000083b |
Previous | 7 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
1 A
vv s-
- j_
""'OIśtAtt1 stfcj
"TlY!Aif'OW!EC" MARZEC (Mirth) — i- - 1 1 _ is: i- -' y h -
iMiH
bierz
"Mil
du
tnij
JStf"
ozio
") P
gazo- -
O z
ca!j 'th
zyst
fity mó
osu
nogo
lia
'dbi
i
b}(o
ota
raa
ap
erwa
mko-ani-ą
tory
itftj
zen
idjj
ej
§ek]B2 5 i
lvi?A ENTARZE !
WsrclMc prda autorskie zastrzeżone Copjright 1858 by "Kultura" Paryż
gdołał przez ramię:
panie Kwiatuszynski może pan
$ łaskaw na cnwuewNę
Olbrzvmi mvjŁ"a 'ji "mci
feadfdo nich
U Słucham panów — powiedział l"™- - u 'Skad rrancisifta nuuui aiu uuu
ijpan siedzi za "Wolną Europę"
i
'
:
!i 'ic podobnego — powiedział z go- -
&a olbrzm — Nigdy nie słucham
otiej Europy" Siedzę za Radio Ma-jlMo- ja
zona puszczała na cały regu- -
flj sąsiauKa ziozyia na nas uonos
bfetV S3- - Jah JJ"""111 wjauumu puu
m względem nieodpowiedzialne
3 Wszystko jedno — powiedział są- -
franciszka uśmiechnął się z trium-i- l
Chodzi o meritum nie o szcze- -
rforeszta Madryt pod tym względem
thba gorszy
u Nieprawda — powiedział ktoś z
jjll Naigorszy jest Nowy Jork Oni
szczególnie nie lubią z naszymi
ŁJ Watykan pod tym względem nic
Bptije absolutnie — powiedział jc-sz-ki-oś
inny i zbliżył się był to niski
Rjnezczyzna o wyglądzie emerytowa- -
ii
i
nauc?1 c eia — uawaioDy się ze
ichovna impreza i choćby z tego
j$ii powinny być inne kryteria ale
'podobnego Mój pasierb miał za roz-iszeLlmia- nic wiadomości z Watykanu
i nieprzyjemności ze nikomu z pa-ko
nie życzę Nazwa danej rozeło- -
(J niczym nie świadczy wszystko w
padku jest proszę panów złuda
Basiad Franciszka przerwał lok jego
loaow iiiuiiuiimwjiu luuuun ręKi
iLPro7wnkiel dz—iałePmhnjrulzi nzełn toiasąnn tncłn
il-l- ii 'skn7nł ns Franri7kn Mnć
rfdonos a ten pan absolutnie się nie
Kuje kto to może być — Pochylił
& ucha Franciszka
Mj: ran ze rodzina to już
lwi
szcze- -
ktoś
mvsli
o? Tu proszę pana jest taki o
(jp teściowa złożyła zameldowanie
teiada broń Z zemsty za to że nie
Kil jej na imieniny
Juz go nie ma — powiedział ol-n- i
Kj wsDaniałvm — go zwolniono
Może
swoim basom
irmuimck spojrzał osiro na człowic- -
Vl'łAłtiłV A-- w n! t
H
r
Muijiii jutiudwiai w nocy
linowa powieść w "Związkowcu"
WSPÓŁCZESNEGO
Sanisława Salińskiego (pseudonim Seweryn)
obyciajowe powiości cieszą się
£
gteyve=o=ro=o
iMaria Rodziewiczówna
Pożary Zgliszcza
BJ£0£(VGp ==3( )C=M
IZtKjTłlli fin ItiftLMwItf wwtiiiiiMMii n-- i Pc o gościu
z
V J-"- 1 - mowii sw" ida —"ł tuoumuvimiiywślał
pi chicho a teraz tak gwarno jakby
wsiccioio było! Dziwo ile takie
Jlorzenic uciechy ze sobą niesie!
dzieciak jakby przeczul że go
118 Olttniwl cinrlnnin nninln i imL--
lift filirA 1 ! I- - t_- - -- - itnjl_
j-vmvl-ii
giowKę ku ogniu winuici
Bpniu przytuliła go do serca
tłvitjr r in iryonni r7nvn
pjCh} ba wiosną Powędrujemy szu-'}f?- 0 ksiedn Tvrm sami mt wncla W Jg dał Bóg 'chować będzie a
nic umorzył i nad nim okaże fmk od Niego to gość byśmy '! nędzy swojej chwałę wołali! Jak-5t'"n- y
to pisklę?
-- Na7wijcJc ją dla mnie Ircnką! —
!iimson
gA to czemu bracie Samic? — ?a-§F'- C
Aleksander — Co ci to imię
[gnuna? Moc narzeczoną?
5flWryckę miałem Ircnkę Przed
v3r uniarla °1 wężowego uka- - ai ojia śliczna i matka mi ją
ałi umiera iac malutka!
''ClldCPIf 7Tllm Mml' 1 !„„_
Utka "„„M-- u ni "'"S"
aR dorośnie dacie mi ją za żonę!
" ypcinie serio — mam teraz
1 awadzieśoiT int PA7nt c™c 'lak jak wy Sanders chatę jej
jg ?- - baczycie!
jjgWsic nad dzieckiem wicl- - 4 uSowarł°bniUlką rąCZyn? ' j3k
lffivi°Smiellł sie zupełnie i przejęty allMna %n-pytyAv-Łl
ać począł Swidy Zapasy j 7!Tors7vł cio horHTn An F3 się że proch wyszedł zupcł- -
-- """ "Mo iviko stare dymio-- ° ' garść kukufydzy I
ri
—Niech pan się ode mnie natych- -
nnuai uutYepi — powiedział — Pan mnie
obraża i jako człowieka i jako członka
panu jestem uczciwy i to ze przeby-wam
w pana towarzystwie jest tylko ża- łosną pomyłką Proszę do mnie ten
sposób nie mówić bo powiem dyżurne-mu
oficerowi co o panu myślę
Sąsiad przyjrzał mu się uważnie
— Czego pan chce ode mnie? —
powiedział wzruszając ramionami — Ja
do pana niczego nie mówiłem
Naprężone do ostateczności nerwy Franciszka tym razem odmówiły mu po- słuszeństwa Począł krzyczeć z niana na ustach wymachując histerycznie rękami
— Nic pan nie mówił? Nic pan nie
mówił? Gada pan cały czas obrzydliwe
rzeczy Gdzie pan jest? Jak pan myśli:
gdzie się pan znajduje? Jestem byłym
partyzantem i nie po to walczyłem przez
całą okupację żeby tacy jak' pan mieli
teraz szydzić z tego wszystkiego Takich
jak pan ja w lesie własnymi rękami
rozwalałem Pan obraza to wszystko w
co ja wierzę i co inni wierzą Rozu-mie
pan?
Mężczyzna popatrzył na niego zimno
— Niczego do pana nic mówiłem —
powiedział — Rozumie pan? Niczego do
pana nie mówiłem To pan mnie zaczepił
— Ja' Ja pana zaczepiłem? — za- -
entysnął się tranciszck
Mężczyzna odwrócił się do innych
— Czy ja coś mówiłem do tego pana?
— zapytał bardzo głośno i spokojnie
Chwilę trwała cisza potem olbrzymi
mężczyzna z łysą zupełnie czaszka po
wiedział cicho do Franciszka:
— Ten pan niczego nie "mówił
— Jak to? zaperzył się Franciszek
wciąż jeszcze dygotał a czoło jego po-kryło
się potem — Nie mówił mi jakichś
bredni o donosach i tak dalej?
— To pan bredzi — rzekł łysy i
pchnął Franciszka lekko w piersi —
Panu się wszystko pomieszało głowie
mój przyjacielu Sam słyszałem jak pan
mówł że chciałby ran prysnąć na Za-chód
bo tam by panu było najlepiej Pa-mięta
pan czv nic? Bo tu wszyscy sły
szeli co pan mówił!
—Kto? — krzyknął Franciszek Od
wrócił się gwałtownie kierunku in-nych
ludzi — Kto słyszał — krzyknął
— że mówiłem coś takiego?
ą PIÓRA PISARZA
Jerzy
tgo olbrzymia w Polsce poczyłnością
i
F#l ''v
'i
't
w
w
w
w
w
br
:i
54
— Pójdieiny jutro za tropem! —
rycki dzieląc sumiennie naboje — Te-raz
ja do przystanę do wiosny bę-dziemy
racm polować Trzeba dużo skór
nabić!
— Będą was szukać w domu! Moc
być ojciec nicrad! — wtrąciła Władka
— Nic! My czasem po miesiącu i wie
ce i nic wracamy A w domu strzelców
dosyć! W magaynic futra się nic miesz
czą! Zostanę z wami!
I został
Tego wiccoia zapalono świecę wos-kowa
klórą Władka z Euiopy przywiozła
i pod obrazkiem Bożej Matki złożył Sam
ibicclnę a Swida wodą z-- potoku polał
jej główkę try razy w krzyż i mówił uro-czyście:
—Ja cię chrzczę Ireno w Imię Ojca
i Syna i Ducha Świętego Daj jej Boże
niców naszvch źvwot w cnocie i prawoś
ci i wierze jakoś ja nam dal Panic lak
i uchowaj sobie na sługę nam na uzęb-cie
I doprowadź ja Ojcze wielki z po-wrotem
do pól ojczystych cło kraju
własnego
Wyrwało mu się to niechcący z du- -
sv wnrew nrosoic oamuuii 1 i-ug- uu
snnplnrlala na te zrodzoną w
'niszczy jak na swą pod-fiank-- n
a Władka w oblicze Patronki
wpatrzona powtarzała gorąco:
— Do Twego kraju do jej Ojczyzny
odprowadź ja Matko pod Twoją opiekę
przyjmij ją Królowo nasza!
Samuel sztywny i uroczysty nic ro-zumiejąc
słów" modlił się na swój spo-sób
i tvlko Irenka sama trzepiąc nóż-kami
i "rączkami nie pojmowała co się
z nią dzieje i głośno
Ojciec jej krzyżyk zakreślił nad czo-łem
i wziął na ręce długo jednak uspo-koić
się nie dała
Na chwilę zapadła cisza Franciszek
dyszał ciężko Czul że teraz pot spływa
mu już wzdłuż całego ciała powodlijąc
nieznośne łcchtanic
— Wszyscy — cela
Lyjy mężczyzna dodał: — I niech pan
się nikogo nie czepia Pan był bard-z- o pi-jany
i pan nic pamięta tego co pan wy-gadywał
w nocy Jeśli bym to powtórzył
— miałby pan poważne
uaazę panu: niech pan sic nikogo nic
czepia
Franciszek cofnął sie o krok "Niena
wiść przesłoniła mu oczy sprężył się na-gle
i szykował się do skoku na łysego ol-brzyma
lecz w tej chwili znów zazgrzyta-ły
drzwi i Franciszek machinalnie odwró
cił giowę
— Kowalski — powiedział sierżant
— Wychodźcie!
go przez korytarz i we-szli
do znajomej już Franciszkowi dyżur-ki
Teraz w świetle dnia wyglądała jesz-cze
bardziej szaro i brzydko niz w nocy
kiedy oświetlała ją wisząca ze środka su-fitu
bardzo jasna i niczym nic osłonięta
żarówka Za stołem na miejscu kaprala
siedział teraz ów cywil o okrągłej twa-rzy
Obok niego — plutonowy który
przyprowadził Franciszka Wyglądał na
bardzo zmęczonego jego młodzieńcza
twarz bła blada oczv miał nnrlkrnJnnp
Wszyscy trzej sierżant mężczyzna ubra
ny w cywnny garnitur i plutonowy byli
nicogoleni okrągłe policzki plutonowe-go
w ciągu nocy stały się jak
owoc brzoskwini i powagi
nic dodawał mu ani mundur ani ciężki
pistolet
Cywil uniósł wzrok znad rozłożonych
papierów
— No tak Kowalski — powiedział
a w ciosie iceo zabrzmiała szeznra Im- - ska Zmarszczył czoło: — Ciężka sprawa
z wami
Franciszek milczał nachmurzył się
oparł o barierę i patrzył na cywila
— Niedobrze — powtórzył 'cywil Po-kręcił
głową: — Naprawdę niedobrze z
wami
— Co zrobiłem u diabla? — zapytał
Franciszek
— Co mozc nic podoba sie wam? —
zapytał sierżant Wysunął noclbródek i
patrzył na Franciszka takim wzrokiem
jak mały chłopiec który szykuje się do
walki z
— Ja sie chce dowiedzieć: co zrnhi
lem? — powtórzył Franciszek
— A ja — rzekł sierżant — chcę że-byście
mi powiedzieli: nodoba wam sio
czy nie? - Tak — wtrącił Dlulonowv — Pr
wiedzcie: mozc wam się nic podoba? Co?
Podoba wam się czy nie?
— Członek partu — rzekł cywil i ro-złożył
rcce — Bvłv narlvzanl nrirrni
co? Popatrzeć na was cżowiek można
powiedzieć przyzwoity na pewno dobry
23
Polem noc zapadła i Sam zmęczony
zasnął jak drewno w drugiej izbie na po-sianiu
z trawy suchej i liści
Około północy niemowlę zbudziło
Władkę cichym kwileniem Tylko mat-ka
posłyszeć je mogła
Wstała ostrożnie świda spal uśmie-chając
się przez sen Kobieta utuliła
głodne maleństwo i uśpiła je potem u
picrM apatrony w nic nucąc pólglo
sein Miydy mężem i dzieckiem nic bala
się leraz niczego szczęścia jej nic mąciła
żadna trwoga żadna zmora Zapomniała
o Caplicu
Tylko ją czasami tęsknota ogarniała
maryly jej się zielone rozłogi i sumią-c- e
sosnowe bory i jakby zapach zbóż ją
zalatywał Nie mówiła o tym Swidic bo
i po co co minione Ale le-raz
on spał więc dziecku swemu skary-l- a
się piosenką smętną i żałosną:
Stoi jawor wedle drogi
Jawor zicloncńki
(linie Kozak w obcej stronic
Kozak mlodziusicńki
Urwała w pół' tonu i zamyśliła mc
A świda przez sen się poruszył i nie-wyraźnie
wyszeptał:
— Władko moje kochanie
Młoda kobieta otrząsnęła sic z wra
żenia WszysiKo jej drogie oyio imaj
— nie miała prawa tęsknić
VI
Upłynęło od tego dnia półtora roku
Na polanie Swid-ó- w wiele się zmieni-ło
Trcbież się rozszerzyła chata pod-rosła
wyglądała już na dom farmera
a nic na szaias awaniurniKa pansany
dzica spośród swej glorii !%ltcrcza]y zuchwale pocięte
strzelnicami na łące przy potoku pasło
się koz kilkanaście owiec kilkoro czte-ry
krowy i mustang dzi-kiej
maści o lśniącej sierści i wypukłym
oku Między pniami znać było ślady płu-ga
a pod samą zagrodą na grzędach bu-jało
warzywo
Gospodarza tej zagrody nic widywa-no
w dzień prawic nigdy O świcie ze
sztućcem przez plecy gwiżdżąc piosenkę
szedł z psami w nuszczę wracał nad wie
czór objuczony skórami zwierząt i z da
leka już hukał po lesie na powitanie
Przez dzień na polanie rozlegał się
tylko głos kobiecy i niewyraźne jeszcze
towarzysz A sięgnąć głębiej: okazuje się
— wróg się Kowal-ski
— Uderzjł ręką w stos papierów
— Tak wygląda sprawa — rzekł
się i koniec
— Ja? — wyjąkał Franciszek —
się? Co to wszystko znaczy?
— Może wam się nic podoba? — za-pytał
plutonowy — Powiedzcie: ustrój
wam sie nic nodoba? C?v możp inilipii?
— Cywil podniósł sę zża stołu Stał na
szeroko roizstawionveh nneirh i nnłrTi-- i
prosto w oczy Franciszka
— Obraziliście partię — powiedział
spokojnie — Obraziliście mundur któ-ry
nosi ludowa milicja Obraziliście Pol-skę
Ludową Krzyczeliście że wszystko
macie gdzieś obraziliście partię i władze
ludową takimi słowami że ja wstydzę
sie wam powtórzyć To wszystko ynśtnin
zaprotokólovane"Pamietacie to? Wy jak
wyniKa z waszej legitymacji towarzysz
partyjny obraziliście nasz rząd nnwi
władzę ludową Tm samym okazał pan"
kim pan jest naprawdę panic Kowal-ski
Niech pan to przeczyta i podpisze
Potem zapłaci p a n mandat i pójdzie
pan_ uo domu Sekretarz organizacji
partyjnej zostanie przez nas powiadomio
ny Prześlemy mu kopię protokółu A
teraz — proszę
Wręczył Franciszkowi papier i pióio
— Boże — wybełkotał Franciszek —
ozy to możliwe?
Drżały pod nim kolana i serce łomo-tało
gdzieś w gardle
— Niech pan sobie wyobrazi że tak
— powiedział sierżant Popatrzył na bla-dego
jak płótno Franciszka i uśmiechnął
się krzywo — Nie graj pan komedii —
powiedział ostro — Pan co innego my-śli
a co innego mówi My tu jesteśmy po
to zęby nic dać się nabierać na takie
sztuczki Dzisiaj pan krzyczy na ulicy
świństwa jutro zostanie pan szpiegiem
Proszę przeczytać i podpisać!
— Ludzie — krzyknął Franciszek —
przecież niemożliwe żebym tak krzy
czał To iakaś nonn-łk- a Nic uwierzc m- -
bym' krzyczał takie rzeczy!
— Ja słyszałem — powiedział pluto-nowy
— A iak wam sie nic nodoba to
powiedzcie od razu
—Ja tak nie myślę
— Pan tak krzyczał — rzekł cywil
— To są pańskie słowa Tylko że ja
wstydę się powtórzyć panu
pai tyjny
— Co po trzeźwemu w sercu — po-wiedział
sierżant — to po pijanemu na
języku Sam pan chyba najlepiej wie
że lak jest
— Pomyłka — powiedział ochryple
Franciszek Ruchem ślepca podniósł dłoń
do czoła — Pomyłka
— Tak jest — powiedział cywil —
Pomylił się pan Pomylił się pan jeśli
wydawało się panu że wroga nie można
zdemaskować
CV Jutro o Siódmej
Pierwszy odcinek już w numerze "Związkowca" datowanym na soboię 21 marca
was
drobinę
amerykańskiej
protestowała
odpowiedziała
nieprzyjemności
Przeprowadził
mechate
dojrzewającej
przeciwnikiem
przypominać
SZCZCSCIK
Częstochowska gdzieniegdzie
majestatyczne
Zdemaskowaliście
Zde-maskowaliście
Zde-maskowałem
'towarzyszu
£P
szczebiotanie dziecka Kobieta doglądała
trzody warzyła posiłek lub na gizędach
pełła wai żywo dzieciak towarzyszył jej
wszędzie szczebiotał śmiał się o coś
pytał i uczył się pełzać
Gdy wieczorem myśliwiec hukał w
borze kobieta podnosiia się od roboty z
radosnym błyskiem w oczach a diecko
wyciągało do matki ramiona i wolało:
"fala lata" — piosąc by je: więla i za-niosła
do ojca Więc je piylulala do
serca i e swym drogim ciężarem szła
na spotkanie wracającego az do skiaju
puszcy
Na widok ojca diecko wydzierało się
ku niemu obejmowało za szyję skakało
w jero silnym objęciu gwarjlo swoją
mową o wszystkim co widialo czerwo-nego
i jasnego przez dień cały — i tak
wracali we troje ku domowi jak uoso-bienie
cichego szcęścia i spokoju
O bo sczcśliwi In li natescic! Jak
lo niebo letnie rozpogodziła się jdi dola1
i jak mglMc wspomnienie rowiala się1
czarna zlowiescza przesłosc Obszaiy
puszcz rucili między siebie i ludzi i w
tym zakątku ukryli się ze swym scęś-i-ic- m bcpiceni!
Praca cięka wypełniała ich dnie wie
czorem we liojc odpoczywali z rozkosą
i zasypiali spokojni z miłością w duszy
z uśmiechem nazistach myśląc o julrcj
sym znoju
Czasem w niedzielę Swida siodłał mu
slanga sadzał na nim żonę 1 dziecko i
prowadząc zwierzynę prowadił je dro-gą
wśtód puscy do osady Simsonów
Sąsiadom wypłacił się — jak on I o
rozumiał — ryykując życic dla ratunku
starego ojca Niedźwiedź aonił starego
Jakuba o krok był tylko gdy Swida po-skocz- y!
z nocm tvlko w parści rzuciw
szy wystrzelony karabin Zaczęli się bo-rykać
Swida krwią się oblał zwierz padł
z kordelasem w sercu Władce przynie-siono
męża bez czucia i krwi — ale Sim-sonów
ic pielęgnowali go jak brata i sy-na
i odtąd bratem i synem im był
Z osady do osady odwiedzano się czc
sto a juzinajczęścicj przychodził Sam
biorący zupełnie na serio rolę narzeczo
nego Ircnki Narzeczona odpłacała mu
sie niekłamaną svmpatią Wołała go wy
raźnie po imieniu targała za włosy dal
wala się wycalowywac ile chciał I lak
dni biegły miesiące i lata bez wielkich
wstrząśnień i wypadków ]
DODATKI RODZINNE
Senator Crcrar któiv był pro-jektodawcą
ustawy o dodatkach
rouumycn lana została uchwa-lona
w 1944 r oświadczył iz
wątpi czyona pizyniosla korzyść
Kanadzie Po wydatkowaniu
prcszlo $3500000000 na ten
cel przestępczość wśiód młodo-- ! cianych nic tylko nie spadła ale
wzmogia się Motywom ustawy
był pogląd że jeżeli rząd pospie-szy
z pomocą rodzinom dając
dodatki na dzieci wówczas bę- dkzoileenmieożnnaa wleypcshzoywchać ombłyowdeateplio-
Zycie pokazało że pieniądze sa- me nie rozwiążą problemu o ile
rodzice nie są zdyscyplinowani i nie potrafią wprowadzić karno-ści
do wychowania
Popierajcie iych kiórzy
ogłaszają się
w "Związkowcu"
ADWOKACI i NOTARIUSZE
E H ŁUCK BA LUB
(ŁUKOWSKI)
I R H SMELA BA LLB
POLSCY ADWOKACI
Wspólnicy firmy adwokackiej
?}"?% Płernak Łuck A Smela
p57rrjBjmLOuOjRa SwTiecWzorarmoig Uzaay tWelcAfon4l9c7z5-5-
1 S
CA1 BIELSKI ba BCL
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Projęcle codziennie — Suito 702 llermnnt IIUIr
21 Dundas Squara
(Pizy Yoiirc St)
Toronto — EM 2-12-
51
Wieczorami za uprzednim
telefonicznym porozumieniem
2 w
GE0RGE BEN BA
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Mówi po polbku
1147 Dundas St W - Toronto
Ttl LE 4-84-
31 I LE 4-84- 32
1 s
JAN L Z GÓRA
ADWOKAT — OBROŃCA
NOTARIUSZ
1437 Oueen St W — Toronto
Teł Piura: LE 3-12-
11
Mic-Yk- : AT 9-84-
65
l S
G HEIFETZ BA
ADWOKAT
S HEIFETZ
NOTARIUSZ
55 Wellington St W Toronto Ont
EM M51 wieczorem WA 3-44- 5
I S
RUTH CANT0N
DA CPA
ADWOKAT — OBROŃCA
NOTARIUSZ
1337 Dundas St W Toronto
LE 7-11-
33 II w
NAPOJL NAJBARDZIEJ ZBLIŻONE
DO KTÓRE TAK
W KRAJU
DOSTAWA
na i inne oka7je
W TORONTO
TELEFONUJCIE
V
OKULIŚCI
OKULISTKI
Br Bukowska-Befna- r O D
Wiktoria Bukowska O D
prowadza nowoczesny
okuUstjctny przy
27 Roncesvalles Avtnu
obok Ceoffrcj St
Tel LE 2-54-
93
Godtlny cotuiciinle od IC rano do 8 wieczór W soboty od
10 rano do 4 po poł 1 S
DLA ZABEZPIECZENIA
WASZYCH OCZU ZEISS
Punkial
szkła okularów
już ćn nabycia w Kanadzie
Pytajcie o nic u Waszego
specjalisty od ocłu
i s
DENTYŚCI
Dr H SCHWABE
DENTYSTA
71 Howard Park Ava
(rów nonccsMillcs)
Godz przyjęć za zam telefon
LE 1-2-
005
i s
Dr M
DENTYSTA
2092 Dundas St W Toronto
Tal RO 9-46-
82
2 W
Dr E WACHNA
DENTYSTA
Godziny: 10—12 i 2— Q
386 Bathunt St — EM 4-65- 15
2 w
Dr S D BRIGEL
LEKARZ DENTYSTA
CHIRURG — STOMATOLOG
Specallsta chorób lamy ustna
Pliyslclans' & Siirucons' Ihilldlng
Knncclnrln No 270
86 Bloor St W — Toronto
Tetcfon WA 20056
2 W
Dr Tadeusz Więckowski
LEKARZ DENTYSTA
Tel WA 2-08-
44
310 Bloor St W — Toronto
przyjmuje po uprzednim porozumie-niu
telefonicznym 2 W
Dr Władysław
SADAUSKAS
LEKARZ DENTYSTA
129 Grenadier Rd
(riruifl dom od ltonccavalle)
Przyjmuje za uprzednim r 7nym poro7umicniem
Telefon LE 1-4-
250
B "
Jan Alexandrowicz — Notary Public
POLSKIE BIURO INFORMACYJNE
Pomoc w sprawach rodzinnych spadkowych i majątkowych w
1'oIm'c — Kontrakty i inno dokuiinnty Iniifiracja lucnmc Tax
Tluinaconlft
Toronto Ont 799-- A Oueen Sł Tel EM 8-54-
41
12-- W
TYCH WAM SMA-KOWAŁY
RODZINNYM
gabinet
przjjcc:
do
tclefo
West
Cola - Ginger Ale - Orange - Cream Soda
BEZPŁATNA
bankiety
LUCYK
WAInut
1-2-
151
w dnie powszednio
do %oói 7 wiecz
Nic dostarczamy towaru do prywatnych domów
Paczki PEKAO do Polski
UO WYBORU 3YWNOSĆ MATERIAŁY PREZENTY
LUB WYMIENIALNE NA PIENIĄDZE
(prawie 100 2lotych za dolara)
Janiąue Trading - J Kamieński
TORONTO Ont: 835 Qun St W — Tel EM 4-40-
25
EDMONTON Alta: 10649 - 97fh Strcef — Tel 2-38-
39
RÓWNIEŻ WSZELKIE LEKARSTWA ITP
Najszybciej i najianiej! Wolne od cła!
ŚWIEŻE POMARAŃCZE I CYTRYNY
JO-- W
w
ł96 r
t'f:tmfui&rti m156
I mF'" Y
ii } o
RK
s"- -
" h W
4n
m rh %m
tit
J im
i
Jl
rm
(9 iif m Mi
ą
'Ł
fi A
&M
hck ffln
t%ł
K J 14f i
""MT tl
U & s
rs wm
t KmmBI rfm5i i'iii
m tałlS WTćS 13
K wiłłhjvmtsis m i
M?m ii
Mmmiml
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, March 11, 1959 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1959-03-11 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000289 |
Description
| Title | 000083b |
| OCR text | 1 A vv s- - j_ ""'OIśtAtt1 stfcj "TlY!Aif'OW!EC" MARZEC (Mirth) — i- - 1 1 _ is: i- -' y h - iMiH bierz "Mil du tnij JStf" ozio ") P gazo- - O z ca!j 'th zyst fity mó osu nogo lia 'dbi i b}(o ota raa ap erwa mko-ani-ą tory itftj zen idjj ej §ek]B2 5 i lvi?A ENTARZE ! WsrclMc prda autorskie zastrzeżone Copjright 1858 by "Kultura" Paryż gdołał przez ramię: panie Kwiatuszynski może pan $ łaskaw na cnwuewNę Olbrzvmi mvjŁ"a 'ji "mci feadfdo nich U Słucham panów — powiedział l"™- - u 'Skad rrancisifta nuuui aiu uuu ijpan siedzi za "Wolną Europę" i ' : !i 'ic podobnego — powiedział z go- - &a olbrzm — Nigdy nie słucham otiej Europy" Siedzę za Radio Ma-jlMo- ja zona puszczała na cały regu- - flj sąsiauKa ziozyia na nas uonos bfetV S3- - Jah JJ"""111 wjauumu puu m względem nieodpowiedzialne 3 Wszystko jedno — powiedział są- - franciszka uśmiechnął się z trium-i- l Chodzi o meritum nie o szcze- - rforeszta Madryt pod tym względem thba gorszy u Nieprawda — powiedział ktoś z jjll Naigorszy jest Nowy Jork Oni szczególnie nie lubią z naszymi ŁJ Watykan pod tym względem nic Bptije absolutnie — powiedział jc-sz-ki-oś inny i zbliżył się był to niski Rjnezczyzna o wyglądzie emerytowa- - ii i nauc?1 c eia — uawaioDy się ze ichovna impreza i choćby z tego j$ii powinny być inne kryteria ale 'podobnego Mój pasierb miał za roz-iszeLlmia- nic wiadomości z Watykanu i nieprzyjemności ze nikomu z pa-ko nie życzę Nazwa danej rozeło- - (J niczym nie świadczy wszystko w padku jest proszę panów złuda Basiad Franciszka przerwał lok jego loaow iiiuiiuiimwjiu luuuun ręKi iLPro7wnkiel dz—iałePmhnjrulzi nzełn toiasąnn tncłn il-l- ii 'skn7nł ns Franri7kn Mnć rfdonos a ten pan absolutnie się nie Kuje kto to może być — Pochylił & ucha Franciszka Mj: ran ze rodzina to już lwi szcze- - ktoś mvsli o? Tu proszę pana jest taki o (jp teściowa złożyła zameldowanie teiada broń Z zemsty za to że nie Kil jej na imieniny Juz go nie ma — powiedział ol-n- i Kj wsDaniałvm — go zwolniono Może swoim basom irmuimck spojrzał osiro na człowic- - Vl'łAłtiłV A-- w n! t H r Muijiii jutiudwiai w nocy linowa powieść w "Związkowcu" WSPÓŁCZESNEGO Sanisława Salińskiego (pseudonim Seweryn) obyciajowe powiości cieszą się £ gteyve=o=ro=o iMaria Rodziewiczówna Pożary Zgliszcza BJ£0£(VGp ==3( )C=M IZtKjTłlli fin ItiftLMwItf wwtiiiiiMMii n-- i Pc o gościu z V J-"- 1 - mowii sw" ida —"ł tuoumuvimiiywślał pi chicho a teraz tak gwarno jakby wsiccioio było! Dziwo ile takie Jlorzenic uciechy ze sobą niesie! dzieciak jakby przeczul że go 118 Olttniwl cinrlnnin nninln i imL-- lift filirA 1 ! I- - t_- - -- - itnjl_ j-vmvl-ii giowKę ku ogniu winuici Bpniu przytuliła go do serca tłvitjr r in iryonni r7nvn pjCh} ba wiosną Powędrujemy szu-'}f?- 0 ksiedn Tvrm sami mt wncla W Jg dał Bóg 'chować będzie a nic umorzył i nad nim okaże fmk od Niego to gość byśmy '! nędzy swojej chwałę wołali! Jak-5t'"n- y to pisklę? -- Na7wijcJc ją dla mnie Ircnką! — !iimson gA to czemu bracie Samic? — ?a-§F'- C Aleksander — Co ci to imię [gnuna? Moc narzeczoną? 5flWryckę miałem Ircnkę Przed v3r uniarla °1 wężowego uka- - ai ojia śliczna i matka mi ją ałi umiera iac malutka! ''ClldCPIf 7Tllm Mml' 1 !„„_ Utka "„„M-- u ni "'"S" aR dorośnie dacie mi ją za żonę! " ypcinie serio — mam teraz 1 awadzieśoiT int PA7nt c™c 'lak jak wy Sanders chatę jej jg ?- - baczycie! jjgWsic nad dzieckiem wicl- - 4 uSowarł°bniUlką rąCZyn? ' j3k lffivi°Smiellł sie zupełnie i przejęty allMna %n-pytyAv-Łl ać począł Swidy Zapasy j 7!Tors7vł cio horHTn An F3 się że proch wyszedł zupcł- - -- """ "Mo iviko stare dymio-- ° ' garść kukufydzy I ri —Niech pan się ode mnie natych- - nnuai uutYepi — powiedział — Pan mnie obraża i jako człowieka i jako członka panu jestem uczciwy i to ze przeby-wam w pana towarzystwie jest tylko ża- łosną pomyłką Proszę do mnie ten sposób nie mówić bo powiem dyżurne-mu oficerowi co o panu myślę Sąsiad przyjrzał mu się uważnie — Czego pan chce ode mnie? — powiedział wzruszając ramionami — Ja do pana niczego nie mówiłem Naprężone do ostateczności nerwy Franciszka tym razem odmówiły mu po- słuszeństwa Począł krzyczeć z niana na ustach wymachując histerycznie rękami — Nic pan nie mówił? Nic pan nie mówił? Gada pan cały czas obrzydliwe rzeczy Gdzie pan jest? Jak pan myśli: gdzie się pan znajduje? Jestem byłym partyzantem i nie po to walczyłem przez całą okupację żeby tacy jak' pan mieli teraz szydzić z tego wszystkiego Takich jak pan ja w lesie własnymi rękami rozwalałem Pan obraza to wszystko w co ja wierzę i co inni wierzą Rozu-mie pan? Mężczyzna popatrzył na niego zimno — Niczego do pana nic mówiłem — powiedział — Rozumie pan? Niczego do pana nie mówiłem To pan mnie zaczepił — Ja' Ja pana zaczepiłem? — za- - entysnął się tranciszck Mężczyzna odwrócił się do innych — Czy ja coś mówiłem do tego pana? — zapytał bardzo głośno i spokojnie Chwilę trwała cisza potem olbrzymi mężczyzna z łysą zupełnie czaszka po wiedział cicho do Franciszka: — Ten pan niczego nie "mówił — Jak to? zaperzył się Franciszek wciąż jeszcze dygotał a czoło jego po-kryło się potem — Nie mówił mi jakichś bredni o donosach i tak dalej? — To pan bredzi — rzekł łysy i pchnął Franciszka lekko w piersi — Panu się wszystko pomieszało głowie mój przyjacielu Sam słyszałem jak pan mówł że chciałby ran prysnąć na Za-chód bo tam by panu było najlepiej Pa-mięta pan czv nic? Bo tu wszyscy sły szeli co pan mówił! —Kto? — krzyknął Franciszek Od wrócił się gwałtownie kierunku in-nych ludzi — Kto słyszał — krzyknął — że mówiłem coś takiego? ą PIÓRA PISARZA Jerzy tgo olbrzymia w Polsce poczyłnością i F#l ''v 'i 't w w w w w br :i 54 — Pójdieiny jutro za tropem! — rycki dzieląc sumiennie naboje — Te-raz ja do przystanę do wiosny bę-dziemy racm polować Trzeba dużo skór nabić! — Będą was szukać w domu! Moc być ojciec nicrad! — wtrąciła Władka — Nic! My czasem po miesiącu i wie ce i nic wracamy A w domu strzelców dosyć! W magaynic futra się nic miesz czą! Zostanę z wami! I został Tego wiccoia zapalono świecę wos-kowa klórą Władka z Euiopy przywiozła i pod obrazkiem Bożej Matki złożył Sam ibicclnę a Swida wodą z-- potoku polał jej główkę try razy w krzyż i mówił uro-czyście: —Ja cię chrzczę Ireno w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego Daj jej Boże niców naszvch źvwot w cnocie i prawoś ci i wierze jakoś ja nam dal Panic lak i uchowaj sobie na sługę nam na uzęb-cie I doprowadź ja Ojcze wielki z po-wrotem do pól ojczystych cło kraju własnego Wyrwało mu się to niechcący z du- - sv wnrew nrosoic oamuuii 1 i-ug- uu snnplnrlala na te zrodzoną w 'niszczy jak na swą pod-fiank-- n a Władka w oblicze Patronki wpatrzona powtarzała gorąco: — Do Twego kraju do jej Ojczyzny odprowadź ja Matko pod Twoją opiekę przyjmij ją Królowo nasza! Samuel sztywny i uroczysty nic ro-zumiejąc słów" modlił się na swój spo-sób i tvlko Irenka sama trzepiąc nóż-kami i "rączkami nie pojmowała co się z nią dzieje i głośno Ojciec jej krzyżyk zakreślił nad czo-łem i wziął na ręce długo jednak uspo-koić się nie dała Na chwilę zapadła cisza Franciszek dyszał ciężko Czul że teraz pot spływa mu już wzdłuż całego ciała powodlijąc nieznośne łcchtanic — Wszyscy — cela Lyjy mężczyzna dodał: — I niech pan się nikogo nie czepia Pan był bard-z- o pi-jany i pan nic pamięta tego co pan wy-gadywał w nocy Jeśli bym to powtórzył — miałby pan poważne uaazę panu: niech pan sic nikogo nic czepia Franciszek cofnął sie o krok "Niena wiść przesłoniła mu oczy sprężył się na-gle i szykował się do skoku na łysego ol-brzyma lecz w tej chwili znów zazgrzyta-ły drzwi i Franciszek machinalnie odwró cił giowę — Kowalski — powiedział sierżant — Wychodźcie! go przez korytarz i we-szli do znajomej już Franciszkowi dyżur-ki Teraz w świetle dnia wyglądała jesz-cze bardziej szaro i brzydko niz w nocy kiedy oświetlała ją wisząca ze środka su-fitu bardzo jasna i niczym nic osłonięta żarówka Za stołem na miejscu kaprala siedział teraz ów cywil o okrągłej twa-rzy Obok niego — plutonowy który przyprowadził Franciszka Wyglądał na bardzo zmęczonego jego młodzieńcza twarz bła blada oczv miał nnrlkrnJnnp Wszyscy trzej sierżant mężczyzna ubra ny w cywnny garnitur i plutonowy byli nicogoleni okrągłe policzki plutonowe-go w ciągu nocy stały się jak owoc brzoskwini i powagi nic dodawał mu ani mundur ani ciężki pistolet Cywil uniósł wzrok znad rozłożonych papierów — No tak Kowalski — powiedział a w ciosie iceo zabrzmiała szeznra Im- - ska Zmarszczył czoło: — Ciężka sprawa z wami Franciszek milczał nachmurzył się oparł o barierę i patrzył na cywila — Niedobrze — powtórzył 'cywil Po-kręcił głową: — Naprawdę niedobrze z wami — Co zrobiłem u diabla? — zapytał Franciszek — Co mozc nic podoba sie wam? — zapytał sierżant Wysunął noclbródek i patrzył na Franciszka takim wzrokiem jak mały chłopiec który szykuje się do walki z — Ja sie chce dowiedzieć: co zrnhi lem? — powtórzył Franciszek — A ja — rzekł sierżant — chcę że-byście mi powiedzieli: nodoba wam sio czy nie? - Tak — wtrącił Dlulonowv — Pr wiedzcie: mozc wam się nic podoba? Co? Podoba wam się czy nie? — Członek partu — rzekł cywil i ro-złożył rcce — Bvłv narlvzanl nrirrni co? Popatrzeć na was cżowiek można powiedzieć przyzwoity na pewno dobry 23 Polem noc zapadła i Sam zmęczony zasnął jak drewno w drugiej izbie na po-sianiu z trawy suchej i liści Około północy niemowlę zbudziło Władkę cichym kwileniem Tylko mat-ka posłyszeć je mogła Wstała ostrożnie świda spal uśmie-chając się przez sen Kobieta utuliła głodne maleństwo i uśpiła je potem u picrM apatrony w nic nucąc pólglo sein Miydy mężem i dzieckiem nic bala się leraz niczego szczęścia jej nic mąciła żadna trwoga żadna zmora Zapomniała o Caplicu Tylko ją czasami tęsknota ogarniała maryly jej się zielone rozłogi i sumią-c- e sosnowe bory i jakby zapach zbóż ją zalatywał Nie mówiła o tym Swidic bo i po co co minione Ale le-raz on spał więc dziecku swemu skary-l- a się piosenką smętną i żałosną: Stoi jawor wedle drogi Jawor zicloncńki (linie Kozak w obcej stronic Kozak mlodziusicńki Urwała w pół' tonu i zamyśliła mc A świda przez sen się poruszył i nie-wyraźnie wyszeptał: — Władko moje kochanie Młoda kobieta otrząsnęła sic z wra żenia WszysiKo jej drogie oyio imaj — nie miała prawa tęsknić VI Upłynęło od tego dnia półtora roku Na polanie Swid-ó- w wiele się zmieni-ło Trcbież się rozszerzyła chata pod-rosła wyglądała już na dom farmera a nic na szaias awaniurniKa pansany dzica spośród swej glorii !%ltcrcza]y zuchwale pocięte strzelnicami na łące przy potoku pasło się koz kilkanaście owiec kilkoro czte-ry krowy i mustang dzi-kiej maści o lśniącej sierści i wypukłym oku Między pniami znać było ślady płu-ga a pod samą zagrodą na grzędach bu-jało warzywo Gospodarza tej zagrody nic widywa-no w dzień prawic nigdy O świcie ze sztućcem przez plecy gwiżdżąc piosenkę szedł z psami w nuszczę wracał nad wie czór objuczony skórami zwierząt i z da leka już hukał po lesie na powitanie Przez dzień na polanie rozlegał się tylko głos kobiecy i niewyraźne jeszcze towarzysz A sięgnąć głębiej: okazuje się — wróg się Kowal-ski — Uderzjł ręką w stos papierów — Tak wygląda sprawa — rzekł się i koniec — Ja? — wyjąkał Franciszek — się? Co to wszystko znaczy? — Może wam się nic podoba? — za-pytał plutonowy — Powiedzcie: ustrój wam sie nic nodoba? C?v możp inilipii? — Cywil podniósł sę zża stołu Stał na szeroko roizstawionveh nneirh i nnłrTi-- i prosto w oczy Franciszka — Obraziliście partię — powiedział spokojnie — Obraziliście mundur któ-ry nosi ludowa milicja Obraziliście Pol-skę Ludową Krzyczeliście że wszystko macie gdzieś obraziliście partię i władze ludową takimi słowami że ja wstydzę sie wam powtórzyć To wszystko ynśtnin zaprotokólovane"Pamietacie to? Wy jak wyniKa z waszej legitymacji towarzysz partyjny obraziliście nasz rząd nnwi władzę ludową Tm samym okazał pan" kim pan jest naprawdę panic Kowal-ski Niech pan to przeczyta i podpisze Potem zapłaci p a n mandat i pójdzie pan_ uo domu Sekretarz organizacji partyjnej zostanie przez nas powiadomio ny Prześlemy mu kopię protokółu A teraz — proszę Wręczył Franciszkowi papier i pióio — Boże — wybełkotał Franciszek — ozy to możliwe? Drżały pod nim kolana i serce łomo-tało gdzieś w gardle — Niech pan sobie wyobrazi że tak — powiedział sierżant Popatrzył na bla-dego jak płótno Franciszka i uśmiechnął się krzywo — Nie graj pan komedii — powiedział ostro — Pan co innego my-śli a co innego mówi My tu jesteśmy po to zęby nic dać się nabierać na takie sztuczki Dzisiaj pan krzyczy na ulicy świństwa jutro zostanie pan szpiegiem Proszę przeczytać i podpisać! — Ludzie — krzyknął Franciszek — przecież niemożliwe żebym tak krzy czał To iakaś nonn-łk- a Nic uwierzc m- - bym' krzyczał takie rzeczy! — Ja słyszałem — powiedział pluto-nowy — A iak wam sie nic nodoba to powiedzcie od razu —Ja tak nie myślę — Pan tak krzyczał — rzekł cywil — To są pańskie słowa Tylko że ja wstydę się powtórzyć panu pai tyjny — Co po trzeźwemu w sercu — po-wiedział sierżant — to po pijanemu na języku Sam pan chyba najlepiej wie że lak jest — Pomyłka — powiedział ochryple Franciszek Ruchem ślepca podniósł dłoń do czoła — Pomyłka — Tak jest — powiedział cywil — Pomylił się pan Pomylił się pan jeśli wydawało się panu że wroga nie można zdemaskować CV Jutro o Siódmej Pierwszy odcinek już w numerze "Związkowca" datowanym na soboię 21 marca was drobinę amerykańskiej protestowała odpowiedziała nieprzyjemności Przeprowadził mechate dojrzewającej przeciwnikiem przypominać SZCZCSCIK Częstochowska gdzieniegdzie majestatyczne Zdemaskowaliście Zde-maskowaliście Zde-maskowałem 'towarzyszu £P szczebiotanie dziecka Kobieta doglądała trzody warzyła posiłek lub na gizędach pełła wai żywo dzieciak towarzyszył jej wszędzie szczebiotał śmiał się o coś pytał i uczył się pełzać Gdy wieczorem myśliwiec hukał w borze kobieta podnosiia się od roboty z radosnym błyskiem w oczach a diecko wyciągało do matki ramiona i wolało: "fala lata" — piosąc by je: więla i za-niosła do ojca Więc je piylulala do serca i e swym drogim ciężarem szła na spotkanie wracającego az do skiaju puszcy Na widok ojca diecko wydzierało się ku niemu obejmowało za szyję skakało w jero silnym objęciu gwarjlo swoją mową o wszystkim co widialo czerwo-nego i jasnego przez dień cały — i tak wracali we troje ku domowi jak uoso-bienie cichego szcęścia i spokoju O bo sczcśliwi In li natescic! Jak lo niebo letnie rozpogodziła się jdi dola1 i jak mglMc wspomnienie rowiala się1 czarna zlowiescza przesłosc Obszaiy puszcz rucili między siebie i ludzi i w tym zakątku ukryli się ze swym scęś-i-ic- m bcpiceni! Praca cięka wypełniała ich dnie wie czorem we liojc odpoczywali z rozkosą i zasypiali spokojni z miłością w duszy z uśmiechem nazistach myśląc o julrcj sym znoju Czasem w niedzielę Swida siodłał mu slanga sadzał na nim żonę 1 dziecko i prowadząc zwierzynę prowadił je dro-gą wśtód puscy do osady Simsonów Sąsiadom wypłacił się — jak on I o rozumiał — ryykując życic dla ratunku starego ojca Niedźwiedź aonił starego Jakuba o krok był tylko gdy Swida po-skocz- y! z nocm tvlko w parści rzuciw szy wystrzelony karabin Zaczęli się bo-rykać Swida krwią się oblał zwierz padł z kordelasem w sercu Władce przynie-siono męża bez czucia i krwi — ale Sim-sonów ic pielęgnowali go jak brata i sy-na i odtąd bratem i synem im był Z osady do osady odwiedzano się czc sto a juzinajczęścicj przychodził Sam biorący zupełnie na serio rolę narzeczo nego Ircnki Narzeczona odpłacała mu sie niekłamaną svmpatią Wołała go wy raźnie po imieniu targała za włosy dal wala się wycalowywac ile chciał I lak dni biegły miesiące i lata bez wielkich wstrząśnień i wypadków ] DODATKI RODZINNE Senator Crcrar któiv był pro-jektodawcą ustawy o dodatkach rouumycn lana została uchwa-lona w 1944 r oświadczył iz wątpi czyona pizyniosla korzyść Kanadzie Po wydatkowaniu prcszlo $3500000000 na ten cel przestępczość wśiód młodo-- ! cianych nic tylko nie spadła ale wzmogia się Motywom ustawy był pogląd że jeżeli rząd pospie-szy z pomocą rodzinom dając dodatki na dzieci wówczas bę- dkzoileenmieożnnaa wleypcshzoywchać ombłyowdeateplio- Zycie pokazało że pieniądze sa- me nie rozwiążą problemu o ile rodzice nie są zdyscyplinowani i nie potrafią wprowadzić karno-ści do wychowania Popierajcie iych kiórzy ogłaszają się w "Związkowcu" ADWOKACI i NOTARIUSZE E H ŁUCK BA LUB (ŁUKOWSKI) I R H SMELA BA LLB POLSCY ADWOKACI Wspólnicy firmy adwokackiej ?}"?% Płernak Łuck A Smela p57rrjBjmLOuOjRa SwTiecWzorarmoig Uzaay tWelcAfon4l9c7z5-5- 1 S CA1 BIELSKI ba BCL ADWOKAT I NOTARIUSZ Projęcle codziennie — Suito 702 llermnnt IIUIr 21 Dundas Squara (Pizy Yoiirc St) Toronto — EM 2-12- 51 Wieczorami za uprzednim telefonicznym porozumieniem 2 w GE0RGE BEN BA ADWOKAT I NOTARIUSZ Mówi po polbku 1147 Dundas St W - Toronto Ttl LE 4-84- 31 I LE 4-84- 32 1 s JAN L Z GÓRA ADWOKAT — OBROŃCA NOTARIUSZ 1437 Oueen St W — Toronto Teł Piura: LE 3-12- 11 Mic-Yk- : AT 9-84- 65 l S G HEIFETZ BA ADWOKAT S HEIFETZ NOTARIUSZ 55 Wellington St W Toronto Ont EM M51 wieczorem WA 3-44- 5 I S RUTH CANT0N DA CPA ADWOKAT — OBROŃCA NOTARIUSZ 1337 Dundas St W Toronto LE 7-11- 33 II w NAPOJL NAJBARDZIEJ ZBLIŻONE DO KTÓRE TAK W KRAJU DOSTAWA na i inne oka7je W TORONTO TELEFONUJCIE V OKULIŚCI OKULISTKI Br Bukowska-Befna- r O D Wiktoria Bukowska O D prowadza nowoczesny okuUstjctny przy 27 Roncesvalles Avtnu obok Ceoffrcj St Tel LE 2-54- 93 Godtlny cotuiciinle od IC rano do 8 wieczór W soboty od 10 rano do 4 po poł 1 S DLA ZABEZPIECZENIA WASZYCH OCZU ZEISS Punkial szkła okularów już ćn nabycia w Kanadzie Pytajcie o nic u Waszego specjalisty od ocłu i s DENTYŚCI Dr H SCHWABE DENTYSTA 71 Howard Park Ava (rów nonccsMillcs) Godz przyjęć za zam telefon LE 1-2- 005 i s Dr M DENTYSTA 2092 Dundas St W Toronto Tal RO 9-46- 82 2 W Dr E WACHNA DENTYSTA Godziny: 10—12 i 2— Q 386 Bathunt St — EM 4-65- 15 2 w Dr S D BRIGEL LEKARZ DENTYSTA CHIRURG — STOMATOLOG Specallsta chorób lamy ustna Pliyslclans' & Siirucons' Ihilldlng Knncclnrln No 270 86 Bloor St W — Toronto Tetcfon WA 20056 2 W Dr Tadeusz Więckowski LEKARZ DENTYSTA Tel WA 2-08- 44 310 Bloor St W — Toronto przyjmuje po uprzednim porozumie-niu telefonicznym 2 W Dr Władysław SADAUSKAS LEKARZ DENTYSTA 129 Grenadier Rd (riruifl dom od ltonccavalle) Przyjmuje za uprzednim r 7nym poro7umicniem Telefon LE 1-4- 250 B " Jan Alexandrowicz — Notary Public POLSKIE BIURO INFORMACYJNE Pomoc w sprawach rodzinnych spadkowych i majątkowych w 1'oIm'c — Kontrakty i inno dokuiinnty Iniifiracja lucnmc Tax Tluinaconlft Toronto Ont 799-- A Oueen Sł Tel EM 8-54- 41 12-- W TYCH WAM SMA-KOWAŁY RODZINNYM gabinet przjjcc: do tclefo West Cola - Ginger Ale - Orange - Cream Soda BEZPŁATNA bankiety LUCYK WAInut 1-2- 151 w dnie powszednio do %oói 7 wiecz Nic dostarczamy towaru do prywatnych domów Paczki PEKAO do Polski UO WYBORU 3YWNOSĆ MATERIAŁY PREZENTY LUB WYMIENIALNE NA PIENIĄDZE (prawie 100 2lotych za dolara) Janiąue Trading - J Kamieński TORONTO Ont: 835 Qun St W — Tel EM 4-40- 25 EDMONTON Alta: 10649 - 97fh Strcef — Tel 2-38- 39 RÓWNIEŻ WSZELKIE LEKARSTWA ITP Najszybciej i najianiej! Wolne od cła! ŚWIEŻE POMARAŃCZE I CYTRYNY JO-- W w ł96 r t'f:tmfui&rti m156 I mF'" Y ii } o RK s"- - " h W 4n m rh %m tit J im i Jl rm (9 iif m Mi ą 'Ł fi A &M hck ffln t%ł K J 14f i ""MT tl U & s rs wm t KmmBI rfm5i i'iii m tałlS WTćS 13 K wiłłhjvmtsis m i M?m ii Mmmiml |
Tags
Comments
Post a Comment for 000083b
