000279b |
Previous | 5 of 5 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
mmMmmil 1 NM£ "ZWIĄZKOWIEC" SIERPIEŃ (August) Środa 5 — 1958 STR-- 7 gu-iu-t
i
ą Franciszek Kmiełowicz pffi2Ł£ES
fi) P Wady ud Tato 1
i _-__- _ _61 i
rSzSS&Ły
Kied będziesz miała męża
fi ja Sara cofnęła się o krok
fi jnmna Dzieci przecież mam a t
m
f?4
i
V4- -
22- -
łjj
_
__ ty ii
_ __
—
az est mi niepotrzebny!
__ Mówisz tak bo nigdy nie byłaś mę-żatka'
Łudzisz się ze dzieci które wy-chowujesz
to twój właściwy świat! Nie
wierze w to' Pełne życie dla kobiety jest
tlko u boku męża i w otoczeniu wła- -
cm eh dzieci'
'— Buntujesz mnie przeciwko dzieciom
ktore wNchowuję? — spytała nawpół
żartem Sara
__ ie' _ odparła Mana — Wycho-wu]
ie dalej ale pomyśl o pełnym życiu
Zdenduj się na małżeństwo! Jak opo-wiadała
sporo mężczyzn ubiega się o
Ciebie a ty ich z reguły przepędzasz!
Dlaczego" Zapomnij o Szulcu
'a dźwięk nazwiska Gara drgnęła
Przez twarz jej przebiegł cień smutku
Opanowała się jednak
— Mano' — rzekła — Nie martw się
mną' Jetem na swój sposób szczęśliwa!
Nie sadz by wszyscy ludzie mieli jedną
i tę sama drogę życia Nie warto uszczę-śliwiać
ludzi na swój sposób! Pomyśl
gdybym teraz zabrała ci Patryka i dzieci
a iia ich miejsce dała moje sieroty mnie-mając
ze będziesz szczęśliwa ponieważ
ta sie czuję zupełnie dobrze w tej sy
tuacji czy ty byś mnie za to pochwaliła?
— Nie' — Maria odparła żywo
— A widzisz! Ty jesteś szczęśliwa na
swój sposób a ja na mój! Nie próbujmy
narzucać swoje szczęście drugim! Nie
zawsze to co nam jest drogie musi być
Hf równie cenne postronnym osobom! Niech
W __J i! IL s Kazay na swuj spusuu s-- iiara się pyc£ szczę- -
'Whliwy
"4H
— 0 Janku! — z uprzejmym
uśmiechem Sara wchodząc-ego
do sklepu — Czym mogę służyć?
spojrzał z zakłopotaniem po
subiektach
— Czy nie moglibyśmy przejść do po- -
&j POLSKA OCZYMA KOBIETY
W
h£3dróżv
'"rc-'- -
każdej po
jeden szcze- -
{Mgolnie miły wie--
'fiSczór — tzw wie- -
(iAr7np Ifonif fińczVt
Dzieci już WCZeŚ- -
y J miaiy OWtj
OjZaDawe Dostały
aloniki zabaw
Rozdział XXIX
zawołała
widząc Sayera
Sayer
morskiej
yljest
Nadsyła B Głogowska Polski
ił i słodycze tańczyły przy dźwie- -
$arach orkiestry oglądały film Do
2aiienj teraz widziało się ile tu jest
lwiego drobiazgu Przeszło siedem-3?t- i
guuesictioro ~r-oczyna-jąc
oa ma-jeńst- w
ramionach pielęgniarek
sJioncząc na podrastających panien- -
Ikfjtdch
m Dorośli rozpoczęli wieczór uro- -
'j -- '""" uiouciii oiuum yitysuu- -
dyono kwiatami i chorągiewkami
--BftBańriu i HA- - „U l I £j — -- " ł niuijLii puuuuu£4 jjasa- -
Ije-owi-e
Kapitan Franciszek Szu--
„CiflłtrI"n"r1l piiemowut przez miKroron
c2ąc miłego spędzenia czasu w
Mgno me widzianej Ojczyźnie
#1 0blafl Przygotowano wystawny i
P&m Zbjt obfity na nasze już
WZ5ZVJCZaJ°ne do sKrumneJ an- -
ĄBeiskiej kuchni żołądki Pasaże
5im&pue ubrani orkwiptnip _
T
esi
W:
z
w
ie co to' w pewnym momen- -
6 imatłry 7
lOdzi rzędem naK7vrh rlunrlzipc
kelnerów niosąc urzed
{Sobą na tacy wiezvezkp lnrlnwat jm szczjcie każdej zapalone świa- -
ĆUlltO OrklPStra om mplnrlirino y&ecą świetliki lecą" Światełka
tSraŻa ulfnlr i „ i- -
8lohkach Zapala się światło o- -
FdSKi szmer nodziwn Praurla
45 m
fi m
im
'1
i to nietylko wieczór kapitański
fta
'ta
Easnip lrunhni
ośmiu
ggy_ i ya i-2-- n
koju za sklepem? — spytał — Mam
ważne sprawy do omówienia!
— Owszem Janku' — zgodziła się chę-tnie
Sara
Kiedy znaleźli się w pokoju Sayer
skruszonym głosem:
— Jest mi niezmiernie przykro
— Ha ha ha' — zaśmiała się Sara
— A więc zdążyłeś się dowiedzieć ze
Sam i Nancy nie są moimi dziećmi! Chcia-łam
ci to sama powiedzieć ale trzasną-łeś
drzwiami!
— Wybacz' Niepotrzebnie uniosłem
cipl
— Nie mam żalu do ciebie! — odparła
szczerym głosem
— Ty zawsze potrafisz być wyrozu-miałą'
Sayer tęsknym wzrokiem popatrzył na
Sarę Panna Stone cofnęła się pod ścia-nę
Owładnął ją dziwny niepokój Ręce
drżały
— Sara1 — rzekł Sayer prosząco —
Nie wiem czy zasłużyłem sobie abyś ze
mną rozmawiała Tyle już razy doku-czyłem
ci! Nawet cię uderzyłem
— To juz należy do zapomnianej prze-szłości!
— Wierz mi — dalej Sayer
że nie jestem taki zły jak się czasem wy-daję
Poza tym przeszedłem wiele do-świadczyłem
wiele Będąc w Stanach Zje-dnoczonych
ożeniłem się lecz zona umar-ła
przed rokiem!
— Przyjmij moje najgłębsze współczu-cie
Janku! — Sara rzekła z nieukrywa-nym
smutkiem — Nie wiedziałam że
los tak ciężko cię doświadczył!
— Może się i dobrze tak stało — west-chnął
Sayer — że Ema umarła bo ją nie
kochałem!
— Nie kochałeś? — wykrzyknęła Sara
z przestrachem — Jak mogłeś się żenić
bez miłości?
— Byłem zrozpaczony! — Sayer rozło-żył
bezradnie ręce — Nie sądziłem ze
będę wrócić do Toronto dlatego
postanowiłem osiąść na zawsze w Stanach
Zjednoczonych Ema była zacną kobietą
(2)
ale i noc świętojańska! Pasażero-wie
są oczarowani Ale to nie ko-niec
Czeka ich zabawa do rana
jeśli wytrzymają!
Anglia wita nas swą charakte-rystyczną
pogodą: zachmurzonym
niebem mgłą i zimnem W Sout-hampt- on
część pasażerów nas o-pusz- cza
na ich miejsce przybywa-ją
inni Przeważnie ci co jadą z
Anglii na wizytę o Polski lub od-wrotnie
— ci którzy wracają z
Anglii do krewnych
Znowu odbijamy od brzegu przy
dźwiękach Batorego
Przed nami jeszcze całe morze
Północne ale co to dla nas sta-rych
weteranów cośmy cały wiel-ki
ocean przebyli' Statek idzid te-raz
równo i spokojnie
W Kopenhadzie pogoda nie lep-sza
Zwiedzamy miasto w specjal-nych
autokarach Inny ma charak-ter
niż nasze kanadyjskie miasta
Jest stare pełne zabytków i pa-miątek
czyste zdobne zielenią
parków i kwietników W pobliżu o-krę- tu
ustawili przekupnie swoje
wózki z bananami Wykrzykują po
angielsku: "Trzy za pięć centów"
Dzieci oczywiście chcą bananów
bo na okręcie podają tylko poma-rańcze
gruszki i jabłka
Dwunastego dnia swej podróży
statek Batory wpłynął do portu
polskiego Gdyni Od wczesnego już
rana wszyscy pasażerowie stali na
pokładzie wpatrując się w zarysy
portu Było dość ciepło i słonecz-nie
U wejścia do portu zatrzyma-liśmy
się na chwilę I wtedy na
Już w następnym wydaniu
powieść Jerzego Giżyckiego
!B&sras=iSS§a
fAir3? te fascynującej porywającej powieści rozgrywa się w
"łi)ce w ktńrpi nut™ encił niio lni lrtAra 7na iak mało
sfofiPrw Glz'cki podróżnik myśliwy jest również doskonałym
St! IIal?rem psychologiem jak to stwierdzi każdy Czytelnik
gjg? noej powieści S NA POŁUDNIE OD FIEKŁA
fi}Ją ludzie walczą o byt Biali i czarni Mężczyźni i kobiety Ja J kształtują się sprawy inaczej wygląda każdy dzień
czytać herizlprip 7 7nnarfvm trhem
rzekł
ciągnął
mógł
hymnów
bijcie sobie regularną dostawę aby nie stracić ani jednego
odcinka
Lubiałem i szanowałem ją ale nie ko-chałem
bo serce moje było przy tobie
Sara oparła się o ścianę Była mocno
wzruszona Drżała Palcami nerwowo
skręcała chusteczkę Policzki zaczęły
piec Usta pałały Oddech skracał się
Sayer przybliżył się
— Nie wiem czy kochałaś mnie? —
rzekł — Jeżeli w twoim sercu jest choć
iskierka uczucia dla mnie to próbuję wy-krzes- ać
z niej ogień!
Patrzył proszącym błagającym żebrzą
cym wzrokiem Sara milczała Zaciskała
usta Paznokcie wbiła w dłoń Całymi
plecami oparła się o ścianę Ostatkiem
sił powstrzymywała wybuch wulkanu
Sayer zbliżył się jeszcze więcej by ja
pocałować
— Nie Janku! — wyrzuciła Sara 7
siebie słowa jednym tchem — Nie' Nie'
Nie!
Sayer nie zwracał uwagi na protesty
Powoli zbliżał swe usta Świat coraz mo
cniej zaczął wirować przed oczami Sary
Kręgi koła kółka i te usta usta usta
Ach'
Juz miał ja pocałować gdy do po-koju
wpadły dzieci Sara momentalnie
wróciła do równowagi Z siłą odepchnęła
Sayera od siebie
— Mamo' Mamo! — wołały dzieci —
Przyniosłyśmy ci kwiaty! Oto bukiecik
— Naprawdę śliczne! — odparła Sara
biorąc bukiecik kwiatów do ręki — Dzię-kuję
wam za nie!
Dzieci wybiegły z pokoju
— Jak to się świetnie składa! — zawo-łał
Sayer — Nawet kwiaty są na zarę-czyny!
— Nie będzie zaręczyn! — odparła
chłodno Sara — Nie mam zamiaru się
wydać!
Sayer szeroko otworzył oczy z zdu-mieniem
Co się stało? Przed chwilą wy-dawało
mu się ze uczucie rozpaliło Sarę
do białości A teraz? Odpowiada z zim
nym spokojem jak gdyby była bryłą
lodu a nie kobietą
— Nie rozumiem! — wyjąkał — Czy
chcesz zostać starą panną do śmierci?
— Nie jestem starą panną lecz matką!
— odparła dobitnym głosem akcentując
każde słowo — Mąż nie jest mi potrze-bny
— A może 'dzieciom potrzebny jest
ojciec?
— Ojczym chciałeś powiedzieć! —
poprawiła go — Otóż nie zgodzę się
na niego Nie chcę by ktoś miał podnieść
rękę na moje dziecko!
falach Bałtyku dojrzeliśmy płyną-cy
ku nam — wianeczek z kwia-tów
Wszyscy ze wzrusszeniem pa-trzyli
na ten barwny punkcik na
wodzie Prawda toż to niedawno
była noc świętojańska! Nad mo-rzem
puszczano wianki i ten wia-nuszek
z kwiatów wypłynął nam z
portu na powitanie
Tymczasem zadźwięczały syreny
zakotwiczonych w porcie statków
witając nasz okręt Powoli zbliży-liśmy
się do brzegu Stał już tam
gęsty tłum oczekujących Rozległy
się głosy komendy rzucono liny
MS Batory ukończył szczęśliwie
swą sto osiemnastą podróż Or-kiestra
na tarasie portowym za
grała "Jeszcze Poska nie zginęła"
Wzruszenie ścisnęło mi serce Dzie
więtnaście lat temu opuszczałam
na tym samym statku Polskę O- -
puszczałam na kilka miesięcy tyl-ko
a tyle lat minęło nim mogłam
ją znów ujrzeć I wtedy tak jak
teraz orkiestra grała hymn Tylko
wtedy młodość rwała się w świat
nie wyczuwając nieszczęść jakie
miały spaść na ojczyznę Dzisiaj
zaznawszy już ciężaru życia na e-mig- racji
jadę z sercem pełnjm
tęsknoty i oczekiwania Czy jest tu
jeszcze miejsce dla mnie? Czy
znajdę wspólny język z tymi któ-rzy
kiedyś byli mi bliscy?
Z tłumu ubarwionego bukieta-mi
kwutów iczlegają się okrzyki
pc witanie Powiewaj kapelusze i
Łzy wzruszę- -
nia płyną po twarzach Oczy chci
wie wypatrują wśród tłumu swo-ich
najbkższjTh Ja nie szukam
Nie wiem jak wygląda siostra
którą zostawiłam w szkolnyn
mundurku Lecz nagle coś zni
jomego udprza mnie w twarz
przesuwającej się wśród tłumu
blondynki I ona stanęła Oczy na- -
ci mkWŁ
WEWm
mSmmk mmmm
pBJpy iiBBB
sze się przez
się
i wy-ciągamy
siebięjręce Ona
się przez łzy
Pokazuje
pisa-żeró- w
już
odbywa
sprawnie i
nie rewido-wano
nas wcale Dawniej było i-na-czej
ale wskutek interwencji
kapitana okrętu pasażerom
na wizytę nie utrd- - 'nia się Urzędnik celny przejrzał
pobieżnie kilka moich walizek i
zapytał:
A wiezie Pani jaxie
złota?
Myśli pan że u nas o te szta-by
tak łatwo?
Uśmiechnął się i przystawił pie-czątki
na walizkach Polska stała
przede mną otworem
W Grand Hotelu w Sopocie
wyłącznie dla przy-bywających
zza granicy pierwszy
zgrzyt Pokoje otrzymamy dopie-ro
o 6 wieczór Do tego czasu rób
co chcesz Cdły hall zawalony ba-gażami
Goście nie wiedzą zo-stawić
wszystkie swoje rzeczy i
wyjść czy i pilnować W
sali czekamy na usługę
przeszło godzinę Znajomy lekarz
z Gdańska który odwiedzał nas w
chusteczki i Kanadzie i tu sprawuje obowiązki
gospodarza nie w j trzymał i zażą-dał
widzenia się z dyrektorem Dy-rektor
tłumaczył sie że nie wi-nien
że takie ma polecenia że
Warszawa decyduie ltd Ale zna
lazło się kelnerów hż dwóch zii-f-lazł
się i pokój Ha trudno Trze
ba będzie do tego
ić
Nasz znajomy dokłada wszelkich
starań by nam umilić pobyt nad
morzem Zwiedzamy Gdynię Mia
sto przybrane biało-czerwony- mi
flagami bo właśnie odbywają się
iroczystości związane ze Świętem
Morza stroje ludowe z róż-nych
okolic twarze opalone przy
pracy w ręce zgrubiałe Ci
dzie korzystają z dobrodziejstw
Polski Ludowej wczasów i wy-cieczek
Ale pogoda nie
Z ciemnych chmur leje ulewny
wiatr zimny dmie od mo
rza Nie widziałam defilady z Go
mułką i Spychalskim nie mogłam
zwiedzić nowej jednostki wojen-nej
okrętu polskiego "Wicher"
Zaziębiłam się boli mnie gardło
Następnego dnia pogoda nie le
psza ale wybieramy się na prze-jażdżkę
po wybrzeżu
doktora -- "Skoda" nie laki' jak na-sze
wielkie eleganckie wozy
— Nie chcę być ojczymem lecz ojcem
twoich dzieci!
— Każdy ojczym tak mówi nim się
ozem!
— Czemu tak obstajesz przy tych
dzieciach? — spytał z lekko podenerwo-wanym
głosem — Przecież to nie są
twoje! Nikt nie wymaga od ciebie ofiar'
— Przestań mnie pouczać! — Sara
odparła — Te dzieci są moje Matką jest
ta osoba która je wychowa a nie ta
która je wydala na świat To rodzicielka
a nie matka!
— Sara! — prosił Sayer — Zrozum
ze nie potrzebnie utrudniasz sobie dzie-ciom
i mnie życie!
— Janku! — Sara zwróciła się do
niego perswadującym głosem — Nim nie
wróciłeś z Stanów Zjednoczonych
Nancy 1 ja tworzyliśmy razem bardzo
szczęśliwą Nikt więcej nie był
nam potrzebny! Czy mam wpuścić do
rodziny kogoś kto może zakłócić to
szczęście?
— Sara'
— Nie Janku' Rozumiem że jesteś
sam 1 założyć sobie gniazdo ro-dzinne'
Napewno znajdziesz sobie lepsza
kobietę ode mnie żvczc ci tego z całego
serca Zostaw mnie jednak w spokoju'
Nie jestem samą opuszczoną zaginioną
w świecie Mani dzieci'
Sayer prze chwilę milczał Ważył czy
szukać nowych argumentów Zrezygno-wał
Mróz jaki wiał z słów Sary studził
Srojrzał na jej twarz Wyczuł 7
niej stanowczość bczkompromisowość
upór
Wzruszył ramionami bezradnie
Opuścił pokój
Rozdział L
— Mackenzie wrócił z Stanów Zjedno-czonych!
— Mackenzie w Toronto!
Wieść lotem błyskawicy obiegła mia-sto
Podawano ją od domu do domu
Na ulicach zatrzymywali się przechodnie
i gorąco dyskutowali Wyma-chiwali
Grozili
W Toronto zawrzało
W tawernach i piwiarniach zjawili się
ludzie którzy stawiali kolejki mętom
społecznym i zachęcali do wystąpień uli-cznych
Pod wpływem nadmiaru alko-holu
motłoch był gotowy do wykonania
zbrodniczej roboty Z tawern wysypały
się gromady z okrzykiem:
— śmierć Mackenziemu!
— Śmierć zdrajcy narodu!
— Śmierć! Śmierć! Śmierć!
spotkały moment
przypatrujemy sobie badamy
wzajemnie — jednocześnie
do wy-ciera
oczy uśmiecha
na palcach że minęło
już tyle lat
Tymczasem wyładowanie
zorganizowano Kontro-la
celna się szybko i
Wbrew pogłoskom
rożnym opowieściom
przy-bywającym
— sztaby
—
przeznaczonym
czy
siedzieć
jadalnej
radości
się przyzwycza
Widzę
polu lu
dopisuje
deszcz
Samochodzik
'ame
Sam
rodzinę
chcesz
zapał
Krzyczeli
rykańskie ale cieszymy się że
jest Mijamy urocze wioski lasy i
pola W pewnej chwili na drod7c
zatrzymują nas milicjanci Spraw-dzenie
wozu i jego przynależności
do właściciela Doktór ma poleco-ne
demonstrowanie działalności
świateł hamulca wycieraczek M-ilicjant
grzeczny nie zwraca uwagi
z- - siedzi nas więcej niż jest do-iolo-ne
Tylko cztery osoby mogą
bowiem jechać na raz Oddaje pa-piery
salutuje
—Takie kontrole odbywają się
na drogach często — tłumaczy
doktór — zapobiegają kradzieży
samochodów i zmuszają kierow-ców
do utrzymywania wozu w od-powiednim
stanic
Kartuzy to małe ubogie mia-steczko
Siostra dojrzała w oknie
jednego z nielicznych sklepów cy-tryny
I ona i doktór biegną kupo-wać
Wiele rzeczy w Polsce trzeba
kupować kiedy są bo później mo-że
ich nie być całymi miesiącami
W większych miastach zapas cy-tryn
już dawno się rozszedł w
Kartuzach są bo nic ma tu tylu
nabywców Rozglądam się po sklc
pic Biedne szare urządzenie
Skromny zapas towarów i puste
półki Najmniejszy nawet "ienc-ra- l
stoie' kanadyjski wyglądałby
przebogato w poTóv-nani- u z nim
Widziałam jednak ra wybrzcu
sklepy gdzie jst ruch Kolejki
wykręcone we rtszj-itki- c strony
stoją przed każd} ladą W jed-nym
takim zobaryłnm smaczne
myśliwskie kiełbaski i stanęłam w
kolejce
— Co pani prosi' — pyta przez
ramię sprzedająca
— Chciałabym trochę tych my-śliwskich
kiełbasek
— Ile?
Zawahałam się na moment
— A ile wchodzi na kilogram?
— pytam
— A skąd ja mam wiedzieć? —
odezwała się opryskliwie
— No przecież pani tu stoi i wa-ży
to musi pani wiedzieć
— Ja ich tam nic liczę Kupuje
pani czy nie? Następna! — wy-krzyknęła
sprzedająca
— Co się dziwissz — tłumaczy-ła
mi później siostra Dziewczyna
zarabia 700 złotych miesięcznie
stoi za ladą długie godziny a
prócz lego dyrekcja wymaga od
niej wiele przykrych rzeczy: na-przykł- ad
nakazuje jej wtykanie
klientom tłustej wędliny Wyo-brażam
sobie co się ona nasłucha
kiedy dokłada na wagę tłusty ka-wałek
Tak wyobrażam sobie I pen-sja
jej rzeczywiście jest mizerna
nie wystarcza nawet na najoar-tlzlc- j
skromne potrzeby Ą jednak
łatwiej byłoby jej odpowiedzfeć
raz na moje pytanie niż wykrzy
OKULIŚCI
OKULISTKI
Br Bukowsk-Bona- r R O
Wiktoria Bukowska O D
prowadził nowoczesny Kabinet
okullstjcniy pr?
274 Roncesvalles Avenue
obok Gcoffro St
Tcl LE 2-54-
93
Godziny przjjci' codziennie od 10
rano do 9 Mlcezór W soboH od
1(1 rano do 6 wieczór 37S
ADWOKACI
GEORGE BEN BA
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Mówi ]io polsku
1147 Dundas St W Toronto
Tel LE 40431 i LE 4-84-
32
JAN L Z GÓRA
ADWOKAT — OBROŃCA
NOTARIUSZ
1437 Queen St W — Torcnto
Tol Biura: LE 3-12-
11 Mieszk: Oakvillo VI 5-12- 15
5CS
E li Łuck BA LLB
(IUKOWSM)
ADWOKAT NOTARIUS7 OBROŃCA
Wspólnik firmy prawniczej Blanoy
Pasternak i Łuck
57 BLOOR Sł W n"K pokój 20C
TEL WA 4 9755
Prnjmuje Ukze ulenoraml od 7 ej
do 9 tej oraz w soboty za telefonie
nm porozumieniem i5 S
Pismo trzeba nie tylko
czytać ale i
prenumerować!
ARROW ELECTRIC
SERVICE
Instalacje elektryczne
i naprawy
Tel LE 2-79-
38
I
B5 77 i
Polski ikład towarów żelaznych
farb naczyń kuchennych oraz przy-borów
wodociągowych I ogrzewania
J & J HARDWARE
J Stefaniak wtaść
745 Quccn St W EM 6-48-
63 Solidna obsluRn — Niskie ceny
Bezpłatne porad w spraw ach kann
°
imicjl l ogrzewania s I
kiwać tyle nicpotr7cbnych i nie-przyjemnych
zdań
#
Doktór proponuje wypicie' le-moniady
i zatrzymuje samochód
przed "Restauracją Kaszubską"
Mijam skrome drewniane drzwi
wejściowe i staję olśniona
Wnętrze urządzone jest w stylu
ludowym Na ścianach ręcznie ma
lowane wzory ludowe Na suficie
piękny kolorowy deseń malowany
w gwiazdę dokoła zwicszcjąccj
się w kształcie koła od wozu lam
py Na jednej ze ścian rysunkowe
nuty dowcipnej ludowej piosenki
kaszubskiej W głębi wspaniały
piec kaflowy którego każdy kafe-lek
ozdobiony jest w inny wzór
Stoliki i zydelki niebieskie 'c
wzory Oj miałaby la kolorowa o-rygin- alna
restauracja powodzenie
w naszym Toronto!
Zwiedzamy jeszcze ośrodek kam-pingow- y
Związku Zawodowego
Pracowików Służby Zdrowia w
Chmielnie Doktór zachwycony ka
nadyjskimi jeziorami wyszukał po
powrocie do kraju łaJnc jciioro i
zorganizował tu punkt wypocyn
kowy Skromne lecz 'zysle sypial-nie
zdobne wyrobami ludowymi
kilka łódek o odpowicdnlili naz-wach'
"Inozicmicc" "Walcrianka '
"Witamina" puznalaią pracowni
kom Służby Zdrcia na spędzenie
mik-g- u odpoczynku
i
Wracamy do Gdańska Gdańsk
to stare polskie miasto wiele
przr-szł- o w swych oziejach wiele
przecierpiało Podczh' ostatniej
wojny logio prawic całkowicie v
gruzach toczyły się tu bowiem za-cięte
walki Niemcy opuszczając je
zniszczyli wiele zabytkowych bu-dynków
zalali część miasta Obe-cnie
miasto wznosi się powoli z
gruzów pnybierając swój staro-dawny
wygląd
Gdańsk Gdynia i Sopot tworzą
lak zwane Trójmieście Polacy mó-wią
z dumą że vi przyszłości te
trzy miasta połączą się ze sobą
wszystkie bowiem rozbudowują się
stale Ale „budownicto nie idzie lu
tempem amerykańskim Brak ma-teriałów
budowlanych a i jakość
pozostawia do życzenia Rażą mnie
te długie bloki mieszkaniowe i su-rowej
nierównej tegły o rzędach
jednakowych okien Nieolynkowa-n- ę
— bo to odkłada się na później
A między nimi stoją stare rozpa-dające
się inwalidy brudne i za-niedbane
rażące najskromniejsze
nawet uczucia estetyczne Całość
robi wrażenie ubogie i smutne
Dużo jeszcze lat upłynie nim sta
ną te miasla w rzędzie miast eu
ropejskicli
Czerwone jabłuszko prze kro
ione &na'$krzyż że nie masz
"Zw!azkówća'vło krzywortle -- pa
LEKARZE
Or M ZELCER
LEKARZ
500 College St (rog Palmerston)
Tel W A 1-3-
380
Godziny przyjęć:
od 1 30— 4 po po) i 6—8 wlecz
X-RA- Y 70--W
ip-w¥ąmu- y Dr W J ZINCNESIN
BA MU LM CC
LEKARZ I CHIRURG
Godziny przyjęć' od 11—12 prtid poi 2—130 po pol
1 od 7- - 9 uleczorern
606 Bathursf St — Toronto
Tol LE 3-34-
23
34W
POWRóCkŁ
DR fil KOSOWSKI
Choroby kobieco I położnictwo
(Leczenie nlcplodnolcl)
'rzyjmuje za uprzednim tclef
poioumieniem
LE 5-74-
34 lub LE 6-14-
70 611 Bloor Stroot W
(rtłG Piilmi rotnnt
2092
DENTYŚCI
0 I
Dr M LUCYK
DENTYSTA
Dundas Sł W Toronto
Tol RO 9-46-
82
W
Or S Dc BRIGEL
LEKARZ CHIRURG
DENTYSTA
i'lislcltmV & Siirccons' Bulldlng
kriH-Mirl- n No 215
86 Bloor St W — Toronło
Tol WAInuł 2-00-
56
21-- W
Dr E WACHNA
DENTYSTA
Godziny: 10-3- 86
Batluirsł Sł
-- 12 i 2—8 - EM 4-65-
15
W
Dr Tadeusz Więckowski
LEKARZ DENTYSTA
Tcl W A 2-08-
44 310 Bloor Sł W — Toronto
Przyjmuje po upi7cdnim poro
zumieniu teieionlcznvm w
Dr 'i SCHWABE HMPg
DENTYSTA
71 Howard Av
(róR Koncesvallc)
Godz pizyjcć zn vam telefon
LE 1-20-
05
49-- S
Dr H IJOUOSIGKIS I
LEKARZ DENTYSTA
Dyplom w Nlcmcecli l Knnadzle
Przyjmuje w tlleń 1 wieczorami tylt
ko za telefonicznym porozumieniem
45? Bloor Sł W
Starkmtin Chcmlsts & Mcdical
nnlldlng
Tol WA J2003 --"Mówi po polsku (S)
Dr Władysława
SADAUSOS
LEKARZ DENTYSTA
129 Grenadier Rd
(drugi dom od Koncesvallcs)
Przyjmuje za uprzednim telefo-nicznym
porozumieniem
Telefon LE --4250
vmmKtKKwmmmmmmmmmmmrewimiKXKmmmMwa
(Im '
-- 'v ' i
i i
BSSSK esaasEl
Najdogodniej
Podróżować
newoczosnyml
riołorowcami
Szwedzkiej Linii
Nowy GMPSKGLK Lswy KUHGSH0U1
Popularny STOCKHOLffl
odchody regularnie z New Yor-ku
cięłło i Halifaxu do Bremer
havcri Kopenhagi i Gothenbur-g- a
połączonych z Polską dosko-nała
komunikacją
Podróż komfotlowymi statkami
Szwedzkiej Linii należy do przy-jemności
wyjątkowych Kabiny ją obszerne I wygodne skandy-nawska
kuchnia tradycyjnie zna- -' komita i obfita wspaniale luk-susowe
salony i holie zachęcają
do przyjacielskiej pogawędki
wypoczynku czy yabawy obsługa
jest przyja7na i uprzejma
ZWRACAJCIE SIĘ DO LOKALNYCH
BIUR PODRÓŻY LUB
SWEDISH AMERICAN
L1NE
1255 Phillips Sq Montreal 2 PQ
470 Main Streeł Wlnnlpog Mn
803 lit Street E Calgary Alła
w E=3
62
Rezerwujcie bilety
na Szwedzką Linię5
Four Seasonś Trayel
09 Rlnnr CK VJ Tnrnnfn'
S""Aiał ?
lĘ&-i&aStaumiitM-kif
ts
mmz
'S mmf
TSfcflf
to $ im
£M
ijmt#ł
tm
1-ćl- tH mi'II
mw
K
'nksiAtiflAfci
W i ił i mmm
1 UłCT] 11 I Mtmm
t i --tf5r„vsaSł?SfjŁj'JirietMii fiysŁmmti?fi
i' mu'5ma isTstirit-- siitiiiM
immiiim 11 1 lilii 1 i ś&lf&fHnlflt
JĄilJjitlJ
Mj& ?p1 lilii I
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, August 06, 1958 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1958-08-06 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000228 |
Description
| Title | 000279b |
| OCR text | mmMmmil 1 NM£ "ZWIĄZKOWIEC" SIERPIEŃ (August) Środa 5 — 1958 STR-- 7 gu-iu-t i ą Franciszek Kmiełowicz pffi2Ł£ES fi) P Wady ud Tato 1 i _-__- _ _61 i rSzSS&Ły Kied będziesz miała męża fi ja Sara cofnęła się o krok fi jnmna Dzieci przecież mam a t m f?4 i V4- - 22- - łjj _ __ ty ii _ __ — az est mi niepotrzebny! __ Mówisz tak bo nigdy nie byłaś mę-żatka' Łudzisz się ze dzieci które wy-chowujesz to twój właściwy świat! Nie wierze w to' Pełne życie dla kobiety jest tlko u boku męża i w otoczeniu wła- - cm eh dzieci' '— Buntujesz mnie przeciwko dzieciom ktore wNchowuję? — spytała nawpół żartem Sara __ ie' _ odparła Mana — Wycho-wu] ie dalej ale pomyśl o pełnym życiu Zdenduj się na małżeństwo! Jak opo-wiadała sporo mężczyzn ubiega się o Ciebie a ty ich z reguły przepędzasz! Dlaczego" Zapomnij o Szulcu 'a dźwięk nazwiska Gara drgnęła Przez twarz jej przebiegł cień smutku Opanowała się jednak — Mano' — rzekła — Nie martw się mną' Jetem na swój sposób szczęśliwa! Nie sadz by wszyscy ludzie mieli jedną i tę sama drogę życia Nie warto uszczę-śliwiać ludzi na swój sposób! Pomyśl gdybym teraz zabrała ci Patryka i dzieci a iia ich miejsce dała moje sieroty mnie-mając ze będziesz szczęśliwa ponieważ ta sie czuję zupełnie dobrze w tej sy tuacji czy ty byś mnie za to pochwaliła? — Nie' — Maria odparła żywo — A widzisz! Ty jesteś szczęśliwa na swój sposób a ja na mój! Nie próbujmy narzucać swoje szczęście drugim! Nie zawsze to co nam jest drogie musi być Hf równie cenne postronnym osobom! Niech W __J i! IL s Kazay na swuj spusuu s-- iiara się pyc£ szczę- - 'Whliwy "4H — 0 Janku! — z uprzejmym uśmiechem Sara wchodząc-ego do sklepu — Czym mogę służyć? spojrzał z zakłopotaniem po subiektach — Czy nie moglibyśmy przejść do po- - &j POLSKA OCZYMA KOBIETY W h£3dróżv '"rc-'- - każdej po jeden szcze- - {Mgolnie miły wie-- 'fiSczór — tzw wie- - (iAr7np Ifonif fińczVt Dzieci już WCZeŚ- - y J miaiy OWtj OjZaDawe Dostały aloniki zabaw Rozdział XXIX zawołała widząc Sayera Sayer morskiej yljest Nadsyła B Głogowska Polski ił i słodycze tańczyły przy dźwie- - $arach orkiestry oglądały film Do 2aiienj teraz widziało się ile tu jest lwiego drobiazgu Przeszło siedem-3?t- i guuesictioro ~r-oczyna-jąc oa ma-jeńst- w ramionach pielęgniarek sJioncząc na podrastających panien- - Ikfjtdch m Dorośli rozpoczęli wieczór uro- - 'j -- '""" uiouciii oiuum yitysuu- - dyono kwiatami i chorągiewkami --BftBańriu i HA- - „U l I £j — -- " ł niuijLii puuuuu£4 jjasa- - Ije-owi-e Kapitan Franciszek Szu-- „CiflłtrI"n"r1l piiemowut przez miKroron c2ąc miłego spędzenia czasu w Mgno me widzianej Ojczyźnie #1 0blafl Przygotowano wystawny i P&m Zbjt obfity na nasze już WZ5ZVJCZaJ°ne do sKrumneJ an- - ĄBeiskiej kuchni żołądki Pasaże 5im&pue ubrani orkwiptnip _ T esi W: z w ie co to' w pewnym momen- - 6 imatłry 7 lOdzi rzędem naK7vrh rlunrlzipc kelnerów niosąc urzed {Sobą na tacy wiezvezkp lnrlnwat jm szczjcie każdej zapalone świa- - ĆUlltO OrklPStra om mplnrlirino y&ecą świetliki lecą" Światełka tSraŻa ulfnlr i „ i- - 8lohkach Zapala się światło o- - FdSKi szmer nodziwn Praurla 45 m fi m im '1 i to nietylko wieczór kapitański fta 'ta Easnip lrunhni ośmiu ggy_ i ya i-2-- n koju za sklepem? — spytał — Mam ważne sprawy do omówienia! — Owszem Janku' — zgodziła się chę-tnie Sara Kiedy znaleźli się w pokoju Sayer skruszonym głosem: — Jest mi niezmiernie przykro — Ha ha ha' — zaśmiała się Sara — A więc zdążyłeś się dowiedzieć ze Sam i Nancy nie są moimi dziećmi! Chcia-łam ci to sama powiedzieć ale trzasną-łeś drzwiami! — Wybacz' Niepotrzebnie uniosłem cipl — Nie mam żalu do ciebie! — odparła szczerym głosem — Ty zawsze potrafisz być wyrozu-miałą' Sayer tęsknym wzrokiem popatrzył na Sarę Panna Stone cofnęła się pod ścia-nę Owładnął ją dziwny niepokój Ręce drżały — Sara1 — rzekł Sayer prosząco — Nie wiem czy zasłużyłem sobie abyś ze mną rozmawiała Tyle już razy doku-czyłem ci! Nawet cię uderzyłem — To juz należy do zapomnianej prze-szłości! — Wierz mi — dalej Sayer że nie jestem taki zły jak się czasem wy-daję Poza tym przeszedłem wiele do-świadczyłem wiele Będąc w Stanach Zje-dnoczonych ożeniłem się lecz zona umar-ła przed rokiem! — Przyjmij moje najgłębsze współczu-cie Janku! — Sara rzekła z nieukrywa-nym smutkiem — Nie wiedziałam że los tak ciężko cię doświadczył! — Może się i dobrze tak stało — west-chnął Sayer — że Ema umarła bo ją nie kochałem! — Nie kochałeś? — wykrzyknęła Sara z przestrachem — Jak mogłeś się żenić bez miłości? — Byłem zrozpaczony! — Sayer rozło-żył bezradnie ręce — Nie sądziłem ze będę wrócić do Toronto dlatego postanowiłem osiąść na zawsze w Stanach Zjednoczonych Ema była zacną kobietą (2) ale i noc świętojańska! Pasażero-wie są oczarowani Ale to nie ko-niec Czeka ich zabawa do rana jeśli wytrzymają! Anglia wita nas swą charakte-rystyczną pogodą: zachmurzonym niebem mgłą i zimnem W Sout-hampt- on część pasażerów nas o-pusz- cza na ich miejsce przybywa-ją inni Przeważnie ci co jadą z Anglii na wizytę o Polski lub od-wrotnie — ci którzy wracają z Anglii do krewnych Znowu odbijamy od brzegu przy dźwiękach Batorego Przed nami jeszcze całe morze Północne ale co to dla nas sta-rych weteranów cośmy cały wiel-ki ocean przebyli' Statek idzid te-raz równo i spokojnie W Kopenhadzie pogoda nie lep-sza Zwiedzamy miasto w specjal-nych autokarach Inny ma charak-ter niż nasze kanadyjskie miasta Jest stare pełne zabytków i pa-miątek czyste zdobne zielenią parków i kwietników W pobliżu o-krę- tu ustawili przekupnie swoje wózki z bananami Wykrzykują po angielsku: "Trzy za pięć centów" Dzieci oczywiście chcą bananów bo na okręcie podają tylko poma-rańcze gruszki i jabłka Dwunastego dnia swej podróży statek Batory wpłynął do portu polskiego Gdyni Od wczesnego już rana wszyscy pasażerowie stali na pokładzie wpatrując się w zarysy portu Było dość ciepło i słonecz-nie U wejścia do portu zatrzyma-liśmy się na chwilę I wtedy na Już w następnym wydaniu powieść Jerzego Giżyckiego !B&sras=iSS§a fAir3? te fascynującej porywającej powieści rozgrywa się w "łi)ce w ktńrpi nut™ encił niio lni lrtAra 7na iak mało sfofiPrw Glz'cki podróżnik myśliwy jest również doskonałym St! IIal?rem psychologiem jak to stwierdzi każdy Czytelnik gjg? noej powieści S NA POŁUDNIE OD FIEKŁA fi}Ją ludzie walczą o byt Biali i czarni Mężczyźni i kobiety Ja J kształtują się sprawy inaczej wygląda każdy dzień czytać herizlprip 7 7nnarfvm trhem rzekł ciągnął mógł hymnów bijcie sobie regularną dostawę aby nie stracić ani jednego odcinka Lubiałem i szanowałem ją ale nie ko-chałem bo serce moje było przy tobie Sara oparła się o ścianę Była mocno wzruszona Drżała Palcami nerwowo skręcała chusteczkę Policzki zaczęły piec Usta pałały Oddech skracał się Sayer przybliżył się — Nie wiem czy kochałaś mnie? — rzekł — Jeżeli w twoim sercu jest choć iskierka uczucia dla mnie to próbuję wy-krzes- ać z niej ogień! Patrzył proszącym błagającym żebrzą cym wzrokiem Sara milczała Zaciskała usta Paznokcie wbiła w dłoń Całymi plecami oparła się o ścianę Ostatkiem sił powstrzymywała wybuch wulkanu Sayer zbliżył się jeszcze więcej by ja pocałować — Nie Janku! — wyrzuciła Sara 7 siebie słowa jednym tchem — Nie' Nie' Nie! Sayer nie zwracał uwagi na protesty Powoli zbliżał swe usta Świat coraz mo cniej zaczął wirować przed oczami Sary Kręgi koła kółka i te usta usta usta Ach' Juz miał ja pocałować gdy do po-koju wpadły dzieci Sara momentalnie wróciła do równowagi Z siłą odepchnęła Sayera od siebie — Mamo' Mamo! — wołały dzieci — Przyniosłyśmy ci kwiaty! Oto bukiecik — Naprawdę śliczne! — odparła Sara biorąc bukiecik kwiatów do ręki — Dzię-kuję wam za nie! Dzieci wybiegły z pokoju — Jak to się świetnie składa! — zawo-łał Sayer — Nawet kwiaty są na zarę-czyny! — Nie będzie zaręczyn! — odparła chłodno Sara — Nie mam zamiaru się wydać! Sayer szeroko otworzył oczy z zdu-mieniem Co się stało? Przed chwilą wy-dawało mu się ze uczucie rozpaliło Sarę do białości A teraz? Odpowiada z zim nym spokojem jak gdyby była bryłą lodu a nie kobietą — Nie rozumiem! — wyjąkał — Czy chcesz zostać starą panną do śmierci? — Nie jestem starą panną lecz matką! — odparła dobitnym głosem akcentując każde słowo — Mąż nie jest mi potrze-bny — A może 'dzieciom potrzebny jest ojciec? — Ojczym chciałeś powiedzieć! — poprawiła go — Otóż nie zgodzę się na niego Nie chcę by ktoś miał podnieść rękę na moje dziecko! falach Bałtyku dojrzeliśmy płyną-cy ku nam — wianeczek z kwia-tów Wszyscy ze wzrusszeniem pa-trzyli na ten barwny punkcik na wodzie Prawda toż to niedawno była noc świętojańska! Nad mo-rzem puszczano wianki i ten wia-nuszek z kwiatów wypłynął nam z portu na powitanie Tymczasem zadźwięczały syreny zakotwiczonych w porcie statków witając nasz okręt Powoli zbliży-liśmy się do brzegu Stał już tam gęsty tłum oczekujących Rozległy się głosy komendy rzucono liny MS Batory ukończył szczęśliwie swą sto osiemnastą podróż Or-kiestra na tarasie portowym za grała "Jeszcze Poska nie zginęła" Wzruszenie ścisnęło mi serce Dzie więtnaście lat temu opuszczałam na tym samym statku Polskę O- - puszczałam na kilka miesięcy tyl-ko a tyle lat minęło nim mogłam ją znów ujrzeć I wtedy tak jak teraz orkiestra grała hymn Tylko wtedy młodość rwała się w świat nie wyczuwając nieszczęść jakie miały spaść na ojczyznę Dzisiaj zaznawszy już ciężaru życia na e-mig- racji jadę z sercem pełnjm tęsknoty i oczekiwania Czy jest tu jeszcze miejsce dla mnie? Czy znajdę wspólny język z tymi któ-rzy kiedyś byli mi bliscy? Z tłumu ubarwionego bukieta-mi kwutów iczlegają się okrzyki pc witanie Powiewaj kapelusze i Łzy wzruszę- - nia płyną po twarzach Oczy chci wie wypatrują wśród tłumu swo-ich najbkższjTh Ja nie szukam Nie wiem jak wygląda siostra którą zostawiłam w szkolnyn mundurku Lecz nagle coś zni jomego udprza mnie w twarz przesuwającej się wśród tłumu blondynki I ona stanęła Oczy na- - ci mkWŁ WEWm mSmmk mmmm pBJpy iiBBB sze się przez się i wy-ciągamy siebięjręce Ona się przez łzy Pokazuje pisa-żeró- w już odbywa sprawnie i nie rewido-wano nas wcale Dawniej było i-na-czej ale wskutek interwencji kapitana okrętu pasażerom na wizytę nie utrd- - 'nia się Urzędnik celny przejrzał pobieżnie kilka moich walizek i zapytał: A wiezie Pani jaxie złota? Myśli pan że u nas o te szta-by tak łatwo? Uśmiechnął się i przystawił pie-czątki na walizkach Polska stała przede mną otworem W Grand Hotelu w Sopocie wyłącznie dla przy-bywających zza granicy pierwszy zgrzyt Pokoje otrzymamy dopie-ro o 6 wieczór Do tego czasu rób co chcesz Cdły hall zawalony ba-gażami Goście nie wiedzą zo-stawić wszystkie swoje rzeczy i wyjść czy i pilnować W sali czekamy na usługę przeszło godzinę Znajomy lekarz z Gdańska który odwiedzał nas w chusteczki i Kanadzie i tu sprawuje obowiązki gospodarza nie w j trzymał i zażą-dał widzenia się z dyrektorem Dy-rektor tłumaczył sie że nie wi-nien że takie ma polecenia że Warszawa decyduie ltd Ale zna lazło się kelnerów hż dwóch zii-f-lazł się i pokój Ha trudno Trze ba będzie do tego ić Nasz znajomy dokłada wszelkich starań by nam umilić pobyt nad morzem Zwiedzamy Gdynię Mia sto przybrane biało-czerwony- mi flagami bo właśnie odbywają się iroczystości związane ze Świętem Morza stroje ludowe z róż-nych okolic twarze opalone przy pracy w ręce zgrubiałe Ci dzie korzystają z dobrodziejstw Polski Ludowej wczasów i wy-cieczek Ale pogoda nie Z ciemnych chmur leje ulewny wiatr zimny dmie od mo rza Nie widziałam defilady z Go mułką i Spychalskim nie mogłam zwiedzić nowej jednostki wojen-nej okrętu polskiego "Wicher" Zaziębiłam się boli mnie gardło Następnego dnia pogoda nie le psza ale wybieramy się na prze-jażdżkę po wybrzeżu doktora -- "Skoda" nie laki' jak na-sze wielkie eleganckie wozy — Nie chcę być ojczymem lecz ojcem twoich dzieci! — Każdy ojczym tak mówi nim się ozem! — Czemu tak obstajesz przy tych dzieciach? — spytał z lekko podenerwo-wanym głosem — Przecież to nie są twoje! Nikt nie wymaga od ciebie ofiar' — Przestań mnie pouczać! — Sara odparła — Te dzieci są moje Matką jest ta osoba która je wychowa a nie ta która je wydala na świat To rodzicielka a nie matka! — Sara! — prosił Sayer — Zrozum ze nie potrzebnie utrudniasz sobie dzie-ciom i mnie życie! — Janku! — Sara zwróciła się do niego perswadującym głosem — Nim nie wróciłeś z Stanów Zjednoczonych Nancy 1 ja tworzyliśmy razem bardzo szczęśliwą Nikt więcej nie był nam potrzebny! Czy mam wpuścić do rodziny kogoś kto może zakłócić to szczęście? — Sara' — Nie Janku' Rozumiem że jesteś sam 1 założyć sobie gniazdo ro-dzinne' Napewno znajdziesz sobie lepsza kobietę ode mnie żvczc ci tego z całego serca Zostaw mnie jednak w spokoju' Nie jestem samą opuszczoną zaginioną w świecie Mani dzieci' Sayer prze chwilę milczał Ważył czy szukać nowych argumentów Zrezygno-wał Mróz jaki wiał z słów Sary studził Srojrzał na jej twarz Wyczuł 7 niej stanowczość bczkompromisowość upór Wzruszył ramionami bezradnie Opuścił pokój Rozdział L — Mackenzie wrócił z Stanów Zjedno-czonych! — Mackenzie w Toronto! Wieść lotem błyskawicy obiegła mia-sto Podawano ją od domu do domu Na ulicach zatrzymywali się przechodnie i gorąco dyskutowali Wyma-chiwali Grozili W Toronto zawrzało W tawernach i piwiarniach zjawili się ludzie którzy stawiali kolejki mętom społecznym i zachęcali do wystąpień uli-cznych Pod wpływem nadmiaru alko-holu motłoch był gotowy do wykonania zbrodniczej roboty Z tawern wysypały się gromady z okrzykiem: — śmierć Mackenziemu! — Śmierć zdrajcy narodu! — Śmierć! Śmierć! Śmierć! spotkały moment przypatrujemy sobie badamy wzajemnie — jednocześnie do wy-ciera oczy uśmiecha na palcach że minęło już tyle lat Tymczasem wyładowanie zorganizowano Kontro-la celna się szybko i Wbrew pogłoskom rożnym opowieściom przy-bywającym — sztaby — przeznaczonym czy siedzieć jadalnej radości się przyzwycza Widzę polu lu dopisuje deszcz Samochodzik 'ame Sam rodzinę chcesz zapał Krzyczeli rykańskie ale cieszymy się że jest Mijamy urocze wioski lasy i pola W pewnej chwili na drod7c zatrzymują nas milicjanci Spraw-dzenie wozu i jego przynależności do właściciela Doktór ma poleco-ne demonstrowanie działalności świateł hamulca wycieraczek M-ilicjant grzeczny nie zwraca uwagi z- - siedzi nas więcej niż jest do-iolo-ne Tylko cztery osoby mogą bowiem jechać na raz Oddaje pa-piery salutuje —Takie kontrole odbywają się na drogach często — tłumaczy doktór — zapobiegają kradzieży samochodów i zmuszają kierow-ców do utrzymywania wozu w od-powiednim stanic Kartuzy to małe ubogie mia-steczko Siostra dojrzała w oknie jednego z nielicznych sklepów cy-tryny I ona i doktór biegną kupo-wać Wiele rzeczy w Polsce trzeba kupować kiedy są bo później mo-że ich nie być całymi miesiącami W większych miastach zapas cy-tryn już dawno się rozszedł w Kartuzach są bo nic ma tu tylu nabywców Rozglądam się po sklc pic Biedne szare urządzenie Skromny zapas towarów i puste półki Najmniejszy nawet "ienc-ra- l stoie' kanadyjski wyglądałby przebogato w poTóv-nani- u z nim Widziałam jednak ra wybrzcu sklepy gdzie jst ruch Kolejki wykręcone we rtszj-itki- c strony stoją przed każd} ladą W jed-nym takim zobaryłnm smaczne myśliwskie kiełbaski i stanęłam w kolejce — Co pani prosi' — pyta przez ramię sprzedająca — Chciałabym trochę tych my-śliwskich kiełbasek — Ile? Zawahałam się na moment — A ile wchodzi na kilogram? — pytam — A skąd ja mam wiedzieć? — odezwała się opryskliwie — No przecież pani tu stoi i wa-ży to musi pani wiedzieć — Ja ich tam nic liczę Kupuje pani czy nie? Następna! — wy-krzyknęła sprzedająca — Co się dziwissz — tłumaczy-ła mi później siostra Dziewczyna zarabia 700 złotych miesięcznie stoi za ladą długie godziny a prócz lego dyrekcja wymaga od niej wiele przykrych rzeczy: na-przykł- ad nakazuje jej wtykanie klientom tłustej wędliny Wyo-brażam sobie co się ona nasłucha kiedy dokłada na wagę tłusty ka-wałek Tak wyobrażam sobie I pen-sja jej rzeczywiście jest mizerna nie wystarcza nawet na najoar-tlzlc- j skromne potrzeby Ą jednak łatwiej byłoby jej odpowiedzfeć raz na moje pytanie niż wykrzy OKULIŚCI OKULISTKI Br Bukowsk-Bona- r R O Wiktoria Bukowska O D prowadził nowoczesny Kabinet okullstjcniy pr? 274 Roncesvalles Avenue obok Gcoffro St Tcl LE 2-54- 93 Godziny przjjci' codziennie od 10 rano do 9 Mlcezór W soboH od 1(1 rano do 6 wieczór 37S ADWOKACI GEORGE BEN BA ADWOKAT I NOTARIUSZ Mówi ]io polsku 1147 Dundas St W Toronto Tel LE 40431 i LE 4-84- 32 JAN L Z GÓRA ADWOKAT — OBROŃCA NOTARIUSZ 1437 Queen St W — Torcnto Tol Biura: LE 3-12- 11 Mieszk: Oakvillo VI 5-12- 15 5CS E li Łuck BA LLB (IUKOWSM) ADWOKAT NOTARIUS7 OBROŃCA Wspólnik firmy prawniczej Blanoy Pasternak i Łuck 57 BLOOR Sł W n"K pokój 20C TEL WA 4 9755 Prnjmuje Ukze ulenoraml od 7 ej do 9 tej oraz w soboty za telefonie nm porozumieniem i5 S Pismo trzeba nie tylko czytać ale i prenumerować! ARROW ELECTRIC SERVICE Instalacje elektryczne i naprawy Tel LE 2-79- 38 I B5 77 i Polski ikład towarów żelaznych farb naczyń kuchennych oraz przy-borów wodociągowych I ogrzewania J & J HARDWARE J Stefaniak wtaść 745 Quccn St W EM 6-48- 63 Solidna obsluRn — Niskie ceny Bezpłatne porad w spraw ach kann ° imicjl l ogrzewania s I kiwać tyle nicpotr7cbnych i nie-przyjemnych zdań # Doktór proponuje wypicie' le-moniady i zatrzymuje samochód przed "Restauracją Kaszubską" Mijam skrome drewniane drzwi wejściowe i staję olśniona Wnętrze urządzone jest w stylu ludowym Na ścianach ręcznie ma lowane wzory ludowe Na suficie piękny kolorowy deseń malowany w gwiazdę dokoła zwicszcjąccj się w kształcie koła od wozu lam py Na jednej ze ścian rysunkowe nuty dowcipnej ludowej piosenki kaszubskiej W głębi wspaniały piec kaflowy którego każdy kafe-lek ozdobiony jest w inny wzór Stoliki i zydelki niebieskie 'c wzory Oj miałaby la kolorowa o-rygin- alna restauracja powodzenie w naszym Toronto! Zwiedzamy jeszcze ośrodek kam-pingow- y Związku Zawodowego Pracowików Służby Zdrowia w Chmielnie Doktór zachwycony ka nadyjskimi jeziorami wyszukał po powrocie do kraju łaJnc jciioro i zorganizował tu punkt wypocyn kowy Skromne lecz 'zysle sypial-nie zdobne wyrobami ludowymi kilka łódek o odpowicdnlili naz-wach' "Inozicmicc" "Walcrianka ' "Witamina" puznalaią pracowni kom Służby Zdrcia na spędzenie mik-g- u odpoczynku i Wracamy do Gdańska Gdańsk to stare polskie miasto wiele przr-szł- o w swych oziejach wiele przecierpiało Podczh' ostatniej wojny logio prawic całkowicie v gruzach toczyły się tu bowiem za-cięte walki Niemcy opuszczając je zniszczyli wiele zabytkowych bu-dynków zalali część miasta Obe-cnie miasto wznosi się powoli z gruzów pnybierając swój staro-dawny wygląd Gdańsk Gdynia i Sopot tworzą lak zwane Trójmieście Polacy mó-wią z dumą że vi przyszłości te trzy miasta połączą się ze sobą wszystkie bowiem rozbudowują się stale Ale „budownicto nie idzie lu tempem amerykańskim Brak ma-teriałów budowlanych a i jakość pozostawia do życzenia Rażą mnie te długie bloki mieszkaniowe i su-rowej nierównej tegły o rzędach jednakowych okien Nieolynkowa-n- ę — bo to odkłada się na później A między nimi stoją stare rozpa-dające się inwalidy brudne i za-niedbane rażące najskromniejsze nawet uczucia estetyczne Całość robi wrażenie ubogie i smutne Dużo jeszcze lat upłynie nim sta ną te miasla w rzędzie miast eu ropejskicli Czerwone jabłuszko prze kro ione &na'$krzyż że nie masz "Zw!azkówća'vło krzywortle -- pa LEKARZE Or M ZELCER LEKARZ 500 College St (rog Palmerston) Tel W A 1-3- 380 Godziny przyjęć: od 1 30— 4 po po) i 6—8 wlecz X-RA- Y 70--W ip-w¥ąmu- y Dr W J ZINCNESIN BA MU LM CC LEKARZ I CHIRURG Godziny przyjęć' od 11—12 prtid poi 2—130 po pol 1 od 7- - 9 uleczorern 606 Bathursf St — Toronto Tol LE 3-34- 23 34W POWRóCkŁ DR fil KOSOWSKI Choroby kobieco I położnictwo (Leczenie nlcplodnolcl) 'rzyjmuje za uprzednim tclef poioumieniem LE 5-74- 34 lub LE 6-14- 70 611 Bloor Stroot W (rtłG Piilmi rotnnt 2092 DENTYŚCI 0 I Dr M LUCYK DENTYSTA Dundas Sł W Toronto Tol RO 9-46- 82 W Or S Dc BRIGEL LEKARZ CHIRURG DENTYSTA i'lislcltmV & Siirccons' Bulldlng kriH-Mirl- n No 215 86 Bloor St W — Toronło Tol WAInuł 2-00- 56 21-- W Dr E WACHNA DENTYSTA Godziny: 10-3- 86 Batluirsł Sł -- 12 i 2—8 - EM 4-65- 15 W Dr Tadeusz Więckowski LEKARZ DENTYSTA Tcl W A 2-08- 44 310 Bloor Sł W — Toronto Przyjmuje po upi7cdnim poro zumieniu teieionlcznvm w Dr 'i SCHWABE HMPg DENTYSTA 71 Howard Av (róR Koncesvallc) Godz pizyjcć zn vam telefon LE 1-20- 05 49-- S Dr H IJOUOSIGKIS I LEKARZ DENTYSTA Dyplom w Nlcmcecli l Knnadzle Przyjmuje w tlleń 1 wieczorami tylt ko za telefonicznym porozumieniem 45? Bloor Sł W Starkmtin Chcmlsts & Mcdical nnlldlng Tol WA J2003 --"Mówi po polsku (S) Dr Władysława SADAUSOS LEKARZ DENTYSTA 129 Grenadier Rd (drugi dom od Koncesvallcs) Przyjmuje za uprzednim telefo-nicznym porozumieniem Telefon LE --4250 vmmKtKKwmmmmmmmmmmmrewimiKXKmmmMwa (Im ' -- 'v ' i i i BSSSK esaasEl Najdogodniej Podróżować newoczosnyml riołorowcami Szwedzkiej Linii Nowy GMPSKGLK Lswy KUHGSH0U1 Popularny STOCKHOLffl odchody regularnie z New Yor-ku cięłło i Halifaxu do Bremer havcri Kopenhagi i Gothenbur-g- a połączonych z Polską dosko-nała komunikacją Podróż komfotlowymi statkami Szwedzkiej Linii należy do przy-jemności wyjątkowych Kabiny ją obszerne I wygodne skandy-nawska kuchnia tradycyjnie zna- -' komita i obfita wspaniale luk-susowe salony i holie zachęcają do przyjacielskiej pogawędki wypoczynku czy yabawy obsługa jest przyja7na i uprzejma ZWRACAJCIE SIĘ DO LOKALNYCH BIUR PODRÓŻY LUB SWEDISH AMERICAN L1NE 1255 Phillips Sq Montreal 2 PQ 470 Main Streeł Wlnnlpog Mn 803 lit Street E Calgary Alła w E=3 62 Rezerwujcie bilety na Szwedzką Linię5 Four Seasonś Trayel 09 Rlnnr CK VJ Tnrnnfn' S""Aiał ? lĘ&-i&aStaumiitM-kif ts mmz 'S mmf TSfcflf to $ im £M ijmt#ł tm 1-ćl- tH mi'II mw K 'nksiAtiflAfci W i ił i mmm 1 UłCT] 11 I Mtmm t i --tf5r„vsaSł?SfjŁj'JirietMii fiysŁmmti?fi i' mu'5ma isTstirit-- siitiiiM immiiim 11 1 lilii 1 i ś&lf&fHnlflt JĄilJjitlJ Mj& ?p1 lilii I |
Tags
Comments
Post a Comment for 000279b
