- ei knaince na Czerniako-wi- e kazała sobie wręczyć Pięcio
złotówkę Tak tvlko na chwile
ze to srebrna moneta --rei potrze
bna do wróżby Popluła na nią
dno nocy niby na dno tajemniczego je-ziora
które znika nie wiedzieć gdzie z
nastaniem dnia — mężczyzna patrzący
przez okno jednej z will przyulicy Kw-itnących
Wrzosów poddawał się łudze-niu
że wraz z owym domkiem służącym
mu za schronienie odpływa od jakiegoś
zbawczego lądu niby na pokładzie kru-chej
barki w nieznaną dal burzliwego
morza
Czuł dziwny nieprzyjemny niepokój
Zdenerwowanie wywołane rozmową
człowiekiem który dopiero co odszedł
dawało jeszcze znać o sobie Chociaż
człowiek ten wsiąkł już w noc i wichurę
mężczyzna przy oknie wpatrywał się na-dal
w ciemność jakgdyby spodziewał się
że ona może mu tajemnicę myśli
przeciwnika i rozszyfruje sens niektó-rych
słów którć padły przed chwila W
pewnym momencie mężczyzna odwrócił
się niechętnie od okna Czegóż właści-wi- c
miałby się bać? Wszystko ma lak do-liadn- ic
ułożone że niczyje groAby nie
są w stanic zahamować wydarzeń
Zci kilkanaście godzin Już lylko kilka-naście
godzin dzieli go od progu który
przekroczy jako całkowicie wolny i nie-zależny
człowiek Jeszcze kilkanaście go-dzin
Ten okres wydal mu się nagle
bu rdzo długi długi jak miesiąc lub tok
dżin zamieniając uliczki małej podwar-- l Albo jak po:loowa żjcia Zląkł się A ino
na
czasu
przedzierał
gęste
niebo
co
tylko
za
fauny
za
jasne
za
ze
tn
ra peruce
jeden
A
z
Widząc
z
wyda
biegu
Ogarnął wzrokiem pokój który sla
nowił tak rażący kontrast z zaciętą wal-ką
żywiołów toczącą sic na dworze By-ło
tu przytulnie i ciepło urządzenie
świadczyło o zamożności i dobrym sma-ku
gospodarzy mieszkania Niepokój je-dnak
jak by przenikał przez cienkie
ściany i kruche szyby zmuszając męż-czyznę
do nerwowego krążenia dookoła
stołu na którym widniały jeszcze reszt-ki
nic sprzątniętej kolacji Mrugnęło
światło i żarówki zaczęły żarzyć się
mdłym pomarańczowym blaskiem
Wzruszył ramionami Zdarza się prze-cież
zwłaszcza podczas niepogody Po
prostu elektrownia zmniejszyła napięcie
lub wichura uszkodziła któryś z prze-wodów
Co to? Czy ktoś puka do okna?
Odruchowo sięgnął do kieszeni aby wy-czuć
dłonią gładką chłodną powierzch-nię
rewolweru Jeszcze raz coś uderzyło
w szybę Podbiegł Mignął białawy cień
Odetchnął z ulgą Pewno zabłąkana so-wa
wypłoszona ze swej dziupli przez
ulewę leciała na oślep i uderzyła skrzy-dłami
w okno Po dachu coś załomota
ło: prawdopodobnie odłamana przez
Ł _ I-- wiatr sucna gaiąz wysoki-!iej soMiy ul-nJa!j- ą--cej
dom Mężczyzna drżał Podniósł
rękę do czoła i poczuł że jest mokrcod
potu To do niczego nie wolno tak Dziś
jak nigdy musi trzymać nerwy na wo
dzy CokoJwieK Dy Dowiem posianuwu
to jeszcze nie nuinec &i jujAwt nic
świt Z kilkunastu godzin prowadzących
go do celu te obecne godziny nocne wa-żą
najwięcej
Oderwał się jeszcze raz od okna po
zawiązała w róg chustki prze-- 1
yUieU£IdHl MWCll(Hli{ H£y5ZIUM:
grubą forsę i' piękna żonę Ro-związała
chustkę pięciu złotych
już w niej nic było Szastncłn
spódnicami znikła "iak sen ja-ki
złoty" a ja no dziś dzień erc-ka- m
na tę gruba forsę
Zdarza się przecież całkiem i-na- czej Jest wiosna 1918 roku
AV mieście "X na Kaufcmc prze-bywa
polska Todzina Matka z
dziećmi Od oica nic ma wiado-mości
już od kilku miesięcy O-stat- ni list — z wczesnej jesieni
ubiegłego roku jeszcze sprzed
rewolucji bolszewickici Bvl on
wtedy 'na froncie koło Dźwińskn
No pięknie!
Przychodzi Cyganicha po ro-syjsku
ledwie mówi ślcnia jak
dwa węgle naprasza się do wró-żenia
talię kart pięknym wa-chlarzem
rozwija Siła za rckę
chwyciła spojrzała na dłoń spo-ważniała
— Nic chcesz płacić — po-wiada
— ja ci za darmo powró-żę
I mówi:
— Twój maż bli=kn a czy do-jedzie
nie wiem Niebezpieczeń-stwo
nań czyha strzec się pow-inien
złego z dziobami na gębie
jednookiego
Poszła Minął tydzień zajeż-dża
przed dom dorożka: maż i
ojciec powrócił Jak to zwykle
w takich wypadkach powitania
łzy radości uściski bezładna
rozmowa Przybysz dziwnie oso-wiały
szary na twarzy jakby
jeszcze nie otrząsnął się z cięż-kiego
przeżycia Na węzłowej
stacji zatrzymał go patrol ktoś
go poznał że to pułkownik prze-mykający
się w soldackim szy- nelu Już mu buty kazali zdjąć
i pod murkiem postawili W o-statn- icj
chwili napatoczył się
przypadkiem podoficer który
go znał z frontu
— Towarzysze — wola — to
porządny człowiek żołnierzy
zawsze porządnie traktował
No i wybronił od niechybnej
śmierci
Dopieroż żona słucha i przy-pomina
wizytę Cyganichy
— Pamiętasz jak wyglądał
dowódca patrolu? '
— A jakże wysc-- i chłop dzio-baty
bez jednego" oka Póki ży
jęknie zapomnę go!
Porównali daty: Tu już ukry- -
Uynii w człowieku radarem czy
tez telewizia nic wytłumaczyć
Świat jest zaparowany za po
zwoleniem panów uczonych i sa-ma
biochemia choć (o piękna
nauka wszystkiego nie wyjaśni
"Ciemny pokój" istnieje i co ra
to daic znać o sobie Ale zaj-rzeć
do niego możemy jedynie
przez d7'"ftp od Hnc7a
JÓZEF ŁODODO)VSKI
szedł do stołu ujął drżącą ręką karafkę
2 nie dopitą nalewką napełnił spory
kioliszek i wychylił jednym łykiem do
dna Miłe ciepło alkoholu zgasiło we-wnętrzny
dreszcz
Zabrzęczał telefon dziwnie krótko
nz za razem Mężczyzna podszedł i pod-nió- s
słuchawkę Odpowiedziała mu głu-cha
cisza
Z sąsiedniego pokoju jasny metalicz-ny
głos kobiecy zapylał:
— Kto to dzwonił?
— Nikt — odpowiedział mężczyzna
starając się zapanować nad głosem —
chyba wiatr zerwał druty Telefon nie
działa
— Ojej to niedobrze Poczekaj za-raz
tam przyjdę włożę lylko pończochy
Jak na złość oczko poleciało
Mężczyzna mruknął coś pod nosem
— równie dobrze mogło to oznaczać od-powiedź
jak przekleństwo pod adresem
wialru który pozbawił go łączności m
światem
— Alo dlavzego jego jeszcze nie ma?
Powinien już być Robi się późno Wpół
do dwunastej mamy otatnią kolejkę do
Warszawy — dobiegł znów glos yi
drzwi
Wzruszył ramionami nic nie odpo-wiadając
Romowa z oczekiwanym clo-wiekie- m
wróżyła również raczej gwał-towny
przebieg Już taki len dzień — a
właściwie ta noc Poczuł się jak mibtrz
sa chowy rozgrywający partię jednocze-śnie
z kilkoma przeciwnikami Uśmiech-nął
się zadowolony z siebie
Nagle jego rysy przybrały wyraz na-pięcia
Z czujną uwagą wsłuchiwał się w
odgłosy płynące z ulicy Wskroś szumu
ulewy świstu wiatru dobiegł go war-kot
motoru Jakiś samochód przedzierał
się przez strumienie wody rwącej jak
rzeka środkiem gliniastej drogi Mocne
reflektory wydobyły z ciemności frag-ment
parkanu przeciwległej posesji
prześlizgnęły się po ciemnych mokrych
pniach drzew prześwietliły koronkową
siatkę utkaną z gołych prętów krzewów
i po chwili zgasły Samochód zatrzymał
się przed furtką Cicho klasnęły drzwicz-ki
wozu zatrzaśnięte pewną ręką
Oczy mężczyzny patrzącego przez ok-no
nabrały wyrazu zdumienia Podszedł
do drzwi wejściowych w małym przed-pokoju
i przekręcił kontakt Na ze-wnątrz
przed wejściem do willi zapa-liła
się lampa w kształcie staroświeckiej
kulej latarni i oświetliła ścieżkę prowa-dzącą
do bramki wyłożoną kamiennymi
płytkami i obrzeżoną krzakami porze-czek
Zgrzytnęły zawiasy furtki
Mężczyzna przyłożywszy oko do wi-zjer- ki
w drzwiach bacznie przyglądał się
postaci zmierzającej ku willi i pochylo-nej
nieco do przodu pod naporem wi- -
il:uiy Gil UlUCOld lvtU4 1 fldJl ild liii}
snop światła znad wejścia całą siłą woli
stłumił okrzyk Postać znajdowała się-ju- ż
przy schodkach małego tarasu zdo-biącego
front domku
LEPIEJ PÓŹNIEJ
NIŻ WCALE
Zamów naljehiniast
śWlpECOJI P A e Z K
392 Bay Si
-
w biunre
lub u "dealera1' '
"" A DO WYŚLIJ TAKIE ŻYCZENIA: ' - '
N
w
J & J
Polski tklad towtriw telainych fjrb naczyń kuchennych orai przy- borów wodociągowych I ogrztwania
J Stofanlek wlaśc
745 Queen Sf W EM 6-48-
63
Solidna obsluca — Niski o ceny
Bezpłatne porady w sprawach kana-lizacji
I ogrzewania S
I
BEN BA
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Mówi po polsku
1134 Dundai St W Toronto
Tal LE 4-84- 31 LE 44432
&
Adwokaci Notarlutzo Obrońcy
wiulkle aprawy
cywilne I krne
C M BIELSKI BA BCL
V W BIELSKI D' COMM
Sulłe 307
National Bulldinb
W BAY ST — TORONTO
TELi EM 2-H- 51 TEL: CH 47214 -
100- -W
OKULIŚCI
PEKAO
centralnym
najbliżsego
WESOŁYCH ŚWIĄT
PACZKA PEKAO DRODZE
HARDWARE
ADWOKACI NOTARIUSZE
GEORGE
BIELSKI BIELSKI
OKULISTKA
BR BUKOWSKA BEJNAR OD
274 Roncesvalles Ave
(przy Gcoffrcy)
Tel LE 2-54-
93
Godziny przyjęć: codziennie od 10
rano do 8 wlecz W soboty od 10
do 4 wlecz'
82--W
m
ryy4ffiiijjflW'
Toronló' Oht
POLSKI
Załatwiamy
DENTYŚCI
DR A MEDWECKA
LEKARZDEŃTYSTA
70 Spadina Rei- - WAInuł 2-0S-
18
(2 bloklnn północ od ul Illoor)
1'nryjmujcl codziennie OU 3-- ej do Dej
lcc7„ wsoboty od lO-cJUloM- cJ po
przednim porozumieniem telefonicz-nym
0tt'J8
DR W SADAUSKAS1"
LEKARZ 'DENTYSTA ł
Przyjmuje za uprzednim telefonie
Dym 'porozumieniem
" Telefon LE 1250
129 Grenadier Rd
(drugi dom od Uonco?vaU)
r 8
DrS Di Brlooli - (
- CHIRURG r-- t LEKARZ
DENTysjĄi-STuMATOL- OO r Speclamta cnoroT) ismfułłnal
Physlclan's'&Surgeoi' Bulldlng
Kancelaria No 270 -- '
86 Bloor' SM W" '—'P Toronto
Telefon' WA 2-00- 56
Wachne
DENTYSTA
Godziuy:f1012'V'2ii8
Bałhurtl —EM
JAN ALEKAŃDROWICZ LLrM
I1X'A
s-y- r
Or E &' 'A
]'
386 Sf 4-63-
15
tła " v
NOTARIUSZ DLA PROWINCJI ONTARIO „u
Konlrakly Pełnomocnictwa Teitamenly oraz Akty ciynnotcl' Prawna
okreilono w "Ontario'' Notariat Ąc" ' ju
Pomoc Prawna we' wwlkltli sprawach llodilnnychSpadkowych
I Mnjatkowych w Police I' Zagranica '" t
Wlcrylclno Tłumaczenia Dokumentów — Vomoc w imlsracjldo USA
I odszkodowaniach lilllcmunklcli — Incomo Tax
Biuro: 61 8A Quccn Sf W Toronto Ont Co na da
Tel CM I-S4- 41 — Wieczorem) Scarborouoh AM !?
"'1 I00-- W
On wie jak zrobić prawdziwą
Wspaniałą z -- KRÓLIKIEM
Lbby McNelll LRby of_ Canada Llmlted_Cru!ham Ontario
i
wir
2-0-
8
PU
fell
Mm
M
iro
uh
m
'
m n
7
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, December 04, 1963 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1963-12-04 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000566 |
Description
| Title | 000408b |
| OCR text | Rjgp" &v yGqj8Wvp5r (Bjr- - j- - fc T1 i-- ys&Gim&ffimamBBmsm § ii ' p? # li J& M WSi3"P4 +?' i ? MirFfwmcłm 3 - JSfe KJV " v S rfC5!aSSi?4TS' LL_ łTŁ-w-Łrf—Sfei- — urBMw--nik- ~ bj 4włŁi)ŁtvłrfłirSii)ii#" JBłh4wttHWifVł- - r-i3W&Wifc#r-fi- flW ł--ł' -- w (J t-- wi— W—- - i Si £ Trfrr"WI(I - Ji_i ' -- 'W v i(ifl ?cŁ "ZWIĄZKOWIEC" GRUDTiEaCPielmb-r- i Wada 4"~T?63 ' "JM ' _n Henryk Schoen- - opiszą cały mechanizm w hl-im-ć Wknvm artykule z nieja- - precyzyjnym senniku fćiSran wujTparżoagł usię„:™wo iAt"yifcłthn A1 o tvch wszystkich kto-'rzebu- ją jakiegoś płasz-?'-- : iinńhv 7hnhonu Sduchem niezahartową-fjEodpornyc- h na mroźne laukoucy potrafią w spo-Ln- y obchodzie się z ludz-?erażonv- mi zjawiskami anał)--m rozumem Ale mny pokój isimejt ij- - i każdy z iws iiiaj- - Ujrzał pnez dziurkę od jnrzrsłuchiwal się docho-- j samtad tajemniczym A-- m wzburzonym głosom ibon" tłumaczy istnienie ko pokoju po swojemu (jak dotychczas w więk-m-padkó- w przechodzi o-5gradli- wjrm uśmiechem Śniętych ustach J to przypadek dość że I szczęście (czy może nie-je'- ) co raz to obcować z i 'o których już Szekspir iiał że nie śniły się filo-- W dzieciństwie najDar-odahiy- m na podszepty :o pokoju ale taKze w i j w wieKU aojrzaiym u-vnarl-ki na pewno nocy a jednocześnie załamWal sie literackiego malowni chyba warto ie opisać najpierw wróżebne sny Iznajomy zjawia się w no-ridzen- iu i dokładnie opo- - kiedy i jak roźsta-- z życiem W dwa dni apowiedź ta spełnia się uurocentach Pewna miła wyczekująca na koniec Nicei otrzymuje ust od udzącego się w oflagu nieprzyjemny sen: co z twoją siostrą?" List' fowany w tym samym idy owa siostra zginęła Iszniczej bomby zrzuco-le- z i zapmoimasyt łkę nsąsaiednnie'lioc-fiieemjiseckki-iee A także wła-- r nieomylnie zwiastują- - Iczęśliwe wydarzenia Łza o W wieku ra- - ewizu nie lest to już ta- - Łimajace Widocznie no- - sobie jakieś radary i stacje nadawcze i od-głośni- ki i ekrany atyl-- ławsze i nie każdy micsię na odoowiednia inewne z czasem uczeni ie"te "sprawy zbadają i arbara Gordon 4 !(=oc={ł==()z=()c==-()==()==()==()==()z=()==t)==()- = I GŁÓWNE fSTCPUJACB POWIEŚCI mgoń — prokurator lal około rodzinę i przyjacól zwana i- - Urocza blondynka o jasno-ieskic- h oczach umiejących pa-- : surowo i przenikliwie nświgoń — emerytowany Anny zajmuje się gos-rslwc- m domowym stawia pas- - i udziela córce dobrych rad Kir — dziennikarz pisujący rc-- e kryminalne wysoki szatyn TOło 33 przyjaciel Anny Lubicz-Barsk- a — kobieta ener-l- a i pełna zdecydowania z zawo- - (rpragwonspicozskiaa Kparmzyiljiacbióałrkdazo Ajenjnyod- - i Chmura — porucznik Milicji Jfatelskiej niemal stale współ-fJJąc- y z Anną lecz nie zawsze Tający się z nią do metod I ' p 7'oZh6u — prokurator przc- - W Anny Borkowu — kobieta w -- u o ciemnobrązowych oczach o- - tia po ojcu sklep futrzarski C" prowadził jej mąż Borek — pięcioletni chłopczyk cy bawić się w "Zimno ciepło "p goeposia państwa Borków o-- 1 despotyczna lecz o gorącym % nie darząca jednak sympatią domu ti larfcąt — ekspedient firmy "Eto-jcziowie- k elegancki w pełnym faniu tego słowa Lubi wodę ko-ją "Jucht" Chlipała ~ zaniedbuje swe ff™weei szacbuundkouwganoidune dzoamjękcóiew godzinnych — adwokat od dawna już lktykujący Cechuje go staro--J galanteria w stosunku do ko-- I zmowie zaś używa rNz~i"epo:ćow"ie—dzoenmkaeirryyt"totuewjgeaonAyjanknuębrzyedt-u-jak informuje ta-f- f Przytwierdzona do pnia sos-rłascic- iel r£ ulicy Kwwiitlnliącpyochd nWumrzeorseómw TOwej i J twierdzą w Brzozowej gar- - Dosc dawno juz gdy bvłem wprawdzie nie piękny ale dość pmoijoeddyynkmę aszzeMroewdianłaecmeli sodboie w Ca-latay- ud Głównie wzdłuż toru kolejowego bo na szosie łatwo było --wpaść na Guardia Civil _ sbproaktkuanipeapirearcózwej nwieizpożi ądinannyechz ełupstw wymyślonych przez zło- wślitwedey dneamsyopneym Dwriaęłkoswzeałostacsiieę kolejowe okrążając z daleka by swiefeco Krzysztofa oDiekuna podróżnych i nie kusić nadaremno Za Torralba odbiłem sic nieco od kierunku i wnakowałem się w krajobraz pustynny bezdrze-wn- y i bezwodny To już był wschodni skraj prowincji Soria spalonej słabo zaludnionej w nocy sprawiaiacei wrażenie lu- natyczne Niekiedy wydaje rżoektonawkłarśónlaie Kfuastwylivikonkatónrov wkya-- zał ziemie nieposłusyneco wasa- la posypać sola i saletra by nic na nich nic wyrosło Bvła pełnia księżyca Jeżeli muuv wyianc powiedzenie n płynnym srebrze zalewaiacym ziemię miało usorawiedliwieńip tak zaska-it- o tei Tvlko tam ze sta-lSdz- ie teren ostro na sny notra- - OSOBY irzez bę-ojci- cc co kwiecie i na co 7"6iracui łazików się więcej zalegały głęboka czernią nasy- cone cienie Powietrze nierucho-me żadnego szelestu żadnego głoi nocnego Dtaka Tylko po- stukiwanie okufei laski czasem notoczył się kamień tracony bu-tem Nagle ogarnął mnie lek Z przyrodą zżyty jestem od małe-go ileż razy nocowałem w czys- tym polu w ciemnym lesie we wczesnei młodości nieiedna noc aż1 do świtu przesiedziałem na lubelskim cmentarzu Skąd więc ten lek naturalny u zawodowe-go mieszczucha ale nie u mnie? SnoHcania z ludźmi w tej nu=tv-n- i również nie mogłem obawiać sie zresztą byłem uzbrojony w pierwszorzędnej formie fizycz-nej Wiec dlaczego? Lek wzmagał sic z każdym krokiem przechodził w przera- żenie Niewytłumaczalne bez-sensowne Mimo chłodu typo-wego na wyżynie kastylijOdei czoło zalane potem w dołku sie w kolanach wata jak no otrzymaniu silnego ciosu bok-serskiego Jakaś niewidzialna si-ła zda sie zatrzymywać i zawra-cać z drogi NOC NA ULICY truPdrezmemogCłeięmżkosięwzysnzaejdwłeymższ"ynma łsezmczyot coobś łesgtoopąwzPgóorczhayliłzeamczespiię-: woje kolczastego drutu Poma- całem laska po obu stronach przegniłe paliki tu i tam ten sam kolczasty drut Deszcze i wiatry dokonały swego ale je-szcze można było rozeznać za- rysy ludzkiej pracy nie ulegało wątpliwości: szczytem wzgórza dostosowując się do jego profilu biegł stary okop rowy strzelec-kie Zrozumiałem Przed kilku la-ty ludzie tu walczyli zabijali się umierali Czy to nie ich śmier-telne przerażenie pozowało na pobojowisku by udzielić-si- ę no- cnemu wędrowcowi? Podobno już istnieje na ten temat cała naukowa teoria Być może ja ograniczam sie do opi-su autentycznego przeżycia Wspomnienie z dzieciństwa świeżo przydzielony do pułku kapitan mieszka w koszarach w domu oficerskim Działo sic to dawno tuż przed wybuchem pierwszej wojny światowej Ro-syjskie domy oficerskie były przeważnie jedno czasem dwu-rodzinne Nasz kapitan sprowa-dza sie z rodziną: żona dzieci naturalnie służąca Dopiero pier-wszy dzień ordynansa jeszcze mu nie przydzielono Po pierwszej na nowych śmie-ciach kolacji domownicy rozcho-dzą się do swoich pokojów Koło dziesiątej godziny rozlega się przeraźliwy krzyk notem spaz-matyczny płacz Małżeństwo bu-dzi się zapala świecę Co się sta-ło? Młodziutka służąca dostała a- - taku histerii Opowiada że przy szła do iei pokoiku stara żydów-ka w rudej peruce i zaczęła du-sić Za nic nie wróci do tego pokoiu Żadne perswazje nic no wskń- - miejscu morderstwa domu pozwala fali Nazajutrz usiłują dziewczynie wytłumaczyć prostu przywidzenie Sen-mar- a Bóg-wiar- a! Ale gdzie tam! — ja proszę jaśnie nani odeidę a w tej izdebce spać nie będę "Jaśnie nani" nic w zjawv i duchy więc postanawia przekonać służącą własnym przykładem — Przenocuje w tym nokoju i żadnej żydówki nie zobaczę Tak też się stało ł scena z poprzedniej nocv powtórzyła się jota w jotę Zjawia się sta- - I żo to po buje nielegalnie skórki zwierząt fu-terkowych Staś Cichy — przywódca gangu brzo-zowskich włamywaczy Komendant — komendant po-sterunku MO w Brzozowej Nade wszystko ceni spokój (anck Mucha — zastępca komendanta Kalinki młodzieniec cnergicny i się do działania — i znakomita pieśniarka kobieta o frapującej znajo-ma Kira z lal dziecinnych KWITNĄCYCH WRZOSÓW lal bez przerwy od wielu go szawskicj miejscowości w głę l — bokie strumienie Plusk deszczu i giu-ch- y szum sosen kołyszących się niespo-kojnie wietrze tłumiły wszelkie in-ne odgłosy życia Od do czasu tylko się przez świst wichu-ry turkot kolejki łączącej Brzozową ze stolicą Zdawało się że czarne od chmur deszczu i wiatru dotyka wprost ziemi przytłaczając swym cięża-rem wszystko się na niej znajduje Ojcowie osiedla z uwagi na nikłe fun-dusze gromadzkie niezbyt troszczyli się o należyte oświetlenie uliczek grząskich środkiem i miejscami obramowa-nych płytami chodnika lecz to noszą-cych nazwy dźwięczne i romantyczne: Dojrzałych Wiosennego Wesołych Szpaków Kwitnących Wrzosów — oraz inne temu podobne ku czci różnorakiej flory i zarówno dziko rosnącej jak i La-tarnie stały tu w dużych od siebie od-ległościach a oświetlenie przechod-niom służyły przeważnie prostoką-ty okien domków i willi skrywających się drucianymi siatkami sztachetka-mi i żywopłotami małych ogródków m--n łv iednak o tej porze jedno za drugim nie miały juz zresztą komu świecić Mieszkańcy wrócili na ogół daw-no domowych i teraz pokładli się spać by wczesnym rankiem z nowvmi siłami stawiać czoło trudnoś-ciom " związanym z dostaniem _ się do miejsca pracy W miarę jak coraz bardziej nieprze-niknione ciemności zatapiały Bfzozową pogrążając ją głębiej i głębiej r-fif- nnf w rudej wbija p3lce w szyję zaczyna dusić pani z krzykiem wylatuje z iz-debki Pan domu zdenerwował sic- - — Co u diabła babskie ga- danie! Tej durnej przywidziało się we śnie a tyś się zasugero-wała Następnej nocy ja pójdę spać do lego pokoju Kapitan miał widać silne ner-wy bo nie krzyczał Ale po go- dzinie wyniósł się znawiedzane-g- o pokoiku i wrócił do sypial-ni Zjawa w rudej peruce nic omieszkała złożyć mu wizyty Pokój zamknięto na klucz pani kapitanowa na drzwiach zawie-siła święty obrazek służącej po- zwolono ścielić sobie w kuchni Dopiero w kilka dni później przy kieliszku wódki ze starszych oficerów zagabuje ka-pitana: — No jak tani w mieszkaniu nie straszy? I opowiedział mu całą histo-rie Przed rokiem zajmował mie-szkanie porucznik Kawaler — przy nim ordynans Do koszar przychodziła stara żydówka ob-sługująca żołnierzy za drobną zapłatą Koszulę uorala zacero-wała rozdarta "gimnastjorkę" pachnące mydełko przyniosła za kilka miedziaków Chętnym po-dobno stręczyła kto był w po- trzebie to u" rubla pożyczyła na niewielki procent Poszła gadka po koszarach ria-- J zańskiego pułku piechoty że Żydówka ma zaszyte w spódni-cy grube pieniądze W nieobec-ności porucznika ordynans zwa-bił starą na kwaterę pod pierw-szym lenszym pozorom i udusił Jasne? Kapitan pyta" choć py- tanie właściwie niepotrzebne: — Jak wyglądała? — Ano stara pomarszczona w rudej peruce palce miała jak szpony Podobno już niedługo będzie można fotografować wypadki przeszłości Może fotografia nie szczęsnej staruchy pozostała na magaia nic nie na jakiejś ra pani jej prze-aicmnicz- c' Pięknie ale soac się na Kanapie w salonie uiaweuu wiara przvuiwuzn uu- - ze To wierzy Kalinka rwący OUja aktorka urodzie Marcina Deszcz wartkie Jabłoni Poran-ka kultywowanej swych siedzib wciąż kościs-te sić każdorazowego lokatora sko-ro w rzeczywistości właśnie ja udusił chciwy rosyjski sołdat? O uprzedniej sugestii nie mogło bvć mowy bo nikt z domowni-ków nie wiedział o dokonanym morderstwie A na zakończenie historyjka z nieco innej beczki Tym razem — cygańska Wiadomo Cygan-ki oszustki Kiedyś taka w war-szawki- ei knaince na Czerniako-wi- e kazała sobie wręczyć Pięcio złotówkę Tak tvlko na chwile ze to srebrna moneta --rei potrze bna do wróżby Popluła na nią dno nocy niby na dno tajemniczego je-ziora które znika nie wiedzieć gdzie z nastaniem dnia — mężczyzna patrzący przez okno jednej z will przyulicy Kw-itnących Wrzosów poddawał się łudze-niu że wraz z owym domkiem służącym mu za schronienie odpływa od jakiegoś zbawczego lądu niby na pokładzie kru-chej barki w nieznaną dal burzliwego morza Czuł dziwny nieprzyjemny niepokój Zdenerwowanie wywołane rozmową człowiekiem który dopiero co odszedł dawało jeszcze znać o sobie Chociaż człowiek ten wsiąkł już w noc i wichurę mężczyzna przy oknie wpatrywał się na-dal w ciemność jakgdyby spodziewał się że ona może mu tajemnicę myśli przeciwnika i rozszyfruje sens niektó-rych słów którć padły przed chwila W pewnym momencie mężczyzna odwrócił się niechętnie od okna Czegóż właści-wi- c miałby się bać? Wszystko ma lak do-liadn- ic ułożone że niczyje groAby nie są w stanic zahamować wydarzeń Zci kilkanaście godzin Już lylko kilka-naście godzin dzieli go od progu który przekroczy jako całkowicie wolny i nie-zależny człowiek Jeszcze kilkanaście go-dzin Ten okres wydal mu się nagle bu rdzo długi długi jak miesiąc lub tok dżin zamieniając uliczki małej podwar-- l Albo jak po:loowa żjcia Zląkł się A ino na czasu przedzierał gęste niebo co tylko za fauny za jasne za ze tn ra peruce jeden A z Widząc z wyda biegu Ogarnął wzrokiem pokój który sla nowił tak rażący kontrast z zaciętą wal-ką żywiołów toczącą sic na dworze By-ło tu przytulnie i ciepło urządzenie świadczyło o zamożności i dobrym sma-ku gospodarzy mieszkania Niepokój je-dnak jak by przenikał przez cienkie ściany i kruche szyby zmuszając męż-czyznę do nerwowego krążenia dookoła stołu na którym widniały jeszcze reszt-ki nic sprzątniętej kolacji Mrugnęło światło i żarówki zaczęły żarzyć się mdłym pomarańczowym blaskiem Wzruszył ramionami Zdarza się prze-cież zwłaszcza podczas niepogody Po prostu elektrownia zmniejszyła napięcie lub wichura uszkodziła któryś z prze-wodów Co to? Czy ktoś puka do okna? Odruchowo sięgnął do kieszeni aby wy-czuć dłonią gładką chłodną powierzch-nię rewolweru Jeszcze raz coś uderzyło w szybę Podbiegł Mignął białawy cień Odetchnął z ulgą Pewno zabłąkana so-wa wypłoszona ze swej dziupli przez ulewę leciała na oślep i uderzyła skrzy-dłami w okno Po dachu coś załomota ło: prawdopodobnie odłamana przez Ł _ I-- wiatr sucna gaiąz wysoki-!iej soMiy ul-nJa!j- ą--cej dom Mężczyzna drżał Podniósł rękę do czoła i poczuł że jest mokrcod potu To do niczego nie wolno tak Dziś jak nigdy musi trzymać nerwy na wo dzy CokoJwieK Dy Dowiem posianuwu to jeszcze nie nuinec &i jujAwt nic świt Z kilkunastu godzin prowadzących go do celu te obecne godziny nocne wa-żą najwięcej Oderwał się jeszcze raz od okna po zawiązała w róg chustki prze-- 1 yUieU£IdHl MWCll(Hli{ H£y5ZIUM: grubą forsę i' piękna żonę Ro-związała chustkę pięciu złotych już w niej nic było Szastncłn spódnicami znikła "iak sen ja-ki złoty" a ja no dziś dzień erc-ka- m na tę gruba forsę Zdarza się przecież całkiem i-na- czej Jest wiosna 1918 roku AV mieście "X na Kaufcmc prze-bywa polska Todzina Matka z dziećmi Od oica nic ma wiado-mości już od kilku miesięcy O-stat- ni list — z wczesnej jesieni ubiegłego roku jeszcze sprzed rewolucji bolszewickici Bvl on wtedy 'na froncie koło Dźwińskn No pięknie! Przychodzi Cyganicha po ro-syjsku ledwie mówi ślcnia jak dwa węgle naprasza się do wró-żenia talię kart pięknym wa-chlarzem rozwija Siła za rckę chwyciła spojrzała na dłoń spo-ważniała — Nic chcesz płacić — po-wiada — ja ci za darmo powró-żę I mówi: — Twój maż bli=kn a czy do-jedzie nie wiem Niebezpieczeń-stwo nań czyha strzec się pow-inien złego z dziobami na gębie jednookiego Poszła Minął tydzień zajeż-dża przed dom dorożka: maż i ojciec powrócił Jak to zwykle w takich wypadkach powitania łzy radości uściski bezładna rozmowa Przybysz dziwnie oso-wiały szary na twarzy jakby jeszcze nie otrząsnął się z cięż-kiego przeżycia Na węzłowej stacji zatrzymał go patrol ktoś go poznał że to pułkownik prze-mykający się w soldackim szy- nelu Już mu buty kazali zdjąć i pod murkiem postawili W o-statn- icj chwili napatoczył się przypadkiem podoficer który go znał z frontu — Towarzysze — wola — to porządny człowiek żołnierzy zawsze porządnie traktował No i wybronił od niechybnej śmierci Dopieroż żona słucha i przy-pomina wizytę Cyganichy — Pamiętasz jak wyglądał dowódca patrolu? ' — A jakże wysc-- i chłop dzio-baty bez jednego" oka Póki ży jęknie zapomnę go! Porównali daty: Tu już ukry- - Uynii w człowieku radarem czy tez telewizia nic wytłumaczyć Świat jest zaparowany za po zwoleniem panów uczonych i sa-ma biochemia choć (o piękna nauka wszystkiego nie wyjaśni "Ciemny pokój" istnieje i co ra to daic znać o sobie Ale zaj-rzeć do niego możemy jedynie przez d7'"ftp od Hnc7a JÓZEF ŁODODO)VSKI szedł do stołu ujął drżącą ręką karafkę 2 nie dopitą nalewką napełnił spory kioliszek i wychylił jednym łykiem do dna Miłe ciepło alkoholu zgasiło we-wnętrzny dreszcz Zabrzęczał telefon dziwnie krótko nz za razem Mężczyzna podszedł i pod-nió- s słuchawkę Odpowiedziała mu głu-cha cisza Z sąsiedniego pokoju jasny metalicz-ny głos kobiecy zapylał: — Kto to dzwonił? — Nikt — odpowiedział mężczyzna starając się zapanować nad głosem — chyba wiatr zerwał druty Telefon nie działa — Ojej to niedobrze Poczekaj za-raz tam przyjdę włożę lylko pończochy Jak na złość oczko poleciało Mężczyzna mruknął coś pod nosem — równie dobrze mogło to oznaczać od-powiedź jak przekleństwo pod adresem wialru który pozbawił go łączności m światem — Alo dlavzego jego jeszcze nie ma? Powinien już być Robi się późno Wpół do dwunastej mamy otatnią kolejkę do Warszawy — dobiegł znów glos yi drzwi Wzruszył ramionami nic nie odpo-wiadając Romowa z oczekiwanym clo-wiekie- m wróżyła również raczej gwał-towny przebieg Już taki len dzień — a właściwie ta noc Poczuł się jak mibtrz sa chowy rozgrywający partię jednocze-śnie z kilkoma przeciwnikami Uśmiech-nął się zadowolony z siebie Nagle jego rysy przybrały wyraz na-pięcia Z czujną uwagą wsłuchiwał się w odgłosy płynące z ulicy Wskroś szumu ulewy świstu wiatru dobiegł go war-kot motoru Jakiś samochód przedzierał się przez strumienie wody rwącej jak rzeka środkiem gliniastej drogi Mocne reflektory wydobyły z ciemności frag-ment parkanu przeciwległej posesji prześlizgnęły się po ciemnych mokrych pniach drzew prześwietliły koronkową siatkę utkaną z gołych prętów krzewów i po chwili zgasły Samochód zatrzymał się przed furtką Cicho klasnęły drzwicz-ki wozu zatrzaśnięte pewną ręką Oczy mężczyzny patrzącego przez ok-no nabrały wyrazu zdumienia Podszedł do drzwi wejściowych w małym przed-pokoju i przekręcił kontakt Na ze-wnątrz przed wejściem do willi zapa-liła się lampa w kształcie staroświeckiej kulej latarni i oświetliła ścieżkę prowa-dzącą do bramki wyłożoną kamiennymi płytkami i obrzeżoną krzakami porze-czek Zgrzytnęły zawiasy furtki Mężczyzna przyłożywszy oko do wi-zjer- ki w drzwiach bacznie przyglądał się postaci zmierzającej ku willi i pochylo-nej nieco do przodu pod naporem wi- - il:uiy Gil UlUCOld lvtU4 1 fldJl ild liii} snop światła znad wejścia całą siłą woli stłumił okrzyk Postać znajdowała się-ju- ż przy schodkach małego tarasu zdo-biącego front domku LEPIEJ PÓŹNIEJ NIŻ WCALE Zamów naljehiniast śWlpECOJI P A e Z K 392 Bay Si - w biunre lub u "dealera1' ' "" A DO WYŚLIJ TAKIE ŻYCZENIA: ' - ' N w J & J Polski tklad towtriw telainych fjrb naczyń kuchennych orai przy- borów wodociągowych I ogrztwania J Stofanlek wlaśc 745 Queen Sf W EM 6-48- 63 Solidna obsluca — Niski o ceny Bezpłatne porady w sprawach kana-lizacji I ogrzewania S I BEN BA ADWOKAT I NOTARIUSZ Mówi po polsku 1134 Dundai St W Toronto Tal LE 4-84- 31 LE 44432 & Adwokaci Notarlutzo Obrońcy wiulkle aprawy cywilne I krne C M BIELSKI BA BCL V W BIELSKI D' COMM Sulłe 307 National Bulldinb W BAY ST — TORONTO TELi EM 2-H- 51 TEL: CH 47214 - 100- -W OKULIŚCI PEKAO centralnym najbliżsego WESOŁYCH ŚWIĄT PACZKA PEKAO DRODZE HARDWARE ADWOKACI NOTARIUSZE GEORGE BIELSKI BIELSKI OKULISTKA BR BUKOWSKA BEJNAR OD 274 Roncesvalles Ave (przy Gcoffrcy) Tel LE 2-54- 93 Godziny przyjęć: codziennie od 10 rano do 8 wlecz W soboty od 10 do 4 wlecz' 82--W m ryy4ffiiijjflW' Toronló' Oht POLSKI Załatwiamy DENTYŚCI DR A MEDWECKA LEKARZDEŃTYSTA 70 Spadina Rei- - WAInuł 2-0S- 18 (2 bloklnn północ od ul Illoor) 1'nryjmujcl codziennie OU 3-- ej do Dej lcc7„ wsoboty od lO-cJUloM- cJ po przednim porozumieniem telefonicz-nym 0tt'J8 DR W SADAUSKAS1" LEKARZ 'DENTYSTA ł Przyjmuje za uprzednim telefonie Dym 'porozumieniem " Telefon LE 1250 129 Grenadier Rd (drugi dom od Uonco?vaU) r 8 DrS Di Brlooli - ( - CHIRURG r-- t LEKARZ DENTysjĄi-STuMATOL- OO r Speclamta cnoroT) ismfułłnal Physlclan's'&Surgeoi' Bulldlng Kancelaria No 270 -- ' 86 Bloor' SM W" '—'P Toronto Telefon' WA 2-00- 56 Wachne DENTYSTA Godziuy:f1012'V'2ii8 Bałhurtl —EM JAN ALEKAŃDROWICZ LLrM I1X'A s-y- r Or E &' 'A ]' 386 Sf 4-63- 15 tła " v NOTARIUSZ DLA PROWINCJI ONTARIO „u Konlrakly Pełnomocnictwa Teitamenly oraz Akty ciynnotcl' Prawna okreilono w "Ontario'' Notariat Ąc" ' ju Pomoc Prawna we' wwlkltli sprawach llodilnnychSpadkowych I Mnjatkowych w Police I' Zagranica '" t Wlcrylclno Tłumaczenia Dokumentów — Vomoc w imlsracjldo USA I odszkodowaniach lilllcmunklcli — Incomo Tax Biuro: 61 8A Quccn Sf W Toronto Ont Co na da Tel CM I-S4- 41 — Wieczorem) Scarborouoh AM !? "'1 I00-- W On wie jak zrobić prawdziwą Wspaniałą z -- KRÓLIKIEM Lbby McNelll LRby of_ Canada Llmlted_Cru!ham Ontario i wir 2-0- 8 PU fell Mm M iro uh m ' m n 7 |
Tags
Comments
Post a Comment for 000408b
