000339b |
Previous | 7 of 16 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
sWKiomar „„Aj"i-r--r- nł na ze"sarek usiłui-ac skon- - t$ ' wzrok na dwojącycn się i rozDiega- -
Ue- - "- - j„„j„ni UłA- -„ i
WSkaZOKaCn uy uueauic muia wida- -
rtnH7ina — Szósta? Chyba szósta $ i°nip ma co iść przed dziesiątą Do- - la wtedy zastanie tam kogo trzeba dopie- -
TiłDdv Drezes iiomua 4wyrie puuejizuwy
nrliiuncń miał iiiż
itańe ta UUCJ " ~ : -- lama kolejkami wódki Mam czas — st—wi:e—r- -
Ktmvolonv -z siebie ' wypił resztkę znajdu- -
B?ouv
tje w butelce wódki i z animuszem huk- -
Elfcn nO'vą
Br nAn mQC7? — cnvtnł rwintloaor
CI iirabisko o brzuchu przelewającym się
„ t n cnndni złamanym nosie i byczym
snastA ™ -r- -- - -
-- mr nnnszalancko wyciągnar z kieszeni larłio i rzucił ia na stół Bootleger w mil- - ilu skinął głową i postawił przed Komarem
Wl Ł„iio ipwa ręka zearniaiac banknot
Kwa uuicmy - -- w -
fciwata dziewczyna obserwująca go z kąta
!$ri 00ji' ynwtnMini uniosła -S- rDÓdniceTT b~vj nr-n-inra- -
IlKomar jakby teraz zauważył ją Stwier- -
0 ma nie brzydkie nogi i nie jest jeszcze
E--ł - __ JAtnUnu t cioKia urnHlr q ffrt rn?
Ith ' ririofiłn A miał ipq7P?p kilka Pnrt7in
Kjgi i kUKa aoiaiuw w wcju
MieSZKasz midj: — oiai iai asicijcji
O SlOUKa
Mam pokój na górze — uśmiechnęła
lo butelki
In? nd dwóch godzin dobrane towarzystwo
elsów sekretarzy redaktorów i innych sza--
8 eminencji organizacyjnych urzędujące w
ił! i~ "i rtw n i nn i i t rt rtr v r r lnnnin SllCelani UOIUU uigdiniiLyjncsu uuu nauuo- -
mtelką zbawiało ojczyznę i „woazonycn na
iwce" (oczywiście przez konkurencyjny
Szek) emigrantów
rm wiecei obchodziło kolejek tym bardziej
Ja stawały się górne i chmurne Tylko
m 7wiazek iest napiawdę Polski! Reszta to
bi stalinowcy albo gomółkowcy albo rene- -
IC pragnący wynarodowić nasze dzieci oaer-a-(
je od Matki Ojczyzny i sprzedać Kanadyj-kom
To komuniści bezbożnicy zdrajcy pi--Ą
dranie rozpustnicy rozbijacze (Na zdro-iejpan- ie
Prezesie Na pohybel tym draniom!
m pan nową kolejkę panie brołca) lyiKo
IZ Związek jest naprawdę patriotyczny
icki uczciwy abstynencki prostolinijny
[skazy (Racja racja panie Prezesie Tylko
Tak panowie Tylko MY związkowi lide-Mświecaia- cy
całe swoje życie cały swój
itek dla SPRAWY mamy prawo przema- -
w imieniu Polonii kanadyjskiej Bezmte- -
wni nie dbający o zaszczyty odgradzający
id brudnej polityki i emigracyjnych swa- -
Tylko MY wiemy jak i co trzeba roDic
czego dążyć (Słusznie słusznie panie
ba MY i Bóg i Honor i "Ojczyzna —
butelka na stole) Trzeba zdwoić wysiłKi
'oić czujność Konkurencyjny „Związek"
iej ludzi pociąga a konkurencyjne pismo
Zygmunt Jurkowski
a
— Właśnie nie pomyślałem o tym
Milczał rozmvślaiac nad nowym proble- -
pei W końcu odezwał się całując ją w rękę ni
iflH ni zowąd: - la— A może zechciałabyś zamieszkać u mnie
iffle miał śliczne mieszKanie po nozenMwcmtu
Niespodziewana propozycja zaskoczyła ją
lafflzo niemile zwłaszcza że wypowiedział ją
mmi i™i™ „rnm tołińfvi ivuif hłafTalnYRl
Cno się że przeraził się nie na żarty
1- - O co to to nie — zawołała — Na to
e nie namówisz „mężusiu"!
Ą— Cóz ci szkodzi? — łasił się dalej chcąc #'u ustami przylgnąć do jej ręki — Urządzę
ajjokój po Rozenszwancu który za nadużycia
rweat uo więzienia w pięiinym jjcuau n
Ipiomirskiego będziesz miała słońce po- -
ratrze
a— O tego i dziś mam aż nadto nie ma o
op mówić — odmówiła kategorycznie
Odwiózł ją do domu i pożegnał
Halina weszła na górę pewniejszym krok-iem
Gawronknwa powstrzyma się oU swoich
Wfg właśnie teraz kiedy jest przekonana o
tym ze Halina wkroczyła na złą drogę właśnie
?z Dędzie milczała
M Rozbiera iir cip rtn snu usiłowała nie my- -
m o niczym I tak już wszystko kołowało w jej Aie '
M Powrót do świadomości nazajutrz był
przykry Samopoczucie po przebudzeniu
% się różniło od „szampańskiego" nastroju
5i--
v jak się różni w ogóle od nocy dzień kto-tflty- m
razem okazał się mokry i brudny jak
fflpyje Na dworze panoszyła się jedna z tych
wHrptnvłi ti„„v „n vtAro TViUVn ma w ciągu
[Mu dość znaczny kontyngent Wiatr rzucał
saywmi ° szyby Które zapiamwaiy aic &-- Pflf
odu a rynna chrypiała i klekotała za oknem
Plęustenliwifi nir7vm fiawronkowa
Im Otworzyła oczy i zapatrzyła się w jakiś
na suficie- - z początku zaawaiu jej =
Mkla koleją że pracowała nocą w barze „Fe- -
lift" !_ L 1 „omiDf! 7nr7e- -
Ms? ' Duozącej się zwuina poimy" --— t
jpaiansowac nowe nostacie: mimsiei - -- - — L
- - ~j _
ł-$B}'s-tko
Jaglica
rozeieńr7nni
wię-fni- ż
I naraz uświadomiła sobie
To ja poderwało na łóżku
Podkurczyła nogi i objąwszy ręKami ku--
oparła na mch rmdbródek Kucając tak
'owała nowia7np w rałość fragmenty minio- -
5? nocy Poczuła że boli ją głowa Ból umiej-?- S
wił sio i tvr--i „ ioJnom nunkcie na czole
łSLnad ™'iami iak gdyby aŁ niewidzialna a d-n?-
ciskała to miejsce z uporem
Inrot R J Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone
O a l C ft Ul ACIlId Copyright reserved by Pollsh AUlanee Press Ltd Toronto Ont Canada
bardziej jest czytane od naszego (Hańba!) Trze-ba
więc rozwinąć sztandary narodowe grzmieć
w trąby legalizmu i bezustannie uświadamiać
emigrantów że tylko MY Że tylko z NAMI
i ZA NAMI (Racja racja Dobrze Redaktor
klaruje) A kto nie z nami to przeciw nam A
kto przeciw nam to przeciw Polsce to prze-ciw
Kościołowi to — raz jeszcze komunista
bezbożnik zdrajca renegat rozbijacz (Hań-ba1
Hańba! Nalej pan nową kolejkę panie
Sroka)
Jan Komar dobrze juz pod gazem i dobrze
zmęczony zabawą u bootlegera wpadł w tą
budująca i „patriotyczną" dyskusję akurat pod
koniec trzeciej butelki I gdy dołączywszy gar-dło
do czwartej a przepity głos do dalszych
pomstowan (niech mu ktoś kiedyś śmie za-rzucie
ze był złym patriotą Ha! Stu świadków
postawi jak to Ojczyznę bezinteresownie a
głośno zbawiał) nadrabiał miną i machaniem
rękoma by tym pokryć wściekłość jaka go
ogarniała bowiem te wszystkie sprawy (z wy-jątkiem
whisky którą cenił i szanował) nie
pozwalały na spokojną sam na sam rozmowę
z prezesem Bombą na temat uplanowanego
spotkania Marka z Kattelburgerem
Inspektor Macdonald po raz pierwszy od
wielu dni spędzał wieczór „na ł-on- ie rodzi-ny"
przy telewizji z butelką zimnego piwa
w garści wyszczerbioną fajeczką w zębach i
filcowych pantoflach na nogach
Z tego błogiego familijnego nastroju wyr-wany
został przez telefon który zdecydowanie
zmienił obraz niedawno zaszłych wypadków i
uporządkował niezrozumiałą dotychczas łami-główkę
zwaną „sprawą Marka Zabawy" lub
ogólnie „skarbów Hitlera"
Dzwonił Stanley Dirkson od tygodnia bez-skutecznie
poszukiwany przez policję Toronto
i całej prowincji Ontario:
— Kochany Inspektorze mam nadzieję
że ci nie przeszkadzam i ze mimo złości jaką
zupełnie niesprawiedliwie żywisz w stosunku do
mojej niewinnej osoby wysłuchasz co mam ci
do powiedzenia A mam dla ciebie ważną wia-domość
(ciągnął jednym tchem jakgdyby bo-jąc
się że Inspektor mu przerwie) która z
jednej strony oczyści mnie z absurdalnego za-rzutu
zorganizowania napadu na stróżów prawa
i porządku z drugiej zaś da ci możliwość uchwy-cenia
prawdziwych sprawców tego napadu
Inspektor Macdonald w swojej długoletniej
zawodowej karierze często korzystał z informa-cji
udzielanych poufnie przez" kryminalistów
dało w smaku chorobliwą gorycz Br
10
wstrzą- -
snęło nią z obrzydzenia
— Już lepiej pić zwykłą „czystą" zamiast
tych mieszanin — pomyślała
Nie wyciągając na razie żadnych wniosków
zdecydowała się na ubieranie Wysunęła nogi z
pod kołdry i opuściła na stary chodnik nabity
kurzem i twardy jak klepisko
Zabrała się do ubierania które nigdy nie
nastręczało jej tyle trudu co dzisiaj Gdy już
była "gotowa zadzwoniła na Marysię i zasiadła
do stołu w oczekiwaniu na mdłą herbatę Do-piero
teraz spostrzegła leżący na stole list Rzu-ciła
okiem na pismo i nagle rozjaśniło ją
uszczęśliwienie
— Mama! — wyrwała jej się na głos
Rozcinała kopertę z radosnym łopotaniem
w piersiach
— To od mateczki kochanej — szepta-ła
w duchu czując ze oczy jej zwilża tkliwość
zacierając wyrazy pisane ręką matczyną
Moje dziecko najsłodsze!
Tak długo nie odzywałaś się do nas
Haluniu że jestem o Ciebie niespokojna
Śniłaś mi sie dzisiejszej nocy bardzo nie-dobrze
i boję się czy Ci się coś złego nie
stało? Widziałam Cię we śnie jako maleń-stwo
na ręku tak jak wtedy kiedy miałaś
zaledwie pół roku a mieszkaliśmy jeszcze
w Sulejowie I koło Twojej główki krążyły
jakieś duże okropne pająki które ja chcia-łam
odpędzić i nie mogłam aż dopiero
się obudziłam cała w siódmych potach
Tatko żartował sobie z tych moich przywi-dzeń
i ja też się z nich śmieję — gdyby
nankała do matki A tak rozumiem ze
jesteś zaięta swoimi sprawami i nie masz
czasu Ale pomimo to miałam o Tobie
wiadomość od Irki która wi-działa
sie z Tobą w Warszawie Dowiedzia-łam
się ód niej radosnej nowiny Że udało
Ci się znaleźć posadę na jeden miesiąc
„- - Trńr Trochę mi było nijako że nie od
Ciebie pierwszej tylko od Irki o tym się
Im też niejednokrotnie zawdzięczał pomyślne
doprowadzenie do końca sprawy które wyda-wały
się beznadziejne i bez donosu ciągnęłyby
się w nieskończoność lub musiały przejść „ad
acta"
— Myślę że wiesz co mówisz — zauwa-żył
spokojnie otwierając leżący przy telefo-nie
notes i biorąc do ręki pióro — Jeżeli
chcesz wykręcić się od stryczka musisz mieć
niebyłe jakie dowody
W słuchawce usłyszał swobodny śmiech
Stanleya i pomyślał ze tak nie śmieje się czło-wiek
któremu w najlepszym wypadku grozi
długoletni kryminał Stanley miał dowody
— Inspektorze Zawsze czułem do ciebie
sympatię mimo że mi życie niejednokrotnie
utrudniałeś i obrzydzałeś Dlatego też do cie-bie
dzwonię a nie na policję by ci raz jeszcze
udowodnić że nadal cieszysz się moim zau-faniem
— Do rzeczy do rzeczy — przerwał mu
Macdonald — Co mi masz do powiedzenia?
— Najpierw musicie mi obiecać że jeżeli
to co powiem okaże się prawdą odwołacie na-gonkę
policyjną za mną i za moim przyjacielem
Frankiem Lewisem Nie będziecie nas ciągać
po sądach pozwolicie spokojnie żyć tak jak
gdyby nic się nie stało
— Wiesz bardzo dobrze że nic przyrzec
nie mogę Nie mam po temu uprawnień
i nie jest to moja dziedzina Nie dalej jak
tydzień temu ostrzegłem ciebie i Franka byś-cie
nie pchali paluchów w sprawę zbyt dla was
wielką Nie posłuchaliście i teraz ponosicie te- - '
go konsekwencje Mogę tylko obiecać że jeżeli
to co mi powiesz w jakikolwiek sposób wpły-nie
na rozwiązanie wiadomej sprawy posta-ram
się by sąd wziął to pod uwagę
— Inspektorze kochany żartujesz chyba
Cóż sąd ma brać lub nie brać pod uwagę skoro
nie stanę przed nim jestem bowiem niewinną
ofiarą sprytnej prowokacji
Tym razem Macdonald roześmiał się —
Stanley Dirkson główny „boss" torontońskie-g- o
podziemia i Frank Lewis prawa ręka króla
amerykańskich gangsterów niewinnymi ofiara-mi
prowokacji My foot! To ty Stan żartujesz
Ale do rzeczy Mów co masz mi do powiedzenia
a potem ' zobaczymy co to jest warte Chwilo-wo
masz na sumieniu bandycki napad z bronią
w ręku na konwórpblicyjny i zranienie dwóch"
policjantów Nie byle jakich dowodów potne-bujes- z
by się z tego zarzutu oczyścić i bądź
zadowolony że wogóle z tobą rozmawiam co
szy i bardzo łatwo się przeziębić? Można
dostać influenzy bronchitu a nawet co
nie daj Boże grypy Wjem że już jesteś
dorosła i sama potrafisz na siebie uważać
ale ja matka będę miała spokojniejsze
sumienie jak Ci o tym przypomnę Z uwa-gi
też na to posyłam Ci wraz z Twoją czyś-ciutko
wypraną bielizną ciepły sweterek
Jest cały w kolorze blado niebieskim więc
napewno będzie Ci w nim do twarzy Zro-biłam
go sama tylko pod koniec Kasia
musiała mi trochę pomagać bo ja od kilku
dni leże w łóżku Taki miałam wypadek
niewielki na tych schodach od góry Cią-gle
się Tomaszowi mówiło żeby tę poręcz
przy nich umocnił gwoździami Ale znasz
go przecież i wiesz że jego o coś prosić
to tyle samo co groch o ścianę No i
urwała się ze mną ta poręcz kiedy scho-dziłam
z bielizną Ale nie myśl czasem H'a-lun- iu
że stałos'ię wielkie nieszczęście Bo
Ty zaraz przejmujesz się byle drobnostką
Otóż zupełnie nic mi nie jest i nie rozu-miem
dlaczego Tatko kazał mi leżeć w
łóżku Ale doktór Karaś powiedział że za
kilka dni będę się mogła już podnieść"
Przy tych słowach Halinę ścisnęło coś w
gardle
— nic mi nie jest — powtórzyła bez-dźwięcznie
— drobnostka głupstwo baga-telka
stare matczysko spadło ze schodów
Boże! przecież te schody są bardzo strome i
okute na stopniach żelazem! — uświadomiła
sobie w pamięci i serce zastygło w niej na
chwilę — pewnie z moją bielizną schodziła z
góry — przebiegło jej przez myśl
Czytała dalej: „U nas w Piotrkowie już wiosna To
Twoja dwudziesta wiosna Haluniu za rok
będziesz juz pełnoletnia Aż trudno mi sa-mej
w to uwierzyć"
Dalej było w liście o ojcu i sprawach do-mowych:
Tatko jak zwykle w tym czasie krza-- "
ta się po ogrodzie Pożal się Boże co to za
narńfł — dwie rachityczne czereśnie pięć krza
ków agrestu parę grządek na których Tatko
Ci coś dolegało córuchno to byś przecież spodziewa się wyhodować
to" przyczernione dymem z lokomotyw
Gąsiarkówny
wszystko
które przebiegają tuż obok jak wściekłe
Matka kończyła list słovami otuchy dla cór-ki
polecała ją opiece Panny Najświętszej i pro-siła
o rychłą odpowiedź
Halina domyśliła się raczej ostatnich słów
nie mogąc ich odczytać przez łzy Spływały jej
po policzkach niczym krople deszczu po szy-bach
Ukryła twarz w dłoniach i rozpłakała się
dowiadule ate tak się ucieszyłam że mi naprawdę jak dziecko
opisać Wiedziałam jak Marysia która z szerokim uśmiechem Wno-- to nawe
cSzko i jak bardzo siła właśnie śniadanie zaskoczona widokem pla-c- f
w
ta Praca potrzebna" Teraz już Ci czącej odstawiła czym prędzej tacę zaczęła po-ndzie
lepiej moje dziecko może tylko z ciesząc Halinę i wypytywać:
SfSTdli-b- U radę i"=£- - tei Tatmosa i hi jedno lo za drugie
się sama a ryknęła!
chyba dowodzi tylko mojej słabości do ciebie
a raczej sympatii i współczucia dla twojej żo-ny
i dzieci
— OK! Inspektorze Niech i tak będzie
Jako dowód własnej niewinności mogę wam
dostarczyć adres domu w którym usrywają
się prawdziwi bandyci sprawcy napadu na po-licję
— Aby swoją głowę ratować sypiesz wła-snych
ludzi?
— Własnych ludzi? Tym razem ja ci po-wiem
„my foot!" Możecie mi wiele zarzucać
i może miałem coś niecoś na sumieniu w prze-szłości
oczywiście ale z hitlerowskimi gangste-rami
nigdy się nie kumałem i wydanie ich w
ręce sprawiedliwości uważam za czyn patrio-tyczny
— Hitlerowcy? — Inspektor Macdonald
sam zdziwił się jak wiadomość ta mało go za-skoczyła
Coś podobnego przecież przypuszczał
— Yes Sir! Hitlerowcy Swojego czasu
jeden z nich n i ej a k i Arnold Miller
wkręcił się do mnie na salesmana Potrzebo-wałem
kogoś biegle mówiącego po niemiecku
bowiem Niemców coraz więcej do Kanady
przyjeżdża i coraz więcej domów ku
pują (Macdonald skubał z uśmiechem wąsiki
słuchając jak Stanley poważnie mówi o swoim
„Real Estate" pokrywce jego działalności gang-sterskiej
— Przed przyjazdem tutaj Arnold
przeszedł w Niemczech normalny emigracyjny
„screening" i mając zaufanie do RCMP nie
przypuszczałem że jest byłym gestapowcem
czy też ma powiązania z hitlerowskimi pogro-bowca- mi
Tymczasem ten sprytny drań w do-brej
szkole widać wychowany pod moim nosem
i pod moim patronatem zorganizował bojówkę
hitlerowską W nocy poprzedzającej napad na
policję wraz z trzema swoimi kumplami ukradł
jeden z moich samochodów i namówił „Slick"
Martina by z nim pojechał Jak to zrobił nie
wiem Dureń „Slick" bał się pewno że na wia-domość
o jego napadzie na tą Polkę zbije mu
mordę i oddam w ręce policji co niewątpliwie
bym uczynił jak przystało na uczciwego busi-nessmana
i przyzwoitego obywatela
— Słuchaj Stan — przerwał Macdonald
— Reklamę swojej osoby pozostaw dla innych
Domu od ciebie nie kupuję a o twojej uczci-wości
i przyzwoitości mam oddawna wyrobione
zdanie Do rzeczy więc
— Dobrze dobrze Inspektorze Otóż ten
Arnold i jego trzech zbirów użyli mój samo
chód w napadzie na policję Za jednym zama
chem chcieli utłuc dwa koty i omal im się te
nie udało Chcieli złapać Zabawę na któryir
im zależy ze względu na wiadomą nam sprawę
lub też jeżeli nie uda się go złapać to w każ-dym
razie wyrwać go z rąk policji w których
Tr-7-cfai- 3r nio nr7pHstnwiał riln nich źadnei
wartości oraz wszystkie podejrzenia i całą na-gonkę
policyjną skierować za fałszywym śla-dem
'czyli' za mną Do tego właśnie celu' miał
służyć mój samochód który przezornie pozosta-wili
na miejscu napadu uciekając już własnym
wozem
— Ooooh huu huuu bo panienka pła-cze
to i ją tyż
— Uspokój się no zaraz uspokój! — uci-szała
ją z kolei — Widzę że masz dobre serce
no nie becz już
Marysia uspokoiła się prędzej niż można
się było spodziewać po takim wybuchu po chwi
li śmiała się znowu zdrowymi zębami Nawet
przestała się interesować powodem płaczu Hali-ny
Przechodząc do porządku nad całą 'sprawą
przemówiła trąc oczy rękawem:
— Dzwonił jakiś pan Motoć nie Łopoć
— Łotoć! — poprawiła Halina — Czy
dawno? '
k
— A jak panienka jeszcze spała ale nit
chciałam budzić
— To bardzo dobrze żeś mnie nie budzi-ła
bardzo "dobrze — rzekła z wolna wpada-jąc
w postanowienie
— Marysiu mam dó ciebie prośbę
— Słucham
— Pomożesz mi spakować te wszystkie no-we
rzeczy i odniesiesz właśnie panu Łotociowi
— Dobrze panienko
— A później jak będzie kiedykolwiek
dzwonił pan Łotoć to będziesz zawsze odpowia-dać
że mnie nip ma rozumiesz?
— Rozumiem — odparła Marysia
Obie zabrały się do pakowania
ROZDZIAŁ IV
Gabriel pomimo iż zapewniał GIębosza że
znalazł piękną garsonierę mieszkał u niego na-dal
w brudnei kawalerce i korzystał wydatnie
z jego koleżeńskiej pomocy Jadł pił i bywał
w teatrach na jego koszt a jeszcze ponadto po-życzał
większe i mniejsze sumki
Od pewnego czasu wydawał się bardzo za-troskany
Coś mu tam nie szło w jego tajemni-czych
sprawach z których nie zwierzał się' Głę-boszo- wi
Ostatnio pisał wciąż listy redagując
je długo i starannie i z niecierpliwością
wyczekiwał odpowiedzi Głębosz odniósł wraże-nie
że Gabryś zakochał się niespodzianie
Pewnego ranka kiedy siedzieli przy śnia-daniu
zadźwięczał telefon Odebrawszy go
Głębosz powiedział:
— To do ciebie Gabrysiu
Gabriel ujął za słuchawkę i wydał okrzyk
radości i ulgi zarazem:
— Ach to ty Eyeline! Jakże się cieszę!
I tu Głębosz mimo "woli wysłuchał całego
szeregu czułości jakimi Gabriel zasypał owa
Eveline Umówił się z nią na spotkanie poczym
zasiadł do jedzenia Smarując masłem bułeczki
wyjaśniał Janowi:
— Tomoja dawna kochankaiwsnaniała ko-bieta
Kochaliśmy się na zabój potem się na-gle
urwało Och mój kochany wiele trudu
miislśłsrr zużyć żebv ten miły stosunek nawią
zać no ale udało mi się nareszcie! — odetchnął
Łacina' — zapyiat uięuoiiz
MwHr&Mltt£EyełwjEAv3w%w!IMI
ELEGANT
BEAUTY PARLOUR
Farbowanie Utlenianie Obcinanie
I Układanie Włosów
oraz
wszelkiego rodzalu trwało ondulace
Wlałć M KARDASIEWICZ
1681 DUNDAS ST W-T- ol LE J-78- 51 Toronto Ontario 55-- P
Jedyny Polski Salon
Piękności
Pilarya's Beauty Parlor
' Specjalizacja w trwałej
Ondulacji "Permanent
Waves"
216 Bathurst St EM S4432
P
William Shoe Storę
Właść: B Czarnota
Poleca obuwiu importowane
1 kanadyjskie
Wysyłamy równlei obuwlo do Polski
750 Queen St W — EM 34898
P
POLSKI SKLEP OBUWIA
Stanley Shoe Stora
Obuwlo najlepszych firm kanady)
sklcli 1 angielskich Wsielkle kolory
rozmiary
1438 Dundas St W Toronto
Tel LE 5-95-
30 '
Właściciel ST MAZURKIEWICZ
QUEEN'S TEXTILES
107o znlzkl za okazaniem niniejszego
ogłoszenia
Wielki wybór materiałów wtlrilanych
do Kralów europtsklch orai wini-kieg- o
rodiau materiałów pofelelo-wychll- p
787 QUEEN ST W- - EM' 8-66-
68
co-- s
I
naprawa i budowa
DACHÓW
insulacja (insulation) roboty
asfaltowe — rynny „
282 Symington Ave LE 2-49- 77 Toronto
1031-- 1'
BIURO TŁUMACZEŃ
Dr lur i
J K (
Wizy — Paszporty —
Emigracja Ud
57 QUEEN ST W EM 8-94-
30
(koło Bay) pok 308 ' Toronto
8-- P
Długoletnia gwarancja
i i Wielka
wyprzedaż
FUTER
Bogaty wy-bó- i'
najnow-szych
modeli
futer po ce-nach
bezkonku-rencyjnych
Łatwe I dłu-goterminowe
spłaty
nlill
Dwa Bklepy do Waszej dyspozycji
Klrraa nasza tłuzy Polakom od 34 lat
PRIHCESS
Fashion Furs
506 Oueen St' W EM 3-88- 84
750 Yonge St WA 1-8-
971
"P
Zawiadamiamy naszych
K LI W
ie obecnie prócz WEGL'A mamy na
tprzedai ~dostarczamydo'do'miw
olej do opalu
"WHITE ROSĘ"-Dzwo- ń
do
POLSKIEJ SKŁADNICY OPAŁU
składu'
polskiego
Telefon
MICHALSKI
EH TO
RE -- 2200 (dwa
Anta tfiK
dwa źtro) zero)
v fi
siibert (SiiSiEEjllśrc
FłftŚS dy ?v'
k WWM?
-- "auiicid JCZŁJCUl JJW £uv~ WE '_zL_!_
lilii
ir?ns jm na t ( j
f
5
s
:
mm
m ł rrwrfH9 iB TT- - m&£twm?!ii4
iPiii
--łtftiiitaPAt!! i feif£${y 1 '--
M mml
fei™
łł -- dii JV#7T -- iJB miMMi
mmmm
lUflli
'imifii
mmĘk
ati i"v iji i- - 'i 2
1WMm
li- - liił
hto
mfmM
M mmm iii mm mmmm®i
mmmmm :mairwmmsrań!iix%iriijziiitn'ti€j&i tlKVKfi5
iM-'- '
i
a MMM
tSMtłt?tŁfliMliaitajlaliff?t"
iU mpmlmi mmm
!
mmWĄWh
k- - ffflf! 1l1i1i™i
--fVfJlaHm1i w
tm 'ill ItUJt I Zt UfflWiMa
ir u" 'A i ftiymemwseuamrflmjirsfstll
01 lip mm m$l
lilii
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, October 12, 1957 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1957-10-12 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000145 |
Description
| Title | 000339b |
| OCR text | sWKiomar „„Aj"i-r--r- nł na ze"sarek usiłui-ac skon- - t$ ' wzrok na dwojącycn się i rozDiega- - Ue- - "- - j„„j„ni UłA- -„ i WSkaZOKaCn uy uueauic muia wida- - rtnH7ina — Szósta? Chyba szósta $ i°nip ma co iść przed dziesiątą Do- - la wtedy zastanie tam kogo trzeba dopie- - TiłDdv Drezes iiomua 4wyrie puuejizuwy nrliiuncń miał iiiż itańe ta UUCJ " ~ : -- lama kolejkami wódki Mam czas — st—wi:e—r- - Ktmvolonv -z siebie ' wypił resztkę znajdu- - B?ouv tje w butelce wódki i z animuszem huk- - Elfcn nO'vą Br nAn mQC7? — cnvtnł rwintloaor CI iirabisko o brzuchu przelewającym się „ t n cnndni złamanym nosie i byczym snastA ™ -r- -- - - -- mr nnnszalancko wyciągnar z kieszeni larłio i rzucił ia na stół Bootleger w mil- - ilu skinął głową i postawił przed Komarem Wl Ł„iio ipwa ręka zearniaiac banknot Kwa uuicmy - -- w - fciwata dziewczyna obserwująca go z kąta !$ri 00ji' ynwtnMini uniosła -S- rDÓdniceTT b~vj nr-n-inra- - IlKomar jakby teraz zauważył ją Stwier- - 0 ma nie brzydkie nogi i nie jest jeszcze E--ł - __ JAtnUnu t cioKia urnHlr q ffrt rn? Ith ' ririofiłn A miał ipq7P?p kilka Pnrt7in Kjgi i kUKa aoiaiuw w wcju MieSZKasz midj: — oiai iai asicijcji O SlOUKa Mam pokój na górze — uśmiechnęła lo butelki In? nd dwóch godzin dobrane towarzystwo elsów sekretarzy redaktorów i innych sza-- 8 eminencji organizacyjnych urzędujące w ił! i~ "i rtw n i nn i i t rt rtr v r r lnnnin SllCelani UOIUU uigdiniiLyjncsu uuu nauuo- - mtelką zbawiało ojczyznę i „woazonycn na iwce" (oczywiście przez konkurencyjny Szek) emigrantów rm wiecei obchodziło kolejek tym bardziej Ja stawały się górne i chmurne Tylko m 7wiazek iest napiawdę Polski! Reszta to bi stalinowcy albo gomółkowcy albo rene- - IC pragnący wynarodowić nasze dzieci oaer-a-( je od Matki Ojczyzny i sprzedać Kanadyj-kom To komuniści bezbożnicy zdrajcy pi--Ą dranie rozpustnicy rozbijacze (Na zdro-iejpan- ie Prezesie Na pohybel tym draniom! m pan nową kolejkę panie brołca) lyiKo IZ Związek jest naprawdę patriotyczny icki uczciwy abstynencki prostolinijny [skazy (Racja racja panie Prezesie Tylko Tak panowie Tylko MY związkowi lide-Mświecaia- cy całe swoje życie cały swój itek dla SPRAWY mamy prawo przema- - w imieniu Polonii kanadyjskiej Bezmte- - wni nie dbający o zaszczyty odgradzający id brudnej polityki i emigracyjnych swa- - Tylko MY wiemy jak i co trzeba roDic czego dążyć (Słusznie słusznie panie ba MY i Bóg i Honor i "Ojczyzna — butelka na stole) Trzeba zdwoić wysiłKi 'oić czujność Konkurencyjny „Związek" iej ludzi pociąga a konkurencyjne pismo Zygmunt Jurkowski a — Właśnie nie pomyślałem o tym Milczał rozmvślaiac nad nowym proble- - pei W końcu odezwał się całując ją w rękę ni iflH ni zowąd: - la— A może zechciałabyś zamieszkać u mnie iffle miał śliczne mieszKanie po nozenMwcmtu Niespodziewana propozycja zaskoczyła ją lafflzo niemile zwłaszcza że wypowiedział ją mmi i™i™ „rnm tołińfvi ivuif hłafTalnYRl Cno się że przeraził się nie na żarty 1- - O co to to nie — zawołała — Na to e nie namówisz „mężusiu"! Ą— Cóz ci szkodzi? — łasił się dalej chcąc #'u ustami przylgnąć do jej ręki — Urządzę ajjokój po Rozenszwancu który za nadużycia rweat uo więzienia w pięiinym jjcuau n Ipiomirskiego będziesz miała słońce po- - ratrze a— O tego i dziś mam aż nadto nie ma o op mówić — odmówiła kategorycznie Odwiózł ją do domu i pożegnał Halina weszła na górę pewniejszym krok-iem Gawronknwa powstrzyma się oU swoich Wfg właśnie teraz kiedy jest przekonana o tym ze Halina wkroczyła na złą drogę właśnie ?z Dędzie milczała M Rozbiera iir cip rtn snu usiłowała nie my- - m o niczym I tak już wszystko kołowało w jej Aie ' M Powrót do świadomości nazajutrz był przykry Samopoczucie po przebudzeniu % się różniło od „szampańskiego" nastroju 5i-- v jak się różni w ogóle od nocy dzień kto-tflty- m razem okazał się mokry i brudny jak fflpyje Na dworze panoszyła się jedna z tych wHrptnvłi ti„„v „n vtAro TViUVn ma w ciągu [Mu dość znaczny kontyngent Wiatr rzucał saywmi ° szyby Które zapiamwaiy aic &-- Pflf odu a rynna chrypiała i klekotała za oknem Plęustenliwifi nir7vm fiawronkowa Im Otworzyła oczy i zapatrzyła się w jakiś na suficie- - z początku zaawaiu jej = Mkla koleją że pracowała nocą w barze „Fe- - lift" !_ L 1 „omiDf! 7nr7e- - Ms? ' Duozącej się zwuina poimy" --— t jpaiansowac nowe nostacie: mimsiei - -- - — L - - ~j _ ł-$B}'s-tko Jaglica rozeieńr7nni wię-fni- ż I naraz uświadomiła sobie To ja poderwało na łóżku Podkurczyła nogi i objąwszy ręKami ku-- oparła na mch rmdbródek Kucając tak 'owała nowia7np w rałość fragmenty minio- - 5? nocy Poczuła że boli ją głowa Ból umiej-?- S wił sio i tvr--i „ ioJnom nunkcie na czole łSLnad ™'iami iak gdyby aŁ niewidzialna a d-n?- ciskała to miejsce z uporem Inrot R J Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone O a l C ft Ul ACIlId Copyright reserved by Pollsh AUlanee Press Ltd Toronto Ont Canada bardziej jest czytane od naszego (Hańba!) Trze-ba więc rozwinąć sztandary narodowe grzmieć w trąby legalizmu i bezustannie uświadamiać emigrantów że tylko MY Że tylko z NAMI i ZA NAMI (Racja racja Dobrze Redaktor klaruje) A kto nie z nami to przeciw nam A kto przeciw nam to przeciw Polsce to prze-ciw Kościołowi to — raz jeszcze komunista bezbożnik zdrajca renegat rozbijacz (Hań-ba1 Hańba! Nalej pan nową kolejkę panie Sroka) Jan Komar dobrze juz pod gazem i dobrze zmęczony zabawą u bootlegera wpadł w tą budująca i „patriotyczną" dyskusję akurat pod koniec trzeciej butelki I gdy dołączywszy gar-dło do czwartej a przepity głos do dalszych pomstowan (niech mu ktoś kiedyś śmie za-rzucie ze był złym patriotą Ha! Stu świadków postawi jak to Ojczyznę bezinteresownie a głośno zbawiał) nadrabiał miną i machaniem rękoma by tym pokryć wściekłość jaka go ogarniała bowiem te wszystkie sprawy (z wy-jątkiem whisky którą cenił i szanował) nie pozwalały na spokojną sam na sam rozmowę z prezesem Bombą na temat uplanowanego spotkania Marka z Kattelburgerem Inspektor Macdonald po raz pierwszy od wielu dni spędzał wieczór „na ł-on- ie rodzi-ny" przy telewizji z butelką zimnego piwa w garści wyszczerbioną fajeczką w zębach i filcowych pantoflach na nogach Z tego błogiego familijnego nastroju wyr-wany został przez telefon który zdecydowanie zmienił obraz niedawno zaszłych wypadków i uporządkował niezrozumiałą dotychczas łami-główkę zwaną „sprawą Marka Zabawy" lub ogólnie „skarbów Hitlera" Dzwonił Stanley Dirkson od tygodnia bez-skutecznie poszukiwany przez policję Toronto i całej prowincji Ontario: — Kochany Inspektorze mam nadzieję że ci nie przeszkadzam i ze mimo złości jaką zupełnie niesprawiedliwie żywisz w stosunku do mojej niewinnej osoby wysłuchasz co mam ci do powiedzenia A mam dla ciebie ważną wia-domość (ciągnął jednym tchem jakgdyby bo-jąc się że Inspektor mu przerwie) która z jednej strony oczyści mnie z absurdalnego za-rzutu zorganizowania napadu na stróżów prawa i porządku z drugiej zaś da ci możliwość uchwy-cenia prawdziwych sprawców tego napadu Inspektor Macdonald w swojej długoletniej zawodowej karierze często korzystał z informa-cji udzielanych poufnie przez" kryminalistów dało w smaku chorobliwą gorycz Br 10 wstrzą- - snęło nią z obrzydzenia — Już lepiej pić zwykłą „czystą" zamiast tych mieszanin — pomyślała Nie wyciągając na razie żadnych wniosków zdecydowała się na ubieranie Wysunęła nogi z pod kołdry i opuściła na stary chodnik nabity kurzem i twardy jak klepisko Zabrała się do ubierania które nigdy nie nastręczało jej tyle trudu co dzisiaj Gdy już była "gotowa zadzwoniła na Marysię i zasiadła do stołu w oczekiwaniu na mdłą herbatę Do-piero teraz spostrzegła leżący na stole list Rzu-ciła okiem na pismo i nagle rozjaśniło ją uszczęśliwienie — Mama! — wyrwała jej się na głos Rozcinała kopertę z radosnym łopotaniem w piersiach — To od mateczki kochanej — szepta-ła w duchu czując ze oczy jej zwilża tkliwość zacierając wyrazy pisane ręką matczyną Moje dziecko najsłodsze! Tak długo nie odzywałaś się do nas Haluniu że jestem o Ciebie niespokojna Śniłaś mi sie dzisiejszej nocy bardzo nie-dobrze i boję się czy Ci się coś złego nie stało? Widziałam Cię we śnie jako maleń-stwo na ręku tak jak wtedy kiedy miałaś zaledwie pół roku a mieszkaliśmy jeszcze w Sulejowie I koło Twojej główki krążyły jakieś duże okropne pająki które ja chcia-łam odpędzić i nie mogłam aż dopiero się obudziłam cała w siódmych potach Tatko żartował sobie z tych moich przywi-dzeń i ja też się z nich śmieję — gdyby nankała do matki A tak rozumiem ze jesteś zaięta swoimi sprawami i nie masz czasu Ale pomimo to miałam o Tobie wiadomość od Irki która wi-działa sie z Tobą w Warszawie Dowiedzia-łam się ód niej radosnej nowiny Że udało Ci się znaleźć posadę na jeden miesiąc „- - Trńr Trochę mi było nijako że nie od Ciebie pierwszej tylko od Irki o tym się Im też niejednokrotnie zawdzięczał pomyślne doprowadzenie do końca sprawy które wyda-wały się beznadziejne i bez donosu ciągnęłyby się w nieskończoność lub musiały przejść „ad acta" — Myślę że wiesz co mówisz — zauwa-żył spokojnie otwierając leżący przy telefo-nie notes i biorąc do ręki pióro — Jeżeli chcesz wykręcić się od stryczka musisz mieć niebyłe jakie dowody W słuchawce usłyszał swobodny śmiech Stanleya i pomyślał ze tak nie śmieje się czło-wiek któremu w najlepszym wypadku grozi długoletni kryminał Stanley miał dowody — Inspektorze Zawsze czułem do ciebie sympatię mimo że mi życie niejednokrotnie utrudniałeś i obrzydzałeś Dlatego też do cie-bie dzwonię a nie na policję by ci raz jeszcze udowodnić że nadal cieszysz się moim zau-faniem — Do rzeczy do rzeczy — przerwał mu Macdonald — Co mi masz do powiedzenia? — Najpierw musicie mi obiecać że jeżeli to co powiem okaże się prawdą odwołacie na-gonkę policyjną za mną i za moim przyjacielem Frankiem Lewisem Nie będziecie nas ciągać po sądach pozwolicie spokojnie żyć tak jak gdyby nic się nie stało — Wiesz bardzo dobrze że nic przyrzec nie mogę Nie mam po temu uprawnień i nie jest to moja dziedzina Nie dalej jak tydzień temu ostrzegłem ciebie i Franka byś-cie nie pchali paluchów w sprawę zbyt dla was wielką Nie posłuchaliście i teraz ponosicie te- - ' go konsekwencje Mogę tylko obiecać że jeżeli to co mi powiesz w jakikolwiek sposób wpły-nie na rozwiązanie wiadomej sprawy posta-ram się by sąd wziął to pod uwagę — Inspektorze kochany żartujesz chyba Cóż sąd ma brać lub nie brać pod uwagę skoro nie stanę przed nim jestem bowiem niewinną ofiarą sprytnej prowokacji Tym razem Macdonald roześmiał się — Stanley Dirkson główny „boss" torontońskie-g- o podziemia i Frank Lewis prawa ręka króla amerykańskich gangsterów niewinnymi ofiara-mi prowokacji My foot! To ty Stan żartujesz Ale do rzeczy Mów co masz mi do powiedzenia a potem ' zobaczymy co to jest warte Chwilo-wo masz na sumieniu bandycki napad z bronią w ręku na konwórpblicyjny i zranienie dwóch" policjantów Nie byle jakich dowodów potne-bujes- z by się z tego zarzutu oczyścić i bądź zadowolony że wogóle z tobą rozmawiam co szy i bardzo łatwo się przeziębić? Można dostać influenzy bronchitu a nawet co nie daj Boże grypy Wjem że już jesteś dorosła i sama potrafisz na siebie uważać ale ja matka będę miała spokojniejsze sumienie jak Ci o tym przypomnę Z uwa-gi też na to posyłam Ci wraz z Twoją czyś-ciutko wypraną bielizną ciepły sweterek Jest cały w kolorze blado niebieskim więc napewno będzie Ci w nim do twarzy Zro-biłam go sama tylko pod koniec Kasia musiała mi trochę pomagać bo ja od kilku dni leże w łóżku Taki miałam wypadek niewielki na tych schodach od góry Cią-gle się Tomaszowi mówiło żeby tę poręcz przy nich umocnił gwoździami Ale znasz go przecież i wiesz że jego o coś prosić to tyle samo co groch o ścianę No i urwała się ze mną ta poręcz kiedy scho-dziłam z bielizną Ale nie myśl czasem H'a-lun- iu że stałos'ię wielkie nieszczęście Bo Ty zaraz przejmujesz się byle drobnostką Otóż zupełnie nic mi nie jest i nie rozu-miem dlaczego Tatko kazał mi leżeć w łóżku Ale doktór Karaś powiedział że za kilka dni będę się mogła już podnieść" Przy tych słowach Halinę ścisnęło coś w gardle — nic mi nie jest — powtórzyła bez-dźwięcznie — drobnostka głupstwo baga-telka stare matczysko spadło ze schodów Boże! przecież te schody są bardzo strome i okute na stopniach żelazem! — uświadomiła sobie w pamięci i serce zastygło w niej na chwilę — pewnie z moją bielizną schodziła z góry — przebiegło jej przez myśl Czytała dalej: „U nas w Piotrkowie już wiosna To Twoja dwudziesta wiosna Haluniu za rok będziesz juz pełnoletnia Aż trudno mi sa-mej w to uwierzyć" Dalej było w liście o ojcu i sprawach do-mowych: Tatko jak zwykle w tym czasie krza-- " ta się po ogrodzie Pożal się Boże co to za narńfł — dwie rachityczne czereśnie pięć krza ków agrestu parę grządek na których Tatko Ci coś dolegało córuchno to byś przecież spodziewa się wyhodować to" przyczernione dymem z lokomotyw Gąsiarkówny wszystko które przebiegają tuż obok jak wściekłe Matka kończyła list słovami otuchy dla cór-ki polecała ją opiece Panny Najświętszej i pro-siła o rychłą odpowiedź Halina domyśliła się raczej ostatnich słów nie mogąc ich odczytać przez łzy Spływały jej po policzkach niczym krople deszczu po szy-bach Ukryła twarz w dłoniach i rozpłakała się dowiadule ate tak się ucieszyłam że mi naprawdę jak dziecko opisać Wiedziałam jak Marysia która z szerokim uśmiechem Wno-- to nawe cSzko i jak bardzo siła właśnie śniadanie zaskoczona widokem pla-c- f w ta Praca potrzebna" Teraz już Ci czącej odstawiła czym prędzej tacę zaczęła po-ndzie lepiej moje dziecko może tylko z ciesząc Halinę i wypytywać: SfSTdli-b- U radę i"=£- - tei Tatmosa i hi jedno lo za drugie się sama a ryknęła! chyba dowodzi tylko mojej słabości do ciebie a raczej sympatii i współczucia dla twojej żo-ny i dzieci — OK! Inspektorze Niech i tak będzie Jako dowód własnej niewinności mogę wam dostarczyć adres domu w którym usrywają się prawdziwi bandyci sprawcy napadu na po-licję — Aby swoją głowę ratować sypiesz wła-snych ludzi? — Własnych ludzi? Tym razem ja ci po-wiem „my foot!" Możecie mi wiele zarzucać i może miałem coś niecoś na sumieniu w prze-szłości oczywiście ale z hitlerowskimi gangste-rami nigdy się nie kumałem i wydanie ich w ręce sprawiedliwości uważam za czyn patrio-tyczny — Hitlerowcy? — Inspektor Macdonald sam zdziwił się jak wiadomość ta mało go za-skoczyła Coś podobnego przecież przypuszczał — Yes Sir! Hitlerowcy Swojego czasu jeden z nich n i ej a k i Arnold Miller wkręcił się do mnie na salesmana Potrzebo-wałem kogoś biegle mówiącego po niemiecku bowiem Niemców coraz więcej do Kanady przyjeżdża i coraz więcej domów ku pują (Macdonald skubał z uśmiechem wąsiki słuchając jak Stanley poważnie mówi o swoim „Real Estate" pokrywce jego działalności gang-sterskiej — Przed przyjazdem tutaj Arnold przeszedł w Niemczech normalny emigracyjny „screening" i mając zaufanie do RCMP nie przypuszczałem że jest byłym gestapowcem czy też ma powiązania z hitlerowskimi pogro-bowca- mi Tymczasem ten sprytny drań w do-brej szkole widać wychowany pod moim nosem i pod moim patronatem zorganizował bojówkę hitlerowską W nocy poprzedzającej napad na policję wraz z trzema swoimi kumplami ukradł jeden z moich samochodów i namówił „Slick" Martina by z nim pojechał Jak to zrobił nie wiem Dureń „Slick" bał się pewno że na wia-domość o jego napadzie na tą Polkę zbije mu mordę i oddam w ręce policji co niewątpliwie bym uczynił jak przystało na uczciwego busi-nessmana i przyzwoitego obywatela — Słuchaj Stan — przerwał Macdonald — Reklamę swojej osoby pozostaw dla innych Domu od ciebie nie kupuję a o twojej uczci-wości i przyzwoitości mam oddawna wyrobione zdanie Do rzeczy więc — Dobrze dobrze Inspektorze Otóż ten Arnold i jego trzech zbirów użyli mój samo chód w napadzie na policję Za jednym zama chem chcieli utłuc dwa koty i omal im się te nie udało Chcieli złapać Zabawę na któryir im zależy ze względu na wiadomą nam sprawę lub też jeżeli nie uda się go złapać to w każ-dym razie wyrwać go z rąk policji w których Tr-7-cfai- 3r nio nr7pHstnwiał riln nich źadnei wartości oraz wszystkie podejrzenia i całą na-gonkę policyjną skierować za fałszywym śla-dem 'czyli' za mną Do tego właśnie celu' miał służyć mój samochód który przezornie pozosta-wili na miejscu napadu uciekając już własnym wozem — Ooooh huu huuu bo panienka pła-cze to i ją tyż — Uspokój się no zaraz uspokój! — uci-szała ją z kolei — Widzę że masz dobre serce no nie becz już Marysia uspokoiła się prędzej niż można się było spodziewać po takim wybuchu po chwi li śmiała się znowu zdrowymi zębami Nawet przestała się interesować powodem płaczu Hali-ny Przechodząc do porządku nad całą 'sprawą przemówiła trąc oczy rękawem: — Dzwonił jakiś pan Motoć nie Łopoć — Łotoć! — poprawiła Halina — Czy dawno? ' k — A jak panienka jeszcze spała ale nit chciałam budzić — To bardzo dobrze żeś mnie nie budzi-ła bardzo "dobrze — rzekła z wolna wpada-jąc w postanowienie — Marysiu mam dó ciebie prośbę — Słucham — Pomożesz mi spakować te wszystkie no-we rzeczy i odniesiesz właśnie panu Łotociowi — Dobrze panienko — A później jak będzie kiedykolwiek dzwonił pan Łotoć to będziesz zawsze odpowia-dać że mnie nip ma rozumiesz? — Rozumiem — odparła Marysia Obie zabrały się do pakowania ROZDZIAŁ IV Gabriel pomimo iż zapewniał GIębosza że znalazł piękną garsonierę mieszkał u niego na-dal w brudnei kawalerce i korzystał wydatnie z jego koleżeńskiej pomocy Jadł pił i bywał w teatrach na jego koszt a jeszcze ponadto po-życzał większe i mniejsze sumki Od pewnego czasu wydawał się bardzo za-troskany Coś mu tam nie szło w jego tajemni-czych sprawach z których nie zwierzał się' Głę-boszo- wi Ostatnio pisał wciąż listy redagując je długo i starannie i z niecierpliwością wyczekiwał odpowiedzi Głębosz odniósł wraże-nie że Gabryś zakochał się niespodzianie Pewnego ranka kiedy siedzieli przy śnia-daniu zadźwięczał telefon Odebrawszy go Głębosz powiedział: — To do ciebie Gabrysiu Gabriel ujął za słuchawkę i wydał okrzyk radości i ulgi zarazem: — Ach to ty Eyeline! Jakże się cieszę! I tu Głębosz mimo "woli wysłuchał całego szeregu czułości jakimi Gabriel zasypał owa Eveline Umówił się z nią na spotkanie poczym zasiadł do jedzenia Smarując masłem bułeczki wyjaśniał Janowi: — Tomoja dawna kochankaiwsnaniała ko-bieta Kochaliśmy się na zabój potem się na-gle urwało Och mój kochany wiele trudu miislśłsrr zużyć żebv ten miły stosunek nawią zać no ale udało mi się nareszcie! — odetchnął Łacina' — zapyiat uięuoiiz MwHr&Mltt£EyełwjEAv3w%w!IMI ELEGANT BEAUTY PARLOUR Farbowanie Utlenianie Obcinanie I Układanie Włosów oraz wszelkiego rodzalu trwało ondulace Wlałć M KARDASIEWICZ 1681 DUNDAS ST W-T- ol LE J-78- 51 Toronto Ontario 55-- P Jedyny Polski Salon Piękności Pilarya's Beauty Parlor ' Specjalizacja w trwałej Ondulacji "Permanent Waves" 216 Bathurst St EM S4432 P William Shoe Storę Właść: B Czarnota Poleca obuwiu importowane 1 kanadyjskie Wysyłamy równlei obuwlo do Polski 750 Queen St W — EM 34898 P POLSKI SKLEP OBUWIA Stanley Shoe Stora Obuwlo najlepszych firm kanady) sklcli 1 angielskich Wsielkle kolory rozmiary 1438 Dundas St W Toronto Tel LE 5-95- 30 ' Właściciel ST MAZURKIEWICZ QUEEN'S TEXTILES 107o znlzkl za okazaniem niniejszego ogłoszenia Wielki wybór materiałów wtlrilanych do Kralów europtsklch orai wini-kieg- o rodiau materiałów pofelelo-wychll- p 787 QUEEN ST W- - EM' 8-66- 68 co-- s I naprawa i budowa DACHÓW insulacja (insulation) roboty asfaltowe — rynny „ 282 Symington Ave LE 2-49- 77 Toronto 1031-- 1' BIURO TŁUMACZEŃ Dr lur i J K ( Wizy — Paszporty — Emigracja Ud 57 QUEEN ST W EM 8-94- 30 (koło Bay) pok 308 ' Toronto 8-- P Długoletnia gwarancja i i Wielka wyprzedaż FUTER Bogaty wy-bó- i' najnow-szych modeli futer po ce-nach bezkonku-rencyjnych Łatwe I dłu-goterminowe spłaty nlill Dwa Bklepy do Waszej dyspozycji Klrraa nasza tłuzy Polakom od 34 lat PRIHCESS Fashion Furs 506 Oueen St' W EM 3-88- 84 750 Yonge St WA 1-8- 971 "P Zawiadamiamy naszych K LI W ie obecnie prócz WEGL'A mamy na tprzedai ~dostarczamydo'do'miw olej do opalu "WHITE ROSĘ"-Dzwo- ń do POLSKIEJ SKŁADNICY OPAŁU składu' polskiego Telefon MICHALSKI EH TO RE -- 2200 (dwa Anta tfiK dwa źtro) zero) v fi siibert (SiiSiEEjllśrc FłftŚS dy ?v' k WWM? -- "auiicid JCZŁJCUl JJW £uv~ WE '_zL_!_ lilii ir?ns jm na t ( j f 5 s : mm m ł rrwrfH9 iB TT- - m&£twm?!ii4 iPiii --łtftiiitaPAt!! i feif£${y 1 '-- M mml fei™ łł -- dii JV#7T -- iJB miMMi mmmm lUflli 'imifii mmĘk ati i"v iji i- - 'i 2 1WMm li- - liił hto mfmM M mmm iii mm mmmm®i mmmmm :mairwmmsrań!iix%iriijziiitn'ti€j&i tlKVKfi5 iM-'- ' i a MMM tSMtłt?tŁfliMliaitajlaliff?t" iU mpmlmi mmm ! mmWĄWh k- - ffflf! 1l1i1i™i --fVfJlaHm1i w tm 'ill ItUJt I Zt UfflWiMa ir u" 'A i ftiymemwseuamrflmjirsfstll 01 lip mm m$l lilii |
Tags
Comments
Post a Comment for 000339b
