000387b |
Previous | 11 of 12 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
I
r
Ttó V
! #1 l J I--
i i
KŁji "ZWIĄZKOWIEC" LISTOPAD (Novmber) Środa U — 1960 TLH
# -
Tadeusz JNowaKowsKi Igd
OBÓZ WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH
ji Wsielile prawi autorskie ustrzelone (Copyright by T Nowakowski)
fy=&e£?K&&
— Zostaw Za gorąco — pow-ieje
leniwe
ie zdejmował łapy z jej # # ciała Pierś
skorki ugięła się pod ciężarem jego
safcfar Jak gumowa gruszka
— Burza idzie — powtórzył i nachy-L- J
Się nad nią
_ Nie tutaj — przekomarzała się - Xieteraz _ Tam — wskazał głową na po-bliskie
krzaki — Teraz
Roześmiała się dyszkantem
Wstał lekko niespodziewanie lekko
jak na swoją tuszę Objął ją niezgrabnie
a biodra podniósł z ziemi i zaciągnął w
lutowie
Spłoszony ptak przedziurawił powiet-rze
ostrym piskiem Chłopiec posłyszał
trzask łamanych gałązek a w chwilę póź-niej
poczuł serię ciężkich bokserskich
ciosów we własnej piersi Dzikie przeraż-one
serce waliło w niego z całej sity
Mimo dławiącego upału nie poszedł
sie kąpać Wracał do miasta pół przyt-omny
Nawet nie zauważył kiedy spad-l- v
gorące krople lipcowego deszczu i
pierwszy piorun eksplodował za lasem
ROZDZIAŁ V
Na jakiś czas przed śmiercią niebez-pieczni- e
chorzy czują się znacznie lepiej
Następuje pozorna poprawa Ogarnia ich
nowy przypływ otuchy Wydaje im się
ze wrócą do zdrowia i jutro rano wstaną
z łóżka Podobnie i w za grożonnym mieśc-ie
Jana i Małgorzaty — tuż przed woj-na
— życie stawało się znośniejsze
— Nieco się poprawia — mówiono z
uśmiechem nadziei — O zobaczycie bę-dzie
lepiej
— Daj Boże — odpowiadali starzy i
z niepokojem odwracali głowy w stronę
granicy Nasłuchiwali czy nie słychać
nadjeżdżającego żelaza
Ci starzy zgbrzknialcy ze "Związku
Powstańców i Wojaków" zawsze tam cze-goś
mruczeli pod nosem Minister spraw
zagranicznych stał im kością w gardle
W starostwie machano na malkontentów
pobłażliwie ręką W błękitnych roga
tywkach i w sokolich konfederatkach z
olbrzymimi staroświeckimi chorągwiami
na trzy metry z ryngrafami na piersiach
groźnie poruszając przedpotowyml wąsi-ska- mi
wyglądali na defiladzie malownic-zo
i to powinno im wystarczyć Nato
Tadeusz
I
— No przecie za wojsko za pana
Krzysztofa
Paweł z trudem opanował swe rysy
by ukryć zdumienie
— Mówcie wyraźniej Za jakie wojs-ko?
Feliksiak zrobił ruch zniechęcenia
Pomyślał że dyrektor ma go za półgłów-ka
który mógł zapomnieć o rzeczy tak
ważnej Ani przez myśl mu nie przeszło
by brat stryjeczny pana Krzysztofa mógł
nie siedzieć o całej sprawie A może
chcą mu teraz wmówić że mu się to
przyśniło? Obciągnął klapy jesionki i
powiedział
— No co może nie służyłem za nie-go?
Pawi pochylił głowę nad papierami
1 robl na nich ołówkiem jakieś znaki
Zdawał się być zupełnie pochłonięty tą
pracą i w jego głosie Feliksiak dosłyszał
roztargnienie:
— Aha no tak służyliście za niego
wojsku to wiem Ale proszę was byś-cie
mi opowiedzieli jak to było?
— Tu nic nie ma do opowiadania
Całkiem po prostu głupi byłem to sta- dem na komisji i odsłużyłem
— A za siebie nie odbywaliście służ-b- ?
wojskowej?
— Nie zwolniony byłem bo rękę
Kam złamaną a jak za pana Krzysztofa
owalem to mnie pytają czy zdrów?
"~ zdrów powiadam to i wzięli Mógł-bym
się też uwolnić bo w innej komisji
faleni za siebie a w innej za pana
jysztofa nie poznaliby się Ale pan
prezes chciał żeby koniecznie służyć p pieniądze jego wola Odsłużyłem
Mkumenty oddałem w porządku jes- -
3 co mnie obiecano z tego nie u-rfJ- 'C
Mam mieć zarobek do samej
erci
F
eważ Paweł na niego nie patrzył esiak nabrał pewności siebie i dodał:
J~ A Ja teraz jeszcze i to panu dy-'7- ?
owi powiem że inaczej jak na bry--C
JT nileudpzrizeystzaenmęniSewwóje hfoanboryrcme asmię
gieją że pr takiego łachudrę jak
aiajster niby Pieczatkowski za bra-"- ? pmaaejoł wwystlaełlii podszedł do niego:
H -- T Srajcie Feliksiak — powiedział
tiuas
siu rękę na ramieniu — krzywdy
Sie ÓOTTiaio -- lJa TniKłiriTr iocnrrP £wić o tej sprawie: Na razie przy- -
&v tf d°fabr3i nie mogę ale zrobi- -
~~- - s4? będziecie otrzymywali dotych
miast politykę i troskę o lepsze jutro
niech zostawią innym bardziej do tego
powołanym "Czyń każdy w swym kółku
co każe Duch Boży a całość sama się
złoży"
— Poczciwi nudziarze zacne mamu-ty
— mawiano o nich w starostwie —
brak im "wyrobienia państwowego"
Urzędnicy z beztroskim uśmiechem
wracali do robra sokoli bez uśmiechu
maczali vąsv w piwie "ćwicz oko i dło-nie
w ojczyzny obronie!" — ostrzegał na-pis
na strzelnicy Bractwa Kurkowego
Kule na kręgielni Sokoła toczyły się z
głuchym łoskotem dudniły złowrogo jak
zapowiedź nadciągającego grzmotu
Jan dyletant interesujący się wszy- stkim lubił się popisywać znajomością
lotnictwa
—Pobudowali "Junkersa G 38" —
mówił na zebraniu sokołów — Cztery
motory siedem osób załogi trzydziestu
pięciu pasażerów Maja He-7-0 który wy
ciąga 360 kilometrów na godzinę Maja
Me-20- 9 2300 PS 60 kilometrów na gfr
dzinę ! Junkers-Heinkel-Messerschmi- tt:
Mane-Tekel-Fare-s! Niewinne komunika-cyjne
maszyny ale w razie czego
— w razie czego Anglicy dadzą im
taką rżniątkę że się nie pozbierają A-meryka-nie
zrobią z nich powidła! —
odzywały się buńczuczne głosy — A
tyś Jaśku panikarz jest Masz angst
przed Niemcami i tyle!
— Mam angst — przyznawał się in-troligator
zapatrzywszy się w notatki
Któregoś dnia do mieszkania na Grun-waldzkiej
zastukał wzburzony fryzjer
Szymczak wiceprezes Bractwa Kurkowe-go
były feldfebel spod Verdun
— Jaśku doma? — wymachiwał ga-zetą
— Co się stało? — zdziwił się Jan
— Wnijdźcie Szymczak do środka!
— Taki knur! — irytował się Szym-czak
— Taki świński pies!
— Kto?
— Kaiser Wilhelm der Zweite!
— Co się stało?
— Gazeta pisze że posłał Hitlerowi
telegram gratulacyjny z Holandii Win-szuje
mu zajęcia Austrii i wyjazdu do
Wiednia A Prinz August Wilhelm wiesz
bracie czym jest? SA - Obergruppen-fuehrerem- !
Hohenzollerny też zdradziły!
Szweinerei co?
43 U Dołęga-Mosfowi- cz
1 BRACIA DALCZ S-- KA 1
wyzywająco:
czasowy swój zarobek co tydzień wprost
z kasy To chyba dla was jeszcze lepsze
Nie będziecie pracowali a zarabiać bę-dziecie
swoją tygodniówkę normalnie
— Ale i z premią? — nieufnie zapy-tał
Feliksiak
— Oczywiście Zaraz wydam zarzą-dzenie
i co sobotę będziecie się zgłaszali
do kasy W zamian żądam tylko jednego:
ani pary z gęby rozumiecie?
— Co nie mam rozumieć panie dy-rektorze
— Więc doskonale Do mnie zgłosicie
się za tydzień a teraz możecie iść
Feliksiak ukłonił się i wyszedł Był
zupełnie z siebie zadowolony Z takim
czowiekiem jak dyrektor Paweł Dalcz
to nawet Drzyjemnie gadać: raz dwa
trZy — j wszystko załatwione W dodat-ku
nie będzie potrzebował pracować Ro-zejrzy
się odpocznie a może jaką pra-cę
w małym warsztacie po cichu znaj-dzie
Trzeba być ostrożnym żeby do fa-bryki
się nie doniosło ale dużo przecież
jest małych warsztatów gdzie na dniów-ki
można sobie dorobić jeżeli ktoś jest
takim dobrym rzemieślnikiem jak nie-przymierzaj- ąc
on
Paweł Dalcz chodził po swoim gabi-necie
z rekami w kieszeniach Od naj-młodszych
lat przyzwyczaił się patrzeć
na życie prosto wydobywać jego prawdy
z bezpośrednich obserwacji zimnych i
trzeźwych bezosobistych Komplikacje
o którvch inni mówiE nie istniały jego
zdaniem wcale dla każdego kto chciał
wniknąć w motywy ludzkich działań w
niezłożóna maszynerię psychiki człowie-ka
i odróżnić sprężynki żądz ambicyj
pragnień nawyków i przesądów Na tym
tle działanie człowieka było prostym na-stępstwem
jego predyspozycji możli-wym
do ścisłego obliczenia dającym się
przewidzieć ocenić i zważyć zawczasu
stawał wobec zagad-ki
Tu po raz pierwszy
Nie chciał tego nazwać tajemnicą
istnienie tajemnic nie wie-rzył
W o"óle w
°Był zdania że każda z nich po do-kładnym
zbadaniu byłaby materiałem do
studiów dla psychiatry łub tez po prostu
dła kryminologa
I oto miał przed sobą tajemnicę
Krzysztofa zagadkę którą na prozno od
kilku miesięcy starał się przeniknąć Jej
zasięg obejmował nie tylko świat zewnę-trzny
lecz i własną psyche Pawła-- Zda-wał
sobe5Drawę że wobec tej tajemni-cy
jest bezsilny co więcej-i- e nie może
— Niemcy są Niemcy — powiedział
Jan siląc się na spokój ale widać było
że wiadomość przyniesiona przez Szym-czaka
sprawiła mu przykrość
— Donieście o tym Grześkowiakowi
— zaśmiał się gorzko — On robił woj--
nę przy kajzerskich huzarach
Dwaj wojacy z pruskiego oddziału
Kronprinza Wilhelma siedzieli nad ga-zetą
nachmurzeni ze ściągniętymi brwia-mi
Na dnie ich poznańskiej młodości u-kry- wał
się Bartek-Zwycięsc- a w pikiel-haubi- e
Nowe lata przysypały go pia-chem
nowych wydarzeń Ale czasem po-wracał
Jak echo z innnego świata
— A czy pamiętasz Jaśku te odwie-dziny
na Boże Narodzenie? W lazarecie
trzeciej armii w Vielsalm pod Luksem-burgiem?
Miała wtedy biały kapelusz z
piórami i białą woalkę Woalkę odrzu-ciła
na bok na włosy Miała futrzany koł-nierz
do połowy płaszcza Zdjęła ręka-wiczkę
pamiętam i podała mi rękę
— Mnie też podała rękę — powie-dział
Grzegorczyk — Zapytała się skąd
jestem "Ich bin ein Pole aus Bromberg
Kaiserliche Hoheit!" — wyprężyłem się
w łóżku Nogę miałem wtedy w gipsie
"Brave Polen" — uśmiechnęła się do
mnie i razem z mała choinką podarowa-ła
mi tabliczkę czekolady
— Tak tak Jaśku — pokiwał głowa
Szymczak — Jak weszła na maszą salę
zapachniało fiołkami słychać było sze-lest
jej sukien Miała duże modre oczy
a jak się uśmiechnęła do człowieka to
się zaraz robiło lekciej na sercu Wiel-ka
dama anioł-kobie- ta
— Tak tak — przywtórzył Grzegor-czyk
— "Kronprinzessin Cecilie"
Młodzieniec podsłuchujący pod
drzwiami odszedł z niesmakiem' Rady-kał
społeczny patriota polski Jan Grze-gorczyk
cieszy się że mu Kronprinzessin
Cecilie podała rękę Oburzające!
"Poprawia się" Rada Miejska przy-gotowała
ambitne plany poszerzenia u-l- ic
w śródmieściu Pokazały się pierwsze
neony na starych kamieniczkach kupców
bławatników Wysokopienne łukowe
lampy zastąpiły stare gazowe latarnie
w kształcie pastorału Odnowiono skrzyń
ki pocztowe Wokół nowych taksówek z
narcyzem na drzwiach zbierali się mali
chłopcy w rynku Linię t-am-wajową
przedłużono aż pod las Sam biskup po
świecił kamień węgielny pod dworzec
autobusowy Także i budowa nowego
mostu wisiała w powietrzu — na przę-słach
marzeń które się spełnią w przy
szłym roku Przybyło uśmiechniętych
twarzy w tłumie namnożyło się zawadia-ckich
kajaków na rzece Miejsce nieme-go
filmu zajął dźwiękowy Brodzisz z Bo-gdą
Pojawiła się nowa rzekomo japoń-ska
gra w jo-j- o Z estrady Teatru Popu-larnego
poszybował na miasta nowy szla
się tu zdobyć na ten bezosobisty stosu-nek
który we wszystkich innych wypad-kach
gwarantował mu jasność i nieo-mylność
sądu
Feliksiak nie kłamał Wynikało z te-go
że stryj Karol człowiek o nadwrażli-wej
uczciwości' w danym wypadku po-stąpił
wbrew zasadom jakie niewątpli-wie
organicznie 'tkwiły w jego naturze
Przekupił robotnika by ten odbył służ-bę
wojskową za Krzysztofa Motyw mi-łości
ojcowskiej nie mógł wystarczyć dla
usprawiedliwienia takiego czynu Nie
mógł wystarczyć zwłaszcza że pan Ka-rol
był gorącym patriotą a zdrowie jego
syna nie należało do najgorszych Zatem
dlaczego? Jakie potężne sprężyny mo-gły
działać w psychice stryja Karola? Co
mogło zmusić go do tak ryzykownego
zejścia z drogi legalnej ba do wystawie-nia
się na szantaż zawsze w podobnych
okolicznościach dający się przewidzieć?
Machinacja wziąwszy pod uwagę pa-raliż
pana Karola nie mogła się odbyć
bez współdziałania pani Teresy no i na
pewno Blurokiewicza Sam Krzysztof
musiał w niej też być świadomym swej
roli aktorem
Krzysztof Zimny nieprzystępny
hardy zamknięty w sobie Pokazywał
Marychnie swoją książeczkę wojskową i
teraz już było jasne że nie robił tego
przypadkowo że był w tym cel
Paweł zebrał wszystkie klucze jakie
miał pod ręką wyszedł na korytarz i ka-zał
woźnemu otworzyć gabinet Krzysz-tofa
Niepodobna by nie znalazł tu wy-jaśnienia
zagadki lub przynajmniej śla-dów
które do jej rozwiązania dopro-wadzą
Gorączkowo dobierał klucze do
szuflad biurka Zdołał otworzyć wszyst-kie
z wyjątkiem środkowej Nie było w
nich nic co miałoby dla niego jakąś
wartość Pozamykał je i zadzwonił Ka-zał
sprowadzić ślusarza z wytrychami
brat od niechce-nia
— Mój stryjeczny —
wyjaśnił ślusarzowi — wyjechał na
urlop i zamknął w biurku papiery które
są mi potrzebne
Po chwili zamek ustąpił
— Zaczekajcie na korytarzu — po-wiedział
ślusarzowi i gdy ten wyszedł
odsunął szufladę
Wewnątrz leżał rewolwer klucze od
pozostałych szuflad w brązowym zam-szowym
woreczku i nieduża czarna skó-rzana
teczka a w niej plik arkusików pa-pieru
listowego --zapisanego pięknym
okrągłym pismem Krzysztofa Były to li-sty
listy oczywiście pisane przez "Krzy-sztofa
lecz nie wysłane o czym świad-czyło
że arkusiki nie były zgęte
Paweł naliczył ich kilkadziesiąt bliź-niaczo
podobnych do siebie Wszystkie
nie miały aai nagłówka ani dat Ponie-waż
zaś nie były też podpisane spra-wiały
raczej wrażenie jakiegoś rękopisu
literackiego
— Czyżby ten smarkacz zajmował
gier Diany Voss: "Jo-j- o czy umie pani
grać już w jojo"? Ale co ważniejsze: ro-sły
nowe szkoły na przedmieściach ma-lał
ogonek bezrobotnych przed okien-kami
Biura Zasiłków chleb potaniał w
piekarniach
"Prześcignęliśmy Toruń dogonimy
Poznań!" — padło twarde wyzwanie na
ratuszu
— Hurra! — wrzeszczał młody Grze-gorczyk
— Dogonimy! Prześcigniemy!
Otóż to — pomyślał podporucznik
— W tym niedużym ambitnym mieście
nad bluszczową rzekączuł niegdyś ruch
planety pod stopami wierzył w krąże-nie
ziemi dokoła słońca doznawał na so-bie
zmiany pór roku słyszał bicie zega-ra
słowem: żył Tutaj w pustce i ciem-ności
położył swego trupa na obozowej
pryczy przykrył go szynelem i tylko ty-le
w nim światła ile go w poprzednim
życiu nabrał w oczodoły
— Niech Toruń zatrzyma sobie radio-stację
o to nie stoimy! — wołali wzbu-rzeni
radni na publicznym zebraniu —
Ale Filharmonia to za mało! My chce-my
własnego Uniwersytetu Żeby się raz
kiedyś nie nazywało że nasze chłopcy
gupsze są od toruńskich obuzów tak!
Większość Rady Miejskiej nie wyma-wiała
litery "ł"
I nagle w zimnym wilgotnym bara-ku
podporucznik poczuł przypływ ciep
ła Ogarnęła go miłość do rodzinnego
miasta jak do żywego człowieka Tkli-wy
sentyment pobłażliwie uśmiechnię-ta
radość ciekawość każdej drobnostki
chęć uściśnięcia dłoni coś co rodzi się
w nas na widok dawno niewidzianego
prawdziwego przyjaciela z lat młodości
"Moje miasto" — ile żywej gorącej
treści pulsuje w tym powiedzeniu! Z ja-ką
dumą czytamy o jego najdrobniej-szym
sukcesie choćby to był wygrany
mecz piłki nożnej Z jakim smutkiem
dowiadujemy się o jego najdrobniejszej
porażce choćby to był pech naszych sza-chistów
na turnieju w stolicy a co do-piero
mówić a takich klęskach jak prze-niesienie
Izby Handlowej czy podchorą
żówki kawalerii za Wisłę "Moje miasto"
— brzmi to naiwnie ale jakże kojąco!
Możesz być biedny i pokrzywdzony mo-żesz
być samotny aż do łez a jednak po-siadasz
coś swojego na własność coś co
jest jednocześnie tylko twoje i nas wszy-stkich
prywatne l uspołecznione intym-ne
i pospolite
— Co?Topanz naszego miasta?
— zaczynamy rozmowę z nieznajomym
od serdecznego zdziwienia — A z ja-kiej
ulicy? To mn#iął pan znać ow-ski- ch
albo owiczów? Mieli "kolonial-kę- "
na rogu wynajmowali latem łódki
na rzece "robili" w tej samej fabryce
A co się też stało z tym i z tamtym i
z owym?
się grafomanią? — skrzywił się Paweł
W każdym razie należało tę pisaninę
przestudiować Wziął teczkę i kazał szu-fladę
zamknąć
Przez całe popołudnie podczas załat-wiania
nawału spraw fabrycznych nie
mógł zapomnieć ani na chwilę o teczce
Krzysztofa i o nieprawdopodobnej a jed-- J
huk prawuzrwcj wjuuuhiusu otrzymanej
od Feliksiaka !
Sam dziwił się sobie że nie umie opa-nować
zwykłej — trzeba do diabla rze-czy
nazywać po imieniu — ciekawości
Faktyczny stan rzeczy przedstawiał się
przecie jasno i nie pozostawiał żadnych
wątpliwości Trzymał teraz w ręku nie
tylko Krzysztofa lecz i stryja Karola
Był wszechwładnym panem sytuacji Za
posiadaną tajemnicę mógł zażądać każ-dej
zapłaty i każdą zapłatę otrzymać by
musiał
Mógł po prostu kazać okupić się wszy-stkim
co posiadali Mógł odebrać im fa-brykę
mógł dokonać bez najmniejszego
Wysiłku tego co właśnie leżało w jego
planach!
Jeszcze przed kilku godzinami śmiał
by się do rozpuku gdyby mu ktoś po
wiedział ze zawahałby się przed zrobie-niem
tego ze względów rodzinnych A
jednak dlaczego dopiero teraz uświado-mił
sobie tak niebywale korzystny dla
siebie ten właśnie stan faktyczny? Ma
się rozumieć nie rezygnuje ze swojej
przewagi Byłby głupcem Ma się rozu-mieć
wyzyska sytuację do ostatniego
włókna
A jednak ogarniało go jakieś niecier
pliwe niezadowolenie z siebie niezadowo
lenie którego składnikach nie umiał
się połapać Może wynikało stąd że to
wszystko spadło mu gotowe łatwe idio
tycznie uproszczone wprost do rąk
Tak prezent z jasnego nieba przy któ
rym nic nie ma do zrobienia
:
w
— Do licha — zaśmiał się z ironią —
jeszcze trochę a zacznę dorabiać sobie
utrudnienia jak Marktwainowskl Tomek
Sawyer
Gdy wychodził z fabryki zbliżała się
już siódma Obiad jadł jak co dzień
sam w ogromnej jadalni czarną kawę
kazał podać do gabinetu
— Czuję się tu samotny — pomyślał
jak żółw w swojej skorupie tylko że
ta skorupa o wiele jest cfla mnie za duża
Było to śmieszne Uczucie samotnoś-ci
chociaż zjawiało się w nim niezwykle
rzadko za każdym razem wywoływało
coś w rodzaju pogardy dla siebie W isto-cie
był przeświadczony o tym że dosko
nale może się obyć bez tej pożywki psy-chicznej
jaką obdzielają się wzajemnie
ludzie Nigdy nie dokuczył mu brak w
pobliżu tego lub innego człowieka nie
tęsknił nigdy do nikogo nawet do takich
kobiet które zostawiły bardziej pamięt
ne wrażenie Uczucia przyjaźni nie znał
ADWOKACI i NOTARIUSZE
E H ŁUCK BJV LLB
(ŁUKOWSKI)
! R H SM ELA BA LLB
ADWOKACI OBROŃCY
NOTARIUSZ!
Wspólnicy firmy prawniczej
Blancy FJiternik Lock Smtla
Englelson Watssn
57 BLOOR ST W róg Bay WA 5-11- 45 Oddilal w Thlselftott-- n Mlectorami za telefonicznym
porozumieniem 1-- S
STEFAN A
MALICKI LLM
ADWOKAT OBROŃCA
i NOTARIUSZ
Biuro tel: AT 9-03- 01 W poniedziałki i środy od godz
6 30 do 9 wiecz
W soboty od 10 do 12 w poł
383 Roncewelles Ave
LE 4-88- 25
S
JAN L Z GÓRA
ADWOKAT — OBROŃCA
NOTARIUSZ
Tel Biura: LE 3-12- 11
1479 Outłn St W — Toronto
15
GE0RGE BEN BA
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Mówi po polsku
1134 Dundas St W - Toronto
Tel LE 4-84-
31 1 LE 44432
1S
G HEIFETZ BA
ADWOKAT I NOTARIUSZ
14t Ouetn SI Wett EM 41711
S HEIFETZ
NOTARIUSZ
55 Wellington St W Toronto Ont
EM -- M51 wltcioraml WA 3-44- 5
1S
BIELSKI & BIELSKI
Adwokaci Nołarlutit Obrońcy
CM BIELSKI BA BCL
VW BIELSKI B COMM
Suitę 404
Board ot Trade Bulld
11 ADELAIDE ST W TORONTO
TEL: EM 3-12-
5! WIizorem ta telefonicznym
porozumieniem
TEL: CH 4 7114 2W
Na tle sie
to najlepsza
dla
pod
te
są do
w
do
Ariona Studio r '
wł K t
wykonuje artystycznie oortretf!
dzieci zdjęcia weselne T lnai
t oto-ta- ty lo lav !
— — Na1:
krecanie filmów kolorowych
Blocr St W RO 9-909-
31 (kolo
DENTYŚCI
SADAUSKAS- -
LEKARZ DENTYSTA' i
(drugi dom od
Przyjmuje za uprzednim telefon
niemym porozumieniem ł
Telefon LE M250 i
129 Rd '
Dr S D BRIG£L
LEKARZ DENTYSTA--" ""
— STOMATOLOO' l
Spcalltła chorób lamy utn 11 rbslclan's & Surceons Bulldlng Ą
86 Bloor St W — Tor}
ITlUfl TTM 4-U- V? ' I
IW
E WACHJIA
DENTYSTA- -
10—121
386 Bithurst St — EM 44S1SJ
M
DENTYSTA
7902 Dundat St W - Toronto
Tel RO 9-46- 42
OKULIŚCI
Br BUKOWSKA 0--0u
274 Ronctivallt Avtv
(pny Geotfray)' I!
Tal LE J54tl 5 i
przyjęć: codzienni od'lt}
rano do 8 wicoz toboły: od 1$
iłA A Uffjir i -- i
Jan Aliiindrowlcz — Notary 'v
'" POLSKIE BIURO INFORMACYJNE
Pomoc w sprawach rodzinnych i majątkowytł w--Pols- ce
— Kontrakty i inne dokumenty Imigracja IncomTa
Tłumaczenia
Toronto Ont 611-- A Quon St Wot Tol IM $444!
UW
PEARL BUCK SPOWIEDŹ CHINKI
historii Chinki z surowych więzów
wielowiekowej tradycji autorka maluje portrety przedstawicieli
starczo ustępującego pokolenia i młodego ustanawiającego no-we
prawa i
Autorka znana pisarka amerykańska laureatka nagrody
Nobla spędziła długie lata w Chinach
Cna $075 — i prztiyłka $085 ' '--'-'
Do nabycia
w "ZWIĄZKOWCU" 1475 Queen St W — Toronto 3 Ont
Używajcie najlepszy węgiel!
NIEBIESKI"
L- - ' { Wue M cod'V
C
r
4 t
4
' V
mieli ciepły wygodny idoml oizeif
dziele pieniądze Zadzwońcie do nat':xalazVv'~ '-
- _! ——_— ? fT-- " r„ -
i OLEJ PIECE PALNlKl{OLEJ69yt
THE
SKARPETKI ROBOCZE
r
wzmocnione na pięcie i w palcach
NYLONEM
Jest oka-zja
każdego za-równo
względem
nadzwyczajnej trwa-łości
jak i jakości
Trwałe skarpetki
firmy Penmans
nabycia rozmaitych
gatunkach i grubo-ściach
nadających się
każdego rodzaju
pracy
ws-n-- i
MYTKOWSKI
reprodukcje
komercjalne Bankiety
2208
Runnymede)
Dr W
RonecsvalleiH+--J
Grenadier
CHIRURG)
Dr
Godziny: 2—8
LUCYK
Okullitka
BEJNAR
Godziny
w
Public
spadkowych
wyzwalającej
obywajc
1'ilŁB'LŁiŁgł
WĘGIEL
COMPANY LIMITfB
Dr
RÓWNIEŻ BIELIZNA ODZIEŻ
SŁYNNE OD ROKU 1864
?ii
UW
S"WCOIEL
Będziecie
— OPAŁOWY
CODDSĄ
7%L7iBB9fliifiaSEaiii
I
t#
J
u
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, November 16, 1960 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1960-11-16 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000460 |
Description
| Title | 000387b |
| OCR text | I r Ttó V ! #1 l J I-- i i KŁji "ZWIĄZKOWIEC" LISTOPAD (Novmber) Środa U — 1960 TLH # - Tadeusz JNowaKowsKi Igd OBÓZ WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH ji Wsielile prawi autorskie ustrzelone (Copyright by T Nowakowski) fy=&e£?K&& — Zostaw Za gorąco — pow-ieje leniwe ie zdejmował łapy z jej # # ciała Pierś skorki ugięła się pod ciężarem jego safcfar Jak gumowa gruszka — Burza idzie — powtórzył i nachy-L- J Się nad nią _ Nie tutaj — przekomarzała się - Xieteraz _ Tam — wskazał głową na po-bliskie krzaki — Teraz Roześmiała się dyszkantem Wstał lekko niespodziewanie lekko jak na swoją tuszę Objął ją niezgrabnie a biodra podniósł z ziemi i zaciągnął w lutowie Spłoszony ptak przedziurawił powiet-rze ostrym piskiem Chłopiec posłyszał trzask łamanych gałązek a w chwilę póź-niej poczuł serię ciężkich bokserskich ciosów we własnej piersi Dzikie przeraż-one serce waliło w niego z całej sity Mimo dławiącego upału nie poszedł sie kąpać Wracał do miasta pół przyt-omny Nawet nie zauważył kiedy spad-l- v gorące krople lipcowego deszczu i pierwszy piorun eksplodował za lasem ROZDZIAŁ V Na jakiś czas przed śmiercią niebez-pieczni- e chorzy czują się znacznie lepiej Następuje pozorna poprawa Ogarnia ich nowy przypływ otuchy Wydaje im się ze wrócą do zdrowia i jutro rano wstaną z łóżka Podobnie i w za grożonnym mieśc-ie Jana i Małgorzaty — tuż przed woj-na — życie stawało się znośniejsze — Nieco się poprawia — mówiono z uśmiechem nadziei — O zobaczycie bę-dzie lepiej — Daj Boże — odpowiadali starzy i z niepokojem odwracali głowy w stronę granicy Nasłuchiwali czy nie słychać nadjeżdżającego żelaza Ci starzy zgbrzknialcy ze "Związku Powstańców i Wojaków" zawsze tam cze-goś mruczeli pod nosem Minister spraw zagranicznych stał im kością w gardle W starostwie machano na malkontentów pobłażliwie ręką W błękitnych roga tywkach i w sokolich konfederatkach z olbrzymimi staroświeckimi chorągwiami na trzy metry z ryngrafami na piersiach groźnie poruszając przedpotowyml wąsi-ska- mi wyglądali na defiladzie malownic-zo i to powinno im wystarczyć Nato Tadeusz I — No przecie za wojsko za pana Krzysztofa Paweł z trudem opanował swe rysy by ukryć zdumienie — Mówcie wyraźniej Za jakie wojs-ko? Feliksiak zrobił ruch zniechęcenia Pomyślał że dyrektor ma go za półgłów-ka który mógł zapomnieć o rzeczy tak ważnej Ani przez myśl mu nie przeszło by brat stryjeczny pana Krzysztofa mógł nie siedzieć o całej sprawie A może chcą mu teraz wmówić że mu się to przyśniło? Obciągnął klapy jesionki i powiedział — No co może nie służyłem za nie-go? Pawi pochylił głowę nad papierami 1 robl na nich ołówkiem jakieś znaki Zdawał się być zupełnie pochłonięty tą pracą i w jego głosie Feliksiak dosłyszał roztargnienie: — Aha no tak służyliście za niego wojsku to wiem Ale proszę was byś-cie mi opowiedzieli jak to było? — Tu nic nie ma do opowiadania Całkiem po prostu głupi byłem to sta- dem na komisji i odsłużyłem — A za siebie nie odbywaliście służ-b- ? wojskowej? — Nie zwolniony byłem bo rękę Kam złamaną a jak za pana Krzysztofa owalem to mnie pytają czy zdrów? "~ zdrów powiadam to i wzięli Mógł-bym się też uwolnić bo w innej komisji faleni za siebie a w innej za pana jysztofa nie poznaliby się Ale pan prezes chciał żeby koniecznie służyć p pieniądze jego wola Odsłużyłem Mkumenty oddałem w porządku jes- - 3 co mnie obiecano z tego nie u-rfJ- 'C Mam mieć zarobek do samej erci F eważ Paweł na niego nie patrzył esiak nabrał pewności siebie i dodał: J~ A Ja teraz jeszcze i to panu dy-'7- ? owi powiem że inaczej jak na bry--C JT nileudpzrizeystzaenmęniSewwóje hfoanboryrcme asmię gieją że pr takiego łachudrę jak aiajster niby Pieczatkowski za bra-"- ? pmaaejoł wwystlaełlii podszedł do niego: H -- T Srajcie Feliksiak — powiedział tiuas siu rękę na ramieniu — krzywdy Sie ÓOTTiaio -- lJa TniKłiriTr iocnrrP £wić o tej sprawie: Na razie przy- - &v tf d°fabr3i nie mogę ale zrobi- - ~~- - s4? będziecie otrzymywali dotych miast politykę i troskę o lepsze jutro niech zostawią innym bardziej do tego powołanym "Czyń każdy w swym kółku co każe Duch Boży a całość sama się złoży" — Poczciwi nudziarze zacne mamu-ty — mawiano o nich w starostwie — brak im "wyrobienia państwowego" Urzędnicy z beztroskim uśmiechem wracali do robra sokoli bez uśmiechu maczali vąsv w piwie "ćwicz oko i dło-nie w ojczyzny obronie!" — ostrzegał na-pis na strzelnicy Bractwa Kurkowego Kule na kręgielni Sokoła toczyły się z głuchym łoskotem dudniły złowrogo jak zapowiedź nadciągającego grzmotu Jan dyletant interesujący się wszy- stkim lubił się popisywać znajomością lotnictwa —Pobudowali "Junkersa G 38" — mówił na zebraniu sokołów — Cztery motory siedem osób załogi trzydziestu pięciu pasażerów Maja He-7-0 który wy ciąga 360 kilometrów na godzinę Maja Me-20- 9 2300 PS 60 kilometrów na gfr dzinę ! Junkers-Heinkel-Messerschmi- tt: Mane-Tekel-Fare-s! Niewinne komunika-cyjne maszyny ale w razie czego — w razie czego Anglicy dadzą im taką rżniątkę że się nie pozbierają A-meryka-nie zrobią z nich powidła! — odzywały się buńczuczne głosy — A tyś Jaśku panikarz jest Masz angst przed Niemcami i tyle! — Mam angst — przyznawał się in-troligator zapatrzywszy się w notatki Któregoś dnia do mieszkania na Grun-waldzkiej zastukał wzburzony fryzjer Szymczak wiceprezes Bractwa Kurkowe-go były feldfebel spod Verdun — Jaśku doma? — wymachiwał ga-zetą — Co się stało? — zdziwił się Jan — Wnijdźcie Szymczak do środka! — Taki knur! — irytował się Szym-czak — Taki świński pies! — Kto? — Kaiser Wilhelm der Zweite! — Co się stało? — Gazeta pisze że posłał Hitlerowi telegram gratulacyjny z Holandii Win-szuje mu zajęcia Austrii i wyjazdu do Wiednia A Prinz August Wilhelm wiesz bracie czym jest? SA - Obergruppen-fuehrerem- ! Hohenzollerny też zdradziły! Szweinerei co? 43 U Dołęga-Mosfowi- cz 1 BRACIA DALCZ S-- KA 1 wyzywająco: czasowy swój zarobek co tydzień wprost z kasy To chyba dla was jeszcze lepsze Nie będziecie pracowali a zarabiać bę-dziecie swoją tygodniówkę normalnie — Ale i z premią? — nieufnie zapy-tał Feliksiak — Oczywiście Zaraz wydam zarzą-dzenie i co sobotę będziecie się zgłaszali do kasy W zamian żądam tylko jednego: ani pary z gęby rozumiecie? — Co nie mam rozumieć panie dy-rektorze — Więc doskonale Do mnie zgłosicie się za tydzień a teraz możecie iść Feliksiak ukłonił się i wyszedł Był zupełnie z siebie zadowolony Z takim czowiekiem jak dyrektor Paweł Dalcz to nawet Drzyjemnie gadać: raz dwa trZy — j wszystko załatwione W dodat-ku nie będzie potrzebował pracować Ro-zejrzy się odpocznie a może jaką pra-cę w małym warsztacie po cichu znaj-dzie Trzeba być ostrożnym żeby do fa-bryki się nie doniosło ale dużo przecież jest małych warsztatów gdzie na dniów-ki można sobie dorobić jeżeli ktoś jest takim dobrym rzemieślnikiem jak nie-przymierzaj- ąc on Paweł Dalcz chodził po swoim gabi-necie z rekami w kieszeniach Od naj-młodszych lat przyzwyczaił się patrzeć na życie prosto wydobywać jego prawdy z bezpośrednich obserwacji zimnych i trzeźwych bezosobistych Komplikacje o którvch inni mówiE nie istniały jego zdaniem wcale dla każdego kto chciał wniknąć w motywy ludzkich działań w niezłożóna maszynerię psychiki człowie-ka i odróżnić sprężynki żądz ambicyj pragnień nawyków i przesądów Na tym tle działanie człowieka było prostym na-stępstwem jego predyspozycji możli-wym do ścisłego obliczenia dającym się przewidzieć ocenić i zważyć zawczasu stawał wobec zagad-ki Tu po raz pierwszy Nie chciał tego nazwać tajemnicą istnienie tajemnic nie wie-rzył W o"óle w °Był zdania że każda z nich po do-kładnym zbadaniu byłaby materiałem do studiów dla psychiatry łub tez po prostu dła kryminologa I oto miał przed sobą tajemnicę Krzysztofa zagadkę którą na prozno od kilku miesięcy starał się przeniknąć Jej zasięg obejmował nie tylko świat zewnę-trzny lecz i własną psyche Pawła-- Zda-wał sobe5Drawę że wobec tej tajemni-cy jest bezsilny co więcej-i- e nie może — Niemcy są Niemcy — powiedział Jan siląc się na spokój ale widać było że wiadomość przyniesiona przez Szym-czaka sprawiła mu przykrość — Donieście o tym Grześkowiakowi — zaśmiał się gorzko — On robił woj-- nę przy kajzerskich huzarach Dwaj wojacy z pruskiego oddziału Kronprinza Wilhelma siedzieli nad ga-zetą nachmurzeni ze ściągniętymi brwia-mi Na dnie ich poznańskiej młodości u-kry- wał się Bartek-Zwycięsc- a w pikiel-haubi- e Nowe lata przysypały go pia-chem nowych wydarzeń Ale czasem po-wracał Jak echo z innnego świata — A czy pamiętasz Jaśku te odwie-dziny na Boże Narodzenie? W lazarecie trzeciej armii w Vielsalm pod Luksem-burgiem? Miała wtedy biały kapelusz z piórami i białą woalkę Woalkę odrzu-ciła na bok na włosy Miała futrzany koł-nierz do połowy płaszcza Zdjęła ręka-wiczkę pamiętam i podała mi rękę — Mnie też podała rękę — powie-dział Grzegorczyk — Zapytała się skąd jestem "Ich bin ein Pole aus Bromberg Kaiserliche Hoheit!" — wyprężyłem się w łóżku Nogę miałem wtedy w gipsie "Brave Polen" — uśmiechnęła się do mnie i razem z mała choinką podarowa-ła mi tabliczkę czekolady — Tak tak Jaśku — pokiwał głowa Szymczak — Jak weszła na maszą salę zapachniało fiołkami słychać było sze-lest jej sukien Miała duże modre oczy a jak się uśmiechnęła do człowieka to się zaraz robiło lekciej na sercu Wiel-ka dama anioł-kobie- ta — Tak tak — przywtórzył Grzegor-czyk — "Kronprinzessin Cecilie" Młodzieniec podsłuchujący pod drzwiami odszedł z niesmakiem' Rady-kał społeczny patriota polski Jan Grze-gorczyk cieszy się że mu Kronprinzessin Cecilie podała rękę Oburzające! "Poprawia się" Rada Miejska przy-gotowała ambitne plany poszerzenia u-l- ic w śródmieściu Pokazały się pierwsze neony na starych kamieniczkach kupców bławatników Wysokopienne łukowe lampy zastąpiły stare gazowe latarnie w kształcie pastorału Odnowiono skrzyń ki pocztowe Wokół nowych taksówek z narcyzem na drzwiach zbierali się mali chłopcy w rynku Linię t-am-wajową przedłużono aż pod las Sam biskup po świecił kamień węgielny pod dworzec autobusowy Także i budowa nowego mostu wisiała w powietrzu — na przę-słach marzeń które się spełnią w przy szłym roku Przybyło uśmiechniętych twarzy w tłumie namnożyło się zawadia-ckich kajaków na rzece Miejsce nieme-go filmu zajął dźwiękowy Brodzisz z Bo-gdą Pojawiła się nowa rzekomo japoń-ska gra w jo-j- o Z estrady Teatru Popu-larnego poszybował na miasta nowy szla się tu zdobyć na ten bezosobisty stosu-nek który we wszystkich innych wypad-kach gwarantował mu jasność i nieo-mylność sądu Feliksiak nie kłamał Wynikało z te-go że stryj Karol człowiek o nadwrażli-wej uczciwości' w danym wypadku po-stąpił wbrew zasadom jakie niewątpli-wie organicznie 'tkwiły w jego naturze Przekupił robotnika by ten odbył służ-bę wojskową za Krzysztofa Motyw mi-łości ojcowskiej nie mógł wystarczyć dla usprawiedliwienia takiego czynu Nie mógł wystarczyć zwłaszcza że pan Ka-rol był gorącym patriotą a zdrowie jego syna nie należało do najgorszych Zatem dlaczego? Jakie potężne sprężyny mo-gły działać w psychice stryja Karola? Co mogło zmusić go do tak ryzykownego zejścia z drogi legalnej ba do wystawie-nia się na szantaż zawsze w podobnych okolicznościach dający się przewidzieć? Machinacja wziąwszy pod uwagę pa-raliż pana Karola nie mogła się odbyć bez współdziałania pani Teresy no i na pewno Blurokiewicza Sam Krzysztof musiał w niej też być świadomym swej roli aktorem Krzysztof Zimny nieprzystępny hardy zamknięty w sobie Pokazywał Marychnie swoją książeczkę wojskową i teraz już było jasne że nie robił tego przypadkowo że był w tym cel Paweł zebrał wszystkie klucze jakie miał pod ręką wyszedł na korytarz i ka-zał woźnemu otworzyć gabinet Krzysz-tofa Niepodobna by nie znalazł tu wy-jaśnienia zagadki lub przynajmniej śla-dów które do jej rozwiązania dopro-wadzą Gorączkowo dobierał klucze do szuflad biurka Zdołał otworzyć wszyst-kie z wyjątkiem środkowej Nie było w nich nic co miałoby dla niego jakąś wartość Pozamykał je i zadzwonił Ka-zał sprowadzić ślusarza z wytrychami brat od niechce-nia — Mój stryjeczny — wyjaśnił ślusarzowi — wyjechał na urlop i zamknął w biurku papiery które są mi potrzebne Po chwili zamek ustąpił — Zaczekajcie na korytarzu — po-wiedział ślusarzowi i gdy ten wyszedł odsunął szufladę Wewnątrz leżał rewolwer klucze od pozostałych szuflad w brązowym zam-szowym woreczku i nieduża czarna skó-rzana teczka a w niej plik arkusików pa-pieru listowego --zapisanego pięknym okrągłym pismem Krzysztofa Były to li-sty listy oczywiście pisane przez "Krzy-sztofa lecz nie wysłane o czym świad-czyło że arkusiki nie były zgęte Paweł naliczył ich kilkadziesiąt bliź-niaczo podobnych do siebie Wszystkie nie miały aai nagłówka ani dat Ponie-waż zaś nie były też podpisane spra-wiały raczej wrażenie jakiegoś rękopisu literackiego — Czyżby ten smarkacz zajmował gier Diany Voss: "Jo-j- o czy umie pani grać już w jojo"? Ale co ważniejsze: ro-sły nowe szkoły na przedmieściach ma-lał ogonek bezrobotnych przed okien-kami Biura Zasiłków chleb potaniał w piekarniach "Prześcignęliśmy Toruń dogonimy Poznań!" — padło twarde wyzwanie na ratuszu — Hurra! — wrzeszczał młody Grze-gorczyk — Dogonimy! Prześcigniemy! Otóż to — pomyślał podporucznik — W tym niedużym ambitnym mieście nad bluszczową rzekączuł niegdyś ruch planety pod stopami wierzył w krąże-nie ziemi dokoła słońca doznawał na so-bie zmiany pór roku słyszał bicie zega-ra słowem: żył Tutaj w pustce i ciem-ności położył swego trupa na obozowej pryczy przykrył go szynelem i tylko ty-le w nim światła ile go w poprzednim życiu nabrał w oczodoły — Niech Toruń zatrzyma sobie radio-stację o to nie stoimy! — wołali wzbu-rzeni radni na publicznym zebraniu — Ale Filharmonia to za mało! My chce-my własnego Uniwersytetu Żeby się raz kiedyś nie nazywało że nasze chłopcy gupsze są od toruńskich obuzów tak! Większość Rady Miejskiej nie wyma-wiała litery "ł" I nagle w zimnym wilgotnym bara-ku podporucznik poczuł przypływ ciep ła Ogarnęła go miłość do rodzinnego miasta jak do żywego człowieka Tkli-wy sentyment pobłażliwie uśmiechnię-ta radość ciekawość każdej drobnostki chęć uściśnięcia dłoni coś co rodzi się w nas na widok dawno niewidzianego prawdziwego przyjaciela z lat młodości "Moje miasto" — ile żywej gorącej treści pulsuje w tym powiedzeniu! Z ja-ką dumą czytamy o jego najdrobniej-szym sukcesie choćby to był wygrany mecz piłki nożnej Z jakim smutkiem dowiadujemy się o jego najdrobniejszej porażce choćby to był pech naszych sza-chistów na turnieju w stolicy a co do-piero mówić a takich klęskach jak prze-niesienie Izby Handlowej czy podchorą żówki kawalerii za Wisłę "Moje miasto" — brzmi to naiwnie ale jakże kojąco! Możesz być biedny i pokrzywdzony mo-żesz być samotny aż do łez a jednak po-siadasz coś swojego na własność coś co jest jednocześnie tylko twoje i nas wszy-stkich prywatne l uspołecznione intym-ne i pospolite — Co?Topanz naszego miasta? — zaczynamy rozmowę z nieznajomym od serdecznego zdziwienia — A z ja-kiej ulicy? To mn#iął pan znać ow-ski- ch albo owiczów? Mieli "kolonial-kę- " na rogu wynajmowali latem łódki na rzece "robili" w tej samej fabryce A co się też stało z tym i z tamtym i z owym? się grafomanią? — skrzywił się Paweł W każdym razie należało tę pisaninę przestudiować Wziął teczkę i kazał szu-fladę zamknąć Przez całe popołudnie podczas załat-wiania nawału spraw fabrycznych nie mógł zapomnieć ani na chwilę o teczce Krzysztofa i o nieprawdopodobnej a jed-- J huk prawuzrwcj wjuuuhiusu otrzymanej od Feliksiaka ! Sam dziwił się sobie że nie umie opa-nować zwykłej — trzeba do diabla rze-czy nazywać po imieniu — ciekawości Faktyczny stan rzeczy przedstawiał się przecie jasno i nie pozostawiał żadnych wątpliwości Trzymał teraz w ręku nie tylko Krzysztofa lecz i stryja Karola Był wszechwładnym panem sytuacji Za posiadaną tajemnicę mógł zażądać każ-dej zapłaty i każdą zapłatę otrzymać by musiał Mógł po prostu kazać okupić się wszy-stkim co posiadali Mógł odebrać im fa-brykę mógł dokonać bez najmniejszego Wysiłku tego co właśnie leżało w jego planach! Jeszcze przed kilku godzinami śmiał by się do rozpuku gdyby mu ktoś po wiedział ze zawahałby się przed zrobie-niem tego ze względów rodzinnych A jednak dlaczego dopiero teraz uświado-mił sobie tak niebywale korzystny dla siebie ten właśnie stan faktyczny? Ma się rozumieć nie rezygnuje ze swojej przewagi Byłby głupcem Ma się rozu-mieć wyzyska sytuację do ostatniego włókna A jednak ogarniało go jakieś niecier pliwe niezadowolenie z siebie niezadowo lenie którego składnikach nie umiał się połapać Może wynikało stąd że to wszystko spadło mu gotowe łatwe idio tycznie uproszczone wprost do rąk Tak prezent z jasnego nieba przy któ rym nic nie ma do zrobienia : w — Do licha — zaśmiał się z ironią — jeszcze trochę a zacznę dorabiać sobie utrudnienia jak Marktwainowskl Tomek Sawyer Gdy wychodził z fabryki zbliżała się już siódma Obiad jadł jak co dzień sam w ogromnej jadalni czarną kawę kazał podać do gabinetu — Czuję się tu samotny — pomyślał jak żółw w swojej skorupie tylko że ta skorupa o wiele jest cfla mnie za duża Było to śmieszne Uczucie samotnoś-ci chociaż zjawiało się w nim niezwykle rzadko za każdym razem wywoływało coś w rodzaju pogardy dla siebie W isto-cie był przeświadczony o tym że dosko nale może się obyć bez tej pożywki psy-chicznej jaką obdzielają się wzajemnie ludzie Nigdy nie dokuczył mu brak w pobliżu tego lub innego człowieka nie tęsknił nigdy do nikogo nawet do takich kobiet które zostawiły bardziej pamięt ne wrażenie Uczucia przyjaźni nie znał ADWOKACI i NOTARIUSZE E H ŁUCK BJV LLB (ŁUKOWSKI) ! R H SM ELA BA LLB ADWOKACI OBROŃCY NOTARIUSZ! Wspólnicy firmy prawniczej Blancy FJiternik Lock Smtla Englelson Watssn 57 BLOOR ST W róg Bay WA 5-11- 45 Oddilal w Thlselftott-- n Mlectorami za telefonicznym porozumieniem 1-- S STEFAN A MALICKI LLM ADWOKAT OBROŃCA i NOTARIUSZ Biuro tel: AT 9-03- 01 W poniedziałki i środy od godz 6 30 do 9 wiecz W soboty od 10 do 12 w poł 383 Roncewelles Ave LE 4-88- 25 S JAN L Z GÓRA ADWOKAT — OBROŃCA NOTARIUSZ Tel Biura: LE 3-12- 11 1479 Outłn St W — Toronto 15 GE0RGE BEN BA ADWOKAT I NOTARIUSZ Mówi po polsku 1134 Dundas St W - Toronto Tel LE 4-84- 31 1 LE 44432 1S G HEIFETZ BA ADWOKAT I NOTARIUSZ 14t Ouetn SI Wett EM 41711 S HEIFETZ NOTARIUSZ 55 Wellington St W Toronto Ont EM -- M51 wltcioraml WA 3-44- 5 1S BIELSKI & BIELSKI Adwokaci Nołarlutit Obrońcy CM BIELSKI BA BCL VW BIELSKI B COMM Suitę 404 Board ot Trade Bulld 11 ADELAIDE ST W TORONTO TEL: EM 3-12- 5! WIizorem ta telefonicznym porozumieniem TEL: CH 4 7114 2W Na tle sie to najlepsza dla pod te są do w do Ariona Studio r ' wł K t wykonuje artystycznie oortretf! dzieci zdjęcia weselne T lnai t oto-ta- ty lo lav ! — — Na1: krecanie filmów kolorowych Blocr St W RO 9-909- 31 (kolo DENTYŚCI SADAUSKAS- - LEKARZ DENTYSTA' i (drugi dom od Przyjmuje za uprzednim telefon niemym porozumieniem ł Telefon LE M250 i 129 Rd ' Dr S D BRIG£L LEKARZ DENTYSTA--" "" — STOMATOLOO' l Spcalltła chorób lamy utn 11 rbslclan's & Surceons Bulldlng Ą 86 Bloor St W — Tor} ITlUfl TTM 4-U- V? ' I IW E WACHJIA DENTYSTA- - 10—121 386 Bithurst St — EM 44S1SJ M DENTYSTA 7902 Dundat St W - Toronto Tel RO 9-46- 42 OKULIŚCI Br BUKOWSKA 0--0u 274 Ronctivallt Avtv (pny Geotfray)' I! Tal LE J54tl 5 i przyjęć: codzienni od'lt} rano do 8 wicoz toboły: od 1$ iłA A Uffjir i -- i Jan Aliiindrowlcz — Notary 'v '" POLSKIE BIURO INFORMACYJNE Pomoc w sprawach rodzinnych i majątkowytł w--Pols- ce — Kontrakty i inne dokumenty Imigracja IncomTa Tłumaczenia Toronto Ont 611-- A Quon St Wot Tol IM $444! UW PEARL BUCK SPOWIEDŹ CHINKI historii Chinki z surowych więzów wielowiekowej tradycji autorka maluje portrety przedstawicieli starczo ustępującego pokolenia i młodego ustanawiającego no-we prawa i Autorka znana pisarka amerykańska laureatka nagrody Nobla spędziła długie lata w Chinach Cna $075 — i prztiyłka $085 ' '--'-' Do nabycia w "ZWIĄZKOWCU" 1475 Queen St W — Toronto 3 Ont Używajcie najlepszy węgiel! NIEBIESKI" L- - ' { Wue M cod'V C r 4 t 4 ' V mieli ciepły wygodny idoml oizeif dziele pieniądze Zadzwońcie do nat':xalazVv'~ '- - _! ——_— ? fT-- " r„ - i OLEJ PIECE PALNlKl{OLEJ69yt THE SKARPETKI ROBOCZE r wzmocnione na pięcie i w palcach NYLONEM Jest oka-zja każdego za-równo względem nadzwyczajnej trwa-łości jak i jakości Trwałe skarpetki firmy Penmans nabycia rozmaitych gatunkach i grubo-ściach nadających się każdego rodzaju pracy ws-n-- i MYTKOWSKI reprodukcje komercjalne Bankiety 2208 Runnymede) Dr W RonecsvalleiH+--J Grenadier CHIRURG) Dr Godziny: 2—8 LUCYK Okullitka BEJNAR Godziny w Public spadkowych wyzwalającej obywajc 1'ilŁB'LŁiŁgł WĘGIEL COMPANY LIMITfB Dr RÓWNIEŻ BIELIZNA ODZIEŻ SŁYNNE OD ROKU 1864 ?ii UW S"WCOIEL Będziecie — OPAŁOWY CODDSĄ 7%L7iBB9fliifiaSEaiii I t# J u |
Tags
Comments
Post a Comment for 000387b
